czwartek, 10 marca 2011

NAŻRYJ SIĘ W MYM DOMU ep1


O! Wreszcie pies napisał nowego posta! Najwyższy czas. Zaraz! Eee, tylko jakieś zdjęcie wrzucił. Na co mi zdjęcie? Leń. Nie stać go nawet, żeby kilka słów wydukać. Nie musi być kilku akapitów, wystarczy mi kilka linijek. Nie wiem, może znowu coś przeżył w Lidlu? Może widział coś zajebistego za oknem z koniami? Może zaszedł kogoś od tyłu? Może ma jakąś myśl, którą chce się podzielić? Może cała sytuacja z Charlie Sheenem wywołała w nim jakieś przemyślenia/wnioski?

Ale nie, jedyne, czym po kilku tygodniach "zaszczyca" OGGa, to talerz kanapek. Talerz kanapek i kubeł kawy stojące na jego tanim biurku udającym prawdziwe drewno, bo tylko na tyle stać bezrobotnego emigranta. Istny materiał na męża! Nic, tylko siedzi w domu i rysuje te swoje komiksy i myśli, że mu to jego wymarzony milion euro da. Da, mówi. Kieeedyy, kurna pytam? Wziąłby się za normalną robotę, jak każdy uczciwy obywatel, a nie od rządu irlandzkiego ciągnie. Poszedłby gnój łopatą na przyczepę wrzucać. Uczciwa robota. Mało płatna i rolnicy patrzą na ciebie z pod oka, bo masz akcent i czarne włosy, ale przynajmniej uczciwa.

Choć w sumie... smacznie te kanapki wyglądają (jeśli wyjąć szynkę). Taką kanapką, by nie pogardził...

Cholera, głoda czuję. Ale po 23ha nie powinno się już nic wpierdalać, bo brzuchol urośnie i perspektywa ciała hollywoodzkiej gwiazdy filmowej znowu odsunie się na dalszy plan.

2 comments: