września 2010 - OGG

czwartek, 30 września 2010

Nieprzerwana lekcja Aikido
Nie rozumiem jak ludzie mogą się nudzić. Przecież jest tyle ciekawych rzeczy do robienia! - Inżynier Jacek Pałuczak, 1983 - 2078.

Najważniejsze, to nie dać się zwariować. Zbyt często twój własny mózg może stać na przeszkodzie do twojego szczęścia, do zmiany na lepsze. Mózgowi może brakować witamin albo może mieć małą aktywność w korze przedczołowej. Dużo z tego to wcale nie twoja, ani moja wina. Z takiego materiału genetycznego powstaliśmy i basta. Wsadzono nam blaszany garnek na głowę i dano kaganiec na usta z napisem "Nie bądź sobą i nie podskakuj, a przede wszystkim przejmuj się tym, co ludzie mówią, bo to prawda i oni wiedzą lepiej od ciebie" i wykopano na świat.

Jednym z najprostszych sposobów aby sobie pomóc, to aktywność fizyczna, branie dziennego suplementu wszystkich witamin oraz tableta Omegi 3 z olejem rybnym. Jedna dziennie wraz z posiłkiem. Nie bez pozoru mówi się "W zdrowym ciele zdrowy duch". Jeśli twój mózg czuje się dobrze, będzie to widać na ciele. Nic to, gdyż w naturze ludzkiej bardziej leży stękanie, stękanie i jeszcze raz stękanie nad boleściami losu niż próba ich odmienienia. Można nawet posunąć się tak daleko i wręczyć stękającej osobie książkę, z której pochodzą mądrości z tego akapitu, wręczyć jej "Zmień swój MÓZG zmień swoje ŻYCIE" Daniela G. Amen'a. I co? Jeśli przeczyta okładkę, to już będzie sukces! (Jezu, miało być o Aikido, a tu krótki wstęp wpadł w rzekę moralizatorstwa). Prawda jest okrutna, ale wystarczy pozbyć się złudzeń i stawić jej czoła. Nie chcemy wydobrzeć, bo to za dużo roboty.

Nie chcemy wydobrzeć, my, jako ogół. Jako ślepe spite społeczeństwo. Jednak zdarzą się jednostki, które próbują i za to nie powinniśmy ich tępić. Jedną z nich jest Jednostka Zeba-7.
Jednostka Zeba-7 nie chce utonąć nago i samotnie w suchej i popękanej wannie pośrodku pustyni Kalahari. Kiedy jedynymi dochodzącymi do ciebie głosami są te w twojej głowie jest to znak, że czas na zmianę. Inaczej głosy te cię pochłoną, skonsumują jak szalone piranie nie pozostawiając szarej komórki w twym mózgu. Jednostka Zeba-7 już nigdy się nie obrazi, kiedy ktoś jej powie, że powinna się leczyć.

合気道 - Aikido. Jak żadna inna sztuka walki, kładzie nacisk na moralny i psychologiczny wymiar działań oraz na odpowiedzialność za zdrowie i życie drugiego człowieka w całym procesie treningu i walki.

W młodym wieku starszy brat, który chciał zostać księdzem namawiał ukrywającego się pod pseudonimem Jednostka Zeba-7 Sebastiana (znanego również jako ten nieogolony siwy gburoburak z prawej) aby zapisał się na Aikido. Pewnie dlatego zachęcał, gdyż sam ćwiczył. Proste. Choć może też być bardziej skomplikowanie: może widział, że ówcześnie młody człowiek, chłopak, chłopczyk oprócz szkoły nic nie robi konstruktywnego ze swoim życiem? Fakt, Sebastian tylko rysował, oglądał telewizję, jadł frytki i łaził po lasach z kumplami, kiedy jeszcze jakiś miał, jak już nie miał, to łaził sam, jak np. wtedy co czytał "Zieloną Milę" Kinga i pomiędzy stronami zobaczył z gałęzi na którą wlazł, że na polanę przybył mężczyzna ćwiczący jakąś sztukę walki. Tak, taki sam samotnik jak on. Jeden miał książkę, drugi miał ciosy i zwinne ruchy. Dwójka ta nigdy nie zamieniła ze sobą ni zdania. Ni. Tak, zdecydowanie Sebie przydałaby się jakaś aktywność poza szkołą.

Lecz zaślepiony jak te konie przywiązane do karet odpowiedział jak na pieprzonego izolanta przystało. Dekadę albo dwie później pamiętny tamtych zdarzeń postanowiłem (tu z 3 przechodzimy w 1szą osobę, bo już mi się znudziło) pójść na lekcję. Fortunnie w czwartki od 19 do 21 Joseph (tak, tak, stary dobry polski Józek) udziela lekcji dla początkujących hen daleko za jedyne 8 euro. Grzechem byłoby nie pojechać, szczególnie że hen daleko po inwestycji w nowy rower zamienia się w 15 minut w deszczu krowich placków.

No, z krowimi plackami przesadziłem, ale padało.

Po zbłądzeniu odnalazłem punkt przeznaczenia (okazało się, że wpierw dobrze jechałem, a potem niepotrzebnie skręcałem). Lekko poddenerwowany, że 10 minut spóźniony wlazłem do Dragons Lair - Smoczej Nory bądź też Smoczego Legowiska - Centrum Sztuk Walki i Centrum Fitnes, Każdy Wyraz Z Dużej Litery. Tam odnalazłem trenera (na zdj. po lewej) oraz dwójkę innych ludzi - kolesia ubranego na czarno z mocnym uściskiem z Czechopodobnego kraju oraz wysokiego spoconego wyglądającego sympatycznie człeka po 30stce z długimi przetłuszczonymi włosami których nie było wiele. Okazuje się, iż gigantycznie większą popularnością cieszy się kick boxing niż Aikido. Przynajmniej tu. Druga strona sali oddzielonej niebieską płachtą od miejsca w którym trenowaliśmy wypełniona była praktyką kick boxingu oraz tłumem gapio-ślepiów. Pewnie, lepiej nauczyć syna jak komuś mordę obić niż posłać na aikido. Przez dwie godziny ćwiczyliśmy głównie rzucanie się na ziemię poprzez odpowiednie złapanie ręki przeciwnika i wykręcenie. Thomas, ten w czerni, mocno łapał i wykręcał. Zastanawiałem się, czy tak należy mocno, bo trener był delikatny. Zastanawiałem się, czy się na mnie wyżyna. Zastanawiałem się, czy przychodzi tu, żeby nauczyć się czegoś, co potem będzie mógł wykorzystać w swoim mieszkaniu, kiedy współlokator powie mu, że chuj nie zmył po sobie naczyń? Raz, kiedy trwaliśmy w uścisku ciachnął mnie swoim jednio bądź dwudniowym zarostem. Powiedziałem mu, żeby się następnym razem ogolił. Potem żałowałem i miałem nadzieję, że nie będzie się zastanawiał nad moimi słowami tak długo jak ja sam. Co dobre z tego, to teraz wiem jak się czują kobiety ocierające się o nieogoloną twarz.

Tu post urywa się nagle. Post ten został napisany prawie w całości w zeszły czwartek po Aikido. Dziś został dokończony.

sobota, 25 września 2010

Zagłada w postaci zdjęć użytkownika Paulinka.
Pisanie słów nie ma znaczenia skoro mnie tu nie ma - pomyślał.

Czy zdarza Ci się czasami wpaść w wir zajęć prowadzących Donikąd? Być zaślepionym danym celem tak bardzo, żeby nie zauważyć, iż jest to ślepa droga? Siedzieć na internecie i stukać jak ten pies w klawiaturę nie robiąc nic konstruktywnego oprócz zastąpienia sobie Naszej Klasy Facebookiem i przeglądania nie ukrytych fotek z życia przypadkowych dziewczyn? Jeśli tak, to czytaj dalej...

W którymś momencie - czy to w piaskownicy dzierżąc dzielnie, lecz jednocześnie brutalnie plastikową łopatkę nad zapłakanym kolegą, czy to w dorosłym wieku mówiąc żonie, że nie, nie chcę z tobą iść na tą imprezę, wolę se tu w domu zostać i grać w Call of Duty: Black Ops, więc się ode mnie odpierdol! - każdy z nas zmierza do zagłady. I jak przykład ten pokazuje, droga do zatracenia ma różne rozmiary i czasami skromne, a czasami śmiertelne konsekwencje.

ZAGŁADA może być świadoma, jak np. niejaka Basia EF w Niezapomnianych Acz Odległych Czasach, kradnąca jawnie jebanego Snickersa z niesuperamarketu wyrażająca w ten sposób młodzieńczy bunt przeciw wartością rodzinnym. Może to być również nieświadome. Jak na przykład Sebastian.

Gdyby jego matka nie piła i paliła podczas ciąży, być może nie miałby tak często bólów głowy?Może by lepiej widział, a nie musiał się ślepić przez okulary? Może by lepiej słyszał? Co? Choć zębów, raczej by nie miał dłuższych. Ale wciąż by je miał. Dodatkowo, gdyby jego mama nie cierpiała ździebko na schizofrenię, może nie byłby takim pieprzonym alienantem? Może, a może nie. Może nawet gdyby wyszedł z Łona deLux wciąż byłby spartolony? Nigdy się tego nie dowiemy.

Aby zrozumieć kogoś wystarczy obserwacja i zrozumienie wszystkich aspektów dookoła. Tych ważnych, jak picie codziennie alkoholu i tych mniej ważnych, jak kurzajka na palcu o imieniu Mariola. (Mariolę potraktowano ciekłym czymś, co ją zamroziło. W życiu nie była taka sztywna. Potem Mariola zamieniła się w wielkiego niczym grzyb atomowy bąbla, później została przeszyta na wylot igłą brużdżąc sobie dłonie krwią kiedy to zszokowana dotknęła dziury w brzuchu, straciła dużo krwi i umarła, zresztą, znacie tęą historię) Obserwacja Sebastiana należy do jednych z najbardziej bolesnych doświadczeń w życiu nowoczesnego człowieka, wnikanie w jego mózg równa się z szukaniem złotej monety w piure ziemniaczanym upapranymi paluchami - prowadzi donikąd. Dlatego też wyświadczymy Drogiemu OCZYtanemu Czytelnikowi nieziemską przysługę, i poprzestaniemy na tym stwierdzeniu: Było źle, była droga do zatracenia, lecz teraz jest lepiej.

Na zdj: Raj na ziemi każdej rencistki, czyli Lidl Błobosławiony.

Bowiem nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. OGG WRÓCIŁ.



czwartek, 30 września 2010

Nieprzerwana lekcja Aikido

Nie rozumiem jak ludzie mogą się nudzić. Przecież jest tyle ciekawych rzeczy do robienia! - Inżynier Jacek Pałuczak, 1983 - 2078.

Najważniejsze, to nie dać się zwariować. Zbyt często twój własny mózg może stać na przeszkodzie do twojego szczęścia, do zmiany na lepsze. Mózgowi może brakować witamin albo może mieć małą aktywność w korze przedczołowej. Dużo z tego to wcale nie twoja, ani moja wina. Z takiego materiału genetycznego powstaliśmy i basta. Wsadzono nam blaszany garnek na głowę i dano kaganiec na usta z napisem "Nie bądź sobą i nie podskakuj, a przede wszystkim przejmuj się tym, co ludzie mówią, bo to prawda i oni wiedzą lepiej od ciebie" i wykopano na świat.

Jednym z najprostszych sposobów aby sobie pomóc, to aktywność fizyczna, branie dziennego suplementu wszystkich witamin oraz tableta Omegi 3 z olejem rybnym. Jedna dziennie wraz z posiłkiem. Nie bez pozoru mówi się "W zdrowym ciele zdrowy duch". Jeśli twój mózg czuje się dobrze, będzie to widać na ciele. Nic to, gdyż w naturze ludzkiej bardziej leży stękanie, stękanie i jeszcze raz stękanie nad boleściami losu niż próba ich odmienienia. Można nawet posunąć się tak daleko i wręczyć stękającej osobie książkę, z której pochodzą mądrości z tego akapitu, wręczyć jej "Zmień swój MÓZG zmień swoje ŻYCIE" Daniela G. Amen'a. I co? Jeśli przeczyta okładkę, to już będzie sukces! (Jezu, miało być o Aikido, a tu krótki wstęp wpadł w rzekę moralizatorstwa). Prawda jest okrutna, ale wystarczy pozbyć się złudzeń i stawić jej czoła. Nie chcemy wydobrzeć, bo to za dużo roboty.

Nie chcemy wydobrzeć, my, jako ogół. Jako ślepe spite społeczeństwo. Jednak zdarzą się jednostki, które próbują i za to nie powinniśmy ich tępić. Jedną z nich jest Jednostka Zeba-7.
Jednostka Zeba-7 nie chce utonąć nago i samotnie w suchej i popękanej wannie pośrodku pustyni Kalahari. Kiedy jedynymi dochodzącymi do ciebie głosami są te w twojej głowie jest to znak, że czas na zmianę. Inaczej głosy te cię pochłoną, skonsumują jak szalone piranie nie pozostawiając szarej komórki w twym mózgu. Jednostka Zeba-7 już nigdy się nie obrazi, kiedy ktoś jej powie, że powinna się leczyć.

合気道 - Aikido. Jak żadna inna sztuka walki, kładzie nacisk na moralny i psychologiczny wymiar działań oraz na odpowiedzialność za zdrowie i życie drugiego człowieka w całym procesie treningu i walki.

W młodym wieku starszy brat, który chciał zostać księdzem namawiał ukrywającego się pod pseudonimem Jednostka Zeba-7 Sebastiana (znanego również jako ten nieogolony siwy gburoburak z prawej) aby zapisał się na Aikido. Pewnie dlatego zachęcał, gdyż sam ćwiczył. Proste. Choć może też być bardziej skomplikowanie: może widział, że ówcześnie młody człowiek, chłopak, chłopczyk oprócz szkoły nic nie robi konstruktywnego ze swoim życiem? Fakt, Sebastian tylko rysował, oglądał telewizję, jadł frytki i łaził po lasach z kumplami, kiedy jeszcze jakiś miał, jak już nie miał, to łaził sam, jak np. wtedy co czytał "Zieloną Milę" Kinga i pomiędzy stronami zobaczył z gałęzi na którą wlazł, że na polanę przybył mężczyzna ćwiczący jakąś sztukę walki. Tak, taki sam samotnik jak on. Jeden miał książkę, drugi miał ciosy i zwinne ruchy. Dwójka ta nigdy nie zamieniła ze sobą ni zdania. Ni. Tak, zdecydowanie Sebie przydałaby się jakaś aktywność poza szkołą.

Lecz zaślepiony jak te konie przywiązane do karet odpowiedział jak na pieprzonego izolanta przystało. Dekadę albo dwie później pamiętny tamtych zdarzeń postanowiłem (tu z 3 przechodzimy w 1szą osobę, bo już mi się znudziło) pójść na lekcję. Fortunnie w czwartki od 19 do 21 Joseph (tak, tak, stary dobry polski Józek) udziela lekcji dla początkujących hen daleko za jedyne 8 euro. Grzechem byłoby nie pojechać, szczególnie że hen daleko po inwestycji w nowy rower zamienia się w 15 minut w deszczu krowich placków.

No, z krowimi plackami przesadziłem, ale padało.

Po zbłądzeniu odnalazłem punkt przeznaczenia (okazało się, że wpierw dobrze jechałem, a potem niepotrzebnie skręcałem). Lekko poddenerwowany, że 10 minut spóźniony wlazłem do Dragons Lair - Smoczej Nory bądź też Smoczego Legowiska - Centrum Sztuk Walki i Centrum Fitnes, Każdy Wyraz Z Dużej Litery. Tam odnalazłem trenera (na zdj. po lewej) oraz dwójkę innych ludzi - kolesia ubranego na czarno z mocnym uściskiem z Czechopodobnego kraju oraz wysokiego spoconego wyglądającego sympatycznie człeka po 30stce z długimi przetłuszczonymi włosami których nie było wiele. Okazuje się, iż gigantycznie większą popularnością cieszy się kick boxing niż Aikido. Przynajmniej tu. Druga strona sali oddzielonej niebieską płachtą od miejsca w którym trenowaliśmy wypełniona była praktyką kick boxingu oraz tłumem gapio-ślepiów. Pewnie, lepiej nauczyć syna jak komuś mordę obić niż posłać na aikido. Przez dwie godziny ćwiczyliśmy głównie rzucanie się na ziemię poprzez odpowiednie złapanie ręki przeciwnika i wykręcenie. Thomas, ten w czerni, mocno łapał i wykręcał. Zastanawiałem się, czy tak należy mocno, bo trener był delikatny. Zastanawiałem się, czy się na mnie wyżyna. Zastanawiałem się, czy przychodzi tu, żeby nauczyć się czegoś, co potem będzie mógł wykorzystać w swoim mieszkaniu, kiedy współlokator powie mu, że chuj nie zmył po sobie naczyń? Raz, kiedy trwaliśmy w uścisku ciachnął mnie swoim jednio bądź dwudniowym zarostem. Powiedziałem mu, żeby się następnym razem ogolił. Potem żałowałem i miałem nadzieję, że nie będzie się zastanawiał nad moimi słowami tak długo jak ja sam. Co dobre z tego, to teraz wiem jak się czują kobiety ocierające się o nieogoloną twarz.

Tu post urywa się nagle. Post ten został napisany prawie w całości w zeszły czwartek po Aikido. Dziś został dokończony.

sobota, 25 września 2010

Zagłada w postaci zdjęć użytkownika Paulinka.

Pisanie słów nie ma znaczenia skoro mnie tu nie ma - pomyślał.

Czy zdarza Ci się czasami wpaść w wir zajęć prowadzących Donikąd? Być zaślepionym danym celem tak bardzo, żeby nie zauważyć, iż jest to ślepa droga? Siedzieć na internecie i stukać jak ten pies w klawiaturę nie robiąc nic konstruktywnego oprócz zastąpienia sobie Naszej Klasy Facebookiem i przeglądania nie ukrytych fotek z życia przypadkowych dziewczyn? Jeśli tak, to czytaj dalej...

W którymś momencie - czy to w piaskownicy dzierżąc dzielnie, lecz jednocześnie brutalnie plastikową łopatkę nad zapłakanym kolegą, czy to w dorosłym wieku mówiąc żonie, że nie, nie chcę z tobą iść na tą imprezę, wolę se tu w domu zostać i grać w Call of Duty: Black Ops, więc się ode mnie odpierdol! - każdy z nas zmierza do zagłady. I jak przykład ten pokazuje, droga do zatracenia ma różne rozmiary i czasami skromne, a czasami śmiertelne konsekwencje.

ZAGŁADA może być świadoma, jak np. niejaka Basia EF w Niezapomnianych Acz Odległych Czasach, kradnąca jawnie jebanego Snickersa z niesuperamarketu wyrażająca w ten sposób młodzieńczy bunt przeciw wartością rodzinnym. Może to być również nieświadome. Jak na przykład Sebastian.

Gdyby jego matka nie piła i paliła podczas ciąży, być może nie miałby tak często bólów głowy?Może by lepiej widział, a nie musiał się ślepić przez okulary? Może by lepiej słyszał? Co? Choć zębów, raczej by nie miał dłuższych. Ale wciąż by je miał. Dodatkowo, gdyby jego mama nie cierpiała ździebko na schizofrenię, może nie byłby takim pieprzonym alienantem? Może, a może nie. Może nawet gdyby wyszedł z Łona deLux wciąż byłby spartolony? Nigdy się tego nie dowiemy.

Aby zrozumieć kogoś wystarczy obserwacja i zrozumienie wszystkich aspektów dookoła. Tych ważnych, jak picie codziennie alkoholu i tych mniej ważnych, jak kurzajka na palcu o imieniu Mariola. (Mariolę potraktowano ciekłym czymś, co ją zamroziło. W życiu nie była taka sztywna. Potem Mariola zamieniła się w wielkiego niczym grzyb atomowy bąbla, później została przeszyta na wylot igłą brużdżąc sobie dłonie krwią kiedy to zszokowana dotknęła dziury w brzuchu, straciła dużo krwi i umarła, zresztą, znacie tęą historię) Obserwacja Sebastiana należy do jednych z najbardziej bolesnych doświadczeń w życiu nowoczesnego człowieka, wnikanie w jego mózg równa się z szukaniem złotej monety w piure ziemniaczanym upapranymi paluchami - prowadzi donikąd. Dlatego też wyświadczymy Drogiemu OCZYtanemu Czytelnikowi nieziemską przysługę, i poprzestaniemy na tym stwierdzeniu: Było źle, była droga do zatracenia, lecz teraz jest lepiej.

Na zdj: Raj na ziemi każdej rencistki, czyli Lidl Błobosławiony.

Bowiem nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. OGG WRÓCIŁ.



@templatesyard