2012 - OGG

wtorek, 6 listopada 2012

Warto czytać i się rozwijać
Jutro w Dzień Dobry TVN:

  • Jest mi smutno i żle, czy to już depresja?
  • Ty chuju złamany, czy ty kutasie złamany? Wyszukiwarka google odpowiada:
    - Kutas złamany - About 20,400 results (0.32 seconds)
    - Chuj złamany - About 185,000 results (0.72 seconds)
  • Nie możesz zaplanować swojej przyszłości, bowiem nic w życiu nie jest pewne. Tak długo jak ludzie których kochasz są częścią twego życia, będzie dobrze.
Nie czytam. Wślepiam się w monitor który mi pokazuje internet zamiast tego.

Czytałem najwięcej kiedy nie miałem ani monitora ani internetu, tak więc ponad 15 lat temu. Np. wczoraj przez 5 godzin czytałem recenzje, fora i nowości na temat smartphonów, bo chcę kupić nowy. Wciąż moją ukochaną książką pozostaje "1984" Orwella, jest idealna i na równi genialna z "Mistrzem i Małgorzatą". Ale nie martwmy się, znalazłem sposób, aby zrekompensować swą stratę. Otóż kolorowanie nie wymaga ode mnie takiej uwagi jak rysowanie, dzięki czemu mogę słuchać nielegalne audiobooki podczas tej czynności. Oczywiście, jestem przeciwko piractwu, ale jako osoba bezrobotna nie stać mnie, a radzić sobie trzeba.



Ostanio przesłuchałem dwie fantastyczne książki które chciałbym wam bardzo polecić. "The perks of being a wallflower" Chbosky Stephena zastała wyjątkowo inteligentnie przetłumaczona "Charlie" - imię tytułowego bohatera. Klaskam z podziwu. Nie. Jest to piękna książka, którą podobnie do "Buszujacego w zborzu" (która została przetłumaczona jak trzeba, a nie "Holden") czyta się od deski do deski w czasie poniżej 6 godzin (tyle audio miało). Nie jestem dobry w recenzowaniu, więc napiszę jak potrafię. Jest to smutna opowieść o dojrzewaniu chłopaka, który jest inny niż rówieśnicy, a jego pierwszej miłości o tym jak wspaniale to jest mieć grupkę znajomych z którymi miło spędzasz czas paląc trawę bądź pijąc. Plus jest też o homoseksualiźmie, który w Polsce wciąż jest uważany jako choroba, którą trzeba zabić. Chyba, że się mylę, skoro w PL nie mieszkam od 7 lat może coś się zmieniło. Jakie są wasze zauważenia?

Hollywood zrobił dopiero co ekranizację, w której gra Emma Watson z Harrego Pottera, powinno być już albo lada dzień w kinach. Oczywiście ekranizacje filmowe są zwykle do dupy, tą jednak wyreżyserował i napisał scenariusz sam autor, więc jest dobrze.

Link do recenzji, kliknijta TU!

Drugi tytuł to nie powieść, ale książka naukowa traktująca o sukcesie, pt. "Talent is overrated" Geoffrey Colvina. Tym razem przetłumaczona jak należy, "Talent jest przeceniany". Co kocham w tej książce, którą skończyłem słuchać dziś (7,5h) jest to, iż nie jest to poradnik, ale fantastycznie udukomentowana obserwacja. Wynika z niej, że ludzie nie rodzą się z talentem. Nikt nie osiąga nic z dnia na dzień. Sukces zawsze bierze się z lat praktyki. I często osiąga go się po 30stce, a nawet 40stce. Kwestia tego jak praktykujesz. Ćwiczenie musi być ciężkie i musi cię rowijać. Książka daje bardzo szczegółowe wnioski jak to się dzieje, że niektórzy osiągają szczytu, kiedy większości pozostałym nigdy się to nie udaje. I co sprawia, że jedni prną dalej do przodu, kiedy inni się poddają. Co sprawia, że nieliczne firmy rozwijają się i trzepią miliony na rynku akcji, kiedy inne bankrutują. W DNA wciąż nie wykryto jak to jest, że jedni zaczynają rysować mając parę lat i nigdy nie przestają, kiedy inni porzucają to jak tylko zaczynają dojrzewać. Charakterystyczne jest jednak parę aspektów. Zwykle ci, którzy dużo osiągają również dużo poświęcają, aby tak było (życie towarzyskie, związki, rodzina). Talen jest nieistotny. Istotna jest pasja. Naukowcy po dziś dzień nie potrafią wytłumaczyć skąd ona się bierze. Polecam, bo jest to nieoficjalna książka o mnie!

Książkę po PL znajdziesz TU!

wtorek, 2 października 2012

Twitter spartolił
Nie ma sensu pisać postów jeśli chce się powiedzieć dzień dobry bądź podzielić się linkiem. Najlepszy do tego jest Twitter, do którego linka macie w sidebar po prawej. Tylko, że jest to gadżet i powinien on pokazywać ostatnie tweety, a nie tylko linka. Bierze się to stąd, że zaktualizowali go i im nie poszło. Dlatego to, co miało zająć pół godziny (założenie nowego konta po polsku i wrzucenie tweeta) przemieniło się w półtorej godziny.

W obliczu czego jestem zmuszony skopiować treść w tym poście. Aby być na czasie ze mną, śledźcie mnie na twitterze :)

Oto tweet:

Dzień głodny! Wstaje nowy piękny dzień. Dlaczego piękny? Bo każdy dzień jest piękny jeśli to nie poniedziałek :)


Widok z okna. Poranne promienie rzucają pomarańczowe światło na drzewo za którym rżą konie na polu.

sobota, 29 września 2012

Choróbsko
Z cyklu zdjęć ni z gruszki ni z pietruszki: Zeba Zombie
Bakcyla miałem w gardle przez ponad dwa tygodnie. Heniek miał na imię. Tak, jestem starym dziadem, więc rozmawianie o tym, co boli jest jak najbardziej na czasie. Bakcyl się wyprowadził, ale w nos coś wlazło i teraz kuruję się wodą z cytryną, miodem i czosnkiem (czosnek nie w wodzie).  Rano polazłem kupić cytryny, bo się skończyły. W lidlu poskarżyłem się czeskiem sprzedawcy z którym mamy nić porozumienia, bo też ma ciemną skórę jak ja. A wiesz co jest najlepsze na chorobę? - pyta on. Myślałem, że gorąca whiskey, ale się myliłem.

- Okład z młodych piersi - odpowiedział. - Najlepiej takich dwudziestoletnich.
- Pewnie. Ale gdzie ja takie znajdę?
- A mało ich po mieście chodzi?

No, że też o tym nie pomyślałem. Pewnie od razu by mi choróbsko przeszło.

Bed & Breakfast (jaja, boczek, fasolka, parówki, kaszanka, samo irlandzkie zdrowie) dosłownie za darmo! 

Niedługo są moje urodziny, 9tego października. Jak zwykle na dzień przed zamknę się w sobie a potem w swoim pokoju. Będę wychodził tylko do kibla, a może nawet i nie. Będę leżał na łóżku po ciemku, wszystko powyłanczam łącznie z telefonem i będę marzył o tym lesie, w którym umieram. Nawet jednej pozytywnej myśli do siebie nie przyciągnę. Wiecie jak to się nazywa? Załamanie nerwowe. Dwa już takie miałem w święta. Po fakcie zorientowałem się, że to załamanie musiało być.

Żeby zmienić swoje życie trzeba zmienić siebie. Małym krokiem do zmiany siebie jest myślenie co wieczór przed zaśnięciem o trzech pozytywnych rzeczach, które się dzisiaj tobie zdarzyły. W ten sposób ćwiczysz mózg w przyciąganie pozytywów. To nic jeśli się powtarzają. Moim najczęstszym jest Dzisiaj nie piłem. Wczoraj też poćwiczyłem też i na skakance oraz sporo kolorowałem jak na mnie. Dziś nie ćwiczyłem, tłumaczę się choróbskiem i jest to bardzo dobre wytłumaczenie.

Nie nie, nie jest ze mną aż tak źle. Mam dystans do swojego guza mózgu, jest OK.
Spokojnej nieskacowanej niedzieli życzę ci.

Urzekł mnie ten budynek, bo ma takie gigantyczne rury. Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć jakie duże i grube. Rury.

PS. Blogger mówi, że mam 12 obserwatora.

piątek, 28 września 2012

A la ala fala!
Ach, nie ma to jak pisać OGGa na trzeźwo. Tak, DZIŚ nie piłem wódki po czym nie prowadziłem samochodu i nie wjechałem nim w drzewo.

Ćma w kuchni. Wygląda potężnie. Kliknij żeby zrobić zoom. Org 3000x4000 pikseli.

W mojej przeglądarce Chrome mam otwarte 8 tabów czy też kart, jak narzędzie szatana którym jest przeglądarka Microsoftu je zwie. W pierwszym mam otwartą stronę o tym jak się robi kotelety schabowe, a w drugim mam porno z azjatką. I to napisał rysownik, który opublikował dwie książki dla dzieci. Reszta tabów nie jest już taka ciekawa, więc ja pominę. Zabawna ta rozbieżność pomiędzy dwoma pierwszymi i to skłoniło mnie, aby dziś oggnąć.

I tak prawie nikt tego nie czyta, więc co tam.

Mam się dobrze, dzięki że pytacie. Na razie fala jedzenia mrożonek (pizza, frytki), popijania ich czterema piwami i czipsami jest za mną. I dobrze, bo jak się budzisz skacowany, to za bardzo przez cały dzień nie rysujesz. Dzisiaj zrobiłem zupę. Instant, żurek, ale ugotowałem ziemniaki i dodałem hiszpańskiej kiełbachy chorizo. Nie jest idealnie (bo zupa z chemicznego proszku), ale to krok w dobrą stronę. Życie jest falowe. Są większe i mniejsze fale. Najczęściej jednak człowiek, który chce się zmienić powraca do punktu wyjścia którym w tym przypadku jest gburowaty mizantrop szołmen z poczuciem humoru, który nie każdy łapie, chlip. Człowiek się nie zmienia, robi się tylko bardziej zdziadziały. Rozbijmy te fale na kropki, czemu nie:

  • 2006 bądź 2007 - dieta dla idiotów, o czym dowiedziałem się po diecie. Podczas znałem ją jako 11sto dniową dietę. Schudłem pare kilogramów pijąc kawę i jedząc trawę. Waga wróciła.
  • 2008 bądź 2009 - książka pana de Mello o samopomocy pomogła mi uwolnić się od mojego największego wroga, czyli ode mnie samego. 100% szczęścia trwało tydzień i zeszło. Smutas powrócił.
  • 2010 - kolejna książka, tym razem "Zmień swój mózg, zmień swe ciało" - jedzenie orzeszków zamiast czipsów, żadnego śmieciowego żarcia, schudłem trochę, po miesiącu wróciłem do starych nawyków.
  • 2012 - "The Magic of Thinking Big" - stosując się do zaleceń książki uśmiechałem się do siebie i do innych, nawet jak nie miałem na to ochoty. Patrzyłem ludziom w oczy dopóki sami nie przerwali kontaktu. Czułem się, jakbym im w duszę zaglądał, oni zaś pewnie się czuli, jakby rozmawiali z psycholem. Nakręcałem się pozytywnie, skupiałem na pozytywnych myślach. Byłem taki uczyny, że zostało to wykorzystane. Czułem się jak ścierka, którą wyżyna się z wody. 
Odwiecznych problemów to mam masę. Jednym z nich jest dylemat nad świadomością. Dlaczegóż często postępujemy wbrew sobie? Dlaczego robimy rzeczy, których nie chcemy robić? Czyśbyśmy robili je podświadomie? Zróbmy test: wyobraź sobie osobę, którą chcesz być, idealnie, jak wyglądasz, jaką masz pracę, gdzie mieszkasz, przyjaciół, itp. Tak gdyby wszystko było osiągalne. Zamnij oczy teraz i wyobraź idealnego siebie, nie tylko myśl, ale zwizualizuj sobie. Po minucie otwórz oczy i czytaj dalej...
Pan naprawia budkę telefoniczną w blady dzień. Nieczęsty/nie częsty widok. Teraz i ty wiesz, co kryje się pod obudową.

... i co? Jesteśmy zajebiści, co nie? W tej wizualizacji tak, ale tu i teraz dlaczego nie jesteśmy? Co stoi na przeszkodzie? Trudno jest być kim się chce kiedy na prawdę nie wiesz kim ty sam jesteś. Bardzo ucieszyło mnie, że wyszła parę tygodni temu książka pt. Ravenous Brain (Wygłodniały Mózg) pana Daniela Bor, gdyż w tej książce której jeszczem nie czytał, pisze on o tym czym jest świadomość, dlaczego ją mamy i cóż ona oznacza wobec naszej własnej percepcji i psychicznym zdrowiu. Jest to zupełnie nowe podejście do tego tematu. Chciałbym być zadowolony, nie przejmować się błachostkami, rozwiązywać problemy, kiedy się pojawiają, a nie je ignorować, chciałbym rozmawiać z przyjaciółmi na Skypie i wychodzić do ludzi więcej, lecz zamiast tego chowam się w kokonie, bo mam niską samoocenę i obsesję na punkcie tego co kto sobie o mnie myśli. Jednocześnie jestem na tyle udany, że wmawiam sobie, iż nie obchodzi mnie to wcale, że w to wbijam. W chwilach słabości folguję sobie fantazją, w której rzucam wszystko w cholerę, idę do lasu i tam zdycham po czasie, kiedy woda z kałuży i kora z drzew przestają być dobre dla mojego organizmu. Oczywiście, nigdy tego nie zrobię i fantazje są po to, aby sobie wyobrażać miłe rzeczy, a nie taką dramę.

Możemy się zmienić, pewnie. Czy możemy się przemienić? Na dłuższą metę nie, przynajmniej ja nie mogę. Jeszcze nie teraz.

Dziękuję za uwagę.

Klify Moher w Irlandii. Zanim się rzucisz, zadzwoń na linię pomocy.


PS. Jeśli już jesteś taką osobą, jaką sobie wyobrażasz, to pozazdrościć, Zychu.

wtorek, 18 września 2012

Doodle

czwartek, 2 sierpnia 2012

Lubić melancholię.


Tuż po zmierzchu w krótkiej przerwie między ścianą drzew widzę na polu dwa konie - brązowego i trochę mniejszego, białego. Pocierają się głowami. Uginają szyje, kręcą się wokół siebie i głaskają się twarzami, może to on i ona. Po chwili znikają przysłonięci czernią gałęzi. Miłość jest wszędzie.

Piję. Palę. Nie mam robali. Czy się martwię? Nie. Czy jest mi smutno? Czasami, troszkę. Czy tęsknię? Zawsze. Za czym? Za urojeniami, za gdybaniem, za ciepłem serca. Czy płaczę? Eee, nie, płakać nie warto. Czy żałuję? Zależy czego.

Piję. Palę. Nie pękam, choć mój brzuch czasem pęka zawalony mrożonkami. Mrożonymi frytkami i równie uzależniającymi pizzami piwem zalewanymi. Lecz ja nie pękam, bo to co jest nie jest na zawsze, to jest tylko przejściowe. Nie wiem kim jestem, lecz wiem kim chcę być i wiem, iż będę. Wiem, że jestem, więc nie mam daleko. Dziś minęło.

Możesz mieć wszystko, jeśli masz odwagę, jeśli słuchasz siebie. Ale nie słuchasz siebie, słuchasz innych i to sprawia, że umierasz wewnątrz. Powolutku, dzień po dniu, sekunda po sekundzie. Nie umieraj tak prędko, odpręż się i naucz się cieszyć. Jest z czego. Zawsze znajdziesz parę koni niespodziewanie za oknem.

niedziela, 1 lipca 2012

Jak osiągnąć sukces?
Skończyłem czytać książkę od brata, pt. "The Magic of Thinking BIG" napisana przez David J. Schwartz, Ph. D. A Ph. D. znaczy the academic degree of Doctor of Philosophy. Teraz wiem :)


Przez ostatnie 7 lat przebrnąłem przez niemal 7 książek o samo-pomocy, o oświeceniu, o byciu szczęśliwym. Motywy przewijają się te same, jednak "Magia WIELKIEGO myślenia" przebija je wszystkie. Dlaczego? Przede wszystkim nie jest to książka o samo-pomocy; wręcz przeciwnie: jest to realistyczny tytuł dający praktyczne porady jak ćwiczyć swój największy mięsień, czyli mózg, jak go ukształtować, żeby osiągnąć sukces. A co najciekawsze, zostało to po raz pierwszy opublikowane w 1959 roku! A jest aktualne jak cholera.


Jak osiągnąć sukces, jaki rezultat daje myślenie o wielkich rzeczach, a nie o małych, a nie o racjonalych? Pozwolę sobie streścić 230 stron w tych mądrych punktach:


  • nastaw się pozytywnie, uśmiechaj do ludzi i zapamiętaj ich imiona,
  • skup się na pozytywnych rzeczach, o nich myśl i o nich gadaj, negatywne odpędzaj,
  • bądź pewny siebie,
  • wierz w to, że coś ci się uda, jak już w to wierzysz, to działaj, a nie dumaj.
Tyle. W skrócie. Takie punkty z kulki, za nimi 230 stron konkretów. Natomiast teraz czytam bardziej aktualną książkę  "4-godzinny tydzień pracy" ("The 4-Hour Workweek"), Timothy Ferriss, również od brata. Książka z 2007, bestseller. Koleś pisze jak osiągnąć to czego się chce teraz, a nie na emeryturze, co mu się udało świetnie. I również tu jest wiele podobnych wątków do magii wielkiego myślenia. Coś w tym jest. Tylko trzeba się nie bać.

A o co mi chodzi w tym poście? No o to, że osiągniesz to co chcesz jeżeli się nie poddasz, 99% ludzi się poddaje, widzimy ich codziennie. Nieistotne stanowisko. Każdy czegoś w życiu chce. Znajdź to czego chcesz i dąż do tego ŚMIAŁO. Życie jest za krótkie, żeby być zwyczajnym.

Pieniędzy mało. Załapałem fuchę żeby narysować 30 stron komiksku płatne nieźle. Nie przeszedłem jednak testu próbnej strony. Czy płaczę? Nie. Historia była głupia, a nawet mojego nazwiska by tam nie było po podpisaniu kontraktu. Wolę rysować coś za mniejsze pieniądze, ale mieć wolność twórczą. I to powoli mi uświadamia, że rysować na dalszą metę mogę, ale tylko to, co kocham. Nienawidzę być męską dziwką, rysować dla kogoś za pieniądze, nie cierpię tego. 

Moja nowa tapeta:


piątek, 29 czerwca 2012

Katarzyno, szybciej!
Człowiek lezie przez życie. Zależnie od człowieka może przez nie leźć jak przez błoto: zy trudem lub stąpać jak po chmurach: lekko.

Dobra nowina jest taka, że nie trzeba brnąć w błocie non-toper, skąd. SKĄDŻE. Jak to zrobić? A tego wam już nie powiem.

Odkąd pamiętam wyrażałem się twórczo, jak ktoś mnie chciał pobić, tom się mścił na stronie komiksu. Jakem był nad małym stawkiem i z ludźmi z mocami pływaliśmy po nim w tą i z powrotem lawirując między rekinami, też żem parę stron pod wrażeniem narysował. Me alter ego Herr Zeba ostatnio staje mi się coraz bardziej obce. Będąc młodzieżą a nie prawie 30-latkiem, HZ wyrażał mój bunt przeciwko systemowi. Samo to, że się wyrażał górowało nade mną. Pewny siebie gość. Twardy. Jego oczami przedstawię ten okres, lato picia z Grupą Misiaków. Działo się. Na dwa komiksy tego będzie. W pierwszym roku na emigracji cień HZ wciąż nade mną wisiał żywo. Dlatego męcząc się w mej pierwszej pracy będącej piekłem na ziemi, widząc cały ten nonsens 39 godzin tygodniowo, przeżywając surrealistyczny świat 5 dni w tygodniu naturalnym ujściem spiętego umysłu stało się przelanie frustracji w komiks. W komiks pt. HZ: SKLEP.

Niestety moje emocje po 6 latach nie są już tak żywe jak wtedy. Może to i lepiej? W każdym razie, oto szybki szkic strony zrobiony 6-7 lat temu właśnie pod wpływem emocji.

Kliknij, żeby zobaczyć "szczegóły"

piątek, 4 maja 2012

The Avengers Recenzja
Zaskakuje mnie punktacja filmu "Avangers" i na filmweb.pl (chujowa strona, właże tam głównie, żeby się z polskich tłumaczeń polać) i na imdb powyżej 8 punktów. Czyżby ludziom mózgi wyparowały, kiedy byłem odwrócony? Jeśli tak, to znaczy, że są jeszcze na tej ziemi bardziej tępi ode mnie.

Jak jesteś niezależnym pisarzem, filmowcem, lub po prostu inteligentem z wielkim EGO, to nawet  najlepsze hollywoodzkie produkcje osądzisz mianem: gówno. Ja lubię te popcornowe kino, nie spodziewam się za dużo, wiem na co idę. Jednak w przypadku A 3D się rozczarowałem.

UWAAAGAAA KUUURWWA - spoilery będą.

Zacznijmy od plusów:

  • Hulk (dwa zajebiste motywy z nim: raz jak z nienacka wali kolesia i drugi, jak wali kolesia po wielokroć o cementową podłogę). I dobrze, że Ed'zio powiedział nie i tym razem zagrał go Mark Ruffalo (którego lubię, bo się nie odchudza, nie trenuje i nie wygląda, zupełnia jak ja; z tym wyjątkiem, że ja jeszcze nie mam milionów, ale kto wie, Marek może też spłukany), bo przynajmniej Dr Banner wygląda podobnie po przemianie, nie jak poprzednio.
  • Ze dwa fajne ujęcia: jedno ze środka samochodu, jak źli wysadzają ulicę. Samochód wraz z tym co widzimy przewraca się na brzuch. Drugiego nie pamiętam. I pisząc fajne mam namyśli nietypowe, ciekawie/oryginalnie przedstawione. Jeśli myślisz, że w tym fylme każde ujęcie jest fajne, to nie wiem jak możesz się przeglądać w lustrze.
  • Scarlett Johansson - Siedzi przywiązana do krzesła na początku w czarnych pończoszkach, ujęcie z dołu, piękne ujęcie, to chyba to ujęcie, którego nie mogłem sobie w ostatniej kropce przypomnieć. Cała ta początkowa scena jest jedną z lepszych, jak ona ich rozkłada - takiego montażu walki jeszcze nie widziałem! Nawet nie widać przejść kiedy jest to nie ona, tylko komputerowa animacja, takie to płynne i realistyczne.
  • Jak scena zapowiada się, że zaraz, zaraz będzie totalne cliche, to robią taki zwrot akcji, że go jednak unikają (jak np. kiedy Hulk wali kolesia po wielokroć). Tak, pora się wybrać do okulistki.
Cztery plusy. Spójrzmy, ile będzie minusów:
  • 2h trwa, spokojnie można było wyciąć dłużyzny, jak gadają i nic się nie dzieje. Nikt na to do kina nie poszedł, żeby mieć zajawki fabuły, więc po co się oszukiwać?
  • FX oraz 3D standardowo dobre, lecz jesteśmy już do nich tak przyzwyczajeni jak do elektryczności. Kiedyś to był szał. Boli mnie, że te efekty są po prostu rzucane w ciebie jak kamienie w psa przez nieszczęśliwe bite dziecko które gdzieś musi się wyładować. Powinni byli więcej czasu  spędzić na tym, żeby to ARTYSTYCZNIE i KLIMATYCZNIE wyglądało. Udało się to w Matrix, a to co było w dwóch kolejnych częściach jest i tu.
  • Za długi, pisałem już? Jak chce ci się siku w połowie, a nie lubisz tracić 90 sekund bądź 3 minut jeśli masz nieśmiały publiczny pęcherz, to będziesz musiał nieźle wstrzymać. 
  • Wszyscy wiemy, że dobzi wygrają. Obcy nic tylko strasznie wyglądają, a siły to kurde wcale nie mają. Może, gdyby rymowali. I ten cały ich atak bezsensowny: spadają z nieba i zaczynają wysadzać wszystko w powietrze. Wow. Latają na jakimś badziewiu, a nie wyglądają nawet na takich, co by zdali licencję pilota. I co? Gdyby nie było bandy broniącej, to co by było? No co? By tak rozpierdalali całe miasto? A potem kolejne i kolejne i kolejne aż by do Piły dotarli? A kto po tym wszystkim posprząta? Jak cepy się kurna zachowywali.
  • Dalej, Seba, wymyśl jeszcze jeden minus! Musi być jeszcze jeden! Zaraz, zaraz.... ....................................... ech!
TAK, wiem. To film a superbohaterach z komiksów Marvela, czegom się innego spodziewał? Jednakże "Captain America" mi się bardzo podobał, to bym z chęcią ponownie obejrzał. "Thor" był wizualnie fantastyczny, więc mogli zrobić lepiej.

Reasumując: moim największym zarzutem jest to, że film nie ma klimatu i jest schematyczny bardziej ode mnie. Nie bałem się ani razu, nie byłem totalnie wciągnięty ani razu. Przez pierwszą półowę było w miarę OK, ale potem, ironicznie kiedy akcja stawała się coraz bardziej wartka, robiłem się coraz bardziej znudzony. 

Jak ja bym był kosmitą, to bym zbudował giga kosiarkę, taką wielkości księżyca i bym nią skosił cywilizację!

sobota, 28 kwietnia 2012

Rekolekcje

Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

02: Czy pomogę Wam podczas tych rekolekcji?

     Myślicie, że zamierzam Wam dopomóc? Nie. Po stokroć nie. Nie spodziewajcie się, aby to, co mówię, pomogło komukolwiek. Mam jednak nadzieję, że tym, co powiem, również nikomu nie zaszkodzę. Jeśli moje rozważania miałyby wyrządzić ci jakąś szkodę – to przyczyna tej szkody tkwi w tobie. Jeśli udałoby się w czymś tobie dopomóc – to sam tego dokonałeś. Naprawdę, to ty sam sobie pomogłeś. Nie ja. Czy uważasz, że ludzie są w stanie ci pomóc? Jeśli tak myślisz, to jesteś w błędzie. Czy sądzisz, że ludzie dadzą ci oparcie? Wierz mi, nie mogą ci tego dostarczyć.

     Pamiętam pewną kobietę biorącą udział w prowadzonej przeze mnie grupie psychoterapeutycznej. Była to bardzo religijna siostra zakonna. W trakcie posiedzenia powiedziała mi:

– Nie czuję wsparcia ze strony przełożonej.
Zapytałem ją zatem: – Co przez to rozumiesz?
A ona na to: 
– Moja przełożona, stojąca na czele prowincji, nigdy nie pojawia się wśród nowicjuszek, które mi podlegają. Nigdy. Z jej ust nigdy też nie padły słowa uznania.

     Odpowiedziałem jej na to: – Dobrze, odegrajmy małą scenkę. Załóżmy, że znam przełożoną prowincji. Przypuśćmy, że wiem, co ona myśli na twój temat. A więc mó-wię ci (jako osoba grająca rolę przełożonej prowincji): "Wiesz, Mary, nie pojawiam się nigdy u ciebie, gdyż jest to jedyne miejsce w prowincji, które nie przysparza mi kłopotów. Wiem, że podlega ono tobie, a więc wszystko musi być w porządku".

Jak się teraz czujesz? – zapytałem.
– Wspaniale – odpowiedziała.

     Wówczas jej powiedziałem: – Czy zgodzisz się na chwilę opuścić ten pokój? Będzie to część zadania. Wyszła. Podczas jej nieobecności powiedziałem do reszty uczestników sesji: – Nadal jestem przełożoną prowincji. Mary jest jak dotąd najgorszą ze wszystkich podległych mi mistrzyń nowicjatu. Nie pojawiam się u niej, gdyż nie mogę znieść widoku tego, co ona tam u siebie wyprawia. To jest po prostu straszne. Jeśli jednak powiem jej prawdę, biedne nowicjuszki jeszcze bardziej na tym ucierpią. Za rok, dwa zamierzam zastąpić ją kimś innym. Przygotowuję już kogoś na jej miejsce. Na razie pomyślałam, że powiem jej kilka miłych słów, aby jej pomóc przetrwać. Co o tym sądzicie?

 – Odpowiedzieli: – No, tak. To jedyne, co mogłaś w tej sytuacji zrobić. Zawołałem Mary i zapytałem ją, czy nadal czuje się wspaniale. – O tak – odpowiedziała.


     Biedna Mary! Sądziła, że otrzymuje wsparcie od przełożonej, a w rzeczywistości było to zupełnie coś innego. Jest bowiem tak, iż to, co czujemy i myślimy, stanowi zazwyczaj iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy, łącznie z tym wszystkim, co dotyczy pomocy udzielanej nam przez innych ludzi.

     Myślisz, że pomagasz ludziom, bo ich kochasz. Jeśli tak, to chciałbym cię powiadomić, że w nikim nie jesteś zakochany. Kochasz jedynie swą z góry przyjętą i pełną nadziei wizję tej osoby. Pomyśl o tym przez chwilę. Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda? "Jak mogłeś mnie do tego stopnia zawieść, skoro ja tobie tak ufałem?" – mówisz komuś. Czy rzeczywiście ufałeś mu? Nigdy nikomu nie ufałeś! Przestań w to wierzyć! To część prania mózgu,ufundowanego ci przez społeczeństwo. Przecież nigdy nikomu nie ufasz. Za jednym wyjątkiem: ufasz jedynie swemu sądowi na temat danej osoby. Na co więc się żalisz? Prawda jest taka, że nie lubisz przyznawać się do tego, że "mój sąd był nieprawdziwy". To cię zbytnio nie zachwyca. Wolisz powiedzieć: "Jak mogłeś sprawić mi taki zawód".

     A więc podsumujmy. Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić, nie chcą być szczęśliwi. Jak to mi kiedyś ktoś mądrze powiedział: "Nie staraj się ich uszczęśliwiać na siłę, bo narobisz sobie kłopotów. Nie próbuj uczyć świni śpiewu. Stracisz swój czas, a i świnię zdenerwujesz".

     Przypomina mi się tu jeszcze inna historia o biznesmenie, który wszedł do baru, usiadł i zobaczył faceta z bananem w uchu. Wyobraź sobie, z bananem w uchu! I myśli sobie: "Czy ja czasem nie powinienem mu jakoś o tym powiedzieć? Nie, przecież to nie moja sprawa". Ale myśl ta nie daje mu spokoju. Po jednym czy dwóch drin-kach zwraca się do faceta:

– Przepraszam, hmm, ma pan banana w uchu.
Facet na to: – Przykro mi, ale nie wiem, o co panu chodzi.
Biznesmen powtarza: – Ma pan banana w uchu!
Na co indagowany: – Głośniej proszę, bo mam banana w uchu!

     Takie działanie nie ma sensu. "Przestań, przestań i jeszcze raz przestań" – mówię do siebie. Powiedz swoje i zmykaj stąd. Jeśli skorzystają z tego, to dobrze. Jeśli nie, to trudno!








piątek, 27 kwietnia 2012


Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

01: Przebudzenie

    Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

     W ubiegłym roku oglądałem w hiszpańskiej telewizji pewną historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi pokoju swego syna wołał:

– Jaime, obudź się!
Syn w odpowiedzi: – Nie chcę wstawać, tato.
Poirytowany ojciec: – Wstawaj, musisz iść do szkoły!
Jaime na to: – Nie chcę iść do szkoły.
– Dlaczego? – pyta ojciec.
– Są trzy powody ku temu – stwierdził Jaime.
– Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.
Na to ojciec:
 – To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem szkoły.

     Obudź się! Przebudź się wreszcie! Jesteś dorosły. Nie jesteś niemowlakiem, by cały czas spać. Obudź się! Porzuć swe zabawki. Pora wydorośleć.

     Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi moją żonę". "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pieniądze". "Zwróć mi moją wcześniejszą reputację". Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.

     Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mądry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy śpią. Naprawdę, nie moja to sprawa, że śpisz. I jeśli nawet będę niekiedy mówił "obudź się", to bynajmniej nie po to, by przerwać twój sen. Moją sprawą jest robić jedynie to, co powinienem. Tańczyć swój taniec. Jeśli potraficie uzyskać coś dla siebie z tych moich rozważań, to bardzo dobrze; jeśli nie, tym gorzej dla was! Jak powiadają Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach".

czwartek, 26 kwietnia 2012

Cała Polska czyta pogrążonym w depresji lunatykom.

Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

00: Wstęp


     Kiedyś wśród przyjaciół poproszono Tony'ego de Mello, by powiedział parę słów o swojej pracy. Wstał i opowiedział historyjkę, którą później powtórzył w trakcie rekolekcji i którą odnaleźć można w jego "Śpiewie ptaka". Ku memu zmieszaniu opowieść tę adresował do mnie.

Pewien człowiek znalazł jajko orła. 
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. 
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt
 i wyrósł wraz z nimi.

Orzeł przez całe życie 
zachowywał się jak kury z podwórka, 
myśląc, że jest podwórkowym kogutem. 
Drapał w ziemi szukając glist i robaków. 
Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami 
i fruwać kilka metrów w powietrzu. 
No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty?

Minęły lata i orzeł zestarzał się. 
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
 na czystym niebie wspaniałego ptaka. 
Płynął wspaniale i majestatycznie wśród prądów powietrza, 
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony. 
– Co to jest? – zapytał kurę stojącą obok.
 – To jest orzeł, król ptaków – odrzekła kura. – Ale nie myśl o tym 
Ty i ja jesteśmy inni niż on.

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał. 
I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.

     Poczułem zmieszanie? Nie, wręcz zniewagę! Publicznie porównany do kury. Ale przecież w pewnym sensie miał rację, ale i nie miał. Znieważony? Ależ nie! Nie o to chodziło Tony'emu. Ale przecież przypowieść ta była adresowana do mnie i pozostałych słuchaczy. W jego oczach byłem orłem, nieświadomym, jak wysoko mogą go ponieść jego skrzydła. Opowiadanie to pozwoliło mi pojąć wielkość Tony'ego, jego miłość i szacunek dla innych. Ujmowało to niezwykle trafnie istotę jego pracy, sens działań zmierzających do przebudzenia. To był Tony w swej najlepszej formie, głoszący znaczenie przebudzenia, znaczenie nas samych dla siebie samych i innych, wskazując na fakt, iż jesteśmy lepsi, niż sami wiemy o tym.

     W niniejszej książce wypowiedzi Tony'ego mają formę dialogu, rozmowy – ujawnia on wszystkie swoje zalety w polemice, w walce. Porusza te wszystkie tematy, które tkwią głęboko w duszach słuchaczy.

     Zachowanie siły jego słów, spontaniczności i umiejętności prowadzenia dialogu było dla mnie w tej książce głównym zadaniem po jego śmierci. Dziękuję bardzo za pomoc, jaką otrzymałem od George'a McCauley'a S. J., Joan Brady, Johna Culkina i innych – zbyt wielu, by ich tu wymienić.

     Raduj się tą książką, którą Sebastian dzieli z Tobą dzisiaj i jutro, niech myśli w niej zawarte przenikną do twej duszy, słuchaj ich – tak jak sugeruje Tony – sercem. Słuchając Tony'ego, usłyszysz też siebie. Pozostawiam cię z Tonym – duchowym przewodnikiem, przyjacielem na całe życie.

J. Francis Stroud S. J. 
De Mello Spirituality Center 
Fordham University 
Bronx, New York


sobota, 14 kwietnia 2012

Życie jest jak pudełko pralin, które ktoś ci wyżarł.
Czasami czuję się jak Forrest Gump, opóźniony. Ostatnio coraz częściej. Tylko w przeciwieństwie do niego nie jestem bogaty.

Każdy mózg jest inny. Mojemu trudno trudno ogarnąć rzeczywistość, szczególnie kontakty między ludzkie. Nie zauważam oczywistych rzeczy i nie umiem czytać sygnałów - tych skierowanych do mnie. Bo kiedy chodzi o ocenę jednostki, studiowanie jej zachowań, to idzie mi dobrze. Nawet świetnie. Na niektórych ludziach potrafię się poznać, głównie na tych nieskomplikowanych, którzy nie chowają się za wachlarzem masek.

Społeczeństwo wymusza on nas noszenie masek. Pieprzyć takie społeczeństwo.

Mamy w mózgu dwie chińskie kulki, które często się zdarzają ze sobą, dzięki czemu ograniamy pojęcia, fakty, cokolwiek. Moje kulki cholernie często krążą dookoła siebie bez żadnej styczności. Nie ukończyłem 29 lat, a czuję się jak stary dziad. Moje powolniactwo zaczęło się baaardzo wcześnie, pewnie już w dzieciństwie. Wiecie, jak o niektórych mówią, że żyje we własnym świecie? No, to ja tak mam. Tak bardzo w nim żyłem, że udało mi się stworzyć Ziemię 02 na Ziemi 01. Ostatnio jednak społeczeństwo wymusza na mnie odwiedzanie coraz regularniej Ziemi 01, więc w pewnym sensie pochamowałem trochę swoje dziwactwo. Można by rzec, że wydoroślałem, ale byłoby to szyte grubymi nićmi stwierdzenie.

Zdjęcie, które z postem nie ma nic wspólnego. Don't drink and make pictures of yourself and post them on facebook. 

Piękny przykład tego na jak wolnych obrotach staram się funkcjonować. Było zimno, choć nie padało. Cofamy się do Złotowa, Polska. Barostauracja w parku [tu potrzebna nazwa, bo nie pamiętam... parkowa?] , który później zamienił się w sklep memblowy. Wieczór, młodzież chleje. Przy stole Sebastian oraz prawdopodobnie Zyca, Jachu, Milka i Power (imiona zmienione aby mnie nie wzieli do sądu kiedy będę już sławny i bogaty żeby zadrzeć ze mnie ostatni grosz; tylko Power to prawdziwy nickname). Power super mocy toto nie miał, z tego co wiem. Zjadł o jednego kwasa za dużo, napuchł po psychiatryku i zaczął chodzić w kapturze i stał się idolem dzieci do lat 14stu. Rozumiemy przez to, że z jego mózgiem było o WIELE gorzej od mojego. Tak z 69 razy gorzej co najmniej. Zyca wyjeżdża z tekstem, że jakieś niemowlę ich znajomych chleje wódkę szklankami, takich ma kochanych rodziców, że mu dają, bo wiadomo, wódka wzmacnia mózg, siłę i leczy bezsenność. Power łyknął tą historyję tak jak wcześniej kwasy. Jak każdy blef tak i ten przedstawiony był realistycznie i poważnym tonem.

A ja tam tak w rogu siedziałem cicho i też wierzyłem.

Czy nie ma dla mnie ratunku? Czy z takim mózgiem się urodziłem, czy został skrzywiony gdzieś po drodze? Czy to może tylko dlatego, że wciąż ŚPIĘ? Miejmy nadzieję, że to ostatnie, bo wtedy rozwiązanie jest proste, muszę się obudzić. Wreszcie. Tobie też radzę. Jak myślisz, dlaczego filmy o zombie są ostatnimi laty coraz bardziej popularne? Gdyż się z nimi utożsamiamy! Tak naprawdę, to MY jesteśmy zombie i to jest straszniejsze niż nie jedna szmira PG-13. Z tą drobną różnicą iż zamiast mózgów chcemy żreć i pieprzyć się. Obudź się!

A swej zaawansowanej mizantropii nie będę zgłębiał dzisiaj, bo post miał być krótki.

poniedziałek, 20 lutego 2012

czwartek, 9 lutego 2012

Tatuś potrzebuje $1500 na nowe okulary i monitor - POMÓŻTA!
Ino kliknie tam OGGowicz, po prawej znajdzie guzik I'd wear this!, kliknie i po krzyku. Jak chce się przysłużyć też doda do ulubionych (Add to favourites). Jak nie ma konta na dA niech założy i śledzi (WATCH) artystę od siedmiu boleści.


Monster Wet My Bed Tee by =sebastianjaster on deviantART

A jak nie chce, to nie. Łaski bez.

wtorek, 6 listopada 2012

Warto czytać i się rozwijać

Jutro w Dzień Dobry TVN:

  • Jest mi smutno i żle, czy to już depresja?
  • Ty chuju złamany, czy ty kutasie złamany? Wyszukiwarka google odpowiada:
    - Kutas złamany - About 20,400 results (0.32 seconds)
    - Chuj złamany - About 185,000 results (0.72 seconds)
  • Nie możesz zaplanować swojej przyszłości, bowiem nic w życiu nie jest pewne. Tak długo jak ludzie których kochasz są częścią twego życia, będzie dobrze.
Nie czytam. Wślepiam się w monitor który mi pokazuje internet zamiast tego.

Czytałem najwięcej kiedy nie miałem ani monitora ani internetu, tak więc ponad 15 lat temu. Np. wczoraj przez 5 godzin czytałem recenzje, fora i nowości na temat smartphonów, bo chcę kupić nowy. Wciąż moją ukochaną książką pozostaje "1984" Orwella, jest idealna i na równi genialna z "Mistrzem i Małgorzatą". Ale nie martwmy się, znalazłem sposób, aby zrekompensować swą stratę. Otóż kolorowanie nie wymaga ode mnie takiej uwagi jak rysowanie, dzięki czemu mogę słuchać nielegalne audiobooki podczas tej czynności. Oczywiście, jestem przeciwko piractwu, ale jako osoba bezrobotna nie stać mnie, a radzić sobie trzeba.



Ostanio przesłuchałem dwie fantastyczne książki które chciałbym wam bardzo polecić. "The perks of being a wallflower" Chbosky Stephena zastała wyjątkowo inteligentnie przetłumaczona "Charlie" - imię tytułowego bohatera. Klaskam z podziwu. Nie. Jest to piękna książka, którą podobnie do "Buszujacego w zborzu" (która została przetłumaczona jak trzeba, a nie "Holden") czyta się od deski do deski w czasie poniżej 6 godzin (tyle audio miało). Nie jestem dobry w recenzowaniu, więc napiszę jak potrafię. Jest to smutna opowieść o dojrzewaniu chłopaka, który jest inny niż rówieśnicy, a jego pierwszej miłości o tym jak wspaniale to jest mieć grupkę znajomych z którymi miło spędzasz czas paląc trawę bądź pijąc. Plus jest też o homoseksualiźmie, który w Polsce wciąż jest uważany jako choroba, którą trzeba zabić. Chyba, że się mylę, skoro w PL nie mieszkam od 7 lat może coś się zmieniło. Jakie są wasze zauważenia?

Hollywood zrobił dopiero co ekranizację, w której gra Emma Watson z Harrego Pottera, powinno być już albo lada dzień w kinach. Oczywiście ekranizacje filmowe są zwykle do dupy, tą jednak wyreżyserował i napisał scenariusz sam autor, więc jest dobrze.

Link do recenzji, kliknijta TU!

Drugi tytuł to nie powieść, ale książka naukowa traktująca o sukcesie, pt. "Talent is overrated" Geoffrey Colvina. Tym razem przetłumaczona jak należy, "Talent jest przeceniany". Co kocham w tej książce, którą skończyłem słuchać dziś (7,5h) jest to, iż nie jest to poradnik, ale fantastycznie udukomentowana obserwacja. Wynika z niej, że ludzie nie rodzą się z talentem. Nikt nie osiąga nic z dnia na dzień. Sukces zawsze bierze się z lat praktyki. I często osiąga go się po 30stce, a nawet 40stce. Kwestia tego jak praktykujesz. Ćwiczenie musi być ciężkie i musi cię rowijać. Książka daje bardzo szczegółowe wnioski jak to się dzieje, że niektórzy osiągają szczytu, kiedy większości pozostałym nigdy się to nie udaje. I co sprawia, że jedni prną dalej do przodu, kiedy inni się poddają. Co sprawia, że nieliczne firmy rozwijają się i trzepią miliony na rynku akcji, kiedy inne bankrutują. W DNA wciąż nie wykryto jak to jest, że jedni zaczynają rysować mając parę lat i nigdy nie przestają, kiedy inni porzucają to jak tylko zaczynają dojrzewać. Charakterystyczne jest jednak parę aspektów. Zwykle ci, którzy dużo osiągają również dużo poświęcają, aby tak było (życie towarzyskie, związki, rodzina). Talen jest nieistotny. Istotna jest pasja. Naukowcy po dziś dzień nie potrafią wytłumaczyć skąd ona się bierze. Polecam, bo jest to nieoficjalna książka o mnie!

Książkę po PL znajdziesz TU!

wtorek, 2 października 2012

Twitter spartolił

Nie ma sensu pisać postów jeśli chce się powiedzieć dzień dobry bądź podzielić się linkiem. Najlepszy do tego jest Twitter, do którego linka macie w sidebar po prawej. Tylko, że jest to gadżet i powinien on pokazywać ostatnie tweety, a nie tylko linka. Bierze się to stąd, że zaktualizowali go i im nie poszło. Dlatego to, co miało zająć pół godziny (założenie nowego konta po polsku i wrzucenie tweeta) przemieniło się w półtorej godziny.

W obliczu czego jestem zmuszony skopiować treść w tym poście. Aby być na czasie ze mną, śledźcie mnie na twitterze :)

Oto tweet:

Dzień głodny! Wstaje nowy piękny dzień. Dlaczego piękny? Bo każdy dzień jest piękny jeśli to nie poniedziałek :)


Widok z okna. Poranne promienie rzucają pomarańczowe światło na drzewo za którym rżą konie na polu.

sobota, 29 września 2012

Choróbsko

Z cyklu zdjęć ni z gruszki ni z pietruszki: Zeba Zombie
Bakcyla miałem w gardle przez ponad dwa tygodnie. Heniek miał na imię. Tak, jestem starym dziadem, więc rozmawianie o tym, co boli jest jak najbardziej na czasie. Bakcyl się wyprowadził, ale w nos coś wlazło i teraz kuruję się wodą z cytryną, miodem i czosnkiem (czosnek nie w wodzie).  Rano polazłem kupić cytryny, bo się skończyły. W lidlu poskarżyłem się czeskiem sprzedawcy z którym mamy nić porozumienia, bo też ma ciemną skórę jak ja. A wiesz co jest najlepsze na chorobę? - pyta on. Myślałem, że gorąca whiskey, ale się myliłem.

- Okład z młodych piersi - odpowiedział. - Najlepiej takich dwudziestoletnich.
- Pewnie. Ale gdzie ja takie znajdę?
- A mało ich po mieście chodzi?

No, że też o tym nie pomyślałem. Pewnie od razu by mi choróbsko przeszło.

Bed & Breakfast (jaja, boczek, fasolka, parówki, kaszanka, samo irlandzkie zdrowie) dosłownie za darmo! 

Niedługo są moje urodziny, 9tego października. Jak zwykle na dzień przed zamknę się w sobie a potem w swoim pokoju. Będę wychodził tylko do kibla, a może nawet i nie. Będę leżał na łóżku po ciemku, wszystko powyłanczam łącznie z telefonem i będę marzył o tym lesie, w którym umieram. Nawet jednej pozytywnej myśli do siebie nie przyciągnę. Wiecie jak to się nazywa? Załamanie nerwowe. Dwa już takie miałem w święta. Po fakcie zorientowałem się, że to załamanie musiało być.

Żeby zmienić swoje życie trzeba zmienić siebie. Małym krokiem do zmiany siebie jest myślenie co wieczór przed zaśnięciem o trzech pozytywnych rzeczach, które się dzisiaj tobie zdarzyły. W ten sposób ćwiczysz mózg w przyciąganie pozytywów. To nic jeśli się powtarzają. Moim najczęstszym jest Dzisiaj nie piłem. Wczoraj też poćwiczyłem też i na skakance oraz sporo kolorowałem jak na mnie. Dziś nie ćwiczyłem, tłumaczę się choróbskiem i jest to bardzo dobre wytłumaczenie.

Nie nie, nie jest ze mną aż tak źle. Mam dystans do swojego guza mózgu, jest OK.
Spokojnej nieskacowanej niedzieli życzę ci.

Urzekł mnie ten budynek, bo ma takie gigantyczne rury. Kliknij na zdjęcie, żeby zobaczyć jakie duże i grube. Rury.

PS. Blogger mówi, że mam 12 obserwatora.

piątek, 28 września 2012

A la ala fala!

Ach, nie ma to jak pisać OGGa na trzeźwo. Tak, DZIŚ nie piłem wódki po czym nie prowadziłem samochodu i nie wjechałem nim w drzewo.

Ćma w kuchni. Wygląda potężnie. Kliknij żeby zrobić zoom. Org 3000x4000 pikseli.

W mojej przeglądarce Chrome mam otwarte 8 tabów czy też kart, jak narzędzie szatana którym jest przeglądarka Microsoftu je zwie. W pierwszym mam otwartą stronę o tym jak się robi kotelety schabowe, a w drugim mam porno z azjatką. I to napisał rysownik, który opublikował dwie książki dla dzieci. Reszta tabów nie jest już taka ciekawa, więc ja pominę. Zabawna ta rozbieżność pomiędzy dwoma pierwszymi i to skłoniło mnie, aby dziś oggnąć.

I tak prawie nikt tego nie czyta, więc co tam.

Mam się dobrze, dzięki że pytacie. Na razie fala jedzenia mrożonek (pizza, frytki), popijania ich czterema piwami i czipsami jest za mną. I dobrze, bo jak się budzisz skacowany, to za bardzo przez cały dzień nie rysujesz. Dzisiaj zrobiłem zupę. Instant, żurek, ale ugotowałem ziemniaki i dodałem hiszpańskiej kiełbachy chorizo. Nie jest idealnie (bo zupa z chemicznego proszku), ale to krok w dobrą stronę. Życie jest falowe. Są większe i mniejsze fale. Najczęściej jednak człowiek, który chce się zmienić powraca do punktu wyjścia którym w tym przypadku jest gburowaty mizantrop szołmen z poczuciem humoru, który nie każdy łapie, chlip. Człowiek się nie zmienia, robi się tylko bardziej zdziadziały. Rozbijmy te fale na kropki, czemu nie:

  • 2006 bądź 2007 - dieta dla idiotów, o czym dowiedziałem się po diecie. Podczas znałem ją jako 11sto dniową dietę. Schudłem pare kilogramów pijąc kawę i jedząc trawę. Waga wróciła.
  • 2008 bądź 2009 - książka pana de Mello o samopomocy pomogła mi uwolnić się od mojego największego wroga, czyli ode mnie samego. 100% szczęścia trwało tydzień i zeszło. Smutas powrócił.
  • 2010 - kolejna książka, tym razem "Zmień swój mózg, zmień swe ciało" - jedzenie orzeszków zamiast czipsów, żadnego śmieciowego żarcia, schudłem trochę, po miesiącu wróciłem do starych nawyków.
  • 2012 - "The Magic of Thinking Big" - stosując się do zaleceń książki uśmiechałem się do siebie i do innych, nawet jak nie miałem na to ochoty. Patrzyłem ludziom w oczy dopóki sami nie przerwali kontaktu. Czułem się, jakbym im w duszę zaglądał, oni zaś pewnie się czuli, jakby rozmawiali z psycholem. Nakręcałem się pozytywnie, skupiałem na pozytywnych myślach. Byłem taki uczyny, że zostało to wykorzystane. Czułem się jak ścierka, którą wyżyna się z wody. 
Odwiecznych problemów to mam masę. Jednym z nich jest dylemat nad świadomością. Dlaczegóż często postępujemy wbrew sobie? Dlaczego robimy rzeczy, których nie chcemy robić? Czyśbyśmy robili je podświadomie? Zróbmy test: wyobraź sobie osobę, którą chcesz być, idealnie, jak wyglądasz, jaką masz pracę, gdzie mieszkasz, przyjaciół, itp. Tak gdyby wszystko było osiągalne. Zamnij oczy teraz i wyobraź idealnego siebie, nie tylko myśl, ale zwizualizuj sobie. Po minucie otwórz oczy i czytaj dalej...
Pan naprawia budkę telefoniczną w blady dzień. Nieczęsty/nie częsty widok. Teraz i ty wiesz, co kryje się pod obudową.

... i co? Jesteśmy zajebiści, co nie? W tej wizualizacji tak, ale tu i teraz dlaczego nie jesteśmy? Co stoi na przeszkodzie? Trudno jest być kim się chce kiedy na prawdę nie wiesz kim ty sam jesteś. Bardzo ucieszyło mnie, że wyszła parę tygodni temu książka pt. Ravenous Brain (Wygłodniały Mózg) pana Daniela Bor, gdyż w tej książce której jeszczem nie czytał, pisze on o tym czym jest świadomość, dlaczego ją mamy i cóż ona oznacza wobec naszej własnej percepcji i psychicznym zdrowiu. Jest to zupełnie nowe podejście do tego tematu. Chciałbym być zadowolony, nie przejmować się błachostkami, rozwiązywać problemy, kiedy się pojawiają, a nie je ignorować, chciałbym rozmawiać z przyjaciółmi na Skypie i wychodzić do ludzi więcej, lecz zamiast tego chowam się w kokonie, bo mam niską samoocenę i obsesję na punkcie tego co kto sobie o mnie myśli. Jednocześnie jestem na tyle udany, że wmawiam sobie, iż nie obchodzi mnie to wcale, że w to wbijam. W chwilach słabości folguję sobie fantazją, w której rzucam wszystko w cholerę, idę do lasu i tam zdycham po czasie, kiedy woda z kałuży i kora z drzew przestają być dobre dla mojego organizmu. Oczywiście, nigdy tego nie zrobię i fantazje są po to, aby sobie wyobrażać miłe rzeczy, a nie taką dramę.

Możemy się zmienić, pewnie. Czy możemy się przemienić? Na dłuższą metę nie, przynajmniej ja nie mogę. Jeszcze nie teraz.

Dziękuję za uwagę.

Klify Moher w Irlandii. Zanim się rzucisz, zadzwoń na linię pomocy.


PS. Jeśli już jesteś taką osobą, jaką sobie wyobrażasz, to pozazdrościć, Zychu.

wtorek, 18 września 2012

czwartek, 2 sierpnia 2012

Lubić melancholię.



Tuż po zmierzchu w krótkiej przerwie między ścianą drzew widzę na polu dwa konie - brązowego i trochę mniejszego, białego. Pocierają się głowami. Uginają szyje, kręcą się wokół siebie i głaskają się twarzami, może to on i ona. Po chwili znikają przysłonięci czernią gałęzi. Miłość jest wszędzie.

Piję. Palę. Nie mam robali. Czy się martwię? Nie. Czy jest mi smutno? Czasami, troszkę. Czy tęsknię? Zawsze. Za czym? Za urojeniami, za gdybaniem, za ciepłem serca. Czy płaczę? Eee, nie, płakać nie warto. Czy żałuję? Zależy czego.

Piję. Palę. Nie pękam, choć mój brzuch czasem pęka zawalony mrożonkami. Mrożonymi frytkami i równie uzależniającymi pizzami piwem zalewanymi. Lecz ja nie pękam, bo to co jest nie jest na zawsze, to jest tylko przejściowe. Nie wiem kim jestem, lecz wiem kim chcę być i wiem, iż będę. Wiem, że jestem, więc nie mam daleko. Dziś minęło.

Możesz mieć wszystko, jeśli masz odwagę, jeśli słuchasz siebie. Ale nie słuchasz siebie, słuchasz innych i to sprawia, że umierasz wewnątrz. Powolutku, dzień po dniu, sekunda po sekundzie. Nie umieraj tak prędko, odpręż się i naucz się cieszyć. Jest z czego. Zawsze znajdziesz parę koni niespodziewanie za oknem.

niedziela, 1 lipca 2012

Jak osiągnąć sukces?

Skończyłem czytać książkę od brata, pt. "The Magic of Thinking BIG" napisana przez David J. Schwartz, Ph. D. A Ph. D. znaczy the academic degree of Doctor of Philosophy. Teraz wiem :)


Przez ostatnie 7 lat przebrnąłem przez niemal 7 książek o samo-pomocy, o oświeceniu, o byciu szczęśliwym. Motywy przewijają się te same, jednak "Magia WIELKIEGO myślenia" przebija je wszystkie. Dlaczego? Przede wszystkim nie jest to książka o samo-pomocy; wręcz przeciwnie: jest to realistyczny tytuł dający praktyczne porady jak ćwiczyć swój największy mięsień, czyli mózg, jak go ukształtować, żeby osiągnąć sukces. A co najciekawsze, zostało to po raz pierwszy opublikowane w 1959 roku! A jest aktualne jak cholera.


Jak osiągnąć sukces, jaki rezultat daje myślenie o wielkich rzeczach, a nie o małych, a nie o racjonalych? Pozwolę sobie streścić 230 stron w tych mądrych punktach:


  • nastaw się pozytywnie, uśmiechaj do ludzi i zapamiętaj ich imiona,
  • skup się na pozytywnych rzeczach, o nich myśl i o nich gadaj, negatywne odpędzaj,
  • bądź pewny siebie,
  • wierz w to, że coś ci się uda, jak już w to wierzysz, to działaj, a nie dumaj.
Tyle. W skrócie. Takie punkty z kulki, za nimi 230 stron konkretów. Natomiast teraz czytam bardziej aktualną książkę  "4-godzinny tydzień pracy" ("The 4-Hour Workweek"), Timothy Ferriss, również od brata. Książka z 2007, bestseller. Koleś pisze jak osiągnąć to czego się chce teraz, a nie na emeryturze, co mu się udało świetnie. I również tu jest wiele podobnych wątków do magii wielkiego myślenia. Coś w tym jest. Tylko trzeba się nie bać.

A o co mi chodzi w tym poście? No o to, że osiągniesz to co chcesz jeżeli się nie poddasz, 99% ludzi się poddaje, widzimy ich codziennie. Nieistotne stanowisko. Każdy czegoś w życiu chce. Znajdź to czego chcesz i dąż do tego ŚMIAŁO. Życie jest za krótkie, żeby być zwyczajnym.

Pieniędzy mało. Załapałem fuchę żeby narysować 30 stron komiksku płatne nieźle. Nie przeszedłem jednak testu próbnej strony. Czy płaczę? Nie. Historia była głupia, a nawet mojego nazwiska by tam nie było po podpisaniu kontraktu. Wolę rysować coś za mniejsze pieniądze, ale mieć wolność twórczą. I to powoli mi uświadamia, że rysować na dalszą metę mogę, ale tylko to, co kocham. Nienawidzę być męską dziwką, rysować dla kogoś za pieniądze, nie cierpię tego. 

Moja nowa tapeta:


piątek, 29 czerwca 2012

Katarzyno, szybciej!

Człowiek lezie przez życie. Zależnie od człowieka może przez nie leźć jak przez błoto: zy trudem lub stąpać jak po chmurach: lekko.

Dobra nowina jest taka, że nie trzeba brnąć w błocie non-toper, skąd. SKĄDŻE. Jak to zrobić? A tego wam już nie powiem.

Odkąd pamiętam wyrażałem się twórczo, jak ktoś mnie chciał pobić, tom się mścił na stronie komiksu. Jakem był nad małym stawkiem i z ludźmi z mocami pływaliśmy po nim w tą i z powrotem lawirując między rekinami, też żem parę stron pod wrażeniem narysował. Me alter ego Herr Zeba ostatnio staje mi się coraz bardziej obce. Będąc młodzieżą a nie prawie 30-latkiem, HZ wyrażał mój bunt przeciwko systemowi. Samo to, że się wyrażał górowało nade mną. Pewny siebie gość. Twardy. Jego oczami przedstawię ten okres, lato picia z Grupą Misiaków. Działo się. Na dwa komiksy tego będzie. W pierwszym roku na emigracji cień HZ wciąż nade mną wisiał żywo. Dlatego męcząc się w mej pierwszej pracy będącej piekłem na ziemi, widząc cały ten nonsens 39 godzin tygodniowo, przeżywając surrealistyczny świat 5 dni w tygodniu naturalnym ujściem spiętego umysłu stało się przelanie frustracji w komiks. W komiks pt. HZ: SKLEP.

Niestety moje emocje po 6 latach nie są już tak żywe jak wtedy. Może to i lepiej? W każdym razie, oto szybki szkic strony zrobiony 6-7 lat temu właśnie pod wpływem emocji.

Kliknij, żeby zobaczyć "szczegóły"

piątek, 4 maja 2012

The Avengers Recenzja

Zaskakuje mnie punktacja filmu "Avangers" i na filmweb.pl (chujowa strona, właże tam głównie, żeby się z polskich tłumaczeń polać) i na imdb powyżej 8 punktów. Czyżby ludziom mózgi wyparowały, kiedy byłem odwrócony? Jeśli tak, to znaczy, że są jeszcze na tej ziemi bardziej tępi ode mnie.

Jak jesteś niezależnym pisarzem, filmowcem, lub po prostu inteligentem z wielkim EGO, to nawet  najlepsze hollywoodzkie produkcje osądzisz mianem: gówno. Ja lubię te popcornowe kino, nie spodziewam się za dużo, wiem na co idę. Jednak w przypadku A 3D się rozczarowałem.

UWAAAGAAA KUUURWWA - spoilery będą.

Zacznijmy od plusów:

  • Hulk (dwa zajebiste motywy z nim: raz jak z nienacka wali kolesia i drugi, jak wali kolesia po wielokroć o cementową podłogę). I dobrze, że Ed'zio powiedział nie i tym razem zagrał go Mark Ruffalo (którego lubię, bo się nie odchudza, nie trenuje i nie wygląda, zupełnia jak ja; z tym wyjątkiem, że ja jeszcze nie mam milionów, ale kto wie, Marek może też spłukany), bo przynajmniej Dr Banner wygląda podobnie po przemianie, nie jak poprzednio.
  • Ze dwa fajne ujęcia: jedno ze środka samochodu, jak źli wysadzają ulicę. Samochód wraz z tym co widzimy przewraca się na brzuch. Drugiego nie pamiętam. I pisząc fajne mam namyśli nietypowe, ciekawie/oryginalnie przedstawione. Jeśli myślisz, że w tym fylme każde ujęcie jest fajne, to nie wiem jak możesz się przeglądać w lustrze.
  • Scarlett Johansson - Siedzi przywiązana do krzesła na początku w czarnych pończoszkach, ujęcie z dołu, piękne ujęcie, to chyba to ujęcie, którego nie mogłem sobie w ostatniej kropce przypomnieć. Cała ta początkowa scena jest jedną z lepszych, jak ona ich rozkłada - takiego montażu walki jeszcze nie widziałem! Nawet nie widać przejść kiedy jest to nie ona, tylko komputerowa animacja, takie to płynne i realistyczne.
  • Jak scena zapowiada się, że zaraz, zaraz będzie totalne cliche, to robią taki zwrot akcji, że go jednak unikają (jak np. kiedy Hulk wali kolesia po wielokroć). Tak, pora się wybrać do okulistki.
Cztery plusy. Spójrzmy, ile będzie minusów:
  • 2h trwa, spokojnie można było wyciąć dłużyzny, jak gadają i nic się nie dzieje. Nikt na to do kina nie poszedł, żeby mieć zajawki fabuły, więc po co się oszukiwać?
  • FX oraz 3D standardowo dobre, lecz jesteśmy już do nich tak przyzwyczajeni jak do elektryczności. Kiedyś to był szał. Boli mnie, że te efekty są po prostu rzucane w ciebie jak kamienie w psa przez nieszczęśliwe bite dziecko które gdzieś musi się wyładować. Powinni byli więcej czasu  spędzić na tym, żeby to ARTYSTYCZNIE i KLIMATYCZNIE wyglądało. Udało się to w Matrix, a to co było w dwóch kolejnych częściach jest i tu.
  • Za długi, pisałem już? Jak chce ci się siku w połowie, a nie lubisz tracić 90 sekund bądź 3 minut jeśli masz nieśmiały publiczny pęcherz, to będziesz musiał nieźle wstrzymać. 
  • Wszyscy wiemy, że dobzi wygrają. Obcy nic tylko strasznie wyglądają, a siły to kurde wcale nie mają. Może, gdyby rymowali. I ten cały ich atak bezsensowny: spadają z nieba i zaczynają wysadzać wszystko w powietrze. Wow. Latają na jakimś badziewiu, a nie wyglądają nawet na takich, co by zdali licencję pilota. I co? Gdyby nie było bandy broniącej, to co by było? No co? By tak rozpierdalali całe miasto? A potem kolejne i kolejne i kolejne aż by do Piły dotarli? A kto po tym wszystkim posprząta? Jak cepy się kurna zachowywali.
  • Dalej, Seba, wymyśl jeszcze jeden minus! Musi być jeszcze jeden! Zaraz, zaraz.... ....................................... ech!
TAK, wiem. To film a superbohaterach z komiksów Marvela, czegom się innego spodziewał? Jednakże "Captain America" mi się bardzo podobał, to bym z chęcią ponownie obejrzał. "Thor" był wizualnie fantastyczny, więc mogli zrobić lepiej.

Reasumując: moim największym zarzutem jest to, że film nie ma klimatu i jest schematyczny bardziej ode mnie. Nie bałem się ani razu, nie byłem totalnie wciągnięty ani razu. Przez pierwszą półowę było w miarę OK, ale potem, ironicznie kiedy akcja stawała się coraz bardziej wartka, robiłem się coraz bardziej znudzony. 

Jak ja bym był kosmitą, to bym zbudował giga kosiarkę, taką wielkości księżyca i bym nią skosił cywilizację!

sobota, 28 kwietnia 2012

Rekolekcje


Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

02: Czy pomogę Wam podczas tych rekolekcji?

     Myślicie, że zamierzam Wam dopomóc? Nie. Po stokroć nie. Nie spodziewajcie się, aby to, co mówię, pomogło komukolwiek. Mam jednak nadzieję, że tym, co powiem, również nikomu nie zaszkodzę. Jeśli moje rozważania miałyby wyrządzić ci jakąś szkodę – to przyczyna tej szkody tkwi w tobie. Jeśli udałoby się w czymś tobie dopomóc – to sam tego dokonałeś. Naprawdę, to ty sam sobie pomogłeś. Nie ja. Czy uważasz, że ludzie są w stanie ci pomóc? Jeśli tak myślisz, to jesteś w błędzie. Czy sądzisz, że ludzie dadzą ci oparcie? Wierz mi, nie mogą ci tego dostarczyć.

     Pamiętam pewną kobietę biorącą udział w prowadzonej przeze mnie grupie psychoterapeutycznej. Była to bardzo religijna siostra zakonna. W trakcie posiedzenia powiedziała mi:

– Nie czuję wsparcia ze strony przełożonej.
Zapytałem ją zatem: – Co przez to rozumiesz?
A ona na to: 
– Moja przełożona, stojąca na czele prowincji, nigdy nie pojawia się wśród nowicjuszek, które mi podlegają. Nigdy. Z jej ust nigdy też nie padły słowa uznania.

     Odpowiedziałem jej na to: – Dobrze, odegrajmy małą scenkę. Załóżmy, że znam przełożoną prowincji. Przypuśćmy, że wiem, co ona myśli na twój temat. A więc mó-wię ci (jako osoba grająca rolę przełożonej prowincji): "Wiesz, Mary, nie pojawiam się nigdy u ciebie, gdyż jest to jedyne miejsce w prowincji, które nie przysparza mi kłopotów. Wiem, że podlega ono tobie, a więc wszystko musi być w porządku".

Jak się teraz czujesz? – zapytałem.
– Wspaniale – odpowiedziała.

     Wówczas jej powiedziałem: – Czy zgodzisz się na chwilę opuścić ten pokój? Będzie to część zadania. Wyszła. Podczas jej nieobecności powiedziałem do reszty uczestników sesji: – Nadal jestem przełożoną prowincji. Mary jest jak dotąd najgorszą ze wszystkich podległych mi mistrzyń nowicjatu. Nie pojawiam się u niej, gdyż nie mogę znieść widoku tego, co ona tam u siebie wyprawia. To jest po prostu straszne. Jeśli jednak powiem jej prawdę, biedne nowicjuszki jeszcze bardziej na tym ucierpią. Za rok, dwa zamierzam zastąpić ją kimś innym. Przygotowuję już kogoś na jej miejsce. Na razie pomyślałam, że powiem jej kilka miłych słów, aby jej pomóc przetrwać. Co o tym sądzicie?

 – Odpowiedzieli: – No, tak. To jedyne, co mogłaś w tej sytuacji zrobić. Zawołałem Mary i zapytałem ją, czy nadal czuje się wspaniale. – O tak – odpowiedziała.


     Biedna Mary! Sądziła, że otrzymuje wsparcie od przełożonej, a w rzeczywistości było to zupełnie coś innego. Jest bowiem tak, iż to, co czujemy i myślimy, stanowi zazwyczaj iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy, łącznie z tym wszystkim, co dotyczy pomocy udzielanej nam przez innych ludzi.

     Myślisz, że pomagasz ludziom, bo ich kochasz. Jeśli tak, to chciałbym cię powiadomić, że w nikim nie jesteś zakochany. Kochasz jedynie swą z góry przyjętą i pełną nadziei wizję tej osoby. Pomyśl o tym przez chwilę. Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda? "Jak mogłeś mnie do tego stopnia zawieść, skoro ja tobie tak ufałem?" – mówisz komuś. Czy rzeczywiście ufałeś mu? Nigdy nikomu nie ufałeś! Przestań w to wierzyć! To część prania mózgu,ufundowanego ci przez społeczeństwo. Przecież nigdy nikomu nie ufasz. Za jednym wyjątkiem: ufasz jedynie swemu sądowi na temat danej osoby. Na co więc się żalisz? Prawda jest taka, że nie lubisz przyznawać się do tego, że "mój sąd był nieprawdziwy". To cię zbytnio nie zachwyca. Wolisz powiedzieć: "Jak mogłeś sprawić mi taki zawód".

     A więc podsumujmy. Ludzie tak naprawdę nie chcą dojrzeć, nie chcą się zmienić, nie chcą być szczęśliwi. Jak to mi kiedyś ktoś mądrze powiedział: "Nie staraj się ich uszczęśliwiać na siłę, bo narobisz sobie kłopotów. Nie próbuj uczyć świni śpiewu. Stracisz swój czas, a i świnię zdenerwujesz".

     Przypomina mi się tu jeszcze inna historia o biznesmenie, który wszedł do baru, usiadł i zobaczył faceta z bananem w uchu. Wyobraź sobie, z bananem w uchu! I myśli sobie: "Czy ja czasem nie powinienem mu jakoś o tym powiedzieć? Nie, przecież to nie moja sprawa". Ale myśl ta nie daje mu spokoju. Po jednym czy dwóch drin-kach zwraca się do faceta:

– Przepraszam, hmm, ma pan banana w uchu.
Facet na to: – Przykro mi, ale nie wiem, o co panu chodzi.
Biznesmen powtarza: – Ma pan banana w uchu!
Na co indagowany: – Głośniej proszę, bo mam banana w uchu!

     Takie działanie nie ma sensu. "Przestań, przestań i jeszcze raz przestań" – mówię do siebie. Powiedz swoje i zmykaj stąd. Jeśli skorzystają z tego, to dobrze. Jeśli nie, to trudno!








piątek, 27 kwietnia 2012


Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

01: Przebudzenie

    Przebudzenie to duchowość. Ludzie najczęściej śpią, nie zdając sobie z tego sprawy. Rodzą się pogrążeni we śnie. Żyją śniąc. Nie budząc się zawierają małżeństwa. Płodzą dzieci we śnie i umierają, nie budząc się ani razu. Pozbawiają się tym samym możliwości zrozumienia niezwykłości i piękna ludzkiej egzystencji. Mistycy, niezależnie od wyznawanej przez siebie doktryny, zgodni są co do tego, że wszystko, co nas otacza, jest takie, jakie być powinno. Wszystko. Cóż za przedziwny paradoks. Najtragiczniejsze jest jednak to, że większość ludzi nigdy tego nie jest w stanie zrozumieć. Nie są w stanie tego pojąć, gdyż pogrążeni są we śnie. Śnią sen prawdziwie koszmarny.

     W ubiegłym roku oglądałem w hiszpańskiej telewizji pewną historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi pokoju swego syna wołał:

– Jaime, obudź się!
Syn w odpowiedzi: – Nie chcę wstawać, tato.
Poirytowany ojciec: – Wstawaj, musisz iść do szkoły!
Jaime na to: – Nie chcę iść do szkoły.
– Dlaczego? – pyta ojciec.
– Są trzy powody ku temu – stwierdził Jaime.
– Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.
Na to ojciec:
 – To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem szkoły.

     Obudź się! Przebudź się wreszcie! Jesteś dorosły. Nie jesteś niemowlakiem, by cały czas spać. Obudź się! Porzuć swe zabawki. Pora wydorośleć.

     Większość ludzi twierdzi, iż pragnie jak najszybciej opuścić przedszkole. Ale nie wierz im. Nie mówią prawdy. Jedyne, czego naprawdę chcą, to by naprawić im popsute zabawki. "Oddaj mi moją żonę". "Przyjmij mnie znowu do pracy". "Oddaj mi moje pieniądze". "Zwróć mi moją wcześniejszą reputację". Tego właśnie naprawdę chcą. Pragną, aby zwrócono im dotychczasowe zabawki. Tylko tego, niczego więcej. Psychologowie twierdzą, że ludzie chorzy w istocie rzeczy nie chcą naprawdę wyzdrowieć. W chorobie jest im dobrze. Oczekują ulgi, ale nie powrotu do zdrowia. Leczenie bowiem jest bolesne i wymaga wyrzeczeń.

     Przebudzenie, jak wiadomo, nie jest rzeczą najbardziej przyjemną. W łóżku jest ciepło i wygodnie, budzenie nas irytuje. I to jest powód, dla którego prawdziwy guru nigdy nie usiłuje ludzi budzić. Mam nadzieję, że okażę się na tyle mądry, by nie podejmować próby budzenia tych, którzy śpią. Naprawdę, nie moja to sprawa, że śpisz. I jeśli nawet będę niekiedy mówił "obudź się", to bynajmniej nie po to, by przerwać twój sen. Moją sprawą jest robić jedynie to, co powinienem. Tańczyć swój taniec. Jeśli potraficie uzyskać coś dla siebie z tych moich rozważań, to bardzo dobrze; jeśli nie, tym gorzej dla was! Jak powiadają Arabowie: "Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach".

czwartek, 26 kwietnia 2012

Cała Polska czyta pogrążonym w depresji lunatykom.


Anthony de Mello 
PRZEBUDZENIE

00: Wstęp


     Kiedyś wśród przyjaciół poproszono Tony'ego de Mello, by powiedział parę słów o swojej pracy. Wstał i opowiedział historyjkę, którą później powtórzył w trakcie rekolekcji i którą odnaleźć można w jego "Śpiewie ptaka". Ku memu zmieszaniu opowieść tę adresował do mnie.

Pewien człowiek znalazł jajko orła. 
Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. 
Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt
 i wyrósł wraz z nimi.

Orzeł przez całe życie 
zachowywał się jak kury z podwórka, 
myśląc, że jest podwórkowym kogutem. 
Drapał w ziemi szukając glist i robaków. 
Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami 
i fruwać kilka metrów w powietrzu. 
No bo przecież, czyż nie tak właśnie fruwają koguty?

Minęły lata i orzeł zestarzał się. 
Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą,
 na czystym niebie wspaniałego ptaka. 
Płynął wspaniale i majestatycznie wśród prądów powietrza, 
ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami.

Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony. 
– Co to jest? – zapytał kurę stojącą obok.
 – To jest orzeł, król ptaków – odrzekła kura. – Ale nie myśl o tym 
Ty i ja jesteśmy inni niż on.

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał. 
I umarł wierząc, że jest kogutem w zagrodzie.

     Poczułem zmieszanie? Nie, wręcz zniewagę! Publicznie porównany do kury. Ale przecież w pewnym sensie miał rację, ale i nie miał. Znieważony? Ależ nie! Nie o to chodziło Tony'emu. Ale przecież przypowieść ta była adresowana do mnie i pozostałych słuchaczy. W jego oczach byłem orłem, nieświadomym, jak wysoko mogą go ponieść jego skrzydła. Opowiadanie to pozwoliło mi pojąć wielkość Tony'ego, jego miłość i szacunek dla innych. Ujmowało to niezwykle trafnie istotę jego pracy, sens działań zmierzających do przebudzenia. To był Tony w swej najlepszej formie, głoszący znaczenie przebudzenia, znaczenie nas samych dla siebie samych i innych, wskazując na fakt, iż jesteśmy lepsi, niż sami wiemy o tym.

     W niniejszej książce wypowiedzi Tony'ego mają formę dialogu, rozmowy – ujawnia on wszystkie swoje zalety w polemice, w walce. Porusza te wszystkie tematy, które tkwią głęboko w duszach słuchaczy.

     Zachowanie siły jego słów, spontaniczności i umiejętności prowadzenia dialogu było dla mnie w tej książce głównym zadaniem po jego śmierci. Dziękuję bardzo za pomoc, jaką otrzymałem od George'a McCauley'a S. J., Joan Brady, Johna Culkina i innych – zbyt wielu, by ich tu wymienić.

     Raduj się tą książką, którą Sebastian dzieli z Tobą dzisiaj i jutro, niech myśli w niej zawarte przenikną do twej duszy, słuchaj ich – tak jak sugeruje Tony – sercem. Słuchając Tony'ego, usłyszysz też siebie. Pozostawiam cię z Tonym – duchowym przewodnikiem, przyjacielem na całe życie.

J. Francis Stroud S. J. 
De Mello Spirituality Center 
Fordham University 
Bronx, New York


sobota, 14 kwietnia 2012

Życie jest jak pudełko pralin, które ktoś ci wyżarł.

Czasami czuję się jak Forrest Gump, opóźniony. Ostatnio coraz częściej. Tylko w przeciwieństwie do niego nie jestem bogaty.

Każdy mózg jest inny. Mojemu trudno trudno ogarnąć rzeczywistość, szczególnie kontakty między ludzkie. Nie zauważam oczywistych rzeczy i nie umiem czytać sygnałów - tych skierowanych do mnie. Bo kiedy chodzi o ocenę jednostki, studiowanie jej zachowań, to idzie mi dobrze. Nawet świetnie. Na niektórych ludziach potrafię się poznać, głównie na tych nieskomplikowanych, którzy nie chowają się za wachlarzem masek.

Społeczeństwo wymusza on nas noszenie masek. Pieprzyć takie społeczeństwo.

Mamy w mózgu dwie chińskie kulki, które często się zdarzają ze sobą, dzięki czemu ograniamy pojęcia, fakty, cokolwiek. Moje kulki cholernie często krążą dookoła siebie bez żadnej styczności. Nie ukończyłem 29 lat, a czuję się jak stary dziad. Moje powolniactwo zaczęło się baaardzo wcześnie, pewnie już w dzieciństwie. Wiecie, jak o niektórych mówią, że żyje we własnym świecie? No, to ja tak mam. Tak bardzo w nim żyłem, że udało mi się stworzyć Ziemię 02 na Ziemi 01. Ostatnio jednak społeczeństwo wymusza na mnie odwiedzanie coraz regularniej Ziemi 01, więc w pewnym sensie pochamowałem trochę swoje dziwactwo. Można by rzec, że wydoroślałem, ale byłoby to szyte grubymi nićmi stwierdzenie.

Zdjęcie, które z postem nie ma nic wspólnego. Don't drink and make pictures of yourself and post them on facebook. 

Piękny przykład tego na jak wolnych obrotach staram się funkcjonować. Było zimno, choć nie padało. Cofamy się do Złotowa, Polska. Barostauracja w parku [tu potrzebna nazwa, bo nie pamiętam... parkowa?] , który później zamienił się w sklep memblowy. Wieczór, młodzież chleje. Przy stole Sebastian oraz prawdopodobnie Zyca, Jachu, Milka i Power (imiona zmienione aby mnie nie wzieli do sądu kiedy będę już sławny i bogaty żeby zadrzeć ze mnie ostatni grosz; tylko Power to prawdziwy nickname). Power super mocy toto nie miał, z tego co wiem. Zjadł o jednego kwasa za dużo, napuchł po psychiatryku i zaczął chodzić w kapturze i stał się idolem dzieci do lat 14stu. Rozumiemy przez to, że z jego mózgiem było o WIELE gorzej od mojego. Tak z 69 razy gorzej co najmniej. Zyca wyjeżdża z tekstem, że jakieś niemowlę ich znajomych chleje wódkę szklankami, takich ma kochanych rodziców, że mu dają, bo wiadomo, wódka wzmacnia mózg, siłę i leczy bezsenność. Power łyknął tą historyję tak jak wcześniej kwasy. Jak każdy blef tak i ten przedstawiony był realistycznie i poważnym tonem.

A ja tam tak w rogu siedziałem cicho i też wierzyłem.

Czy nie ma dla mnie ratunku? Czy z takim mózgiem się urodziłem, czy został skrzywiony gdzieś po drodze? Czy to może tylko dlatego, że wciąż ŚPIĘ? Miejmy nadzieję, że to ostatnie, bo wtedy rozwiązanie jest proste, muszę się obudzić. Wreszcie. Tobie też radzę. Jak myślisz, dlaczego filmy o zombie są ostatnimi laty coraz bardziej popularne? Gdyż się z nimi utożsamiamy! Tak naprawdę, to MY jesteśmy zombie i to jest straszniejsze niż nie jedna szmira PG-13. Z tą drobną różnicą iż zamiast mózgów chcemy żreć i pieprzyć się. Obudź się!

A swej zaawansowanej mizantropii nie będę zgłębiał dzisiaj, bo post miał być krótki.

czwartek, 9 lutego 2012

Tatuś potrzebuje $1500 na nowe okulary i monitor - POMÓŻTA!

Ino kliknie tam OGGowicz, po prawej znajdzie guzik I'd wear this!, kliknie i po krzyku. Jak chce się przysłużyć też doda do ulubionych (Add to favourites). Jak nie ma konta na dA niech założy i śledzi (WATCH) artystę od siedmiu boleści.


Monster Wet My Bed Tee by =sebastianjaster on deviantART

A jak nie chce, to nie. Łaski bez.

@templatesyard