kwietnia 2010 - OGG

czwartek, 29 kwietnia 2010

Idea.
Pamiętamy ideę, nie człowieka. Człowiek może przegrać. Może być zabity, zapomniany. Lecz idea wciąż trwa i może zmienić świat.

- Przygotowując się do wywiadu w radiu, który nastąpi za kilka godzin wysłuchałem sobie jeszcze raz przemówienia o idei z "V like Vendetta" oraz obejrzałem do połowy "Goodmorning Vietnam". Moja idea jest prosta. Jeżeli ludzie przed odbiornikami zjednoczą się w myśl mojej idei, będą w stanie zmienić moje życie głosując na Denka + Kluskę. Jeden człowiek potrafi zmienić swoje życie, jako indywidualna jednostka jej moc ma jednak granicę. Wspólna świadomość społeczeństwa, połączenie jednostek w imię pewnej idei, potrafi zmienić cały świat. Potrafi spełnić marzenie, moje marzenie, które jest na sprzedaż. Bez żadnych datków oprócz kilku minut z codziennego życia obywateli. Tyle potrzeba.

Zestresowany. Nigdy nie był w radiu. Spał tylko trzy godziny. Zmęczony. W brzuchu się kręci. Pogodził się ze skończeniem na trzecim miejscu, jednak cząstka jego wciąż wierzy, musi wierzyć, że jest nadzieja. I nawet jeśli nadzieja jest matką głupich, to bez tej nadziei nie mielibyśmy nic i nie byłoby sensu wstawać z łóżka każdego dnia.



sobota, 24 kwietnia 2010

Radio Ga Ga.
Edwina Grace prowadząca audycje w lokalnym radiu KCLR 96 FM zgodziła się z przyjemnością ugościć mnie jakoś na początku przyszłego tygodnia. Już teraz zaczynam martwić się, czy nie zabraknie mi języka w gębie. Nigdy nie byłem na antenie, choć zawsze chciałem być prowadzącym audycje.

Trzymajcie kciuki!
Brak humoru, brak wyobraźni.
Dzisiaj rano jeszcze w miarę dobrze się czułem, ale teraz jak to się mawiało naturalnie kiedy było się młodszym, zaliczyłem doła. Dlatego też przytoczę ciosy wymierzone we mnie.

Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził - mówi mądre polskie przysłowie. Od początku tego miesiąca sporo już osób pomogło mi w konkursie Zuda i wiadomo, że reakcja ludzi i znajomych i przyjaciół jest pozytywna. Portale komiksowe zamieściły newsy o mnie w konkursie zgodnie z moją prośbą. Kiedy napisałem o tym na forum irlandzkim jedna dziewczyna nawet sama z siebie zamieściła tą informację na forum Polonii w Waterford. Ogólnie rzecz biorąc widzisz, że masz do czynienia z dorosłymi osobami. Czego za bardzo nie mogę powiedzieć o kilku innych przypadkach, gdzie ludzie rzucają na ciebie swój jad.

Kiedy komiksomania.pl zamieściła pierwszą informację wraz z napisanym przeze mnie instruktarzem pojawił się taki komentarz:

lola 07-04-10 21:26 - karze...'????? w instrukcji jest niezły byk ortograficzny 'Bog karze' żeby w dobie netu nie sprawdzić pisowni... WSTYD

na co ktoś odpisał:

marcys 07-04-10 23:17 - RE: 'karze...'????? a sprawdziłaś dobrze co jest napisane i to pismem odręcznym bo chodzi Ci chyba o słowo 'Bóg'

a moja przyjaciółka EMI dodała:

widocznie rysował zamiast uczyć się ortografii :)

Później napisałem na forum Polaków w Anglii zachęcając do głosowania na rodaka. I też:

leegree -
Wiesz, że to nie uczciwe? Co zrobisz, gdy szanowne Jury dowie się o Twoich tego typu "zachęcaniach" do głosowania na Twój komiks? Pewnie zostałbyś zdyskwalifikowany.

Staram się nic nie odpisywać, bo tacy ludzie tylko na to czekają i nie dadzą się złamać, bo oni wiedzą swoje już od brzdąca. Jednak tu nie mogłem się powstrzymać, i musiałem odpisać (krótko i treściwie):

herr zeba - Wręcz przeciwnie - tak właśnie działa ten konkurs.

leegree - To nie konkurs. To rywalizacja kto ilu znajomych namówi na głosowanie, bez względu na to, czy się podoba, czy nie. Nawet nie wysiliłeś się, aby poprosić o przeczytanie, tylko od razu głosować. Na mnie nie licz.

Ekhe - em!

Uprzejmy Tomasz Pstrągowski z komiksomani zamieścił drugą informację, o moim konkursie zachęcającym na głosowanie na mnie i szansie na wygranie nagrody za pomoc. Nie trzeba było długo czekać:

dante 23-04-10 13:53 - syf. ma wygrać dzięki talentowi, a nie internautą liczącym na nagrody... ale tak to jest, kiedy talent BRAK!

Może to ten portal przyciąga takich ludzi. Komiksomania należy do wp.pl. Ani na Alei Komiksu, Komiks Polterze, Zeszytach Komiksowych, WAK-u ani też na Gildii Komiksu nikt błotem mnie nie obrzucał.

Odnośnie tych kilku komentarzy, ja ze swojej strony czekam na dzień, kiedy będę zbyt zajęty, żeby nawet takie śmieci czytać. W Zuda talent ma znaczenie, dlatego redaktor w ogóle wybiera cię do konkursu, ale głosują internauci, nie wiem, sam nie wiem w jakim świecie niektórzy żyją. Jak im się nie podoba, to po co się w ogóle wypowiadają? Bo mają tyle żółci do rozdania?
Zjada cię strach?
Miałem dzisiaj bardzo ciekawy sen.

Leciałem w samolocie do Polski, co zresztą niedługo ma stać się na prawdę. Samolot już miał lądować, ale nikt nawet nie powiedział przez głośniki, żeby zapiąć pasy. Okazało się, że samolot zbacza z pasa do lądowania w pole i zaczyna z straszną prędkością po nim sunąć. W tym momencie kalecznie udało mi się zapiąć pasy z naiwną nadzieją, że to coś pomoże. Jednak tuż po zapięciu pasów zrozumiałem, że to na nic i że wszyscy zginiemy. Nagle zaczęło robić się bardzo gorąco. Zamknąłem oczy. Temperatura zdawała się wszystko wypalać. Bałem się bólu, na szczęście go nie czułem, czułem tylko żar. Pomyślałem, że nie czuję bólu, bo już prawie jestem martwy.

Całe życie nie przeleciało mi przed oczami. Nie. W głowie miałem tylko dwie myśli. Pierwszą, o swojej byłej dziewczynie, którą wciąż bardzo kocham. Bolało mnie, że tak ją zostawię samą na świecie (oczywiście i tak by nie była sama, tylko chodzi o to, że mnie by już tu nie było). Drugą myślą było gigantyczne rozczarowanie, że miałem tyle rzeczy, do zrobienia, rzeczy, które mogłem osiągnąć, a tak prędko i nagle został mi czas na ich zrealizowanie odebrany. Konkurs, który mogę wygrać, że mógłbym się bardziej postarać, zdobyć więcej głosów i zwyciężyć a tak... NIEMOC.

Nie da się tego opisać słowami, ale sny mają tą magiczną moc, że uczucia przeżywane w nich są jak najbardziej realne. Wiedząc, że to już mój koniec odczuwałem gigantyczny żał, że już tu więcej nie powrócę, że to już koniec.

Uff, na szczęście był to sen-kopniak-w-dupę. Weź się w garść i działaj!

PS. Jeśli wciąż nie zagłosowałeś/ałaś proszę, zrób to dla mnie, namów też znajomych. Szczegóły TU, będę dozgonnie wdzięczny.

środa, 21 kwietnia 2010

9 dni, a ja MAM TO WE KRWI.
Tak, zostało się 9 dni do końca konkursu a poprzeczka jest wysoko. Dzisiaj w Aktualnościach Lokalnych - gazecie ze Złotowa, mojego rodzinnego miasta - pojawił się artykuł o moim uczestnictwie w konkursie zachęcający do głosowania. Wysłałem im informacje o sobie i konkursie. Okazało się, że Kamil - dziennikarz - chodził do równorzędnej z moją klasy w średniej i gdybym zobaczył jego twarz (do czego nie doszło) to bym go pewnie od razu skojarzył. Najlepszy motyw, to nagłówek "Mam to we krwi". Słów tych użyłem opisując swoją pasję, bo nie chciałem się rozdrabniać dlaczego rysuję a nie np. poświęciłem swojego życia grze na flecie.

Kliknij na obrazek, żeby powiększyć:
Jak do tej pory ponad 9 portali internetowych (strony poświęcone komiksom, Polonii, lokalna gazeta) było na tyle miłych, że zamieściły informacje o Denku + Klusce na Zuda. Jednak ten artykuł w Aktualnościach, którego jeszcze z podekscytowania nie czytałem (na razie "mam to we krwi" mi wystarcza), najbardziej mnie cieszy. Dlaczego? No, bo.

Do końca konkursu wciąż pozostało 9 dni. Jeszcze raz chciałbym Ciebie prosić, Drogi Czytelniku OGGa, abyś pomógł mi wygrać i zagłosował na komiks DAN + CLUE (jeśli wciąż tego nie zrobiłeś). Im więcej głosów oddanych przez internautów, tym większe me szanse na zaistnienie. Proszę tylko o 5 minut z Twojego życia. Instrukcja jak najefektywniej głosować jeszcze raz TU.

Poniżej krótkie wideo promujące komiks. Tylko, że zdaje mi się, iż wyszło na anty-reklamę, bo jakiś umęczony jestem, ale to ten konkurs wysysa z ciebie energię. Angielska wersja wyszła trochę lepiej/inaczej a jest TUTAJ. Ciąg dalszy nastąpi.





<a href="http://www.linkedtube.com/_UzhO-tYEpMc33a8dea233b6223c02331052ffb4997.htm">LinkedTube</a>

piątek, 16 kwietnia 2010

Katyń zamiast Rambo?
Kiedy zdarzyła się tragedia narodowa TVP1 zamiast wyemitować zgodnie z programem zabójczy film "Rambo" zmieniła ramówkę i zamiast tego puściła jeszcze bardziej zabójczy "Katyń". Bo jakby mało było tej tragedii. Gdybym na przykład miał grypę, to czy bym chciał oglądać film o grypie? Żeby się jeszcze bardziej przygnębić? Otóż nie.

Nie jestem zwolennikiem żałoby narodowej, ponieważ nie jestem zwolennikiem żałoby. Kiedy umrę, chcę, by ludzie się cieszyli, że wreszcie przestałem się męczyć na tej planecie i jestem już gdzie indziej lub też Nigdziebądź. Kiedy umrze mi ktoś bliski będę płakał i jęczał, ale nie będę łaził na czarno przez miesiąc, nie będę się z tym obnosił.

W samolocie, w którym leciał z nimi pilot nie było szczęścia i spadł. Czy mi żal? Nie. Dlaczego? Bo nikogo z nich nie znałem. Ta odrobina empatii, którą posiadam, łączy mnie z osobami które znam, z którymi rozmawiałem, z osobami które lubię i kocham. Więc powinno mi choć być żal, że ludzkie istnienie się skończyło. Ale, jak zostało słusznie zauważone (lecz chyba potem z miejsca, w którym zostało to zauważone, zostało to usunięte, bo już tego znaleźć nie mogę, a chciałem polinkować) codziennie ludzie giną w jeszcze większych ilościach. Mnóstwo ludzi umiera z głodu, z głodu! Jeśli wierzyć billboardowi to 500 osób dziennie (o ile jednego zera nie skróciłem), ale za nimi jakoś nikt nie płacze, nie urządza żałoby. Żyjemy sobie, jak gdyby nigdy nic w naszej nieświadomości, ignorancji. Z drugiej strony co możemy zrobić? Nie zmienimy tego systemu który od pokoleń trwa twardo jak skała.

+ Mogę mieć inną perspektywę żyjąc już prawie 5 lat za granicą.

Tydzień. Los tak chciał, że jeszcze przez miesiąc będę miał polską telewizję. Ilekroć koło tego gadającego pudełka z obrazem przechodziłem to widziałem to samo. Dzień w dzień. Ile można, no ile? Stała się tragedia. Ważne osoby zginęły. Rozumiem. Ale truć o tym dzień po dniu, co to da? Nic. A prawdziwe problemy są wciąż tu obok nas. Ech... Tak, nie musiałem tego słuchać, mogłem przejść obojętnie obok telewizora. Nie o to jednak chodzi, lecz o to, co się wyprawia. Zawsze byłem przeciwnikiem robienia ludziom wody z mózgu i na to jestem bardzo wyczulony. Jakby mi ktoś kazał przez tydzień łazić ze spuszczoną głową i wypowiadać się dobrze o kimś, kogo, powiedzmy, nie lubiłem, to by mnie szlag trafił. W imię czego? Na ludziach nie umiem się poznać od razu, ale na sztuczności organów władzy i mediów tak.

Dobrze, słowo "zamach" nie pada w mediach. Tak samo, jak słowo "Bomba!" nie pada w zatłoczonym szpitalu, bo byłby popłoch, ktoś by upadł i został stratowany. Trzeba delikatnie. Ale aż dziw bierze, że w sprawnym samolocie z powodów niejasnych dochodzi do tragedii. I że nikt nie przeżył. Pamiętacie serial "Lost"? Tam jeszcze gorsza masakra, a tylu ich przeżyło i wciąż dają radę. Dość żwawo. Ktoś z rządu amerykańskiego wypowiedział się, że oni to razem w jednej latającej konserwie się nie zamykają, bo gdyby był zamach, to by się mnóstwo pieczeni upiekło na jednym ogniu. Niby Amerykanie tacy głupi, a tu patrz! Kupa głów państwa się zjeżdża na pogrzeb, który będzie miał miejsce w piramidzie Cheopsa. Jeżeli ktoś to tak sprytnie zaplanował, to przebiło by nie jedną powieść Ludlum'a czy Koontz'a. Wiecie, co by się stało, gdyby podczas mszy wszyscy wylecieli w powietrze? Początek III Wojny Światowej. Bo tak przez ostatnie dekady coś strasznie cicho jest (oprócz wiadomo, niektórych obszarów), a i Obama chce budować nowy reaktor atomowy a i w Polsce też już się szykują, bo nam prądu braknie.

Wszystko to pozory. Burmistrz miasta przychodzi na otwarcie drogi z wielkimi nożycami przecina czerwoną wstęgę i się wychwala o to, o tamto, a zdjęcie jego w gazecie. To nie on tą drogę wybudował. To Heniek i inni robotnicy swoimi własnymi rękami się męczyli. To oni powinni przecinać wstęgę, ale to się nie zdarzy w świecie, w którym żyjemy.

Dobrze, że nie jestem sławny i mogę się spokojnie wypowiadać. Nikt na mnie psów nie będzie wieszał ani pensji poselskiej mi nie obetnie. Wolność słowa!

PS. Nie wiem, czy to tak na prawdę było z tym "Katyniem" zamiast "Rambo". Wiem, że "Rambo" miał lecieć, a zaraz potem ktoś krzyknął, że "Katyń" będzie. Za dobry tytuł posta, żeby odrzucić.

wtorek, 13 kwietnia 2010

AWANS!
Drugi ranking pojawił się dzisiejszego poniedziałka i Dan + Clue wskoczyło o jedno oczko wyżej! Z 7 na 6. Napisałem dziś do dwóch lokalnych gazet, żeby napisały o głosowaniu i wsparciu mnie w tym tygodniu, zobaczymy czy coś da (jeśli napiszą). Poinformowałem wszystkie kontakty z gmaila, facebooka (polskie i niepolskie), a jutro się wezmę za naszą-klasę, choć to trochę czarno widzę. No, ale skoro awansowało to jest nadzieja i na prawdę uważam, że aż tak wielkiej różnicy pomiędzy rankingami nie ma.

Jacek rozłożył mi procentowo ile czego składa się na ostateczną ocenę:
1. VOTE i to nawet z 80-85% oceny,
2. Rating 5%
3. Favorites 5%
4. Views 5%


Dan + Clue póki co - na chwilę obecną - ma najwięcej views - 16441, ale komiks z 2go miejsca w ciągu ostatnich dni dobił do 16000. Więc pod względem views pewnie za parę godzin go przewyższy (lub minut). Tylko że to się na głosy niestety nie przekłada. Każdy pozostały komiks nie ma więcej niż 5000 views. Co muszę jakimś cudem osiągnąć, to pobić pod względem FAVORITES pozostałe komiksy. Te z 1 miejsca ma 126 FAV, a ten z 2 ma 142. I za każdym FAV na pewno stoi oddany głos. Dan + Clue mają 50, gdyby przebiły pozostałe to by się okazało jak by to wpłynęło na nowy ranking który pewnie będzie w następny poniedziałek o ile nie wcześniej. Jeśli wciąż nie zagłosowałeś/aś proszę zagłosuj i poinformuj dobrych znajomych swych. Pamiętaj, że oprócz głosowania również danie 5 gwiazdek i dodanie komiksu do ulubionych mu pomaga.

Jak świadkowie Jehowy nie będę wam obiecywał raju, nie będę nawet wam pokazywał kiczowatego obrazka raju, nie. Ale - i tu straciłem wątek. Początek był taki, że ujdzie, ale teraz co? Zagłosuj, nie rzucaj życia mego los na sztos, na sztos, na sztos.

piątek, 9 kwietnia 2010

Laskocud żywieniowy. Tak nie naprawdę nie.
Czy wierzę w cuda? Zależy w jakie. Na przykład mogę uwierzyć, że w przyszłości wymyślą w końcu pasek anty-grawitacyjny, taki który miał Alf w komiksie wydanym w Polsce na początku lat '90tych, i będziemy mogli sobie nareszcie spluwać z takiej wysokości, z jakiej się nam będzie chciało. Bo co byś zrobił/a z takim wynalazkiem? Polatałoby się, ale to wcześniej czy później by się znudziło (tak jak serial "Zagubieni") i trzeba by było sobie jakoś urozmaicić lot, np. spluwając na chodnik z 19 lub 84 piętra. W co natomiast nie wierzę, choć bym chciał, to że kiedyś w przyszłości zdarzy się cud i komputery nigdy przenigdy nie będą się zawieszały. Nawet mojemu MacBookowi Pro zdarza się to czasami, Windowsa już nie wspominając. Przyczyna dla którego to się nie stanie jest prosta - człowiek jest ułomny. Może stworzyć doskonałą maszynkę do golenia albo samowar, ale komputer to inna gadka.

Moje największe ostatnie rozczarowanie spotkało mnie trzy tygodnie temu, kiedy w mrocznym zakątku wydzielonej mi półki w szafce z jedzeniem odnalazłem zeschniętą bułę z kina. A tak miałem ochotę na pieczywo od 3 dni! Marnotrawstwo, ale musiałem ją wyrzucić, bo była tak sucha, że nadawała się tylko na bułkę tartą. A ja własnej bułki tartej nie produkuję, tylko kupuję. Mój kolejny szczytny plan ograniczenia pieczywa skończył się tak, że wczoraj go nie jadłem, ale sobie to wynagrodziłem frytkami (mrożone, lidl, olej, jam!) jak również i dzisiaj, tylko po to, żeby pęknąć o 2130h i popędzić, pognać, polecieć jak na skrzydłach, jak upięty pasem anty-grawitacyjnym do supermarketu i kupić sobie 4 buły z czego skonsumowałem 2 z ilością masła taką, że wciąż ją czuję. Nikt tak nie opowiada o żarciu, jak Sebastian. A grejpfrut wciąż leży od wczoraj na biurku. I czeka. Szczęśliwy, że wciąż żyje. Jabłko, które czekało z nim nie miało tyle szczęścia i odeszło do Raju Dla Owoców. Wszystkie owoce idą do nieba.

Pozory mylą. Wczoraj wracam sobie po seansie Kick-Ass, filmu, którego tytułu na Polski wcale nie przetłumaczyli, więc ja to zrobię. Kick-Ass tłumaczymy Skopię-Ci-Dupę, a forma mniej miła to Skopię-Ci-Zad. Pozostałe dopuszczalne formy to Skopię-Ci-Zada oraz Zada-Ci-Skopię. Skłaniałbym się jednak ku Skopię-Ci-Zad. Przykładowy dialog:

- Olaboga, ktoś ty jest?
- Jestem Skopię-Ci-Zada. Nie potrafię latać, ale mogę skopać ci zada!

- Bo tak to dla nich po angielsku brzmi, prosto, banalnie. A jak pięknie! Wracam więc z seansu, po przeciwnej stronie jadłodajni z frytkami, hamburgerami itp. (ponoć najlepszymi w mieście) przy krawężniku mijam 3 samochody. W każdym z nich ktoś je z apetytem przed chwilą zakupione pyszności. Tak, to nie Polska (kochany kraj, który wychował patriotycznego ironistę), tu ludzie zamiast robić obiad wsiadają w samochód z dzieciakami i jadą do WcDonalda gdzie czytają gazety ŻRĄC, a dzieci zajęte Unhappy Mealem ŻRĄ również. Albo gdy WcDonald zamknięty to właśnie zatrzymują się przy takim Take Away'u i nawet z tym ŻARŁEM do domu nie dojeżdżają, tylko ŻRĄ na miejscu. Przeszedłem więc koło togo pięknego zjawiska mijając domy w których wcześnie była normalnie ugotowana obiadokolacja. W drodze pod górkę ujrzałem przed sobą parę - laskę i faceta. Zataczali się że hej! Zbliżając się głowiłem się jak ich ominąć, skoro szli od lewego do prawego końca chodnika zygzakiem. Nie zdążyłem się jednak dowiedzieć, bo kiedy już miałem zataczać wokół nich łuk okazało się, że młoda dziewczyna wspiera starszego mężczyznę, który idzie o lasce (laskę widziałem od początku, ale jakoś nie skumałem o co biega) i prowadzi go do doktora, który ma czynne chyba całodobowo. Akurat jedyny taki w mieście i to w dodatku koło mojego osiedla. W niedzielę też ma otwarte.

Jeśli post ten zawiera wyrazy, w których brakuje liter winą mą to nie jest, lecz winą klawiatury.
7 cudów świata.
Kto potrafi je wymienić? Na pewno nie ja. Jedno jest pewne - Denek + Kluska w diecie po pierwszym rankingu znajdują się na 7dmym (z 10) miejscu. D+C widziało 15755 osób, kiedy komiks zajmujący 1 miejsce na chwilę obecną widziało 2283. Jednak nie chodzi o to, ile osób widziało, lecz o to ile osób na komiks zagłosowało. Tego Zuda nie ujawnia, jednak daje się zauważyć pewną zbieżność w rankingu jak i w komiksach, które ktoś dodał do ulubionych. Bo aby pomóc komiksowi wygrać można na niego zagłosować, dać gwiazdki (od 1 do 5) oraz dodać komiks do ulubionych. I tak, komiks, który zajmuje 1wsze miejsce został dodany do ulubionych przez 70 osób. Każdy kolejny komiks ma mniej niż 70 ulubionych (Denek + Kluska mają 30 ulubionych). Nie trzeba długo myśleć, żeby wywnioskować, że ten, kto dodał komiks do ulubionych również na niego zagłosował. Gdyby liczba odwiedzin przekładała się na liczbę głosów, jestem pewien, że D+C byliby na 1szym miejscu, jako że pod względem odwiedzin przewyższają o ponad 5000 tysięcy komiks który prowadzi.

Co teraz? Cóż, do tej pory poinformowałem każdy portal komiksowy, który znam o moim debiucie w konkursie Zuda i większość z nich wrzuciła tego newsa. Poinformowałem wszystkie kontakty, które mam na gmailu oraz wrzuciłem info na tablicę na facebooku. Pozostało mi jeszcze powysyłać osobiste wiadomości do znajomych na facebooku i naszej klasie, aby zachęcić ich do głosowania. Poinformować fora polonijne w jakim kraju tylko mi przyjdzie na myśl, aby wspierały komiks. Również myślałem na zrobieniu krótkiej animacji reklamującej komiks i wrzuceniu jej na youtube. Ale czy to coś zmieni? I czy warto poświęcać czas, aby to zrobić?

Wszystko koncentruje się na dwóch sprawach. Denek + Kluska nie jest komiksem typowym dla Zudy. Nie dość, że ma europejski styl komiksowy, to w dodatku nie opowiada o potworach ani fantasy, nie ma tam zbrodni i potworów, a te motywy cieszą się niezmierną popularnością na Zuda. Z drugiej strony, gdyby liczba osób, które odwiedziły komiks przełożyła się na głosy (i komentarze) sprawa mogłaby być inna. Oznacza to tylko, że moi znajomi oraz znajomi mojego brata, Niny, itp. nie rozumieją co znaczy to, że oddadzą głos na D+C i dodadzą go do ulubionych. Jest to smutne, lecz nie jestem w nastroju do płaczu.

W zeszłym miesiącu komiks, który w pierwszym rankingu miał miejsce 5 pod koniec wspiął się na samą górę i wygrał. Do końca głosowania pełne trzy tygodnie, ale w pewien sposób miejsce 7dme oraz liczba komentarzy i ulubionych mówi sama za siebie. Nie wiem więc, czy się poddać, czy walczyć dalej. Powalczę jeszcze trochę, ale aż tak mi na tym nie zależy.

Miałem w tym poście napisać o innych rzeczach, np. o tym, że oglądalność OGGa spada na psy w ostatnim miesiącu, ale jest już późno i mi się nie chce.

czwartek, 8 kwietnia 2010

AVATARY. Nie, nie niebieskie z oczami słodkimi jak w bajach Disneya.





Przypominam, żeby głosować na "Denka + Kluskę: DIETA" należy wpierw zarejestrować się TU.
Aby dodatkowo wspierać komiks wybierz sobie AVATARA z tych powyżej i użyj do na swoim profilu Zuda. Wystarczy kliknąć na którykolwiek z obrazków i zapisać so' na prawdopodobnie zagraconym pulpicie.

Pierwszy ranking już niedługo, a taka natura tego konkursu, że bez Waszych głosów ani rusz! Zagłosuj, daj gwiazdki i koniecznie dodaj do ulubionych! Tak jak wytłumaczyłem TU. A jak napiszesz pod komiksem komentarz to już będzie ekstaza Depresyjnego Rysownika.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Polak walczy o kontrakt w DC Comics!...
...Polski rysownik, Sebastian Jaster, został finalistą organizowanego przez DC Comics konkursu komiksowego Zuda. Jeżeli uda mu się wygrać, amerykański gigant wyda jego pracę, zaś jemu samemu zapłaci porządną, amerykańską stawkę. - Janusz Topolnicki, komiksomania.pl [serwis wp.pl] do tej pory to najciekawszy początek NEWSA z tych, które od wczoraj zagościły w sieci.

Tak, trzecie podejście się powiodło i do końca kwietnia mój komiks "Dan + Clue" (Denek + Kluska) walczy o kontrakt z Zuda (DC Comics). Dlatego też potrzebuję waszej pomocy, gdyż to głos internautów zadecyduje o tym, kto wygra. Nie muszę chyba pisać ile wygrana by dla mnie znaczyła.

Poniżej znajdziecie instrukcję jak głosować w formie wizualnej i pisanej drukiem jeszcze niżej. Prosiłbym, abyście kliknęli również na SHARE THIS poniżej tego posta i porozsyłali go do tylu znajomych, ilu dacie radę. Głosowanie nie zajmie wam więcej niż 2 minuty (chyba, że macie kaca, to mogą być i ze 3).

KLIKNIJ, ŻEBY POWIĘKSZYĆ:


Oto forma tekstowa jak możesz pomóc:

1. Przede wszystkim wejdź na: http://www.zuda.com .

2. Kliknij “Sign Up!” link w prawym górnym rogu ekranu. Nie możesz głosować ani komentować jeśli się nie zarejestrujesz (nie martw się, jest to bez bólowy proces i DC nie spamuje).

3. Podążaj za instrukcjami aby utworzyć konto na Zuda.

4. Kliknij na logo zudy w lewym górnym rogu aby wrócić do strony głównej.

5. Kliknij "VOTE" i zabierze cię do aktualnego konkursu.

6. Znajdziesz tam DAN + CLUE wtedy kliknij na obrazku!

7. Tutaj możesz w kilka sposobów wesprzeć DAN + CLUE a mianowicie:

a. Kliknij na guzik VOTE!

b. Daj DAN + CLUE gwiazdki tu “Rate This Comic:” (5 najlepiej)

c. Kliknij czerwony znak “+” aby “Add to Your Favorites” - dodać do ulubionych.

d. Zjedź na dół strony i zostaw komentarz!

W ten sposób zrobisz bardzo dobry uczynek dzisiaj. Wybitnie dobry. Dziękuję.

--------------------------------------------------
PS. Wiem, w Bóg karze jest niby błąd, lud śmie twierdzić, iż powinno być każe, ale pytam jeno was, czy nie może tam być podwójnego znaczenia? Jakby nie patrzeć, bóg karze!
Z PIEKŁA: Brak endorfinek.
Poziom endorfinek mam praktycznie zerowy, choć powinno być przeciwnie w obliczu tego, co jutro oznajmię. Oto co myśli depresyjny rysownik pozytywnych komiksów:

Każdy ma swoją rzeczywistość. Łączy się ona czasami z rzeczywistościami innych, przenikają się wzajemnie lub kolidują. Przy kimś promieniującym szczęściem jego energia przenosi się na ciebie i odwrotnie - przy kimś pogrążonym w smutku możesz się chcąc nie chcąc nim zarazić. Shit happens. Jestem chory psychicznie, na szczęście nie bardziej niż ty, co sprawia, że w miarę mogę funkcjonować w społeczeństwie. Prawdziwego szaleńca poznasz po tym, że twierdzi uparcie, iż jest normalny. ...

Tak się dziś chwaliłem, że postawiłem dwa kroki naprzód w rozwoju swojej osobowości. Mam tu na myśli, że już tak nie popadam w depresję jak za młodych lat. Bo jestem stary jak stary człowiek, ale bez morza. Tak, okresy ślęczenia przy kaloryferze w pokoju bez świateł, lecz za to przy włączonych łzach dawno już minęły. Z drugiej strony jakże nazwać mam stan w którym jestem, skoro przecież z powodzeniem wyszedłem z okresów depresji? Apatią? Odnajduję siebie praktycznie codziennie przywiązanego do laptopa lub telefonu, konkretniej przywiązanego do internetu w którym po tysiąckroć klikam na te same strony (facebook, blogger, zuda, n-k, itp. tylko na gmaila nie klikam, bo mam komunikator, który sam mnie informuje jeśli nowa poczta przyjdzie. Choć ostatnio, czyli dziś, nawet pomimo jego wszedłem bezmyślnie na pocztę). Właśnie, klikam bezmyślnie. Obłędnie. Budzę się, nim otworzę oczy przez telefon sprawdzam pocztę i facebooku. Wyrywa mnie ze zmory w ciągu dnia widok telefonu w mojej ręce leżącej wraz z resztą ciała na łóżku. Klikam, oglądam stronę, przechodzę do innego tabu (zakładka, karta, ale nie nowe okno, bo po co tyle nowych okien, skoro są taby) w którym oglądam stronę żeby zaraz wrócić z powrotem do strony w której przed chwilą byłem.

Jakieś pikanie mnie do szału doprowadzało dzisiaj. Okazało się, że to zasilacz od routera za ścianą w pokoju innej lokatorki wżerał mi się w mózg. Jak nie to, to ta cholerna lodziarka na kółkach ze swoją schizującą muzyką, która nie, nie wżara mi się w mózg, lecz go przepiłowuje. Jeździ so' gdzieś z kilometr stąd i ją słyszę nawet przez okno, bo okna mimo że plastikowe, to i tak chujowe. Z powodu tego nastroju spaliłem dzisiaj 6 skrętów. Z tytoniem. Trawki już praktycznie nie palę. Wczoraj spaliłem tylko jednego szlugasa, tak dla porównania. Syf w mojej Samotni znanej ówcześnie jako Grota tudzież Jaskinia rośnie. Kładę rzeczy nie w ich miejscu i już tak tam trwają, żyją własnym życiem. Pełno bohomazów wszędzie. Miałem wczoraj to ogarnąć, ale żeby mieć dwa dni wolnego zrobię to jutro. I ten syf wyraża syf mego umysłu.

Jedyna para spodni w którą spokojnie się mieszczę została obdarowana dziurą w kroczu. W czymś takim za bardzo w gości nie pójdę, bo jeśli się schylę a nawet wypnę to gości obdaruję nieprzyjemnym widokiem swej bielizny, która sama w sobie jest bardzo przyjemna, ale dla mnie, nie wiem co z innymi. Nie, nie piszę tego posta wisielca bez spodni. Mam na sobie lekko ciaśniejszą parę. Wciąż jest ok, bo przecież po tych 3 przygodach z dietami schudłem. Najbardziej mi żal tych słonecznych poranków, jarmarków oraz 3 par zakupionych tuż po osiedleniu się w Irlandii. To doprawdy była głupota kupować spodnie po 6 tygodniach głodzenia się w Bostonie w szczytnym celu wyglądania szczupło i pięknie. Jeszcze większa głupota biorąc pod uwagę fish & chips oraz takeaway'e, ale skąd mogłem wiedzieć, że tyle będę żarł? Fakt: większość ludzi po przybyciu tutaj też zgrubła, więc to zjawisko normalne.

Oczywiście porysowałem dzisiaj, dzień porysowany dniem straconym nie jest. Wcale sobie nie wyrzucam, że straciłem dzień. Jeszcze ze mną tak źle nie jest, żebym się zadręczał bezcelowo. Mam dużo rzeczy do roboty, ale chęci niezbyt. Może to po prostu leń. Ale można mieć lenia i się obijać i być w świetnym humorze, a w tym wypadku tak wcale nie jest. Ściągam bezmyślnie znowu gry w które i tak nie będę grał i filmy, których nie będę oglądał. Patrzę na swoją półkę z książkami pusto myśląc, że bym sobie je poczytał, przecież takie fajne tytuły.

Wiem co sobie myślicie, This guy needs to get laid. - Zaraz mu endorfinki wrócą. Nawet jeśli, to na jak długo?

Stronię od ludzi co nie jest zdrowe. Ale taka ma natura. Myślę sobie Dajcie mi wszyscy święty spokój! A jednak piszę tego posta przez którego wychodzę do ludzi, więc jest tu jakieś zakłamanie. Ostatnio zauważyłem, że kiedy nie wrzucam linka o nowym poście na facebook'a, to gości mam 9ciu, a jak wrzucam to i z dwa razy tyle. Czasami tam nie publikuję jeśli uważam, że post drętwy lub nie dla tamtejszej publiki. W pewnym sensie chcę tworzyć swój dobry wizerunek. Poza tym jak ktoś nie śledzi OGGa to mam mu go za każdym razem na tacy w kawiorze pod nos podsuwać? Sam nie wiem, czy lubię kawior. Nigdy nie próbowałem, ale wątpię, żebym się w nim zakochał.

Kilka słów na koniec. Ludzkość przyprawiona polskością publikuje bloga na blog.pl. Uważam, że to chujowe miejsce na tego typu doświadczenie. Wszystko małe, jakieś badziewia po bokach i nie można tego śledzić tak jak na bloggerze innych bloggerów. Właśnie - i jest to żywcem blogger zerżnięty, tylko kiepsko zerżnięty. Muszę więc sobie bookmarki robić. Chamstwo i hańba dla nich. W każdym razie w przypływie nijakości zacząłem naciskać guzik PODOBNY BLOG na blog.pl i znalazłem dwa ciekawe blogi (kogoś, kto ma realne spojrzenie na świat i kogoś, kto tworzy klnąc ) oraz trzeci o dziewczynie na emigracji, która przez portal randkowy poluje z takim samym zapaleniem na mężczyzn jak Don Kichote na wiatraki. Było to odświeżające poczytać raz inną stronę od tych umęczanych przeze mnie każdego dnia. Na swoją obronę powiem, że subskrybuję coś nowego od niedawna: New York Times - bo pełny dostęp za darmo i nawet czasami to czytam. Dzisiaj widziałem zdjęcia żołnierzy w Afganistanie i jakiś nagłówek o bezrobociu w USA. Wracając do dziewczyny blogującej, to czytając jej życie właśnie sobie pomyślałem, że każdy z nas ma swoją specyficzną rzeczywistość w bąbelku. Dbamy o niego, lecz bąbel może łatwo pęknąć. Co wtedy? Załamanie nerwowe.

Dla tych wszystkich, którzy myślą, że po prostu powinienem znaleźć sobie pracę mam tylko jedną odpowiedź:
(Kliknąć by powiększyć jeśli oczy szwankują. [Bédu - Hugo "Zamek Mew"])

niedziela, 4 kwietnia 2010

Dilbert: Dzień dobry.



Dilbert:
Czy jest coś więcej w życiu niż tylko praca?

Dogbert:
Taaaak. Jest również: narzekanie na pracę, nocne okresy w nieświadomości i słodka słodka ŚMIERĆ.

Dilbert:
Może powinienem mieć dzieci?

Dogbert:
Żeby się dzielić RADOŚCIĄ?

sobota, 3 kwietnia 2010

OGGowo FILMowo.
Wypada raz wyeksmitować z twarzy grymas, który praktycznie jest już jej stałym mieszkańcem. Przestać zrzędzić i opowiedzieć o czymś przyjemnym. Jednakże przyjemność staje się dopiero wyrazista, kiedy zestawimy ją z jej przeciwieństwem, czyli ponurością. Chcąc niechcąc nie da się nie zrzędzić i mam przeczucie, że nawet Dalajlama też czasem narzeka, mimo iż całkowicie oświecony. Np. że go coś swędzi. Już od pół roku. Co? - .... - wpisać w wykropkowane.

Obejrzałem "How to train your dragon". Niestety nie w 3D (tu niemały żal), bo pomimo, iż w moim obskurnym kinie wreszcie zainstalowali sprzęt do wyświetlania 3D (który wpierw nie działał, dopiero po 5 dniach zadziałał, bo jakaś część się zwędziła, przypaliła bądź też po prostu jej nie było! oczywiście), to zdecydowali się pokazywać Alicję w 3D, a teraz "Clash of the Titans" remake, co niezmiernie mnie boli. Nie dość, że kino me ma kiepski obraz niczym za mgłą, a dźwięk taki, że u mnie w laptopie lepszy, to teraz jeszcze to! Szczerze, nie wiem po kiego mają te pięć głośników z lewej i z prawej, skoro dźwięk puszczają tylko zza ekranu. Na pic pewnie. Jaja bym im za to wykręcił, lecz nie mam tej władzy. Alicję w 3D już widziałem i to w lepszym kinie z dobrym dźwiękiem. Na "Clash of the Titans" wpierw zacierałem ręce, ale potem przeczytałem tyle, że sobie daruję. W przypadku tego ostatniego sytuacja wygląda tak samo jak z Alicją - żaden z tych filmów na prawdę nie został nakręcony w 3D. Nie było dwóch kamer, z których każda łapała tą samą scenę w lekko innym kącie. Nie. Normalnie, po staremu reżyseria wykonana. Decyzja o 3D zapadła dopiero w post-produkcji, w obu przypadkach z powodu sukcesu "Avatara". W głowę zachodzę, ale nigdzie w sieci nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na pytanie w jaki sposób oni te gotowe filmy tak przerabiają, że wychodzi 3D z worka? W Alicji wyglądało to nieźle, choć jak wiemy największe wrażenie zrobiły litery wyskakujące przed naszymi oczami. W "Starciu Tytanów" efekt wyszedł tak dodupny, że wszyscy, ale to wszyscy zachęcają jeżeli już, to zmęczyć to po staremu, w 2D. Gówno widać w 3D, tak kolokwialnie krótko streszczę wszystko co o Tytanach przeczytałem. Wyobrażam sobie tych biednych pracowników. Film był praktycznie skończony, a tu producenci, czy też bardziej studio mówi im, żeby to przekonwertować w 3D w 10 tygodni, bo oni wtedy na to więcej szmalu zarobią, a sporo na promocję jak na pewno widzieliście, bo wszędzie tego pełno jak w przypadku Indiana Jones Cztery "Królestwo Zeszmacenia", już i tak sporo wydali. I tak męczą się przez te 10 tygodni, z pracy spóźnieni wracają. Żony wkurwione, już romans podejrzewają. W lunch pracownicy odprężyć się nie mogą i porozmawiać o czosnku też niet, więc obrabiają dupę swojemu szefowi, który ich pogania i tylko narzeka, jakie to z nich wolne ćwoki, choć tyle im płacą. Nie nie byłem tam, ale tak jakbym tam był.

Za to "Jak wytresować smoka" - proste i piękne tłumaczenie - był od początku nakręcany w 3D. Projekt postaci i świata bardzo bardzo mi się podoba. Świetny film, piękny. Te chmury różowe! Film zarówno dla dzieci i dorosłych i to jest sztuka! Tak jak "Mikołajek" - na poziomie podstawowym śmieszy dzieci, ale jest tak wyrafinowany, że i dorośli się uśmieją. A to wszystko dzięki nieżyjącemu już niestety Renne Goscinny. Natomiast "Jak urkaść [kurwa - przypisek autora OGGa] księżyc" z reklamy już zajeżdża nudą i poziomem, który wyłącznie maluchy będą w stanie lepszym lub gorszym znieść przez te półtorej tylko miejmy nadzieję godziny. Tytuł oryginału: "Despicable Me" - podły, nikczemny, godny pogardy. Kto? Ja. Ale nie, kurczaki, nie, kurde, nie nie nie, trza WYJEBAĆ KURWA "JAK UKRAŚĆ KSIĘŻYC"!!!!

Miało być miło i wywiady miały być, a tu proszę! Więc tak, jeszcze o dwóch filmach.

Mila Javovich ściemniała, że nie będzie jej w IV części serii "Resident Evil", bo nie chcieli jej dać wystarczająco dużo szmalu, żeby sobie mogła kupić różowy papier toaletowy w słoniki. Dla całej rodziny. Na całe życie. Widać jednak postawiła na swoim i 10 września 2010 wyjdzie "Resident Evil: Afterlife". Ale bez Ricci. Niestety (chlip!) [wytłumaczenie: Christina Ricci - którą autor tego OGGa wyraźnie lubi - gra teraz w After.LIFE, a tytuł rezydenta też ma "afterlife" w tytule. Koniec wytłumaczenia dla kogoś, kto nie czytał OGGa od deski do deski.]. Mi tam seria się podoba. Reżyser pierwszej części, który napisał i wyprodukował 2 i 3 przy 4 znowu zasiądzie na wygodnym krzesełku reżysera gdzie po zdartym okrzyku "Cięcie!" czeka smaczny bufet. Zapowiada się dobrze i będzie w 3D, ale takim prawdziwym, takim jak Camerona.

Dobrze idzie, o drugim filmie w miarę treściwie. No i trzeci, ostatni produkt sztuki na sprzedaż o którym chciałem już dawno napisać, będzie teraz.

FLYNN LIVES - da. Wchodząc na stronę tej organizacji wyrażasz pragnienie pomocy w odnalezieniu Kevin'a Flynn'a, pioniera w cyfrowym świecie i CEO (słyszymy to często nie tylko w filmach i napiszę dla siebie samego, żeby sobie wkuć, że CEO oznacza chief executive officer - dyrektor generalny) firmy ENCOM. Zaginął on w tajemniczych okolicznościach w 1989 roku. Wczoraj, czyli 2 kwietnia, Alan Bradley z firmy ENCOM reklamował nową grę. Wydarzenie to zostało przerwane, kiedy z helikoptera ENCOM-u wyskoczył na spadochronie jak się później okazało syn Flynn'a.

TRON. Świetny film. Druga część w 3D. Jeff Bridges powraca jako Kevin Flynn. Disney robi wg mnie świetną i ciekawą promocję. Zamiast strony o filmie podchodzą do tego jakby film był rzeczywistością, stąd Flynn Lives website. Wczoraj podczas festiwalu WonderCon w San Francisco zaaranżowano konferencję prasową Alana Bradley (a był to aktor Brus Boxleitner z nowej części TRONu), która została przerwana wpierw atakiem zwolenników Kevina Flynn, którzy dopadli do mikrofonu i ponownie wyskokiem z helikoptera. Fajny motyw. No. A o czym już wcześniej chciałem napisać toto, że podoba mi się oprócz innych rzeczy (wiadomo, uwięzieni w grze, ścigający się na motorach zostawiający pasek światła w który jeżeli wpadniesz to giniesz) wygląd filmu. Szczególnie widać to o co mi chodzi w zaprojektowaniu pokoju Kevina, który mieści się wwiercony w górze. Spójrzcie:


Kominek, te meble. Miejsce do jedzenia poniżej poziomu podłogi. Pewnie to głupie i niepraktyczne, ale wygląda fajnie.

Koniec posta bez żadnej konkretnej puenty.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Idea.

Pamiętamy ideę, nie człowieka. Człowiek może przegrać. Może być zabity, zapomniany. Lecz idea wciąż trwa i może zmienić świat.

- Przygotowując się do wywiadu w radiu, który nastąpi za kilka godzin wysłuchałem sobie jeszcze raz przemówienia o idei z "V like Vendetta" oraz obejrzałem do połowy "Goodmorning Vietnam". Moja idea jest prosta. Jeżeli ludzie przed odbiornikami zjednoczą się w myśl mojej idei, będą w stanie zmienić moje życie głosując na Denka + Kluskę. Jeden człowiek potrafi zmienić swoje życie, jako indywidualna jednostka jej moc ma jednak granicę. Wspólna świadomość społeczeństwa, połączenie jednostek w imię pewnej idei, potrafi zmienić cały świat. Potrafi spełnić marzenie, moje marzenie, które jest na sprzedaż. Bez żadnych datków oprócz kilku minut z codziennego życia obywateli. Tyle potrzeba.

Zestresowany. Nigdy nie był w radiu. Spał tylko trzy godziny. Zmęczony. W brzuchu się kręci. Pogodził się ze skończeniem na trzecim miejscu, jednak cząstka jego wciąż wierzy, musi wierzyć, że jest nadzieja. I nawet jeśli nadzieja jest matką głupich, to bez tej nadziei nie mielibyśmy nic i nie byłoby sensu wstawać z łóżka każdego dnia.



sobota, 24 kwietnia 2010

Radio Ga Ga.

Edwina Grace prowadząca audycje w lokalnym radiu KCLR 96 FM zgodziła się z przyjemnością ugościć mnie jakoś na początku przyszłego tygodnia. Już teraz zaczynam martwić się, czy nie zabraknie mi języka w gębie. Nigdy nie byłem na antenie, choć zawsze chciałem być prowadzącym audycje.

Trzymajcie kciuki!

Brak humoru, brak wyobraźni.

Dzisiaj rano jeszcze w miarę dobrze się czułem, ale teraz jak to się mawiało naturalnie kiedy było się młodszym, zaliczyłem doła. Dlatego też przytoczę ciosy wymierzone we mnie.

Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził - mówi mądre polskie przysłowie. Od początku tego miesiąca sporo już osób pomogło mi w konkursie Zuda i wiadomo, że reakcja ludzi i znajomych i przyjaciół jest pozytywna. Portale komiksowe zamieściły newsy o mnie w konkursie zgodnie z moją prośbą. Kiedy napisałem o tym na forum irlandzkim jedna dziewczyna nawet sama z siebie zamieściła tą informację na forum Polonii w Waterford. Ogólnie rzecz biorąc widzisz, że masz do czynienia z dorosłymi osobami. Czego za bardzo nie mogę powiedzieć o kilku innych przypadkach, gdzie ludzie rzucają na ciebie swój jad.

Kiedy komiksomania.pl zamieściła pierwszą informację wraz z napisanym przeze mnie instruktarzem pojawił się taki komentarz:

lola 07-04-10 21:26 - karze...'????? w instrukcji jest niezły byk ortograficzny 'Bog karze' żeby w dobie netu nie sprawdzić pisowni... WSTYD

na co ktoś odpisał:

marcys 07-04-10 23:17 - RE: 'karze...'????? a sprawdziłaś dobrze co jest napisane i to pismem odręcznym bo chodzi Ci chyba o słowo 'Bóg'

a moja przyjaciółka EMI dodała:

widocznie rysował zamiast uczyć się ortografii :)

Później napisałem na forum Polaków w Anglii zachęcając do głosowania na rodaka. I też:

leegree -
Wiesz, że to nie uczciwe? Co zrobisz, gdy szanowne Jury dowie się o Twoich tego typu "zachęcaniach" do głosowania na Twój komiks? Pewnie zostałbyś zdyskwalifikowany.

Staram się nic nie odpisywać, bo tacy ludzie tylko na to czekają i nie dadzą się złamać, bo oni wiedzą swoje już od brzdąca. Jednak tu nie mogłem się powstrzymać, i musiałem odpisać (krótko i treściwie):

herr zeba - Wręcz przeciwnie - tak właśnie działa ten konkurs.

leegree - To nie konkurs. To rywalizacja kto ilu znajomych namówi na głosowanie, bez względu na to, czy się podoba, czy nie. Nawet nie wysiliłeś się, aby poprosić o przeczytanie, tylko od razu głosować. Na mnie nie licz.

Ekhe - em!

Uprzejmy Tomasz Pstrągowski z komiksomani zamieścił drugą informację, o moim konkursie zachęcającym na głosowanie na mnie i szansie na wygranie nagrody za pomoc. Nie trzeba było długo czekać:

dante 23-04-10 13:53 - syf. ma wygrać dzięki talentowi, a nie internautą liczącym na nagrody... ale tak to jest, kiedy talent BRAK!

Może to ten portal przyciąga takich ludzi. Komiksomania należy do wp.pl. Ani na Alei Komiksu, Komiks Polterze, Zeszytach Komiksowych, WAK-u ani też na Gildii Komiksu nikt błotem mnie nie obrzucał.

Odnośnie tych kilku komentarzy, ja ze swojej strony czekam na dzień, kiedy będę zbyt zajęty, żeby nawet takie śmieci czytać. W Zuda talent ma znaczenie, dlatego redaktor w ogóle wybiera cię do konkursu, ale głosują internauci, nie wiem, sam nie wiem w jakim świecie niektórzy żyją. Jak im się nie podoba, to po co się w ogóle wypowiadają? Bo mają tyle żółci do rozdania?

Zjada cię strach?

Miałem dzisiaj bardzo ciekawy sen.

Leciałem w samolocie do Polski, co zresztą niedługo ma stać się na prawdę. Samolot już miał lądować, ale nikt nawet nie powiedział przez głośniki, żeby zapiąć pasy. Okazało się, że samolot zbacza z pasa do lądowania w pole i zaczyna z straszną prędkością po nim sunąć. W tym momencie kalecznie udało mi się zapiąć pasy z naiwną nadzieją, że to coś pomoże. Jednak tuż po zapięciu pasów zrozumiałem, że to na nic i że wszyscy zginiemy. Nagle zaczęło robić się bardzo gorąco. Zamknąłem oczy. Temperatura zdawała się wszystko wypalać. Bałem się bólu, na szczęście go nie czułem, czułem tylko żar. Pomyślałem, że nie czuję bólu, bo już prawie jestem martwy.

Całe życie nie przeleciało mi przed oczami. Nie. W głowie miałem tylko dwie myśli. Pierwszą, o swojej byłej dziewczynie, którą wciąż bardzo kocham. Bolało mnie, że tak ją zostawię samą na świecie (oczywiście i tak by nie była sama, tylko chodzi o to, że mnie by już tu nie było). Drugą myślą było gigantyczne rozczarowanie, że miałem tyle rzeczy, do zrobienia, rzeczy, które mogłem osiągnąć, a tak prędko i nagle został mi czas na ich zrealizowanie odebrany. Konkurs, który mogę wygrać, że mógłbym się bardziej postarać, zdobyć więcej głosów i zwyciężyć a tak... NIEMOC.

Nie da się tego opisać słowami, ale sny mają tą magiczną moc, że uczucia przeżywane w nich są jak najbardziej realne. Wiedząc, że to już mój koniec odczuwałem gigantyczny żał, że już tu więcej nie powrócę, że to już koniec.

Uff, na szczęście był to sen-kopniak-w-dupę. Weź się w garść i działaj!

PS. Jeśli wciąż nie zagłosowałeś/ałaś proszę, zrób to dla mnie, namów też znajomych. Szczegóły TU, będę dozgonnie wdzięczny.

środa, 21 kwietnia 2010

9 dni, a ja MAM TO WE KRWI.

Tak, zostało się 9 dni do końca konkursu a poprzeczka jest wysoko. Dzisiaj w Aktualnościach Lokalnych - gazecie ze Złotowa, mojego rodzinnego miasta - pojawił się artykuł o moim uczestnictwie w konkursie zachęcający do głosowania. Wysłałem im informacje o sobie i konkursie. Okazało się, że Kamil - dziennikarz - chodził do równorzędnej z moją klasy w średniej i gdybym zobaczył jego twarz (do czego nie doszło) to bym go pewnie od razu skojarzył. Najlepszy motyw, to nagłówek "Mam to we krwi". Słów tych użyłem opisując swoją pasję, bo nie chciałem się rozdrabniać dlaczego rysuję a nie np. poświęciłem swojego życia grze na flecie.

Kliknij na obrazek, żeby powiększyć:
Jak do tej pory ponad 9 portali internetowych (strony poświęcone komiksom, Polonii, lokalna gazeta) było na tyle miłych, że zamieściły informacje o Denku + Klusce na Zuda. Jednak ten artykuł w Aktualnościach, którego jeszcze z podekscytowania nie czytałem (na razie "mam to we krwi" mi wystarcza), najbardziej mnie cieszy. Dlaczego? No, bo.

Do końca konkursu wciąż pozostało 9 dni. Jeszcze raz chciałbym Ciebie prosić, Drogi Czytelniku OGGa, abyś pomógł mi wygrać i zagłosował na komiks DAN + CLUE (jeśli wciąż tego nie zrobiłeś). Im więcej głosów oddanych przez internautów, tym większe me szanse na zaistnienie. Proszę tylko o 5 minut z Twojego życia. Instrukcja jak najefektywniej głosować jeszcze raz TU.

Poniżej krótkie wideo promujące komiks. Tylko, że zdaje mi się, iż wyszło na anty-reklamę, bo jakiś umęczony jestem, ale to ten konkurs wysysa z ciebie energię. Angielska wersja wyszła trochę lepiej/inaczej a jest TUTAJ. Ciąg dalszy nastąpi.





<a href="http://www.linkedtube.com/_UzhO-tYEpMc33a8dea233b6223c02331052ffb4997.htm">LinkedTube</a>

piątek, 16 kwietnia 2010

Katyń zamiast Rambo?

Kiedy zdarzyła się tragedia narodowa TVP1 zamiast wyemitować zgodnie z programem zabójczy film "Rambo" zmieniła ramówkę i zamiast tego puściła jeszcze bardziej zabójczy "Katyń". Bo jakby mało było tej tragedii. Gdybym na przykład miał grypę, to czy bym chciał oglądać film o grypie? Żeby się jeszcze bardziej przygnębić? Otóż nie.

Nie jestem zwolennikiem żałoby narodowej, ponieważ nie jestem zwolennikiem żałoby. Kiedy umrę, chcę, by ludzie się cieszyli, że wreszcie przestałem się męczyć na tej planecie i jestem już gdzie indziej lub też Nigdziebądź. Kiedy umrze mi ktoś bliski będę płakał i jęczał, ale nie będę łaził na czarno przez miesiąc, nie będę się z tym obnosił.

W samolocie, w którym leciał z nimi pilot nie było szczęścia i spadł. Czy mi żal? Nie. Dlaczego? Bo nikogo z nich nie znałem. Ta odrobina empatii, którą posiadam, łączy mnie z osobami które znam, z którymi rozmawiałem, z osobami które lubię i kocham. Więc powinno mi choć być żal, że ludzkie istnienie się skończyło. Ale, jak zostało słusznie zauważone (lecz chyba potem z miejsca, w którym zostało to zauważone, zostało to usunięte, bo już tego znaleźć nie mogę, a chciałem polinkować) codziennie ludzie giną w jeszcze większych ilościach. Mnóstwo ludzi umiera z głodu, z głodu! Jeśli wierzyć billboardowi to 500 osób dziennie (o ile jednego zera nie skróciłem), ale za nimi jakoś nikt nie płacze, nie urządza żałoby. Żyjemy sobie, jak gdyby nigdy nic w naszej nieświadomości, ignorancji. Z drugiej strony co możemy zrobić? Nie zmienimy tego systemu który od pokoleń trwa twardo jak skała.

+ Mogę mieć inną perspektywę żyjąc już prawie 5 lat za granicą.

Tydzień. Los tak chciał, że jeszcze przez miesiąc będę miał polską telewizję. Ilekroć koło tego gadającego pudełka z obrazem przechodziłem to widziałem to samo. Dzień w dzień. Ile można, no ile? Stała się tragedia. Ważne osoby zginęły. Rozumiem. Ale truć o tym dzień po dniu, co to da? Nic. A prawdziwe problemy są wciąż tu obok nas. Ech... Tak, nie musiałem tego słuchać, mogłem przejść obojętnie obok telewizora. Nie o to jednak chodzi, lecz o to, co się wyprawia. Zawsze byłem przeciwnikiem robienia ludziom wody z mózgu i na to jestem bardzo wyczulony. Jakby mi ktoś kazał przez tydzień łazić ze spuszczoną głową i wypowiadać się dobrze o kimś, kogo, powiedzmy, nie lubiłem, to by mnie szlag trafił. W imię czego? Na ludziach nie umiem się poznać od razu, ale na sztuczności organów władzy i mediów tak.

Dobrze, słowo "zamach" nie pada w mediach. Tak samo, jak słowo "Bomba!" nie pada w zatłoczonym szpitalu, bo byłby popłoch, ktoś by upadł i został stratowany. Trzeba delikatnie. Ale aż dziw bierze, że w sprawnym samolocie z powodów niejasnych dochodzi do tragedii. I że nikt nie przeżył. Pamiętacie serial "Lost"? Tam jeszcze gorsza masakra, a tylu ich przeżyło i wciąż dają radę. Dość żwawo. Ktoś z rządu amerykańskiego wypowiedział się, że oni to razem w jednej latającej konserwie się nie zamykają, bo gdyby był zamach, to by się mnóstwo pieczeni upiekło na jednym ogniu. Niby Amerykanie tacy głupi, a tu patrz! Kupa głów państwa się zjeżdża na pogrzeb, który będzie miał miejsce w piramidzie Cheopsa. Jeżeli ktoś to tak sprytnie zaplanował, to przebiło by nie jedną powieść Ludlum'a czy Koontz'a. Wiecie, co by się stało, gdyby podczas mszy wszyscy wylecieli w powietrze? Początek III Wojny Światowej. Bo tak przez ostatnie dekady coś strasznie cicho jest (oprócz wiadomo, niektórych obszarów), a i Obama chce budować nowy reaktor atomowy a i w Polsce też już się szykują, bo nam prądu braknie.

Wszystko to pozory. Burmistrz miasta przychodzi na otwarcie drogi z wielkimi nożycami przecina czerwoną wstęgę i się wychwala o to, o tamto, a zdjęcie jego w gazecie. To nie on tą drogę wybudował. To Heniek i inni robotnicy swoimi własnymi rękami się męczyli. To oni powinni przecinać wstęgę, ale to się nie zdarzy w świecie, w którym żyjemy.

Dobrze, że nie jestem sławny i mogę się spokojnie wypowiadać. Nikt na mnie psów nie będzie wieszał ani pensji poselskiej mi nie obetnie. Wolność słowa!

PS. Nie wiem, czy to tak na prawdę było z tym "Katyniem" zamiast "Rambo". Wiem, że "Rambo" miał lecieć, a zaraz potem ktoś krzyknął, że "Katyń" będzie. Za dobry tytuł posta, żeby odrzucić.

wtorek, 13 kwietnia 2010

AWANS!

Drugi ranking pojawił się dzisiejszego poniedziałka i Dan + Clue wskoczyło o jedno oczko wyżej! Z 7 na 6. Napisałem dziś do dwóch lokalnych gazet, żeby napisały o głosowaniu i wsparciu mnie w tym tygodniu, zobaczymy czy coś da (jeśli napiszą). Poinformowałem wszystkie kontakty z gmaila, facebooka (polskie i niepolskie), a jutro się wezmę za naszą-klasę, choć to trochę czarno widzę. No, ale skoro awansowało to jest nadzieja i na prawdę uważam, że aż tak wielkiej różnicy pomiędzy rankingami nie ma.

Jacek rozłożył mi procentowo ile czego składa się na ostateczną ocenę:
1. VOTE i to nawet z 80-85% oceny,
2. Rating 5%
3. Favorites 5%
4. Views 5%


Dan + Clue póki co - na chwilę obecną - ma najwięcej views - 16441, ale komiks z 2go miejsca w ciągu ostatnich dni dobił do 16000. Więc pod względem views pewnie za parę godzin go przewyższy (lub minut). Tylko że to się na głosy niestety nie przekłada. Każdy pozostały komiks nie ma więcej niż 5000 views. Co muszę jakimś cudem osiągnąć, to pobić pod względem FAVORITES pozostałe komiksy. Te z 1 miejsca ma 126 FAV, a ten z 2 ma 142. I za każdym FAV na pewno stoi oddany głos. Dan + Clue mają 50, gdyby przebiły pozostałe to by się okazało jak by to wpłynęło na nowy ranking który pewnie będzie w następny poniedziałek o ile nie wcześniej. Jeśli wciąż nie zagłosowałeś/aś proszę zagłosuj i poinformuj dobrych znajomych swych. Pamiętaj, że oprócz głosowania również danie 5 gwiazdek i dodanie komiksu do ulubionych mu pomaga.

Jak świadkowie Jehowy nie będę wam obiecywał raju, nie będę nawet wam pokazywał kiczowatego obrazka raju, nie. Ale - i tu straciłem wątek. Początek był taki, że ujdzie, ale teraz co? Zagłosuj, nie rzucaj życia mego los na sztos, na sztos, na sztos.

piątek, 9 kwietnia 2010

Laskocud żywieniowy. Tak nie naprawdę nie.

Czy wierzę w cuda? Zależy w jakie. Na przykład mogę uwierzyć, że w przyszłości wymyślą w końcu pasek anty-grawitacyjny, taki który miał Alf w komiksie wydanym w Polsce na początku lat '90tych, i będziemy mogli sobie nareszcie spluwać z takiej wysokości, z jakiej się nam będzie chciało. Bo co byś zrobił/a z takim wynalazkiem? Polatałoby się, ale to wcześniej czy później by się znudziło (tak jak serial "Zagubieni") i trzeba by było sobie jakoś urozmaicić lot, np. spluwając na chodnik z 19 lub 84 piętra. W co natomiast nie wierzę, choć bym chciał, to że kiedyś w przyszłości zdarzy się cud i komputery nigdy przenigdy nie będą się zawieszały. Nawet mojemu MacBookowi Pro zdarza się to czasami, Windowsa już nie wspominając. Przyczyna dla którego to się nie stanie jest prosta - człowiek jest ułomny. Może stworzyć doskonałą maszynkę do golenia albo samowar, ale komputer to inna gadka.

Moje największe ostatnie rozczarowanie spotkało mnie trzy tygodnie temu, kiedy w mrocznym zakątku wydzielonej mi półki w szafce z jedzeniem odnalazłem zeschniętą bułę z kina. A tak miałem ochotę na pieczywo od 3 dni! Marnotrawstwo, ale musiałem ją wyrzucić, bo była tak sucha, że nadawała się tylko na bułkę tartą. A ja własnej bułki tartej nie produkuję, tylko kupuję. Mój kolejny szczytny plan ograniczenia pieczywa skończył się tak, że wczoraj go nie jadłem, ale sobie to wynagrodziłem frytkami (mrożone, lidl, olej, jam!) jak również i dzisiaj, tylko po to, żeby pęknąć o 2130h i popędzić, pognać, polecieć jak na skrzydłach, jak upięty pasem anty-grawitacyjnym do supermarketu i kupić sobie 4 buły z czego skonsumowałem 2 z ilością masła taką, że wciąż ją czuję. Nikt tak nie opowiada o żarciu, jak Sebastian. A grejpfrut wciąż leży od wczoraj na biurku. I czeka. Szczęśliwy, że wciąż żyje. Jabłko, które czekało z nim nie miało tyle szczęścia i odeszło do Raju Dla Owoców. Wszystkie owoce idą do nieba.

Pozory mylą. Wczoraj wracam sobie po seansie Kick-Ass, filmu, którego tytułu na Polski wcale nie przetłumaczyli, więc ja to zrobię. Kick-Ass tłumaczymy Skopię-Ci-Dupę, a forma mniej miła to Skopię-Ci-Zad. Pozostałe dopuszczalne formy to Skopię-Ci-Zada oraz Zada-Ci-Skopię. Skłaniałbym się jednak ku Skopię-Ci-Zad. Przykładowy dialog:

- Olaboga, ktoś ty jest?
- Jestem Skopię-Ci-Zada. Nie potrafię latać, ale mogę skopać ci zada!

- Bo tak to dla nich po angielsku brzmi, prosto, banalnie. A jak pięknie! Wracam więc z seansu, po przeciwnej stronie jadłodajni z frytkami, hamburgerami itp. (ponoć najlepszymi w mieście) przy krawężniku mijam 3 samochody. W każdym z nich ktoś je z apetytem przed chwilą zakupione pyszności. Tak, to nie Polska (kochany kraj, który wychował patriotycznego ironistę), tu ludzie zamiast robić obiad wsiadają w samochód z dzieciakami i jadą do WcDonalda gdzie czytają gazety ŻRĄC, a dzieci zajęte Unhappy Mealem ŻRĄ również. Albo gdy WcDonald zamknięty to właśnie zatrzymują się przy takim Take Away'u i nawet z tym ŻARŁEM do domu nie dojeżdżają, tylko ŻRĄ na miejscu. Przeszedłem więc koło togo pięknego zjawiska mijając domy w których wcześnie była normalnie ugotowana obiadokolacja. W drodze pod górkę ujrzałem przed sobą parę - laskę i faceta. Zataczali się że hej! Zbliżając się głowiłem się jak ich ominąć, skoro szli od lewego do prawego końca chodnika zygzakiem. Nie zdążyłem się jednak dowiedzieć, bo kiedy już miałem zataczać wokół nich łuk okazało się, że młoda dziewczyna wspiera starszego mężczyznę, który idzie o lasce (laskę widziałem od początku, ale jakoś nie skumałem o co biega) i prowadzi go do doktora, który ma czynne chyba całodobowo. Akurat jedyny taki w mieście i to w dodatku koło mojego osiedla. W niedzielę też ma otwarte.

Jeśli post ten zawiera wyrazy, w których brakuje liter winą mą to nie jest, lecz winą klawiatury.

7 cudów świata.

Kto potrafi je wymienić? Na pewno nie ja. Jedno jest pewne - Denek + Kluska w diecie po pierwszym rankingu znajdują się na 7dmym (z 10) miejscu. D+C widziało 15755 osób, kiedy komiks zajmujący 1 miejsce na chwilę obecną widziało 2283. Jednak nie chodzi o to, ile osób widziało, lecz o to ile osób na komiks zagłosowało. Tego Zuda nie ujawnia, jednak daje się zauważyć pewną zbieżność w rankingu jak i w komiksach, które ktoś dodał do ulubionych. Bo aby pomóc komiksowi wygrać można na niego zagłosować, dać gwiazdki (od 1 do 5) oraz dodać komiks do ulubionych. I tak, komiks, który zajmuje 1wsze miejsce został dodany do ulubionych przez 70 osób. Każdy kolejny komiks ma mniej niż 70 ulubionych (Denek + Kluska mają 30 ulubionych). Nie trzeba długo myśleć, żeby wywnioskować, że ten, kto dodał komiks do ulubionych również na niego zagłosował. Gdyby liczba odwiedzin przekładała się na liczbę głosów, jestem pewien, że D+C byliby na 1szym miejscu, jako że pod względem odwiedzin przewyższają o ponad 5000 tysięcy komiks który prowadzi.

Co teraz? Cóż, do tej pory poinformowałem każdy portal komiksowy, który znam o moim debiucie w konkursie Zuda i większość z nich wrzuciła tego newsa. Poinformowałem wszystkie kontakty, które mam na gmailu oraz wrzuciłem info na tablicę na facebooku. Pozostało mi jeszcze powysyłać osobiste wiadomości do znajomych na facebooku i naszej klasie, aby zachęcić ich do głosowania. Poinformować fora polonijne w jakim kraju tylko mi przyjdzie na myśl, aby wspierały komiks. Również myślałem na zrobieniu krótkiej animacji reklamującej komiks i wrzuceniu jej na youtube. Ale czy to coś zmieni? I czy warto poświęcać czas, aby to zrobić?

Wszystko koncentruje się na dwóch sprawach. Denek + Kluska nie jest komiksem typowym dla Zudy. Nie dość, że ma europejski styl komiksowy, to w dodatku nie opowiada o potworach ani fantasy, nie ma tam zbrodni i potworów, a te motywy cieszą się niezmierną popularnością na Zuda. Z drugiej strony, gdyby liczba osób, które odwiedziły komiks przełożyła się na głosy (i komentarze) sprawa mogłaby być inna. Oznacza to tylko, że moi znajomi oraz znajomi mojego brata, Niny, itp. nie rozumieją co znaczy to, że oddadzą głos na D+C i dodadzą go do ulubionych. Jest to smutne, lecz nie jestem w nastroju do płaczu.

W zeszłym miesiącu komiks, który w pierwszym rankingu miał miejsce 5 pod koniec wspiął się na samą górę i wygrał. Do końca głosowania pełne trzy tygodnie, ale w pewien sposób miejsce 7dme oraz liczba komentarzy i ulubionych mówi sama za siebie. Nie wiem więc, czy się poddać, czy walczyć dalej. Powalczę jeszcze trochę, ale aż tak mi na tym nie zależy.

Miałem w tym poście napisać o innych rzeczach, np. o tym, że oglądalność OGGa spada na psy w ostatnim miesiącu, ale jest już późno i mi się nie chce.

czwartek, 8 kwietnia 2010

AVATARY. Nie, nie niebieskie z oczami słodkimi jak w bajach Disneya.






Przypominam, żeby głosować na "Denka + Kluskę: DIETA" należy wpierw zarejestrować się TU.
Aby dodatkowo wspierać komiks wybierz sobie AVATARA z tych powyżej i użyj do na swoim profilu Zuda. Wystarczy kliknąć na którykolwiek z obrazków i zapisać so' na prawdopodobnie zagraconym pulpicie.

Pierwszy ranking już niedługo, a taka natura tego konkursu, że bez Waszych głosów ani rusz! Zagłosuj, daj gwiazdki i koniecznie dodaj do ulubionych! Tak jak wytłumaczyłem TU. A jak napiszesz pod komiksem komentarz to już będzie ekstaza Depresyjnego Rysownika.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Polak walczy o kontrakt w DC Comics!...

...Polski rysownik, Sebastian Jaster, został finalistą organizowanego przez DC Comics konkursu komiksowego Zuda. Jeżeli uda mu się wygrać, amerykański gigant wyda jego pracę, zaś jemu samemu zapłaci porządną, amerykańską stawkę. - Janusz Topolnicki, komiksomania.pl [serwis wp.pl] do tej pory to najciekawszy początek NEWSA z tych, które od wczoraj zagościły w sieci.

Tak, trzecie podejście się powiodło i do końca kwietnia mój komiks "Dan + Clue" (Denek + Kluska) walczy o kontrakt z Zuda (DC Comics). Dlatego też potrzebuję waszej pomocy, gdyż to głos internautów zadecyduje o tym, kto wygra. Nie muszę chyba pisać ile wygrana by dla mnie znaczyła.

Poniżej znajdziecie instrukcję jak głosować w formie wizualnej i pisanej drukiem jeszcze niżej. Prosiłbym, abyście kliknęli również na SHARE THIS poniżej tego posta i porozsyłali go do tylu znajomych, ilu dacie radę. Głosowanie nie zajmie wam więcej niż 2 minuty (chyba, że macie kaca, to mogą być i ze 3).

KLIKNIJ, ŻEBY POWIĘKSZYĆ:


Oto forma tekstowa jak możesz pomóc:

1. Przede wszystkim wejdź na: http://www.zuda.com .

2. Kliknij “Sign Up!” link w prawym górnym rogu ekranu. Nie możesz głosować ani komentować jeśli się nie zarejestrujesz (nie martw się, jest to bez bólowy proces i DC nie spamuje).

3. Podążaj za instrukcjami aby utworzyć konto na Zuda.

4. Kliknij na logo zudy w lewym górnym rogu aby wrócić do strony głównej.

5. Kliknij "VOTE" i zabierze cię do aktualnego konkursu.

6. Znajdziesz tam DAN + CLUE wtedy kliknij na obrazku!

7. Tutaj możesz w kilka sposobów wesprzeć DAN + CLUE a mianowicie:

a. Kliknij na guzik VOTE!

b. Daj DAN + CLUE gwiazdki tu “Rate This Comic:” (5 najlepiej)

c. Kliknij czerwony znak “+” aby “Add to Your Favorites” - dodać do ulubionych.

d. Zjedź na dół strony i zostaw komentarz!

W ten sposób zrobisz bardzo dobry uczynek dzisiaj. Wybitnie dobry. Dziękuję.

--------------------------------------------------
PS. Wiem, w Bóg karze jest niby błąd, lud śmie twierdzić, iż powinno być każe, ale pytam jeno was, czy nie może tam być podwójnego znaczenia? Jakby nie patrzeć, bóg karze!

Z PIEKŁA: Brak endorfinek.

Poziom endorfinek mam praktycznie zerowy, choć powinno być przeciwnie w obliczu tego, co jutro oznajmię. Oto co myśli depresyjny rysownik pozytywnych komiksów:

Każdy ma swoją rzeczywistość. Łączy się ona czasami z rzeczywistościami innych, przenikają się wzajemnie lub kolidują. Przy kimś promieniującym szczęściem jego energia przenosi się na ciebie i odwrotnie - przy kimś pogrążonym w smutku możesz się chcąc nie chcąc nim zarazić. Shit happens. Jestem chory psychicznie, na szczęście nie bardziej niż ty, co sprawia, że w miarę mogę funkcjonować w społeczeństwie. Prawdziwego szaleńca poznasz po tym, że twierdzi uparcie, iż jest normalny. ...

Tak się dziś chwaliłem, że postawiłem dwa kroki naprzód w rozwoju swojej osobowości. Mam tu na myśli, że już tak nie popadam w depresję jak za młodych lat. Bo jestem stary jak stary człowiek, ale bez morza. Tak, okresy ślęczenia przy kaloryferze w pokoju bez świateł, lecz za to przy włączonych łzach dawno już minęły. Z drugiej strony jakże nazwać mam stan w którym jestem, skoro przecież z powodzeniem wyszedłem z okresów depresji? Apatią? Odnajduję siebie praktycznie codziennie przywiązanego do laptopa lub telefonu, konkretniej przywiązanego do internetu w którym po tysiąckroć klikam na te same strony (facebook, blogger, zuda, n-k, itp. tylko na gmaila nie klikam, bo mam komunikator, który sam mnie informuje jeśli nowa poczta przyjdzie. Choć ostatnio, czyli dziś, nawet pomimo jego wszedłem bezmyślnie na pocztę). Właśnie, klikam bezmyślnie. Obłędnie. Budzę się, nim otworzę oczy przez telefon sprawdzam pocztę i facebooku. Wyrywa mnie ze zmory w ciągu dnia widok telefonu w mojej ręce leżącej wraz z resztą ciała na łóżku. Klikam, oglądam stronę, przechodzę do innego tabu (zakładka, karta, ale nie nowe okno, bo po co tyle nowych okien, skoro są taby) w którym oglądam stronę żeby zaraz wrócić z powrotem do strony w której przed chwilą byłem.

Jakieś pikanie mnie do szału doprowadzało dzisiaj. Okazało się, że to zasilacz od routera za ścianą w pokoju innej lokatorki wżerał mi się w mózg. Jak nie to, to ta cholerna lodziarka na kółkach ze swoją schizującą muzyką, która nie, nie wżara mi się w mózg, lecz go przepiłowuje. Jeździ so' gdzieś z kilometr stąd i ją słyszę nawet przez okno, bo okna mimo że plastikowe, to i tak chujowe. Z powodu tego nastroju spaliłem dzisiaj 6 skrętów. Z tytoniem. Trawki już praktycznie nie palę. Wczoraj spaliłem tylko jednego szlugasa, tak dla porównania. Syf w mojej Samotni znanej ówcześnie jako Grota tudzież Jaskinia rośnie. Kładę rzeczy nie w ich miejscu i już tak tam trwają, żyją własnym życiem. Pełno bohomazów wszędzie. Miałem wczoraj to ogarnąć, ale żeby mieć dwa dni wolnego zrobię to jutro. I ten syf wyraża syf mego umysłu.

Jedyna para spodni w którą spokojnie się mieszczę została obdarowana dziurą w kroczu. W czymś takim za bardzo w gości nie pójdę, bo jeśli się schylę a nawet wypnę to gości obdaruję nieprzyjemnym widokiem swej bielizny, która sama w sobie jest bardzo przyjemna, ale dla mnie, nie wiem co z innymi. Nie, nie piszę tego posta wisielca bez spodni. Mam na sobie lekko ciaśniejszą parę. Wciąż jest ok, bo przecież po tych 3 przygodach z dietami schudłem. Najbardziej mi żal tych słonecznych poranków, jarmarków oraz 3 par zakupionych tuż po osiedleniu się w Irlandii. To doprawdy była głupota kupować spodnie po 6 tygodniach głodzenia się w Bostonie w szczytnym celu wyglądania szczupło i pięknie. Jeszcze większa głupota biorąc pod uwagę fish & chips oraz takeaway'e, ale skąd mogłem wiedzieć, że tyle będę żarł? Fakt: większość ludzi po przybyciu tutaj też zgrubła, więc to zjawisko normalne.

Oczywiście porysowałem dzisiaj, dzień porysowany dniem straconym nie jest. Wcale sobie nie wyrzucam, że straciłem dzień. Jeszcze ze mną tak źle nie jest, żebym się zadręczał bezcelowo. Mam dużo rzeczy do roboty, ale chęci niezbyt. Może to po prostu leń. Ale można mieć lenia i się obijać i być w świetnym humorze, a w tym wypadku tak wcale nie jest. Ściągam bezmyślnie znowu gry w które i tak nie będę grał i filmy, których nie będę oglądał. Patrzę na swoją półkę z książkami pusto myśląc, że bym sobie je poczytał, przecież takie fajne tytuły.

Wiem co sobie myślicie, This guy needs to get laid. - Zaraz mu endorfinki wrócą. Nawet jeśli, to na jak długo?

Stronię od ludzi co nie jest zdrowe. Ale taka ma natura. Myślę sobie Dajcie mi wszyscy święty spokój! A jednak piszę tego posta przez którego wychodzę do ludzi, więc jest tu jakieś zakłamanie. Ostatnio zauważyłem, że kiedy nie wrzucam linka o nowym poście na facebook'a, to gości mam 9ciu, a jak wrzucam to i z dwa razy tyle. Czasami tam nie publikuję jeśli uważam, że post drętwy lub nie dla tamtejszej publiki. W pewnym sensie chcę tworzyć swój dobry wizerunek. Poza tym jak ktoś nie śledzi OGGa to mam mu go za każdym razem na tacy w kawiorze pod nos podsuwać? Sam nie wiem, czy lubię kawior. Nigdy nie próbowałem, ale wątpię, żebym się w nim zakochał.

Kilka słów na koniec. Ludzkość przyprawiona polskością publikuje bloga na blog.pl. Uważam, że to chujowe miejsce na tego typu doświadczenie. Wszystko małe, jakieś badziewia po bokach i nie można tego śledzić tak jak na bloggerze innych bloggerów. Właśnie - i jest to żywcem blogger zerżnięty, tylko kiepsko zerżnięty. Muszę więc sobie bookmarki robić. Chamstwo i hańba dla nich. W każdym razie w przypływie nijakości zacząłem naciskać guzik PODOBNY BLOG na blog.pl i znalazłem dwa ciekawe blogi (kogoś, kto ma realne spojrzenie na świat i kogoś, kto tworzy klnąc ) oraz trzeci o dziewczynie na emigracji, która przez portal randkowy poluje z takim samym zapaleniem na mężczyzn jak Don Kichote na wiatraki. Było to odświeżające poczytać raz inną stronę od tych umęczanych przeze mnie każdego dnia. Na swoją obronę powiem, że subskrybuję coś nowego od niedawna: New York Times - bo pełny dostęp za darmo i nawet czasami to czytam. Dzisiaj widziałem zdjęcia żołnierzy w Afganistanie i jakiś nagłówek o bezrobociu w USA. Wracając do dziewczyny blogującej, to czytając jej życie właśnie sobie pomyślałem, że każdy z nas ma swoją specyficzną rzeczywistość w bąbelku. Dbamy o niego, lecz bąbel może łatwo pęknąć. Co wtedy? Załamanie nerwowe.

Dla tych wszystkich, którzy myślą, że po prostu powinienem znaleźć sobie pracę mam tylko jedną odpowiedź:
(Kliknąć by powiększyć jeśli oczy szwankują. [Bédu - Hugo "Zamek Mew"])

niedziela, 4 kwietnia 2010

Dilbert: Dzień dobry.




Dilbert:
Czy jest coś więcej w życiu niż tylko praca?

Dogbert:
Taaaak. Jest również: narzekanie na pracę, nocne okresy w nieświadomości i słodka słodka ŚMIERĆ.

Dilbert:
Może powinienem mieć dzieci?

Dogbert:
Żeby się dzielić RADOŚCIĄ?

sobota, 3 kwietnia 2010

OGGowo FILMowo.

Wypada raz wyeksmitować z twarzy grymas, który praktycznie jest już jej stałym mieszkańcem. Przestać zrzędzić i opowiedzieć o czymś przyjemnym. Jednakże przyjemność staje się dopiero wyrazista, kiedy zestawimy ją z jej przeciwieństwem, czyli ponurością. Chcąc niechcąc nie da się nie zrzędzić i mam przeczucie, że nawet Dalajlama też czasem narzeka, mimo iż całkowicie oświecony. Np. że go coś swędzi. Już od pół roku. Co? - .... - wpisać w wykropkowane.

Obejrzałem "How to train your dragon". Niestety nie w 3D (tu niemały żal), bo pomimo, iż w moim obskurnym kinie wreszcie zainstalowali sprzęt do wyświetlania 3D (który wpierw nie działał, dopiero po 5 dniach zadziałał, bo jakaś część się zwędziła, przypaliła bądź też po prostu jej nie było! oczywiście), to zdecydowali się pokazywać Alicję w 3D, a teraz "Clash of the Titans" remake, co niezmiernie mnie boli. Nie dość, że kino me ma kiepski obraz niczym za mgłą, a dźwięk taki, że u mnie w laptopie lepszy, to teraz jeszcze to! Szczerze, nie wiem po kiego mają te pięć głośników z lewej i z prawej, skoro dźwięk puszczają tylko zza ekranu. Na pic pewnie. Jaja bym im za to wykręcił, lecz nie mam tej władzy. Alicję w 3D już widziałem i to w lepszym kinie z dobrym dźwiękiem. Na "Clash of the Titans" wpierw zacierałem ręce, ale potem przeczytałem tyle, że sobie daruję. W przypadku tego ostatniego sytuacja wygląda tak samo jak z Alicją - żaden z tych filmów na prawdę nie został nakręcony w 3D. Nie było dwóch kamer, z których każda łapała tą samą scenę w lekko innym kącie. Nie. Normalnie, po staremu reżyseria wykonana. Decyzja o 3D zapadła dopiero w post-produkcji, w obu przypadkach z powodu sukcesu "Avatara". W głowę zachodzę, ale nigdzie w sieci nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na pytanie w jaki sposób oni te gotowe filmy tak przerabiają, że wychodzi 3D z worka? W Alicji wyglądało to nieźle, choć jak wiemy największe wrażenie zrobiły litery wyskakujące przed naszymi oczami. W "Starciu Tytanów" efekt wyszedł tak dodupny, że wszyscy, ale to wszyscy zachęcają jeżeli już, to zmęczyć to po staremu, w 2D. Gówno widać w 3D, tak kolokwialnie krótko streszczę wszystko co o Tytanach przeczytałem. Wyobrażam sobie tych biednych pracowników. Film był praktycznie skończony, a tu producenci, czy też bardziej studio mówi im, żeby to przekonwertować w 3D w 10 tygodni, bo oni wtedy na to więcej szmalu zarobią, a sporo na promocję jak na pewno widzieliście, bo wszędzie tego pełno jak w przypadku Indiana Jones Cztery "Królestwo Zeszmacenia", już i tak sporo wydali. I tak męczą się przez te 10 tygodni, z pracy spóźnieni wracają. Żony wkurwione, już romans podejrzewają. W lunch pracownicy odprężyć się nie mogą i porozmawiać o czosnku też niet, więc obrabiają dupę swojemu szefowi, który ich pogania i tylko narzeka, jakie to z nich wolne ćwoki, choć tyle im płacą. Nie nie byłem tam, ale tak jakbym tam był.

Za to "Jak wytresować smoka" - proste i piękne tłumaczenie - był od początku nakręcany w 3D. Projekt postaci i świata bardzo bardzo mi się podoba. Świetny film, piękny. Te chmury różowe! Film zarówno dla dzieci i dorosłych i to jest sztuka! Tak jak "Mikołajek" - na poziomie podstawowym śmieszy dzieci, ale jest tak wyrafinowany, że i dorośli się uśmieją. A to wszystko dzięki nieżyjącemu już niestety Renne Goscinny. Natomiast "Jak urkaść [kurwa - przypisek autora OGGa] księżyc" z reklamy już zajeżdża nudą i poziomem, który wyłącznie maluchy będą w stanie lepszym lub gorszym znieść przez te półtorej tylko miejmy nadzieję godziny. Tytuł oryginału: "Despicable Me" - podły, nikczemny, godny pogardy. Kto? Ja. Ale nie, kurczaki, nie, kurde, nie nie nie, trza WYJEBAĆ KURWA "JAK UKRAŚĆ KSIĘŻYC"!!!!

Miało być miło i wywiady miały być, a tu proszę! Więc tak, jeszcze o dwóch filmach.

Mila Javovich ściemniała, że nie będzie jej w IV części serii "Resident Evil", bo nie chcieli jej dać wystarczająco dużo szmalu, żeby sobie mogła kupić różowy papier toaletowy w słoniki. Dla całej rodziny. Na całe życie. Widać jednak postawiła na swoim i 10 września 2010 wyjdzie "Resident Evil: Afterlife". Ale bez Ricci. Niestety (chlip!) [wytłumaczenie: Christina Ricci - którą autor tego OGGa wyraźnie lubi - gra teraz w After.LIFE, a tytuł rezydenta też ma "afterlife" w tytule. Koniec wytłumaczenia dla kogoś, kto nie czytał OGGa od deski do deski.]. Mi tam seria się podoba. Reżyser pierwszej części, który napisał i wyprodukował 2 i 3 przy 4 znowu zasiądzie na wygodnym krzesełku reżysera gdzie po zdartym okrzyku "Cięcie!" czeka smaczny bufet. Zapowiada się dobrze i będzie w 3D, ale takim prawdziwym, takim jak Camerona.

Dobrze idzie, o drugim filmie w miarę treściwie. No i trzeci, ostatni produkt sztuki na sprzedaż o którym chciałem już dawno napisać, będzie teraz.

FLYNN LIVES - da. Wchodząc na stronę tej organizacji wyrażasz pragnienie pomocy w odnalezieniu Kevin'a Flynn'a, pioniera w cyfrowym świecie i CEO (słyszymy to często nie tylko w filmach i napiszę dla siebie samego, żeby sobie wkuć, że CEO oznacza chief executive officer - dyrektor generalny) firmy ENCOM. Zaginął on w tajemniczych okolicznościach w 1989 roku. Wczoraj, czyli 2 kwietnia, Alan Bradley z firmy ENCOM reklamował nową grę. Wydarzenie to zostało przerwane, kiedy z helikoptera ENCOM-u wyskoczył na spadochronie jak się później okazało syn Flynn'a.

TRON. Świetny film. Druga część w 3D. Jeff Bridges powraca jako Kevin Flynn. Disney robi wg mnie świetną i ciekawą promocję. Zamiast strony o filmie podchodzą do tego jakby film był rzeczywistością, stąd Flynn Lives website. Wczoraj podczas festiwalu WonderCon w San Francisco zaaranżowano konferencję prasową Alana Bradley (a był to aktor Brus Boxleitner z nowej części TRONu), która została przerwana wpierw atakiem zwolenników Kevina Flynn, którzy dopadli do mikrofonu i ponownie wyskokiem z helikoptera. Fajny motyw. No. A o czym już wcześniej chciałem napisać toto, że podoba mi się oprócz innych rzeczy (wiadomo, uwięzieni w grze, ścigający się na motorach zostawiający pasek światła w który jeżeli wpadniesz to giniesz) wygląd filmu. Szczególnie widać to o co mi chodzi w zaprojektowaniu pokoju Kevina, który mieści się wwiercony w górze. Spójrzcie:


Kominek, te meble. Miejsce do jedzenia poniżej poziomu podłogi. Pewnie to głupie i niepraktyczne, ale wygląda fajnie.

Koniec posta bez żadnej konkretnej puenty.

@templatesyard