sierpnia 2010 - OGG

sobota, 21 sierpnia 2010

MARAton FILMOWY.
Kowal kuje podkowy. Taksówkarz wozi ludzi. Choć zarabia mniej niż kiedyś. Dentysta udaje, że nie wyrywa zębów. Kobieta na rządowej posadzie pożera ciacho i dobrze jej za to płacą. Każdy coś robi, ale nie każdy robi to w ten sam sposób. I tak różnica pomiędzy kiepską panią sprzedającą drożdżówki a wyjebiście miłą i wiedzącą gdzie jaki słodycz leży i ile kosztuje panią może być gigantyczna dla przeciętnego obywatela, to jest zauważalna tylko w skali lokalnej. Jednak kiedy tworzysz coś, co będą widziały miliony ludzi, różnica jest gigantyczna. Bo będą to widziały miliony ludzi. Tak więc jeśli z ciebie bogaty ćwok i cwaniak, miliony te zobaczą, jak im robisz kupę na twarz i w dodatku za to zapłacą. Ale jeśliś wybitny i niepowtarzalny, to sytuacja będzie wręcz odwrotna.

Wstęp za nami, więc do rzeczy. Po krótce:

Shrek 4 - 3D - dobra zabawa i 3D było widać. Kilka wyczesanych momentów, tak więc wciąż stoi na dobrym poziomie i grafika i fabuła.

Predators - Reklamowany nazwiskiem Rodrigeza od "Sin City" i "300", a tak naprawdę nic z tym nie miał do czynienia oprócz wyłożenia części kasy. Szedłem z zapartym tchem, wyszedłem jak po obejrzeniu czegoś przeciętnego. Czy nikt nie powtórzy "Obcego 1" ani "Obcych" Camerona? Raczej nawet sam Ridley Scott w 3D nie da rady.

Toy Story 3D - film dla dzieci. Są filmy dla dzieci i dorosłych, jak Shrek 4, a są też filmy tylko dla dzieci. A może to dlatego, że mi się sikać chciało przez pierwszą godzinę seansu, więc wreszcie wyszedłem, po powrocie było lepiej. Warty dla obejrzenia dla kilku klimatycznych scen - Barbie i Kenn czy też Ken, oraz Ożywiona Laleczka, lecz nie Chucky.

Knight and Day - "Wybuchowa Para" - Ho, ho! Tytuł aż z nóg zwala. "Rycerz (Noc) i Dzień" tej gry słów na PL nie przetłumaczysz, a "Wybuchowa Para" mówi sama za siebie. W każdym razie film bardzo dobry. Świetnie nakręcony, szczególnie sceny z samochodami, zabawny, dostajesz to, za co płacisz. Jak bym coś takiego nakręcił nie miałbym sobie nic do wyrzucenia, więc obejrzysz.

Avatar. The last Airbender 3D - M. Night Shyamalan, ten od "6 zmysłu", "Wiochy", "Zdarzenia" i "Pani w wodzie" już zupełnie się stoczył, a coś w sobie miał. Ostatnia scena zapiera dech w piersi, acz wszystko przed nią nie, więc lepiej sobie wypij niż obejrzysz w 3D. Chyba, że nie obejrzysz w 3D, a to najlepszy wybór. Bowiem 3D - jak w większości wychodzących teraz filmów z "3D" na plakacie - zostało dodane sztucznie po tym, jak film został nakręcony. Nikt się na 3D nie nastawiał, ale - jak już pisałem - sukces "Avatar" Camerona wszystko zmienił. Tak więc studia filmowe płacą grubą kasę za to, żeby kilku kolesi (bo wątpię, żeby tym jakakolwiek laska się zajmowała), w post-produkcji przerobiło film z 2D na 3D. Efekt zawsze będzie ten sam - CHUJOWY. Płacisz ekstra za bilet w 3D, na ekranie nie widzisz 3D, więc zostałeś/aś WYCHUJANA. Nie powtarzajcie mego błędu.

Salt - A co komu, kurwa, szkodzi przetłumaczyć ten film jak należy, czyli "Sól"???!!! Wszystko inne niepotrzebnie tłumaczymy, ale coś tak oczywistego i najprostszego oczywiście nie ruszymy, bo sól po angielsku brzmi o niebo lepiej. To coś tak, lecz zupełnie nie tak, jak "Fuck Off!" przetłumaczone na "Odczep się". Film do dupy. Początek daje nadzieję, Olbrychski bez dubbingu dodaje dumy patriotycznej, ale film i tak jest do dupy. Taka "Szklana Pułapka 5", bajer bez realizmu, plus rządowe dreszczowce, kogo chcą nabierać? Prędzej uwierzę w Śródziemie, niż to.

A przed nami:

The Expendables - "Niezniszczalni" - Hi, hi! Słowo "expendable" znaczy "niepotrzebny", "zbyteczny". Stary Stallone zrobił film klasy Be dla kasy jak to ostatnio ma w zwyczaju. Czy muszę pisać więcej? Muszę, bo jak kurwa można "Zbytecznych", "Nie-kurwa-potrzebnych nikomu" przetłumaczyć na "Niezniszczalni"?!! No jak, pytam kulturalnie, można kurwa?!! Jak ci za to dobrze zapłacą, widać można. Ach, bym dorwał tego skurwysyna, co to tłumaczył, chatę bym mu spalił.

"The Switch" z Aniston i Bateman'em - jako "Tak to się teraz robi", no ja pier****! Ale tytuł.

Let me In - Szwedzki klimatyczny film doczekał się amerykańskiej ekranizacji. Jak będzie? Po Hollywoodzku, a jak - http://trailers.apple.com/trailers/independent/letmein/

Reasumując - "Życie na trzeźwo, jest nie do zniesienia".


PS. Takers - Powinni przetłumaczyć "Zabieracze" - taka jaka jakość filmu, takie i tłumaczenie winno być.

PPS. Wreszcie obejrzałem dokument "Kto zabił elektryczny samochód" - "Who killed the electric car?" - POLECAM. Poza tym polecam jeszcze dwa dokumenty - o przemyśle mięsnym "FOOD. Inc.", jeśliście jeszcze nie widzieli, bo to u nas też się dzieje, oraz "Not Quite Hollywood".

środa, 11 sierpnia 2010

KRYZYS.
- I wtedy tam… tam rządził Ramzes. I on miał starszego brata...
- No, nazywał się Kryzys, nie.
- Ten Ramzes umrał…
- A Kryzys żyje!

(S Tyłu Sklepu Warzywniczego)

Zimową porą Sebastian gotów był do stoczenia walki z ciemnością, z choróbskiem obrzydliwym niczym trąd, lecz nie widocznym aż tak na skórze. Z depresją. Walka ta została zwyciężona twórczą pracą oraz dzięki basenowym rejsom. Jednakże "ki diaboł" nie śpi, lecz czyha bezustannie na wszystkich, czy wierzą w boga tego i owego, czy też nie. I tak, zupełnie znienacka, jakiś miesiąc temu, zaatakował.

Chcielibyśmy spojrzeć na swego bohatera i powiedzieć z dumą jak w piosence Foo Fighters "O, tam idzie, mój bohater. Spójrzcie wszyscy, jak idzie!". Niestety często bohater staje jakby rażony prądem i pada w piach, popada w błoto i rozgląda się wokół widząc tylko szydzące z niego twarze. Oczy bohatera nie są różne od naszych własnych. Galway. Prawdopodobieństwo wyjazdu z Kilkenny, które karmiło go piersią przez 5 lat, zamiast motywować do działania ma niestety efekt wręcz odwrotny. Nasz bohater podupadł na duchu spędzając niezliczone kwarty czasu leżąc na łóżku z takim samym mozolnym tokiem myślowym. Zaczął pić więcej - od 2 do 4 piw dziennie (na butelkach i puszkach RZĄD ostrzega, iż dorosłym należy się max 3-4 dziennie, więc w oczach RZĄDU jest on rozgrzeszony i nie jest alkoholikiem) - mając sporadycznie jednio dniowe przerwy w niepiciu. Wszystko to są tylko słowa dla kochanego Czytelnika, pisane niepowtarzalny tonem, lecz pomimo ich dystansu niechaj Czytelnik rozumie, że kłębi się za nimi ból jednostki. Jednostki Zeba-07. Plan tworzenia jednej strony tygodniowo pierwszego albumu artysty "Denek + Kluska: DIETA" spalił póki co na panewce. Pojawił się brak wiary, że jest to cokolwiek warte, więc po cóż kontynuować? Liczba pustych puszek i butelek po piwie zaczęła rosnąć. Wszystko to nic, pojawiła się złość i furia. Wściekłość każdego dnia, stres. A wczoraj nawet, Jednostka Zeba-07 wypaliła jednego papierosa po prawie 4 miesiącach niepalenia, Marlboro Red nad szczekającą suką, która chciała na spacer. I co? I gówno, będzie dalej nie palić. Nie przejęła się nawet aż tak bardzo jak w jej niezliczonych snach odgrywających ten moment.

Wszystko to nic. Ludzie będą troszczyć się o ciebie, jeśliś szczęśliwcem, lecz nikt nie ma nad tobą władzy. Zrobisz coś, ludzie skomentują i życie płynie dalej. Zastanawiasz się więc, czemuż prędzej tego nie zrobiłem? Najważniejsze, to nie zawieść siebie, nie zawieść swoich marzeń. Ale nie jest to proste. Wymaga to on nas ciągłej pracy, ciągłego aktywnego uczestnictwa w życiu, a nie stania w miejscu i patrzenia jak przemija, nawet jeśli byłoby to najbardziej prostym i łagodnym rozwiązaniem.

Sebastian widział, co się wokół niego dzieje. Widział swoją izolację, nieróbstwo i stres. Widział swój strach. Tak jak to bywało wcześniej. Zasadnicza różnica pomiędzy kiedyś a teraz polega na tym, że tym razem mu nie zależało, aby powstać i coś zmienić. Wszystko jest w naszych rękach, ale czasami, może nam brakować sił. I jest to tylko i wyłącznie kwestia psychiczna. Zapomnij o Ego, zacznij myśleć o sobie, nie takim jakim cię widzą, ale takim, jakim jesteś.

Kończ to, co zaczynasz. Słuchaj tego, co lubisz. Bądź sobą, szczególnie kiedy nie wiesz, kim jesteś.

Lecz kim jesteśmy? Wszystko to co jest, przeminie i pamięć jeżeli będzie trwać po nas w świadomości następnych pokoleń to jedynie poprzez nasze prace, poglądy, poprzez nasz talent. Będzie grzmieć w głośnikach słowami "Tear me up" lub "I want to break free", i będzie trwać, lecz nas już nie będzie. Dobrze jest coś po sobie zostawić, ale tylko coś wielkiego.

Ludzie spędzają całe życie próbując dociec kim są, do cholery. Robimy rzeczy których nie chcemy i zastanawiamy się po tysiąckroć czy podjęta decyzja była tą właściwą. Od jebanych pokoleń. Chcę tego, lecz serce mówi mi inaczej, a rozum jeszcze inaczej. I jak w tym się kurwa połapać? I czy jestem tym człowiekiem, którym nie chcę być? Który podejmuje te, a nie inne decyzje? Czy na prawdę jestem tym człowiekiem? Bo w głębi siebie chciałbym być inny, ale nie jestem. Więc czy mam zaakceptować swoją naturę, czy postępować wbrew niej? I czy to wtedy wciąż będę ja?

Cóż… Każdy z nas sam to kiedyś wykombinuje. Z pomocą książek, filmów, ludzi, lub bez. Ale żaden człowiek nie jest samotną wyspą i nie jesteśmy tu dla siebie samych, ale żeby się dzielić doświadczeniami. Boli? Będzie bolało bardziej, wierz mi, to ŻYCIE.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

wtorek, 3 sierpnia 2010

DZIENNIK Z PODROZA: 001

Po ponad miesięcznej przerwie OGG powraca. Skąd przerwa? Z powodu alkoholizmu, życia i wyzwań. Z powodu braku internetu, weny i nirvany. Poniżej znajdziecie zapis myślowy z podróży po ponad rocznej przerwie do Polski w maju 2010 na tydzień (od środy do środy). A przed końcem tego tygodnia część zasadnicza, czyli "Dzinnik z Podróża 002", tj. VideOGG, nad którym pracuję od ponad tygodnia po ponad 8 godzin i piw dziennie. A o kurzajce niszczącej talent kiedy indziej.

Data ważności na piance do golenia Nivea pokazywała 05/08. Okazało się, że po kilku wstrząśnięciach puszką wciąż działała. Ale od początku:


W Pile przesiadłem się aby dostać się do Złotowa. Pociąg okazał się mieć tylko dwa wagony gęsto zaludnione. Ludzie aż stali przy wyjściu, a było ich co najmniej 6ciu. Pamiętałem jednak, że na zewnątrz widziałem wolne miejsce od okna z trójką pasażerów. Po 10 sekundach oczekiwania, czy ktoś rzuci się na to miejsce zrozumiałem, że młodzież woli stać niż się przeciskać. Wstałem o 2 w nocy, więc na prawdę nie miałem ochoty przez pół godziny się męczyć. Głośno i stanowczo poprosiłem o zejście mi z drogi co umożliwiło mi dostanie się do oczywiście nie zajętego siedzenia. Cztery przeciskania później siedziałem już skulony i w pewien sposób zadowolony. Stójcie sobie, ćwoki. Przesiadka do innego pociągu okazała się być przesiadką w inny świat. Kontrast aż uderzał w oczy, kiedy z przedziału pełnego ludzi po 50tce znalazłem się w wagonie gdzie średnia wieku nie przekraczała 18stu lat. Na przeciwko mnie siedział chłopak, z MacBookiem Pro, tylko, że 13sto calowym. Niepomiernie mnie, człowieka z wizją zapitych nożowników-złodziejów czychających na twoje skarby w wymiarze zwanym PKP, zdziwiło to. Położyłem swoją komórkę (Nokia E71, na iPhona mnie nie stać, a Nokia była prezentem za który będę wdzięczny aż do śmierci, bo to super telefon) na tym małym stoliczku przymocowanym pod oknem. Automatycznie chłopak ze świecącym się nadgryzionym jabłkiem chwycił ją i przesunął na swoją stronę. Na co ja zszokowany, jeszcze nie myślący tylko reagujący, przesunąłem ją z powrotem.

-Przepraszam. Myślałem, że to moja – po czym poszperał w swej kieszeni i odetchnął z ulgą.

Masz taki sam? – głupie jak but pytanie, biorąc pod uwagę pierwszą wypowiedź. Ale to jedna z tych sytuacji, kiedy ktoś, np. Węglarz, mówi Chodź tu!, na co ty odpowiadasz "Ja?"

To zabawne – dodałem – mam też taki sam laptop. Tylko większy. - To były ostatnie słowa, które wymieniliśmy. Wydawał się być sympatyczny, a zbieżność – te same komórki, i laptopy – była naprawdę zaskakująca. Mogliśmy więc może być gadżetowymi braćmi, albo co. Chciałem zagaić, może pokazać swój laptop. Jednak wspomnienie o tym, że mój jest większy zaczęło mnie prześladować przez kolejne pięć minut. Było to naturalne stwierdzenie, bo mam 15 calowy monitor, jednak czy nie zabrzmiało to jakbym się przechwalał? To nie było moim zamiarem. Mam większego niż ty, to powiedziałem tak na prawdę i było mi styd.

Dziewczyna obok niego miała książkę z zębami i przez 24 minuty rozmawiała ze swoją miłością siedzącą naprzeciwko niej, czyli obok mnie, o protezach. Co od razu przypomniało mi czekające na mnie dwie wizyty u stomatologa w poniewtorek. Już oczyma duszy mojej pokazywałem jej swoje pożółkłe zęby pytając ją o opinię. Mieliśmy tam świetne dyskusje, cała nasza czwórka, w moich urojeniach. Jeśli chcecie wiedzieć, to przez pozostałe 6 minut rozmawiali o tym, co będą robić jak wrócą do domu i o znajomym, który pije więcej niż reszta znajomych. W każdym razie przynajmniej nikt nic nie pił z tego co widziałem. Za to w wagonie emerytów i rencistów kurwiący przez telefon człowiek spędził podróż prawie cały czas na zewnątrz przedziału żłopiąc Lecha z puszki przez okno. Alkoholik.

Uściskałem rodziców i bez większego problemu powstrzymałem emocje. Jednak dzisiaj, kiedy usiedliśmy razem do obiadu, tak jak miało to miejsce niemal każdego dnia 5 lat temu wstecz i wcześniej, to łzy same zaczęły się gromadzić pod oczami. Ale tam je zatrzymałem. Spojrzałem znad mojego talerza, na moich rodziców, którzy mają ponad 60 lat i ... prawie się popłakałem. Prawie. Ostatecznie zrobiłem to, ale później i bez świadków.

Czasami nienawidzę uczuć. Chciałbym nie czuć nic. Jak już pisałem na szczęście wiem, że życie płynie i choćbyś czuł się jak świnia smażona żywcem na ruszcie, czyli niezbyt konfortowo, to to przeminie.

Tysiące lat temu ziemię złotowską porastała puszcza. Zbójcerzy załatwił hufiec rycerzy wraz z bobrami, ktore zrzucały drzewa na ich łby łamiąc im karki i kości, a myszy wyrywały się z ziemi wgryzając się im w ciało i wyrywając chłasty skóry z bebechami. Wszystko to było możliwe dzięki okazałemu czerwonemu jeleniu, który wskazał drogę ostatecznego przeznaczenia. Po bitwie I sjeście odnaleziono splądrowane złoto I burszczynki. Na górze Wisielczej, znanej szerzej jako Góra Wilhelma, w 1905 wybudowano Wieżę Bismarcka, którą w 1968 wysadziły w powietrze nie czary Gandalfa, lecz władze miasta. Złotów cieszy się swoją tolerancją i otwartością na wszelakość kultur, ras I gatunków. Kiedy w 1998 w Kościele najświętszej Maryi Panny na mszy było czarne dziecko całe miasto mówiło “ki diaboł” przez cały miesiąc I zamykano z hukiem okiennice ze strachu. Przyjedź tu, zjedz pizzę, wypal jointa, upij się I śpij pod mostem lub w jedynym hotelu Krajna. Trudny wybór. Takiej oferty turystycznej nie znajdziesz nigdzie!

- Chcesz fetki kupić? – spytał Gaweł w poniedziałek, kiedy to przejeżdżałem na skrzypiącym rowerze przez prawie bezludną stację kolejową. W ciągu 5 lat wzdymał się jak balon i zaliczył detoksa, po którym nie może palić marihuany, bo mu serce zaczyna walić jak szalone, ale amfetaminę może spokojnie wciągać, zabawne, bo powinno być odwrotnie. – Ty wciąż w Angli siedzisz? – i wtedy mnie olśniło. Takiemu Gawłowi nie robiło różnicy, czy jestem w Anglii, Irlandii, na pieprzonej Arktyce czy też na Atlantydzie, fakt był taki, że nie było mnie tu, w Polsce. Trudno jest się przestawić szybko z jednej rzeczywistości na drugą. Tak jak po dobrym filmie, kiedy wychodzis z kina i rozglądasz się dookoła. Polska jest pełna bloków, w których ludzie są spakowani jak sardynki w puszce, pełna zieleni i odchodzącej farby, pełna PRLowskich wspomnień i śladów po komunizmie co razem czyni ją niesamowicie klimatyczną i niepowtarzalną. W moim pokoju ręczniki wciąż pachną tak samo, trawa rośnie na suficie a w szafach świeci księżyc. Szczęście nieszczęść leży złapane w sieci pająka. Niestety nie było mnie tak długo iż jestem niczym zjawa, która chce tego dotknąć, lecz jej ręka przechodzi na wylot. Złości mnie to i chcę się obrażać na wszystko i wszystkich, jednak niczyja to wina. Więcej żalu, kurwa. Wszystko płynie lecz stacje radiowe nieprzerwanie puszczają te same kawałki niezależnie od dekady. Duszę się, ogarnia mnie strach, nie mogę złapać oddechu, czy nie potrafię zobaczyć tego świata przez różowe okulary? Ale na co tu patrzeć?

Piątek.

Czuję się dziwnie. Jestem tu, ale nie było mnie tak długo, że czuję się, jakbym wciąż tu nie był. To już nie jest mój świat, został on zamknięty we wspomnianiach. Pomimo tego, że to mają być wakacje nie potrafię się odprężyć. Szczególnie tu. Cieszę się, lecz jednocześnie jest mi bardzo smutno. Okazuje się, że lubię Polskę o wiele bardziej niż myślałem. Miejsca w których byłem, piękne kobiety, zniszczone stare budynki i ten jedyny w swoim rodzaju klimat. Tak jak uwielbiam siedzieć u siebie w domu w Irlandii i rysować i robić inne rzeczy, tak tu chciałbym spędzać czas na mieście i wsród drzew ze znajomymi. Ale widziałem się już z Jackiem i Moniką, którzy specjalnie dla mnie przyjechali z Bydgoszczy, oraz Łukaszem i jego dziewczyną Magdą, która tak się składa, jest siostrą Moniki. Są inne osoby, z którymi chciałbym się zobaczyć, ale nie znajdziesz ich w tym mieście. Mogłem poinformować innych, że przyjeżdżam, ale nie chciałem. Ach, raczej nie powinienem pisać w takim stanie.

We wcześniejszym wpisie dominowała samotność. Dzisiaj jest lepiej. Jest 14:46h, a mnie dopadł leń. Powininem wyjść z domu kupić doładowanie do telefonu, ale mi się nie chce. Godzinę temu otwarłem piwo, wypiłem. Ech.

Wciąż sobota

Przepłynąłem 2 kilometry bez czepka, gdyż tu nie ma takiego wymogu. Na basen można wejść tylko w konkretnych godzinach, ale powoli się przyzwyczajam. Oderwanie. Tak, to jest to co czuję. Smutek wynikia z tego, że w pewnym sensie chciałbym znowu być częścią tego świata, a tak zamiast w nim istnieć, tylko go odwiedzam. Ale gdybania nienawidzę, nie powinienem więc nawet zaczynać. Mimo to zadam kilka krótkich, treściwych pytań. Co by było, gdybym tu został? Gdybym nie opuścił tego kraju? Czy wciąż siedziałbym w tym pokoju pozbawiony przyjaciół i dziewczyny licząc mijające godziny na zegarze? Nie chcę znać odpowiedzi na te pytania, zadanie ich jest ciekawe, lecz odpowiedzi są nieważne, go to tylko gdybanie. Mnie tu tak na prawdę nie ma. Dlatego nie lubię tu wracać. Zobaczyć się z rodzicami i przyjaciółmi, w trzy dni się bym wyrobił. Mógłym pozwiedzać Polskę, napisać do znajomych, którzy są w jej innych częściach i ich odwiedzić, ale jaki w tym sens? Gdyby był już dawno wiedzieliby, że przyjeżdżam i wyraziliby chęc zobaczenia mnie.

Nie chcę tu wracać na stałe. Chcę iść do przodu i czuję już od lat, że Polska nie jest dla mnie krajem przeznaczenia i spełnienia marzeń.

O 2155h otworzyłem okno dramatycznie wyciągając przez nie dłoń z laptopem w poszukiwaniu silniejszego i działającego bezprzewodowego internetu. Wykryło z 8 sieci, 6 z nich bez hasła, ale sygnał zbyt słaby. Guzik. Następny krok: wyjście przed dom. Update: wyjście przed dom nic nie pomogło.

Niedziela. 7:13

Przebudzony po 6tej rano, próbowałem znaleźć stację radiową na komórce, żeby zagłuszyć świat na ulicy Kujańskiej. Oczywiście przy automatycznym poszukiwaniu stacji jedyne co znajdowało co chwila to Radio Maryja. Myślałem, że pierdolnę. Zmusiłem się nawet do słuchania go przez 2 minuty, pomimo iż 7 lat temu zarzekałem się, że nigdy tego gówna słuchać nie będę. Ale sytuacja zmusiła, nie z własnej woli, więc chyba nie zgrzeszyłem. Dłużej nie wytrzymałem. Po manualnym szukaniu udało mi się wreszcie wychwycić fale RMF FM, które ty możesz kochać, lecz którym każdy normalny człowiek gardzi, również ja. Słucham go jednak teraz, bo przy alternatywie Radia Maryja wybór jest prosty. Po piosence Philla Collinsa „Paradise“, którą wciąż puszczają nieprzerwanie co dzień jak słychać, odkąd tylko stała się hitem kiedy wyszła, bo ludziom się podoba, to wciąż w radyju puszczają, to po tej piosence puścili jakiś polski badziew, polską chujowinę wręcz, gdzie przy muzyce stworzonej na komputerze laska śpiewa, że „marzenia się spełniają, wstawaj z uśmiechem na twarzy, bo nigdy nie wiesz, co może ci przynieś“. Być może słyszeliście słowa tej piosenki – napisana dla 6latków, to można się wczuć. Ale tak na poważnie, dorośli mają to kupić? Tak, wszyscy kurwa wiemy, że marzenia się spełniają i że każdy nowy dzień może ci przynieść dobrze, szczególnie Disney to wie. Nic nie mam do takich tematyk o ile są dobrze napisane, a nie na odwał, a to jeszcze w radiu puszczają, a fanki się pewnie w gacie zsikają. I nie, nie wstałem dzisiaj lewą nogą, bo jeszcze nie wstałem, ale już zaraz któraś wyląduje na podłodze, to zobaczymy.

2026. Słońce zachodzi.

Odwiedziłem rodzinę, która bardzo wielce zdobywała dla mnie głosy podczas kwietniowego konkursu Zuda. Trzy godziny. Fajnie było.

3ciego tomu Lisabeth Salander, tzn. Millenium Stiega Larssona nawet nie ruszyłem od przyjazdu. Narzekam na nudę, lecz wcale z nią nie walczę.

Jutro dentysta. Pisałem już?

Tu zapiski urywają się. Dentysta kosztował tylko 100 PLN, gdyż nie robił laserowego utwardzania, a regularna dentystka, która to robi, na wakacjach była. Jednak rzucił komplement, iż zęby mam ładne. Jest wtorek. Piątego może dowiem się, czy dostałem się na studia. Nie palę od ponad 3 miesięcy, ale ostatnio mnie ciągnie.

sobota, 21 sierpnia 2010

MARAton FILMOWY.

Kowal kuje podkowy. Taksówkarz wozi ludzi. Choć zarabia mniej niż kiedyś. Dentysta udaje, że nie wyrywa zębów. Kobieta na rządowej posadzie pożera ciacho i dobrze jej za to płacą. Każdy coś robi, ale nie każdy robi to w ten sam sposób. I tak różnica pomiędzy kiepską panią sprzedającą drożdżówki a wyjebiście miłą i wiedzącą gdzie jaki słodycz leży i ile kosztuje panią może być gigantyczna dla przeciętnego obywatela, to jest zauważalna tylko w skali lokalnej. Jednak kiedy tworzysz coś, co będą widziały miliony ludzi, różnica jest gigantyczna. Bo będą to widziały miliony ludzi. Tak więc jeśli z ciebie bogaty ćwok i cwaniak, miliony te zobaczą, jak im robisz kupę na twarz i w dodatku za to zapłacą. Ale jeśliś wybitny i niepowtarzalny, to sytuacja będzie wręcz odwrotna.

Wstęp za nami, więc do rzeczy. Po krótce:

Shrek 4 - 3D - dobra zabawa i 3D było widać. Kilka wyczesanych momentów, tak więc wciąż stoi na dobrym poziomie i grafika i fabuła.

Predators - Reklamowany nazwiskiem Rodrigeza od "Sin City" i "300", a tak naprawdę nic z tym nie miał do czynienia oprócz wyłożenia części kasy. Szedłem z zapartym tchem, wyszedłem jak po obejrzeniu czegoś przeciętnego. Czy nikt nie powtórzy "Obcego 1" ani "Obcych" Camerona? Raczej nawet sam Ridley Scott w 3D nie da rady.

Toy Story 3D - film dla dzieci. Są filmy dla dzieci i dorosłych, jak Shrek 4, a są też filmy tylko dla dzieci. A może to dlatego, że mi się sikać chciało przez pierwszą godzinę seansu, więc wreszcie wyszedłem, po powrocie było lepiej. Warty dla obejrzenia dla kilku klimatycznych scen - Barbie i Kenn czy też Ken, oraz Ożywiona Laleczka, lecz nie Chucky.

Knight and Day - "Wybuchowa Para" - Ho, ho! Tytuł aż z nóg zwala. "Rycerz (Noc) i Dzień" tej gry słów na PL nie przetłumaczysz, a "Wybuchowa Para" mówi sama za siebie. W każdym razie film bardzo dobry. Świetnie nakręcony, szczególnie sceny z samochodami, zabawny, dostajesz to, za co płacisz. Jak bym coś takiego nakręcił nie miałbym sobie nic do wyrzucenia, więc obejrzysz.

Avatar. The last Airbender 3D - M. Night Shyamalan, ten od "6 zmysłu", "Wiochy", "Zdarzenia" i "Pani w wodzie" już zupełnie się stoczył, a coś w sobie miał. Ostatnia scena zapiera dech w piersi, acz wszystko przed nią nie, więc lepiej sobie wypij niż obejrzysz w 3D. Chyba, że nie obejrzysz w 3D, a to najlepszy wybór. Bowiem 3D - jak w większości wychodzących teraz filmów z "3D" na plakacie - zostało dodane sztucznie po tym, jak film został nakręcony. Nikt się na 3D nie nastawiał, ale - jak już pisałem - sukces "Avatar" Camerona wszystko zmienił. Tak więc studia filmowe płacą grubą kasę za to, żeby kilku kolesi (bo wątpię, żeby tym jakakolwiek laska się zajmowała), w post-produkcji przerobiło film z 2D na 3D. Efekt zawsze będzie ten sam - CHUJOWY. Płacisz ekstra za bilet w 3D, na ekranie nie widzisz 3D, więc zostałeś/aś WYCHUJANA. Nie powtarzajcie mego błędu.

Salt - A co komu, kurwa, szkodzi przetłumaczyć ten film jak należy, czyli "Sól"???!!! Wszystko inne niepotrzebnie tłumaczymy, ale coś tak oczywistego i najprostszego oczywiście nie ruszymy, bo sól po angielsku brzmi o niebo lepiej. To coś tak, lecz zupełnie nie tak, jak "Fuck Off!" przetłumaczone na "Odczep się". Film do dupy. Początek daje nadzieję, Olbrychski bez dubbingu dodaje dumy patriotycznej, ale film i tak jest do dupy. Taka "Szklana Pułapka 5", bajer bez realizmu, plus rządowe dreszczowce, kogo chcą nabierać? Prędzej uwierzę w Śródziemie, niż to.

A przed nami:

The Expendables - "Niezniszczalni" - Hi, hi! Słowo "expendable" znaczy "niepotrzebny", "zbyteczny". Stary Stallone zrobił film klasy Be dla kasy jak to ostatnio ma w zwyczaju. Czy muszę pisać więcej? Muszę, bo jak kurwa można "Zbytecznych", "Nie-kurwa-potrzebnych nikomu" przetłumaczyć na "Niezniszczalni"?!! No jak, pytam kulturalnie, można kurwa?!! Jak ci za to dobrze zapłacą, widać można. Ach, bym dorwał tego skurwysyna, co to tłumaczył, chatę bym mu spalił.

"The Switch" z Aniston i Bateman'em - jako "Tak to się teraz robi", no ja pier****! Ale tytuł.

Let me In - Szwedzki klimatyczny film doczekał się amerykańskiej ekranizacji. Jak będzie? Po Hollywoodzku, a jak - http://trailers.apple.com/trailers/independent/letmein/

Reasumując - "Życie na trzeźwo, jest nie do zniesienia".


PS. Takers - Powinni przetłumaczyć "Zabieracze" - taka jaka jakość filmu, takie i tłumaczenie winno być.

PPS. Wreszcie obejrzałem dokument "Kto zabił elektryczny samochód" - "Who killed the electric car?" - POLECAM. Poza tym polecam jeszcze dwa dokumenty - o przemyśle mięsnym "FOOD. Inc.", jeśliście jeszcze nie widzieli, bo to u nas też się dzieje, oraz "Not Quite Hollywood".

środa, 11 sierpnia 2010

KRYZYS.

- I wtedy tam… tam rządził Ramzes. I on miał starszego brata...
- No, nazywał się Kryzys, nie.
- Ten Ramzes umrał…
- A Kryzys żyje!

(S Tyłu Sklepu Warzywniczego)

Zimową porą Sebastian gotów był do stoczenia walki z ciemnością, z choróbskiem obrzydliwym niczym trąd, lecz nie widocznym aż tak na skórze. Z depresją. Walka ta została zwyciężona twórczą pracą oraz dzięki basenowym rejsom. Jednakże "ki diaboł" nie śpi, lecz czyha bezustannie na wszystkich, czy wierzą w boga tego i owego, czy też nie. I tak, zupełnie znienacka, jakiś miesiąc temu, zaatakował.

Chcielibyśmy spojrzeć na swego bohatera i powiedzieć z dumą jak w piosence Foo Fighters "O, tam idzie, mój bohater. Spójrzcie wszyscy, jak idzie!". Niestety często bohater staje jakby rażony prądem i pada w piach, popada w błoto i rozgląda się wokół widząc tylko szydzące z niego twarze. Oczy bohatera nie są różne od naszych własnych. Galway. Prawdopodobieństwo wyjazdu z Kilkenny, które karmiło go piersią przez 5 lat, zamiast motywować do działania ma niestety efekt wręcz odwrotny. Nasz bohater podupadł na duchu spędzając niezliczone kwarty czasu leżąc na łóżku z takim samym mozolnym tokiem myślowym. Zaczął pić więcej - od 2 do 4 piw dziennie (na butelkach i puszkach RZĄD ostrzega, iż dorosłym należy się max 3-4 dziennie, więc w oczach RZĄDU jest on rozgrzeszony i nie jest alkoholikiem) - mając sporadycznie jednio dniowe przerwy w niepiciu. Wszystko to są tylko słowa dla kochanego Czytelnika, pisane niepowtarzalny tonem, lecz pomimo ich dystansu niechaj Czytelnik rozumie, że kłębi się za nimi ból jednostki. Jednostki Zeba-07. Plan tworzenia jednej strony tygodniowo pierwszego albumu artysty "Denek + Kluska: DIETA" spalił póki co na panewce. Pojawił się brak wiary, że jest to cokolwiek warte, więc po cóż kontynuować? Liczba pustych puszek i butelek po piwie zaczęła rosnąć. Wszystko to nic, pojawiła się złość i furia. Wściekłość każdego dnia, stres. A wczoraj nawet, Jednostka Zeba-07 wypaliła jednego papierosa po prawie 4 miesiącach niepalenia, Marlboro Red nad szczekającą suką, która chciała na spacer. I co? I gówno, będzie dalej nie palić. Nie przejęła się nawet aż tak bardzo jak w jej niezliczonych snach odgrywających ten moment.

Wszystko to nic. Ludzie będą troszczyć się o ciebie, jeśliś szczęśliwcem, lecz nikt nie ma nad tobą władzy. Zrobisz coś, ludzie skomentują i życie płynie dalej. Zastanawiasz się więc, czemuż prędzej tego nie zrobiłem? Najważniejsze, to nie zawieść siebie, nie zawieść swoich marzeń. Ale nie jest to proste. Wymaga to on nas ciągłej pracy, ciągłego aktywnego uczestnictwa w życiu, a nie stania w miejscu i patrzenia jak przemija, nawet jeśli byłoby to najbardziej prostym i łagodnym rozwiązaniem.

Sebastian widział, co się wokół niego dzieje. Widział swoją izolację, nieróbstwo i stres. Widział swój strach. Tak jak to bywało wcześniej. Zasadnicza różnica pomiędzy kiedyś a teraz polega na tym, że tym razem mu nie zależało, aby powstać i coś zmienić. Wszystko jest w naszych rękach, ale czasami, może nam brakować sił. I jest to tylko i wyłącznie kwestia psychiczna. Zapomnij o Ego, zacznij myśleć o sobie, nie takim jakim cię widzą, ale takim, jakim jesteś.

Kończ to, co zaczynasz. Słuchaj tego, co lubisz. Bądź sobą, szczególnie kiedy nie wiesz, kim jesteś.

Lecz kim jesteśmy? Wszystko to co jest, przeminie i pamięć jeżeli będzie trwać po nas w świadomości następnych pokoleń to jedynie poprzez nasze prace, poglądy, poprzez nasz talent. Będzie grzmieć w głośnikach słowami "Tear me up" lub "I want to break free", i będzie trwać, lecz nas już nie będzie. Dobrze jest coś po sobie zostawić, ale tylko coś wielkiego.

Ludzie spędzają całe życie próbując dociec kim są, do cholery. Robimy rzeczy których nie chcemy i zastanawiamy się po tysiąckroć czy podjęta decyzja była tą właściwą. Od jebanych pokoleń. Chcę tego, lecz serce mówi mi inaczej, a rozum jeszcze inaczej. I jak w tym się kurwa połapać? I czy jestem tym człowiekiem, którym nie chcę być? Który podejmuje te, a nie inne decyzje? Czy na prawdę jestem tym człowiekiem? Bo w głębi siebie chciałbym być inny, ale nie jestem. Więc czy mam zaakceptować swoją naturę, czy postępować wbrew niej? I czy to wtedy wciąż będę ja?

Cóż… Każdy z nas sam to kiedyś wykombinuje. Z pomocą książek, filmów, ludzi, lub bez. Ale żaden człowiek nie jest samotną wyspą i nie jesteśmy tu dla siebie samych, ale żeby się dzielić doświadczeniami. Boli? Będzie bolało bardziej, wierz mi, to ŻYCIE.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

wtorek, 3 sierpnia 2010

DZIENNIK Z PODROZA: 001


Po ponad miesięcznej przerwie OGG powraca. Skąd przerwa? Z powodu alkoholizmu, życia i wyzwań. Z powodu braku internetu, weny i nirvany. Poniżej znajdziecie zapis myślowy z podróży po ponad rocznej przerwie do Polski w maju 2010 na tydzień (od środy do środy). A przed końcem tego tygodnia część zasadnicza, czyli "Dzinnik z Podróża 002", tj. VideOGG, nad którym pracuję od ponad tygodnia po ponad 8 godzin i piw dziennie. A o kurzajce niszczącej talent kiedy indziej.

Data ważności na piance do golenia Nivea pokazywała 05/08. Okazało się, że po kilku wstrząśnięciach puszką wciąż działała. Ale od początku:


W Pile przesiadłem się aby dostać się do Złotowa. Pociąg okazał się mieć tylko dwa wagony gęsto zaludnione. Ludzie aż stali przy wyjściu, a było ich co najmniej 6ciu. Pamiętałem jednak, że na zewnątrz widziałem wolne miejsce od okna z trójką pasażerów. Po 10 sekundach oczekiwania, czy ktoś rzuci się na to miejsce zrozumiałem, że młodzież woli stać niż się przeciskać. Wstałem o 2 w nocy, więc na prawdę nie miałem ochoty przez pół godziny się męczyć. Głośno i stanowczo poprosiłem o zejście mi z drogi co umożliwiło mi dostanie się do oczywiście nie zajętego siedzenia. Cztery przeciskania później siedziałem już skulony i w pewien sposób zadowolony. Stójcie sobie, ćwoki. Przesiadka do innego pociągu okazała się być przesiadką w inny świat. Kontrast aż uderzał w oczy, kiedy z przedziału pełnego ludzi po 50tce znalazłem się w wagonie gdzie średnia wieku nie przekraczała 18stu lat. Na przeciwko mnie siedział chłopak, z MacBookiem Pro, tylko, że 13sto calowym. Niepomiernie mnie, człowieka z wizją zapitych nożowników-złodziejów czychających na twoje skarby w wymiarze zwanym PKP, zdziwiło to. Położyłem swoją komórkę (Nokia E71, na iPhona mnie nie stać, a Nokia była prezentem za który będę wdzięczny aż do śmierci, bo to super telefon) na tym małym stoliczku przymocowanym pod oknem. Automatycznie chłopak ze świecącym się nadgryzionym jabłkiem chwycił ją i przesunął na swoją stronę. Na co ja zszokowany, jeszcze nie myślący tylko reagujący, przesunąłem ją z powrotem.

-Przepraszam. Myślałem, że to moja – po czym poszperał w swej kieszeni i odetchnął z ulgą.

Masz taki sam? – głupie jak but pytanie, biorąc pod uwagę pierwszą wypowiedź. Ale to jedna z tych sytuacji, kiedy ktoś, np. Węglarz, mówi Chodź tu!, na co ty odpowiadasz "Ja?"

To zabawne – dodałem – mam też taki sam laptop. Tylko większy. - To były ostatnie słowa, które wymieniliśmy. Wydawał się być sympatyczny, a zbieżność – te same komórki, i laptopy – była naprawdę zaskakująca. Mogliśmy więc może być gadżetowymi braćmi, albo co. Chciałem zagaić, może pokazać swój laptop. Jednak wspomnienie o tym, że mój jest większy zaczęło mnie prześladować przez kolejne pięć minut. Było to naturalne stwierdzenie, bo mam 15 calowy monitor, jednak czy nie zabrzmiało to jakbym się przechwalał? To nie było moim zamiarem. Mam większego niż ty, to powiedziałem tak na prawdę i było mi styd.

Dziewczyna obok niego miała książkę z zębami i przez 24 minuty rozmawiała ze swoją miłością siedzącą naprzeciwko niej, czyli obok mnie, o protezach. Co od razu przypomniało mi czekające na mnie dwie wizyty u stomatologa w poniewtorek. Już oczyma duszy mojej pokazywałem jej swoje pożółkłe zęby pytając ją o opinię. Mieliśmy tam świetne dyskusje, cała nasza czwórka, w moich urojeniach. Jeśli chcecie wiedzieć, to przez pozostałe 6 minut rozmawiali o tym, co będą robić jak wrócą do domu i o znajomym, który pije więcej niż reszta znajomych. W każdym razie przynajmniej nikt nic nie pił z tego co widziałem. Za to w wagonie emerytów i rencistów kurwiący przez telefon człowiek spędził podróż prawie cały czas na zewnątrz przedziału żłopiąc Lecha z puszki przez okno. Alkoholik.

Uściskałem rodziców i bez większego problemu powstrzymałem emocje. Jednak dzisiaj, kiedy usiedliśmy razem do obiadu, tak jak miało to miejsce niemal każdego dnia 5 lat temu wstecz i wcześniej, to łzy same zaczęły się gromadzić pod oczami. Ale tam je zatrzymałem. Spojrzałem znad mojego talerza, na moich rodziców, którzy mają ponad 60 lat i ... prawie się popłakałem. Prawie. Ostatecznie zrobiłem to, ale później i bez świadków.

Czasami nienawidzę uczuć. Chciałbym nie czuć nic. Jak już pisałem na szczęście wiem, że życie płynie i choćbyś czuł się jak świnia smażona żywcem na ruszcie, czyli niezbyt konfortowo, to to przeminie.

Tysiące lat temu ziemię złotowską porastała puszcza. Zbójcerzy załatwił hufiec rycerzy wraz z bobrami, ktore zrzucały drzewa na ich łby łamiąc im karki i kości, a myszy wyrywały się z ziemi wgryzając się im w ciało i wyrywając chłasty skóry z bebechami. Wszystko to było możliwe dzięki okazałemu czerwonemu jeleniu, który wskazał drogę ostatecznego przeznaczenia. Po bitwie I sjeście odnaleziono splądrowane złoto I burszczynki. Na górze Wisielczej, znanej szerzej jako Góra Wilhelma, w 1905 wybudowano Wieżę Bismarcka, którą w 1968 wysadziły w powietrze nie czary Gandalfa, lecz władze miasta. Złotów cieszy się swoją tolerancją i otwartością na wszelakość kultur, ras I gatunków. Kiedy w 1998 w Kościele najświętszej Maryi Panny na mszy było czarne dziecko całe miasto mówiło “ki diaboł” przez cały miesiąc I zamykano z hukiem okiennice ze strachu. Przyjedź tu, zjedz pizzę, wypal jointa, upij się I śpij pod mostem lub w jedynym hotelu Krajna. Trudny wybór. Takiej oferty turystycznej nie znajdziesz nigdzie!

- Chcesz fetki kupić? – spytał Gaweł w poniedziałek, kiedy to przejeżdżałem na skrzypiącym rowerze przez prawie bezludną stację kolejową. W ciągu 5 lat wzdymał się jak balon i zaliczył detoksa, po którym nie może palić marihuany, bo mu serce zaczyna walić jak szalone, ale amfetaminę może spokojnie wciągać, zabawne, bo powinno być odwrotnie. – Ty wciąż w Angli siedzisz? – i wtedy mnie olśniło. Takiemu Gawłowi nie robiło różnicy, czy jestem w Anglii, Irlandii, na pieprzonej Arktyce czy też na Atlantydzie, fakt był taki, że nie było mnie tu, w Polsce. Trudno jest się przestawić szybko z jednej rzeczywistości na drugą. Tak jak po dobrym filmie, kiedy wychodzis z kina i rozglądasz się dookoła. Polska jest pełna bloków, w których ludzie są spakowani jak sardynki w puszce, pełna zieleni i odchodzącej farby, pełna PRLowskich wspomnień i śladów po komunizmie co razem czyni ją niesamowicie klimatyczną i niepowtarzalną. W moim pokoju ręczniki wciąż pachną tak samo, trawa rośnie na suficie a w szafach świeci księżyc. Szczęście nieszczęść leży złapane w sieci pająka. Niestety nie było mnie tak długo iż jestem niczym zjawa, która chce tego dotknąć, lecz jej ręka przechodzi na wylot. Złości mnie to i chcę się obrażać na wszystko i wszystkich, jednak niczyja to wina. Więcej żalu, kurwa. Wszystko płynie lecz stacje radiowe nieprzerwanie puszczają te same kawałki niezależnie od dekady. Duszę się, ogarnia mnie strach, nie mogę złapać oddechu, czy nie potrafię zobaczyć tego świata przez różowe okulary? Ale na co tu patrzeć?

Piątek.

Czuję się dziwnie. Jestem tu, ale nie było mnie tak długo, że czuję się, jakbym wciąż tu nie był. To już nie jest mój świat, został on zamknięty we wspomnianiach. Pomimo tego, że to mają być wakacje nie potrafię się odprężyć. Szczególnie tu. Cieszę się, lecz jednocześnie jest mi bardzo smutno. Okazuje się, że lubię Polskę o wiele bardziej niż myślałem. Miejsca w których byłem, piękne kobiety, zniszczone stare budynki i ten jedyny w swoim rodzaju klimat. Tak jak uwielbiam siedzieć u siebie w domu w Irlandii i rysować i robić inne rzeczy, tak tu chciałbym spędzać czas na mieście i wsród drzew ze znajomymi. Ale widziałem się już z Jackiem i Moniką, którzy specjalnie dla mnie przyjechali z Bydgoszczy, oraz Łukaszem i jego dziewczyną Magdą, która tak się składa, jest siostrą Moniki. Są inne osoby, z którymi chciałbym się zobaczyć, ale nie znajdziesz ich w tym mieście. Mogłem poinformować innych, że przyjeżdżam, ale nie chciałem. Ach, raczej nie powinienem pisać w takim stanie.

We wcześniejszym wpisie dominowała samotność. Dzisiaj jest lepiej. Jest 14:46h, a mnie dopadł leń. Powininem wyjść z domu kupić doładowanie do telefonu, ale mi się nie chce. Godzinę temu otwarłem piwo, wypiłem. Ech.

Wciąż sobota

Przepłynąłem 2 kilometry bez czepka, gdyż tu nie ma takiego wymogu. Na basen można wejść tylko w konkretnych godzinach, ale powoli się przyzwyczajam. Oderwanie. Tak, to jest to co czuję. Smutek wynikia z tego, że w pewnym sensie chciałbym znowu być częścią tego świata, a tak zamiast w nim istnieć, tylko go odwiedzam. Ale gdybania nienawidzę, nie powinienem więc nawet zaczynać. Mimo to zadam kilka krótkich, treściwych pytań. Co by było, gdybym tu został? Gdybym nie opuścił tego kraju? Czy wciąż siedziałbym w tym pokoju pozbawiony przyjaciół i dziewczyny licząc mijające godziny na zegarze? Nie chcę znać odpowiedzi na te pytania, zadanie ich jest ciekawe, lecz odpowiedzi są nieważne, go to tylko gdybanie. Mnie tu tak na prawdę nie ma. Dlatego nie lubię tu wracać. Zobaczyć się z rodzicami i przyjaciółmi, w trzy dni się bym wyrobił. Mógłym pozwiedzać Polskę, napisać do znajomych, którzy są w jej innych częściach i ich odwiedzić, ale jaki w tym sens? Gdyby był już dawno wiedzieliby, że przyjeżdżam i wyraziliby chęc zobaczenia mnie.

Nie chcę tu wracać na stałe. Chcę iść do przodu i czuję już od lat, że Polska nie jest dla mnie krajem przeznaczenia i spełnienia marzeń.

O 2155h otworzyłem okno dramatycznie wyciągając przez nie dłoń z laptopem w poszukiwaniu silniejszego i działającego bezprzewodowego internetu. Wykryło z 8 sieci, 6 z nich bez hasła, ale sygnał zbyt słaby. Guzik. Następny krok: wyjście przed dom. Update: wyjście przed dom nic nie pomogło.

Niedziela. 7:13

Przebudzony po 6tej rano, próbowałem znaleźć stację radiową na komórce, żeby zagłuszyć świat na ulicy Kujańskiej. Oczywiście przy automatycznym poszukiwaniu stacji jedyne co znajdowało co chwila to Radio Maryja. Myślałem, że pierdolnę. Zmusiłem się nawet do słuchania go przez 2 minuty, pomimo iż 7 lat temu zarzekałem się, że nigdy tego gówna słuchać nie będę. Ale sytuacja zmusiła, nie z własnej woli, więc chyba nie zgrzeszyłem. Dłużej nie wytrzymałem. Po manualnym szukaniu udało mi się wreszcie wychwycić fale RMF FM, które ty możesz kochać, lecz którym każdy normalny człowiek gardzi, również ja. Słucham go jednak teraz, bo przy alternatywie Radia Maryja wybór jest prosty. Po piosence Philla Collinsa „Paradise“, którą wciąż puszczają nieprzerwanie co dzień jak słychać, odkąd tylko stała się hitem kiedy wyszła, bo ludziom się podoba, to wciąż w radyju puszczają, to po tej piosence puścili jakiś polski badziew, polską chujowinę wręcz, gdzie przy muzyce stworzonej na komputerze laska śpiewa, że „marzenia się spełniają, wstawaj z uśmiechem na twarzy, bo nigdy nie wiesz, co może ci przynieś“. Być może słyszeliście słowa tej piosenki – napisana dla 6latków, to można się wczuć. Ale tak na poważnie, dorośli mają to kupić? Tak, wszyscy kurwa wiemy, że marzenia się spełniają i że każdy nowy dzień może ci przynieść dobrze, szczególnie Disney to wie. Nic nie mam do takich tematyk o ile są dobrze napisane, a nie na odwał, a to jeszcze w radiu puszczają, a fanki się pewnie w gacie zsikają. I nie, nie wstałem dzisiaj lewą nogą, bo jeszcze nie wstałem, ale już zaraz któraś wyląduje na podłodze, to zobaczymy.

2026. Słońce zachodzi.

Odwiedziłem rodzinę, która bardzo wielce zdobywała dla mnie głosy podczas kwietniowego konkursu Zuda. Trzy godziny. Fajnie było.

3ciego tomu Lisabeth Salander, tzn. Millenium Stiega Larssona nawet nie ruszyłem od przyjazdu. Narzekam na nudę, lecz wcale z nią nie walczę.

Jutro dentysta. Pisałem już?

Tu zapiski urywają się. Dentysta kosztował tylko 100 PLN, gdyż nie robił laserowego utwardzania, a regularna dentystka, która to robi, na wakacjach była. Jednak rzucił komplement, iż zęby mam ładne. Jest wtorek. Piątego może dowiem się, czy dostałem się na studia. Nie palę od ponad 3 miesięcy, ale ostatnio mnie ciągnie.

@templatesyard