lutego 2011 - OGG

niedziela, 13 lutego 2011

Pozytywne plany.
Cóż... myślę, że powrócę na Facebooka. Uważam, że jest to bezduszna platforma rozwijająca w zawrotnym tempie ludzkie słabości i pragnienia, poszerzająca marnotrawienie czasu na odmóżdżających czynnościach. Tworząca grona sztucznych przyjaciół, na których nie musisz liczyć, bo kawałek kodu liczy ich za ciebie. Jednak to nie wina Facebooka, że jest tak bardzo do nas podobny, że daje nam to co chcemy nawet kiedy nie wiemy jeszcze, czego chcemy. Powrócę, gdyż trzeba być bardzo zaślepionym, aby odwracać się od potencjalnie najlepszej bezpłatnej strony pomagającej ci promować siebie i szerzyć networking. Gdybym był jak Alan Moore - najlepszy komiksowy scenarzysta naszych czasów - mógłbym wbić nie tylko w fb, ale i w cały wynalazek internetu, ale nie jestem w takiej sytuacji.

Wszystko jest najlepsze w umiarkowanych ilościach. Jeśli wpierdolisz za dużo pączków, twój brzuch się nadyma, jeśli spędzisz za dużo czasu na facebooku twój iloraz inteligencji znacznie spadnie. Ale co tam, skoro zaczepiłeś Jadzię, a zaczepiać Jadzię lubisz.

Muszę również się wziąć i zaprojektować wizualnie mą stronę www, która ma wykupioną domenę i hosting już z ponad pół roku. Trzeba działać. Obecnie jestem w trakcie rysowania 16 strony D+K: Dieta, jednak powróciłem do narysowania ponownie pierwszych 6 stron z kilku powodów. Po pierwsze, to strony narysowane były ponad rok temu, na o połowę mniejszych kartkach niż te, na których teraz rysuję (a rysuję na A3). Więc jakościowo są gorsze i wygląd postaci również lekko się ulepszył w ciągu 16 stron. Po drugie jak tylko pierwsze strony przerysuję, planuję wysłać je do francuskich i belgijskich największych wydawnictw komiksowych (Glenat, Casterman, Dupuis, itp. łącznie do 6, 7dmiu). A te dość jasno mówią, że należy im przysłać ok. 6 pierwszych stron, jednostronicowe streszczenie całego albumu oraz szkice postaci. Jeśli zobaczą tylko początkowe 6 stron, muszą to być najlepsze strony jakie jestem w stanie narysować z moimi obecnymi ograniczeniami. Plan mam, żeby w marcu to mieć gotowe i wysłać.

Przez te wszystkie lata jak rysuję zmieniło się trochę moje podejście do całego procesu twórczego. Staram się nie wyrzucać sobie, że wolno mi idzie rysowanie oraz że jeszcze nic konkretnego na tym rynku nie osiągnąłem. Całe takie podejście byłoby niszczące i bez sensu. Wszystko we właściwym czasie. Właściwie, to o czas chodzi. Czas jest po naszej stronie, jeśli zaakceptujemy nieuchronność jego ubywania. Złoszczenie się, że straciliśmy 2 godziny z życia na głupim filmie czy pół dnia u krewnych, których nie lubimy prowadzi najzupełniej donikąd. Jest to część życia i nigdy, przenigdy nie unikniemy marnowania czasu. W rzeczywistości coś takiego jak marnowanie czasu nie istnieje, jednak my postrzegamy to właśnie tak, jak coś straconego, tak to nazywamy.

- Tego już za wiele! - biadał. - Dlaczego biedny, niewinny botanik nie może żyć w ciszy i spokoju?
- Życie nie jest czymś spokojnym! - odparł Włóczykij z zadowoloną miną.

 Czas upływa czy nam się to podoba czy nie, czas upływa na przyjemnych chwilach i tonie dłużących się ponurych godzin jestestwa czy masz kupę kasy, czy zarabiasz 4 średnie krajowe czy jesteś na bezrobociu. Czy się zakochałeś czy nie, czas nie patrzy na to, co się z tobą dzieje, nie mógłby mieć bardziej tego owszem. Właściwa chwila jest zawsze teraz i zawsze będzie teraz, tylko, że to będzie wtedy potem.

Staram się powiedzieć, że nie powinniśmy się stresować bardziej niż jest to konieczne. Jeśli nie potrafimy, poskarżmy się lekarzowi, on nam przepisze pyszne tabletki, może one pomogą?

sobota, 12 lutego 2011

OGG Lite 05: Incydent w studni.
Studniówka to tradycja. Ja nie cierpię tradycji. Nie zatańczyłem walca. Albo byłem zbyt przeciwny tejże tradycji albo też Asia postawiła mi warunek, że i owszem, pójdzie ze mną na studniówkę skoro ni mam dziewczyny z krwi i kości, ale nie, tańczyć to ona nie będzie. Nie pamiętam które. Chyba to drugie. Piszemy mówiąc tu o wydarzeniach sprzed 7 już lat.

Wieczór był przedni. Ekstaza sięgała zenitu. Ogoliłem się 3 razy (pierwszy i ostatni w życiu), dzięki czemu miałem wyorane włosy z twarzy, jednakże przypłaciłem to mnóstwem czerwonawych wypieków. Dla skóry wrażliwej golenie się pod włos potrójne nie jest zalecane przez fachowców. Ale chciałem dobrze wyglądać, co zrobisz? A no tak, i standardowo, nałożyłem pół kubka żelu najgorszej jakości. Klasa.

Asia pojawiła się w najlepszej kietce i ruszyliśmy na bal, który bóg tak chciał, mieścił się w zakładzie niedaleko mego domu. Żałuję, że Jacek nie mógł zostać dłużej, niestety po odtańczeniu walca uciekł na studniówkę swej dziewczyny Moniki. Lostak chciał, że miała tego samego dnia. Między nami, to była tylko wymówka. Tak na prawdę Jacek przywdział pelerynę i jako Zamaskowany Mściciel pofrunął zwalczać złotowskie zło. Po dziś dzień zwalcza zło, tylko że w Bydgoszczy.

W pewnym momencie wpadł mi chory pomysł do głowy. Podszedłem do wcale nie weselnego zespołu muzycznego, w skład którego wchodziła grająca na klawiszach podobizna Adama Małysza i poprosiłem, czy by nie mogli czegoś dla mnie zagrać. Mogli, psia krew. Zatańczyłem tango. Niestety, nie umiem tańczyć, co dopiero tanga. We wspaniałym tańcu z Natalią najbliżej więc do tanga była róża. Róża, która się złamała. Z tego co pamiętam, a pamięć mam niezawodną, pierwsze wrażenie z włożenia sobie róży w usta było negatywne, albowiem róże mają kolce. Pokraczne tańczenie pół biedy, ale te wywijanie siebie zamiast partnerki, to dopiero straszne.

Michał Orman, syn lokalnego biznesmana, również bawił się przednio. To ten z dziewczyną w czerwieni. Byłem ostatnio (luty 2011) w sklepie, którego właścicielem jest jego ojciec. Kupiłem kąpielówki za 41 PLN! Toż to zdzierstwo, Michał, ponad €10 za kąpielówki. Już więcej moja noga w tym ani innych ormanowskich sklepach nie postanie. Wstyd. Twoje szczęście, że mi się spieszyło i specjalnie nie chciało szukać gdzie indziej. A kąpielówki trzeba mieć przylegające do ciała i tylko takie (pisałem kiedyś o złotowskim basenie o jakże oryginalnej nazwie "Laguna"). W pierwszy dzień wlazłem w innych to mnie pan ratownik z łaski wpuścił na piękne oczy, choć wpierw zarzynał się, że trzeba przebrać. Po pływaniu spytałem dlaczego tak jest, a on, że młodzież łazi w spodenkach po bagnach i wrzosowiskach, a potem w tych samych chce do basenu włazić. Trudno go nie zrozumieć.

Ostatnio odkryłem w swoim pokoju na Ul. Kujańskiej kasetę wideo ze studniówki. Myślałem, że komuś ją pożyczyłem i że ten ktoś mi jej nie oddał, a ona przez cały ten czas leżała u mnie w szafie! Podekscytowany cofnąłem się w czasie. Co to była za jazda, rany. Człowiek się tak ekscytuje oglądając taką kasetę ze studniówki. Jedyne, co szału nie robi, to KASETA. VHS, a mówiłem, a prosiłem, że jak już wynajmujemy ekipę do filmowania tego zacnego wydarzenia, to niech nam materiał na DVD wypalą. Ale nie, bo to by było za drogo, a i tak większość woli na VHS-ie mieć. I co teraz powiecie, co? Wciąż się cieszycie, Żydy, że wam żal było tych kilka złotych na cyfrową wersję? Człowiek taki jak ja musi iść do zakładu fotograficznego i poprosić o przegranie na DVD, co będzie tylko cyfrową kopią jakości z kasety, potem taki człowiek musi ten materiał wyrenderować w zaciuszu własnego domowego sprzętu martwego, żeby poprawić jakość. Taka poprawa jakości materiału VHS oraz nagrywanie go na format h264, avi czy mp4 kosztuje u fachowców w pizdu setek złotych. Ale dobra, zostałem przegłosowany. Tylko nie przychodźcie do mnie na kolanach, żebym wam wypalił kopię na DVD, psy. Żartuję, pewnie, że wypalę. Pewnie. W każdym razie, zapraszam do zapoznania się do piguły ze studniówki, a potem przeprowadzimy analizę. I proszę się nie martwić, nie wrzuciłem 3 nudnych godzin. Oto dwuminutowy OGG Lite 5.



Widzicie, wszystko było zbyt piękne, aby mogło trwać - nasz kochany wychowawca klasy, profesor Jarek otrzymał od nas w prezencie wszystko to, co najlepsze. A oprócz tego wieżę stereo. Czad. Na pewno w domu nie miał ani jednej, bo z pewnością poprzednie roczniki którymi się opiekował dawały mu na studniówce żylazko czy toster w prezencie, a nie nic tak czadowego jak my. Chwycono Jarka i zaczęto go w amoku szczęścia podrzucać. I wtedy wydarzył się INCYDENT. Niestety, za którymś razem wykładowca nie został złapany. Okazało się po fakcie, że praktycznie cały ciężar łapania lądował w rękach Bartka Kowalskiego (to ten, któremu wycieram twarz chusteczką). Reszta wbiła. Jeśli przyjrzycie się uważnie dołączonemu materiałowi wideo ujrzycie twarz Bartka w agonii, twarz naciągniętą do granic możliwości. Dzięki niemu profesor w ogóle wzlatywał w górę. Ten ostatni raz jednak mu się wyśliznął. Uwielbiam to oglądać w zwolnionym tempie, gdyż widać jak klatka po klatce zmieniają się ekspresje ludzi - wybałuszają oczy,  usta otwierają się w niemym krzyku, strach i przerażenie emanuje z niektórych twarzy. Każdy reaguje inaczej, każdy reaguje w innym czasie. Pomimo swej tragedii INCYDENT ten jest dla mnie... jakby to określić... czymś czadowym.

Profesor Jarek żyje i ma się dobrze. Wciąż uczy WOSu. Pozdrawiam!

PS. Jak pewnie drodzy OGGacze zauważyli, w prawym górnym rogu znajduje się aplikacja do czytania OGGa na smartphonach Nokii. Jeśli macie Nokię, proszę ściągać i pokazywać OGGa ludziom na imprezach i w kościele. Jak wiemy OGG bawi i leczy zarazem. Również 5 gwiazdek dać.

poniedziałek, 7 lutego 2011

OGG Lite 4 - Żul Mikołaj we Włoszech
Święty Mikołaj istnieje, ale z powodu presji Gwiazdki przeszedł załamanie nerwowe. Stoczył się i został żulem. Można go zobaczyć na Dworcu Kolejowym w Bydgoszczy. Bycie żulem nie oznacza jednak, że nie zasłużył na wakacje. A marzą mu się Włochy...






+ Lunatyckie tłumaczenia:  King's Speech - powinno być Królewska przemowa/Królewska Mowa/Przemówienie Króla, cokolwiek w tym stylu, a przetłumaczyli Jak zostać królem, kołki. Przecież w filmie nie chodzi wcale o to jak zostać królem, tylko o mowę króla. Ach, po co ja się tu produkuję, jak grochem o ścianę.

+ Cytat: "Taki już mój los - za każdy wzwód sroga kara" - Two and a half men. Wyrwane z kontekstu aż tak nie bawi, ale odcinek był lepszy niż zwykle (5ty sezon)

wtorek, 1 lutego 2011

WCZORAJ.
- Boże! Boże! - krzyczał podekscytowany, nieświadomy 7dmego przykazania.
- Przełknij!
- Widzę morze!
- Przełknij ślinę.

Zapewne największym strachem pasażerów jest spadający samolot. Dorzucę do tego, że przed upadkiem z pewnością zająłby się ogniem i część (lub całość) poczciwych ludzi zginęłaby w płomieniach przed kolizją.

Sebastian Jaster kiedyś śmiał nazywać się optymistą.

Inną bolączką jest wybór odpowiedniego siedzenia w dobrym sąsiedztwie. Wykupienie priorytetu, który kosztuje tylko kilka euro daje ci 75% przewagi nad śmiertelnikami, którzy wolą te kilka euro wydać na coś innego, jak na przykład na pączka, lizaka, drina bądź gwoździe do trumny. Nie uchroni cię to jednak przed sąsiadami. Największym zagrożeniem są płaczące niemowlaki, zaraz po nich zapite buraki.

Udało mi się wydać bezdzietny rząd nie od okna (ostatnio nie zależy mi na widokach z lotu ptaka). Jest na tyle wcześnie (1500ha, kiedy piszę te słowa), że stężenie alku we krwi ogranicza się do wczorajszego smrodku. Piszę te słowa w zeszycie. Początkowy strach przed tym, że małżeństwo na lewo ode mnie będzie podglądać co piszę i kpić, okazał się nieuzasadniony, gdyż mąż wygodnie wtula się w żonę w czerwonym płaszczu. Żona ogląda wideo na telefonie. OGG pisany jest dla ludu, jednak zwykle nie bywa pisany i czytany w tym samym momencie.

Z przyjemnością pisałbym bezpośrednio na laptopie, bo jak teraz zauważam, prędzej mi to idzie od pisania długopisem na papierze, czyli w stylu retro. Piszę odręcznie z tego samego powodu, z którego wziąłem powieść z krwi i kości w podróż (książkę, do której pewnie nie zajrzę) zamiast czytać jednego z wielu ebooków, które w szale szczęścia zakupu nowego telefonu wgrałem weń - ŻYWOT BATERII. Mamy mnóstwo nowych gadżetów, Nintendo 3DS wychodzi w marcu, ale wciąż wsadzamy w nie duże (jak na aktualną erę) baterie i staramy się zmniejszyć wszystko inne. W zasilaniu epokowego przełomu nie ma od lat. Baterie wytrzymują długo, jeśli nasze maszyny pracują na wolnych obrotach. Kiedy jednak używamy ich non-toper, np. do czytania książki, grania bądź edytowania audio-wideo, to po dwóch godzinach albo mniej bateria MacBooka Pro pada płasko, a po 3ech pada bateria Noki N8. Jednym z zasadniczych powodów dlaczego baterie kwiczą z bólu, szczególnie na smartphonach, jest podświetlanie ekranu LCD, a nawet i LED (choć, oczywiście, mniej). Naukowcy jeszcze nie stworzyli komercjalnego ekranu wyświetlającego pełną gamę kolorów, który nie musiałby być podświetlany, żeby cokolwiek było widoczne. Jeszcze. Na szczęście jeszcze w naszych czasach przyjdzie nam zobaczyć epapier, który zrewolucjonizuje wszystko.

Póki co kobieta z książeczką do Sudoku wygrywa nad moją telefoniczną aplikacją Sudoku.

Wracając do pornusów. W miarę niedawno otwarty sklep komputerowy na Dublin Airport ma jak to na lotniskach niestety bywa, wysokie ceny. Przynajmniej można wziąć w dłonie iPada i przekonać się na własnej skórze, że szału nie robi jak już się wcześniej zostało połechtanym urządzeniem dotykowym. Wrrrrr. Wrrrruuuum. Klikam na Safari, chcąc sprawdzić reklamowaną przyjemność surfowaniu w cudnoszybki sposób w sieci. A tu pokazuje się strona, którą ktoś próbował otworzyć przede mną. A raczej komunikat, dotyczący tej strony: PRZYKRO NAM, ALE NIE MOŻEMY OTWORZYĆ TWEJ STRONY www.pornhub.com, GDYŻ COŚ NAM MÓWI, IŻ ZAWIERA ONA TREŚCI O NATURZE PORNOGRAFICZNEJ, KTÓRE MUSIM BLOKOWAĆ. HA! - pomyślałem - nie jestem sam.

Tymczasem lot trwa spokojnie. Blondzia wciąż rozwiązuje sudoku delektując się kawunią, po której nie będzie musiała biec natychmiastowo do WC, gdyż nie ma moczopędu. Kobieta z tyłu męczy synka matematyką. Tak, Krzyś, który nie mógł wcześniej przełknąć (lub nie chciał), odpowiada jak z nuty na pytania ile jest 15 x 15? Biedne dziecko nieświadome, iż w niedzielę Bóg kazał odpoczywać. Ło, Jezzu!

Głodzina 15:35ha.

Siakiś Pan Kulturalny kupił sobie 330ml puszki Heinekena zamiast chlać ukradkiem Leszka. Dziewczyna z lotniskowego baru rozcięła nierzeźnickim nożem opakowanie mojej dopiero co kupionej uniwersalnej zapasowej telefonicznej ładowarki, kiedy spytałem ją, czy ma pożyczyć nożyczki? W latach 90tych poszedłem do Złotowskiego Domu Kultury, gdzie spytałem, czy zostały im się jakieś plakaty, które mógłbym dostać? Zaprowadziła mnie do małego pokoju, gdzie było pozwijanych razem kilkaset plakatów. Powiedziała, żebym brał jak coś mi się podoba. Kiedy w latach nie połączonych w jedną dwóch bibliotek publicznych spytałem panią bibliotekarkę, co się stało z działem komiksowym zeszła za zaplecze i dała mi to, co się zostało. Gatunek ludzki nie jest tak do końca schamiony.

Naiwne, bo młode, małżeństwo obok mnie rzuciło się na zdrapkę Ryanaira widząc tuż tuż Majorkę, która po zdrapaniu całości okazała się być fatamorganą.

Bydgoszcz, nie moje miasto. Autobus na dworzec już stało 1830ha, na 10 minut przed czasem. W szczelnie zamkniętym pojeździe wąsaty kierowca żuł kojąco kanapkę popijając siorbakiem. Pół godziny z Lotniska w Bydzi, które się pewnie jakoś nazywa na dworzec PKP kosztował 2.60 PLN. 2x 1.30. Skasowałem tylko jeden z nich, więc rozumiem, że drugi wciąż mogę wykorzystać? Nie mogłem się doszukać 60 groszy wśród moich polskich pieniędzy, bo takie małe. Nie dziwnego, że 67% Polaków cierpi na wadę wzroku i pije.

Bydgoszcz, ach - wspomnienia! Nieżyjąca ciotka w której mieszkaniu nie mogłem się przespać w trakcie dwudniowych egzaminów na filologię angielską, Asia z tatą sprzedającym tony piasku od rana w drodze do pracy oraz Monika, którą kac zapodział. No i dworzec. Brutalny. Bury. Tykalny przez Świętego Żula Mikołaja - postaci zawdzięczającej swą kolorowość dwulitrowej butelce moczopodobnego płynu trzymanej pod ramieniem. Betonowy dworzec z księgarniopodobnym tworem wypełnionym monitoringowym wzrokiem ekspedientki na twych plecach. Styczniowy chłód. Uśmiech nastolatka To kiedy przyjedziecie? Dziś? Jutro?, nastolatka, którego nadzieję złamała odpowiedź Jutro.


Pociąg z Bydzi do Piły okazał się być wypełniony ciepłem. Dosłownie i w przenośni. Przewozy regionalne nadrabiają doznania estetyczne doznawane w wagonach temperaturą. Chłopak opuścił dziewczynę nim pociąg ruszył, dziewczyna się zawiesiła na telefonie trajkocząc cały czas o tym, że zmęczona pracą, że w środę Magda przyjeżdża i ona ją zabiera na zrobienie tatuażu, hahahaha - chichocząc co chwila - i o tym, że na Woodstock trzeba się wybrać. Serdeczne przywitanie konduktora słowami Dobry wieczór! Bileciki do kontroli. spotkało się z oralnym brakiem odzewu. Laptopa nie wyciągnąłem w przedziale, bo się bałem, poza tym i tak zbyt telepało.

2035ha

niedziela, 13 lutego 2011

Pozytywne plany.

Cóż... myślę, że powrócę na Facebooka. Uważam, że jest to bezduszna platforma rozwijająca w zawrotnym tempie ludzkie słabości i pragnienia, poszerzająca marnotrawienie czasu na odmóżdżających czynnościach. Tworząca grona sztucznych przyjaciół, na których nie musisz liczyć, bo kawałek kodu liczy ich za ciebie. Jednak to nie wina Facebooka, że jest tak bardzo do nas podobny, że daje nam to co chcemy nawet kiedy nie wiemy jeszcze, czego chcemy. Powrócę, gdyż trzeba być bardzo zaślepionym, aby odwracać się od potencjalnie najlepszej bezpłatnej strony pomagającej ci promować siebie i szerzyć networking. Gdybym był jak Alan Moore - najlepszy komiksowy scenarzysta naszych czasów - mógłbym wbić nie tylko w fb, ale i w cały wynalazek internetu, ale nie jestem w takiej sytuacji.

Wszystko jest najlepsze w umiarkowanych ilościach. Jeśli wpierdolisz za dużo pączków, twój brzuch się nadyma, jeśli spędzisz za dużo czasu na facebooku twój iloraz inteligencji znacznie spadnie. Ale co tam, skoro zaczepiłeś Jadzię, a zaczepiać Jadzię lubisz.

Muszę również się wziąć i zaprojektować wizualnie mą stronę www, która ma wykupioną domenę i hosting już z ponad pół roku. Trzeba działać. Obecnie jestem w trakcie rysowania 16 strony D+K: Dieta, jednak powróciłem do narysowania ponownie pierwszych 6 stron z kilku powodów. Po pierwsze, to strony narysowane były ponad rok temu, na o połowę mniejszych kartkach niż te, na których teraz rysuję (a rysuję na A3). Więc jakościowo są gorsze i wygląd postaci również lekko się ulepszył w ciągu 16 stron. Po drugie jak tylko pierwsze strony przerysuję, planuję wysłać je do francuskich i belgijskich największych wydawnictw komiksowych (Glenat, Casterman, Dupuis, itp. łącznie do 6, 7dmiu). A te dość jasno mówią, że należy im przysłać ok. 6 pierwszych stron, jednostronicowe streszczenie całego albumu oraz szkice postaci. Jeśli zobaczą tylko początkowe 6 stron, muszą to być najlepsze strony jakie jestem w stanie narysować z moimi obecnymi ograniczeniami. Plan mam, żeby w marcu to mieć gotowe i wysłać.

Przez te wszystkie lata jak rysuję zmieniło się trochę moje podejście do całego procesu twórczego. Staram się nie wyrzucać sobie, że wolno mi idzie rysowanie oraz że jeszcze nic konkretnego na tym rynku nie osiągnąłem. Całe takie podejście byłoby niszczące i bez sensu. Wszystko we właściwym czasie. Właściwie, to o czas chodzi. Czas jest po naszej stronie, jeśli zaakceptujemy nieuchronność jego ubywania. Złoszczenie się, że straciliśmy 2 godziny z życia na głupim filmie czy pół dnia u krewnych, których nie lubimy prowadzi najzupełniej donikąd. Jest to część życia i nigdy, przenigdy nie unikniemy marnowania czasu. W rzeczywistości coś takiego jak marnowanie czasu nie istnieje, jednak my postrzegamy to właśnie tak, jak coś straconego, tak to nazywamy.

- Tego już za wiele! - biadał. - Dlaczego biedny, niewinny botanik nie może żyć w ciszy i spokoju?
- Życie nie jest czymś spokojnym! - odparł Włóczykij z zadowoloną miną.

 Czas upływa czy nam się to podoba czy nie, czas upływa na przyjemnych chwilach i tonie dłużących się ponurych godzin jestestwa czy masz kupę kasy, czy zarabiasz 4 średnie krajowe czy jesteś na bezrobociu. Czy się zakochałeś czy nie, czas nie patrzy na to, co się z tobą dzieje, nie mógłby mieć bardziej tego owszem. Właściwa chwila jest zawsze teraz i zawsze będzie teraz, tylko, że to będzie wtedy potem.

Staram się powiedzieć, że nie powinniśmy się stresować bardziej niż jest to konieczne. Jeśli nie potrafimy, poskarżmy się lekarzowi, on nam przepisze pyszne tabletki, może one pomogą?

sobota, 12 lutego 2011

OGG Lite 05: Incydent w studni.

Studniówka to tradycja. Ja nie cierpię tradycji. Nie zatańczyłem walca. Albo byłem zbyt przeciwny tejże tradycji albo też Asia postawiła mi warunek, że i owszem, pójdzie ze mną na studniówkę skoro ni mam dziewczyny z krwi i kości, ale nie, tańczyć to ona nie będzie. Nie pamiętam które. Chyba to drugie. Piszemy mówiąc tu o wydarzeniach sprzed 7 już lat.

Wieczór był przedni. Ekstaza sięgała zenitu. Ogoliłem się 3 razy (pierwszy i ostatni w życiu), dzięki czemu miałem wyorane włosy z twarzy, jednakże przypłaciłem to mnóstwem czerwonawych wypieków. Dla skóry wrażliwej golenie się pod włos potrójne nie jest zalecane przez fachowców. Ale chciałem dobrze wyglądać, co zrobisz? A no tak, i standardowo, nałożyłem pół kubka żelu najgorszej jakości. Klasa.

Asia pojawiła się w najlepszej kietce i ruszyliśmy na bal, który bóg tak chciał, mieścił się w zakładzie niedaleko mego domu. Żałuję, że Jacek nie mógł zostać dłużej, niestety po odtańczeniu walca uciekł na studniówkę swej dziewczyny Moniki. Lostak chciał, że miała tego samego dnia. Między nami, to była tylko wymówka. Tak na prawdę Jacek przywdział pelerynę i jako Zamaskowany Mściciel pofrunął zwalczać złotowskie zło. Po dziś dzień zwalcza zło, tylko że w Bydgoszczy.

W pewnym momencie wpadł mi chory pomysł do głowy. Podszedłem do wcale nie weselnego zespołu muzycznego, w skład którego wchodziła grająca na klawiszach podobizna Adama Małysza i poprosiłem, czy by nie mogli czegoś dla mnie zagrać. Mogli, psia krew. Zatańczyłem tango. Niestety, nie umiem tańczyć, co dopiero tanga. We wspaniałym tańcu z Natalią najbliżej więc do tanga była róża. Róża, która się złamała. Z tego co pamiętam, a pamięć mam niezawodną, pierwsze wrażenie z włożenia sobie róży w usta było negatywne, albowiem róże mają kolce. Pokraczne tańczenie pół biedy, ale te wywijanie siebie zamiast partnerki, to dopiero straszne.

Michał Orman, syn lokalnego biznesmana, również bawił się przednio. To ten z dziewczyną w czerwieni. Byłem ostatnio (luty 2011) w sklepie, którego właścicielem jest jego ojciec. Kupiłem kąpielówki za 41 PLN! Toż to zdzierstwo, Michał, ponad €10 za kąpielówki. Już więcej moja noga w tym ani innych ormanowskich sklepach nie postanie. Wstyd. Twoje szczęście, że mi się spieszyło i specjalnie nie chciało szukać gdzie indziej. A kąpielówki trzeba mieć przylegające do ciała i tylko takie (pisałem kiedyś o złotowskim basenie o jakże oryginalnej nazwie "Laguna"). W pierwszy dzień wlazłem w innych to mnie pan ratownik z łaski wpuścił na piękne oczy, choć wpierw zarzynał się, że trzeba przebrać. Po pływaniu spytałem dlaczego tak jest, a on, że młodzież łazi w spodenkach po bagnach i wrzosowiskach, a potem w tych samych chce do basenu włazić. Trudno go nie zrozumieć.

Ostatnio odkryłem w swoim pokoju na Ul. Kujańskiej kasetę wideo ze studniówki. Myślałem, że komuś ją pożyczyłem i że ten ktoś mi jej nie oddał, a ona przez cały ten czas leżała u mnie w szafie! Podekscytowany cofnąłem się w czasie. Co to była za jazda, rany. Człowiek się tak ekscytuje oglądając taką kasetę ze studniówki. Jedyne, co szału nie robi, to KASETA. VHS, a mówiłem, a prosiłem, że jak już wynajmujemy ekipę do filmowania tego zacnego wydarzenia, to niech nam materiał na DVD wypalą. Ale nie, bo to by było za drogo, a i tak większość woli na VHS-ie mieć. I co teraz powiecie, co? Wciąż się cieszycie, Żydy, że wam żal było tych kilka złotych na cyfrową wersję? Człowiek taki jak ja musi iść do zakładu fotograficznego i poprosić o przegranie na DVD, co będzie tylko cyfrową kopią jakości z kasety, potem taki człowiek musi ten materiał wyrenderować w zaciuszu własnego domowego sprzętu martwego, żeby poprawić jakość. Taka poprawa jakości materiału VHS oraz nagrywanie go na format h264, avi czy mp4 kosztuje u fachowców w pizdu setek złotych. Ale dobra, zostałem przegłosowany. Tylko nie przychodźcie do mnie na kolanach, żebym wam wypalił kopię na DVD, psy. Żartuję, pewnie, że wypalę. Pewnie. W każdym razie, zapraszam do zapoznania się do piguły ze studniówki, a potem przeprowadzimy analizę. I proszę się nie martwić, nie wrzuciłem 3 nudnych godzin. Oto dwuminutowy OGG Lite 5.



Widzicie, wszystko było zbyt piękne, aby mogło trwać - nasz kochany wychowawca klasy, profesor Jarek otrzymał od nas w prezencie wszystko to, co najlepsze. A oprócz tego wieżę stereo. Czad. Na pewno w domu nie miał ani jednej, bo z pewnością poprzednie roczniki którymi się opiekował dawały mu na studniówce żylazko czy toster w prezencie, a nie nic tak czadowego jak my. Chwycono Jarka i zaczęto go w amoku szczęścia podrzucać. I wtedy wydarzył się INCYDENT. Niestety, za którymś razem wykładowca nie został złapany. Okazało się po fakcie, że praktycznie cały ciężar łapania lądował w rękach Bartka Kowalskiego (to ten, któremu wycieram twarz chusteczką). Reszta wbiła. Jeśli przyjrzycie się uważnie dołączonemu materiałowi wideo ujrzycie twarz Bartka w agonii, twarz naciągniętą do granic możliwości. Dzięki niemu profesor w ogóle wzlatywał w górę. Ten ostatni raz jednak mu się wyśliznął. Uwielbiam to oglądać w zwolnionym tempie, gdyż widać jak klatka po klatce zmieniają się ekspresje ludzi - wybałuszają oczy,  usta otwierają się w niemym krzyku, strach i przerażenie emanuje z niektórych twarzy. Każdy reaguje inaczej, każdy reaguje w innym czasie. Pomimo swej tragedii INCYDENT ten jest dla mnie... jakby to określić... czymś czadowym.

Profesor Jarek żyje i ma się dobrze. Wciąż uczy WOSu. Pozdrawiam!

PS. Jak pewnie drodzy OGGacze zauważyli, w prawym górnym rogu znajduje się aplikacja do czytania OGGa na smartphonach Nokii. Jeśli macie Nokię, proszę ściągać i pokazywać OGGa ludziom na imprezach i w kościele. Jak wiemy OGG bawi i leczy zarazem. Również 5 gwiazdek dać.

poniedziałek, 7 lutego 2011

OGG Lite 4 - Żul Mikołaj we Włoszech

Święty Mikołaj istnieje, ale z powodu presji Gwiazdki przeszedł załamanie nerwowe. Stoczył się i został żulem. Można go zobaczyć na Dworcu Kolejowym w Bydgoszczy. Bycie żulem nie oznacza jednak, że nie zasłużył na wakacje. A marzą mu się Włochy...






+ Lunatyckie tłumaczenia:  King's Speech - powinno być Królewska przemowa/Królewska Mowa/Przemówienie Króla, cokolwiek w tym stylu, a przetłumaczyli Jak zostać królem, kołki. Przecież w filmie nie chodzi wcale o to jak zostać królem, tylko o mowę króla. Ach, po co ja się tu produkuję, jak grochem o ścianę.

+ Cytat: "Taki już mój los - za każdy wzwód sroga kara" - Two and a half men. Wyrwane z kontekstu aż tak nie bawi, ale odcinek był lepszy niż zwykle (5ty sezon)

wtorek, 1 lutego 2011

WCZORAJ.

- Boże! Boże! - krzyczał podekscytowany, nieświadomy 7dmego przykazania.
- Przełknij!
- Widzę morze!
- Przełknij ślinę.

Zapewne największym strachem pasażerów jest spadający samolot. Dorzucę do tego, że przed upadkiem z pewnością zająłby się ogniem i część (lub całość) poczciwych ludzi zginęłaby w płomieniach przed kolizją.

Sebastian Jaster kiedyś śmiał nazywać się optymistą.

Inną bolączką jest wybór odpowiedniego siedzenia w dobrym sąsiedztwie. Wykupienie priorytetu, który kosztuje tylko kilka euro daje ci 75% przewagi nad śmiertelnikami, którzy wolą te kilka euro wydać na coś innego, jak na przykład na pączka, lizaka, drina bądź gwoździe do trumny. Nie uchroni cię to jednak przed sąsiadami. Największym zagrożeniem są płaczące niemowlaki, zaraz po nich zapite buraki.

Udało mi się wydać bezdzietny rząd nie od okna (ostatnio nie zależy mi na widokach z lotu ptaka). Jest na tyle wcześnie (1500ha, kiedy piszę te słowa), że stężenie alku we krwi ogranicza się do wczorajszego smrodku. Piszę te słowa w zeszycie. Początkowy strach przed tym, że małżeństwo na lewo ode mnie będzie podglądać co piszę i kpić, okazał się nieuzasadniony, gdyż mąż wygodnie wtula się w żonę w czerwonym płaszczu. Żona ogląda wideo na telefonie. OGG pisany jest dla ludu, jednak zwykle nie bywa pisany i czytany w tym samym momencie.

Z przyjemnością pisałbym bezpośrednio na laptopie, bo jak teraz zauważam, prędzej mi to idzie od pisania długopisem na papierze, czyli w stylu retro. Piszę odręcznie z tego samego powodu, z którego wziąłem powieść z krwi i kości w podróż (książkę, do której pewnie nie zajrzę) zamiast czytać jednego z wielu ebooków, które w szale szczęścia zakupu nowego telefonu wgrałem weń - ŻYWOT BATERII. Mamy mnóstwo nowych gadżetów, Nintendo 3DS wychodzi w marcu, ale wciąż wsadzamy w nie duże (jak na aktualną erę) baterie i staramy się zmniejszyć wszystko inne. W zasilaniu epokowego przełomu nie ma od lat. Baterie wytrzymują długo, jeśli nasze maszyny pracują na wolnych obrotach. Kiedy jednak używamy ich non-toper, np. do czytania książki, grania bądź edytowania audio-wideo, to po dwóch godzinach albo mniej bateria MacBooka Pro pada płasko, a po 3ech pada bateria Noki N8. Jednym z zasadniczych powodów dlaczego baterie kwiczą z bólu, szczególnie na smartphonach, jest podświetlanie ekranu LCD, a nawet i LED (choć, oczywiście, mniej). Naukowcy jeszcze nie stworzyli komercjalnego ekranu wyświetlającego pełną gamę kolorów, który nie musiałby być podświetlany, żeby cokolwiek było widoczne. Jeszcze. Na szczęście jeszcze w naszych czasach przyjdzie nam zobaczyć epapier, który zrewolucjonizuje wszystko.

Póki co kobieta z książeczką do Sudoku wygrywa nad moją telefoniczną aplikacją Sudoku.

Wracając do pornusów. W miarę niedawno otwarty sklep komputerowy na Dublin Airport ma jak to na lotniskach niestety bywa, wysokie ceny. Przynajmniej można wziąć w dłonie iPada i przekonać się na własnej skórze, że szału nie robi jak już się wcześniej zostało połechtanym urządzeniem dotykowym. Wrrrrr. Wrrrruuuum. Klikam na Safari, chcąc sprawdzić reklamowaną przyjemność surfowaniu w cudnoszybki sposób w sieci. A tu pokazuje się strona, którą ktoś próbował otworzyć przede mną. A raczej komunikat, dotyczący tej strony: PRZYKRO NAM, ALE NIE MOŻEMY OTWORZYĆ TWEJ STRONY www.pornhub.com, GDYŻ COŚ NAM MÓWI, IŻ ZAWIERA ONA TREŚCI O NATURZE PORNOGRAFICZNEJ, KTÓRE MUSIM BLOKOWAĆ. HA! - pomyślałem - nie jestem sam.

Tymczasem lot trwa spokojnie. Blondzia wciąż rozwiązuje sudoku delektując się kawunią, po której nie będzie musiała biec natychmiastowo do WC, gdyż nie ma moczopędu. Kobieta z tyłu męczy synka matematyką. Tak, Krzyś, który nie mógł wcześniej przełknąć (lub nie chciał), odpowiada jak z nuty na pytania ile jest 15 x 15? Biedne dziecko nieświadome, iż w niedzielę Bóg kazał odpoczywać. Ło, Jezzu!

Głodzina 15:35ha.

Siakiś Pan Kulturalny kupił sobie 330ml puszki Heinekena zamiast chlać ukradkiem Leszka. Dziewczyna z lotniskowego baru rozcięła nierzeźnickim nożem opakowanie mojej dopiero co kupionej uniwersalnej zapasowej telefonicznej ładowarki, kiedy spytałem ją, czy ma pożyczyć nożyczki? W latach 90tych poszedłem do Złotowskiego Domu Kultury, gdzie spytałem, czy zostały im się jakieś plakaty, które mógłbym dostać? Zaprowadziła mnie do małego pokoju, gdzie było pozwijanych razem kilkaset plakatów. Powiedziała, żebym brał jak coś mi się podoba. Kiedy w latach nie połączonych w jedną dwóch bibliotek publicznych spytałem panią bibliotekarkę, co się stało z działem komiksowym zeszła za zaplecze i dała mi to, co się zostało. Gatunek ludzki nie jest tak do końca schamiony.

Naiwne, bo młode, małżeństwo obok mnie rzuciło się na zdrapkę Ryanaira widząc tuż tuż Majorkę, która po zdrapaniu całości okazała się być fatamorganą.

Bydgoszcz, nie moje miasto. Autobus na dworzec już stało 1830ha, na 10 minut przed czasem. W szczelnie zamkniętym pojeździe wąsaty kierowca żuł kojąco kanapkę popijając siorbakiem. Pół godziny z Lotniska w Bydzi, które się pewnie jakoś nazywa na dworzec PKP kosztował 2.60 PLN. 2x 1.30. Skasowałem tylko jeden z nich, więc rozumiem, że drugi wciąż mogę wykorzystać? Nie mogłem się doszukać 60 groszy wśród moich polskich pieniędzy, bo takie małe. Nie dziwnego, że 67% Polaków cierpi na wadę wzroku i pije.

Bydgoszcz, ach - wspomnienia! Nieżyjąca ciotka w której mieszkaniu nie mogłem się przespać w trakcie dwudniowych egzaminów na filologię angielską, Asia z tatą sprzedającym tony piasku od rana w drodze do pracy oraz Monika, którą kac zapodział. No i dworzec. Brutalny. Bury. Tykalny przez Świętego Żula Mikołaja - postaci zawdzięczającej swą kolorowość dwulitrowej butelce moczopodobnego płynu trzymanej pod ramieniem. Betonowy dworzec z księgarniopodobnym tworem wypełnionym monitoringowym wzrokiem ekspedientki na twych plecach. Styczniowy chłód. Uśmiech nastolatka To kiedy przyjedziecie? Dziś? Jutro?, nastolatka, którego nadzieję złamała odpowiedź Jutro.


Pociąg z Bydzi do Piły okazał się być wypełniony ciepłem. Dosłownie i w przenośni. Przewozy regionalne nadrabiają doznania estetyczne doznawane w wagonach temperaturą. Chłopak opuścił dziewczynę nim pociąg ruszył, dziewczyna się zawiesiła na telefonie trajkocząc cały czas o tym, że zmęczona pracą, że w środę Magda przyjeżdża i ona ją zabiera na zrobienie tatuażu, hahahaha - chichocząc co chwila - i o tym, że na Woodstock trzeba się wybrać. Serdeczne przywitanie konduktora słowami Dobry wieczór! Bileciki do kontroli. spotkało się z oralnym brakiem odzewu. Laptopa nie wyciągnąłem w przedziale, bo się bałem, poza tym i tak zbyt telepało.

2035ha

@templatesyard