Autobus śmierdzi - OGG

środa, 1 lutego 2017

Autobus śmierdzi

Ze świata w którym seksbomba sąsiadka sypia z tobą w twoim ciepłym domu, w którym jakiś szaleniec powłączał wszystkie światła będąc ponad zaprzątania sobie głowy myślami o rachunku za prąd, wyrwał mnie budzik.

Była 6:30 rano i na początku nie wiedziałem co się dzieje. Mój kochany telefon (sarkazm) był bardzo nieczuły i nie chciał wyłączyć alarmu. W motłochu, nieudolnie zakrywając głośnik, udałem się do kuchni, gdzie wreszcie udało mi się go uciszyć.

Pół godziny później szedłem już do pracy. Za trzecim podejściem wysłałem moje środowe wideo przywitanie do Torów Przyjaźni, które są prywatną grupą na Whatsapp składającą się z moich trzech przyjaciół z dzieciństwa. Minąłem ciężarówkę pompującą szambo i rzuciłem “Morning” do obsługującej ją pana, który zrobił wcześniej krok w tył i w cień, żebym mógł przejść.

Autobus jak zawsze był spóźniony tak z 10 minut. W lepsze dni spóźnia sie o pięć. Wkurza mnie ignorancja przewoźników, którzy zamiast zmienić rozkład jazdy korespondujący z realiami, trzymają się kłamst. Jak ma być na 7:15 a jest na 7:25, to po prostu piszcie 7:25 do cholery. Szkoda im pieniędzy na nowe ulotki? Może i tak wciąż by się spóźniali, więc z 7:25 mielibyśmy 7:35? Takie błędne koło. Z drugiej strony raz jak zaspałem i pędziłem spocony, to okazało się, że wszystko jest w porządku, bo autobus też się spóźnił. Ale było tak tylko raz.

Wsiadłem do środka i usiadłem w 6 rzędzie od okna po lewej, żebym mógł sobie patrzeć na ludzi, jak dojadę do stolicy oraz  aby być z dala od kół, które wydają mi się trząść siedzeniami i powodować odruch wymiotny. Światła raziły mnie w oczy czym się zdenerwowałem, bo co gdybym sobie chciał film obejrzeć? A tyle trwa moja podróż. Światło odbijałoby mi się w ekranie. Na szczęście kiedy bus ruszył to i światło zgasło. I wtedy właśnie powitała mnie wiadomość od mojej kochanej żony, przestrzegająca mnie przed podróżą, gdyż  ma przeczucie, że coś niedobrego się wydarzy. Super. To już wiem o czym będę myślał przez cały dzień. Nawet gdybym mógł się zawrócić, gdybym odstawił “Final Destination” i zaczął się drzeć “Ten autobus wybuchnie!! Wypuście mnie wy draby!”, to nie miałem najmniejszego zamiaru wracać a potem znowu się budzić o 6:30, dwa razy w tym samym tygodniu.

Autobus zatrzymuje się w dwóch miejscach - zawsze tam gdzie ja oraz na stacji kolejowej. Parę osób więc dosiadło. Patrzyłem podejrzanie na każdą z nich. Czy mają brody? Czy mają plecaki? Czy mają tam w środku bomby i zginę w płomieniach? Póki co jestem cały, jest 8:29 i zrobiło się jasno. Oto dowód.



Tak więc może nie było bombiarza, ale pojawiło się o wiele gorsze zagrożenie. Mianowicie facet, który za mną usiadł cuchnął. Z początku myślałem, że tytoniem, ale smród był zbyt wielki, żeby był to tylko tytoń. Może się nie myje. Rozważyłem przesiąść się rząd wcześniej, ale nie chciało mi się i miałem głupią nadzieję, że przywyknę do smrodu.

Internet w autubusie autobusie autobusie nie działał. Musiałem używać z telefonu, gdzie mam tylko 1gb na miesiąc i już mi się kończy. Dostałem ostrzeżenie, że zostało mi tylko 50MB do 5tego.

Stwierdziłem, że nie będę nic oglądał, i myśląc o tym, czy zginę dzisiaj czy nie, założyłem słuchawki i puściłem sobie audiobooka Carrie Fisher “Wishful Drinking”. Ciekawy fakt, jej matką była Debbie Reynolds z “Deszczowej Piosenki”. Nie zdążyłem jednak się nacieszyć, kiedy kierowca spoliczkował mnie szumem fal radiowych. Jak już wreszcie znalazł stację, to poddałem się i wyjąłem słuchawki z uszu.

Nie mogłem sobie posłuchać audiobooka, a facet za mną nieznośnie cuchnął. Pięknie, pomyślałem. Zacząłem szukać słuchawek na internecie, które wyciszają otoczenie, Bose ma takie fajne, które ma mój kumpel z pracy, co siedzi obok mnie albo ja obok niego. Tylko ponad 200 euro, ale ponoć najlepsze. Nagle moim uszom obił się znajomy głos. Był to mój szef. Głos dochodził z RTE Radio 1 i Eoghan (czytaj ołen) wypowiadał się na temat uchodźców, którym Trump cofnął dostęp do US. Pomyślałem sobie, że fajnie tak go w radiu słyszeć, kiedy znam go na żywo. Pomyślałem, że to znak, to wszystko, bo gdybym miał słuchawki wyciszające, to by mnie to ominęło. To znak, że świat jest mały, i wystarczy parę połączeń, żeby dotrzeć gdzie chcemy. Utwierdziłem się w przekonaniu, że moje plany się spełnią. Uśmiechnąłem się pod brodą. Przesiadłem się nawet, bo facet jechał dalej.

Wszystko będzie dobrze.

O ile będę dzisiaj uważał na siebie :)

Brak komentarzy:

środa, 1 lutego 2017

Autobus śmierdzi

Ze świata w którym seksbomba sąsiadka sypia z tobą w twoim ciepłym domu, w którym jakiś szaleniec powłączał wszystkie światła będąc ponad zaprzątania sobie głowy myślami o rachunku za prąd, wyrwał mnie budzik.

Była 6:30 rano i na początku nie wiedziałem co się dzieje. Mój kochany telefon (sarkazm) był bardzo nieczuły i nie chciał wyłączyć alarmu. W motłochu, nieudolnie zakrywając głośnik, udałem się do kuchni, gdzie wreszcie udało mi się go uciszyć.

Pół godziny później szedłem już do pracy. Za trzecim podejściem wysłałem moje środowe wideo przywitanie do Torów Przyjaźni, które są prywatną grupą na Whatsapp składającą się z moich trzech przyjaciół z dzieciństwa. Minąłem ciężarówkę pompującą szambo i rzuciłem “Morning” do obsługującej ją pana, który zrobił wcześniej krok w tył i w cień, żebym mógł przejść.

Autobus jak zawsze był spóźniony tak z 10 minut. W lepsze dni spóźnia sie o pięć. Wkurza mnie ignorancja przewoźników, którzy zamiast zmienić rozkład jazdy korespondujący z realiami, trzymają się kłamst. Jak ma być na 7:15 a jest na 7:25, to po prostu piszcie 7:25 do cholery. Szkoda im pieniędzy na nowe ulotki? Może i tak wciąż by się spóźniali, więc z 7:25 mielibyśmy 7:35? Takie błędne koło. Z drugiej strony raz jak zaspałem i pędziłem spocony, to okazało się, że wszystko jest w porządku, bo autobus też się spóźnił. Ale było tak tylko raz.

Wsiadłem do środka i usiadłem w 6 rzędzie od okna po lewej, żebym mógł sobie patrzeć na ludzi, jak dojadę do stolicy oraz  aby być z dala od kół, które wydają mi się trząść siedzeniami i powodować odruch wymiotny. Światła raziły mnie w oczy czym się zdenerwowałem, bo co gdybym sobie chciał film obejrzeć? A tyle trwa moja podróż. Światło odbijałoby mi się w ekranie. Na szczęście kiedy bus ruszył to i światło zgasło. I wtedy właśnie powitała mnie wiadomość od mojej kochanej żony, przestrzegająca mnie przed podróżą, gdyż  ma przeczucie, że coś niedobrego się wydarzy. Super. To już wiem o czym będę myślał przez cały dzień. Nawet gdybym mógł się zawrócić, gdybym odstawił “Final Destination” i zaczął się drzeć “Ten autobus wybuchnie!! Wypuście mnie wy draby!”, to nie miałem najmniejszego zamiaru wracać a potem znowu się budzić o 6:30, dwa razy w tym samym tygodniu.

Autobus zatrzymuje się w dwóch miejscach - zawsze tam gdzie ja oraz na stacji kolejowej. Parę osób więc dosiadło. Patrzyłem podejrzanie na każdą z nich. Czy mają brody? Czy mają plecaki? Czy mają tam w środku bomby i zginę w płomieniach? Póki co jestem cały, jest 8:29 i zrobiło się jasno. Oto dowód.



Tak więc może nie było bombiarza, ale pojawiło się o wiele gorsze zagrożenie. Mianowicie facet, który za mną usiadł cuchnął. Z początku myślałem, że tytoniem, ale smród był zbyt wielki, żeby był to tylko tytoń. Może się nie myje. Rozważyłem przesiąść się rząd wcześniej, ale nie chciało mi się i miałem głupią nadzieję, że przywyknę do smrodu.

Internet w autubusie autobusie autobusie nie działał. Musiałem używać z telefonu, gdzie mam tylko 1gb na miesiąc i już mi się kończy. Dostałem ostrzeżenie, że zostało mi tylko 50MB do 5tego.

Stwierdziłem, że nie będę nic oglądał, i myśląc o tym, czy zginę dzisiaj czy nie, założyłem słuchawki i puściłem sobie audiobooka Carrie Fisher “Wishful Drinking”. Ciekawy fakt, jej matką była Debbie Reynolds z “Deszczowej Piosenki”. Nie zdążyłem jednak się nacieszyć, kiedy kierowca spoliczkował mnie szumem fal radiowych. Jak już wreszcie znalazł stację, to poddałem się i wyjąłem słuchawki z uszu.

Nie mogłem sobie posłuchać audiobooka, a facet za mną nieznośnie cuchnął. Pięknie, pomyślałem. Zacząłem szukać słuchawek na internecie, które wyciszają otoczenie, Bose ma takie fajne, które ma mój kumpel z pracy, co siedzi obok mnie albo ja obok niego. Tylko ponad 200 euro, ale ponoć najlepsze. Nagle moim uszom obił się znajomy głos. Był to mój szef. Głos dochodził z RTE Radio 1 i Eoghan (czytaj ołen) wypowiadał się na temat uchodźców, którym Trump cofnął dostęp do US. Pomyślałem sobie, że fajnie tak go w radiu słyszeć, kiedy znam go na żywo. Pomyślałem, że to znak, to wszystko, bo gdybym miał słuchawki wyciszające, to by mnie to ominęło. To znak, że świat jest mały, i wystarczy parę połączeń, żeby dotrzeć gdzie chcemy. Utwierdziłem się w przekonaniu, że moje plany się spełnią. Uśmiechnąłem się pod brodą. Przesiadłem się nawet, bo facet jechał dalej.

Wszystko będzie dobrze.

O ile będę dzisiaj uważał na siebie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

@templatesyard