maja 2010 - OGG

poniedziałek, 31 maja 2010

Seks i porno.
Wstałem wcześniej. Pływałem (1.2km). Zjadłem żurek z proszku (z jajem ze skorupy i resztką ziemniaków z garnka ludzi, którzy narobili tyle, że im się zostało). Nie skończyłem pierwszego rysunku na 7 stronie D+K, ale uczyniłem konkretny postęp. Wciąż druga połowa strony nie ruszona oprócz linii w których włoży się mocno. Ramki. Jutro dzień. W nocy z jutra na pojutrze autobus na lotnisko i tygodniowy pobyt w najlepszym kraju na świecie, czyli w Polsce, gdzie PKB znowu urósło o 3 %, bezrobocie spada, a naród wydaje coraz więcej na RTV, co oznacza, że średnie wynagrodzenie ponownie wzrasta i przeciętnemu obywatelowi żyje się nadprzeciętnie. Tylko wspomnieć, że niedługo zostanie wybrany nowy, lepszy prezydent, a już szczęście sięga zenitu.

Tu przerwę cytując maila zacytowanego w Trójce kiedy mowa była o tym, co lepsze, w czym lepiej wybrać przyszłość - Otwarty Fundusz Emerytalny (w skrócie OFF YOU GO) czy ZUS ( w skrócie Zubożejesz Ultra Szybko)? Pan X napisał do radia takie oto słowa: "Wybór pomiędzy ZUS a OF to tak samo jak wybrać czy lepiej ci uciąć rękę, czy nogę?".

W kraju mocne piwo. Tutaj, w Irlandii, maksymalnie 5.6%, nie dolewają spiritusu jak w Polsce, żeby mieć 7% a nawet 11%, bo nie potrzebują takiego manewru wykonywać. Nasze społeczeństwo jednak takich trunków widać potrzebuje, żeby znosić życie. Czy coś będę jeszcze robił oprócz chlania tych wysokoprocentowych piwsk? Tak, będę malował butelki, wsadzał w nie świeczki i zanosił pod domy, w których panuje mrok aby je rozjaśnić. Ech, to już brednie. Zmęczony jestem.

Chciałem powiedzieć tylko dwie czy ile rzeczy, a zbyt się rozpisuję. Więc: internet odcinają jutro bądź pojutrze. Jak powrócę z wakacji łącza mieć nie będę. We własnym zakresie mogę sobie załatwić ten badziew, co się przez USB podłącza, tą pluskwę telefonii komórkowych, która działa jak krew z nosa, ale przynajmniej nie wymaga kontraktu. Jednak wpierw zobaczę po powrocie ile wytrzymam. W bibliotece jest net za darmo, ale wiadomo, że tam na strony porno (youjizz) sobie nie wejdę. Koło zamku jest bezprzewodowy. Są opcje. Myślę, że wytrzymam dwie godziny.

Kilka dni temu nagrałem pierwszy oficjalny odcinek VideOGGa, ale nie mogę się wziąć, żeby go zmontować i wrzucić na youtube, głównie dlatego, że powoli się spinam przed podróżą i to mi wypełnia czas. Poza tym muszę jeszcze jakąś ładną czołówkę stworzyć, a do tego muszę się ogolić, dziś zaś zarost wczorajszy. A podróż ma być materiałem na drugi odcinek VideOGGa - podróż do korzeni, rodzinne miasto. CZAD. Z początku VideOGG miał być czymś zupełnie innym, ale teraz będzie to blogowo dokumentalny serial dramatyczny portretujący człowieka (Sebastian Jaster, tak, on), miejsc, w których się znajduje i czasu, w którym jest chwilowo uwięziony. Czy będzie miało więcej views na youtube od widea z psem, który goni własny ogon? Wątpię. Ale chuj.

PS. A "Seks w Mieście 2" dobry. Widzę co kobiety w nim widzą. Zajęło mi 6 lat. Dwie czy 3 śmiałe lecz krótkie sceny seksu, ale za to miasta jest dużo.

piątek, 28 maja 2010

Wstręt. Wściekłość. Wkurw, czyli uroki życia i picia.
Zabójczy w wielu przypadkach dym tytoniowy wciąż nie wypełnia moich płuc. Alkohol jednak zalewa wątrobę od czasu do czasu. Tym razem dochodzi do tego nie przy piciu do lustra, lecz tylko wtedy, kiedy jest to inicjowane przez osoby trzecie. A nawet drugie. Tak jak na przykład wczoraj.

Powód dla którego nie popalam jest prosty. Nie potrafię popalać. Albo będę jarał szlugi albo nie. Z alkoholem jest podobnie. Jak już zacznę pić piwo to jeśli po drugim nie przestanę to zwykle piję ponad 4, a wiedz, że 4 to moja granica pomiędzy szmerglem a światem, w którym płaty czołowe są odklejone i nic się racjonalnego myślenia nie lepi. Najgorsze w piciu nie jest dla mnie wydawanie na alkohol pieniędzy czy kac następnego dnia. Czy kac kupa, która akurat przynosi ulgę. Najgorsze to marnotrastwo czasu. Dwa dni zniszczone - pierwszy dzień picia i drugi dzień kaca. Dwa dni, które człowiek taki jak ja mógł spędzić na rysowaniu. Jest jeszcze gorzej.

Wiadomo, młodość nie zna śmierci. Pijesz jarasz i co tam jeszcze chcesz. Jesteś kurwa niezniszalny. Teraz picie powoduje u mnie kaszanę z mózgu następnego dnia. Z góry i doświadczenia wiem, że każda myśl czy uczucie będzie skonstruowane przez tą właśnie kaszanę, więc wbijam, staram się nie przejmować. Wiadomo, boli, kłuje, wyżera, przygniata, a nawet rozsadza, ale nic to, gdyż jest to nieprawda. To tak w pewnym sensie jak ze wściekłością. Nikt nie powinien podejmować żadnych decyzji wtedy, gdyż zwierzę wtedy nami kieruje, a nie człowieczeństwo. Ale to wiemy wszyscy.

I żeby jeszcze na kacu można było poczytać albo nawet pooglądać. Uu, ale wstręt ci nie pozwala. Nic ci się nie chce, ale to nie leń, tylko coś gorszego. Wolę tego nawet nie nazywać, bo jeszcze się dowiem co to jest.

Ktoś kiedyś powiedział, że niebo jest tu na ziemi? Kłamca!

niedziela, 23 maja 2010

W Krainie Deszczowców nie pada.
Kolejny piękny ciepły dzień w Krainie Deszczowców. Słońce grzeje w moje białe wyprane ręczniki oraz w drugą część domu dając moim dłonią wolność od pocenia się miejmy nadzieję jeszcze na kilka godzin, więc czas rysować dalej! W tym tygodniu miałem skończyć 6 stronę D+K, ale jestem 3 dni do tyłu (atak nerwolenia o podłożu depresyjno-wątpiejącym w siebie), więc muszę się streszczać. Kiedy inni piją piwka i rozkoszują się słońcem artysta buduje na swoją przyszłość.

Kupiłem wczoraj skaner za 94.50 euro Canon Lide 100. I co? Działa fantastycznie! Jest szybki, ale to przy skanerach akurat dobra rzecz, i dokładny. No oczywiście, przez 3 lata męczyłem się z All-In-One HP, który tworzył mi brudne kropki dookoła lini narysowanych przeze mnie. Który doprowadzał mnie do furii kiedy godzinami musiałem te jebane kropki wymazywać. Kropki, które pewnie tylko ja widziałem na maksymalnym zbliżeniu i które być może w druku byłyby niewidoczne. Ale profesjonalny skan rysunku powinien być wolny od takich zanieczyszczeń. Dzięki nowemu skanerowi będę miał z górki.

Alkohol w ciągu ostatnich 13 dni: przedwczoraj trzy piwa, wczoraj jedno. Szlugów od ostatnich 13 dni: ZERO.

środa, 19 maja 2010

Kvass.
Zastanawiałem się, czy podzielić się swoją zółcią na OGGu, czy po prostu poczekać, aż szczęścia smak poliże mą niechłopięcą twarz i dopiero wtedy coś nagryzmolić umysłowo. OGG powinien być odzwierciedleniem człowieka go piszącego, ażeby tak było nie wolno OGGa filtrować niczym zdjęcia, które wrzuca się na różne portale społecznościowe. Pokażemy więc i te, na których jest kaprawe, zapite oko, na których nie wyszło się najlepiej lub wprost, wygląda się jak pajac. OGG nie będzie stwarzał urojonego wizerunku szczęśliwego artysty komiksowego. Taka jest jego misja przewodnia - nie mydlić ludziom oczu, nie być jak media. OGG pozostanie wierny Depresyjnemu Rysownikowi Pozytywnych Komiksów.

Poprzedni post był ironią. Wszystko było sarkazmem oprócz zdjęcia, która miało uświadomić prawdę i nie dobrą nowinę. W wyniku tego, iż jednostka ludzka jakkolwiek wspaniała tego jednak nie załapała pytam się was, czy WY załapaliście? Gdyż jeśli nie, to wywodów takich zaprzestać powinienem, choć zrobić to bym musiał ze smutkiem.

Półtora tygodnia bez picia i palenia. Taki mój wynik. To dłużej (odnośnie samego nie picia) niż na mojej 11sto dniowej diecie, która 3 razy zakrapiana była Millerem czy też Coroną w małej butelce (330ml). Huśtawka nastrojów. Dobry humor zdarza się rzadko i po kilku bądź kilkunastu godzinach znika pod grubą warstwą zdenerwowania. A zdenerwowania, zniechęcenia i zmory jest sporo. Nie czuję wcale więcej energii ni szczęścia na moim autodetoksie. Jednak budzę się co rano dumny, że wciąż się trzymam swoich postanowień. Czy jem jak świnia? Wczoraj zrobiłem sobie dwa hotdogi, które otuliłem 3 Grześkami. Nie, nie uważam tego za jedzenie jak świnia.

Dorosłem do tego, żeby kupić sobie nowe jeansy. Nie ma co się oszukiwać, że w te sztruksy sprzed 5 lat zmieszczę się w najbliższym czasie. Poza tym, niedługo lecę do pięknego kraju zwanego Polską, a skoro to piękny kraj, to nie wypada się pokazywać w przyciasnej parze jeansów z dziurą w kroczu. Ktoś mógłby to jeszcze odczytać w niewłaściwy sposób.

Męczę się nad 6 stroną "Denka + Kluski". Ma być strona tygodniowo, i będzie. Ale z pozoru prosty rysunek wcale takim nie jest. Już od ponad 2 godzin, z przerwami na obżeranie się jak świnia, próbuję narysować Denka siedzącego z Jackiem (jego najlepszy przyjaciel) na ławce i idzie mi jak krew z nosa.
Przynajmniej jest wyzwanie. Moim drugim wyzwaniem było zrobienie dzisiaj prania, a trzecim wywieszenie go, taki marazm mnie dopadł, że najchętniej był zaległ w łóżku nie jak książę, lecz jak szukający drzemki mężczyzna, który wstał o 7.22h rano, mimo, że jest na bezrobociu i wcale nie musiał, mógł dalej obrastać brudem i smrodem.

Zupełnie przypadkowo odkryłem nowy niereklamowany jeszcze sklep z europejskim żarciem obok poczty, która wypłaca mi zasiłek. Obok polskich Kubusiów, rosyjskiego Harrego Garncarza jest tam KVASS - napój intrygujący zarówno nazwą jak i smakiem, którego opisać nie potrafię, ale mogę powiedzieć pisząc, że jest oparty na jakimś zbożu, jęczmieniu chyba, a pachnie jak suszone śliwki. Motyw. Nawet dobre (.90 centów)

Potop. 1997 nikogo niczego nie nauczył i jak tylko się skończył incydent pogodowy wszyscy wbili. A teraz powtórka z rozrywki. Bardzo mi przykro, że tak się stało. I pewnie, nie ma co ogłaszać KLĘSKI NARODOWEJ, bo wybory by się niepotrzebnie odwlekły. Wcale nie maKLĘSKI NARODOWEJ. To, że prosimy Unię Europejską o pomoc i Niemcy o maszyny wcale jeszcze nie znaczy, żebyśmy mieli jakąś KLĘSKĘ NARODOWĄ. Czy też ŻYWIOŁOWĄ. Jak go zwał, tak go zwał.

Głosować raczej nie będę, ale po wczorajszym wywiadzie z Korwin-Mikke głosowałbym na niego. Dlaczego? Bo mnie chłopak rozbawił do łez. A Polsce przydałoby się poczucie humoru, na prawdę. Janusz powiedział w Trójce m.in. że dzieciom klapsa dać czasem trzeba (co dobrze wytłumaczył) i że globalne ocieplenie nie istnieje. No nareszcie ktoś o tym powiedział na antenie, a nie dalej tym szarym mydłem ludziom oczy mydli do bólu. Jak wcześniej pisałem trójka istot ludzkich z jego sztabu chciała ode mnie za darmo animacji "Wybory", więc łączy mnie z nim więcej niż mógłbym się spodziewać. Ubaw miałem po pachy. Nagrałem ostatnie 6 minut jakbyście chcieli sobie uprzyjemnić tą szklankę czystej wody dodającej urody, którą na pewno przed sobą macie, a nie kielich alkoholu tudzież kufel - SŁUCHAJTA.

"Valkyrie" - bardzo wciągający film, w którym o dziwo da się znieść Toma Cruise z łatą na oku i bez ręki. Gdyby mu jeszcze dali hak... byłby to jednak ruch zbyt trywialny, rozumiem więc, że tak stać się nie mogło. Po tym filmie, a szczególnie tym motywie:
No i znowu naszła mnie chęć czytania o III Rzeszy i wypożyczyłem z biblioteki książkę na ten temat którą zamierzam przeczytać.

MacGbur reklamują napisami SUPER, ŚMIESZNY, BARDZO ŚMIESZNY, jakby sama reklama tego nie pokazywała. Nie cierpię takich reklam w których mówią ci co masz myśleć o filmie. O tym akurat wiem co mam myśleć i nie jest to żaden z powyższych przymiotników. Byłem na "Robin Hood". Wygląda fantastycznie, historia też fajna oprócz - spoiler! - Kate na koniu z bandą dzikich dzieci dołączającej do wielkiej walki pod koniec. Za chuj by kobieta w tamtych czasach tak nie zrobiła. Chyba, że Joanna D'Arc, ale to była Marion, nie Joanna. Ekran w kinie wreszcie naprawili na największej sali i projektory wymienili pewnie z powodu zainstalowania 3D. Po raz pierwszy od 5 lat jak tu żyję obraz jest krystalicznie czysty i wreszcie nie widać jak przez mgłę. Akurat jak się mam wyprowadzać ich ruszyło. Następny przystanek - Prince of Persia pojutrze. Może i głupi, ale ładni ludzie są. Chcecie mi powiedzieć, że z innych powodów chodzicie do kina???

Może stękam. Może się alienuję. Może mógłbym być teraz gdzieś, gdzie nie jestem robiąc coś, co bym chciał, ale nie jestem ani nie robię. Ale nie jestem złym człowiekiem, bo codziennie dokarmiam PAJACYKA.

sobota, 15 maja 2010

Raj.
Póki co upłynęło 5 dni odkąd miałem ostatnio alkohol w ustach oraz 4 kiedy paliłem szluga. Czuję się fantastycznie! Zrelaksowany, budzący się co rano, wcześnie rano, bez kaca. Pełen energii i chęci do życia, wyrzucania rąk w górę ze szczęścia. Życie na trzeźwo to najlepszy narkotyk na świecie, o tak. Ptaszki ćwierkają przyjemnie, a psy ujadają szczęśliwie. Z przyjemnością koloruję 5tą stronę "Denka + Kluski", bo uwielbiam, wręcz kocham kolorować swoje rysunki. Za nic na świecie bym nie chciał, broń boże, żeby ktoś kolorował za mnie i oszczędzał mi wielu długich godzin spędzanych na tymże właśnie kolorowaniu.

Odkąd tylko otworzyłem oczy wiedziałem, że to będzie fantastyczny dzień wypełniony słońcem i życzliwymi uśmiechami. Życzę wam właśnie takiego dnia, o ile nie lepszego!


wtorek, 11 maja 2010

Kartofle w książce, czyli lekko irracjonalnie oraz książka bez pyr, czyli racjonalnie.
Za moje ostatnie 3.22 euro kupiłem dwie butelki wody (2x .69 c) oraz jabłka (6pak za 1.69) w Lidlu. Przez co też znowu wszedłem na drogę chwały i błogich westchnień, gdyż mogłem był wydać to na dwa piwska i przez resztę dnia myśleć o będącym poza moim zasięgiem trzecim i czwartym, czego nie zrobiłem.

Udało mi się ruszyć górę i w końcu (w końcu - wykrzyknięte, że aż ślina leci na osobę stojącą na przeciwko ciebie. Wybacz Justyna, trzeba było przynieść ściereczkę do okularów) po ponad roku powróciłem do rysowania Denka + Kluski. Moim celem jest pracować z prędkością co najmniej strona na tydzień. Rysunki wychodzą dobrze, ale nie genialnie. Geniusz przychodzi z czasem, bo jego matką jest praktyka. Zabrzmiało mi kiczowato, ale już to napisałem, więc nie będę kasował, bo sens kiczem nie jest. Dzisiaj też odpisał Brett - wydawca z Top Shelf Comics, które to wydało choćby "From Hell" Alana Moora oraz "Lost Girls" Alana, tak, Moora. Zapowiada się ciekawie, a on tylko odpisał, że komiks fajny (na podstawie tych 8 stron co to na Zudzie spoczywają), ale szukają czegoś innego. Dodał, że w takiej gówniatej ekonomii zbytnio w ogóle nic nowego nie szukają, a zabookowani są już do 2012. Miło, że odpisał.

Wylazłem na basen a teraz mi włosy i skóra śmierdzą chlorem. Powinienem wziąć prysznic, bo jak nie to swędzenie po bokach oraz w pępku powróci. Ale nie wezmę. Przepłynąłem 1.3km (a wczoraj 1.5km). Muszę to sobie zapisywać w kalendarzu, żeby statystyki robić pod koniec tygodnia. Nasz pan ze statystyki był takim zabawnym ułomnym hobbitem. Starszy dziadek, miał chyba z 434 lata, i mówił takim śmiesznym głosikiem, no takim, że trudno go było zrozumieć. Na sprawdzianach pozwalał nam patrzeć w książki, żeby znaleźć poprawną odpowiedź (co i tak było trudne dla sporej części klasy, wliczając mnie, bo zawsze byłem kiepski ze ściągania, nawet kiedy było "przyzwolone"). Robił tak, bo wbijał w statystykę, a jego największą miłością były szachy. Ilekroć były turnieje międzywymiarowe, biegał z zeszycikiem i zaczepiał na przerwach uczniów szturchając ich stanowczo za rękaw. Uczniowie wpierw pytali, kiedy będzie turniej, żeby sprawdzić, czy ominą jakąś przerażającą lekcję, jak np. historię.

Ostatniego do tej pory papierosa w pysku miałem wczoraj. Jednego wyżebranego. Po wielu tygodniach od kupienia drugiej części Millenium Stiega Larssona zacząłem ją czytać. Książek mam kupę, ładną kupę, ale tylko do Lisabeth Salander mnie na prawdę ciągnie. Taka świetna książka, a takie kiepskie ekranizacje Szwedzi nakręcili, że hej! W ogóle mija się z duchem i napięciem i zajebistością książek. Jeszliście jeszcze nie czytali to zacznijcie!

Tak sobie ostatnio myślałem tymi dwiema szarymi komórkami mózgowymi, które mi się zostały, nad tym co czyni dobrą historię. Musi być opowiedziana prosto, a jednocześnie genialnie. Nikomu się nie chce myśleć czytając/oglądając. Znaczy wiecie, przesadnie myśleć i dociekać sensu każdego zdania. Po kupieniu "1000 lat samotności" tylko dlatego, że chciałem mieć na koncie przeczytaną książkę, która dostała Nobla, przeczytałem z 30 stron ni w ząb nie rozumiejąc co się dzieje oprócz tego, że na pierwszej stronie kogoś rozstrzelano, a potem ktoś próbował coś i to były losy jego rodziny. Książka została oddana komuś, kto potraktował ją podobnie do mnie. Po drugie (po pierwsze było wyżej), postacie muszą być przedstawione realnie tak, żebyśmy w nie wierzyli, żeby to nie brzmiało jak fikcja i co za tym idzie, żebyśmy się mogli z nimi utożsamiać. Np. "Iron man" stara się być bardzo ludzki, dlatego ogląda się go z przyjemnością (no i 45letni Robercik). Za to filmy, w których postacie zachowują się zupełnie irracjonalnie oraz gadają jak kosmici to strata czasu i pieniędzy. Np. MacGruber. Tak, ja wiem, że to komedia, ale jedna z tych, które nie są śmieszne. Te dwa kluczowe elementy w połączeniu z wyobraźnią i talentem do opowiadania czynią dobrą historię. Kiedy ktoś potrafi dobrze opowiadać, to możesz nawet czytać jego plan dnia z ciekawością i bijącym sercem.

No, ale wiadomo, że też coś musi się dziać, dlatego nie oglądam "Lost". (Za to czekam na 3 sezon "True BLOOD" oraz na 5 "Dextera".

PS. Już dwie osoby śledzą mnie na twitterze - YEAH! Warto żyć w internetowej sieci zastępującej życie.

niedziela, 9 maja 2010

W krzywym, kurwa, zwierciadle...
... czyli o polityce, w pewnym sensie.

Kiedyś denerwowałem się na osobę bliską mojemu sercu, że za dużo klnie. Ona opowiedziała na to, że tylko słowo kurwa jest w stanie wyrazić stan, w którym ona się znajduje. Dzisiaj to rozumiem. Przeklinanie często czy gęsto niekoniecznie oznacza, że jesteś głupim cepem, ale daje wyraz twojej złości. Tyle gwoli uzasadnienia mojego nieczystego języka.

4 maja zrealizowałem swój wcześniejszy pomysł. Mianowicie swoją krótką animację traktującą na temat "Dlaczego warto brać udział w wyborach?" wysłałem do kilku głównych kandydatów na prezydenta RP 2010. Pomyślałem, że może któryś ze sztabów wyborczych chciałby ją wykorzystać, a ja przy okazji mógłbym coś na tym zarobić. Wysłałem więc email do Waldemara Pawlaka, Marka Jurka, Bronka Komorowskiego, Jarka Kaczyńskiego, Grzegorza Napieralskiego, Andrzeja Olechowskiego oraz Jarka Korwin-Mikke (zajęło mi półtorej godziny na znalezienie adresów emailowych i wysłanie tego gówna) o takiej treści:

Witam,

Nazywam się Sebastian Jaster i jestem twórcą filmów animowanych oraz komiksów. W grudniu 2009 stworzyłem na konkurs Forum Obywatelskiego Rozwoju 2 minutową animację pt. "Wybory" http://www.youtube.com/watch?v=zXG-NYWAnZc - na temat "Dlaczego warto brać udział w wyborach?". Film ten skierowany jest głównie do młodzieży i ma zachęcić ją do brania udziału w wyborach prezydenckich.

Wszelkie prawa do niej należą do mnie. Jeżeli byliby państwo zainteresowani współpracą i wykorzystaniem filmu w kampanii wyborczej 2010 Janusz Korwin-Mikke, proszę o kontakt na ten email:sebastianjaster@gmail.com.

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie,
Sebastian Jaster

Tego samego dnia dostałem taką odpowiedź:

Sztab Wyborczy JKM
godzina u nadawcyWysłano o godzinie 10:44 (GMT+02:00). Obecna godzina w tamtej strefie czasowej: 20:14.
doSebastian Jaster
data4 maja 2010 10:44
tematRe: Wybory 2010 - współpraca
ukryj szczegóły 4.05 (5 dni temu)
wyslalem info do wice prezes... Wykorzystanie odpłatne czy darmowe?
Adam Król

Sebastian Jaster
Wykorzystanie odpłatne panie Adamie.
Adam Król - Wolność i Praworządność
sądzac po funduszach które mamy na kampanie bez szans
Tu się skrzywiłem i nic nie odpisałem. Zaraz potem przyszedł kolejny email również z WiP, bowiem wysłałem do kilku kontaktów ze sztabu na raz w razie wu.
Jerzy Szalacinski - WiP
Witam,

dziekuje za przeslana oferte. Ciezko powiedziec czy cos by sie moglo
przydac i na jakich warunkach. Nasza dzialalnosc opiera sie obecnie glownie
na wolontariacie, dlatego z gory zapytam, czy liczy Pan bardziej na
wynagrodzenie czy na slawe? ;)

Pana film jest ideowo niezbiezny z pogladami wyznawanymi przez JKM-a i WiP
ale pewne fragmenty sa plastycznie ciekawe.

pozdrawiam,
Jerzy Szalacinski

Sebastian Jaster

Powinienem był od razu napisać, że chodzi mi o odpłatne wykorzystanie. Dobrze więc, że spytał Pan z góry.

Założeniem filmu jest głównie przykucie uwagi młodzieży, która głupia nie jest (mam nadzieję), przedstawienie historii, z którą mogliby się utożsamić.

Dziękuję bardzo za odpowiedź i proszę dać znać, czy taka forma może się jednak wam przydać.

Na co już odpowiedzi nie dostałem. Okazuje się, że tylko ci z WiP się do mnie odezwali, z czego ostatnia osoba dzisiaj, w niedzielę, kiedy bóg kazał wypoczywać.

Agata Rymaszewska - WiP

Panie Sebastianie a jest możliwość małej modyfikacji tego filmiku na
potrzeby partii?

Sebastian Jaster

Droga Pani Agato,

Oczywiście, że jest. Szczególnie jeśli chodzi o drobną zmianę nie powinno być problemu.

Tylko, że zapomniałem napisać we wcześniejszym liście, że chodzi o wykorzystanie filmu odpłatne, a Adam Król ze sztabu wyborczego pana Korwina kiedy o tym przeczytał, to napisał mi, że "sądzac po funduszach które mamy na kampanie bez szans".
Agata Rymaszewska - WiP
Ach tak - no niestety, jest wiele młodych utalentowanych osób które za
darmo robią takie filmy bo się chcą przy tym wypromować :)
Nieopatrznie wzięłam pana za taką osobę za co przepraszam :)
Kurwa jego mać! Człowiek się uczy na błędach. Już po pierwszym emailu nauczyłem się, że trzeba od razu pisać, że oczekuje się korzyści finansowych, bo dla niektórych to nie jest oczywiste. Jeśli narysuję komiks i go wyślę do wydawcy, to wątpię, żeby on zakładał automatycznie, że to robię za darmo byle mnie tylko wydał. Halooo?!?
Czas to pieniądz. Mój czas to pieniądz. Pewnie, mogę narysować coś za darmo, ale tylko dla bliskich przyjaciół, a nawet i w tym wypadku to rzadkość, bo NIENAWIDZĘ dla kogoś rysować. Artyści tak mają. Z własnej inicjatywy to luz. Więc co te partie polityczne sobie myślą, pytam? Że zrobisz im dobrze za darmo, żeby tylko mieć co do CV wpisać? I na chuj to się mi zda?
Odnośnie pani Agaty, niech mi pokaże mnóstwo takich młodych utalentowanych osób, które same z siebie [czytaj: za darmo] spędzą ponad 2 miesiące, żeby wypromować - nie siebie, ale partię polityczną.
Obłęd.


sobota, 8 maja 2010

Aleja snajperów, nie to pomyłka. Żleś pan skręcił. Nie, nie szkodzi. Skąd.
No. Odpisałem na dwa zaległe emaile, które spędzały mi sen z powiek. Wierciłem się. Pociłem. Śliniłem. Sen nie nadchodził, właśnie tak bardzo mi ten sen z powiek spędzały.

Po miesiącu promowania, "Denek + Kluska" skończyli na 3 miejscu. Mój komiks doszedł najwyżej w historii prób Polaków. Zawdzięczam to wielu osobom, za co im i Wam serdecznie dziękuję. Co ciekawe, był to ostatni konkurs na Zuda, w którym publiczność wybierała zwycięzcę. A ja się załapałem! Ha. Od teraz twój los będzie leżał we właściwych rękach, czyli w ciepłych, smukłych i wypielęgnowanych rękach rekaktora Zudy. Jeśli mu się spodoba, to od razu wygrywasz. Bez żadnego pieprzonego udręczania ludzi, rodziny, znajomych i przypadkowych sąsiadek z których relacji dowiadujesz się o ich bólu krzyża i całej rencie, która poszła na lekarstwa; bez udręczania ich, żeby na ciebie zagłosowali. Widzieliście to - ; - nigdy nie wiem, kiedy tego cholerstwa się używa.

W obliczu tych zmian zamiast czekać dwa lata aż uzbieram siły do kolejnej walki prawdopodobnie jeszcze w tym roku wyślę coś co ma ręce i nogi do Zudy. Będzie trudniej, ale przynajmniej będzie z dumą. Bez łaski. Tymczasem szkic "Denek + Kluska: DIETA" prawie gotowy, tylko dwie strony na brudno się zostały i jak tylko zabiję lenia ruszam do pracy nad 48 stronicowym albumem, który powinien być gotowy nie później niż za rok. Pokazałbym wam jak się ekscytuję, ale skrywa to gruba warstwa mojej skóry oraz pochmurnego grymasu twarzy, więc i tak byście nie zauważyli. Wreszcie będę miał jakiś porządny album komiksowy, coś, co pozwoli mi powiedzieć, że doszedłem do czegoś przed 30stką i pocałować przypadkową lecz nie skrywającą choroby, przypadkową piękność na sylwestra w blasku fajerwerków. Z języczkiem i ściśnięciem.

A tak poza tym, to czuję się drętwo jak kij od miotły, dlatego ostatnio dużo nie pisałem. Żebyście sobie nie myśleli, że jestem szczęśliwym skurczybykiem.

poniedziałek, 31 maja 2010

Seks i porno.

Wstałem wcześniej. Pływałem (1.2km). Zjadłem żurek z proszku (z jajem ze skorupy i resztką ziemniaków z garnka ludzi, którzy narobili tyle, że im się zostało). Nie skończyłem pierwszego rysunku na 7 stronie D+K, ale uczyniłem konkretny postęp. Wciąż druga połowa strony nie ruszona oprócz linii w których włoży się mocno. Ramki. Jutro dzień. W nocy z jutra na pojutrze autobus na lotnisko i tygodniowy pobyt w najlepszym kraju na świecie, czyli w Polsce, gdzie PKB znowu urósło o 3 %, bezrobocie spada, a naród wydaje coraz więcej na RTV, co oznacza, że średnie wynagrodzenie ponownie wzrasta i przeciętnemu obywatelowi żyje się nadprzeciętnie. Tylko wspomnieć, że niedługo zostanie wybrany nowy, lepszy prezydent, a już szczęście sięga zenitu.

Tu przerwę cytując maila zacytowanego w Trójce kiedy mowa była o tym, co lepsze, w czym lepiej wybrać przyszłość - Otwarty Fundusz Emerytalny (w skrócie OFF YOU GO) czy ZUS ( w skrócie Zubożejesz Ultra Szybko)? Pan X napisał do radia takie oto słowa: "Wybór pomiędzy ZUS a OF to tak samo jak wybrać czy lepiej ci uciąć rękę, czy nogę?".

W kraju mocne piwo. Tutaj, w Irlandii, maksymalnie 5.6%, nie dolewają spiritusu jak w Polsce, żeby mieć 7% a nawet 11%, bo nie potrzebują takiego manewru wykonywać. Nasze społeczeństwo jednak takich trunków widać potrzebuje, żeby znosić życie. Czy coś będę jeszcze robił oprócz chlania tych wysokoprocentowych piwsk? Tak, będę malował butelki, wsadzał w nie świeczki i zanosił pod domy, w których panuje mrok aby je rozjaśnić. Ech, to już brednie. Zmęczony jestem.

Chciałem powiedzieć tylko dwie czy ile rzeczy, a zbyt się rozpisuję. Więc: internet odcinają jutro bądź pojutrze. Jak powrócę z wakacji łącza mieć nie będę. We własnym zakresie mogę sobie załatwić ten badziew, co się przez USB podłącza, tą pluskwę telefonii komórkowych, która działa jak krew z nosa, ale przynajmniej nie wymaga kontraktu. Jednak wpierw zobaczę po powrocie ile wytrzymam. W bibliotece jest net za darmo, ale wiadomo, że tam na strony porno (youjizz) sobie nie wejdę. Koło zamku jest bezprzewodowy. Są opcje. Myślę, że wytrzymam dwie godziny.

Kilka dni temu nagrałem pierwszy oficjalny odcinek VideOGGa, ale nie mogę się wziąć, żeby go zmontować i wrzucić na youtube, głównie dlatego, że powoli się spinam przed podróżą i to mi wypełnia czas. Poza tym muszę jeszcze jakąś ładną czołówkę stworzyć, a do tego muszę się ogolić, dziś zaś zarost wczorajszy. A podróż ma być materiałem na drugi odcinek VideOGGa - podróż do korzeni, rodzinne miasto. CZAD. Z początku VideOGG miał być czymś zupełnie innym, ale teraz będzie to blogowo dokumentalny serial dramatyczny portretujący człowieka (Sebastian Jaster, tak, on), miejsc, w których się znajduje i czasu, w którym jest chwilowo uwięziony. Czy będzie miało więcej views na youtube od widea z psem, który goni własny ogon? Wątpię. Ale chuj.

PS. A "Seks w Mieście 2" dobry. Widzę co kobiety w nim widzą. Zajęło mi 6 lat. Dwie czy 3 śmiałe lecz krótkie sceny seksu, ale za to miasta jest dużo.

piątek, 28 maja 2010

Wstręt. Wściekłość. Wkurw, czyli uroki życia i picia.

Zabójczy w wielu przypadkach dym tytoniowy wciąż nie wypełnia moich płuc. Alkohol jednak zalewa wątrobę od czasu do czasu. Tym razem dochodzi do tego nie przy piciu do lustra, lecz tylko wtedy, kiedy jest to inicjowane przez osoby trzecie. A nawet drugie. Tak jak na przykład wczoraj.

Powód dla którego nie popalam jest prosty. Nie potrafię popalać. Albo będę jarał szlugi albo nie. Z alkoholem jest podobnie. Jak już zacznę pić piwo to jeśli po drugim nie przestanę to zwykle piję ponad 4, a wiedz, że 4 to moja granica pomiędzy szmerglem a światem, w którym płaty czołowe są odklejone i nic się racjonalnego myślenia nie lepi. Najgorsze w piciu nie jest dla mnie wydawanie na alkohol pieniędzy czy kac następnego dnia. Czy kac kupa, która akurat przynosi ulgę. Najgorsze to marnotrastwo czasu. Dwa dni zniszczone - pierwszy dzień picia i drugi dzień kaca. Dwa dni, które człowiek taki jak ja mógł spędzić na rysowaniu. Jest jeszcze gorzej.

Wiadomo, młodość nie zna śmierci. Pijesz jarasz i co tam jeszcze chcesz. Jesteś kurwa niezniszalny. Teraz picie powoduje u mnie kaszanę z mózgu następnego dnia. Z góry i doświadczenia wiem, że każda myśl czy uczucie będzie skonstruowane przez tą właśnie kaszanę, więc wbijam, staram się nie przejmować. Wiadomo, boli, kłuje, wyżera, przygniata, a nawet rozsadza, ale nic to, gdyż jest to nieprawda. To tak w pewnym sensie jak ze wściekłością. Nikt nie powinien podejmować żadnych decyzji wtedy, gdyż zwierzę wtedy nami kieruje, a nie człowieczeństwo. Ale to wiemy wszyscy.

I żeby jeszcze na kacu można było poczytać albo nawet pooglądać. Uu, ale wstręt ci nie pozwala. Nic ci się nie chce, ale to nie leń, tylko coś gorszego. Wolę tego nawet nie nazywać, bo jeszcze się dowiem co to jest.

Ktoś kiedyś powiedział, że niebo jest tu na ziemi? Kłamca!

niedziela, 23 maja 2010

W Krainie Deszczowców nie pada.

Kolejny piękny ciepły dzień w Krainie Deszczowców. Słońce grzeje w moje białe wyprane ręczniki oraz w drugą część domu dając moim dłonią wolność od pocenia się miejmy nadzieję jeszcze na kilka godzin, więc czas rysować dalej! W tym tygodniu miałem skończyć 6 stronę D+K, ale jestem 3 dni do tyłu (atak nerwolenia o podłożu depresyjno-wątpiejącym w siebie), więc muszę się streszczać. Kiedy inni piją piwka i rozkoszują się słońcem artysta buduje na swoją przyszłość.

Kupiłem wczoraj skaner za 94.50 euro Canon Lide 100. I co? Działa fantastycznie! Jest szybki, ale to przy skanerach akurat dobra rzecz, i dokładny. No oczywiście, przez 3 lata męczyłem się z All-In-One HP, który tworzył mi brudne kropki dookoła lini narysowanych przeze mnie. Który doprowadzał mnie do furii kiedy godzinami musiałem te jebane kropki wymazywać. Kropki, które pewnie tylko ja widziałem na maksymalnym zbliżeniu i które być może w druku byłyby niewidoczne. Ale profesjonalny skan rysunku powinien być wolny od takich zanieczyszczeń. Dzięki nowemu skanerowi będę miał z górki.

Alkohol w ciągu ostatnich 13 dni: przedwczoraj trzy piwa, wczoraj jedno. Szlugów od ostatnich 13 dni: ZERO.

środa, 19 maja 2010

Kvass.

Zastanawiałem się, czy podzielić się swoją zółcią na OGGu, czy po prostu poczekać, aż szczęścia smak poliże mą niechłopięcą twarz i dopiero wtedy coś nagryzmolić umysłowo. OGG powinien być odzwierciedleniem człowieka go piszącego, ażeby tak było nie wolno OGGa filtrować niczym zdjęcia, które wrzuca się na różne portale społecznościowe. Pokażemy więc i te, na których jest kaprawe, zapite oko, na których nie wyszło się najlepiej lub wprost, wygląda się jak pajac. OGG nie będzie stwarzał urojonego wizerunku szczęśliwego artysty komiksowego. Taka jest jego misja przewodnia - nie mydlić ludziom oczu, nie być jak media. OGG pozostanie wierny Depresyjnemu Rysownikowi Pozytywnych Komiksów.

Poprzedni post był ironią. Wszystko było sarkazmem oprócz zdjęcia, która miało uświadomić prawdę i nie dobrą nowinę. W wyniku tego, iż jednostka ludzka jakkolwiek wspaniała tego jednak nie załapała pytam się was, czy WY załapaliście? Gdyż jeśli nie, to wywodów takich zaprzestać powinienem, choć zrobić to bym musiał ze smutkiem.

Półtora tygodnia bez picia i palenia. Taki mój wynik. To dłużej (odnośnie samego nie picia) niż na mojej 11sto dniowej diecie, która 3 razy zakrapiana była Millerem czy też Coroną w małej butelce (330ml). Huśtawka nastrojów. Dobry humor zdarza się rzadko i po kilku bądź kilkunastu godzinach znika pod grubą warstwą zdenerwowania. A zdenerwowania, zniechęcenia i zmory jest sporo. Nie czuję wcale więcej energii ni szczęścia na moim autodetoksie. Jednak budzę się co rano dumny, że wciąż się trzymam swoich postanowień. Czy jem jak świnia? Wczoraj zrobiłem sobie dwa hotdogi, które otuliłem 3 Grześkami. Nie, nie uważam tego za jedzenie jak świnia.

Dorosłem do tego, żeby kupić sobie nowe jeansy. Nie ma co się oszukiwać, że w te sztruksy sprzed 5 lat zmieszczę się w najbliższym czasie. Poza tym, niedługo lecę do pięknego kraju zwanego Polską, a skoro to piękny kraj, to nie wypada się pokazywać w przyciasnej parze jeansów z dziurą w kroczu. Ktoś mógłby to jeszcze odczytać w niewłaściwy sposób.

Męczę się nad 6 stroną "Denka + Kluski". Ma być strona tygodniowo, i będzie. Ale z pozoru prosty rysunek wcale takim nie jest. Już od ponad 2 godzin, z przerwami na obżeranie się jak świnia, próbuję narysować Denka siedzącego z Jackiem (jego najlepszy przyjaciel) na ławce i idzie mi jak krew z nosa.
Przynajmniej jest wyzwanie. Moim drugim wyzwaniem było zrobienie dzisiaj prania, a trzecim wywieszenie go, taki marazm mnie dopadł, że najchętniej był zaległ w łóżku nie jak książę, lecz jak szukający drzemki mężczyzna, który wstał o 7.22h rano, mimo, że jest na bezrobociu i wcale nie musiał, mógł dalej obrastać brudem i smrodem.

Zupełnie przypadkowo odkryłem nowy niereklamowany jeszcze sklep z europejskim żarciem obok poczty, która wypłaca mi zasiłek. Obok polskich Kubusiów, rosyjskiego Harrego Garncarza jest tam KVASS - napój intrygujący zarówno nazwą jak i smakiem, którego opisać nie potrafię, ale mogę powiedzieć pisząc, że jest oparty na jakimś zbożu, jęczmieniu chyba, a pachnie jak suszone śliwki. Motyw. Nawet dobre (.90 centów)

Potop. 1997 nikogo niczego nie nauczył i jak tylko się skończył incydent pogodowy wszyscy wbili. A teraz powtórka z rozrywki. Bardzo mi przykro, że tak się stało. I pewnie, nie ma co ogłaszać KLĘSKI NARODOWEJ, bo wybory by się niepotrzebnie odwlekły. Wcale nie maKLĘSKI NARODOWEJ. To, że prosimy Unię Europejską o pomoc i Niemcy o maszyny wcale jeszcze nie znaczy, żebyśmy mieli jakąś KLĘSKĘ NARODOWĄ. Czy też ŻYWIOŁOWĄ. Jak go zwał, tak go zwał.

Głosować raczej nie będę, ale po wczorajszym wywiadzie z Korwin-Mikke głosowałbym na niego. Dlaczego? Bo mnie chłopak rozbawił do łez. A Polsce przydałoby się poczucie humoru, na prawdę. Janusz powiedział w Trójce m.in. że dzieciom klapsa dać czasem trzeba (co dobrze wytłumaczył) i że globalne ocieplenie nie istnieje. No nareszcie ktoś o tym powiedział na antenie, a nie dalej tym szarym mydłem ludziom oczy mydli do bólu. Jak wcześniej pisałem trójka istot ludzkich z jego sztabu chciała ode mnie za darmo animacji "Wybory", więc łączy mnie z nim więcej niż mógłbym się spodziewać. Ubaw miałem po pachy. Nagrałem ostatnie 6 minut jakbyście chcieli sobie uprzyjemnić tą szklankę czystej wody dodającej urody, którą na pewno przed sobą macie, a nie kielich alkoholu tudzież kufel - SŁUCHAJTA.

"Valkyrie" - bardzo wciągający film, w którym o dziwo da się znieść Toma Cruise z łatą na oku i bez ręki. Gdyby mu jeszcze dali hak... byłby to jednak ruch zbyt trywialny, rozumiem więc, że tak stać się nie mogło. Po tym filmie, a szczególnie tym motywie:
No i znowu naszła mnie chęć czytania o III Rzeszy i wypożyczyłem z biblioteki książkę na ten temat którą zamierzam przeczytać.

MacGbur reklamują napisami SUPER, ŚMIESZNY, BARDZO ŚMIESZNY, jakby sama reklama tego nie pokazywała. Nie cierpię takich reklam w których mówią ci co masz myśleć o filmie. O tym akurat wiem co mam myśleć i nie jest to żaden z powyższych przymiotników. Byłem na "Robin Hood". Wygląda fantastycznie, historia też fajna oprócz - spoiler! - Kate na koniu z bandą dzikich dzieci dołączającej do wielkiej walki pod koniec. Za chuj by kobieta w tamtych czasach tak nie zrobiła. Chyba, że Joanna D'Arc, ale to była Marion, nie Joanna. Ekran w kinie wreszcie naprawili na największej sali i projektory wymienili pewnie z powodu zainstalowania 3D. Po raz pierwszy od 5 lat jak tu żyję obraz jest krystalicznie czysty i wreszcie nie widać jak przez mgłę. Akurat jak się mam wyprowadzać ich ruszyło. Następny przystanek - Prince of Persia pojutrze. Może i głupi, ale ładni ludzie są. Chcecie mi powiedzieć, że z innych powodów chodzicie do kina???

Może stękam. Może się alienuję. Może mógłbym być teraz gdzieś, gdzie nie jestem robiąc coś, co bym chciał, ale nie jestem ani nie robię. Ale nie jestem złym człowiekiem, bo codziennie dokarmiam PAJACYKA.

sobota, 15 maja 2010

Raj.

Póki co upłynęło 5 dni odkąd miałem ostatnio alkohol w ustach oraz 4 kiedy paliłem szluga. Czuję się fantastycznie! Zrelaksowany, budzący się co rano, wcześnie rano, bez kaca. Pełen energii i chęci do życia, wyrzucania rąk w górę ze szczęścia. Życie na trzeźwo to najlepszy narkotyk na świecie, o tak. Ptaszki ćwierkają przyjemnie, a psy ujadają szczęśliwie. Z przyjemnością koloruję 5tą stronę "Denka + Kluski", bo uwielbiam, wręcz kocham kolorować swoje rysunki. Za nic na świecie bym nie chciał, broń boże, żeby ktoś kolorował za mnie i oszczędzał mi wielu długich godzin spędzanych na tymże właśnie kolorowaniu.

Odkąd tylko otworzyłem oczy wiedziałem, że to będzie fantastyczny dzień wypełniony słońcem i życzliwymi uśmiechami. Życzę wam właśnie takiego dnia, o ile nie lepszego!


wtorek, 11 maja 2010

Kartofle w książce, czyli lekko irracjonalnie oraz książka bez pyr, czyli racjonalnie.

Za moje ostatnie 3.22 euro kupiłem dwie butelki wody (2x .69 c) oraz jabłka (6pak za 1.69) w Lidlu. Przez co też znowu wszedłem na drogę chwały i błogich westchnień, gdyż mogłem był wydać to na dwa piwska i przez resztę dnia myśleć o będącym poza moim zasięgiem trzecim i czwartym, czego nie zrobiłem.

Udało mi się ruszyć górę i w końcu (w końcu - wykrzyknięte, że aż ślina leci na osobę stojącą na przeciwko ciebie. Wybacz Justyna, trzeba było przynieść ściereczkę do okularów) po ponad roku powróciłem do rysowania Denka + Kluski. Moim celem jest pracować z prędkością co najmniej strona na tydzień. Rysunki wychodzą dobrze, ale nie genialnie. Geniusz przychodzi z czasem, bo jego matką jest praktyka. Zabrzmiało mi kiczowato, ale już to napisałem, więc nie będę kasował, bo sens kiczem nie jest. Dzisiaj też odpisał Brett - wydawca z Top Shelf Comics, które to wydało choćby "From Hell" Alana Moora oraz "Lost Girls" Alana, tak, Moora. Zapowiada się ciekawie, a on tylko odpisał, że komiks fajny (na podstawie tych 8 stron co to na Zudzie spoczywają), ale szukają czegoś innego. Dodał, że w takiej gówniatej ekonomii zbytnio w ogóle nic nowego nie szukają, a zabookowani są już do 2012. Miło, że odpisał.

Wylazłem na basen a teraz mi włosy i skóra śmierdzą chlorem. Powinienem wziąć prysznic, bo jak nie to swędzenie po bokach oraz w pępku powróci. Ale nie wezmę. Przepłynąłem 1.3km (a wczoraj 1.5km). Muszę to sobie zapisywać w kalendarzu, żeby statystyki robić pod koniec tygodnia. Nasz pan ze statystyki był takim zabawnym ułomnym hobbitem. Starszy dziadek, miał chyba z 434 lata, i mówił takim śmiesznym głosikiem, no takim, że trudno go było zrozumieć. Na sprawdzianach pozwalał nam patrzeć w książki, żeby znaleźć poprawną odpowiedź (co i tak było trudne dla sporej części klasy, wliczając mnie, bo zawsze byłem kiepski ze ściągania, nawet kiedy było "przyzwolone"). Robił tak, bo wbijał w statystykę, a jego największą miłością były szachy. Ilekroć były turnieje międzywymiarowe, biegał z zeszycikiem i zaczepiał na przerwach uczniów szturchając ich stanowczo za rękaw. Uczniowie wpierw pytali, kiedy będzie turniej, żeby sprawdzić, czy ominą jakąś przerażającą lekcję, jak np. historię.

Ostatniego do tej pory papierosa w pysku miałem wczoraj. Jednego wyżebranego. Po wielu tygodniach od kupienia drugiej części Millenium Stiega Larssona zacząłem ją czytać. Książek mam kupę, ładną kupę, ale tylko do Lisabeth Salander mnie na prawdę ciągnie. Taka świetna książka, a takie kiepskie ekranizacje Szwedzi nakręcili, że hej! W ogóle mija się z duchem i napięciem i zajebistością książek. Jeszliście jeszcze nie czytali to zacznijcie!

Tak sobie ostatnio myślałem tymi dwiema szarymi komórkami mózgowymi, które mi się zostały, nad tym co czyni dobrą historię. Musi być opowiedziana prosto, a jednocześnie genialnie. Nikomu się nie chce myśleć czytając/oglądając. Znaczy wiecie, przesadnie myśleć i dociekać sensu każdego zdania. Po kupieniu "1000 lat samotności" tylko dlatego, że chciałem mieć na koncie przeczytaną książkę, która dostała Nobla, przeczytałem z 30 stron ni w ząb nie rozumiejąc co się dzieje oprócz tego, że na pierwszej stronie kogoś rozstrzelano, a potem ktoś próbował coś i to były losy jego rodziny. Książka została oddana komuś, kto potraktował ją podobnie do mnie. Po drugie (po pierwsze było wyżej), postacie muszą być przedstawione realnie tak, żebyśmy w nie wierzyli, żeby to nie brzmiało jak fikcja i co za tym idzie, żebyśmy się mogli z nimi utożsamiać. Np. "Iron man" stara się być bardzo ludzki, dlatego ogląda się go z przyjemnością (no i 45letni Robercik). Za to filmy, w których postacie zachowują się zupełnie irracjonalnie oraz gadają jak kosmici to strata czasu i pieniędzy. Np. MacGruber. Tak, ja wiem, że to komedia, ale jedna z tych, które nie są śmieszne. Te dwa kluczowe elementy w połączeniu z wyobraźnią i talentem do opowiadania czynią dobrą historię. Kiedy ktoś potrafi dobrze opowiadać, to możesz nawet czytać jego plan dnia z ciekawością i bijącym sercem.

No, ale wiadomo, że też coś musi się dziać, dlatego nie oglądam "Lost". (Za to czekam na 3 sezon "True BLOOD" oraz na 5 "Dextera".

PS. Już dwie osoby śledzą mnie na twitterze - YEAH! Warto żyć w internetowej sieci zastępującej życie.

niedziela, 9 maja 2010

W krzywym, kurwa, zwierciadle...

... czyli o polityce, w pewnym sensie.

Kiedyś denerwowałem się na osobę bliską mojemu sercu, że za dużo klnie. Ona opowiedziała na to, że tylko słowo kurwa jest w stanie wyrazić stan, w którym ona się znajduje. Dzisiaj to rozumiem. Przeklinanie często czy gęsto niekoniecznie oznacza, że jesteś głupim cepem, ale daje wyraz twojej złości. Tyle gwoli uzasadnienia mojego nieczystego języka.

4 maja zrealizowałem swój wcześniejszy pomysł. Mianowicie swoją krótką animację traktującą na temat "Dlaczego warto brać udział w wyborach?" wysłałem do kilku głównych kandydatów na prezydenta RP 2010. Pomyślałem, że może któryś ze sztabów wyborczych chciałby ją wykorzystać, a ja przy okazji mógłbym coś na tym zarobić. Wysłałem więc email do Waldemara Pawlaka, Marka Jurka, Bronka Komorowskiego, Jarka Kaczyńskiego, Grzegorza Napieralskiego, Andrzeja Olechowskiego oraz Jarka Korwin-Mikke (zajęło mi półtorej godziny na znalezienie adresów emailowych i wysłanie tego gówna) o takiej treści:

Witam,

Nazywam się Sebastian Jaster i jestem twórcą filmów animowanych oraz komiksów. W grudniu 2009 stworzyłem na konkurs Forum Obywatelskiego Rozwoju 2 minutową animację pt. "Wybory" http://www.youtube.com/watch?v=zXG-NYWAnZc - na temat "Dlaczego warto brać udział w wyborach?". Film ten skierowany jest głównie do młodzieży i ma zachęcić ją do brania udziału w wyborach prezydenckich.

Wszelkie prawa do niej należą do mnie. Jeżeli byliby państwo zainteresowani współpracą i wykorzystaniem filmu w kampanii wyborczej 2010 Janusz Korwin-Mikke, proszę o kontakt na ten email:sebastianjaster@gmail.com.

Dziękuję i pozdrawiam serdecznie,
Sebastian Jaster

Tego samego dnia dostałem taką odpowiedź:

Sztab Wyborczy JKM
godzina u nadawcyWysłano o godzinie 10:44 (GMT+02:00). Obecna godzina w tamtej strefie czasowej: 20:14.
doSebastian Jaster
data4 maja 2010 10:44
tematRe: Wybory 2010 - współpraca
ukryj szczegóły 4.05 (5 dni temu)
wyslalem info do wice prezes... Wykorzystanie odpłatne czy darmowe?
Adam Król

Sebastian Jaster
Wykorzystanie odpłatne panie Adamie.
Adam Król - Wolność i Praworządność
sądzac po funduszach które mamy na kampanie bez szans
Tu się skrzywiłem i nic nie odpisałem. Zaraz potem przyszedł kolejny email również z WiP, bowiem wysłałem do kilku kontaktów ze sztabu na raz w razie wu.
Jerzy Szalacinski - WiP
Witam,

dziekuje za przeslana oferte. Ciezko powiedziec czy cos by sie moglo
przydac i na jakich warunkach. Nasza dzialalnosc opiera sie obecnie glownie
na wolontariacie, dlatego z gory zapytam, czy liczy Pan bardziej na
wynagrodzenie czy na slawe? ;)

Pana film jest ideowo niezbiezny z pogladami wyznawanymi przez JKM-a i WiP
ale pewne fragmenty sa plastycznie ciekawe.

pozdrawiam,
Jerzy Szalacinski

Sebastian Jaster

Powinienem był od razu napisać, że chodzi mi o odpłatne wykorzystanie. Dobrze więc, że spytał Pan z góry.

Założeniem filmu jest głównie przykucie uwagi młodzieży, która głupia nie jest (mam nadzieję), przedstawienie historii, z którą mogliby się utożsamić.

Dziękuję bardzo za odpowiedź i proszę dać znać, czy taka forma może się jednak wam przydać.

Na co już odpowiedzi nie dostałem. Okazuje się, że tylko ci z WiP się do mnie odezwali, z czego ostatnia osoba dzisiaj, w niedzielę, kiedy bóg kazał wypoczywać.

Agata Rymaszewska - WiP

Panie Sebastianie a jest możliwość małej modyfikacji tego filmiku na
potrzeby partii?

Sebastian Jaster

Droga Pani Agato,

Oczywiście, że jest. Szczególnie jeśli chodzi o drobną zmianę nie powinno być problemu.

Tylko, że zapomniałem napisać we wcześniejszym liście, że chodzi o wykorzystanie filmu odpłatne, a Adam Król ze sztabu wyborczego pana Korwina kiedy o tym przeczytał, to napisał mi, że "sądzac po funduszach które mamy na kampanie bez szans".
Agata Rymaszewska - WiP
Ach tak - no niestety, jest wiele młodych utalentowanych osób które za
darmo robią takie filmy bo się chcą przy tym wypromować :)
Nieopatrznie wzięłam pana za taką osobę za co przepraszam :)
Kurwa jego mać! Człowiek się uczy na błędach. Już po pierwszym emailu nauczyłem się, że trzeba od razu pisać, że oczekuje się korzyści finansowych, bo dla niektórych to nie jest oczywiste. Jeśli narysuję komiks i go wyślę do wydawcy, to wątpię, żeby on zakładał automatycznie, że to robię za darmo byle mnie tylko wydał. Halooo?!?
Czas to pieniądz. Mój czas to pieniądz. Pewnie, mogę narysować coś za darmo, ale tylko dla bliskich przyjaciół, a nawet i w tym wypadku to rzadkość, bo NIENAWIDZĘ dla kogoś rysować. Artyści tak mają. Z własnej inicjatywy to luz. Więc co te partie polityczne sobie myślą, pytam? Że zrobisz im dobrze za darmo, żeby tylko mieć co do CV wpisać? I na chuj to się mi zda?
Odnośnie pani Agaty, niech mi pokaże mnóstwo takich młodych utalentowanych osób, które same z siebie [czytaj: za darmo] spędzą ponad 2 miesiące, żeby wypromować - nie siebie, ale partię polityczną.
Obłęd.


sobota, 8 maja 2010

Aleja snajperów, nie to pomyłka. Żleś pan skręcił. Nie, nie szkodzi. Skąd.

No. Odpisałem na dwa zaległe emaile, które spędzały mi sen z powiek. Wierciłem się. Pociłem. Śliniłem. Sen nie nadchodził, właśnie tak bardzo mi ten sen z powiek spędzały.

Po miesiącu promowania, "Denek + Kluska" skończyli na 3 miejscu. Mój komiks doszedł najwyżej w historii prób Polaków. Zawdzięczam to wielu osobom, za co im i Wam serdecznie dziękuję. Co ciekawe, był to ostatni konkurs na Zuda, w którym publiczność wybierała zwycięzcę. A ja się załapałem! Ha. Od teraz twój los będzie leżał we właściwych rękach, czyli w ciepłych, smukłych i wypielęgnowanych rękach rekaktora Zudy. Jeśli mu się spodoba, to od razu wygrywasz. Bez żadnego pieprzonego udręczania ludzi, rodziny, znajomych i przypadkowych sąsiadek z których relacji dowiadujesz się o ich bólu krzyża i całej rencie, która poszła na lekarstwa; bez udręczania ich, żeby na ciebie zagłosowali. Widzieliście to - ; - nigdy nie wiem, kiedy tego cholerstwa się używa.

W obliczu tych zmian zamiast czekać dwa lata aż uzbieram siły do kolejnej walki prawdopodobnie jeszcze w tym roku wyślę coś co ma ręce i nogi do Zudy. Będzie trudniej, ale przynajmniej będzie z dumą. Bez łaski. Tymczasem szkic "Denek + Kluska: DIETA" prawie gotowy, tylko dwie strony na brudno się zostały i jak tylko zabiję lenia ruszam do pracy nad 48 stronicowym albumem, który powinien być gotowy nie później niż za rok. Pokazałbym wam jak się ekscytuję, ale skrywa to gruba warstwa mojej skóry oraz pochmurnego grymasu twarzy, więc i tak byście nie zauważyli. Wreszcie będę miał jakiś porządny album komiksowy, coś, co pozwoli mi powiedzieć, że doszedłem do czegoś przed 30stką i pocałować przypadkową lecz nie skrywającą choroby, przypadkową piękność na sylwestra w blasku fajerwerków. Z języczkiem i ściśnięciem.

A tak poza tym, to czuję się drętwo jak kij od miotły, dlatego ostatnio dużo nie pisałem. Żebyście sobie nie myśleli, że jestem szczęśliwym skurczybykiem.

@templatesyard