września 2012 - OGG

sobota, 29 września 2012

Choróbsko
Z cyklu zdjęć ni z gruszki ni z pietruszki: Zeba Zombie
Bakcyla miałem w gardle przez ponad dwa tygodnie. Heniek miał na imię. Tak, jestem starym dziadem, więc rozmawianie o tym, co boli jest jak najbardziej na czasie. Bakcyl się wyprowadził, ale w nos coś wlazło i teraz kuruję się wodą z cytryną, miodem i czosnkiem (czosnek nie w wodzie).  Rano polazłem kupić cytryny, bo się skończyły. W lidlu poskarżyłem się czeskiem sprzedawcy z którym mamy nić porozumienia, bo też ma ciemną skórę jak ja. A wiesz co jest najlepsze na chorobę? - pyta on. Myślałem, że gorąca whiskey, ale się myliłem.

- Okład z młodych piersi - odpowiedział. - Najlepiej takich dwudziestoletnich.
- Pewnie. Ale gdzie ja takie znajdę?
- A mało ich po mieście chodzi?

No, że też o tym nie pomyślałem. Pewnie od razu by mi choróbsko przeszło.

Bed & Breakfast (jaja, boczek, fasolka, parówki, kaszanka, samo irlandzkie zdrowie) dosłownie za darmo! 

Niedługo są moje urodziny, 9tego października. Jak zwykle na dzień przed zamknę się w sobie a potem w swoim pokoju. Będę wychodził tylko do kibla, a może nawet i nie. Będę leżał na łóżku po ciemku, wszystko powyłanczam łącznie z telefonem i będę marzył o tym lesie, w którym umieram. Nawet jednej pozytywnej myśli do siebie nie przyciągnę. Wiecie jak to się nazywa? Załamanie nerwowe. Dwa już takie miałem w święta. Po fakcie zorientowałem się, że to załamanie musiało być.

Żeby zmienić swoje życie trzeba zmienić siebie. Małym krokiem do zmiany siebie jest myślenie co wieczór przed zaśnięciem o trzech pozytywnych rzeczach, które się dzisiaj tobie zdarzyły. W ten sposób ćwiczysz mózg w przyciąganie pozytywów. To nic jeśli się powtarzają. Moim najczęstszym jest Dzisiaj nie piłem. Wczoraj też poćwiczyłem też i na skakance oraz sporo kolorowałem jak na mnie. Dziś nie ćwiczyłem, tłumaczę się choróbskiem i jest to bardzo dobre wytłumaczenie.

Nie nie, nie jest ze mną aż tak źle. Mam dystans do swojego guza mózgu, jest OK.
Spokojnej nieskacowanej niedzieli życzę ci.

Urzekł mnie ten budynek, bo ma takie gigantyczne rury. Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć jakie duże i grube. Rury.

PS. Blogger mówi, że mam 12 obserwatora.

piątek, 28 września 2012

A la ala fala!
Ach, nie ma to jak pisać OGGa na trzeźwo. Tak, DZIŚ nie piłem wódki po czym nie prowadziłem samochodu i nie wjechałem nim w drzewo.

Ćma w kuchni. Wygląda potężnie. Kliknij żeby zrobić zoom. Org 3000x4000 pikseli.

W mojej przeglądarce Chrome mam otwarte 8 tabów czy też kart, jak narzędzie szatana którym jest przeglądarka Microsoftu je zwie. W pierwszym mam otwartą stronę o tym jak się robi kotelety schabowe, a w drugim mam porno z azjatką. I to napisał rysownik, który opublikował dwie książki dla dzieci. Reszta tabów nie jest już taka ciekawa, więc ja pominę. Zabawna ta rozbieżność pomiędzy dwoma pierwszymi i to skłoniło mnie, aby dziś oggnąć.

I tak prawie nikt tego nie czyta, więc co tam.

Mam się dobrze, dzięki że pytacie. Na razie fala jedzenia mrożonek (pizza, frytki), popijania ich czterema piwami i czipsami jest za mną. I dobrze, bo jak się budzisz skacowany, to za bardzo przez cały dzień nie rysujesz. Dzisiaj zrobiłem zupę. Instant, żurek, ale ugotowałem ziemniaki i dodałem hiszpańskiej kiełbachy chorizo. Nie jest idealnie (bo zupa z chemicznego proszku), ale to krok w dobrą stronę. Życie jest falowe. Są większe i mniejsze fale. Najczęściej jednak człowiek, który chce się zmienić powraca do punktu wyjścia którym w tym przypadku jest gburowaty mizantrop szołmen z poczuciem humoru, który nie każdy łapie, chlip. Człowiek się nie zmienia, robi się tylko bardziej zdziadziały. Rozbijmy te fale na kropki, czemu nie:

  • 2006 bądź 2007 - dieta dla idiotów, o czym dowiedziałem się po diecie. Podczas znałem ją jako 11sto dniową dietę. Schudłem pare kilogramów pijąc kawę i jedząc trawę. Waga wróciła.
  • 2008 bądź 2009 - książka pana de Mello o samopomocy pomogła mi uwolnić się od mojego największego wroga, czyli ode mnie samego. 100% szczęścia trwało tydzień i zeszło. Smutas powrócił.
  • 2010 - kolejna książka, tym razem "Zmień swój mózg, zmień swe ciało" - jedzenie orzeszków zamiast czipsów, żadnego śmieciowego żarcia, schudłem trochę, po miesiącu wróciłem do starych nawyków.
  • 2012 - "The Magic of Thinking Big" - stosując się do zaleceń książki uśmiechałem się do siebie i do innych, nawet jak nie miałem na to ochoty. Patrzyłem ludziom w oczy dopóki sami nie przerwali kontaktu. Czułem się, jakbym im w duszę zaglądał, oni zaś pewnie się czuli, jakby rozmawiali z psycholem. Nakręcałem się pozytywnie, skupiałem na pozytywnych myślach. Byłem taki uczyny, że zostało to wykorzystane. Czułem się jak ścierka, którą wyżyna się z wody. 
Odwiecznych problemów to mam masę. Jednym z nich jest dylemat nad świadomością. Dlaczegóż często postępujemy wbrew sobie? Dlaczego robimy rzeczy, których nie chcemy robić? Czyśbyśmy robili je podświadomie? Zróbmy test: wyobraź sobie osobę, którą chcesz być, idealnie, jak wyglądasz, jaką masz pracę, gdzie mieszkasz, przyjaciół, itp. Tak gdyby wszystko było osiągalne. Zamnij oczy teraz i wyobraź idealnego siebie, nie tylko myśl, ale zwizualizuj sobie. Po minucie otwórz oczy i czytaj dalej...
Pan naprawia budkę telefoniczną w blady dzień. Nieczęsty/nie częsty widok. Teraz i ty wiesz, co kryje się pod obudową.

... i co? Jesteśmy zajebiści, co nie? W tej wizualizacji tak, ale tu i teraz dlaczego nie jesteśmy? Co stoi na przeszkodzie? Trudno jest być kim się chce kiedy na prawdę nie wiesz kim ty sam jesteś. Bardzo ucieszyło mnie, że wyszła parę tygodni temu książka pt. Ravenous Brain (Wygłodniały Mózg) pana Daniela Bor, gdyż w tej książce której jeszczem nie czytał, pisze on o tym czym jest świadomość, dlaczego ją mamy i cóż ona oznacza wobec naszej własnej percepcji i psychicznym zdrowiu. Jest to zupełnie nowe podejście do tego tematu. Chciałbym być zadowolony, nie przejmować się błachostkami, rozwiązywać problemy, kiedy się pojawiają, a nie je ignorować, chciałbym rozmawiać z przyjaciółmi na Skypie i wychodzić do ludzi więcej, lecz zamiast tego chowam się w kokonie, bo mam niską samoocenę i obsesję na punkcie tego co kto sobie o mnie myśli. Jednocześnie jestem na tyle udany, że wmawiam sobie, iż nie obchodzi mnie to wcale, że w to wbijam. W chwilach słabości folguję sobie fantazją, w której rzucam wszystko w cholerę, idę do lasu i tam zdycham po czasie, kiedy woda z kałuży i kora z drzew przestają być dobre dla mojego organizmu. Oczywiście, nigdy tego nie zrobię i fantazje są po to, aby sobie wyobrażać miłe rzeczy, a nie taką dramę.

Możemy się zmienić, pewnie. Czy możemy się przemienić? Na dłuższą metę nie, przynajmniej ja nie mogę. Jeszcze nie teraz.

Dziękuję za uwagę.

Klify Moher w Irlandii. Zanim się rzucisz, zadzwoń na linię pomocy.


PS. Jeśli już jesteś taką osobą, jaką sobie wyobrażasz, to pozazdrościć, Zychu.

wtorek, 18 września 2012

Doodle

sobota, 29 września 2012

Choróbsko

Z cyklu zdjęć ni z gruszki ni z pietruszki: Zeba Zombie
Bakcyla miałem w gardle przez ponad dwa tygodnie. Heniek miał na imię. Tak, jestem starym dziadem, więc rozmawianie o tym, co boli jest jak najbardziej na czasie. Bakcyl się wyprowadził, ale w nos coś wlazło i teraz kuruję się wodą z cytryną, miodem i czosnkiem (czosnek nie w wodzie).  Rano polazłem kupić cytryny, bo się skończyły. W lidlu poskarżyłem się czeskiem sprzedawcy z którym mamy nić porozumienia, bo też ma ciemną skórę jak ja. A wiesz co jest najlepsze na chorobę? - pyta on. Myślałem, że gorąca whiskey, ale się myliłem.

- Okład z młodych piersi - odpowiedział. - Najlepiej takich dwudziestoletnich.
- Pewnie. Ale gdzie ja takie znajdę?
- A mało ich po mieście chodzi?

No, że też o tym nie pomyślałem. Pewnie od razu by mi choróbsko przeszło.

Bed & Breakfast (jaja, boczek, fasolka, parówki, kaszanka, samo irlandzkie zdrowie) dosłownie za darmo! 

Niedługo są moje urodziny, 9tego października. Jak zwykle na dzień przed zamknę się w sobie a potem w swoim pokoju. Będę wychodził tylko do kibla, a może nawet i nie. Będę leżał na łóżku po ciemku, wszystko powyłanczam łącznie z telefonem i będę marzył o tym lesie, w którym umieram. Nawet jednej pozytywnej myśli do siebie nie przyciągnę. Wiecie jak to się nazywa? Załamanie nerwowe. Dwa już takie miałem w święta. Po fakcie zorientowałem się, że to załamanie musiało być.

Żeby zmienić swoje życie trzeba zmienić siebie. Małym krokiem do zmiany siebie jest myślenie co wieczór przed zaśnięciem o trzech pozytywnych rzeczach, które się dzisiaj tobie zdarzyły. W ten sposób ćwiczysz mózg w przyciąganie pozytywów. To nic jeśli się powtarzają. Moim najczęstszym jest Dzisiaj nie piłem. Wczoraj też poćwiczyłem też i na skakance oraz sporo kolorowałem jak na mnie. Dziś nie ćwiczyłem, tłumaczę się choróbskiem i jest to bardzo dobre wytłumaczenie.

Nie nie, nie jest ze mną aż tak źle. Mam dystans do swojego guza mózgu, jest OK.
Spokojnej nieskacowanej niedzieli życzę ci.

Urzekł mnie ten budynek, bo ma takie gigantyczne rury. Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć jakie duże i grube. Rury.

PS. Blogger mówi, że mam 12 obserwatora.

piątek, 28 września 2012

A la ala fala!

Ach, nie ma to jak pisać OGGa na trzeźwo. Tak, DZIŚ nie piłem wódki po czym nie prowadziłem samochodu i nie wjechałem nim w drzewo.

Ćma w kuchni. Wygląda potężnie. Kliknij żeby zrobić zoom. Org 3000x4000 pikseli.

W mojej przeglądarce Chrome mam otwarte 8 tabów czy też kart, jak narzędzie szatana którym jest przeglądarka Microsoftu je zwie. W pierwszym mam otwartą stronę o tym jak się robi kotelety schabowe, a w drugim mam porno z azjatką. I to napisał rysownik, który opublikował dwie książki dla dzieci. Reszta tabów nie jest już taka ciekawa, więc ja pominę. Zabawna ta rozbieżność pomiędzy dwoma pierwszymi i to skłoniło mnie, aby dziś oggnąć.

I tak prawie nikt tego nie czyta, więc co tam.

Mam się dobrze, dzięki że pytacie. Na razie fala jedzenia mrożonek (pizza, frytki), popijania ich czterema piwami i czipsami jest za mną. I dobrze, bo jak się budzisz skacowany, to za bardzo przez cały dzień nie rysujesz. Dzisiaj zrobiłem zupę. Instant, żurek, ale ugotowałem ziemniaki i dodałem hiszpańskiej kiełbachy chorizo. Nie jest idealnie (bo zupa z chemicznego proszku), ale to krok w dobrą stronę. Życie jest falowe. Są większe i mniejsze fale. Najczęściej jednak człowiek, który chce się zmienić powraca do punktu wyjścia którym w tym przypadku jest gburowaty mizantrop szołmen z poczuciem humoru, który nie każdy łapie, chlip. Człowiek się nie zmienia, robi się tylko bardziej zdziadziały. Rozbijmy te fale na kropki, czemu nie:

  • 2006 bądź 2007 - dieta dla idiotów, o czym dowiedziałem się po diecie. Podczas znałem ją jako 11sto dniową dietę. Schudłem pare kilogramów pijąc kawę i jedząc trawę. Waga wróciła.
  • 2008 bądź 2009 - książka pana de Mello o samopomocy pomogła mi uwolnić się od mojego największego wroga, czyli ode mnie samego. 100% szczęścia trwało tydzień i zeszło. Smutas powrócił.
  • 2010 - kolejna książka, tym razem "Zmień swój mózg, zmień swe ciało" - jedzenie orzeszków zamiast czipsów, żadnego śmieciowego żarcia, schudłem trochę, po miesiącu wróciłem do starych nawyków.
  • 2012 - "The Magic of Thinking Big" - stosując się do zaleceń książki uśmiechałem się do siebie i do innych, nawet jak nie miałem na to ochoty. Patrzyłem ludziom w oczy dopóki sami nie przerwali kontaktu. Czułem się, jakbym im w duszę zaglądał, oni zaś pewnie się czuli, jakby rozmawiali z psycholem. Nakręcałem się pozytywnie, skupiałem na pozytywnych myślach. Byłem taki uczyny, że zostało to wykorzystane. Czułem się jak ścierka, którą wyżyna się z wody. 
Odwiecznych problemów to mam masę. Jednym z nich jest dylemat nad świadomością. Dlaczegóż często postępujemy wbrew sobie? Dlaczego robimy rzeczy, których nie chcemy robić? Czyśbyśmy robili je podświadomie? Zróbmy test: wyobraź sobie osobę, którą chcesz być, idealnie, jak wyglądasz, jaką masz pracę, gdzie mieszkasz, przyjaciół, itp. Tak gdyby wszystko było osiągalne. Zamnij oczy teraz i wyobraź idealnego siebie, nie tylko myśl, ale zwizualizuj sobie. Po minucie otwórz oczy i czytaj dalej...
Pan naprawia budkę telefoniczną w blady dzień. Nieczęsty/nie częsty widok. Teraz i ty wiesz, co kryje się pod obudową.

... i co? Jesteśmy zajebiści, co nie? W tej wizualizacji tak, ale tu i teraz dlaczego nie jesteśmy? Co stoi na przeszkodzie? Trudno jest być kim się chce kiedy na prawdę nie wiesz kim ty sam jesteś. Bardzo ucieszyło mnie, że wyszła parę tygodni temu książka pt. Ravenous Brain (Wygłodniały Mózg) pana Daniela Bor, gdyż w tej książce której jeszczem nie czytał, pisze on o tym czym jest świadomość, dlaczego ją mamy i cóż ona oznacza wobec naszej własnej percepcji i psychicznym zdrowiu. Jest to zupełnie nowe podejście do tego tematu. Chciałbym być zadowolony, nie przejmować się błachostkami, rozwiązywać problemy, kiedy się pojawiają, a nie je ignorować, chciałbym rozmawiać z przyjaciółmi na Skypie i wychodzić do ludzi więcej, lecz zamiast tego chowam się w kokonie, bo mam niską samoocenę i obsesję na punkcie tego co kto sobie o mnie myśli. Jednocześnie jestem na tyle udany, że wmawiam sobie, iż nie obchodzi mnie to wcale, że w to wbijam. W chwilach słabości folguję sobie fantazją, w której rzucam wszystko w cholerę, idę do lasu i tam zdycham po czasie, kiedy woda z kałuży i kora z drzew przestają być dobre dla mojego organizmu. Oczywiście, nigdy tego nie zrobię i fantazje są po to, aby sobie wyobrażać miłe rzeczy, a nie taką dramę.

Możemy się zmienić, pewnie. Czy możemy się przemienić? Na dłuższą metę nie, przynajmniej ja nie mogę. Jeszcze nie teraz.

Dziękuję za uwagę.

Klify Moher w Irlandii. Zanim się rzucisz, zadzwoń na linię pomocy.


PS. Jeśli już jesteś taką osobą, jaką sobie wyobrażasz, to pozazdrościć, Zychu.

wtorek, 18 września 2012

@templatesyard