grudnia 2010 - OGG

piątek, 31 grudnia 2010

Z życia wzięte.
Nieogolony, zapewe również śmierdzący, okularnik podążał odwilżoną ulicą do miejsca przeznaczenia.

O czym myślał? O Śmierci, jak to zwykle bywa o tej porze roku. Na wprost, ubrany w dresy szczyl bezczelnie chwytał za dupę ubraną również w dresy laskę. Ściskali się i po prostu żyli chwilą, tak jak to tylko potrafią żyć chwilą jeszcze (lub na zawsze) niedorozwinięci umysłowo szczeniacy. Obnoszenie się publicznie purpurową namiętnością jest wynikiem prostej eliminacji - nie mogą się  chwytać za dupy we własnych domach, bo w domach mają swych rodziców czuwających nad suchością ich moczymórd. Do hotelu nie pójdą, bo za kieszonkowe stać ich jedynie na Happy Meal w WcDonaldzie. A w Happy Mealu nie mogliby spędzić intymnych chwil, gdyż kartonowe pudełko jest zbyt małe by zapewnić choć tymczasowy azyl. Do lasu nie pójdą, bo za daleko. Stoją więc tu i tylko tu i mają tu wszystko, czego dusza zapragnie - światło z miejskiej lampy, gwizd przejeżdżających samochodów i fastfood po drugiej stronie ulicy.

Zapisanie dwusekundowych spostrzeżeń zajęło 15 minut.

Ze strachu przed innymi jednostkami ludzkimi spojrzał na nich tylko raz, wtedy, gdy nie patrzeli w jego stronę. Gdy odwrócili głowy ku niemu, ten wlepił się w chodnik. Mijawszy ich okularnik usłyszał kilka metrów dalej brzdęk tłuczonego szkła, najprawdopodobniej butelek po tanim winopiwie. Brzdęk narastał a wraz z nim furiacki krzyk wyrażający kłopotliwe przeciwności losu FUCK!!! Starszy mężczyzna idący w tym samym kierunku co okularnik, choć sporo przed nim, usłyszawszy odwieczną bolączkę życia wyrażaną przez słowo FUCK!!! targanego przez to samo życie młodego człowieka, odwrócił się czujnie próbując dojrzeć, czy to szybę tłuką, czy co? Widząc to ów młody i zapewne boga winny człowiek wrzasnął jeszcze głośniej WHAT THE FUCK ARE YOU LOOKING AT!?! (Czy mógłbym panu w czymś pomóc?). Okularnik jednak nie odwrócił się, żeby też zerknąć co jest grane, gdyż jeszcze bardziej intensywnie zaczął myśleć o Śmierci.

Doprawdy powiadam wam, potężną bronią jest umysł, lecz nie umysł idioty. Czy nie przeciągasz się czasem późno w nocy nad kubkiem czarnej jak rozlana ropa w oceanie kawy i nie pytasz się Czy nie jestem idiotą, przypadkiem? 

Strach mrożący krew w żyłach, gdyż na ubraniu masz plamę od musztardy. Małą. Ale mogą zobaczyć. Kto? Opinie! Opinie, które niczym Kostucha ciachają cię boleśnie niszcząc wizerunek, nad którym tak ciężko pracowałeś i ałaś. Wizerunek ciebie bez plamy po musztardzie. I potem wracasz do domu po kilku głębszych, bo trzeba było wypić, aby zapomnieć o tej zniewadze, o tej plamie na sercu i duszy. Wracasz lekko spokojniejszym krokiem do swej oazy spokoju po to tylko, aby odkryć na twitterze, że masz plamę po musztardzie. Z rozpaczą odwracasz wzrok, a ten pada na facebookową ścianę, gdzie ta wredna mizia tagnęła cię na zdjęciu kilka godzin temu. Tam ty - minę masz jak ćwok, nogi wyglądają na bardziej krzywe niż zwykle, no, po prostu jak wieprz wyglądasz nietwarzowo, jak wieprz z jebaną plamą po musztardzie. Bo ty siłę masz, siłę. Ty siłę masz, masz i dużo znieść potrafiszpotrafisz, ale ta musztarda, to już szczyt. I usuwasz tag, ale w głowę zachodzisz ile osób, które tak jak i ty nie mają życia bądź są niewolnikami technologii żerującej na ludzkich słabościach i wadach i debiliźmie i chęci bycia popularnym i wiedzenia wszystko o wszystkich wszędzie i bezustannie, ileż osób akurat ślęczało na kolanach jak przed krzyżem tego wieczoru i widziało to pieprzone zdjęcie. No ile? Dwie? Trzy? Więcej? A ilu masz znajomych na facebooku? Wliczając mućkę, to 56ciu. Bez mućki 55.

Para grubasów - brat i siostra idą do Lidla. Marek jest wysoki i gruby, jak ująć to delikatniej? Spasły. Magda jest gruba i niska. Jak? Jak beczka. A urodę ma jak zgniły ziemniak z odstającymi białymi frędzlami. Nienawidzi kobiet które nienawidzą mężczyzn którzy lecą tylko na ich urodę i najchętniej by im zburzyła zamek z piasku. Ale z ogniem nie igra. Marek i Magda kupują 12 butelek coli, żeby w domu mieli co pić. Nie, nie coca-coli, bo po co przepłacać, skoro cola smakuje tak samo, nawet i lepiej, a jest tańsza? Kupują też słoik ogórków, ale w Lidlu nie ma kiszonych, więc kupują konserwowe. Zaraz po odejściu od kasy rzucają się na swój magiczy napój. Tak, od cukru też można się uzależnić, ale Minister cię przed tym nie przestrzeże. Żeby jeszcze mniej rzucać się w oczy przypadkiem sławetny słój ogórasów tłucze się im na ziemi. Stoją tak nieporadnie spoglądając na rozbite szkło w kałuży ogóreczków. Lidlowski tłum wraz z jednym osobliwym okularnikiem stoi przy kasach w kolejce i patrzy się na nich, a oni nie wiedzą, co począć. Przepraszającym wzrokiem sięgają znowu do butelki i biorą big łyk żeby się uspokoić.

Każdy ma swój krzyż o którym zapomina w Sylwestra. Następnego dnia przeważnie krzyż jest dwa razy cięższy, ale to nic, bo nowy TY nie pali, nie pije, nie ma plamy po musztardzie i nie żre gówna z ulicy.

Jest niezniszczkurwalny.


W NASTĘPNYM ODCINKU - Świąteczny BezLOT oraz Polski dres w Irlandii, który bardzo pragnie podziękować czytelnikom OGGa za to, że są czytelnikami OGGa (jego ulubionej lektury zaraz po nalepce z tyłu plastikowego słoja z odżywką) oraz pragnie im życzyć na Nowy Rok dużo włosów.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

OGG Lite: Bestia.
Wracając do domu stanąłem oko w oko ze swym oprawcą: Psem z Piekła Rodem!

Myślałem, że go zabiłem, jednak powrócił aby dalej męczyć biednych mieszkańców osiedla swoim niemiłosiernym szczekaniem ciągnącym się przez długie godziny. Człowiek chce sobie w spokoju rysować, ale nie może, ponieważ albo mu lodziarka ryje w głowie swoją selekcją trzech schizolskich melodyjek, albo owe monstrum drze japę. Działa każdemu na nerwy tak bardzo, że dziwiło mnie iż go jeszcze nikt nie uciszył. Teraz już wiem, że się nie da (bo powrócił z martwych). Ten kundel to niezniszczalny demon.

Stanąłem naprzeciwko bestii z drżącymi nogami. Spojrzałem w nią, a ona spojrzała we mnie.

sobota, 4 grudnia 2010

Knurysanka.
Pogaście światła kochane dzieci i wlepcie swe ślepia w me błyszczące niebiesko denka od okularów. Jestem już stara i twarz mam pooraną, ale wciąż pamiętam wiele knurysanek. Tą opowiadała mi Mama Knur o tej porze roku.

A idzie to tak...


 Nocą, kiedy wszystkie poczciwe koparki już śpią
Pracownicy Lidla wciąż chorobliwie harują.
Świąteczny nastrój rozświetla ich poliki
Tylko na plakatach, bo to photoshopowe triki


Wystarczy trochę śniegu, więcej błota i mgły
Aby Polska na wyspie pokazała swe ponure kły
Auta we mgle przez ulicę się czołgają
I o zimowych oponach rozmarzają


Zaś stare buty pod schodami boleśnie przemakają
I 6 tygodni w USA sobie bezustannie wspominają


W domu tysiąca i jeden zmór jest też grzyb na rolecie
Który nie jest lepszy od karpia w galarecie


Choinka za 9ięć euro próbuje nieśmiało przebić się przez mrok
Melancholii anonimowych emigrantów, lecz 9ięć euro to za mało na ten krok


Bałwan Ochroniarz pilnuje gorąco osiedla, 
Lecz niech swych węglowych oczu nie mróży
I do snu krainy nie odbywa tej nocy podróży
Bo mu łeb utnie tasakiem mordercza Wiosna
Która o tej porze roku nie jest zbyt radosna.


Odciętą głową bałwanka główek swych nie zaprzątajcie
Kochani, tylko oczka zmróżcie, szlugi pogaście i śpijcie wesoło!

piątek, 31 grudnia 2010

Z życia wzięte.

Nieogolony, zapewe również śmierdzący, okularnik podążał odwilżoną ulicą do miejsca przeznaczenia.

O czym myślał? O Śmierci, jak to zwykle bywa o tej porze roku. Na wprost, ubrany w dresy szczyl bezczelnie chwytał za dupę ubraną również w dresy laskę. Ściskali się i po prostu żyli chwilą, tak jak to tylko potrafią żyć chwilą jeszcze (lub na zawsze) niedorozwinięci umysłowo szczeniacy. Obnoszenie się publicznie purpurową namiętnością jest wynikiem prostej eliminacji - nie mogą się  chwytać za dupy we własnych domach, bo w domach mają swych rodziców czuwających nad suchością ich moczymórd. Do hotelu nie pójdą, bo za kieszonkowe stać ich jedynie na Happy Meal w WcDonaldzie. A w Happy Mealu nie mogliby spędzić intymnych chwil, gdyż kartonowe pudełko jest zbyt małe by zapewnić choć tymczasowy azyl. Do lasu nie pójdą, bo za daleko. Stoją więc tu i tylko tu i mają tu wszystko, czego dusza zapragnie - światło z miejskiej lampy, gwizd przejeżdżających samochodów i fastfood po drugiej stronie ulicy.

Zapisanie dwusekundowych spostrzeżeń zajęło 15 minut.

Ze strachu przed innymi jednostkami ludzkimi spojrzał na nich tylko raz, wtedy, gdy nie patrzeli w jego stronę. Gdy odwrócili głowy ku niemu, ten wlepił się w chodnik. Mijawszy ich okularnik usłyszał kilka metrów dalej brzdęk tłuczonego szkła, najprawdopodobniej butelek po tanim winopiwie. Brzdęk narastał a wraz z nim furiacki krzyk wyrażający kłopotliwe przeciwności losu FUCK!!! Starszy mężczyzna idący w tym samym kierunku co okularnik, choć sporo przed nim, usłyszawszy odwieczną bolączkę życia wyrażaną przez słowo FUCK!!! targanego przez to samo życie młodego człowieka, odwrócił się czujnie próbując dojrzeć, czy to szybę tłuką, czy co? Widząc to ów młody i zapewne boga winny człowiek wrzasnął jeszcze głośniej WHAT THE FUCK ARE YOU LOOKING AT!?! (Czy mógłbym panu w czymś pomóc?). Okularnik jednak nie odwrócił się, żeby też zerknąć co jest grane, gdyż jeszcze bardziej intensywnie zaczął myśleć o Śmierci.

Doprawdy powiadam wam, potężną bronią jest umysł, lecz nie umysł idioty. Czy nie przeciągasz się czasem późno w nocy nad kubkiem czarnej jak rozlana ropa w oceanie kawy i nie pytasz się Czy nie jestem idiotą, przypadkiem? 

Strach mrożący krew w żyłach, gdyż na ubraniu masz plamę od musztardy. Małą. Ale mogą zobaczyć. Kto? Opinie! Opinie, które niczym Kostucha ciachają cię boleśnie niszcząc wizerunek, nad którym tak ciężko pracowałeś i ałaś. Wizerunek ciebie bez plamy po musztardzie. I potem wracasz do domu po kilku głębszych, bo trzeba było wypić, aby zapomnieć o tej zniewadze, o tej plamie na sercu i duszy. Wracasz lekko spokojniejszym krokiem do swej oazy spokoju po to tylko, aby odkryć na twitterze, że masz plamę po musztardzie. Z rozpaczą odwracasz wzrok, a ten pada na facebookową ścianę, gdzie ta wredna mizia tagnęła cię na zdjęciu kilka godzin temu. Tam ty - minę masz jak ćwok, nogi wyglądają na bardziej krzywe niż zwykle, no, po prostu jak wieprz wyglądasz nietwarzowo, jak wieprz z jebaną plamą po musztardzie. Bo ty siłę masz, siłę. Ty siłę masz, masz i dużo znieść potrafiszpotrafisz, ale ta musztarda, to już szczyt. I usuwasz tag, ale w głowę zachodzisz ile osób, które tak jak i ty nie mają życia bądź są niewolnikami technologii żerującej na ludzkich słabościach i wadach i debiliźmie i chęci bycia popularnym i wiedzenia wszystko o wszystkich wszędzie i bezustannie, ileż osób akurat ślęczało na kolanach jak przed krzyżem tego wieczoru i widziało to pieprzone zdjęcie. No ile? Dwie? Trzy? Więcej? A ilu masz znajomych na facebooku? Wliczając mućkę, to 56ciu. Bez mućki 55.

Para grubasów - brat i siostra idą do Lidla. Marek jest wysoki i gruby, jak ująć to delikatniej? Spasły. Magda jest gruba i niska. Jak? Jak beczka. A urodę ma jak zgniły ziemniak z odstającymi białymi frędzlami. Nienawidzi kobiet które nienawidzą mężczyzn którzy lecą tylko na ich urodę i najchętniej by im zburzyła zamek z piasku. Ale z ogniem nie igra. Marek i Magda kupują 12 butelek coli, żeby w domu mieli co pić. Nie, nie coca-coli, bo po co przepłacać, skoro cola smakuje tak samo, nawet i lepiej, a jest tańsza? Kupują też słoik ogórków, ale w Lidlu nie ma kiszonych, więc kupują konserwowe. Zaraz po odejściu od kasy rzucają się na swój magiczy napój. Tak, od cukru też można się uzależnić, ale Minister cię przed tym nie przestrzeże. Żeby jeszcze mniej rzucać się w oczy przypadkiem sławetny słój ogórasów tłucze się im na ziemi. Stoją tak nieporadnie spoglądając na rozbite szkło w kałuży ogóreczków. Lidlowski tłum wraz z jednym osobliwym okularnikiem stoi przy kasach w kolejce i patrzy się na nich, a oni nie wiedzą, co począć. Przepraszającym wzrokiem sięgają znowu do butelki i biorą big łyk żeby się uspokoić.

Każdy ma swój krzyż o którym zapomina w Sylwestra. Następnego dnia przeważnie krzyż jest dwa razy cięższy, ale to nic, bo nowy TY nie pali, nie pije, nie ma plamy po musztardzie i nie żre gówna z ulicy.

Jest niezniszczkurwalny.


W NASTĘPNYM ODCINKU - Świąteczny BezLOT oraz Polski dres w Irlandii, który bardzo pragnie podziękować czytelnikom OGGa za to, że są czytelnikami OGGa (jego ulubionej lektury zaraz po nalepce z tyłu plastikowego słoja z odżywką) oraz pragnie im życzyć na Nowy Rok dużo włosów.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

OGG Lite: Bestia.

Wracając do domu stanąłem oko w oko ze swym oprawcą: Psem z Piekła Rodem!

Myślałem, że go zabiłem, jednak powrócił aby dalej męczyć biednych mieszkańców osiedla swoim niemiłosiernym szczekaniem ciągnącym się przez długie godziny. Człowiek chce sobie w spokoju rysować, ale nie może, ponieważ albo mu lodziarka ryje w głowie swoją selekcją trzech schizolskich melodyjek, albo owe monstrum drze japę. Działa każdemu na nerwy tak bardzo, że dziwiło mnie iż go jeszcze nikt nie uciszył. Teraz już wiem, że się nie da (bo powrócił z martwych). Ten kundel to niezniszczalny demon.

Stanąłem naprzeciwko bestii z drżącymi nogami. Spojrzałem w nią, a ona spojrzała we mnie.

sobota, 4 grudnia 2010

Knurysanka.

Pogaście światła kochane dzieci i wlepcie swe ślepia w me błyszczące niebiesko denka od okularów. Jestem już stara i twarz mam pooraną, ale wciąż pamiętam wiele knurysanek. Tą opowiadała mi Mama Knur o tej porze roku.

A idzie to tak...


 Nocą, kiedy wszystkie poczciwe koparki już śpią
Pracownicy Lidla wciąż chorobliwie harują.
Świąteczny nastrój rozświetla ich poliki
Tylko na plakatach, bo to photoshopowe triki


Wystarczy trochę śniegu, więcej błota i mgły
Aby Polska na wyspie pokazała swe ponure kły
Auta we mgle przez ulicę się czołgają
I o zimowych oponach rozmarzają


Zaś stare buty pod schodami boleśnie przemakają
I 6 tygodni w USA sobie bezustannie wspominają


W domu tysiąca i jeden zmór jest też grzyb na rolecie
Który nie jest lepszy od karpia w galarecie


Choinka za 9ięć euro próbuje nieśmiało przebić się przez mrok
Melancholii anonimowych emigrantów, lecz 9ięć euro to za mało na ten krok


Bałwan Ochroniarz pilnuje gorąco osiedla, 
Lecz niech swych węglowych oczu nie mróży
I do snu krainy nie odbywa tej nocy podróży
Bo mu łeb utnie tasakiem mordercza Wiosna
Która o tej porze roku nie jest zbyt radosna.


Odciętą głową bałwanka główek swych nie zaprzątajcie
Kochani, tylko oczka zmróżcie, szlugi pogaście i śpijcie wesoło!

@templatesyard