czerwca 2010 - OGG

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Od dzisiaj nie piję.
A tak poza tym, VideOGG s01e01 ożył w sieci. Obejrzyj. Kliknij w kadr powyżej. Serio? Jest 6:42, ale w głowie zbyt szumi na basen o tej porze. Później.
Jak zwykle, jeśli żyjesz w XXXI wieku, wybierz 720p dla najlepszej jakości. Wymagania: XXXI wiek, duży monitor w HD oraz szybkie łącze internetowe.

piątek, 25 czerwca 2010

VideOGG - BLIŻEJ.
I tak życie toczy się spokojnie w świecie bez stałego podłączenia do szerokiej na cały świat pajęczyny. Dni nie rozpoczynają się od sprawdzenia gmaila i facebooka "Może ktoś do mnie napisał?" - kiedy doskonale wiemy, że jedyna wiadomość to ta, że już dziś możesz sobie powiększyć penisa, więc na co czekasz???

Po powrocie z Polski dopadł mnie nie tyle leń co potrzeba zasłużonego odpoczynku. Jest to pierwsze od 5 lat lato kiedy nie pracuję czy to w sklepie czy na zamku. I pomimo, iż jestem formalnie bezrobotny od października 2009, to tak na prawdę wciąż pracuję. Po ponad dwóch miesiącach tworzenia animacji "Wybory" kontynuowałem pracę nad "Denek + Kluska". Nawet kiedy nie tworzyłem, to świadomość tego, iż muszę tworzyć aby coś osiągnąć i zmienić swoje życie, wciąż nade mną wisi nie pozwalając się odprężyć. Pamiętacie, jak pisałem, że chcę rysować stronę tygodniowo. Ale nic na siłę, z przymusu nic dobrego nie wyjdzie, co najwyżej uda ci się coś spieprzyć. Tak więc jest ładna pogoda, a ja daję sobie trochę luzu. Jeśli D + K nie zostaną ukończeni do następnych wakacji, to co? Mogą być skończeni kilka miesięcy później, ale przynajmniej z przyjemnością i z miłości, a nie z krwawizny, że trzeba coś osiągnąć przed 30stką.

W chwili obecnej montuję odcinki VideOGGa. Sprawia to więcej przyjemności od rysowania, gdyż osiąga się tu szybciej rezultaty i w tydzień można mieć odcinek zmontowany, zaś tworzenie albumu komiksowego zabiera z rok. Wreszcie udało mi się skończyć 18nasto sekundową czołówkę do Maniakalno Dokumentalnego Tworu Naturalnego, czyli do VideOGGa, i muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Muzykę pożyczam z serialu anime "Cowboy Bebop", od zespołu "AIR" oraz z muzyki filmowej i od innych wykonawców. Staram się nie brać nic zbyt komercyjnego, aby YouTube nie usunął mi dźwięku za brak praw do utworów. Zobaczymy. Tak czy siak w opisach będę pisał, iż ja sam praw do utworów nie posiadam oraz napiszę skąd pochodzą kawałki muzyczne.

Z założenia VideOGG ma być kolejnym naturalnym krokiem po OGGu, jednocześnie ma być dla mnie praktyką, gdyż już dawno nic nie kręciłem ani nie montowałem wideo. Jednakże nazbierało mi się materiału na 5 odcinków, i to sporo trwa nim wszystko będzie doszlifowane i gotowe do wrzucenia na net i podzielenia się tym ze światem.

Pierwszy odcinek powinien ujrzeć światło dzienne jeszcze w tym tygodniu, ale nie obiecuję.

Nim więc zakończę to ględzenie krótkie sprawozdanie z postępów i planów:

VideOGG:

s01e01 - sezon 01 odcinek 01
Wizyta w Kilkenny, IRL oraz wywiad z Kasią Głonik
- być może będzie tylko jeden sezon, ale s01e01 wygląda lepiej od e01.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 95 % - należy jeszcze podłożyć muzykę do jednej, dwóch scen oraz pogłośnić dialogi

s01e02
Rozstanie z EMI + Greg - po 4 latach pobytu w Irlandii emigranci powracają do PL na stałe
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 0%

s01e03 oraz s01e04
Wycieczka po Złotowie, Polska oraz powrót do korzeni. Wydanie specjalne dwuczęściowe.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 2%

s01e05
Dwugodzinne warsztaty komiksowe (w 9min odcinku) pod przewodnictwem Sebastiana Jaster - po Angielsku, napisy PL później.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 98%.

Tyle. Do następnego.

niedziela, 20 czerwca 2010

Dobija mnie to
Dobija mnie to, że nie mogę sprawdzić internetu. Ale wiem, że nie jest to aż tak ważne. Szczególnie, że dzisiaj na Paradzie – The Parade, czyli taki deptak, złapałem bezprzewodowy z baru Left Bank na komórce i sprawdziłem gmaila. Mimo to dobrze byłoby móc wysłać te słowa zaraz po napisaniu, a nie jakiś czas później.

Dobija mnie to, że nie mam piwa. Ale wiem, że nic by mi to nie dało. Początkowa ekstaza alkoholowa zamieniłaby się w senność, że o odklejonym płacie czołowym już nie wspomnę. Nic konstruktywnego ani w myślach ani w czynach nie zostałoby wykonane, a jutrzejszy dzień zacząłby się dla mnie z pewnością trochę później niż bez promili we krwi. Mimo to mam ochotę, na zimne piękne piwko z raju.

Dobija mnie mieszkanie z lokatorami. Najbardziej dobija mnie to wtedy, kiedy jestem już i tak poddenerwowany, albo kiedy czegoś ode mnie chcą. Nie mam najgorzej, nie mieszkam z kurwiącymi polskimi nieudacznikami o niewyparzonych gębach i umysłach. Nikt tu nie rzyga co dzień ani nie śpi po siedem osób w jednej sypialni (w tym przypadku 7demka nie jest szczęśliwą liczbą). Mimo to, dobija mnie Paweł (tu imię prawdziwe i nie zmienione na potrzeby posta w OGGu). Dlaczego za chwilę opowiemy, lecz wpierw kilka słów o tej barwnej postaci (tu się wyrażę, czego w konfrontacji nie chcę robić): Jak powiedzieli Emi + Greg, byli lokatorzy i dobrzy przyjaciele, których poznacie w s01e02 VideOGGa, Paweł myśli głównie o pieniądzach, jak żartuje, to o pieniądzach, a w domu najczęściej spędza czas od rana do wieczora w salonie oglądając programy informacyjne oczywiście w polskiej telewizji. Irlandzkiej nie widział na oczy, bo po co?, ale o niej słyszał. Jego wyśmienite żarty wyglądają na przykład tak: Odcięli nam internet, gdyż rozwiązaliśmy umowę. Mimo to, armageddon nadszedł znacznie później niż miał, o ponad 15 dni później, nie spieszyło im się. Kiedy wreszcie odcieli Paweł zażartował, że „Zaraz, kurwa, zadzwonię do Chorusa [tu nazwa dostarczyciela internetu znanego lepiej Polakom jako UPC – przyp. red.] , żeby nam internet z powrotem podłączyli, bo jak nie, to dam ich do sądu“, czy coś w tym stylu. Śmieszny, prawda?

Mogę tu sobie spokojnie jechać, po Pawle, gdyż mogę być pewny, że on słów tych nigdy nie przeczyta. To go nie interesuje. Zły jestem dlatego, iż chłopak chodzi do szkółki angielskiego i wyrabia sobie papiery. Kilka razy poprosił mnie, żebym mu pomógł, dwa razy. Dzisiaj był trzeci. Możecie mnie nazywać cholernym skurwysynem, ale nienawidzę takich sytuacji. Gdybyśmy jeszcze byli przyjaciółmi, ba! – Znajomymi, może bym się zgodził, ale współlokator proszący mnie o pomoc ma dużo czelności. Trochę to też moja wina, gdyż pierwszy raz kiedy poprosił o pomoc (tu tą końcówkę „ed“ mam wszędzie dopisać? – tak, to nie jest potchwytliwe, tu są tylko czasowniki regularne) byłem po dwóch czy trzech piwach i zacząłem litanię typu „Nie ma sprawy, jakbyś tylko potrzebował pomocy – pytaj śmiało!“ Pieprzony alkoholik ze mnie. Na trzeźwo na pewno nie zachwalałbym tak swoich usług. Dzisiaj pyta czy mam chwilę z brudnym kubkiem po kawoherbacie w ręku. Na szczęście robiłem długo wyczekiwany porządek w pokoju i karton zablokował mu wejście więc rozmawialiśmy przez framugę. Żebym mu 10 zdań napisał o czym jest mój komiks. D + K. Na to, że jeśli potrzebuje to do szkoły, to powinien być sam w stanie to napisać, w końcu to on się uczy angielskiego, nie ja. On na to – i tu się zaczyna jazda – że on przecież nie wie, o czym jest mój komiks. Tylko 10 zdań. Proste, nie musi być skomplikowane. I jeszcze, że to nie jest do szkoły. Tylko do celów prywatnych.

Piszesz moją biografię za moimi plecami? Jak komiks był w konkursie tylkoś ty z całego domu nie zagłosował, a tak byś zobaczył, przeczytał i wiedział przecież o czy jest, prawda? Na to ostatnie wpadłem jak już wyszedł. Na szczęście moje streszczenie napisane na potrzeby konkursu powinno mieć z 10 zdań, to skopiuję i wkleję. A, i do poniedziałku jak mogę, żeby było. Bo co jest w poniedziałek? Szkoła? Nie, skąd. Paweł idzie nad jezioro w dekadenckim nakryciu głowy aby wśród natury kontemlować wraz z kółkiem poetów te 10 zdań.

You’re full of shit.

No, ale tak to jest, jak się mieszka razem. Życie to nie film. Trzeba brać pod uwagę wszystkie aspekty sprawy i nawet, jeśliby się chciało wrzasnąć „Spierdalaj kurwa, z oczu mi! Do poniedziałku, to możesz mnie w rękę pocałować“, to nie można. Prawdę w oczy to może tylko Dr. House, ale on już ma pozycję i jest przecież z serialu. Sytuacja w domu stałaby się toksyczna. Kto wie do czego Paweł i jego Stowarzyszenie Umarłych Poetów jest zdolne? To trochę tak jak z sąsiadami. Trzeba utrzymywać przyjacielskie stosunki. Może to dla mnie będzie tylko 5, 10 minut, ale coś czuję, że będzie 15. A ze stresem to ho, ho! Jakbym był jakiś zajebisty w angielskim, na litość boską. Widzą we mnie Profesora Sebastiana Jastra, kurde bele.

UPDATE: Dzień później, czyli dzisiaj. Okazało się, że z przyczyn technicznych nie mogłem zrobić kopiuj-wklej, więc napisałem te 10 zdań ręcznie na kartce papieru. Zajęło mi 3 minuty. Zostawiłem w salonie pod pilotem.

A co dzisiaj ciebie ugryzło?

niedziela, 13 czerwca 2010

Jądro strachu.
... czyli tytuł, który nie ma nic wspólnego z dzisiejszym postem.

Najadłem się orzeszkami. Zwykłymi. Dry Roasted. Dzisiaj mija wyznaczony samemu sobie termin ukończenia 7mej strony D+K w myśl zasady strona na tydzień. Strona na tydzień miała wliczać narysowanie i pokolorowanie na komputerze, lecz to mozolne zajęcie, a ja ręcyje mam tylko dwie, więc po samym narysowaniu planszy na czas usatysfakcjonowany będę. Aby zdążyć nie robiłem sobie nic konkretnego, czyli nie przysmażyłem groszku w bułce tartej z masłem na patelni zalewając to dwoma rozbitymi jajkami (bądź też jednym), bom nim bym to zrobił, zjadł i umył na naczynia to by zeszło i z pół godziny w porywach do godziny jeśli naszłoby na sjestę.

Kiedyś Emi powiedziała, co Natali Portman powtórzyła, kiedy oglądałem ją wczoraj w Actor's Studio na youtube, że więcej zrobisz jak jesteś zapracowany niż kiedy masz dużo wolnego czasu. Prawda. Jak masz czas to się głównie obijasz, czy chcesz tego, czy nie. Pochłaniają cię pesymistyczne myśli i nieudolne próby ich zrozumienia i pokonania. Kiedy jesteś zajęty nie masz na to czasu i lepiej się organizujesz, aby załatwić wszystko to, co masz na głowie. I idziesz spać zadowolony, a nie zduszony.

Blogger załatwił sobie template desing - nareszcie! Desing będzie w końcu wyglądał jak w wordpress, do którego rozważałem niegdyś przeniesienie się, właśnie z tego powodu. Teraz nie będzie takiej potrzeby. Jednak nie będę póki co zmieniał projektu OGGa, bo to też czasochłonne zajęcie, a ja nawet nie wziąłem się za VideOGGa z podróży. I gdzieś mi się czołówka, którą chciałem obrobić w profesjonalny - niczym czołówka serialu, tylko nie polskiego - sposób zapodziała.

Widzieliście, jak Natalie rapuje? Prawie 4 mln views. O, TUTAJ lub klik poniżej:

piątek, 11 czerwca 2010

Dziś wiem, życie cudem jest.
... kiedy jesteś zakochany. Kiedy wygrywasz w totka. Kiedy twojego znienawidzonego szefa trafia piorun z jasnego nieba i zdycha dziad. Czyli, że sporadycznie. Tak poza tym życie jest drogą przez piekło na której przede wszystkim musimy walczyć z samymi sobą, co przeważnie ludziom się nie chce, stąd tyle ćwoków na świecie dzięki którym my - mniej ćwokowaci - możemy wyróżnić się z tła. Mniej lub bardziej. Nawet jeśli należymy do tych, którzy walczą sami z sobą próbując się pokonać, przezwyciężyć i wyzwolić z ogarniającej nasz mózg pajęczyny głupoty i lenistwa i braku wiary w siebie czyli podsumowując, wyzwolić się ze STRACHU, to i tak potem musimy zmagać się z systemem, ludźmi uwięzionymi w systemie i bodźcami nieprzewidywalnymi, zjawiskami rozpieprzającymi w drobny mak to, na co tak długo pracowaliśmy, ciułaliśmy i modliliśmy się. Bo jak trwoga, to do boga.

Ludzie też często będą traktować cię źle z różnych przeróżnych pobudek, będą ci wypominać i poniżać cię wprost lub też w zawoalowany sposób. Dlaczego? Bo nie kochają siebie, a jak siebie nie kochają, to trudno, aby pokochali ciebie. Ale nie daj się złamać, bądź silny jak skała, tak jak w Mulan śpiewano. I każdy zawsze będzie myślał, że to on ma najgorzej, że to nad nim trzeba się litować, bo twoje problemy, to jest betka człowieku, nie to co ja. Każdy ma swoje demony i dla każdego z nas są one krwiożercze, to nie konkurs, komu jest gorzej, a komu lepiej.

Nikt nie ma odwagi odciąć swemu demonowi łba.

Spośród wielu gryzących mnie rzeczy jest stare powracający motyw asertywności, z która mam problem. Jednak w dzisiejszych czasach zyskuje ona zupełnie nowy wymiar. Czas to pieniądz, do tego wszystko się sprowadza. Więc kiedy ktoś mnie prosi, żebym coś dla niego narysował lub też coś zmontował (filmiki), to krew mnie zalewa i zgadzam się, choć wewnątrz jest burza. Najprościej byłoby powiedzieć, że sorry, ale nie chcę. Wypchaj się. I co, za darmo? Z jakiej racji? Bo jesteśmy znajomymi, przyjaciółmi? A co ma kur** piernik do wiatraka?!? Sęk w tym, że jeśli ta osoba wyświadczyła ci kiedyś przysługę, lub nawet wiele przysług, nie wymaga odmawiać, bo tylko tyle możesz zrobić, aby się jej odwdzięczyć. Przysługa jak wiemy z filmów kryminalnych, to najgorsze, co może cię spotkać. I kiedy to się kończy? Ktoś ci pomógł. Ty w podzięce sam z siebie odwdzięczyłeś się w ten lub inny sposób więcej niż raz. Ale oni wciąż chcą więcej. Dasz palec, wezmą rękę. Jest to męka i muszę nauczyć się mówić nie. Albo zrozumieją, albo niech się walą, z całym szacunkiem dla nich. Ja nienawidzę się prosić, bo wiem jak to jest. A już na pewno nie wykorzystywałbym kogoś talentu dla własnych potrzeb, chyba, że tej osobie bym zapłacił. W większości przypadków. I bardzo często te osoby mają takie podejście, że eee, zmontujesz filmiki albo coś mi narysujesz, co to dla ciebie, wcale nie zajmie ci to tyle czasu, co mówisz. Nosz ty nuż się w kieszenie otwiera. Jak można być takim ignorantem lub też mieć taką czelność, żeby pusto twierdzić, że ktoś Obcy wie lepiej od ciebie, ile ci to co robisz zajmie?

A teraz coś z zupełnie innej beczki.

VideOGGi wciąż czekają na zmontowanie, Dziennik z Podróży zostanie opublikowany dopiero razem z VideOGGiem, gdyż tworzą parę. Internet mogą mi odciąć w każdej chwili. Może być to kwestia minut, godzin bądź dni, lecz niestety nie lat, bo na tym świecie nie ma nic za darmo. Więc tak, czuję topór mrocznie wiszący nade mną.

wtorek, 8 czerwca 2010

Last days of disco.
I tak oto wakacje w Polsce dobiegają końca. Dziennik z podróży prowadzony był regularnie. Widać w nim postępujący atak przygnębienia. Również mnóstwo klipów zostało nakręconych, ostatni "dzień zdjęciowy" dzisiaj. Będzie z tego materiału na podwójny odcinek VideOGGa - dokumentalnego serialu obyczajowego o nim i o miejscach uwięzionych w pułapce czasu - tak mi się zdaje. Choć w kolejce czekają już dwa episody, myślę, że wpierw zmontuję ten ostatni, gdyż największą mam na to ochotę.

Relacja niedługo.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Od dzisiaj nie piję.

A tak poza tym, VideOGG s01e01 ożył w sieci. Obejrzyj. Kliknij w kadr powyżej. Serio? Jest 6:42, ale w głowie zbyt szumi na basen o tej porze. Później.
Jak zwykle, jeśli żyjesz w XXXI wieku, wybierz 720p dla najlepszej jakości. Wymagania: XXXI wiek, duży monitor w HD oraz szybkie łącze internetowe.

piątek, 25 czerwca 2010

VideOGG - BLIŻEJ.

I tak życie toczy się spokojnie w świecie bez stałego podłączenia do szerokiej na cały świat pajęczyny. Dni nie rozpoczynają się od sprawdzenia gmaila i facebooka "Może ktoś do mnie napisał?" - kiedy doskonale wiemy, że jedyna wiadomość to ta, że już dziś możesz sobie powiększyć penisa, więc na co czekasz???

Po powrocie z Polski dopadł mnie nie tyle leń co potrzeba zasłużonego odpoczynku. Jest to pierwsze od 5 lat lato kiedy nie pracuję czy to w sklepie czy na zamku. I pomimo, iż jestem formalnie bezrobotny od października 2009, to tak na prawdę wciąż pracuję. Po ponad dwóch miesiącach tworzenia animacji "Wybory" kontynuowałem pracę nad "Denek + Kluska". Nawet kiedy nie tworzyłem, to świadomość tego, iż muszę tworzyć aby coś osiągnąć i zmienić swoje życie, wciąż nade mną wisi nie pozwalając się odprężyć. Pamiętacie, jak pisałem, że chcę rysować stronę tygodniowo. Ale nic na siłę, z przymusu nic dobrego nie wyjdzie, co najwyżej uda ci się coś spieprzyć. Tak więc jest ładna pogoda, a ja daję sobie trochę luzu. Jeśli D + K nie zostaną ukończeni do następnych wakacji, to co? Mogą być skończeni kilka miesięcy później, ale przynajmniej z przyjemnością i z miłości, a nie z krwawizny, że trzeba coś osiągnąć przed 30stką.

W chwili obecnej montuję odcinki VideOGGa. Sprawia to więcej przyjemności od rysowania, gdyż osiąga się tu szybciej rezultaty i w tydzień można mieć odcinek zmontowany, zaś tworzenie albumu komiksowego zabiera z rok. Wreszcie udało mi się skończyć 18nasto sekundową czołówkę do Maniakalno Dokumentalnego Tworu Naturalnego, czyli do VideOGGa, i muszę powiedzieć, że jestem zadowolony. Muzykę pożyczam z serialu anime "Cowboy Bebop", od zespołu "AIR" oraz z muzyki filmowej i od innych wykonawców. Staram się nie brać nic zbyt komercyjnego, aby YouTube nie usunął mi dźwięku za brak praw do utworów. Zobaczymy. Tak czy siak w opisach będę pisał, iż ja sam praw do utworów nie posiadam oraz napiszę skąd pochodzą kawałki muzyczne.

Z założenia VideOGG ma być kolejnym naturalnym krokiem po OGGu, jednocześnie ma być dla mnie praktyką, gdyż już dawno nic nie kręciłem ani nie montowałem wideo. Jednakże nazbierało mi się materiału na 5 odcinków, i to sporo trwa nim wszystko będzie doszlifowane i gotowe do wrzucenia na net i podzielenia się tym ze światem.

Pierwszy odcinek powinien ujrzeć światło dzienne jeszcze w tym tygodniu, ale nie obiecuję.

Nim więc zakończę to ględzenie krótkie sprawozdanie z postępów i planów:

VideOGG:

s01e01 - sezon 01 odcinek 01
Wizyta w Kilkenny, IRL oraz wywiad z Kasią Głonik
- być może będzie tylko jeden sezon, ale s01e01 wygląda lepiej od e01.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 95 % - należy jeszcze podłożyć muzykę do jednej, dwóch scen oraz pogłośnić dialogi

s01e02
Rozstanie z EMI + Greg - po 4 latach pobytu w Irlandii emigranci powracają do PL na stałe
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 0%

s01e03 oraz s01e04
Wycieczka po Złotowie, Polska oraz powrót do korzeni. Wydanie specjalne dwuczęściowe.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 2%

s01e05
Dwugodzinne warsztaty komiksowe (w 9min odcinku) pod przewodnictwem Sebastiana Jaster - po Angielsku, napisy PL później.
STOPIEŃ UKOŃCZENIA: 98%.

Tyle. Do następnego.

niedziela, 20 czerwca 2010

Dobija mnie to

Dobija mnie to, że nie mogę sprawdzić internetu. Ale wiem, że nie jest to aż tak ważne. Szczególnie, że dzisiaj na Paradzie – The Parade, czyli taki deptak, złapałem bezprzewodowy z baru Left Bank na komórce i sprawdziłem gmaila. Mimo to dobrze byłoby móc wysłać te słowa zaraz po napisaniu, a nie jakiś czas później.

Dobija mnie to, że nie mam piwa. Ale wiem, że nic by mi to nie dało. Początkowa ekstaza alkoholowa zamieniłaby się w senność, że o odklejonym płacie czołowym już nie wspomnę. Nic konstruktywnego ani w myślach ani w czynach nie zostałoby wykonane, a jutrzejszy dzień zacząłby się dla mnie z pewnością trochę później niż bez promili we krwi. Mimo to mam ochotę, na zimne piękne piwko z raju.

Dobija mnie mieszkanie z lokatorami. Najbardziej dobija mnie to wtedy, kiedy jestem już i tak poddenerwowany, albo kiedy czegoś ode mnie chcą. Nie mam najgorzej, nie mieszkam z kurwiącymi polskimi nieudacznikami o niewyparzonych gębach i umysłach. Nikt tu nie rzyga co dzień ani nie śpi po siedem osób w jednej sypialni (w tym przypadku 7demka nie jest szczęśliwą liczbą). Mimo to, dobija mnie Paweł (tu imię prawdziwe i nie zmienione na potrzeby posta w OGGu). Dlaczego za chwilę opowiemy, lecz wpierw kilka słów o tej barwnej postaci (tu się wyrażę, czego w konfrontacji nie chcę robić): Jak powiedzieli Emi + Greg, byli lokatorzy i dobrzy przyjaciele, których poznacie w s01e02 VideOGGa, Paweł myśli głównie o pieniądzach, jak żartuje, to o pieniądzach, a w domu najczęściej spędza czas od rana do wieczora w salonie oglądając programy informacyjne oczywiście w polskiej telewizji. Irlandzkiej nie widział na oczy, bo po co?, ale o niej słyszał. Jego wyśmienite żarty wyglądają na przykład tak: Odcięli nam internet, gdyż rozwiązaliśmy umowę. Mimo to, armageddon nadszedł znacznie później niż miał, o ponad 15 dni później, nie spieszyło im się. Kiedy wreszcie odcieli Paweł zażartował, że „Zaraz, kurwa, zadzwonię do Chorusa [tu nazwa dostarczyciela internetu znanego lepiej Polakom jako UPC – przyp. red.] , żeby nam internet z powrotem podłączyli, bo jak nie, to dam ich do sądu“, czy coś w tym stylu. Śmieszny, prawda?

Mogę tu sobie spokojnie jechać, po Pawle, gdyż mogę być pewny, że on słów tych nigdy nie przeczyta. To go nie interesuje. Zły jestem dlatego, iż chłopak chodzi do szkółki angielskiego i wyrabia sobie papiery. Kilka razy poprosił mnie, żebym mu pomógł, dwa razy. Dzisiaj był trzeci. Możecie mnie nazywać cholernym skurwysynem, ale nienawidzę takich sytuacji. Gdybyśmy jeszcze byli przyjaciółmi, ba! – Znajomymi, może bym się zgodził, ale współlokator proszący mnie o pomoc ma dużo czelności. Trochę to też moja wina, gdyż pierwszy raz kiedy poprosił o pomoc (tu tą końcówkę „ed“ mam wszędzie dopisać? – tak, to nie jest potchwytliwe, tu są tylko czasowniki regularne) byłem po dwóch czy trzech piwach i zacząłem litanię typu „Nie ma sprawy, jakbyś tylko potrzebował pomocy – pytaj śmiało!“ Pieprzony alkoholik ze mnie. Na trzeźwo na pewno nie zachwalałbym tak swoich usług. Dzisiaj pyta czy mam chwilę z brudnym kubkiem po kawoherbacie w ręku. Na szczęście robiłem długo wyczekiwany porządek w pokoju i karton zablokował mu wejście więc rozmawialiśmy przez framugę. Żebym mu 10 zdań napisał o czym jest mój komiks. D + K. Na to, że jeśli potrzebuje to do szkoły, to powinien być sam w stanie to napisać, w końcu to on się uczy angielskiego, nie ja. On na to – i tu się zaczyna jazda – że on przecież nie wie, o czym jest mój komiks. Tylko 10 zdań. Proste, nie musi być skomplikowane. I jeszcze, że to nie jest do szkoły. Tylko do celów prywatnych.

Piszesz moją biografię za moimi plecami? Jak komiks był w konkursie tylkoś ty z całego domu nie zagłosował, a tak byś zobaczył, przeczytał i wiedział przecież o czy jest, prawda? Na to ostatnie wpadłem jak już wyszedł. Na szczęście moje streszczenie napisane na potrzeby konkursu powinno mieć z 10 zdań, to skopiuję i wkleję. A, i do poniedziałku jak mogę, żeby było. Bo co jest w poniedziałek? Szkoła? Nie, skąd. Paweł idzie nad jezioro w dekadenckim nakryciu głowy aby wśród natury kontemlować wraz z kółkiem poetów te 10 zdań.

You’re full of shit.

No, ale tak to jest, jak się mieszka razem. Życie to nie film. Trzeba brać pod uwagę wszystkie aspekty sprawy i nawet, jeśliby się chciało wrzasnąć „Spierdalaj kurwa, z oczu mi! Do poniedziałku, to możesz mnie w rękę pocałować“, to nie można. Prawdę w oczy to może tylko Dr. House, ale on już ma pozycję i jest przecież z serialu. Sytuacja w domu stałaby się toksyczna. Kto wie do czego Paweł i jego Stowarzyszenie Umarłych Poetów jest zdolne? To trochę tak jak z sąsiadami. Trzeba utrzymywać przyjacielskie stosunki. Może to dla mnie będzie tylko 5, 10 minut, ale coś czuję, że będzie 15. A ze stresem to ho, ho! Jakbym był jakiś zajebisty w angielskim, na litość boską. Widzą we mnie Profesora Sebastiana Jastra, kurde bele.

UPDATE: Dzień później, czyli dzisiaj. Okazało się, że z przyczyn technicznych nie mogłem zrobić kopiuj-wklej, więc napisałem te 10 zdań ręcznie na kartce papieru. Zajęło mi 3 minuty. Zostawiłem w salonie pod pilotem.

A co dzisiaj ciebie ugryzło?

niedziela, 13 czerwca 2010

Jądro strachu.

... czyli tytuł, który nie ma nic wspólnego z dzisiejszym postem.

Najadłem się orzeszkami. Zwykłymi. Dry Roasted. Dzisiaj mija wyznaczony samemu sobie termin ukończenia 7mej strony D+K w myśl zasady strona na tydzień. Strona na tydzień miała wliczać narysowanie i pokolorowanie na komputerze, lecz to mozolne zajęcie, a ja ręcyje mam tylko dwie, więc po samym narysowaniu planszy na czas usatysfakcjonowany będę. Aby zdążyć nie robiłem sobie nic konkretnego, czyli nie przysmażyłem groszku w bułce tartej z masłem na patelni zalewając to dwoma rozbitymi jajkami (bądź też jednym), bom nim bym to zrobił, zjadł i umył na naczynia to by zeszło i z pół godziny w porywach do godziny jeśli naszłoby na sjestę.

Kiedyś Emi powiedziała, co Natali Portman powtórzyła, kiedy oglądałem ją wczoraj w Actor's Studio na youtube, że więcej zrobisz jak jesteś zapracowany niż kiedy masz dużo wolnego czasu. Prawda. Jak masz czas to się głównie obijasz, czy chcesz tego, czy nie. Pochłaniają cię pesymistyczne myśli i nieudolne próby ich zrozumienia i pokonania. Kiedy jesteś zajęty nie masz na to czasu i lepiej się organizujesz, aby załatwić wszystko to, co masz na głowie. I idziesz spać zadowolony, a nie zduszony.

Blogger załatwił sobie template desing - nareszcie! Desing będzie w końcu wyglądał jak w wordpress, do którego rozważałem niegdyś przeniesienie się, właśnie z tego powodu. Teraz nie będzie takiej potrzeby. Jednak nie będę póki co zmieniał projektu OGGa, bo to też czasochłonne zajęcie, a ja nawet nie wziąłem się za VideOGGa z podróży. I gdzieś mi się czołówka, którą chciałem obrobić w profesjonalny - niczym czołówka serialu, tylko nie polskiego - sposób zapodziała.

Widzieliście, jak Natalie rapuje? Prawie 4 mln views. O, TUTAJ lub klik poniżej:

piątek, 11 czerwca 2010

Dziś wiem, życie cudem jest.

... kiedy jesteś zakochany. Kiedy wygrywasz w totka. Kiedy twojego znienawidzonego szefa trafia piorun z jasnego nieba i zdycha dziad. Czyli, że sporadycznie. Tak poza tym życie jest drogą przez piekło na której przede wszystkim musimy walczyć z samymi sobą, co przeważnie ludziom się nie chce, stąd tyle ćwoków na świecie dzięki którym my - mniej ćwokowaci - możemy wyróżnić się z tła. Mniej lub bardziej. Nawet jeśli należymy do tych, którzy walczą sami z sobą próbując się pokonać, przezwyciężyć i wyzwolić z ogarniającej nasz mózg pajęczyny głupoty i lenistwa i braku wiary w siebie czyli podsumowując, wyzwolić się ze STRACHU, to i tak potem musimy zmagać się z systemem, ludźmi uwięzionymi w systemie i bodźcami nieprzewidywalnymi, zjawiskami rozpieprzającymi w drobny mak to, na co tak długo pracowaliśmy, ciułaliśmy i modliliśmy się. Bo jak trwoga, to do boga.

Ludzie też często będą traktować cię źle z różnych przeróżnych pobudek, będą ci wypominać i poniżać cię wprost lub też w zawoalowany sposób. Dlaczego? Bo nie kochają siebie, a jak siebie nie kochają, to trudno, aby pokochali ciebie. Ale nie daj się złamać, bądź silny jak skała, tak jak w Mulan śpiewano. I każdy zawsze będzie myślał, że to on ma najgorzej, że to nad nim trzeba się litować, bo twoje problemy, to jest betka człowieku, nie to co ja. Każdy ma swoje demony i dla każdego z nas są one krwiożercze, to nie konkurs, komu jest gorzej, a komu lepiej.

Nikt nie ma odwagi odciąć swemu demonowi łba.

Spośród wielu gryzących mnie rzeczy jest stare powracający motyw asertywności, z która mam problem. Jednak w dzisiejszych czasach zyskuje ona zupełnie nowy wymiar. Czas to pieniądz, do tego wszystko się sprowadza. Więc kiedy ktoś mnie prosi, żebym coś dla niego narysował lub też coś zmontował (filmiki), to krew mnie zalewa i zgadzam się, choć wewnątrz jest burza. Najprościej byłoby powiedzieć, że sorry, ale nie chcę. Wypchaj się. I co, za darmo? Z jakiej racji? Bo jesteśmy znajomymi, przyjaciółmi? A co ma kur** piernik do wiatraka?!? Sęk w tym, że jeśli ta osoba wyświadczyła ci kiedyś przysługę, lub nawet wiele przysług, nie wymaga odmawiać, bo tylko tyle możesz zrobić, aby się jej odwdzięczyć. Przysługa jak wiemy z filmów kryminalnych, to najgorsze, co może cię spotkać. I kiedy to się kończy? Ktoś ci pomógł. Ty w podzięce sam z siebie odwdzięczyłeś się w ten lub inny sposób więcej niż raz. Ale oni wciąż chcą więcej. Dasz palec, wezmą rękę. Jest to męka i muszę nauczyć się mówić nie. Albo zrozumieją, albo niech się walą, z całym szacunkiem dla nich. Ja nienawidzę się prosić, bo wiem jak to jest. A już na pewno nie wykorzystywałbym kogoś talentu dla własnych potrzeb, chyba, że tej osobie bym zapłacił. W większości przypadków. I bardzo często te osoby mają takie podejście, że eee, zmontujesz filmiki albo coś mi narysujesz, co to dla ciebie, wcale nie zajmie ci to tyle czasu, co mówisz. Nosz ty nuż się w kieszenie otwiera. Jak można być takim ignorantem lub też mieć taką czelność, żeby pusto twierdzić, że ktoś Obcy wie lepiej od ciebie, ile ci to co robisz zajmie?

A teraz coś z zupełnie innej beczki.

VideOGGi wciąż czekają na zmontowanie, Dziennik z Podróży zostanie opublikowany dopiero razem z VideOGGiem, gdyż tworzą parę. Internet mogą mi odciąć w każdej chwili. Może być to kwestia minut, godzin bądź dni, lecz niestety nie lat, bo na tym świecie nie ma nic za darmo. Więc tak, czuję topór mrocznie wiszący nade mną.

wtorek, 8 czerwca 2010

Last days of disco.

I tak oto wakacje w Polsce dobiegają końca. Dziennik z podróży prowadzony był regularnie. Widać w nim postępujący atak przygnębienia. Również mnóstwo klipów zostało nakręconych, ostatni "dzień zdjęciowy" dzisiaj. Będzie z tego materiału na podwójny odcinek VideOGGa - dokumentalnego serialu obyczajowego o nim i o miejscach uwięzionych w pułapce czasu - tak mi się zdaje. Choć w kolejce czekają już dwa episody, myślę, że wpierw zmontuję ten ostatni, gdyż największą mam na to ochotę.

Relacja niedługo.

@templatesyard