marca 2010 - OGG

niedziela, 28 marca 2010

MORZE. MOŻE? BOŻE!
Naoczne sprawozdanie z podróży Depresyjnego Rysownika do Galway na rozmowę kwalifikacyjną na studia filmowo - telewizyjne w GMIT (Instytut Technologii Galway - Mayo).

czyli

Tragikomedia dokumentalna w trzech aktach zapisana wizualnie w HD 720p (progressive, teraz już wiem, że za pe stoi progressive, ale wciąż nie wiem co to oznacza) 25tego marca 2010 wlazła i poczuła się jak u siebie w domu na youTube. Poluzowała nawet pas uciskających ją spodni. Ta tragikomedia. AKT 1 & 2, a poniżej AKT 3:

piątek, 19 marca 2010

Piwo i papierosy.
Co powinienem zrobić? Powinienem położyć się na łóżku i obejrzeć film. Poczytać książkę. Na pewno w niczym nie pomoże mi stanie nie pośrodku pokoju i gadanie samemu do siebie po angielsku na głos z dodatkowo dziwnym akcentem, który wcale nie jest fajny i tajemniczy i nie brzmi jak głos agenta, dobrego agenta choćbym nie wiem jak to sobie wmawiał.

Po tym monologu, który przepadłby w powietrzu niezauważony Sebastian zerknął na zamkniętego MacBooka (Pro) i pomyślał, że od tego mógłby zacząć. Usiadł na krześle i starał się przypomnieć co też przed chwilą bredził. Prawda była taka, że próbował ograniczyć picie i palenie. Wczoraj cały dzień nie pił alkoholu, a lump z niego już taki iż w jego oczach stanowiło to nie lada wyczyn. Nie palił również tytoniu. Chciał. Szczególnie pod wieczór. Lecz ilekroć chciał skupiał swoją uwagę na czymś innym. Szczególnie na szkicowaniu albumu D+K: DIETA. Na wyjściu z domu. Na zjedzeniu czegoś. Na zrobieniu sobie kawy i powrocie do biurka. Na ubranie się w coś ładniejszego (przed wyjściem z domu). I tak dotrwał do wieczora, wręcz do nocy. Obejrzał ALIENS i już się szykował do ALIEN 3 pomimo późnej godziny, ale miał swój maraton Obcego w tym tygodniu. Niestety okazało się, że DVD płyta ledwo zipi.

Zapadła ciemność a jedynym źródłem włączonego prądu pozostało jego własne ciało, które nie chciało zasnąć. I kiedy wreszcie zasnął po kilkunastu przerzutach z boku na bok okazało się, że musi wstać z łóżka, lecz leżał na starych deskach z powbijanymi gwoździami. Przy każdej próbie ruszenia się z łóżka nadziewał się dłonią bądź też inną częścią ciała na wystający gwóźdź. Sprawiało mu to ból, ale w pewien dziwny sposób również przyjemność. Nie wiedział co dalej począć, gdyż była to sytuacja bez wyjścia, więc postanowił się obudzić, bo już miał dość. Obudził się sfrustrowany. Podobny incydent zdarzył się chwilę po tym. Tym razem nim zamknął oczy powiedział sobie, że nie obchodzi go co go tym razem będzie przy zasypianiu męczyło, przeżyje to, byle tylko wreszcie zasnąć.

Dwie kawy i kilka spokojnych godzin później był już nowy dzień - ten dzień. Jego przyjaciółka po wysłuchaniu snu spojrzała na niego i powiedziała:
- Męczennik.

Prawda jest taka, że dzisiaj kupił sobie jedno piwo, lecz go nie tknął poza położeniem go do lodówki trzy godziny temu. Tytoń ma wciąż w domu. Dziś korci go bardziej niż wczoraj. Wie też dwie rzeczy: prościej jest coś osiągnąć, jeśli są koło ciebie ludzie, którzy cię kochają, wierzą w ciebie i dają ci siłę, żeby iść do przodu. To niesamowita siła napędowa. (Odnośnie rzucania czegokolwiek jak i marzeń, lecz nie marzeń rzucania). Jednak jeśli ktoś traci zainteresowanie, przestaje nas poganiać, motywować, odrywa się, lecz wciąż jest blisko i wciąż jest naszym przyjacielem to pojawia się takie dziwne uczucie, jakby to wszystko wcześniej było nieprawdą. Jakby to całe staranie się straciło sens. Dlatego ponad wszystko musimy się starać dla siebie samych aby nie stracić rozumu. Dopiero potem dla innych.

Rzecz druga - nauka płynąca z historii diet i doświadczeń dzięki nim nabyta - trudno jest rzucić coś od razu. Jeszcze trudniej rzucić więcej niż jedno coś na raz. Więc rzucaj stopniowo. Idzie na piwo. I szluga. I nie biczuje się za to. Nie wyrywa włosów. Z nosa. Nie.
Krótko. Treściwie. Lunatycko.
No i tak wciąż można się głowić czemuż to o czemuż niektóre tytuły z angielskiego tłumaczone są zgodnie z oryginałem lub też kiedy nie da się przetłumaczyć dosłownie mamy polski wierny odpowiednik. Krzepi na duchu:

Wszystko o Stevenie - All about Steve.
Jak wytresować smoka - How to train your dragon (zapowiada się świetnie).

Może każdy dystrybutor ma swoich tłumaczów i niektórzy z nich mają olej w głowie, a niektórzy z nich to po prostu ćwoki, którzy tworzą takie cuda:

Wyspa tajemnic - Shutter Island - gdzieś jest tajemnica w tytule? Nie, ale dobrze, że w polskim jest, przynajmniej możesz się upewnić, że tak, będzie tajemnica, a nie brak tajemnicy.

Była sobie dziewczyna - An Education - każdy głupi czyli nawet ja domyśli się jeśli nie wie, że education to edukacja, ale chuj z tym!skoro można stworzyć coś zupełnie nowego. I jakże oryginalnego! Tak, była sobie dziewczyna, była, nie tyła, ale była.

Co nas kręci, co nas podnieca - Whatever works - AKA Jakby nie było. - Gdyby ten tytuł przeszedł jako AKA to jeszcze, ale skoro już się rzucił typ na pierwszą wersję mógł pójść na całość i napisać Co nas kręci, co nas podnieca i jak często chcemy zamoczyć.

Dobra wróżka - Tooth fairy - na filmie mi nie zależy, na tytule tak. Patrzę i nigdzie jakoś nie widzę GOOD FAIRY, tylko Wróżkę zębuszkę. Ale to chyba za miło brzmi na komedię familijną ?!?

No i jak zwykle, tylko hity hitów w PL wychodzą na równi z premierami światowymi, a czasem nawet wypływają. Na inne tytuły przychodzi czekać z 5 miesięcy, a nawet pół roku. Wszyscy inni już to widzieli, tylko nie ty. Chyba że ściągasz nielegalnie filmy i masz kino w nosie, więc Alicję czy Avatara oglądasz na małym laptopiku dzięki komuś, kto polazł z kamerą do kina i się rozbestwił.

I tak Invictus (ang. niezwyciężony) będzie 16 kwietnia zaś na świecie był 13 marca. No tak, mały poślizg. Co mnie ciekawi to jak przetłumaczą tytuł. Film lepiej sobie oszczędzić i przeczytać biografię Nelsona Mandely. ZAto za godzinę polezę chyba na I love you Phillip Morris. Ponoć dobry. Jim Carrey i Ewan McGregor, czyli Gej Is Okej. Premiera na świecie - 18 stycznia. Premiera w Polsce 21 MAJA. Najbardziej mnie ciekawi jak postąpią z tym tytułem. Bo jeśli będzie to tłumaczył ten od An Education to nie zdziwcie się co to jest jak zobaczycie na plakacie kinowym "Było sobie dwóch gejów".

niedziela, 14 marca 2010

ALICJA I JEJ DZIURKA.
Świeżo po obejrzeniu "Alicji" w 3D w Burzowym Kinie w Waterford. Byczo.

Świeżo po rozlaniu piwa na koszulkę, myślałem, że trafię w usta. Nie byczo.

Tak więc dużo podejrzanej mniej lub bardziej świeżości.

Do tej pory widziałem 3 trzyDE filmy - półgodzinny dokument na obrzeżach Poznania w zdaje się Imax Cinema o astronautach gdzie Pazura głos podkładał swój rozpoznawalny. Ze 2, 3 lata temu. Bardziej 3, a nawet 4. POTEM niedawno Avatara w Dublinie i dzisiaj Alicję. Nim cokolwiek napiszę o Alicji pragnę zauważyć pewną rzecz zauważalną: FILMY 3D NALEŻY OGLĄDAĆ W IMAX. WTEDY SĄ W MIARĘ 3D. W mniejszych kinach obraz nie wypełnia całego twojego pola widzenia i nie możesz, po prostu nie możesz utonąć w trójwymiarowej rozrywce. Jest ta czarna granica przy każdym z boków i nawet jeśli ci coś wyleci przed oczami z obrazu, to wciąż będzie PIKUŚ w porównaniu do iMAXa. Niestety, zdaje się (choć jak zawsze mogę się mylić), że w IRL nie ma iMAX, i tylko w tym kraj ten mały gorszy jest od Polski.

Alicja była fantastyczna! Nie miała pryszczy, była sympatyczna. Cały film miał w sobie pewną magię już od pierwszego ujęcia. We wszystko co widziałeś wierzyłeś. Oprócz kiedy bestia wsadziła sobie oko z powrotem i znowu nim widziała, bo w Krainie Czarów czy nie, coś takiego by nie przeszło. Zmniejszanie, powiększanie i wszystko inne spoko, ale nie to.

Przeczytałem z jedną, może dwie recenzje, które nie były zbyt pochlebne. Całkowicie im się sprzeciwiam! Tim Burton utrzymał tempo przez cały film. Było bardzo ciekawie nawet nim Alicja wylądowała w króliczej noże. Pięknie stroje, angielska arystokracja no i taki lord, że hu-huu! I coś w tym było jak oni mówili i zostali pokazani, pewna spójność, coś co sprawiło, że kupiłem ten świat nim go zobaczyłem.

Alicja ma swoją dziurę. Wpadła weń i wtedy po prostu wszystko... no, był taki kinowy orgazm.

I tu mógłbym przestać, bo poprzednie zdanie byłoby idealnym zdaniem na zakończenie, lecz niestety mam więcej do powiedzenia. Recenzja ta może zawierać spoilers, lecz nic czego byś nie wiedział człeku z reklamy lub pierwszej pół godziny filmu, więc czytaj dalej, albo wpierw obejrzyj film:

I dorosła Alicja otwarła drzwi. A wszystko, co się za nimi skrywało wyglądało fantastycznie. 3D rzucało się w oczy tylko czasami, lecz pomogło ukazać ten wyjebisty świat. Fabule nie mam nic do zarzucenia, ani razu mnie nie przynudzili, wręcz przeciwnie. Ach, obejrzałbym jeszcze raz.

Muzyka też świetnie potęgowała napięcie, i to prawdziwe Dolby, nie to co mam w KK (Kilkenny). Scena, kiedy pierwszy raz widzimy zamek Czerwonej KRÓLOWEJ zaparła mi dech w piersi (rzecz jasna przenośnie). Lecz BOŻE - to jest w PL w dubbingu, prawda? BLEH! No, ale fakt, bidne dzieci przecież by nie czytały napisów. Szczególnie te, które mamy wyjęły z wózka pozostawionego na dole sali. Chyba, że tym dzieckiem byłby Stewie.

Zbytnio się nie roztrząsając jeszcze kilka spostrzeżeń. Dwójka grubasków, z których każdy z nich mówi przeciwne rzeczy została stworzona na podstawie Matt'a Lucasa z Little Britain. Czego nie wychwyciłem w reklamie. Dodatkowo udziela im swojego głosu Jedynego Geja w Wiosce. Wszystkie postacie były świetnie zarysowane, ale co do dwóch mam więcej do powiedzenia: Biała Królowa zachowywała się przez cały czas lekko podejrzanie. Tak jakby siostra Czerwonej Królowej była w rzeczywistości gorsza od niej. No i KOCIAK. Poprzez to, że pojawiał się i znikał był najbardziej... najbardziej wycięty i ponad tym co się dookoła działo. Był też najbardziej trójwymiarowy i tajemniczy. Do końca nie rozumiem jego bajki. Nasz ukochany Alan Rickman również się pojawia, ale tylko głosowo. Bo wiecie, ten głos poznam wszędzie.

Jedną z rzeczy, które najbardziej uwielbiam w filmach są artystyczne sceny, tzn. sceny przedstawione w taki sposób, że wgryzają ci się w pamięć. Np. Neo w Matrix kiedy mówi:
- Trinity, Help!
- Dodge this! - odpowiada Trinity i strzela Agentowi w łeb. On upada w zwolnionym tempie, a z tyłu śmigłowiec. Myślę, że zwolnione tempo ma duży wpływ na moje zapamiętywanie sceny. Dlatego właśnie jedna z ostatnich scen w Krainie Czarów, kiedy Alicja miała uciąć łeb smokowi tak mi się podobała. I tu dosłownie zaparło mi dech w piersiach. I było to wykonane jak należy. A nie tak jak w 3jce Władcy Pierścieni. Bo trzeci tom przeczytałem aż do pierścienia w lawie czy co to tam było i w jednej z wcześniejszych scen ktoś ucinał głowę również smokowi. W moim estetycznym odczuciu miało to wyglądać zjawiskowo, a było pokazano drętwo jak cholera. Alicja nie popełniła tego błędu.

Jeśliście jeszcze nie widzieli, idźcie, nie pożałujecie. Zróbcie to. Zróbcie to w 3D i zróbcie to w iMAX.

3D dopiero raczkuje. Obraz męczy oczy ludzkie, gdyż obraz wyświetlany jest z dwóch projektorów jednocześnie. Dzięki twoim okularom, w których oko lewe widzi linie poziome a drugie pionowe mózg przetwarza to w 3D, bo oczy ździebko oddalone są od siebie, stąd magia. Poza tym często wygląda to niezbyt wyraźnie (szczególnie w szybkich scenach akcji), ale za parę lat będziemy mieć kolejną rewolucję, więc będzie dobrze. A nawet lepiej.

KOLEJNY, CZYLI TE SŁOWA zostają napisane teraz, po dwóch dniach od rozlania piwa na koszulkę:

Zaś wczoraj poszedłem na Shutter Island Scorsese i jest to również bardzo dobry klimatyczny film. Zobaczyłbym jeszcze raz gdyby było mnie stać. Ale bida w domu piszczy. I kwiczy. Drukarka już od tygodni bez czarnego tuszu. Raz byłem, żeby mi napełnili cartridge, ale chamy i świnie mieli przerwę na lunch. Wróciłem po przerwie, a ich wciąż nie było.

DWA NOWE LUNATYCKIE TŁUMACZENIA:
Cop OUT - z Willisem (po którego pomarszczonej szyi jak już wspominałem idzie poznać prawdziwy wiek, może powinien występować w szalach?) i Murzynem z 30ROCK - schematyczna komedia typu biały stary glina z doświadczeniem i młody Murzyn bez zabezpieczenia, no to musi być śmiesznie, niby. "FUJARY NA TROPIE" - to chyba tłumaczył ten od Jaj w Tropikach.

LOVELY BONES - najnowszy film Petera Jacksona na podstawie książki o dziewczynce co się zawiesza między tym i tamtym światem i szuka sprawiedliwości bez gnata w ręce i nie uwdziana w jedynie czerwoną skąpą nocną koszulkę bo to nie Ricci lecz za to uzbrojona w niewinność i pragnienie otrzymania WRESZCIE NIE FRANCUSKIEGO POCAŁUNKA (bo jest niewinna) - Nostalgia anioła. Ja pierdzielę!

sobota, 13 marca 2010

Kosmiczna MIŁOŚĆ.
MIŁOŚĆ. O tak, będzie romantycznie. Mmmm....

Spadająca gwiazda spadła z twego serca i wylądowała na mych oczach

Krzyknęłam głośno, gdy wypalała mi się w oczach, pozostawiając mnie ślepą teraz.

Przede wszystkim jedna jedyna miłość nie istnieje. Nie ma żadnego przeznaczonego dla ciebie człowieka na całej wyjebanej kuli ziemskiej. O, nie! Przeznaczenie nie istnieje, więc przestań wierzyć w filmy z Hollywood. Serio.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

Czyż byłem zakochany? Byłem. Któż z nas nie był? Ile razy? Niewiele. Raz. Raz kiedy byłem mały. Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i dziewczyna, która mieszkała na tej samej ulicy co ja - Kujańska - stała się przedmiotem mojego młodzieńczego pożądania. Nie chciałem wiele, chciałem uścisku dłoni, chciałem spojrzenia. Chciałem miłości. Miała na imię Beata i jej babcia odprowadzając nas do szkoły pod mostem raz dała mi jabłko. Och! I w tej szkole podstawowej, kiedy jeszcze istniała szkoła podstawowa, w drugiej klasie, zrobiłem numer. Napisałem list, wyznający me uczucia i przyozdobiłem go wyjebaną i wypukłą naklejką w kształcie serca. A jak! Nadeszła przerwa i mały Sebuś podbiegł do jej książek i wrzucił jego pierwszy list miłosny. Przerwa się skończyła. Z bijącym sercem Sebuś czekał na rozwój wydarzeń. Beata znalazła list. Jakby tego było mało, postanowiła się nim podzielić z całą klasą. Kiedy kończyła czytać na głos jego zawartość wszyscy brechali na maksa. Tak, wyśmiewali swe płuca w powietrze.

Wszyscy, oprócz Sebastiana, który miał kamienne spojrzenie. I wszystko byłoby pięknie i cudownie, gdyby nie dramatyczna końcówka. Beata skończyła czytać list. Napięcie powoli opadało. Lecz któż, och któż napisał te słowa przecudne??? Beata spojrzała na kopertę, kopertę, na której napisane było - jak byk strzelił - Sebastian Jaster. I wszyscy się brechali oprócz Sebka i Beatki. Co z tego wyszło? No, pod mostem kiedy wracaliśmy razem spytała, czy na prawdę ją kocham i odpowiedziałem prawdę, jak to mam w zwyczaju. Że tak. I na tym się skończyło.

I w tej ciemności, słyszę bicie Twego serca
Próbowałam znaleźć ten dźwięk
Lecz wtedy zanikł, i nadeszła ciemność,
Więc w ciemności zaistniałam.

Chyba jakiś czas wcześniej była dziewczyna wspaniała, której imienia nikt nie spamięta. Bawiła się samochodami i traktorami, kiedy ja w tejże samej piaskownicy bawiłem się jej lalkami. I wszystko było perfekcyjnie do dnia, kiedy okazało się, że ona się przeprowadza. Pamiętam, jak stałem w dużej odległości od jej domu i patrzyłem w jej okno. Okno, za którym niedaleko znajdowała się właśnie ta piaskownica od której wszystko się zaczęło. I tak, wspierając nogę na swym rowerze "salto" wejrzałem w jej okiennicę i zobaczyłem ją zza zasłony po raz ostatni w swym życiu.

Czy ją kochałem? O tak, kochałem ją z całego swego serca.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

A jak jest teraz? Jest dobrze. Wierzcie mi. Bo co innego mamy, oprócz wiary? Pewność.

Nie mam wielu wyjebanych historii, nie tak jak inni. Mym zasadniczym ruchem było zaproszenie do kina. Zaprosiłem tak dziewczynę, która bardzo mi się podobała. To było w czasach w których nie było telefonów komórkowych. Więc wyszedłem przed dom z bijącym sercem i wystukałem jej numer w budce telefonicznej. Drżącym głosem spytałem, czy pójdzie ze mną do kina i powiedziała TAK! To był film z Harrisonem Fordem pt. "Air Force One". Był rok 1997. Po seansie nic się nie wydarzyło. Umówiłem się z nią nie na dziewiątą kilka dni później i okazało się, że poszła się uczyć do koleżanki niby na sprawdzian. W zimie i w zimnie stałem obok jej bloku przez godzinę odmarzając sobie tyłek i czekając z nadzieją, że może wróci od koleżanki. Nie wróciła. Cierpliwość nie została nagrodzona.

Jakiś czas później byłem na jej klatce, wyszła na nią, przed swymi drzwiami z jakimś dziwnym zwierzęciem - psem. I tuliła go i poświęcała mu więcej uwagi niż mi, więc wiedziałem, że ta historia zmierza donikąd. Dziękuję.

Zebrałam gwiazdy z twych oczu, i wtedy stworzyłam mapę
I wiedziałam, że jakoś uda mi się ciebie odnaleźć
Wtedy usłyszałam bicie twego serca, ty też byłeś pogrążony w ciemności
Więc pozostałam w tej ciemności z tobą.

A co było potem? POTEM była szkoła średnia. I była kobieta, która była kobietą z moich snów. Kobieta, która była taka jak ja: inna, niesamowita, orzeźwiająca. I może jest już późno, lecz skończę te wywody. Marzymy sobie, układamy sobie historie, jakby to byłoby, gdyby kobieta z naszych snów pojawiała się w naszym życiu. I to było dokładnie tak, jak sobie wymarzyłem. Dlatego pomimo wszystko wierzę, że marzenia się spełniają, czy tego chcemy, czy nie.

Leżałem w przerwie na ławce szkolnej na zewnątrz. Miałem słuchawki na uszach. Nie pamiętam czego słuchałem. Lecz pamiętam, że obraz nieba i drzew przysłoniła jej twarz skłaniająca się ku mej. I nie pamiętam co powiedziała, lecz pamiętam ją. I urzekła mnie. Miała swój sposób i była w tym dobra. Poszliśmy razem do kina. A kiedy zbliżałem się do tego kina zobaczyłem ją z dala na ławce oczekującą. Była wymalowana pięknie. Nie wyglądała na taką jaką ją pamiętałem. Wyglądała nieludzko i wyglądała pięknie przy mojej zwyczajności. Zaśpiewała mi i obejrzeliśmy długi film z Di Caprio z którego na prawdę mało pamiętam. Kiedy odprowadziłem ją pod dom zacytowała mi, że tym mechanizmem musi kierować jakiś zegarmistrz. Dlatego bóg istnieje.

(teraz po latach wiem, że jest tylko Bóg Któ®ego Nie Ma, czyli, że go nie ma)

Spotkaliśmy się jeszcze raz. Dałem jej różę na koniec średniej, bo byłem zakochany, lecz nasza podwójna randka doszła donikąd.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

No i co? Przez 5 lat w średniej kochałem się też w Ani, co było zupełnie inne. Zabrałem ją na "Matrix'a" w 1999 z którego za dużo nie zrozumiała ale jej się podobało. Teraz ma męża. Czy żałuję? Nie. Nie kocham jej ani troszkę już teraz. To nie było to. Czasami potrzebujesz 5 lat żeby przejrzeć na oczy.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

Były jeszcze ze dwie dziewczyny. I jedną z nich wciąż uwielbiam, lecz za drugą wcale nie tęsknię. (Tak Natalio, wątpię, byś to czytała, ale to Ciebie uwielbiam). Potem się znowu zakochałem, bo zawsze byłem kochliwym typem. To było po średniej. Lecz ta historia również się zakończyła po 4ech latach. Mój pierwszy poważny związek. Wiem, że spotkam Ciebie - kobietę, którą pokocham. I wiem, że i ty pokochasz mnie. Ale czy będziemy razem czy nie, to nie tak istotne jak to, że się spotkaliśmy (lub że się spotkamy). Bo to, co ma być, to będzie.


niedziela, 7 marca 2010

Obcy hobbit.
Wieści, które być może usłyszeliście w portalu filmowym lub gazecie jakiejś, ale skąd ja to mam wiedzieć skoro nie jestem Wielkim Bratem?

W 2012 ma wyjść Hobbit część I. Co więcej, imdb.com podaje jako datę dla Hobbit cz. II ten sam rok 2012 - lecz wątpliwe i nielogiczne jest to. Szczególnie jeśli jedna część będzie trwać ponad 2h, a może nawet i 3? Nasuwa się oczywisty wniosek, być może nakręcą obie części w tym samym czasie, tak jak to miało miejsce z Powrotem do przyszłości II i III. Co mnie cieszy to fakt, że Guillermo del Toro od Hellboy'a i Labiryntu Fauna wyreżyseruje tą adaptację. Scenariusz napiszą ci od Władcy Niepodrabianych Pierścieni, czyli Peter Jackson i Philippa Boyens. Czyli, że do 2012stego muszę w końcu przeczytać tą powieść. Krążą pogłoski, że zobaczymy starych i kochanych autorów z trzech wcześniejszych nakręconych filmów, o ile żaden z nich nie wykituje wpierw. Mam nadzieję, że Gandalf się dobrze trzyma. Znaczy Ian McKellen.

Po 4 częściach Obcego mieliśmy dwa AvP (jeden gorszy od drugiego), a teraz Predators (2010, Adrian Brody, Rodriguez produkuje, dwóch scenarzystów, bóg jeden wie co wcześniej napisali, imdb na pewno nie wie, bo sprawdziłem; film ignoruje Predator 2 oraz AvP i zaczyna w pewnym sensie serię filmów od nowa). To jednak nic, bo każdemu fanowi Alien(s) brakuje Sigourney Weaver, ale jak wiemy Ripley nie dość, że nie żyje, to i jej klon pewnie długo nie pociągnie.

Co podnieciło ludzi, którzy podniecają się takimi rzeczami, to wiadomość, że Ridley Scott za rok (2011 w razie niepewności co nas czeka za rok) zrobi prequel Aliena. Tak, nowa historia o Obcych która wydarzyła się przed pierwszym Obcym, czyli Ripley pewnie jeszcze robiła w pieluchy na jakiejś stacji orbitalnej. I będzie nakręcony w 3D. I jak im wyjdzie, to mają nadzieję na dwa więcej. Czyli jazda od początku. W 1979 Ridley nakręcił Alien i mu wyszedł. 3 lata później Blade Runner, a jeszcze później Telmę i Louise - wszystko to świetne filmy. Jednak musimy pamiętać, że wyreżyserował również G.I. Jane, a to była już szmira.

Coby nie było, dobrze będzie znowu zobaczyć [dobry] film o Obcych i to jeszcze w 3D w niestarym kinie, gdzie już nikt nie gra na pianinie.

piątek, 5 marca 2010

120 sekund dla CIEBIE.
I tak oto wracamy do punktu wyjścia. Animacja nad którą ślęczałem ponad dwa miesiące nie wygrała głównej nagrody, ani drugiej, ani trzeciej, ani nawet wyróżnienia. Jak się z tym czuję? Lepiej. Pierwszego dnia tylko jak się zorientowałem, że nici to się ździebko rozczarowałem.

Odświeżyłem trochę logo Sebastian JASTER pictures. Wiem, że wygląda straszno, a może i nawet schizolsko, ale o to chodzi, żeby wryło się w umysł i pozostało zapamiętane. Może kiedyś, jeśli mi się będzie chciało pisać a Tobie drogi czytelniku czytać to opowiem o kulisach powstawania tejże pracy. Teraz jedynie wspomnę, że za kulisami była nora, a w tej noże siedziałem ja sam. Nikt mi na ręce nie patrzył, nikt mi na kark nie chuchał. Każdy sms przyjmowany był z myślą, że ktoś gdzieś jeszcze o mnie pamięta. A, i bardzo mało piłem, kiedy ten film robiłem. Alkoholu. A to dobrze. To znaczy, że jak trzeba to potrafię. Czy widzę się za dwa lata w schronisku dla bezdomnych na wysokim poziomie w Niemczech gdzie pijackie moczymordy (którym paszporty i inne ważne dokumenty poukradali, bo so' normalnie wypili trochę) mają Dni Swoich Żywotów? Raj, jakiego polski system socjalny nigdy im nie zapewni. Czy ja się tam widzę? Odpowiedź, chyba jest jasna.

Poniżej rzeczony film. Polecam kliknąć TU lub na obrazek poniżej aby przeniosło nas do konkretnej strony YouTube, gdzie możemy go obejrzeć w lepszej jakości, w jego naturalnej wielkości 720p. Trochę dłużej się wgrywa, ale jeśli macie dobry internet, to wgra wam się od razu. Jeśli macie internetowego żółwia, to zaparzcie sobie herbaty z cytryną w międzyczasie jak się będzie ładować, zdążycie też podnieść plasterek cytryny, który ślamazarnie upadnie wam na podłogę i zadecydować, czy go do śmietnika czy tylko przetrzeć i wykorzystać mimo bliskiego kontaktu pierwszego stopnia z wątpliwej czystości jakością podłogi.


"Kto się nie mierzy, nie urośnie" - mawiała ciotka Ancia znad swojej robótki. - "Piąta strona świata", Kutz Kazimierz, w którą nie wchodzi sprytna, acz droga jak cholera plastikowa zakładka, którą jak włożysz na odwrót, to ci ino książkę otwartą trzyma. A nie wchodzi, bo się okazuje, że tylko na miękkie oprawy działa, nie na twarde, bo nie dość, że twarde, to i grube zbyt.

środa, 3 marca 2010

Książkofilmy oraz Mężczyźni, którzy nie nienawidzą Ricci.
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larssona - po 8dniach została przeczytana. Nie przez sąsiadkę, nie przez matkę, lecz przeze mnie. Skąd ino wim, że po 8śmiu? Korzystając z aplikacji iCalendar wpadłem w obsesyjne zapisywanie wydarzeń mających wielkie znaczenie dla mnie:

3 II - Wysłałem Dan
5 II - nowa sztoteczka
7 II - 68kg waga wc rano
9 II - 70kg
11 II - rozpoczęcie 11dni 2gie podejście
12 II - nowe logo OGGa
- pogwałcenie diety!
DUPA
13 II - odkurzyłem i zmyłem na dole
14 II - 1szy dzień bez PAPIEROSA
15 II - DIETA - 70kg na pusty żołądek. Dzień 1szy
17 II - Kupiłem Stieg Larsson
18 II - Dexter - dearly devoted 3euro
20 II - frytki, wyłam dietowy
24 II - socjal podpis
27 II - skończyłem czytać stieg Larsson I.

Dzięki temu po 3 miesiącach będę w stanie zmienić szczoteczkę na nową, tak jak szczoteczki na opakowaniach radzą. Nie jestem na diecie. Wciąż palę. Ale nic dziś jeszcze nie piłem.

Drugiego dnia po przeczytaniu powieści zacząłem oglądać szwedzką ekranizację filmową i od razu mi się nie spodobała. Pozmieniali sporo niepotrzebnie, takie drobne szczegóły, które ci wszystko psują, jeśliżeś wpierwiej książkę czytał/ała. Ale to rozumiem, w końcu ponad 500set stronicowej książki nie można całej zmieścić w dwu godzinnym filmie. Co mnie zraziło to pewna obcość filmu, postacie zarysowane na kartach książki zostały przedstawione z zupełnie innymi charakterami w filmie, który skupił się zupełnie na motywie zbrodni. To co mogło być świetnym dreszczowcem stało się jego nudną namiastką. Książka trzyma w napięciu. Film nie. I te skróty scenariuszowe, przez które zupełnie racjonalne zachowanie głównego bohatera z książki na ekranie wychodzi głupio i mało prawdopodobnie (bo jest zmienione, przyspieszone). Prawdopodobnie ktoś po obejrzeniu filmu do książki nie będzie się palił, prawdopodobnie.

Na apple trailers jest reklama nowego filmu z Ricci: AFTER.LIFE. W jaki sposób pokazać Christinę Ricci biegającą przez cały czas w seksownej czerwonej nocnej koszuli? I tylko w koszuli? Ano niech ma wypadek samochodowy i zawiesi się pomiędzy życiem a śmiercią i niech tak biega po mieście starając się wykombinować, co też do diaska się z nią dzieje. Ja na to pójdę do kina. Właśnie dlatego. Powinni też zrobić takie uczty dla kobiet - wziąć Brad'a Pitt'a (choć on już trochę stary) albo Ashton'a Kutcher'a - ALBO LEPIEJ: wziąć ich OBU i niech też mają wypadek samochodowy i niech się obudzą uwięzieni w matni pomiędzy życiem a śmiercią w białych majtkach Calvin'a Klain'a. I tylko w majtkach.

niedziela, 28 marca 2010

MORZE. MOŻE? BOŻE!

Naoczne sprawozdanie z podróży Depresyjnego Rysownika do Galway na rozmowę kwalifikacyjną na studia filmowo - telewizyjne w GMIT (Instytut Technologii Galway - Mayo).

czyli

Tragikomedia dokumentalna w trzech aktach zapisana wizualnie w HD 720p (progressive, teraz już wiem, że za pe stoi progressive, ale wciąż nie wiem co to oznacza) 25tego marca 2010 wlazła i poczuła się jak u siebie w domu na youTube. Poluzowała nawet pas uciskających ją spodni. Ta tragikomedia. AKT 1 & 2, a poniżej AKT 3:

piątek, 19 marca 2010

Piwo i papierosy.

Co powinienem zrobić? Powinienem położyć się na łóżku i obejrzeć film. Poczytać książkę. Na pewno w niczym nie pomoże mi stanie nie pośrodku pokoju i gadanie samemu do siebie po angielsku na głos z dodatkowo dziwnym akcentem, który wcale nie jest fajny i tajemniczy i nie brzmi jak głos agenta, dobrego agenta choćbym nie wiem jak to sobie wmawiał.

Po tym monologu, który przepadłby w powietrzu niezauważony Sebastian zerknął na zamkniętego MacBooka (Pro) i pomyślał, że od tego mógłby zacząć. Usiadł na krześle i starał się przypomnieć co też przed chwilą bredził. Prawda była taka, że próbował ograniczyć picie i palenie. Wczoraj cały dzień nie pił alkoholu, a lump z niego już taki iż w jego oczach stanowiło to nie lada wyczyn. Nie palił również tytoniu. Chciał. Szczególnie pod wieczór. Lecz ilekroć chciał skupiał swoją uwagę na czymś innym. Szczególnie na szkicowaniu albumu D+K: DIETA. Na wyjściu z domu. Na zjedzeniu czegoś. Na zrobieniu sobie kawy i powrocie do biurka. Na ubranie się w coś ładniejszego (przed wyjściem z domu). I tak dotrwał do wieczora, wręcz do nocy. Obejrzał ALIENS i już się szykował do ALIEN 3 pomimo późnej godziny, ale miał swój maraton Obcego w tym tygodniu. Niestety okazało się, że DVD płyta ledwo zipi.

Zapadła ciemność a jedynym źródłem włączonego prądu pozostało jego własne ciało, które nie chciało zasnąć. I kiedy wreszcie zasnął po kilkunastu przerzutach z boku na bok okazało się, że musi wstać z łóżka, lecz leżał na starych deskach z powbijanymi gwoździami. Przy każdej próbie ruszenia się z łóżka nadziewał się dłonią bądź też inną częścią ciała na wystający gwóźdź. Sprawiało mu to ból, ale w pewien dziwny sposób również przyjemność. Nie wiedział co dalej począć, gdyż była to sytuacja bez wyjścia, więc postanowił się obudzić, bo już miał dość. Obudził się sfrustrowany. Podobny incydent zdarzył się chwilę po tym. Tym razem nim zamknął oczy powiedział sobie, że nie obchodzi go co go tym razem będzie przy zasypianiu męczyło, przeżyje to, byle tylko wreszcie zasnąć.

Dwie kawy i kilka spokojnych godzin później był już nowy dzień - ten dzień. Jego przyjaciółka po wysłuchaniu snu spojrzała na niego i powiedziała:
- Męczennik.

Prawda jest taka, że dzisiaj kupił sobie jedno piwo, lecz go nie tknął poza położeniem go do lodówki trzy godziny temu. Tytoń ma wciąż w domu. Dziś korci go bardziej niż wczoraj. Wie też dwie rzeczy: prościej jest coś osiągnąć, jeśli są koło ciebie ludzie, którzy cię kochają, wierzą w ciebie i dają ci siłę, żeby iść do przodu. To niesamowita siła napędowa. (Odnośnie rzucania czegokolwiek jak i marzeń, lecz nie marzeń rzucania). Jednak jeśli ktoś traci zainteresowanie, przestaje nas poganiać, motywować, odrywa się, lecz wciąż jest blisko i wciąż jest naszym przyjacielem to pojawia się takie dziwne uczucie, jakby to wszystko wcześniej było nieprawdą. Jakby to całe staranie się straciło sens. Dlatego ponad wszystko musimy się starać dla siebie samych aby nie stracić rozumu. Dopiero potem dla innych.

Rzecz druga - nauka płynąca z historii diet i doświadczeń dzięki nim nabyta - trudno jest rzucić coś od razu. Jeszcze trudniej rzucić więcej niż jedno coś na raz. Więc rzucaj stopniowo. Idzie na piwo. I szluga. I nie biczuje się za to. Nie wyrywa włosów. Z nosa. Nie.

Krótko. Treściwie. Lunatycko.

No i tak wciąż można się głowić czemuż to o czemuż niektóre tytuły z angielskiego tłumaczone są zgodnie z oryginałem lub też kiedy nie da się przetłumaczyć dosłownie mamy polski wierny odpowiednik. Krzepi na duchu:

Wszystko o Stevenie - All about Steve.
Jak wytresować smoka - How to train your dragon (zapowiada się świetnie).

Może każdy dystrybutor ma swoich tłumaczów i niektórzy z nich mają olej w głowie, a niektórzy z nich to po prostu ćwoki, którzy tworzą takie cuda:

Wyspa tajemnic - Shutter Island - gdzieś jest tajemnica w tytule? Nie, ale dobrze, że w polskim jest, przynajmniej możesz się upewnić, że tak, będzie tajemnica, a nie brak tajemnicy.

Była sobie dziewczyna - An Education - każdy głupi czyli nawet ja domyśli się jeśli nie wie, że education to edukacja, ale chuj z tym!skoro można stworzyć coś zupełnie nowego. I jakże oryginalnego! Tak, była sobie dziewczyna, była, nie tyła, ale była.

Co nas kręci, co nas podnieca - Whatever works - AKA Jakby nie było. - Gdyby ten tytuł przeszedł jako AKA to jeszcze, ale skoro już się rzucił typ na pierwszą wersję mógł pójść na całość i napisać Co nas kręci, co nas podnieca i jak często chcemy zamoczyć.

Dobra wróżka - Tooth fairy - na filmie mi nie zależy, na tytule tak. Patrzę i nigdzie jakoś nie widzę GOOD FAIRY, tylko Wróżkę zębuszkę. Ale to chyba za miło brzmi na komedię familijną ?!?

No i jak zwykle, tylko hity hitów w PL wychodzą na równi z premierami światowymi, a czasem nawet wypływają. Na inne tytuły przychodzi czekać z 5 miesięcy, a nawet pół roku. Wszyscy inni już to widzieli, tylko nie ty. Chyba że ściągasz nielegalnie filmy i masz kino w nosie, więc Alicję czy Avatara oglądasz na małym laptopiku dzięki komuś, kto polazł z kamerą do kina i się rozbestwił.

I tak Invictus (ang. niezwyciężony) będzie 16 kwietnia zaś na świecie był 13 marca. No tak, mały poślizg. Co mnie ciekawi to jak przetłumaczą tytuł. Film lepiej sobie oszczędzić i przeczytać biografię Nelsona Mandely. ZAto za godzinę polezę chyba na I love you Phillip Morris. Ponoć dobry. Jim Carrey i Ewan McGregor, czyli Gej Is Okej. Premiera na świecie - 18 stycznia. Premiera w Polsce 21 MAJA. Najbardziej mnie ciekawi jak postąpią z tym tytułem. Bo jeśli będzie to tłumaczył ten od An Education to nie zdziwcie się co to jest jak zobaczycie na plakacie kinowym "Było sobie dwóch gejów".

niedziela, 14 marca 2010

ALICJA I JEJ DZIURKA.

Świeżo po obejrzeniu "Alicji" w 3D w Burzowym Kinie w Waterford. Byczo.

Świeżo po rozlaniu piwa na koszulkę, myślałem, że trafię w usta. Nie byczo.

Tak więc dużo podejrzanej mniej lub bardziej świeżości.

Do tej pory widziałem 3 trzyDE filmy - półgodzinny dokument na obrzeżach Poznania w zdaje się Imax Cinema o astronautach gdzie Pazura głos podkładał swój rozpoznawalny. Ze 2, 3 lata temu. Bardziej 3, a nawet 4. POTEM niedawno Avatara w Dublinie i dzisiaj Alicję. Nim cokolwiek napiszę o Alicji pragnę zauważyć pewną rzecz zauważalną: FILMY 3D NALEŻY OGLĄDAĆ W IMAX. WTEDY SĄ W MIARĘ 3D. W mniejszych kinach obraz nie wypełnia całego twojego pola widzenia i nie możesz, po prostu nie możesz utonąć w trójwymiarowej rozrywce. Jest ta czarna granica przy każdym z boków i nawet jeśli ci coś wyleci przed oczami z obrazu, to wciąż będzie PIKUŚ w porównaniu do iMAXa. Niestety, zdaje się (choć jak zawsze mogę się mylić), że w IRL nie ma iMAX, i tylko w tym kraj ten mały gorszy jest od Polski.

Alicja była fantastyczna! Nie miała pryszczy, była sympatyczna. Cały film miał w sobie pewną magię już od pierwszego ujęcia. We wszystko co widziałeś wierzyłeś. Oprócz kiedy bestia wsadziła sobie oko z powrotem i znowu nim widziała, bo w Krainie Czarów czy nie, coś takiego by nie przeszło. Zmniejszanie, powiększanie i wszystko inne spoko, ale nie to.

Przeczytałem z jedną, może dwie recenzje, które nie były zbyt pochlebne. Całkowicie im się sprzeciwiam! Tim Burton utrzymał tempo przez cały film. Było bardzo ciekawie nawet nim Alicja wylądowała w króliczej noże. Pięknie stroje, angielska arystokracja no i taki lord, że hu-huu! I coś w tym było jak oni mówili i zostali pokazani, pewna spójność, coś co sprawiło, że kupiłem ten świat nim go zobaczyłem.

Alicja ma swoją dziurę. Wpadła weń i wtedy po prostu wszystko... no, był taki kinowy orgazm.

I tu mógłbym przestać, bo poprzednie zdanie byłoby idealnym zdaniem na zakończenie, lecz niestety mam więcej do powiedzenia. Recenzja ta może zawierać spoilers, lecz nic czego byś nie wiedział człeku z reklamy lub pierwszej pół godziny filmu, więc czytaj dalej, albo wpierw obejrzyj film:

I dorosła Alicja otwarła drzwi. A wszystko, co się za nimi skrywało wyglądało fantastycznie. 3D rzucało się w oczy tylko czasami, lecz pomogło ukazać ten wyjebisty świat. Fabule nie mam nic do zarzucenia, ani razu mnie nie przynudzili, wręcz przeciwnie. Ach, obejrzałbym jeszcze raz.

Muzyka też świetnie potęgowała napięcie, i to prawdziwe Dolby, nie to co mam w KK (Kilkenny). Scena, kiedy pierwszy raz widzimy zamek Czerwonej KRÓLOWEJ zaparła mi dech w piersi (rzecz jasna przenośnie). Lecz BOŻE - to jest w PL w dubbingu, prawda? BLEH! No, ale fakt, bidne dzieci przecież by nie czytały napisów. Szczególnie te, które mamy wyjęły z wózka pozostawionego na dole sali. Chyba, że tym dzieckiem byłby Stewie.

Zbytnio się nie roztrząsając jeszcze kilka spostrzeżeń. Dwójka grubasków, z których każdy z nich mówi przeciwne rzeczy została stworzona na podstawie Matt'a Lucasa z Little Britain. Czego nie wychwyciłem w reklamie. Dodatkowo udziela im swojego głosu Jedynego Geja w Wiosce. Wszystkie postacie były świetnie zarysowane, ale co do dwóch mam więcej do powiedzenia: Biała Królowa zachowywała się przez cały czas lekko podejrzanie. Tak jakby siostra Czerwonej Królowej była w rzeczywistości gorsza od niej. No i KOCIAK. Poprzez to, że pojawiał się i znikał był najbardziej... najbardziej wycięty i ponad tym co się dookoła działo. Był też najbardziej trójwymiarowy i tajemniczy. Do końca nie rozumiem jego bajki. Nasz ukochany Alan Rickman również się pojawia, ale tylko głosowo. Bo wiecie, ten głos poznam wszędzie.

Jedną z rzeczy, które najbardziej uwielbiam w filmach są artystyczne sceny, tzn. sceny przedstawione w taki sposób, że wgryzają ci się w pamięć. Np. Neo w Matrix kiedy mówi:
- Trinity, Help!
- Dodge this! - odpowiada Trinity i strzela Agentowi w łeb. On upada w zwolnionym tempie, a z tyłu śmigłowiec. Myślę, że zwolnione tempo ma duży wpływ na moje zapamiętywanie sceny. Dlatego właśnie jedna z ostatnich scen w Krainie Czarów, kiedy Alicja miała uciąć łeb smokowi tak mi się podobała. I tu dosłownie zaparło mi dech w piersiach. I było to wykonane jak należy. A nie tak jak w 3jce Władcy Pierścieni. Bo trzeci tom przeczytałem aż do pierścienia w lawie czy co to tam było i w jednej z wcześniejszych scen ktoś ucinał głowę również smokowi. W moim estetycznym odczuciu miało to wyglądać zjawiskowo, a było pokazano drętwo jak cholera. Alicja nie popełniła tego błędu.

Jeśliście jeszcze nie widzieli, idźcie, nie pożałujecie. Zróbcie to. Zróbcie to w 3D i zróbcie to w iMAX.

3D dopiero raczkuje. Obraz męczy oczy ludzkie, gdyż obraz wyświetlany jest z dwóch projektorów jednocześnie. Dzięki twoim okularom, w których oko lewe widzi linie poziome a drugie pionowe mózg przetwarza to w 3D, bo oczy ździebko oddalone są od siebie, stąd magia. Poza tym często wygląda to niezbyt wyraźnie (szczególnie w szybkich scenach akcji), ale za parę lat będziemy mieć kolejną rewolucję, więc będzie dobrze. A nawet lepiej.

KOLEJNY, CZYLI TE SŁOWA zostają napisane teraz, po dwóch dniach od rozlania piwa na koszulkę:

Zaś wczoraj poszedłem na Shutter Island Scorsese i jest to również bardzo dobry klimatyczny film. Zobaczyłbym jeszcze raz gdyby było mnie stać. Ale bida w domu piszczy. I kwiczy. Drukarka już od tygodni bez czarnego tuszu. Raz byłem, żeby mi napełnili cartridge, ale chamy i świnie mieli przerwę na lunch. Wróciłem po przerwie, a ich wciąż nie było.

DWA NOWE LUNATYCKIE TŁUMACZENIA:
Cop OUT - z Willisem (po którego pomarszczonej szyi jak już wspominałem idzie poznać prawdziwy wiek, może powinien występować w szalach?) i Murzynem z 30ROCK - schematyczna komedia typu biały stary glina z doświadczeniem i młody Murzyn bez zabezpieczenia, no to musi być śmiesznie, niby. "FUJARY NA TROPIE" - to chyba tłumaczył ten od Jaj w Tropikach.

LOVELY BONES - najnowszy film Petera Jacksona na podstawie książki o dziewczynce co się zawiesza między tym i tamtym światem i szuka sprawiedliwości bez gnata w ręce i nie uwdziana w jedynie czerwoną skąpą nocną koszulkę bo to nie Ricci lecz za to uzbrojona w niewinność i pragnienie otrzymania WRESZCIE NIE FRANCUSKIEGO POCAŁUNKA (bo jest niewinna) - Nostalgia anioła. Ja pierdzielę!

sobota, 13 marca 2010

Kosmiczna MIŁOŚĆ.

MIŁOŚĆ. O tak, będzie romantycznie. Mmmm....

Spadająca gwiazda spadła z twego serca i wylądowała na mych oczach

Krzyknęłam głośno, gdy wypalała mi się w oczach, pozostawiając mnie ślepą teraz.

Przede wszystkim jedna jedyna miłość nie istnieje. Nie ma żadnego przeznaczonego dla ciebie człowieka na całej wyjebanej kuli ziemskiej. O, nie! Przeznaczenie nie istnieje, więc przestań wierzyć w filmy z Hollywood. Serio.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

Czyż byłem zakochany? Byłem. Któż z nas nie był? Ile razy? Niewiele. Raz. Raz kiedy byłem mały. Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i dziewczyna, która mieszkała na tej samej ulicy co ja - Kujańska - stała się przedmiotem mojego młodzieńczego pożądania. Nie chciałem wiele, chciałem uścisku dłoni, chciałem spojrzenia. Chciałem miłości. Miała na imię Beata i jej babcia odprowadzając nas do szkoły pod mostem raz dała mi jabłko. Och! I w tej szkole podstawowej, kiedy jeszcze istniała szkoła podstawowa, w drugiej klasie, zrobiłem numer. Napisałem list, wyznający me uczucia i przyozdobiłem go wyjebaną i wypukłą naklejką w kształcie serca. A jak! Nadeszła przerwa i mały Sebuś podbiegł do jej książek i wrzucił jego pierwszy list miłosny. Przerwa się skończyła. Z bijącym sercem Sebuś czekał na rozwój wydarzeń. Beata znalazła list. Jakby tego było mało, postanowiła się nim podzielić z całą klasą. Kiedy kończyła czytać na głos jego zawartość wszyscy brechali na maksa. Tak, wyśmiewali swe płuca w powietrze.

Wszyscy, oprócz Sebastiana, który miał kamienne spojrzenie. I wszystko byłoby pięknie i cudownie, gdyby nie dramatyczna końcówka. Beata skończyła czytać list. Napięcie powoli opadało. Lecz któż, och któż napisał te słowa przecudne??? Beata spojrzała na kopertę, kopertę, na której napisane było - jak byk strzelił - Sebastian Jaster. I wszyscy się brechali oprócz Sebka i Beatki. Co z tego wyszło? No, pod mostem kiedy wracaliśmy razem spytała, czy na prawdę ją kocham i odpowiedziałem prawdę, jak to mam w zwyczaju. Że tak. I na tym się skończyło.

I w tej ciemności, słyszę bicie Twego serca
Próbowałam znaleźć ten dźwięk
Lecz wtedy zanikł, i nadeszła ciemność,
Więc w ciemności zaistniałam.

Chyba jakiś czas wcześniej była dziewczyna wspaniała, której imienia nikt nie spamięta. Bawiła się samochodami i traktorami, kiedy ja w tejże samej piaskownicy bawiłem się jej lalkami. I wszystko było perfekcyjnie do dnia, kiedy okazało się, że ona się przeprowadza. Pamiętam, jak stałem w dużej odległości od jej domu i patrzyłem w jej okno. Okno, za którym niedaleko znajdowała się właśnie ta piaskownica od której wszystko się zaczęło. I tak, wspierając nogę na swym rowerze "salto" wejrzałem w jej okiennicę i zobaczyłem ją zza zasłony po raz ostatni w swym życiu.

Czy ją kochałem? O tak, kochałem ją z całego swego serca.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

A jak jest teraz? Jest dobrze. Wierzcie mi. Bo co innego mamy, oprócz wiary? Pewność.

Nie mam wielu wyjebanych historii, nie tak jak inni. Mym zasadniczym ruchem było zaproszenie do kina. Zaprosiłem tak dziewczynę, która bardzo mi się podobała. To było w czasach w których nie było telefonów komórkowych. Więc wyszedłem przed dom z bijącym sercem i wystukałem jej numer w budce telefonicznej. Drżącym głosem spytałem, czy pójdzie ze mną do kina i powiedziała TAK! To był film z Harrisonem Fordem pt. "Air Force One". Był rok 1997. Po seansie nic się nie wydarzyło. Umówiłem się z nią nie na dziewiątą kilka dni później i okazało się, że poszła się uczyć do koleżanki niby na sprawdzian. W zimie i w zimnie stałem obok jej bloku przez godzinę odmarzając sobie tyłek i czekając z nadzieją, że może wróci od koleżanki. Nie wróciła. Cierpliwość nie została nagrodzona.

Jakiś czas później byłem na jej klatce, wyszła na nią, przed swymi drzwiami z jakimś dziwnym zwierzęciem - psem. I tuliła go i poświęcała mu więcej uwagi niż mi, więc wiedziałem, że ta historia zmierza donikąd. Dziękuję.

Zebrałam gwiazdy z twych oczu, i wtedy stworzyłam mapę
I wiedziałam, że jakoś uda mi się ciebie odnaleźć
Wtedy usłyszałam bicie twego serca, ty też byłeś pogrążony w ciemności
Więc pozostałam w tej ciemności z tobą.

A co było potem? POTEM była szkoła średnia. I była kobieta, która była kobietą z moich snów. Kobieta, która była taka jak ja: inna, niesamowita, orzeźwiająca. I może jest już późno, lecz skończę te wywody. Marzymy sobie, układamy sobie historie, jakby to byłoby, gdyby kobieta z naszych snów pojawiała się w naszym życiu. I to było dokładnie tak, jak sobie wymarzyłem. Dlatego pomimo wszystko wierzę, że marzenia się spełniają, czy tego chcemy, czy nie.

Leżałem w przerwie na ławce szkolnej na zewnątrz. Miałem słuchawki na uszach. Nie pamiętam czego słuchałem. Lecz pamiętam, że obraz nieba i drzew przysłoniła jej twarz skłaniająca się ku mej. I nie pamiętam co powiedziała, lecz pamiętam ją. I urzekła mnie. Miała swój sposób i była w tym dobra. Poszliśmy razem do kina. A kiedy zbliżałem się do tego kina zobaczyłem ją z dala na ławce oczekującą. Była wymalowana pięknie. Nie wyglądała na taką jaką ją pamiętałem. Wyglądała nieludzko i wyglądała pięknie przy mojej zwyczajności. Zaśpiewała mi i obejrzeliśmy długi film z Di Caprio z którego na prawdę mało pamiętam. Kiedy odprowadziłem ją pod dom zacytowała mi, że tym mechanizmem musi kierować jakiś zegarmistrz. Dlatego bóg istnieje.

(teraz po latach wiem, że jest tylko Bóg Któ®ego Nie Ma, czyli, że go nie ma)

Spotkaliśmy się jeszcze raz. Dałem jej różę na koniec średniej, bo byłem zakochany, lecz nasza podwójna randka doszła donikąd.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

No i co? Przez 5 lat w średniej kochałem się też w Ani, co było zupełnie inne. Zabrałem ją na "Matrix'a" w 1999 z którego za dużo nie zrozumiała ale jej się podobało. Teraz ma męża. Czy żałuję? Nie. Nie kocham jej ani troszkę już teraz. To nie było to. Czasami potrzebujesz 5 lat żeby przejrzeć na oczy.

Gwiazdy, księżyc, wszystkie wysadziło w powietrze
Zostawiłeś mnie w ciemności
Bez świtu, bez dnia, trwam wciąż w brzasku
Cienia twego serca

Były jeszcze ze dwie dziewczyny. I jedną z nich wciąż uwielbiam, lecz za drugą wcale nie tęsknię. (Tak Natalio, wątpię, byś to czytała, ale to Ciebie uwielbiam). Potem się znowu zakochałem, bo zawsze byłem kochliwym typem. To było po średniej. Lecz ta historia również się zakończyła po 4ech latach. Mój pierwszy poważny związek. Wiem, że spotkam Ciebie - kobietę, którą pokocham. I wiem, że i ty pokochasz mnie. Ale czy będziemy razem czy nie, to nie tak istotne jak to, że się spotkaliśmy (lub że się spotkamy). Bo to, co ma być, to będzie.


niedziela, 7 marca 2010

Obcy hobbit.

Wieści, które być może usłyszeliście w portalu filmowym lub gazecie jakiejś, ale skąd ja to mam wiedzieć skoro nie jestem Wielkim Bratem?

W 2012 ma wyjść Hobbit część I. Co więcej, imdb.com podaje jako datę dla Hobbit cz. II ten sam rok 2012 - lecz wątpliwe i nielogiczne jest to. Szczególnie jeśli jedna część będzie trwać ponad 2h, a może nawet i 3? Nasuwa się oczywisty wniosek, być może nakręcą obie części w tym samym czasie, tak jak to miało miejsce z Powrotem do przyszłości II i III. Co mnie cieszy to fakt, że Guillermo del Toro od Hellboy'a i Labiryntu Fauna wyreżyseruje tą adaptację. Scenariusz napiszą ci od Władcy Niepodrabianych Pierścieni, czyli Peter Jackson i Philippa Boyens. Czyli, że do 2012stego muszę w końcu przeczytać tą powieść. Krążą pogłoski, że zobaczymy starych i kochanych autorów z trzech wcześniejszych nakręconych filmów, o ile żaden z nich nie wykituje wpierw. Mam nadzieję, że Gandalf się dobrze trzyma. Znaczy Ian McKellen.

Po 4 częściach Obcego mieliśmy dwa AvP (jeden gorszy od drugiego), a teraz Predators (2010, Adrian Brody, Rodriguez produkuje, dwóch scenarzystów, bóg jeden wie co wcześniej napisali, imdb na pewno nie wie, bo sprawdziłem; film ignoruje Predator 2 oraz AvP i zaczyna w pewnym sensie serię filmów od nowa). To jednak nic, bo każdemu fanowi Alien(s) brakuje Sigourney Weaver, ale jak wiemy Ripley nie dość, że nie żyje, to i jej klon pewnie długo nie pociągnie.

Co podnieciło ludzi, którzy podniecają się takimi rzeczami, to wiadomość, że Ridley Scott za rok (2011 w razie niepewności co nas czeka za rok) zrobi prequel Aliena. Tak, nowa historia o Obcych która wydarzyła się przed pierwszym Obcym, czyli Ripley pewnie jeszcze robiła w pieluchy na jakiejś stacji orbitalnej. I będzie nakręcony w 3D. I jak im wyjdzie, to mają nadzieję na dwa więcej. Czyli jazda od początku. W 1979 Ridley nakręcił Alien i mu wyszedł. 3 lata później Blade Runner, a jeszcze później Telmę i Louise - wszystko to świetne filmy. Jednak musimy pamiętać, że wyreżyserował również G.I. Jane, a to była już szmira.

Coby nie było, dobrze będzie znowu zobaczyć [dobry] film o Obcych i to jeszcze w 3D w niestarym kinie, gdzie już nikt nie gra na pianinie.

piątek, 5 marca 2010

120 sekund dla CIEBIE.

I tak oto wracamy do punktu wyjścia. Animacja nad którą ślęczałem ponad dwa miesiące nie wygrała głównej nagrody, ani drugiej, ani trzeciej, ani nawet wyróżnienia. Jak się z tym czuję? Lepiej. Pierwszego dnia tylko jak się zorientowałem, że nici to się ździebko rozczarowałem.

Odświeżyłem trochę logo Sebastian JASTER pictures. Wiem, że wygląda straszno, a może i nawet schizolsko, ale o to chodzi, żeby wryło się w umysł i pozostało zapamiętane. Może kiedyś, jeśli mi się będzie chciało pisać a Tobie drogi czytelniku czytać to opowiem o kulisach powstawania tejże pracy. Teraz jedynie wspomnę, że za kulisami była nora, a w tej noże siedziałem ja sam. Nikt mi na ręce nie patrzył, nikt mi na kark nie chuchał. Każdy sms przyjmowany był z myślą, że ktoś gdzieś jeszcze o mnie pamięta. A, i bardzo mało piłem, kiedy ten film robiłem. Alkoholu. A to dobrze. To znaczy, że jak trzeba to potrafię. Czy widzę się za dwa lata w schronisku dla bezdomnych na wysokim poziomie w Niemczech gdzie pijackie moczymordy (którym paszporty i inne ważne dokumenty poukradali, bo so' normalnie wypili trochę) mają Dni Swoich Żywotów? Raj, jakiego polski system socjalny nigdy im nie zapewni. Czy ja się tam widzę? Odpowiedź, chyba jest jasna.

Poniżej rzeczony film. Polecam kliknąć TU lub na obrazek poniżej aby przeniosło nas do konkretnej strony YouTube, gdzie możemy go obejrzeć w lepszej jakości, w jego naturalnej wielkości 720p. Trochę dłużej się wgrywa, ale jeśli macie dobry internet, to wgra wam się od razu. Jeśli macie internetowego żółwia, to zaparzcie sobie herbaty z cytryną w międzyczasie jak się będzie ładować, zdążycie też podnieść plasterek cytryny, który ślamazarnie upadnie wam na podłogę i zadecydować, czy go do śmietnika czy tylko przetrzeć i wykorzystać mimo bliskiego kontaktu pierwszego stopnia z wątpliwej czystości jakością podłogi.


"Kto się nie mierzy, nie urośnie" - mawiała ciotka Ancia znad swojej robótki. - "Piąta strona świata", Kutz Kazimierz, w którą nie wchodzi sprytna, acz droga jak cholera plastikowa zakładka, którą jak włożysz na odwrót, to ci ino książkę otwartą trzyma. A nie wchodzi, bo się okazuje, że tylko na miękkie oprawy działa, nie na twarde, bo nie dość, że twarde, to i grube zbyt.

środa, 3 marca 2010

Książkofilmy oraz Mężczyźni, którzy nie nienawidzą Ricci.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larssona - po 8dniach została przeczytana. Nie przez sąsiadkę, nie przez matkę, lecz przeze mnie. Skąd ino wim, że po 8śmiu? Korzystając z aplikacji iCalendar wpadłem w obsesyjne zapisywanie wydarzeń mających wielkie znaczenie dla mnie:

3 II - Wysłałem Dan
5 II - nowa sztoteczka
7 II - 68kg waga wc rano
9 II - 70kg
11 II - rozpoczęcie 11dni 2gie podejście
12 II - nowe logo OGGa
- pogwałcenie diety!
DUPA
13 II - odkurzyłem i zmyłem na dole
14 II - 1szy dzień bez PAPIEROSA
15 II - DIETA - 70kg na pusty żołądek. Dzień 1szy
17 II - Kupiłem Stieg Larsson
18 II - Dexter - dearly devoted 3euro
20 II - frytki, wyłam dietowy
24 II - socjal podpis
27 II - skończyłem czytać stieg Larsson I.

Dzięki temu po 3 miesiącach będę w stanie zmienić szczoteczkę na nową, tak jak szczoteczki na opakowaniach radzą. Nie jestem na diecie. Wciąż palę. Ale nic dziś jeszcze nie piłem.

Drugiego dnia po przeczytaniu powieści zacząłem oglądać szwedzką ekranizację filmową i od razu mi się nie spodobała. Pozmieniali sporo niepotrzebnie, takie drobne szczegóły, które ci wszystko psują, jeśliżeś wpierwiej książkę czytał/ała. Ale to rozumiem, w końcu ponad 500set stronicowej książki nie można całej zmieścić w dwu godzinnym filmie. Co mnie zraziło to pewna obcość filmu, postacie zarysowane na kartach książki zostały przedstawione z zupełnie innymi charakterami w filmie, który skupił się zupełnie na motywie zbrodni. To co mogło być świetnym dreszczowcem stało się jego nudną namiastką. Książka trzyma w napięciu. Film nie. I te skróty scenariuszowe, przez które zupełnie racjonalne zachowanie głównego bohatera z książki na ekranie wychodzi głupio i mało prawdopodobnie (bo jest zmienione, przyspieszone). Prawdopodobnie ktoś po obejrzeniu filmu do książki nie będzie się palił, prawdopodobnie.

Na apple trailers jest reklama nowego filmu z Ricci: AFTER.LIFE. W jaki sposób pokazać Christinę Ricci biegającą przez cały czas w seksownej czerwonej nocnej koszuli? I tylko w koszuli? Ano niech ma wypadek samochodowy i zawiesi się pomiędzy życiem a śmiercią i niech tak biega po mieście starając się wykombinować, co też do diaska się z nią dzieje. Ja na to pójdę do kina. Właśnie dlatego. Powinni też zrobić takie uczty dla kobiet - wziąć Brad'a Pitt'a (choć on już trochę stary) albo Ashton'a Kutcher'a - ALBO LEPIEJ: wziąć ich OBU i niech też mają wypadek samochodowy i niech się obudzą uwięzieni w matni pomiędzy życiem a śmiercią w białych majtkach Calvin'a Klain'a. I tylko w majtkach.

@templatesyard