lutego 2010 - OGG

piątek, 26 lutego 2010

Tworzenie światów.
Każdy z nas czegoś pragnie. Miłości. Rodziny. Dzieci. Własnego domu. Zrozumienia. Kariery zawodowej. Spełnienia marzeń. Świętego spokoju. Istniejemy w naszej ziemskiej rzeczywistości uwiązani do niej cienką nitką życia. Myślimy o sobie każdego dnia, przyglądamy się sobie w lustrze. Kierujemy się naszym ego, naszymi uczuciami. Uczucia potrafią nas wynieść na drugą stronę tęczy, lecz potrafią również przygwoździć naszego ducha. Kiedy kogoś kochamy, kiedy kogoś utracimy nie możemy być obojętni. Jesteśmy ludźmi. Dzień może przynieść nam szczęście, może też i smutek.

Możemy nakręcić się tak, że nowy dzień przyniesie nam szczęście. Możemy też nakręcić się i tak, że przyniesie nam smutek. Decyzja - jak zawsze - należy do nas. Załóżmy, że zaatakuje nas przygnębienie. Apatia. Mamy tyle rzeczy do zrobienia i miejsc, w których powinniśmy być, ale nie mamy ochoty ruszyć dupy z miejsca. Nie mamy siły. I nie będziemy jej mieć. Będziemy tak trwać w zawieszeniu. Bezdusznie i nijako spoglądając jak kończy się kolejny dzień. Możemy też otworzyć oczy i przeciwstawić się własnej niemocy. I niepotrzebny do tego jest żaden bóg, tylko nasza chęć zmiany. Człowiek jest w stanie przenosić góry. Nie musi wcale w to wierzyć. Musi to wiedzieć.

I tak oto jesteśmy tu, na tej małej planecie o której wydaje nam się, że wiemy mnóstwo, ponieważ mamy zaczerpniętą wiedzę. Borykamy się każdego dnia z przeciwieństwami losu. Mamy nasz system wartości i morałów, co nadaje naszemu jestestwu sens. Mózgi mamy wyprane, ale to nie nasza wina. Dzieciństwo, wychowanie, czas oraz miejsce w którym jesteśmy nas ukształtowały. Od małego prano nam mózgi nieświadomie, dla naszego dobra. Mogliśmy paść ofiarą przemocy w rodzinie, lecz to też nie nasza wina, jednak to nas ukształtowało. I chcemy pomagać naszym znajomym i przyjaciołom, lecz zawsze będziemy to robić przez pryzmat nas samych. Ktoś, kto potrzebuje pomocy jest wrażliwy i nastawiony na manipulację. Jedyną przeszkodą dla kogoś, kto wie czego chce jest strach. Strach przyjaciół, którzy chcą dla ciebie jak najlepiej pomijając najistotniejszą rzecz, czyli to, czego TY chcesz. I twój własny strach przed porażką. Zapominasz dlaczego powziąłeś pewną poważną decyzję, zapominasz to, czego chciałeś a pamiętasz tylko to, czego się boisz.

Pomimo życiu w rzeczywistości, pomimo tego, że jest ona fundamentem naszego istnienia bez przerwy od niej uciekamy. Otaczamy się sztucznymi zdjęciami z magazynów na których twarze są tak zamglone i wyretuszowane, że nie przypominają żadnej ziemskiej twarzy. Ale patrzymy na nie i uznajemy je za prawdziwe. Uciekamy na seans do starego kina. Widzimy napisy początkowe, nazwisko reżysera, aktorów, a i tak wciągamy się w historię tak jak gdyby była ona rzeczywistością. Wierzymy w nią. Nasze serce przyspiesza bicie. Czytamy dobrą książkę i wiemy, że napisał ją ten i ten autor. Wiemy, że jest to tylko książka, że nie jest prawdziwa, a mimo to w nią wierzymy, wierzymy w każde słowo, które czytamy. Świadomie lub nie uciekamy od naszej ziemskiej rzeczywistości w zupełnie inny świat, czy to na ekranie komputera połączonego siecią z cały światem czy też na białych kartkach pokrytych wydrukowanymi literami. Mówimy sobie, że to nasza rozrywka. Że trzeba odpocząć, odciąć się od "szarej rzeczywistości", od ciężkiego dnia po pracy. Dążymy do czegoś nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Może przesadzam, lecz mam wrażenie, że jest coś, czego nie potrafię złapać. Uchwycić. Czuję to. Blisko. Ale nie potrafię ubrać w słowa.

Rewolucja. Jest to nie tylko popularne słowo używane często w piosenkach, szczególnie tych starych, jest to słowo-klucz. Pozwalamy sobie być pomiatanymi, milczymy, ponieważ się boimy. Nigdy nie zabraknie powodów do strachu, dlatego rewolucja nie nadejdzie. Dlatego system nie zostanie zburzony. Dlatego nie ma nic nowego pod słońcem. Dlatego wariat nie zostanie wypuszczony na wolność. Lecz choć nikłe, nieśmiałe marzenie, chęć, pragnienie rewolucji trwa w nas i nikt tego nie zburzy. Jest to fundament przemiany.

Jednak słowo oraz to wszystko co za nim stoi będzie wieczne. IDEA. Ludzie są jej pozbawieni. Ci, którzy nie są, są bogami na tej małej planecie.

sobota, 20 lutego 2010

KISIEL w GACIACH
Na "Zmierzch" poszedłem do kina sam nie wiem dlaczego. Chyba ta cała popularność filmu tak na mnie wpłynęła, że chciałem sam się przekonać. Film jest tak zły, że aż śmieszny. Najlepszy motyw jak wampir zabiera swoją dziewczynę na grzbiet i śmiga pod górkę lasem niczym Struś Pędziwiatr nogi mu się kręcą.

Może jakbym był młodym niedoświadczonym szczylem to też miałbym kisiel w gaciach na punkcie tego czadowego czegoś... choć szczerze wątpię. (Ale książki ponoć ujdą).

"New Moon" obejrzę sobie na wideo żeby się pośmiać i odprężyć i po raz kolejny powiedzieć sobie, że przy takich szmirach moja kariera powinna mieć świetlaną przyszłość. Ale niech tytuły recenzji ludzkości udzielającej się na imdb.com mówią same za siebie. Większość z tych osób dała od 1 do 3 gwiazdek w 10cio stopniowej skali. Jedyny plus filmu to efekty (coś dla nas, Jacuś!). Poniżej luźne tłumaczenie i oryginały:

Taki ZŁY, że nawet śmieszny - So BAD I find it funny

Gra aktorska taka kartonowa, że drzazgi poczułem - Acting so wooden I got splinters

Niekończący się strumień dziwacznych momentów - A never-ending stream of awkward
moments

Pewnie, w ogóle się tego nie spodziewałem - Sure didn't see that coming.

Uuuuułomny - Laaaame.

Okropny... po prostu okropny - awful....just plain awful

Co za rozczarowanie - What a disappointment

Film dla piszczących dziewuch, nic lepszego nie wymyślę - Best thing I could say was it's a chick flick (no offence meant ladies!)

Dlaczego, oh dlaczego... - Why, oh why...

Dlaczego? - Why?

Rozczarowanie - żadnej MAGII, żadnej CHEMII i dodupny REŻYSER - Disappointing - no MAGIC, no CHEMISTRY and BAD DIRECTOR,

Niezrównane okropieństwo - Awfulness Unparalleled

A myślałam, że wampiry są ciekawe? I thought vampires were meant to be interesting?!,
Szokujący film - it is a shocking movie

Bardzo, bardzo kiepski:( - So, so bad:(

Bogu Którego nie Ma dzięki za "Czystą KREW" i "Supernatural" - Bojkotujta film i książki - Thank God For True Blood & Supernatural - Boycott This Film & the Books

Niezła polewa - A good laugh

Chyba samobójstwo to lepszy wybór? Is suicide an option

Jak zrobić film z 10 minutowym scenariuszem - How to make a film with a 10 minutes script.

Dlaczego ludzie łykają to ścierwo? - Why do people eat this garbage up?

Ścierwo, zupełnie jak Narnia - Garbage, just like Narnia

Ścierwo - Garbage

Osierocone, bezpłciowe/bezseksowne łechtanie dla nastolatek... jednocześnie emocjonalnie statyczne i pozbawione psychologicznej spójności - Bereft, sexless teen titillation...both emotionally static and psychologically dense

Taki kiepski, że boli - So bad it hurts

Najlepszy sposób na zmarnowanie ponad 2 godzin z mego życia, nigdy nie dojdę do sibie - the best way to waste more of 2 hours of my life, I'll never recovered

Soft porno dla nastolatek - teen soft porn

Jeden z najgorzej napisanych supernaturanych romansów na świecie - One of the worst supernatural romances ever written

Czy film może być jednocześnie nudny i śmieszny? - Can a movie be both boring and funny?

Kryzys dojrzewania płciowego - Puberty crisis

Spodziewałem się, że będzie drętwo, a zrobiło się jeszcze gorzej. - I expected bad, and got even worse

Nudny, sraszny i bezcelowy - Boring, dreadful and pointless

Wyjebało cię w kosmos? - Blowing your mind?

Okropny, okropny, okropny - Awful Awful Awful

Słowa tego nie mogą wyrazić, ale spróbuję - words cannot describe, but will try

Wlecze się, wlecze, wlecze, duża twarz, pełne smutku spojrzenie, czerwone usta, garbienie się, sosna, sosna, sosna, wlecze się, wlecze, wlecze, wlecze - Drag, drag, drag, big face, soulful glance, red lips, slouch, pine, pine, pine, drag, drag, drag

piątek, 19 lutego 2010

WAKING SLEEPING BEAUTY.
Reklama filmu dokumentalnego o animatorach studia Disney'a, którzy nie mieli ścieżki usłanej różami, w której przez ułamek sekundy widać będącego wtedy młodym szczylem Tima Burtona (kliknij na obrazek jeśli Disney nie jest ci li obojętny):

czwartek, 18 lutego 2010

Książki, radio i butelka wina.
Książki "The Girl with the Dragon Tattoo" czyli "Dziewczyna z Tatuażem Smoka" nie znajdziesz w polskich księgarniach. Przynajmniej nie pod tym tytułem. Pierwsza z trylogii Millenium Stieg'a Larsson'a nosi tytuł Män som hatar kvinnor czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i właśnie pod tym tytułem znajdziesz ją na sklepowych półkach. Ale po kolei:

Kilka dni temu zobaczyłem reklamę "The Girl with the Dragon Tattoo" tutaj. Co by dużo nie mówić, zaintrygowało mnie. Jak to mam w zwyczaju poszperałem i pogmerałem i dowiedziałem się, że jest to szwedzki film z 2009 roku który niedługo będzie miał premierę w USA i jak zwykle Amerykanie mimo tego, że puszczą oryginalny film (pewnie w wybranych kinach) już szykują się do amerykańskiej wersji przewidzianej na 2011. Bo kto by tam się chciał męczyć na sali i czytać co jakiś europejczyk mówi. Film można sobie nielegalnie ściągnąć, bowiem wyszedł w Szwecji na DVD, lecz brak angielskich napisów. Jeśli nie jesteś płynny w szwedzkim, to wiesz, kit. Film to jednak nic, ponieważ okazuje się, że jest na podstawie pierwszej z trzyczęściowej serii książek Millenium, które łącznie sprzedały się w ponad 12 milionach sztuk na świecie. Jakby tego było mało całą serię otacza nie tyle co legenda, co intrygująca historia.

Stieg Larsson urodzony w 1954 był dziennikarzem oraz redaktorem naczelnym magazynu Expo od 1999. Zmarł nagle i niespodziewanie w listopadzie 2004 roku wkrótce po tym gdy dostarczył swojemu wydawcy rękopisy trzech powieści kryminalnych, które tworzą właśnie Trylogię Millenium. W samej Szwecji sprzedały się w nakładzie 3 milionów. Niestety Stieg nie dożył fenomenu który stworzył. (Info z tyłu przedniej okładki).

Wszyscy książki wychwalają (12 milionów ludzi nie może się mylić), a one same dostały kilka nagród. Co zabawne pierwsza część została wydana w 2005 roku, a teraz jest na niego szał i w księgarniach znajdziesz pierwszą część na górnej półce jak bestseller numer 2. Po 5 latach. Myślę, że ma to dużo wspólnego z premierą filmu.

To co z tą niespodziewaną śmiercią? Larsson umarł w Sztokholmie w wieku 50 lat na obrzymi atak serca. Domniemano, że jego śmierć mogła nie być śmiercią naturalną, lecz morderstwem ponieważ kiedy był redaktorem naczelnym Expo otrzymał nie jedną pogróżkę śmierci. Ale tylko domniemano. Potem zaprzeczono. W maju 2008 ogłoszono jego wolę z 1977 znalezioną wkrótce po jego śmierci. Ponieważ na woli brakowało podpisu świadków (takowych nie było) w świetle szwedzkiego prawa uznano ją za nieważną i jego posiadłość oraz przyszłą mamonę ze sprzedaży książek otrzymali ojciec i brat. Jego. Bo kogo innego? To pewnie wkurwiło mniej lub bardziej Ewę Gabrielsson, która ową wolę znalazła. Ewa była jego wieloletnią partnerką, lecz nigdy się nie pobrali, gdyż tak było lepiej. Nie dla Stiega, lecz dla dobra ogółu. Ich ogółu. Otóż według szwedzkiego prawa pary które robią ten znaczący krok do przodu i biorą ślub muszą mieć swój adres publicznie ujawniony. Ślub byłby ryzykowny pod względem ich prywatnego bezpieczeństwa. Licząc się z pogróżkami ekstremistycznych ugrupowań i życzeniami śmierci które otrzymał najbezpieczniej dla nich było ukryć swój adres oraz dane osobowe z publicznych wpisów ażeby prześladowcom nie było tak łatwo ich namierzyć. (wikipedia eng)

Pomimo, że mam mnóstwo książek do przeczytania (a głównie z 4y plus jeden komiks który kupiłem z pół roku temu) coś mnie zaintrygowało w opisywanym powyżej tytule. A zaczęło się od reklamy. Mój plan dnia z 2go lutego 2010, który wisi na ścianie powoli zostaje wykonany. Wczoraj kupiłem za 8.99 euro pierwszą część trylogii i przeczytałem 22 strony, więc CZYTAĆ KSIĄŻKI z planu dnia będę już mógł spokojnie wykreślić. Ostatnia przeczytana przez mnie książka miała miejsce na zamku w godzinach pracy - 1984 Orwella. Po jej ukończeniu wciąż w godzinach pracy zacząłem czytać fascynującą biografię Einsteina napisaną przez Walter'a Isaacson'a. Ale sezon się skończył, przyszło bezrobocie więc wciąż zostało mi z niej kilkanaście stron. Co nie zmienia faktu, że wciąż jest bardzo fascynująca.

Taki post powinien mieć właściwą rozprawce formę więc wstęp, rozwinięcie i zakończenie (i wątki powinny być koło siebie, a nie porozrzucane), ale uff, to nie rozprawka! Więc jeszcze słówko o Män som hatar kvinnor - przeczytałem te 22wie strony (nie wliczając okładki i strony tytułowej) wczoraj przed snem i muszę przyznać, że coś w tym jest. Nawet się nie zdążyło rozkręcić, ale sposób w jaki jest ona napisana wciąga. Przypomina mi główny powód, po który sięgamy po książki i dlaczego książka zawsze będzie lepsza od filmu. Możemy dowiedzieć się o tyle więcej o bohaterze, bohaterach pobocznych i świecie i sytuacji na co w filmie po prostu nie ma czasu. No, są też inne powody, nie tylko jeden, ale co Wam będę pisał. Sami wiecie, bo czytacie coś czasem, nie? Książki te napisał dla własnej uciechy wieczorami po ciężkich dniach pracy w ogóle nie próbując ich wydać aż do momentu tuż przed jego śmiercią. Zostawił po sobie również nie dokończony rękopis 4tej części oraz streszczenie 5tej i 6stej części w serii, którą planował na ogół 10ciu powieści. Ale pisał dla własnej przyjemności rzecz jasna. Dlatego miał taki wyjebany 10sięcio tomowy plan.

Fajnie jest znowu poczuć ekscytację na punkcie jakiejś książki. Oczywiście o niebo lepiej jest czuć ekscytację na innych płaszczyznach, ale z braku laku i kit dobry. Znaczy, a... jak to mój dobry znajomy rock & rollowiec gada - nieważne.

Radiowa trójka to jest coś, czego słucham. Mają takie słuchowisko "Piąta Strona Świata" gdzie ktoś czyta pierwszą książkę Kutza. Zdaje się, że reżyser wybitny. To co słyszałem mi się spodobało i książkę rękami kobiecymi na odległość nabyłem czekając teraz aż powróci z PL i zostanie mi przekazana. Dla choćby takich rzeczy 3jka jest dobra. Ale krew mnie zalewa, nóż się w kieszeni otwiera, chuj strzela w choinkę i kurwica ogólna łapie, gdy tylko politycy zaczynają gadać lub wiadomości ekscytują się komisją śledczą. Wtedy klnąc rozłączam się. Ile można?! Ile? Słów brakuje.

Butelka wina to jest to! Jestem na diecie. Drugi raz w życiu poszedłem na 11sto dniową dietę kilka tygodni temu. Po diecie ważyłem 68kg. Trzy dni później ważyłem z powrotem 70kg. W drugim dniu drugiej próby po całym dniu owoców pękłem i zrobiłem sobie tosta z serem i piłem. Nie uszczęśliwiło mnie to, więc wróciłem do diety. DZiś jest 4ty dzień. Wszyscy mówią, że jestem szalony i że nie potrzebna mi dieta. Kłamcy. Chcę wyglądać jak 11ście lat temu. Może to chore. Może jeszcze bardziej chore jest obsesyjne wyrzekanie się swojego lekko wybrzuszonego brzucha i niecierpienie go. Powinienem go kochać i akceptować. Może 70kg to moja naturalna waga? Zobaczymy. Tym razem jednak nie jestem aż tak rygorystyczny, żeby nie mieć przykrych doświadczeń po 11stu dniach (picie, obżarstwo, acz świadome i upragnione). Więc zjem gryza więcej pomiędzy jak mnie głód ściśnie, kilka orzeszków, nie będę przecież głodował. Przysługuje też legalnie jeden kieliszek wina dziennie jeśli już pić musisz. Tak, kurna, pewnie, że muszę! Nie można na raz rzucać szlugów, alkoholu i wagi.

Jestem człowiekiem. Nic co ludzkie nie jest mi obce.

Takie pisanie posta zabiera ponad godzinę. Kieliszek wina się kończy. Ostatnia butelka starczyła mi na 3 dni. Wczo i przedwczo piłem tylko jeden kieliszek i to sporo po 20stej (alkoholik prawdę Ci powie). Dzisiaj 19:35 już sobie nalałem. Mimo iż trochę się zostało w poprzedniej butelce dzisiaj kupiłem sobie nową Hiszpańskie wińsko wyprodukowane specjalnie dla Lidla rocznik 2003. Nie żebym był koneserem, ale też nie żłopię w 3 minuty. Te poprzednie przyznam trochę mnie mierziło, jakby i z tego zostało to zmieszam je razem i stworzę wino klubowe.

wtorek, 16 lutego 2010

WAL. WALENTYNKI
Świeżo po obejrzeniu produkcji pt. "Walentynki" stwierdzam, że mi się podobało i że cieszę się, iż sam na to do kina nie polazłem.

No bo ej, iść samemu na romantyczną komedię? Nie mam nic przeciwko spędzaniu samotnie walentynek tak jak miało to miejsce w tym roku. Nawet się cieszę. Chcę się wybić z rytych w nas latami tradycji że musimy coś świętować, ponieważ wszyscy inni to świętują i jeśli my nie będziemy tego świętować, to powinniśmy się czuć chujowo a świat będzie na nas patrzył jak na czubów wybijających się z powszechnie przyjętych norm społeczeństwa. Walentynek nawet nie poczułem, tak jakby ich nie było. Nie było mi smutno, nie brakowało mi niczego. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o świętach których zeszłego roku nie obchodziłem. Ale tu nie o świętach jest post.

Myślę, że krytyk filmowy ze swojej natury musi film krytykować. W porządku, jeśli film to szmira. Z chęcią przeczytam recenzję i upewnię się w tym co wywnioskowałem już po reklamie produktu. Lecz azaż tudzież azaliż film jest fajny a krytycy piszą, że owszem fajny, ale nic specjalnego to zgłaszam wyraz sprzeciwu tak jak ma to miejsce w przypadku "Walentynek". Film ten bowiem jest świetną rozrywką z ładnymi aktorami na którą nie szkoda wydać pieniędzy na bilet. Fabuła trzyma się kupy i nie ma tu zbędnego opierdalania się. Co mam na myśli? Że nikt nie słodzi, nie ciska długich nudnych scen z romantycznymi przemowami. Że nawet czasem jest zaskakująco. Najbardziej chyba mnie cieszyło oglądanie Genifer Garner na dużym ekranie, na drugim miejscu Jessica Biel. Alba mi się znudziła i zresztą ponoć jest durna w życiu poza ekranem.

Było miło, śmiesznie a postać chłopczyka została zagrana naturalnie przez chłopczyka a nie sztucznie jak w przypadku syna Rossa z "Przyjaciół". Bo tamto dziecko to był beznadziejny aktorski konował. SPOILER ALERT! - tu przypominam z angielskiego wyrażenie które oznacza, że zaraz zdradzę być może ważny element fabuły którego jeśli nie chcesz znać i mieć niespodziankę oglądając film to lepiej dalej nie czytaj - coś bardzo zabawnego, taki zabawny zbieg okoliczności: W filmie sportowiec przyznaje się publicznie, że jest gejem. Później zdający z tego relację dziennikarz mówi "I'm standing behind you. Metaphorically." Czyli, że go wspiera (jego decyzję, to, że jest gejem), że stoi za nim. Ale w przenośni. Czemuż to dla mnie takie zabawne? Bo ino wczoraj w BEHEOBie napisałem - Nie, z całą pewnością nie mam cię w dupie. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Co jakby na to nie patrzeć polega na dokładnie takiej samej grze słów. Zabawny zbieg okoliczności.

A! i jeszcze jedna rzecz przemawiająca na DUŻY + filmu: pełne zbliżenie trwające ponad 5 sekund na telefon Nokia E71 - mój telefon! Nie ma to jak zobaczyć swój sprzęt na dużym ekranie i powiedzieć sobie lub komuś Popatrz, mam taki sam!

Reasumując: takiego filmu nie można by było zrobić po europejsku, bo byłby to głęboki film wielowarstwowy o uczuciach. Nuda. Takie "Walentynki" może nam zapewnić tylko Hollywood. I Ashton Kutcher.

niedziela, 14 lutego 2010

BEHEOB IV: O jedno jądro za daleko.
UWAGA! OPOWIEŚĆ TA ZAWIERA TREŚCI CZĘSTO WSPOMINAJĄCE, ŻE KTOŚ NIE MA JEDNEJ RĘKI, JEST DOŚĆ ZBOCZONA I MOMENTAMI SCHIZOLSKO-PERWERSYJNA. DLATEGO TEŻ TWOJE DZIECKO NIE POWINNO TEGO CZYTAĆ, SZCZEGÓLNIE ALINKA. (ALBO JEŚLI NIE MASZ JEDNEJ RĘKI LEPIEJ TEŻ TEGO NIE CZYTAJ, BO MOŻESZ SIĘ POCZUĆ URAŻONY).

Heniek obudził się spocony. Zawsze się pocił w nocy. Uświadomił sobie, że już nie śpi, usłyszał szum samochodów zza okna, wyczuł stęchliznę z jego przedsionka piekła na ziemi, było czas wstać. Mimo to nie chciał otworzyć oczu. Głowa bolała go po wczorajszym winie. Nie miał humoru. Wszystko go przygnębiało. Gdyby miał psa musiałby go teraz wyprowadzić. Nie miał psa, myśl ta jednak go nie pocieszała. Było mu zimno. Szczególnie w dłonie i nos. Nosa wystarczyło nie dotykać aby nie czuć jego chłodu, lecz Heń dotknął go raz i już nie mógł przestać.

Smutek rozerwał mu serce kiedy otworzył na próbę lewe oko. RZECZYWISTOŚĆ ujrzał i wcale mu się nie podobała. Czy nie mógłby pozostać już do końca świata w tym miłym łóżku? Czy nie mogłoby ono być jego tratwą na środku spokojnego śpiącego oceanu gdzie nikt by mu głowy nie zawracał? Życie było takie ciężkie. Od kiedy odeszła Ela, jego żona, jeszcze cięższe. Obowiązki - od tych najprostszych do tych przygniatających. Zawsze należało gdzieś być i coś robić. Nawet kiedy miał wolny dzień i tak musiał zwlec się z łóżko-podobnego tworu i ogolić, aby kobieta w monopolowym nie uciekła z krzykiem na jego widok. Ubrać się. Coś zjeść. Otworzyć drzwi na świat i stawić mu czoła. Znowu. Musieć ocierać się o innych ludzi. Musieć wydobywać z siebie słowa. Nie. Nienienienienienie! On nie miał na to siły. On po prostu nie miał na to siły!

Zamknął oko. Odetchnął ciężko.

Teraz jeszcze ta sprawa. Kapitan Obcęga to zły człowiek. Jednocześnie jego przełożony. Jeśli Mariola mówi prawdę, a po takiej ilości wińska jak wczoraj na pewno mówiła, jak udowodnić jego winę? Potrzeba będzie namacalnych dowodów. Nikt nie jest poza prawem, a już na pewno Kapitan Obcęga. Kto wie - może jest za tym ktoś jeszcze wyżej od niego? Bóg jeden wie jak daleko ta sprawa sięga. Mógłby się zwrócić do innego organu prawa... Choć kilka przekupek pewnie uśpiłoby całą sprawę, a Obcęga miał znajomości.

Dwa lata temu Komisja Śledcza (KaeŚ) rozpoczęła dochodzenie oskarżając Obcęgę o byciem UBekiem w 1902 roku. Rząd przestał zajmować się bezrobociem w kraju, kulawym systemem socjalnym, wciąż żrącymi ptysie paniami w okienkach w urzędach jak gdyby PRL wciąż trwał (i pewnie w ich świadomości tak było) i innymi ważnymi dla obywateli sprawami i skupił się na Kapitanie nagłaśniając dochodzenie w mediach. Specjalnie powołana komisja została obdarowana specjalnymi wypłatami i w wywiadach bredziła o nowych dowodach, o tym, że sprawa może się ciągnąć jeszcze 30 lat, ale że to bardzo ważne, żeby dorwać te stare stalinistyczne wywłoki i pod koniec ich życia udupić je raz na zawsze. Zarzucono mu morderstwo Władysława Gomułki. I sekretarz KC PZPR wcale nie umarł na raka w 1982 w Konstancinie. Nie, bowiem dorwał go agent służb specjalnych Obcęga który obiema jeszcze wtedy dłońmi udusił go we śnie poduszką ze świeżą (wczorajszą) plamą moczu (Władek w te ostatnie dni niedomagał). Takie 2w1. Nie dość że odcięcie powietrza to jeszcze jedyny jego haust który mógł złapać to w urynie. KaeŚ pomówiło go również o wyjadanie białej czekolady z kantyny bezpieki. Do końca nikt nie wiedział co było gorsze.

Broniąc się Obcęga oznajmił, że nie dość, że Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego powstało dopiero w 1945 to w dodatku on sam przyszedł na świat w 1913stym. Nie mógł więc fizycznie i historycznie być ubekiem w 1902 roku. To oczywiście KaeŚ wcale nie zraziło i postępowanie dochodzeniowe trwało dalej. To znaczy trwałoby dalej gdyby nie dojścia Obcęgi. Pociągnął kilka sznurków i w niecały miesiąc został uznany za niewinnego. (EPILOG: KaeŚ powiedziało sobie Za Polańskiego się weź! i zrobiło medialny cyrk aka pic na wodę).

Zbierając wszystkie siły Heniek wszedł pod prysznic. Zimna brązowa woda poprawiła mu trochę nastrój, bo jak wszyscy dobrze wiemy nie ma to jak prysznic, nie ważne jaki, ważne żeby był. Ogolił się zardzewiałą żyletką. Założył najmniej wygięty garnitur albowiem poczuł gdzieś wewnątrz siebie iż dzisiaj może być dzień w którym umrze, a nie chciał umrzeć wyglądając jak lump.

- Gdzie jest Ricci? - spytał wchodząc do salonu.
- Co? Aa... nie wiem - odparła zmulona Mariolka - jak zasypiałam jeszcze tu była.
- Cholera. Mogłem był się domyślić, że po Jęku Czarnego Węża wyrobiła się w uwalnianiu od skucia łańcuchami do kaloryfera. Pewnie wykręciła sobie sama nadgarstek czy coś aby się uwolnić. A to, to co jest? - wskazał na leżącą 25 centymetrów od niej czarną stęchłą górę.
- Nie wiem.
- Odchody! Jak mogłaś Mariola? Wiem, że moje miejsce szału nie robi (Piekło Dantego), ale to mimo wszystko jest cios poniżej pasa.
- To nie ja zrobiłam tą kupę! - broniła się.
- Nie? A kto?
- Yyyy... Ricci!
- Christina Ricci walnęła kloca w moim salonie? Nie wierzę.
- Uwierz. Uwierz w kupę.
- Nie wierzyłem nawet w Uwierz w ducha, co dopiero w kupę będę wierzył! Gadaj prawdę bo cię nie odkuję od kaloryfera.
- Dobrze... To ja zrobiłam. Ale łańcuch jest za krótki! Nie sięga do łazienki! - próbowała się wytłumaczyć.
- Nie mogłaś się powstrzymać?
- Czy musimy akurat o tym rozmawiać? Popełniłam błąd. Przyznałam się...
- Zwaliłaś na Ricci zwaliłaś.
- Przyznałam się ostatecznie, czyż nie zmyłam z siebie win?
- Co do win to nie wiem, ale wiem co zaraz będziesz zmywać. Pójdę po kubeł z wodą i szmatę.
- Czekaj! Dlaczego musi być tyle obrzydlistwa w tej historii?
- W jakiej historii?
- No w naszej! Co chwila jakieś paskudne kawały i odniesienia do kup, pierdzenia i te pe. To nikogo nie śmieszy.
- Kawały z kupami i z pierdzeniem to nieprzebrana skarbnica pomysłów, należy tylko umiejętnie i z wyczuciem je przedstawić w opowieściach o których nigdy byśmy nie pomyśleli. Wtedy zyskują one zupełnie nowego świeżego wymiaru. Myśleliśmy, że wiemy wszystko o kupach i bąkach po tym jak beznadziejni mniej lub bardziej hollywoodzcy scenarzyści zbudowali na nich filmy z Eddiem Murphym i te wszystkie poboczne badziewia.
- Ale czy to nie jest obniżanie poziomu?
- A mieliśmy w ogóle jakiś poziom? Obojętnie w jakiej rozmowie kupa jest tym tematem, który zawsze wypływa na wierzch i taka jest prawda i nie mamy się czego wstydzić. Jesteśmy tylko ludźmi. Nikim więcej. Nikim mniej.

Heniek gdzieś zniknął. Chłód metalu utwierdzał Mariolę w przekonaniu, że miejsce w którym jest istnieje na prawdę. Ona również nie czuła się za dobrze. Odkąd jej rodzice zgineli w wypadku samochodowym kiedy była mała nie potrafiła się odnaleźć. Po czasie smutku i żałoby wydawało jej się, iż pogodziła się z tym, że odeszli. Jednak w chwilach takich jak te smutek powracał do niej ze zdwojoną siłą. Tomek zszedł na złą drogę. Jej własny brat stał się krnąbrnym przestępcą o pseudonimie Diablo. Gdyby ich rodzice żyli nie tak potoczyłyby się ich losy. Mariola dostałaby się do Poznania na ASP bo zawsze lubiła się wyrażać w drucie. Robiła rzeźby z drutu o różnej grubości: kurczaka, smoka, konia, pingwina, drzewko banzai. Tak między nami to była w tych cholernie kiepska, ale niektórzy ludzie nie mają za grosz samokrytyki i zaślepia ich własna ignorancja. W obliczu trudnej sytuacji którą tu teraz malujemy nie będziemy jej uświadamiać, bo by pewnie odwróciła się do nas plecami. Po śmierci ojca i matki trafiła z bratem do sierocińca. Jak tam było nie będziemy opowiadać długo, ponieważ ani nie mamy czasu ani nam się nie chce. Napiszemy tylko tyle: było nieciekawie. Było drętwo.

Były tam szczury.

Miejsce to miało plagę szczurów gorszą niż w Dżumie Alberta Camusa. Nocami dało je się słyszeć w ścianach. Wielkie czarne bestie wypełniały budynek czekając tylko aż zaśniesz. Pewnej gorzkiej nocy Mariolka obudziła się w gorączce. Miała wtedy z 8, może 9 lat. Pomieszczenie było zlane ciemnością. Tylko jeden słup księżycowego światła padał niemrawo na kawałek listwy przypodłogowej w której znajdowała się dziura wielkości małej piłki do siatkówki. Dziura czarniejsza od serca szatana. Dziura, której nigdy nikt nie widział za dnia. Wtedy go ujrzała. Pięć metrów od jej pryczy w niebieskiej wątłej poświecie stał gigantyczny szczur. Stał tam i wpatrywał się na nią niczym główki igieł czerwonymi ślepiami. Pazury innych bestii ryły po ścianach, szurały cielskami po starych deskach. Wgryzały się w cokolwiek się dało czekając tylko na odpowiedni moment, aby wgryźć się w ciebie, kiedy będziesz spać i będziesz najbardziej bezbronna. Bestia nie zbliżała się. Stała w bezruchu czekając. Szczur imieniem Jasiu. Takie imię dała mu Mariolka tej strasznej nocy mając nadzieję, że jeśli nazwie go niewinnie to nie będzie już taki straszny. Tak na prawdę szczur nazywał się Brukselka i był wegetarianinem. Mówiono na niego 0064, bo tyle kalorii zjadał: jednego dnia zero, drugiego 64. Dbał o swoją figurę i był dobrym szczurem w Tajnych Służbach Jej Szczurewskiej Mości. Nie miał zamiaru zrobić jej krzywdy. Wręcz przeciwnie, był jednym z tych dobrych gryzoni i siedział tam pilnując aby nic się dzieciom nie stało. Bronił je przed własnym parszywym gatunkiem. Gdy ostatecznie dziewczynka zasnęła on czuwał aż do białego rana. Dlatego kiedy się obudziła nic jej nie było, nawet gorączka przeszła. Jednak strach pozostał. Skąd mogła wiedzieć, że Brukselka był agentem 0064?

Drzwi skrzypnęły jak gdyby wydając z siebie ostatni dech i wszedł Heniek z torbą z której wystawała bułka paryska i 12stopak jajek.

- ŻYWność! - wykrzyknęła wniebowzięta i wniebowstąpiona. - Ale zaraz, myślałam, że nie masz pieniędzy? Że wszystko przechlałeś?
- To było wczoraj. Dzisiaj moja droga jest nowy dzień i od rana na moim koncie znajduje się nowa wypłata.

Śniadanie było smaczne: sok pomarańczowy nie z koncentratu, jajka na twardo, majonez, szczypiorek, jeszcze cieplutkie usypane makiem rogaliki i bułka paryska z prawdziwym wiejskim masełkiem, plasterki boczku z grzybkami usmażone na patelni, świeży serek, szyneczka, ogórki kiszone, kaszaneczka biała i czarna, paróweczek ile dusza zapragnie, pomidoreczki miniaturkowe, sałateczka, kawunia z mleczkiem a do niej croissant z dżemikiem wiśniowym, truskawkowym, z czarnej pożeczki i nutella. Oboje nie musieli sobie nic odmawiać bo nikt z nich nie był na 11sto dniowej diecie na której nie można jeść specjalnie nic dobrego, co dopiero byczego.

Heniek spojrzał z niesmakiem na zegar ścienny który pokazywał w pół do ósmej. Tym razem to Mariola oblizywała palce po parówkach. Odpaliła ostatniego papierosa zapewniając, że obstawi mu pół.
- I co teraz? - spytała. - Chyba nie przykujesz mnie z powrotem do kaloryfera? To nie było miłe doświadczenie. Przez pół nocy nie mogłam usnąć w takiej pozycji. Poza tym Ricci co chwila wbijała we mnie swoje syry wiercąc się bezustannie. Nie będę próbowała uciec. Przez okno nie wyskoczę, bo za wysoko. Poza tym fryzura by mi się popsuła. Zaklucz za sobą drzwi, obiecuję, że nie będę się darła wzywając pomocy. Zresztą co by mi to dało? Ktoś wezwałby policję i wylądowałabym z powrotem w pokoju do przesłuchań. Nie mówiąc już o tym, że ty byłbyś totalnie udupiony gdyby mnie u ciebie znaleźli.
- Odkąd to w ogóle interesujesz się co się stanie ze mną?
- Od czasu boczku. Po bułce jeszcze nie aż tak, ale ten boczek był wyśmienity. Nie mogę być obojętna w stosunku do kogoś, kto dał mi jeść. Poza tym tylko ty znasz prawdę i tylko ty możesz pomóc Diablo.
Heń spojrzał jej głęboko w oczy zastanawiając się w myślach, czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie. Czy mogłyby serca złamać? I te pe.
- Dobra. Ale masz wysprzątać moje mieszkanie na błysk.
- Kojarzysz termin: syzyfowe prace Heniek? Kojarzysz? Jak chcesz, żebym sobie żyły podcięła jak należy, czyli w dół a nie w poprzek, to mów wprost, a nie tu takie aluzje robisz.
- Na błysk Mariolka, na błysk. W razie wu gdzieś tu jest telefon stacjonarny. Na nim jest mój numer na komórkę. Dzwoń gdyby coś się działo. Wpadnę później zobaczyć jak ci idzie sprzątanie. Tak koło dwunastej.

Dzień był szary. Szarzy ludzie z szarymi marzeniami szli do szarych prac. Dziwce zdecydowanie brakowało koloru. Zniesmaczony Heniek założył żółte szkła aby zobaczyć świat w innych barwach. Dużo to nie dało. Był spóźniony i wnerwiony. Ale najedzony. Gdyby nie był najedzony byłby jeszcze bardziej wnerwiony, ale wciąż tak samo spóźniony.

- Nie myślałem, że tak prędko cię zobaczę! - krzyknął przez korytarz Kapitan Obcęga uśmiechając się szeroko i nieszczero przywołując go gestem ręki. Tej jednej, którą wciąż miał. - Dzień dobry Heniek.
- Bry Kapitanie.
- Heniek... - Obcęga zbliżył się do niego aby ich rozmowy nikt inny nie słyszał - Henryku. Jak tam twoje jądro?
- Dobrze. Trochę swędzi, tak poza tym, to dobrze.
- Nie Henryku... jak tam twoje DRUGIE jądro?
- Drugie? A!tak - moje drugie jądro. Stracone...
- Jądro stracone na służbie detektywie Heniek to nic wstydliwego. Jesteśmy niemal jak rodzina, możesz się przede mną otworzyć. Boli cię?
- Bardzo.
- Ale przeż je straciłeś?
- Szwy Kapitanie. Szwy palą jak ogień z czeluści Złotopolskich.
- Nie wyjaśniłeś mi przez telefon jak doszło do tego nieszczęsnego wypadku?
- Nie chcę o tym mówić.
- Wiesz, że i tak będziesz to musiał umieścić w swoim raporcie, prawda?
- Tak, Kapitanie - powiedział, a pomyślał Oczywiście kurwa, że wiem! Co ty myślisz do jasnej-ciasnej, że pracuję tu od wczoraj? Tak jakbyś mi mówił, żebym mył ręce mydłem a nie samą wodą. Nie jestem cepem. Jezu, co za denerwujący typ bez ręki!
- Dobrze.Rozumiem twój ból... i twoją stratę. Oczekuję raportu jutro z samego rana.
- Tak jest!

Heniek przywitał się ze wszystkimi. Niestety żaden z jego pracowników nie przynosił co rano pączków do pracy, więc ulga cukrowa odpadała. Ach, wszystko byłoby inaczej gdyby pracował dla Miami Metro Police. A już na pewno byłoby cieplej. Zasiadł za swoim zawalonym papierami biurkiem. Przyciągnął maszynę do pisania i zaczął się w pusto patrzeć w pustą kartkę. Jak zacząć? Co napisać? Jak straciłem jądro? Brzmi zbyt kolokwialnie. Raport z utraty lewego jądra podczas pościgu... Nie, też do niczego. Może po prostu: Detektyw Henryk - Bez Jądra. Albo: Wszystko co chcielibyście wiedzieć o utracie jądra, ale boicie się zapytać. Przeminęło z jądrem. O jedno jądro za daleko. Zbrodnia i bez jądra... Dupa, ot co! Przecież wcale mu nie zależało na tym raporcie. To nie on powinien się teraz pocić, tylko Obcęga.


Ktoś pierdnął głośno.
- Marcin, kurwa! Trochę szacunku dla innych!
- Przecież otworzyłem okno.
- Jeb się!
- Tylko z tobą, Heniek. Tylko z tobą - rzekł zawadiacko Marcin kładąc sobie dłoń na lekko owłosionej klatce piersiowej ubranej w żółty sweterek z wycięciem w kształcie litery V. Drugą dłonią bawił się długopisem gryząc go zębami i patrząc mocno w Henia. Zdenerwowany podszedł do niego, nachylił się, żeby Marcin go lepiej słyszał i widział i zapytał:
- Przestań sobie ze mnie żartować. Ja mam uczucia.
- Ależ ja nie żartuję panie detektywie. Na prawdę na pana lecę. Na całego.
- Ale co ty we mnie widzisz? Seksapil?
- Jeżeli masz jakikolwiek apil to z pewnością nie jest to seks. Nie, ma pan coś więcej, panie detektywie.
- Co? Co?! Co cię we mnie urzeka?
- MOC. Pod tymi twoimi kraczastymi brwiami kumuluje się potężna moc. Moc, która czeka na kogoś takiego jak ja, który ją oswobodzi, kto zanurzy się w niej i ją wchłonie.
- Jak to się stało, że w ogóle dostałeś tutaj pracę?
- A jak ci się wydaje, kochasiu? Pociągnąłem za kilka właściwych sznurków. Czyż nie wszyscy tak robimy? Ciągniemy, kiedy trzeba i zbieramy owoce. - Zamiotany i zamotany Heniek nim zdążył zobaczyć co się dzieje dostał niewinnego buziaka w policzek i w czółko od Marcina.
- CIOTY - ztegował krótko Kapitan Obcęga widząc buziaka (xo). Widać bardzo mu się spieszyło, bo nic więcej nie powiedział. Minął ich i wszedł do windy patrząc nerwowo na komórkę, którą trzymał w swojej jedynej ręce. Czy mówiliśmy już, że nie ma ręki?
- A gdzie on się wybiera tak wcześnie?
- Na grzyby? - zasugerował Marcin dla przyjaciół Kinio. - Wczoraj w nocy padało, pewnie ich pełno wyszło. Wystawiły swoje wrażliwe główki na świat. Grzybki. Hej! Gdzie idziesz? Mogę pójść z tobą? I tak pójdę. Nie mam nic lepszego do roboty.

- Wczoraj mnie chłopak rzucił - trajkotał nieprzerwanie odkąd opuścili komisariat Kinio. Pomimo sprzeciwów Heńka wpakował się do jego samochodu (niebieski Polonez). - Byliśmy ze sobą całe dwa i pół miesiąca! Złamał mi serce. Chlip! Powiedział, że nie chce mnie więcej widzieć. To takie straszne, wiesz? A za dwa tygodnie mielibyśmy już 3 miesięczną rocznicę. Chciałem go zabrać na aerobic wodny. Byśmy sobie poskakali, a potem kochali się w szatni. A tak gówno! Wiesz? - obrócił zapłakaną twarz w jego stronę. Heniek patrzył twardo (i mocno) przed siebie. - Heniek! Dlaczego mnie ignorujesz? I ty masz mnie w dupie? - Jakoś tak te ostatnie słowa przebiły się przez zamyślony umysł detektywa. Zerknął na smutnego i przygnębionego.
- Nie, z całą pewnością nie mam cię w dupie. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Choć mówią, że jak człowiek nie spróbuje, to skąd ma wiedzieć czy coś lubi czy nie? Słuchaj Kinio. Dobre z ciebie dziecko. Nie zawracaj tak sobie głowy tym palantem. Nie wie co stracił. Z pewnością czeka na ciebie gdzieś tam ktoś o wiele lepszy. Ktoś, kto cię w końcu doceni. Twoja druga połowa.
- Och, Heniek. Naprawdę tak myślisz? Dziękuję ci! - zarzucił nań ramiona dekoncentrując go na chwilę.
- No, już-już.
- Może ty byś chciał pójść ze mną na aerobik wodny? - spytał wycierając nos.
- Eeee, wiesz... nie dzięki. Nie jestem zbytnio typem faceta który chodzi na aerobiki. To nie dla mnie.
- Ale sam przed chwilą mówiłeś, że jak czegoś nie spróbujesz, to skąd możesz wiedzieć czy to lubisz, czy nie?
- Szczerze? Już próbowałem. Byłem raz na takim aerobiku. Wlazłem do basenu. Woda była nawet przyjemna. Dookoła było stado dzikich kobiet. Z 12ście w kółku. Gruboskórne, większe lub mniejsze. Każda umalowana jak lafirynda. To mnie tak trochę odepchnęło. Nie obchodzi mnie, jaki kształt ma twoje ciało jeśli łączy nas tylko wodny aerobik, ale po kiego wała się malujesz, przecież i tak ci to woda zmyje. Czy te kobiety nie mają za grosz mózgu? - Myślałem sobie. Najgorsza była Helga: Helga zawsze malowała sobie usta czerwoną szminką, którą byś dojrzał nawet jakbyś był na wakacjach na Honolulu. Gdyby jeszcze się malowały dla przystojnego instruktora, ale to też baba była. Chyba z nich najładniejsza.
- I dlatego nie tego nie polubiłeś?
- Co ty, to wszytko pikuś! Nigdy nie wróciłem po pierwszej lekcji, bo jak ta instruktorka się zaczęło na nas drzeć, to myślałem, że padnę jak ustrzelony przez kłusownika bez zęba na przedzie jastrząb pod jak widać nie aż tak skuteczną ochroną.
- Trochę pokrzyczeć musi, żeby się ludzie ruszali. To normalne.
- Nie, ona nie była normalna.
- A jak krzyczała?
- RUSZAĆ SIĘ, KURWA! NIE OCIĄGAĆ SIĘ, KURWA! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY! KURWA! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY - KURWA SZYBCIEJ! HENIEK, MACHAJ TYMI RĘKAMI! MACHAJ! TY TO NAZYWASZ MACHANIEM KURWA!? BO ZARAZ CI KAŻĘ ROBIĆ POMPKI! CO? ŻE NIEWYKONALNE W WODZIE? A CHCESZ SIĘ PRZEKONAĆ? NO, TO MACHAJ. A TU TY KURWA DOROTKO Z CZEGO SIĘ BRECHASZ, CO? TO CIĘ KURWA BAWI? RAZ - DWA - TRZY - CZTERY - KURWA! DOROTKA, PRZESTAŃ SIĘ BRECHAĆ MÓWIĘ! KURWA HELGA, DO KURWY MACI, WYJEB TĄ JEBANĄ SZMINKĘ W CHUJ I MACHAJ KURWA - RAZ - DWA - TRZY I CZTERY, KURWA! CO ZA BANDA POJEBÓW. WYŻEJ, WYŻEJ! AGA, MASZ MACHAĆ OBIEMA RĘKAMI, A NIE TYLKO JEDNĄ!
- Ale tak nią machała, że mi się wyłamała.
- TO KURWA DOBRZE! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY!
- Jak to ma być dobrze? Ręka mi się wybiła ze stawu!!!
- TO KURWA ZNACZY, ŻE DOBRZE MACHAŁAŚ. BRAWO KURWA! WIDZICIE WSZYSTKIE I TY HENIEK? TAK MACIE ĆWICZYĆ KURWA. ANGAŻOWAĆ SIĘ NA CAŁEGO. TY SIĘ POWINNAŚ CIESZYĆ AGA I ĆWIERGOTAĆ ZE SZCZĘŚCIA JAK RUDZIK, KTÓRY ZŻARŁ KWASA I ODPŁYNĄŁ ŁÓDECZKĄ DO TUNELU DLA ZAKOCHANYCH.
- Rudziki nie potrafią pływać łódkami!
- ALE KURWA RUDZIKI NA LSD POTRAFIĄ!
- Jakby rudzik zżarł kwasa to miałby ciekawsze rzeczy do roboty niż płynąć łódką do tunelu dla zakochanych.
- JAK NA PRZYKŁAD CO?
- No, jak ja bym była rudzikiem i zamiast karmy dla ptaków ktoś by mi zapodał kwasa, to bym się położyła na ziemi i patrzyła w zegar jak wskazówki chodzą przez 12ście godzin i to by było moje najlepsze przeżycie w życiu, o wiele bardziej wciągające niż Avatar.
- CO TY PIERDOLISZ KURWA. TUNEL DLA ZAKOCHANYCH. NA BANK.
- Tak gadasz, bo sama byś tam chciała z kimś popłynąć, ale wątpię, żeby bez kwasa ktoś z tobą wsiadł do łódki.
- No - kończył opowieść Heniek - i potem się rzuciły na siebie walcząc, reszta się dołączyła. Ciągnęły się za włosy, wyrywały sobie zęby i wyzywały się.
- Topiły?
- Też.
- Cóż. Nie zawsze tak jest na wodnym aerobiku. Masz po prostu złe doświadczenie.
- No.
- Gdzie my właściwie jedziemy?
- Nie wiem. Śledzimy Kapitana Obcęgę, bo to jest zły człowiek. - Tu Heniek się otworzył przed Kiniem. Powiedział mu całą prawdę i tylko prawdę o Obcędze. Musiał komuś powiedzieć.
- Och! - zareagował Kino - Musimy tego drania ukarać!
- Pracuję nad tym Kinio, pracuję nad tym.

Nim się spostrzegli opuścili Dziwkę rozjechaną TIRami drogą. Wjechali na wydrążoną kołami leśną trasę. Obcęga skręcił w prawo. Trzymali się w bezpiecznej odległości, lecz gdy skręcili w prawo odkryli ślepą uliczkę na końcu której stała chatka, a przed chatką przy drewnianym stoliczku z czajniczkiem herbaty siedziała babka.

Kinio i Heniek spojrzeli na siebie porozumiewawczo i podjechali pod chatkę za którą był już tylko nieprzenikniony las. Widząc zbliżający się wóz milicyjny babcia uśmiechnęła się na przywitanie gości zaciskając dłoń na shotgunie, który trzymała przyklejony pod stołem.
TINTIN Stefcia.
W 2011 doczekamy się pierwszego z trzech filmu animowanego na podstawie przygód Tintina. Tajemnica Jednorożca jest na etapie postprodukcji (a postprodukcja to jak ling.pl mówi okres montażu i udźwiękowienia) a wyreżyserował ją Steven Spielberg. Pewnie kolejne dwa filmy będą oddzielone od siebie przynajmniej dwuletnim okresem.


Spielberg nigdy nie słyszał o Tintinie aż do 1981, kiedy to krytyk filmowy porównał Indianę z "The Raiders of Lost Ark" do Tintina. Reżyser spotkał się z Hergé, rzucił poważnie okiem na albumy i kiedy (niestety) 3 lata później autor komiksów umarł, Steven zagaił do jego żony i zakupił prawa do wszystkich albumów. Z początku chciał nakręcić film fabularny i spytał Petera Jacksona czy jego studio Weta Digital zrobi efekty specjalne, a szczególnie pieska Snowy w CGI. Piotrek na szczęście okazał się fanem komiksu i wyperswadował Stefanowi film fabularny. Zamiast tego robią motion capture - tak jak przy Władcy Pierścieni oraz przy King Kongu (tym nowym, rzecz jasna) aktorzy biegają po studiu w kombinezonach wyposażonych w mnóstwo małych czujników ruchu, które nagrywają ich ruch dzięki czemu animacja będzie wyglądać bardzo naturalnie. Stefan poprosił Kamińskiego - naszego rodaka - aby poszedł do Weta i patrzył im na plecy jakby sobie za bardzo pojechali ze światłem, bo chce mieć w tym filmie ino światło naturalne i atmosferyczne, jak w prawdziwych filmach a nie w innych badziewiach. Kiedy w 1984 roku po raz pierwszy przymierzano się do nakręcenia filmu Stefcio do roli pijaka i szaleńca, bogatego milionera który zna bilion przekleństw, do roli psubrata a jednocześnie najbliższego przyjaciela i towarzysza przygód Tintina Kapitana Haddocka chciał Jacka Nicolsona. ACH! To byłby idealny Kapitan Haddock! Kupę kokainy i łysy łeb później zamiast Jacka mamy Andy Serkisa, tak, tego Goluma.

Stefcio w marcu 2009 po 32 dniach miał już swoją robotę odwaloną. Dzięki iChat firmy Apple Piotruś nadzorował kręcenie filmu na odległość poprzez wideo konferencje. Teraz to wszystko zanimować i w roku 2011 spotka nas - fanów Tintina (i nie tylko) - wielka uczta. Bo o Stefciu można mówić wiele, ale prawda pozostaje prawdą, że filmy kręcić potrafi (ekhe-em, pomijając ostatniego Indianę. Ale to nie jego wina tylko tego cepa Lucasa, który "napisał scenariusz").

Część tego co powiedziałem głosem samego Stefcia tutaj (proszę zwrócić uwagę, że po jego lewej siedzi so niepozornie Kate Blanchett):



Źródło: imdb - http://www.imdb.com/title/tt0983193/trivia

czwartek, 11 lutego 2010

CZARNE kłamstwo, BIAŁE kłamstwo.
CZARNE kłamstwa (NIE polecamy):
- Nie, nie przespałam się z nim. Wcale. Skąd. Dlaczego mam takiego banana na twarzy? Bo rajstopy dostałam za pół ceny. Co ty tam wiesz.
- Kocham cię! Nie, wcale tak nie mówię, żeby cię tylko zaliczyć. Ja cię na prawdę kocham. Za co? Za ciało!

BIAŁE kłamstwa (KONIECZNE do przetrwania):
- Tak, bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz. Niemal zabójczo. Oh, a jak ładnie pachniesz! Do twarzy ci w tej żółtej sukienne. Wyglądasz szczupło. Jak nastolatka. Co ja gadam, jak niemowlę. Naprawdę. Nie, nie masz nóg jak kłody. Na odwrót.
- Ee, ja chcę zwrócić ten zewnętrzny napęd DVD do laptopa. Za wolno wypala. Tak. Dobrze, że macie 30 dni gwarantowany zwrot pieniędzy. O, nawet pani nie zajrzy do pudełka? (Nie, nie kupiłem go tylko dlatego, że w moim laptopie DVD/CD nie działa, a musiałem jakoś na nowo zainstalować system z płyty. Wcale nie dlatego).
- Ten cartridge chciałbym zwrócić i pieniądze dostać z powrotem. BO CIEKNIE. Gdzie mam podpisać? (Nie żebym kupił niewłaściwy cartridge i z niecierpliwości go otworzyłem i wepchałem do drukarki i piszczała. Nie. On cieknie, tak).

wtorek, 9 lutego 2010

On jest jej ojcem?
Nie raz, nie dwa, ale trzy a może i więcej razy czytamy książkę lub oglądamy film (lub cokolwiek innego artystycznego mniej lub bardziej, chociażby obraz), który jest beznadziejny. Zastanawiamy się jak ktoś mógł w ogóle na stworzenie czegoś takiego dać pieniądze? Przecież bez żadnego talentu my byśmy to lepiej zrobili! ALE biznes is biznes. Brak jakichkolwiek walorów estetycznych/logicznych nie znaczy wcale, że pseudo dzieło na siebie nie zarobi. Bo wydawcy i producenci z gruszki ni z pietruszki się nie urwali. Wiedzą jak działa rynek i kierują swoje wypociny w konkretne jego segmenty.

Uwielbiam dobre seriale. Kocham wręcz. Co czyni serial dobrym? To, że nie jest nudny. To, że jest realistyczny i wciągający. No i dialogi. Kiedy bohaterowie gadają jak roboty rzucając co chwila clichéowe teksty, to jak się nie zrzygać to choć wyłączyć TV. Tajemnica serialu polega na tym samym co tajemnica telenoweli - wcześniej czy później zakochujesz się w postaciach i chcesz je co tydzień oglądać. Kochasz je tak bardzo, że przestaje cię obchodzić, że fabuła zeszła na psy. Liczy się to, że w tą przykładową środę znowu zobaczysz tą piękną twarz i ciało tej zajebistej aktorki/aktora. Oczywiście możesz też oglądać dla fabuły jeśli nie masz dużych wymagań (albo w ogóle wymagań) to z zapartym tchem będziesz śledził najnowszą część serialu LOST. Jak coś się kupy nie trzyma, to ja nie mogę na to patrzeć. Wolę spędzić te 45 minut w ubolewaniu nad mym losem w mrocznej jaskini niż się męczyć przed ekranem. CO jest najgorszym problem seriali to fakt, że NIC SIĘ NIE DZIEJE. Nic. Jest to do jakiegoś stopnia zrozumiałe w telenowelach, które są na tym zbudowane, ale w serialu? Na żadne pytania nie uzyskujesz odpowiedzi więc w połowie sezonu orientujesz się (a trzeba się orientować), że na tych pytaniach scenarzyści zbudowali całe 24 odcinki i że odpowiedź poznasz dopiero w dwóch ostatnich lub w ostatnim. Serial Heroes zaczął się bardzo ciekawie. Potem spieprzyli. Próbowałem do niego wrócić oglądając na bierząco 4tą serię i będąc świadomym, że to są flaki z olejem. Jednak miska z flakami dwa tygodnie temu się przelała i przestałem. Bohaterowie zachowują się idiotycznie i niezgodnie z tym, co zostało wymalowane wcześniej. Słychać szum wiatru, w domu się światła świecą, ale wiesz, że nic się nie dzieje. CHUJNIA, jednym słowem.

Co ratuje seriale to formuła 12stu odcinków, a nie 24. Nawet jeżeli robi się trochę nudno, to jest to nic w porównaniu z 24 odcinkami. No, jest jeden serial, który trzyma klasę pomimo 24-odcinkowej formy. WIĘC po kolei:
1) RESCUE ME - strażak Sam, w tej roli niepokorny Denis Leary, tworzy serial w którym jednym odcinku dzieje się więcej niż w aktualnej całej serii Heroes, i to z opalenizną. Na jajach.
Franco: [to Laura] The point is this we all use every ethnic and personal slogan in the book against each other. You name it we say it.
Tommy: It's true. Cock-breath.
Franco: Shithead.
Sean: Asswipe.
Mike: Numb nuts.
Tommy: Ball brains.
Franco: Shit for brains.
Sean: Dipshit.
Mike: Pussy.
Tommy: Prick.
Franco: Dick.
Sean: Scumbag.
Tommy: Dick face.
Franco: Ape ass.
Mike: Ape face.
Tommy: Pencil dick, tight ass, needle dick.
Franco: Yeah. And that's not even getting into any of the gay stuff.


Lou: Now, the only problem is that she wants to see me out with my imaginary girlfriend. I'm done for.
Tommy: Nah, not necessarily. Situations like this, this is why God invented whores.

Mrs Turbody: Listen, I'm gonna need you to go again once I'm done with this cigarette.
Tommy: Really?
Mrs Turbody: Oh, yeah. If you're gonna fill in for your nephew you better raise your game. Damian can go 3, 4 times in an hour. Can you keep up the pace or not?
Tommy: Well, I--I might need a sandwich...Mrs Turbody.
2) TRUE BLOOD (2 serie, po 12 odcinków każda. Nowa jakoś za kilka miesięcy. Warto żyć): Charlaine Harris to sympatyczna puszysta kobita, której nikt nie chciał wydać przez kilka lat powieści Dead Until Dark. W końcu jednak ktoś wydał i jak to w życiu bywa zdarzył się cud - Alan Ball, który musiał czekać z 10 lat aż jego scenariusz American Beauty został nakręcony - wziął się za powieści i zrobił swoją własną wersję w postaci serialu TRUE BLOOD zostając wierny przesłaniu z książek. Cały koncept mi się nie podoba - wampiry żyją wśród nas pijąc syntetyczną krew. Brzmi idiotycznie plus fakt, że praktycznie są jak ludzie bez żadnych motywów z Ann Rice. JEDNAK! Postacie są fantastycznie zagrane i zarysowane, wierzysz im, wchodzisz w ich świat. Serial bezustannie trzyma w napięciu a seria druga jest lepsza od pierwszej. I oprócz wampirów mamy też inne kreatury. Po obejrzeniu odcinka musisz od razu obejrzeć kolejny, więc lepiej nie oglądać w nocy, bo przed 3cią rano nie pójdziesz spać. Co tu dużo pisać. Niech napisy początkowe przemówią same za siebie:



3) DEXTER. Prawda jest jaka jest. Szedłem raz wieczorową porą w Złotowie, mym rodzinnym mieście (25min samochodem od piły, 2.5h samochodem od Poznania) i wpadłem na fajny pomysł. Żeby stworzyć historię lub serial o seryjnej morderczyni. Ale o takiej, po której stronie będzie stał widz, bo będzie bardzo sympatyczna i będzie zabijać bo lubi. Ale nie tak szatańsko okrutnie, tylko tak ludzko. No i wkrótce po tym dowiedziałem się, że Amerykanie już na coś takiego wpadli przerabiając powieść z 2004 pt. Darkly Dreaming Dexter autorstwa Jeff Lindsay na serial.

Serial ma 4 sezony a na jesień tego roku ma ruszyć 5ta. I jest to obecnie mój ulubiony serial. FENOMENALNY. Fabuła czasem się człapie, ale główny bohater jest strasznie uzależniający. Gra bo Michael C. Hall. Wykryto u niego raka, dlatego podczas tegorocznych Złotych Globów (z 3 tygodnie temu, albo dłużej) pojawił się w czarnej czapce. Na szczęście ponoć wychodzi z tego cało.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Dziennik Wojenny na Diecie
Po prawie roku odkąd zacząłem swoją 3cią pracę na konkurs Zuda została ona ukończona i wysłana dwa dni temu. Denek + Kluska: DIETA to 8stronnicowy początek horroru o odchudzaniu się którego pierwszą stronę mieliście okazję przeczytać na www.sebastianjaster.com.
Zauważyłem wczoraj, że przez przypadek źle ponumerowałem strony: wymieszałem 2 z 3 i odwrotnie (3 z 2). Napisałem im list o swoim błędzie, ale nie wiem czy to trafi we właściwe ręce. Tak czy siak to tylko drobny błąd.

Wysłanie pracy zabawnie łączy się to z faktem, że po okołu roku przerwy jestem po raz drugi w życiu na diecie w jej ostatnim z 11stu dni. Brzuch wydaje się być mniejszy, choć to wciąż nie Brat Pitt sprzed 10ciu lat. Samopoczucie mierne, siły mizerne. Może właśnie dlatego nie mogę skończyć 4tej częsci BEHEOBa.

Po lekko ponad dwóch miesiącach pracy nad 120 sekundowym filmem animowanym na konkurs ekonomiczny FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju) wysłałem ostatniego dnia 2009 swoje zgłoszenie. Jest to po dzień dzisiejszy najlepsza rzecz filmowa jaką zrobiłem którą niedługo będzie mieli okazję obejrzeć. Uroczysta gala wręczenia nagród ma być w marcu w Warszawie a zwycięzcy zostaną stosunkowo wcześniej poinformowani o rezultatach. Stosunkowo póki co nikt mnie jeszcze o niczym nie poinformował. Można było wybrać jeden z 4 tematów - ja wybrałem temat o wyborach - i na jego podstawie zrobić albo krótki komiks albo film. Łącznie zostało zgłoszonych ździebko ponad 200 prac (zarówno komiksowych i filmowych). Możemy śmiało przypuszczać, że filmowych było mniej od komiksowych więc konkurencja nie jest taka wielka.

Oprócz wyników dwóch konkursów czekam również na odpowiedź ze szkoły. Wysłałem podanie na 3letnie studia filmowe (Bechelor of Arts in Film and Television). Perspektywy są. Co ma być to będzie.

Z dwa lata temu (?) pisałem o tym jak szedłem do pracy a na ulicy leciało AIR All I need i że wydawało mi się, że to cud czy coś, że jakaś wyższa siła była przy mnie i dla mnie. Teraz patrzę na to inaczej. Wtedy byłem w zgodzie z sobą, w odprężonym kontakcie ze swoim bytem, w należytym stanie świadomości. Tak więc to co czułem nie pochodziło od żadnej wyższej siły, tylko ja sam wkręciłem sobie taki nastrój. Rzeczy w życiu zdarzają się i złe i dobre. Nie ma co narzekać, że np. cały rok 2010 będzie do dupy, bo do dupy się zaczął, bo coś nam nie wyszło. To normalna kolej rzeczy. Ale jeśli jesteśmy spokojni i niewzruszeni na przeciwieństwa losu (wiem, wiem, łatwo się mówi i wcale nie mówię, że taki stan jest łatwy. Trzeba nad nim ciężko pracować. Trzeba chcieć) to będziemy iść dalej do przodu z uśmiechem.

czwartek, 4 lutego 2010

środa, 3 lutego 2010

OSKAR jest bliżej niż myślisz.
I nie, nie Oskar dziecko sąsiadów, tylko taki złoty hollywoodzki Oscar. Pamiętacie jak pisałem o Cartoon Saloon? Nie, to wam przypomnę. Cartoon Saloon to małe niezależne studio filmów animowanych do którego odkąd przybyłem do Irlandii próbowałem się dostać, bo dobrze płacą i myślałem, że będę robił to co lubię. Wpierw nie mieli ofert pracy, potem spróbowałem 2gi raz wysyłając podanie, ale okazało się, że kolorowanie tła we flashu (które było testem na to, czy jestem czegoś wart a posada była właśnie dla background artist) zbyt długo mi zajęło i już kogoś znaleźli.

Obracanie się w ich towarzystwie i znanie właścicieli i pracowników też w niczym nie pomogło. Kilka lat temu mnie to bolało, teraz mi to nie przeszkadza, a nawet cieszy. Dlaczego? Jest wiele czynników. Główny jest taki, że NIENAWIDZĘ flasha. Cholerny kurewski program, którego w ogóle nie czuję.


No i tak wczoraj Cartoon Saloon dowiedział się, że ich ostatni film animowany "The Secret of Kells" został nominowany do tegorocznych Oscarów. Jest to fantastyczny film bo wspaniały wizualnie na który nie poszedłem do kina, bo mam humory i trochę zazdroszczę a trochę nie lubię przeważnie ludzi z tego studia. Tworzyło go na raz 5 krajów, ale reżyser i całe serce było tutaj, w mieście w którym mieszkam.

Animated Feature Film

  • Coraline” Henry Selick
  • Fantastic Mr. Fox” Wes Anderson
  • The Princess and the Frog” John Musker and Ron Clements
  • The Secret of Kells” Tomm Moore
  • Up” Pete Docter
Biorąc pod uwagę towarzystwo sama nominacja jest fantastycznym osiągnięciem. Poza tym reszta to amerykańskie produkcje. No i że wybrali The Secret of Kells z ponad 50u różnych animacji - wow! Myślę, że nie wygrają, bo to Ameryka jest, ale mam nadzieję, że jestem w błędzie i wygrają. Zostałem więc wyciągnięty wczoraj do pubu w którym świętowali. Posocjalizowałem się, uścisnąłem ich ręce (a dużo ich mieli), pogratulowałem. Tomm Moore i reszta wniebowzięci - któż by nie był? Po czym wróciłem do domu i napisałem delikatny pijacki list.


Wpierw George Garcia grający Hugo "Hurley" Reyes w "Lost" stoi obok mnie na zamku dwa lata temu, teraz nominowani do Oscara stoją bliżej niż 2cm koło mnie (lub też ja koło nich, względne) - to może oznaczać tylko jedno: mój Oscar i kariera w Hollywood jest bliżej niż myślę.


PS. Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć ten film polecam! Z tego co wiem nie został w PL wydany więc póki co możecie go tylko (lub aż) ściągnąć nielegalnie torrentem po angielsku z netu. Grafika jest po prostu piękna i czarująca.

wtorek, 2 lutego 2010

piątek, 26 lutego 2010

Tworzenie światów.

Każdy z nas czegoś pragnie. Miłości. Rodziny. Dzieci. Własnego domu. Zrozumienia. Kariery zawodowej. Spełnienia marzeń. Świętego spokoju. Istniejemy w naszej ziemskiej rzeczywistości uwiązani do niej cienką nitką życia. Myślimy o sobie każdego dnia, przyglądamy się sobie w lustrze. Kierujemy się naszym ego, naszymi uczuciami. Uczucia potrafią nas wynieść na drugą stronę tęczy, lecz potrafią również przygwoździć naszego ducha. Kiedy kogoś kochamy, kiedy kogoś utracimy nie możemy być obojętni. Jesteśmy ludźmi. Dzień może przynieść nam szczęście, może też i smutek.

Możemy nakręcić się tak, że nowy dzień przyniesie nam szczęście. Możemy też nakręcić się i tak, że przyniesie nam smutek. Decyzja - jak zawsze - należy do nas. Załóżmy, że zaatakuje nas przygnębienie. Apatia. Mamy tyle rzeczy do zrobienia i miejsc, w których powinniśmy być, ale nie mamy ochoty ruszyć dupy z miejsca. Nie mamy siły. I nie będziemy jej mieć. Będziemy tak trwać w zawieszeniu. Bezdusznie i nijako spoglądając jak kończy się kolejny dzień. Możemy też otworzyć oczy i przeciwstawić się własnej niemocy. I niepotrzebny do tego jest żaden bóg, tylko nasza chęć zmiany. Człowiek jest w stanie przenosić góry. Nie musi wcale w to wierzyć. Musi to wiedzieć.

I tak oto jesteśmy tu, na tej małej planecie o której wydaje nam się, że wiemy mnóstwo, ponieważ mamy zaczerpniętą wiedzę. Borykamy się każdego dnia z przeciwieństwami losu. Mamy nasz system wartości i morałów, co nadaje naszemu jestestwu sens. Mózgi mamy wyprane, ale to nie nasza wina. Dzieciństwo, wychowanie, czas oraz miejsce w którym jesteśmy nas ukształtowały. Od małego prano nam mózgi nieświadomie, dla naszego dobra. Mogliśmy paść ofiarą przemocy w rodzinie, lecz to też nie nasza wina, jednak to nas ukształtowało. I chcemy pomagać naszym znajomym i przyjaciołom, lecz zawsze będziemy to robić przez pryzmat nas samych. Ktoś, kto potrzebuje pomocy jest wrażliwy i nastawiony na manipulację. Jedyną przeszkodą dla kogoś, kto wie czego chce jest strach. Strach przyjaciół, którzy chcą dla ciebie jak najlepiej pomijając najistotniejszą rzecz, czyli to, czego TY chcesz. I twój własny strach przed porażką. Zapominasz dlaczego powziąłeś pewną poważną decyzję, zapominasz to, czego chciałeś a pamiętasz tylko to, czego się boisz.

Pomimo życiu w rzeczywistości, pomimo tego, że jest ona fundamentem naszego istnienia bez przerwy od niej uciekamy. Otaczamy się sztucznymi zdjęciami z magazynów na których twarze są tak zamglone i wyretuszowane, że nie przypominają żadnej ziemskiej twarzy. Ale patrzymy na nie i uznajemy je za prawdziwe. Uciekamy na seans do starego kina. Widzimy napisy początkowe, nazwisko reżysera, aktorów, a i tak wciągamy się w historię tak jak gdyby była ona rzeczywistością. Wierzymy w nią. Nasze serce przyspiesza bicie. Czytamy dobrą książkę i wiemy, że napisał ją ten i ten autor. Wiemy, że jest to tylko książka, że nie jest prawdziwa, a mimo to w nią wierzymy, wierzymy w każde słowo, które czytamy. Świadomie lub nie uciekamy od naszej ziemskiej rzeczywistości w zupełnie inny świat, czy to na ekranie komputera połączonego siecią z cały światem czy też na białych kartkach pokrytych wydrukowanymi literami. Mówimy sobie, że to nasza rozrywka. Że trzeba odpocząć, odciąć się od "szarej rzeczywistości", od ciężkiego dnia po pracy. Dążymy do czegoś nie zdając sobie nawet z tego sprawy.

Może przesadzam, lecz mam wrażenie, że jest coś, czego nie potrafię złapać. Uchwycić. Czuję to. Blisko. Ale nie potrafię ubrać w słowa.

Rewolucja. Jest to nie tylko popularne słowo używane często w piosenkach, szczególnie tych starych, jest to słowo-klucz. Pozwalamy sobie być pomiatanymi, milczymy, ponieważ się boimy. Nigdy nie zabraknie powodów do strachu, dlatego rewolucja nie nadejdzie. Dlatego system nie zostanie zburzony. Dlatego nie ma nic nowego pod słońcem. Dlatego wariat nie zostanie wypuszczony na wolność. Lecz choć nikłe, nieśmiałe marzenie, chęć, pragnienie rewolucji trwa w nas i nikt tego nie zburzy. Jest to fundament przemiany.

Jednak słowo oraz to wszystko co za nim stoi będzie wieczne. IDEA. Ludzie są jej pozbawieni. Ci, którzy nie są, są bogami na tej małej planecie.

sobota, 20 lutego 2010

KISIEL w GACIACH

Na "Zmierzch" poszedłem do kina sam nie wiem dlaczego. Chyba ta cała popularność filmu tak na mnie wpłynęła, że chciałem sam się przekonać. Film jest tak zły, że aż śmieszny. Najlepszy motyw jak wampir zabiera swoją dziewczynę na grzbiet i śmiga pod górkę lasem niczym Struś Pędziwiatr nogi mu się kręcą.

Może jakbym był młodym niedoświadczonym szczylem to też miałbym kisiel w gaciach na punkcie tego czadowego czegoś... choć szczerze wątpię. (Ale książki ponoć ujdą).

"New Moon" obejrzę sobie na wideo żeby się pośmiać i odprężyć i po raz kolejny powiedzieć sobie, że przy takich szmirach moja kariera powinna mieć świetlaną przyszłość. Ale niech tytuły recenzji ludzkości udzielającej się na imdb.com mówią same za siebie. Większość z tych osób dała od 1 do 3 gwiazdek w 10cio stopniowej skali. Jedyny plus filmu to efekty (coś dla nas, Jacuś!). Poniżej luźne tłumaczenie i oryginały:

Taki ZŁY, że nawet śmieszny - So BAD I find it funny

Gra aktorska taka kartonowa, że drzazgi poczułem - Acting so wooden I got splinters

Niekończący się strumień dziwacznych momentów - A never-ending stream of awkward
moments

Pewnie, w ogóle się tego nie spodziewałem - Sure didn't see that coming.

Uuuuułomny - Laaaame.

Okropny... po prostu okropny - awful....just plain awful

Co za rozczarowanie - What a disappointment

Film dla piszczących dziewuch, nic lepszego nie wymyślę - Best thing I could say was it's a chick flick (no offence meant ladies!)

Dlaczego, oh dlaczego... - Why, oh why...

Dlaczego? - Why?

Rozczarowanie - żadnej MAGII, żadnej CHEMII i dodupny REŻYSER - Disappointing - no MAGIC, no CHEMISTRY and BAD DIRECTOR,

Niezrównane okropieństwo - Awfulness Unparalleled

A myślałam, że wampiry są ciekawe? I thought vampires were meant to be interesting?!,
Szokujący film - it is a shocking movie

Bardzo, bardzo kiepski:( - So, so bad:(

Bogu Którego nie Ma dzięki za "Czystą KREW" i "Supernatural" - Bojkotujta film i książki - Thank God For True Blood & Supernatural - Boycott This Film & the Books

Niezła polewa - A good laugh

Chyba samobójstwo to lepszy wybór? Is suicide an option

Jak zrobić film z 10 minutowym scenariuszem - How to make a film with a 10 minutes script.

Dlaczego ludzie łykają to ścierwo? - Why do people eat this garbage up?

Ścierwo, zupełnie jak Narnia - Garbage, just like Narnia

Ścierwo - Garbage

Osierocone, bezpłciowe/bezseksowne łechtanie dla nastolatek... jednocześnie emocjonalnie statyczne i pozbawione psychologicznej spójności - Bereft, sexless teen titillation...both emotionally static and psychologically dense

Taki kiepski, że boli - So bad it hurts

Najlepszy sposób na zmarnowanie ponad 2 godzin z mego życia, nigdy nie dojdę do sibie - the best way to waste more of 2 hours of my life, I'll never recovered

Soft porno dla nastolatek - teen soft porn

Jeden z najgorzej napisanych supernaturanych romansów na świecie - One of the worst supernatural romances ever written

Czy film może być jednocześnie nudny i śmieszny? - Can a movie be both boring and funny?

Kryzys dojrzewania płciowego - Puberty crisis

Spodziewałem się, że będzie drętwo, a zrobiło się jeszcze gorzej. - I expected bad, and got even worse

Nudny, sraszny i bezcelowy - Boring, dreadful and pointless

Wyjebało cię w kosmos? - Blowing your mind?

Okropny, okropny, okropny - Awful Awful Awful

Słowa tego nie mogą wyrazić, ale spróbuję - words cannot describe, but will try

Wlecze się, wlecze, wlecze, duża twarz, pełne smutku spojrzenie, czerwone usta, garbienie się, sosna, sosna, sosna, wlecze się, wlecze, wlecze, wlecze - Drag, drag, drag, big face, soulful glance, red lips, slouch, pine, pine, pine, drag, drag, drag

piątek, 19 lutego 2010

WAKING SLEEPING BEAUTY.

Reklama filmu dokumentalnego o animatorach studia Disney'a, którzy nie mieli ścieżki usłanej różami, w której przez ułamek sekundy widać będącego wtedy młodym szczylem Tima Burtona (kliknij na obrazek jeśli Disney nie jest ci li obojętny):

czwartek, 18 lutego 2010

Książki, radio i butelka wina.

Książki "The Girl with the Dragon Tattoo" czyli "Dziewczyna z Tatuażem Smoka" nie znajdziesz w polskich księgarniach. Przynajmniej nie pod tym tytułem. Pierwsza z trylogii Millenium Stieg'a Larsson'a nosi tytuł Män som hatar kvinnor czyli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i właśnie pod tym tytułem znajdziesz ją na sklepowych półkach. Ale po kolei:

Kilka dni temu zobaczyłem reklamę "The Girl with the Dragon Tattoo" tutaj. Co by dużo nie mówić, zaintrygowało mnie. Jak to mam w zwyczaju poszperałem i pogmerałem i dowiedziałem się, że jest to szwedzki film z 2009 roku który niedługo będzie miał premierę w USA i jak zwykle Amerykanie mimo tego, że puszczą oryginalny film (pewnie w wybranych kinach) już szykują się do amerykańskiej wersji przewidzianej na 2011. Bo kto by tam się chciał męczyć na sali i czytać co jakiś europejczyk mówi. Film można sobie nielegalnie ściągnąć, bowiem wyszedł w Szwecji na DVD, lecz brak angielskich napisów. Jeśli nie jesteś płynny w szwedzkim, to wiesz, kit. Film to jednak nic, ponieważ okazuje się, że jest na podstawie pierwszej z trzyczęściowej serii książek Millenium, które łącznie sprzedały się w ponad 12 milionach sztuk na świecie. Jakby tego było mało całą serię otacza nie tyle co legenda, co intrygująca historia.

Stieg Larsson urodzony w 1954 był dziennikarzem oraz redaktorem naczelnym magazynu Expo od 1999. Zmarł nagle i niespodziewanie w listopadzie 2004 roku wkrótce po tym gdy dostarczył swojemu wydawcy rękopisy trzech powieści kryminalnych, które tworzą właśnie Trylogię Millenium. W samej Szwecji sprzedały się w nakładzie 3 milionów. Niestety Stieg nie dożył fenomenu który stworzył. (Info z tyłu przedniej okładki).

Wszyscy książki wychwalają (12 milionów ludzi nie może się mylić), a one same dostały kilka nagród. Co zabawne pierwsza część została wydana w 2005 roku, a teraz jest na niego szał i w księgarniach znajdziesz pierwszą część na górnej półce jak bestseller numer 2. Po 5 latach. Myślę, że ma to dużo wspólnego z premierą filmu.

To co z tą niespodziewaną śmiercią? Larsson umarł w Sztokholmie w wieku 50 lat na obrzymi atak serca. Domniemano, że jego śmierć mogła nie być śmiercią naturalną, lecz morderstwem ponieważ kiedy był redaktorem naczelnym Expo otrzymał nie jedną pogróżkę śmierci. Ale tylko domniemano. Potem zaprzeczono. W maju 2008 ogłoszono jego wolę z 1977 znalezioną wkrótce po jego śmierci. Ponieważ na woli brakowało podpisu świadków (takowych nie było) w świetle szwedzkiego prawa uznano ją za nieważną i jego posiadłość oraz przyszłą mamonę ze sprzedaży książek otrzymali ojciec i brat. Jego. Bo kogo innego? To pewnie wkurwiło mniej lub bardziej Ewę Gabrielsson, która ową wolę znalazła. Ewa była jego wieloletnią partnerką, lecz nigdy się nie pobrali, gdyż tak było lepiej. Nie dla Stiega, lecz dla dobra ogółu. Ich ogółu. Otóż według szwedzkiego prawa pary które robią ten znaczący krok do przodu i biorą ślub muszą mieć swój adres publicznie ujawniony. Ślub byłby ryzykowny pod względem ich prywatnego bezpieczeństwa. Licząc się z pogróżkami ekstremistycznych ugrupowań i życzeniami śmierci które otrzymał najbezpieczniej dla nich było ukryć swój adres oraz dane osobowe z publicznych wpisów ażeby prześladowcom nie było tak łatwo ich namierzyć. (wikipedia eng)

Pomimo, że mam mnóstwo książek do przeczytania (a głównie z 4y plus jeden komiks który kupiłem z pół roku temu) coś mnie zaintrygowało w opisywanym powyżej tytule. A zaczęło się od reklamy. Mój plan dnia z 2go lutego 2010, który wisi na ścianie powoli zostaje wykonany. Wczoraj kupiłem za 8.99 euro pierwszą część trylogii i przeczytałem 22 strony, więc CZYTAĆ KSIĄŻKI z planu dnia będę już mógł spokojnie wykreślić. Ostatnia przeczytana przez mnie książka miała miejsce na zamku w godzinach pracy - 1984 Orwella. Po jej ukończeniu wciąż w godzinach pracy zacząłem czytać fascynującą biografię Einsteina napisaną przez Walter'a Isaacson'a. Ale sezon się skończył, przyszło bezrobocie więc wciąż zostało mi z niej kilkanaście stron. Co nie zmienia faktu, że wciąż jest bardzo fascynująca.

Taki post powinien mieć właściwą rozprawce formę więc wstęp, rozwinięcie i zakończenie (i wątki powinny być koło siebie, a nie porozrzucane), ale uff, to nie rozprawka! Więc jeszcze słówko o Män som hatar kvinnor - przeczytałem te 22wie strony (nie wliczając okładki i strony tytułowej) wczoraj przed snem i muszę przyznać, że coś w tym jest. Nawet się nie zdążyło rozkręcić, ale sposób w jaki jest ona napisana wciąga. Przypomina mi główny powód, po który sięgamy po książki i dlaczego książka zawsze będzie lepsza od filmu. Możemy dowiedzieć się o tyle więcej o bohaterze, bohaterach pobocznych i świecie i sytuacji na co w filmie po prostu nie ma czasu. No, są też inne powody, nie tylko jeden, ale co Wam będę pisał. Sami wiecie, bo czytacie coś czasem, nie? Książki te napisał dla własnej uciechy wieczorami po ciężkich dniach pracy w ogóle nie próbując ich wydać aż do momentu tuż przed jego śmiercią. Zostawił po sobie również nie dokończony rękopis 4tej części oraz streszczenie 5tej i 6stej części w serii, którą planował na ogół 10ciu powieści. Ale pisał dla własnej przyjemności rzecz jasna. Dlatego miał taki wyjebany 10sięcio tomowy plan.

Fajnie jest znowu poczuć ekscytację na punkcie jakiejś książki. Oczywiście o niebo lepiej jest czuć ekscytację na innych płaszczyznach, ale z braku laku i kit dobry. Znaczy, a... jak to mój dobry znajomy rock & rollowiec gada - nieważne.

Radiowa trójka to jest coś, czego słucham. Mają takie słuchowisko "Piąta Strona Świata" gdzie ktoś czyta pierwszą książkę Kutza. Zdaje się, że reżyser wybitny. To co słyszałem mi się spodobało i książkę rękami kobiecymi na odległość nabyłem czekając teraz aż powróci z PL i zostanie mi przekazana. Dla choćby takich rzeczy 3jka jest dobra. Ale krew mnie zalewa, nóż się w kieszeni otwiera, chuj strzela w choinkę i kurwica ogólna łapie, gdy tylko politycy zaczynają gadać lub wiadomości ekscytują się komisją śledczą. Wtedy klnąc rozłączam się. Ile można?! Ile? Słów brakuje.

Butelka wina to jest to! Jestem na diecie. Drugi raz w życiu poszedłem na 11sto dniową dietę kilka tygodni temu. Po diecie ważyłem 68kg. Trzy dni później ważyłem z powrotem 70kg. W drugim dniu drugiej próby po całym dniu owoców pękłem i zrobiłem sobie tosta z serem i piłem. Nie uszczęśliwiło mnie to, więc wróciłem do diety. DZiś jest 4ty dzień. Wszyscy mówią, że jestem szalony i że nie potrzebna mi dieta. Kłamcy. Chcę wyglądać jak 11ście lat temu. Może to chore. Może jeszcze bardziej chore jest obsesyjne wyrzekanie się swojego lekko wybrzuszonego brzucha i niecierpienie go. Powinienem go kochać i akceptować. Może 70kg to moja naturalna waga? Zobaczymy. Tym razem jednak nie jestem aż tak rygorystyczny, żeby nie mieć przykrych doświadczeń po 11stu dniach (picie, obżarstwo, acz świadome i upragnione). Więc zjem gryza więcej pomiędzy jak mnie głód ściśnie, kilka orzeszków, nie będę przecież głodował. Przysługuje też legalnie jeden kieliszek wina dziennie jeśli już pić musisz. Tak, kurna, pewnie, że muszę! Nie można na raz rzucać szlugów, alkoholu i wagi.

Jestem człowiekiem. Nic co ludzkie nie jest mi obce.

Takie pisanie posta zabiera ponad godzinę. Kieliszek wina się kończy. Ostatnia butelka starczyła mi na 3 dni. Wczo i przedwczo piłem tylko jeden kieliszek i to sporo po 20stej (alkoholik prawdę Ci powie). Dzisiaj 19:35 już sobie nalałem. Mimo iż trochę się zostało w poprzedniej butelce dzisiaj kupiłem sobie nową Hiszpańskie wińsko wyprodukowane specjalnie dla Lidla rocznik 2003. Nie żebym był koneserem, ale też nie żłopię w 3 minuty. Te poprzednie przyznam trochę mnie mierziło, jakby i z tego zostało to zmieszam je razem i stworzę wino klubowe.

wtorek, 16 lutego 2010

WAL. WALENTYNKI

Świeżo po obejrzeniu produkcji pt. "Walentynki" stwierdzam, że mi się podobało i że cieszę się, iż sam na to do kina nie polazłem.

No bo ej, iść samemu na romantyczną komedię? Nie mam nic przeciwko spędzaniu samotnie walentynek tak jak miało to miejsce w tym roku. Nawet się cieszę. Chcę się wybić z rytych w nas latami tradycji że musimy coś świętować, ponieważ wszyscy inni to świętują i jeśli my nie będziemy tego świętować, to powinniśmy się czuć chujowo a świat będzie na nas patrzył jak na czubów wybijających się z powszechnie przyjętych norm społeczeństwa. Walentynek nawet nie poczułem, tak jakby ich nie było. Nie było mi smutno, nie brakowało mi niczego. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o świętach których zeszłego roku nie obchodziłem. Ale tu nie o świętach jest post.

Myślę, że krytyk filmowy ze swojej natury musi film krytykować. W porządku, jeśli film to szmira. Z chęcią przeczytam recenzję i upewnię się w tym co wywnioskowałem już po reklamie produktu. Lecz azaż tudzież azaliż film jest fajny a krytycy piszą, że owszem fajny, ale nic specjalnego to zgłaszam wyraz sprzeciwu tak jak ma to miejsce w przypadku "Walentynek". Film ten bowiem jest świetną rozrywką z ładnymi aktorami na którą nie szkoda wydać pieniędzy na bilet. Fabuła trzyma się kupy i nie ma tu zbędnego opierdalania się. Co mam na myśli? Że nikt nie słodzi, nie ciska długich nudnych scen z romantycznymi przemowami. Że nawet czasem jest zaskakująco. Najbardziej chyba mnie cieszyło oglądanie Genifer Garner na dużym ekranie, na drugim miejscu Jessica Biel. Alba mi się znudziła i zresztą ponoć jest durna w życiu poza ekranem.

Było miło, śmiesznie a postać chłopczyka została zagrana naturalnie przez chłopczyka a nie sztucznie jak w przypadku syna Rossa z "Przyjaciół". Bo tamto dziecko to był beznadziejny aktorski konował. SPOILER ALERT! - tu przypominam z angielskiego wyrażenie które oznacza, że zaraz zdradzę być może ważny element fabuły którego jeśli nie chcesz znać i mieć niespodziankę oglądając film to lepiej dalej nie czytaj - coś bardzo zabawnego, taki zabawny zbieg okoliczności: W filmie sportowiec przyznaje się publicznie, że jest gejem. Później zdający z tego relację dziennikarz mówi "I'm standing behind you. Metaphorically." Czyli, że go wspiera (jego decyzję, to, że jest gejem), że stoi za nim. Ale w przenośni. Czemuż to dla mnie takie zabawne? Bo ino wczoraj w BEHEOBie napisałem - Nie, z całą pewnością nie mam cię w dupie. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Co jakby na to nie patrzeć polega na dokładnie takiej samej grze słów. Zabawny zbieg okoliczności.

A! i jeszcze jedna rzecz przemawiająca na DUŻY + filmu: pełne zbliżenie trwające ponad 5 sekund na telefon Nokia E71 - mój telefon! Nie ma to jak zobaczyć swój sprzęt na dużym ekranie i powiedzieć sobie lub komuś Popatrz, mam taki sam!

Reasumując: takiego filmu nie można by było zrobić po europejsku, bo byłby to głęboki film wielowarstwowy o uczuciach. Nuda. Takie "Walentynki" może nam zapewnić tylko Hollywood. I Ashton Kutcher.

niedziela, 14 lutego 2010

BEHEOB IV: O jedno jądro za daleko.

UWAGA! OPOWIEŚĆ TA ZAWIERA TREŚCI CZĘSTO WSPOMINAJĄCE, ŻE KTOŚ NIE MA JEDNEJ RĘKI, JEST DOŚĆ ZBOCZONA I MOMENTAMI SCHIZOLSKO-PERWERSYJNA. DLATEGO TEŻ TWOJE DZIECKO NIE POWINNO TEGO CZYTAĆ, SZCZEGÓLNIE ALINKA. (ALBO JEŚLI NIE MASZ JEDNEJ RĘKI LEPIEJ TEŻ TEGO NIE CZYTAJ, BO MOŻESZ SIĘ POCZUĆ URAŻONY).

Heniek obudził się spocony. Zawsze się pocił w nocy. Uświadomił sobie, że już nie śpi, usłyszał szum samochodów zza okna, wyczuł stęchliznę z jego przedsionka piekła na ziemi, było czas wstać. Mimo to nie chciał otworzyć oczu. Głowa bolała go po wczorajszym winie. Nie miał humoru. Wszystko go przygnębiało. Gdyby miał psa musiałby go teraz wyprowadzić. Nie miał psa, myśl ta jednak go nie pocieszała. Było mu zimno. Szczególnie w dłonie i nos. Nosa wystarczyło nie dotykać aby nie czuć jego chłodu, lecz Heń dotknął go raz i już nie mógł przestać.

Smutek rozerwał mu serce kiedy otworzył na próbę lewe oko. RZECZYWISTOŚĆ ujrzał i wcale mu się nie podobała. Czy nie mógłby pozostać już do końca świata w tym miłym łóżku? Czy nie mogłoby ono być jego tratwą na środku spokojnego śpiącego oceanu gdzie nikt by mu głowy nie zawracał? Życie było takie ciężkie. Od kiedy odeszła Ela, jego żona, jeszcze cięższe. Obowiązki - od tych najprostszych do tych przygniatających. Zawsze należało gdzieś być i coś robić. Nawet kiedy miał wolny dzień i tak musiał zwlec się z łóżko-podobnego tworu i ogolić, aby kobieta w monopolowym nie uciekła z krzykiem na jego widok. Ubrać się. Coś zjeść. Otworzyć drzwi na świat i stawić mu czoła. Znowu. Musieć ocierać się o innych ludzi. Musieć wydobywać z siebie słowa. Nie. Nienienienienienie! On nie miał na to siły. On po prostu nie miał na to siły!

Zamknął oko. Odetchnął ciężko.

Teraz jeszcze ta sprawa. Kapitan Obcęga to zły człowiek. Jednocześnie jego przełożony. Jeśli Mariola mówi prawdę, a po takiej ilości wińska jak wczoraj na pewno mówiła, jak udowodnić jego winę? Potrzeba będzie namacalnych dowodów. Nikt nie jest poza prawem, a już na pewno Kapitan Obcęga. Kto wie - może jest za tym ktoś jeszcze wyżej od niego? Bóg jeden wie jak daleko ta sprawa sięga. Mógłby się zwrócić do innego organu prawa... Choć kilka przekupek pewnie uśpiłoby całą sprawę, a Obcęga miał znajomości.

Dwa lata temu Komisja Śledcza (KaeŚ) rozpoczęła dochodzenie oskarżając Obcęgę o byciem UBekiem w 1902 roku. Rząd przestał zajmować się bezrobociem w kraju, kulawym systemem socjalnym, wciąż żrącymi ptysie paniami w okienkach w urzędach jak gdyby PRL wciąż trwał (i pewnie w ich świadomości tak było) i innymi ważnymi dla obywateli sprawami i skupił się na Kapitanie nagłaśniając dochodzenie w mediach. Specjalnie powołana komisja została obdarowana specjalnymi wypłatami i w wywiadach bredziła o nowych dowodach, o tym, że sprawa może się ciągnąć jeszcze 30 lat, ale że to bardzo ważne, żeby dorwać te stare stalinistyczne wywłoki i pod koniec ich życia udupić je raz na zawsze. Zarzucono mu morderstwo Władysława Gomułki. I sekretarz KC PZPR wcale nie umarł na raka w 1982 w Konstancinie. Nie, bowiem dorwał go agent służb specjalnych Obcęga który obiema jeszcze wtedy dłońmi udusił go we śnie poduszką ze świeżą (wczorajszą) plamą moczu (Władek w te ostatnie dni niedomagał). Takie 2w1. Nie dość że odcięcie powietrza to jeszcze jedyny jego haust który mógł złapać to w urynie. KaeŚ pomówiło go również o wyjadanie białej czekolady z kantyny bezpieki. Do końca nikt nie wiedział co było gorsze.

Broniąc się Obcęga oznajmił, że nie dość, że Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego powstało dopiero w 1945 to w dodatku on sam przyszedł na świat w 1913stym. Nie mógł więc fizycznie i historycznie być ubekiem w 1902 roku. To oczywiście KaeŚ wcale nie zraziło i postępowanie dochodzeniowe trwało dalej. To znaczy trwałoby dalej gdyby nie dojścia Obcęgi. Pociągnął kilka sznurków i w niecały miesiąc został uznany za niewinnego. (EPILOG: KaeŚ powiedziało sobie Za Polańskiego się weź! i zrobiło medialny cyrk aka pic na wodę).

Zbierając wszystkie siły Heniek wszedł pod prysznic. Zimna brązowa woda poprawiła mu trochę nastrój, bo jak wszyscy dobrze wiemy nie ma to jak prysznic, nie ważne jaki, ważne żeby był. Ogolił się zardzewiałą żyletką. Założył najmniej wygięty garnitur albowiem poczuł gdzieś wewnątrz siebie iż dzisiaj może być dzień w którym umrze, a nie chciał umrzeć wyglądając jak lump.

- Gdzie jest Ricci? - spytał wchodząc do salonu.
- Co? Aa... nie wiem - odparła zmulona Mariolka - jak zasypiałam jeszcze tu była.
- Cholera. Mogłem był się domyślić, że po Jęku Czarnego Węża wyrobiła się w uwalnianiu od skucia łańcuchami do kaloryfera. Pewnie wykręciła sobie sama nadgarstek czy coś aby się uwolnić. A to, to co jest? - wskazał na leżącą 25 centymetrów od niej czarną stęchłą górę.
- Nie wiem.
- Odchody! Jak mogłaś Mariola? Wiem, że moje miejsce szału nie robi (Piekło Dantego), ale to mimo wszystko jest cios poniżej pasa.
- To nie ja zrobiłam tą kupę! - broniła się.
- Nie? A kto?
- Yyyy... Ricci!
- Christina Ricci walnęła kloca w moim salonie? Nie wierzę.
- Uwierz. Uwierz w kupę.
- Nie wierzyłem nawet w Uwierz w ducha, co dopiero w kupę będę wierzył! Gadaj prawdę bo cię nie odkuję od kaloryfera.
- Dobrze... To ja zrobiłam. Ale łańcuch jest za krótki! Nie sięga do łazienki! - próbowała się wytłumaczyć.
- Nie mogłaś się powstrzymać?
- Czy musimy akurat o tym rozmawiać? Popełniłam błąd. Przyznałam się...
- Zwaliłaś na Ricci zwaliłaś.
- Przyznałam się ostatecznie, czyż nie zmyłam z siebie win?
- Co do win to nie wiem, ale wiem co zaraz będziesz zmywać. Pójdę po kubeł z wodą i szmatę.
- Czekaj! Dlaczego musi być tyle obrzydlistwa w tej historii?
- W jakiej historii?
- No w naszej! Co chwila jakieś paskudne kawały i odniesienia do kup, pierdzenia i te pe. To nikogo nie śmieszy.
- Kawały z kupami i z pierdzeniem to nieprzebrana skarbnica pomysłów, należy tylko umiejętnie i z wyczuciem je przedstawić w opowieściach o których nigdy byśmy nie pomyśleli. Wtedy zyskują one zupełnie nowego świeżego wymiaru. Myśleliśmy, że wiemy wszystko o kupach i bąkach po tym jak beznadziejni mniej lub bardziej hollywoodzcy scenarzyści zbudowali na nich filmy z Eddiem Murphym i te wszystkie poboczne badziewia.
- Ale czy to nie jest obniżanie poziomu?
- A mieliśmy w ogóle jakiś poziom? Obojętnie w jakiej rozmowie kupa jest tym tematem, który zawsze wypływa na wierzch i taka jest prawda i nie mamy się czego wstydzić. Jesteśmy tylko ludźmi. Nikim więcej. Nikim mniej.

Heniek gdzieś zniknął. Chłód metalu utwierdzał Mariolę w przekonaniu, że miejsce w którym jest istnieje na prawdę. Ona również nie czuła się za dobrze. Odkąd jej rodzice zgineli w wypadku samochodowym kiedy była mała nie potrafiła się odnaleźć. Po czasie smutku i żałoby wydawało jej się, iż pogodziła się z tym, że odeszli. Jednak w chwilach takich jak te smutek powracał do niej ze zdwojoną siłą. Tomek zszedł na złą drogę. Jej własny brat stał się krnąbrnym przestępcą o pseudonimie Diablo. Gdyby ich rodzice żyli nie tak potoczyłyby się ich losy. Mariola dostałaby się do Poznania na ASP bo zawsze lubiła się wyrażać w drucie. Robiła rzeźby z drutu o różnej grubości: kurczaka, smoka, konia, pingwina, drzewko banzai. Tak między nami to była w tych cholernie kiepska, ale niektórzy ludzie nie mają za grosz samokrytyki i zaślepia ich własna ignorancja. W obliczu trudnej sytuacji którą tu teraz malujemy nie będziemy jej uświadamiać, bo by pewnie odwróciła się do nas plecami. Po śmierci ojca i matki trafiła z bratem do sierocińca. Jak tam było nie będziemy opowiadać długo, ponieważ ani nie mamy czasu ani nam się nie chce. Napiszemy tylko tyle: było nieciekawie. Było drętwo.

Były tam szczury.

Miejsce to miało plagę szczurów gorszą niż w Dżumie Alberta Camusa. Nocami dało je się słyszeć w ścianach. Wielkie czarne bestie wypełniały budynek czekając tylko aż zaśniesz. Pewnej gorzkiej nocy Mariolka obudziła się w gorączce. Miała wtedy z 8, może 9 lat. Pomieszczenie było zlane ciemnością. Tylko jeden słup księżycowego światła padał niemrawo na kawałek listwy przypodłogowej w której znajdowała się dziura wielkości małej piłki do siatkówki. Dziura czarniejsza od serca szatana. Dziura, której nigdy nikt nie widział za dnia. Wtedy go ujrzała. Pięć metrów od jej pryczy w niebieskiej wątłej poświecie stał gigantyczny szczur. Stał tam i wpatrywał się na nią niczym główki igieł czerwonymi ślepiami. Pazury innych bestii ryły po ścianach, szurały cielskami po starych deskach. Wgryzały się w cokolwiek się dało czekając tylko na odpowiedni moment, aby wgryźć się w ciebie, kiedy będziesz spać i będziesz najbardziej bezbronna. Bestia nie zbliżała się. Stała w bezruchu czekając. Szczur imieniem Jasiu. Takie imię dała mu Mariolka tej strasznej nocy mając nadzieję, że jeśli nazwie go niewinnie to nie będzie już taki straszny. Tak na prawdę szczur nazywał się Brukselka i był wegetarianinem. Mówiono na niego 0064, bo tyle kalorii zjadał: jednego dnia zero, drugiego 64. Dbał o swoją figurę i był dobrym szczurem w Tajnych Służbach Jej Szczurewskiej Mości. Nie miał zamiaru zrobić jej krzywdy. Wręcz przeciwnie, był jednym z tych dobrych gryzoni i siedział tam pilnując aby nic się dzieciom nie stało. Bronił je przed własnym parszywym gatunkiem. Gdy ostatecznie dziewczynka zasnęła on czuwał aż do białego rana. Dlatego kiedy się obudziła nic jej nie było, nawet gorączka przeszła. Jednak strach pozostał. Skąd mogła wiedzieć, że Brukselka był agentem 0064?

Drzwi skrzypnęły jak gdyby wydając z siebie ostatni dech i wszedł Heniek z torbą z której wystawała bułka paryska i 12stopak jajek.

- ŻYWność! - wykrzyknęła wniebowzięta i wniebowstąpiona. - Ale zaraz, myślałam, że nie masz pieniędzy? Że wszystko przechlałeś?
- To było wczoraj. Dzisiaj moja droga jest nowy dzień i od rana na moim koncie znajduje się nowa wypłata.

Śniadanie było smaczne: sok pomarańczowy nie z koncentratu, jajka na twardo, majonez, szczypiorek, jeszcze cieplutkie usypane makiem rogaliki i bułka paryska z prawdziwym wiejskim masełkiem, plasterki boczku z grzybkami usmażone na patelni, świeży serek, szyneczka, ogórki kiszone, kaszaneczka biała i czarna, paróweczek ile dusza zapragnie, pomidoreczki miniaturkowe, sałateczka, kawunia z mleczkiem a do niej croissant z dżemikiem wiśniowym, truskawkowym, z czarnej pożeczki i nutella. Oboje nie musieli sobie nic odmawiać bo nikt z nich nie był na 11sto dniowej diecie na której nie można jeść specjalnie nic dobrego, co dopiero byczego.

Heniek spojrzał z niesmakiem na zegar ścienny który pokazywał w pół do ósmej. Tym razem to Mariola oblizywała palce po parówkach. Odpaliła ostatniego papierosa zapewniając, że obstawi mu pół.
- I co teraz? - spytała. - Chyba nie przykujesz mnie z powrotem do kaloryfera? To nie było miłe doświadczenie. Przez pół nocy nie mogłam usnąć w takiej pozycji. Poza tym Ricci co chwila wbijała we mnie swoje syry wiercąc się bezustannie. Nie będę próbowała uciec. Przez okno nie wyskoczę, bo za wysoko. Poza tym fryzura by mi się popsuła. Zaklucz za sobą drzwi, obiecuję, że nie będę się darła wzywając pomocy. Zresztą co by mi to dało? Ktoś wezwałby policję i wylądowałabym z powrotem w pokoju do przesłuchań. Nie mówiąc już o tym, że ty byłbyś totalnie udupiony gdyby mnie u ciebie znaleźli.
- Odkąd to w ogóle interesujesz się co się stanie ze mną?
- Od czasu boczku. Po bułce jeszcze nie aż tak, ale ten boczek był wyśmienity. Nie mogę być obojętna w stosunku do kogoś, kto dał mi jeść. Poza tym tylko ty znasz prawdę i tylko ty możesz pomóc Diablo.
Heń spojrzał jej głęboko w oczy zastanawiając się w myślach, czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie. Czy mogłyby serca złamać? I te pe.
- Dobra. Ale masz wysprzątać moje mieszkanie na błysk.
- Kojarzysz termin: syzyfowe prace Heniek? Kojarzysz? Jak chcesz, żebym sobie żyły podcięła jak należy, czyli w dół a nie w poprzek, to mów wprost, a nie tu takie aluzje robisz.
- Na błysk Mariolka, na błysk. W razie wu gdzieś tu jest telefon stacjonarny. Na nim jest mój numer na komórkę. Dzwoń gdyby coś się działo. Wpadnę później zobaczyć jak ci idzie sprzątanie. Tak koło dwunastej.

Dzień był szary. Szarzy ludzie z szarymi marzeniami szli do szarych prac. Dziwce zdecydowanie brakowało koloru. Zniesmaczony Heniek założył żółte szkła aby zobaczyć świat w innych barwach. Dużo to nie dało. Był spóźniony i wnerwiony. Ale najedzony. Gdyby nie był najedzony byłby jeszcze bardziej wnerwiony, ale wciąż tak samo spóźniony.

- Nie myślałem, że tak prędko cię zobaczę! - krzyknął przez korytarz Kapitan Obcęga uśmiechając się szeroko i nieszczero przywołując go gestem ręki. Tej jednej, którą wciąż miał. - Dzień dobry Heniek.
- Bry Kapitanie.
- Heniek... - Obcęga zbliżył się do niego aby ich rozmowy nikt inny nie słyszał - Henryku. Jak tam twoje jądro?
- Dobrze. Trochę swędzi, tak poza tym, to dobrze.
- Nie Henryku... jak tam twoje DRUGIE jądro?
- Drugie? A!tak - moje drugie jądro. Stracone...
- Jądro stracone na służbie detektywie Heniek to nic wstydliwego. Jesteśmy niemal jak rodzina, możesz się przede mną otworzyć. Boli cię?
- Bardzo.
- Ale przeż je straciłeś?
- Szwy Kapitanie. Szwy palą jak ogień z czeluści Złotopolskich.
- Nie wyjaśniłeś mi przez telefon jak doszło do tego nieszczęsnego wypadku?
- Nie chcę o tym mówić.
- Wiesz, że i tak będziesz to musiał umieścić w swoim raporcie, prawda?
- Tak, Kapitanie - powiedział, a pomyślał Oczywiście kurwa, że wiem! Co ty myślisz do jasnej-ciasnej, że pracuję tu od wczoraj? Tak jakbyś mi mówił, żebym mył ręce mydłem a nie samą wodą. Nie jestem cepem. Jezu, co za denerwujący typ bez ręki!
- Dobrze.Rozumiem twój ból... i twoją stratę. Oczekuję raportu jutro z samego rana.
- Tak jest!

Heniek przywitał się ze wszystkimi. Niestety żaden z jego pracowników nie przynosił co rano pączków do pracy, więc ulga cukrowa odpadała. Ach, wszystko byłoby inaczej gdyby pracował dla Miami Metro Police. A już na pewno byłoby cieplej. Zasiadł za swoim zawalonym papierami biurkiem. Przyciągnął maszynę do pisania i zaczął się w pusto patrzeć w pustą kartkę. Jak zacząć? Co napisać? Jak straciłem jądro? Brzmi zbyt kolokwialnie. Raport z utraty lewego jądra podczas pościgu... Nie, też do niczego. Może po prostu: Detektyw Henryk - Bez Jądra. Albo: Wszystko co chcielibyście wiedzieć o utracie jądra, ale boicie się zapytać. Przeminęło z jądrem. O jedno jądro za daleko. Zbrodnia i bez jądra... Dupa, ot co! Przecież wcale mu nie zależało na tym raporcie. To nie on powinien się teraz pocić, tylko Obcęga.


Ktoś pierdnął głośno.
- Marcin, kurwa! Trochę szacunku dla innych!
- Przecież otworzyłem okno.
- Jeb się!
- Tylko z tobą, Heniek. Tylko z tobą - rzekł zawadiacko Marcin kładąc sobie dłoń na lekko owłosionej klatce piersiowej ubranej w żółty sweterek z wycięciem w kształcie litery V. Drugą dłonią bawił się długopisem gryząc go zębami i patrząc mocno w Henia. Zdenerwowany podszedł do niego, nachylił się, żeby Marcin go lepiej słyszał i widział i zapytał:
- Przestań sobie ze mnie żartować. Ja mam uczucia.
- Ależ ja nie żartuję panie detektywie. Na prawdę na pana lecę. Na całego.
- Ale co ty we mnie widzisz? Seksapil?
- Jeżeli masz jakikolwiek apil to z pewnością nie jest to seks. Nie, ma pan coś więcej, panie detektywie.
- Co? Co?! Co cię we mnie urzeka?
- MOC. Pod tymi twoimi kraczastymi brwiami kumuluje się potężna moc. Moc, która czeka na kogoś takiego jak ja, który ją oswobodzi, kto zanurzy się w niej i ją wchłonie.
- Jak to się stało, że w ogóle dostałeś tutaj pracę?
- A jak ci się wydaje, kochasiu? Pociągnąłem za kilka właściwych sznurków. Czyż nie wszyscy tak robimy? Ciągniemy, kiedy trzeba i zbieramy owoce. - Zamiotany i zamotany Heniek nim zdążył zobaczyć co się dzieje dostał niewinnego buziaka w policzek i w czółko od Marcina.
- CIOTY - ztegował krótko Kapitan Obcęga widząc buziaka (xo). Widać bardzo mu się spieszyło, bo nic więcej nie powiedział. Minął ich i wszedł do windy patrząc nerwowo na komórkę, którą trzymał w swojej jedynej ręce. Czy mówiliśmy już, że nie ma ręki?
- A gdzie on się wybiera tak wcześnie?
- Na grzyby? - zasugerował Marcin dla przyjaciół Kinio. - Wczoraj w nocy padało, pewnie ich pełno wyszło. Wystawiły swoje wrażliwe główki na świat. Grzybki. Hej! Gdzie idziesz? Mogę pójść z tobą? I tak pójdę. Nie mam nic lepszego do roboty.

- Wczoraj mnie chłopak rzucił - trajkotał nieprzerwanie odkąd opuścili komisariat Kinio. Pomimo sprzeciwów Heńka wpakował się do jego samochodu (niebieski Polonez). - Byliśmy ze sobą całe dwa i pół miesiąca! Złamał mi serce. Chlip! Powiedział, że nie chce mnie więcej widzieć. To takie straszne, wiesz? A za dwa tygodnie mielibyśmy już 3 miesięczną rocznicę. Chciałem go zabrać na aerobic wodny. Byśmy sobie poskakali, a potem kochali się w szatni. A tak gówno! Wiesz? - obrócił zapłakaną twarz w jego stronę. Heniek patrzył twardo (i mocno) przed siebie. - Heniek! Dlaczego mnie ignorujesz? I ty masz mnie w dupie? - Jakoś tak te ostatnie słowa przebiły się przez zamyślony umysł detektywa. Zerknął na smutnego i przygnębionego.
- Nie, z całą pewnością nie mam cię w dupie. I mam nadzieję, że tak pozostanie. Choć mówią, że jak człowiek nie spróbuje, to skąd ma wiedzieć czy coś lubi czy nie? Słuchaj Kinio. Dobre z ciebie dziecko. Nie zawracaj tak sobie głowy tym palantem. Nie wie co stracił. Z pewnością czeka na ciebie gdzieś tam ktoś o wiele lepszy. Ktoś, kto cię w końcu doceni. Twoja druga połowa.
- Och, Heniek. Naprawdę tak myślisz? Dziękuję ci! - zarzucił nań ramiona dekoncentrując go na chwilę.
- No, już-już.
- Może ty byś chciał pójść ze mną na aerobik wodny? - spytał wycierając nos.
- Eeee, wiesz... nie dzięki. Nie jestem zbytnio typem faceta który chodzi na aerobiki. To nie dla mnie.
- Ale sam przed chwilą mówiłeś, że jak czegoś nie spróbujesz, to skąd możesz wiedzieć czy to lubisz, czy nie?
- Szczerze? Już próbowałem. Byłem raz na takim aerobiku. Wlazłem do basenu. Woda była nawet przyjemna. Dookoła było stado dzikich kobiet. Z 12ście w kółku. Gruboskórne, większe lub mniejsze. Każda umalowana jak lafirynda. To mnie tak trochę odepchnęło. Nie obchodzi mnie, jaki kształt ma twoje ciało jeśli łączy nas tylko wodny aerobik, ale po kiego wała się malujesz, przecież i tak ci to woda zmyje. Czy te kobiety nie mają za grosz mózgu? - Myślałem sobie. Najgorsza była Helga: Helga zawsze malowała sobie usta czerwoną szminką, którą byś dojrzał nawet jakbyś był na wakacjach na Honolulu. Gdyby jeszcze się malowały dla przystojnego instruktora, ale to też baba była. Chyba z nich najładniejsza.
- I dlatego nie tego nie polubiłeś?
- Co ty, to wszytko pikuś! Nigdy nie wróciłem po pierwszej lekcji, bo jak ta instruktorka się zaczęło na nas drzeć, to myślałem, że padnę jak ustrzelony przez kłusownika bez zęba na przedzie jastrząb pod jak widać nie aż tak skuteczną ochroną.
- Trochę pokrzyczeć musi, żeby się ludzie ruszali. To normalne.
- Nie, ona nie była normalna.
- A jak krzyczała?
- RUSZAĆ SIĘ, KURWA! NIE OCIĄGAĆ SIĘ, KURWA! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY! KURWA! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY - KURWA SZYBCIEJ! HENIEK, MACHAJ TYMI RĘKAMI! MACHAJ! TY TO NAZYWASZ MACHANIEM KURWA!? BO ZARAZ CI KAŻĘ ROBIĆ POMPKI! CO? ŻE NIEWYKONALNE W WODZIE? A CHCESZ SIĘ PRZEKONAĆ? NO, TO MACHAJ. A TU TY KURWA DOROTKO Z CZEGO SIĘ BRECHASZ, CO? TO CIĘ KURWA BAWI? RAZ - DWA - TRZY - CZTERY - KURWA! DOROTKA, PRZESTAŃ SIĘ BRECHAĆ MÓWIĘ! KURWA HELGA, DO KURWY MACI, WYJEB TĄ JEBANĄ SZMINKĘ W CHUJ I MACHAJ KURWA - RAZ - DWA - TRZY I CZTERY, KURWA! CO ZA BANDA POJEBÓW. WYŻEJ, WYŻEJ! AGA, MASZ MACHAĆ OBIEMA RĘKAMI, A NIE TYLKO JEDNĄ!
- Ale tak nią machała, że mi się wyłamała.
- TO KURWA DOBRZE! RAZ - DWA - TRZY - CZTERY!
- Jak to ma być dobrze? Ręka mi się wybiła ze stawu!!!
- TO KURWA ZNACZY, ŻE DOBRZE MACHAŁAŚ. BRAWO KURWA! WIDZICIE WSZYSTKIE I TY HENIEK? TAK MACIE ĆWICZYĆ KURWA. ANGAŻOWAĆ SIĘ NA CAŁEGO. TY SIĘ POWINNAŚ CIESZYĆ AGA I ĆWIERGOTAĆ ZE SZCZĘŚCIA JAK RUDZIK, KTÓRY ZŻARŁ KWASA I ODPŁYNĄŁ ŁÓDECZKĄ DO TUNELU DLA ZAKOCHANYCH.
- Rudziki nie potrafią pływać łódkami!
- ALE KURWA RUDZIKI NA LSD POTRAFIĄ!
- Jakby rudzik zżarł kwasa to miałby ciekawsze rzeczy do roboty niż płynąć łódką do tunelu dla zakochanych.
- JAK NA PRZYKŁAD CO?
- No, jak ja bym była rudzikiem i zamiast karmy dla ptaków ktoś by mi zapodał kwasa, to bym się położyła na ziemi i patrzyła w zegar jak wskazówki chodzą przez 12ście godzin i to by było moje najlepsze przeżycie w życiu, o wiele bardziej wciągające niż Avatar.
- CO TY PIERDOLISZ KURWA. TUNEL DLA ZAKOCHANYCH. NA BANK.
- Tak gadasz, bo sama byś tam chciała z kimś popłynąć, ale wątpię, żeby bez kwasa ktoś z tobą wsiadł do łódki.
- No - kończył opowieść Heniek - i potem się rzuciły na siebie walcząc, reszta się dołączyła. Ciągnęły się za włosy, wyrywały sobie zęby i wyzywały się.
- Topiły?
- Też.
- Cóż. Nie zawsze tak jest na wodnym aerobiku. Masz po prostu złe doświadczenie.
- No.
- Gdzie my właściwie jedziemy?
- Nie wiem. Śledzimy Kapitana Obcęgę, bo to jest zły człowiek. - Tu Heniek się otworzył przed Kiniem. Powiedział mu całą prawdę i tylko prawdę o Obcędze. Musiał komuś powiedzieć.
- Och! - zareagował Kino - Musimy tego drania ukarać!
- Pracuję nad tym Kinio, pracuję nad tym.

Nim się spostrzegli opuścili Dziwkę rozjechaną TIRami drogą. Wjechali na wydrążoną kołami leśną trasę. Obcęga skręcił w prawo. Trzymali się w bezpiecznej odległości, lecz gdy skręcili w prawo odkryli ślepą uliczkę na końcu której stała chatka, a przed chatką przy drewnianym stoliczku z czajniczkiem herbaty siedziała babka.

Kinio i Heniek spojrzeli na siebie porozumiewawczo i podjechali pod chatkę za którą był już tylko nieprzenikniony las. Widząc zbliżający się wóz milicyjny babcia uśmiechnęła się na przywitanie gości zaciskając dłoń na shotgunie, który trzymała przyklejony pod stołem.

TINTIN Stefcia.

W 2011 doczekamy się pierwszego z trzech filmu animowanego na podstawie przygód Tintina. Tajemnica Jednorożca jest na etapie postprodukcji (a postprodukcja to jak ling.pl mówi okres montażu i udźwiękowienia) a wyreżyserował ją Steven Spielberg. Pewnie kolejne dwa filmy będą oddzielone od siebie przynajmniej dwuletnim okresem.


Spielberg nigdy nie słyszał o Tintinie aż do 1981, kiedy to krytyk filmowy porównał Indianę z "The Raiders of Lost Ark" do Tintina. Reżyser spotkał się z Hergé, rzucił poważnie okiem na albumy i kiedy (niestety) 3 lata później autor komiksów umarł, Steven zagaił do jego żony i zakupił prawa do wszystkich albumów. Z początku chciał nakręcić film fabularny i spytał Petera Jacksona czy jego studio Weta Digital zrobi efekty specjalne, a szczególnie pieska Snowy w CGI. Piotrek na szczęście okazał się fanem komiksu i wyperswadował Stefanowi film fabularny. Zamiast tego robią motion capture - tak jak przy Władcy Pierścieni oraz przy King Kongu (tym nowym, rzecz jasna) aktorzy biegają po studiu w kombinezonach wyposażonych w mnóstwo małych czujników ruchu, które nagrywają ich ruch dzięki czemu animacja będzie wyglądać bardzo naturalnie. Stefan poprosił Kamińskiego - naszego rodaka - aby poszedł do Weta i patrzył im na plecy jakby sobie za bardzo pojechali ze światłem, bo chce mieć w tym filmie ino światło naturalne i atmosferyczne, jak w prawdziwych filmach a nie w innych badziewiach. Kiedy w 1984 roku po raz pierwszy przymierzano się do nakręcenia filmu Stefcio do roli pijaka i szaleńca, bogatego milionera który zna bilion przekleństw, do roli psubrata a jednocześnie najbliższego przyjaciela i towarzysza przygód Tintina Kapitana Haddocka chciał Jacka Nicolsona. ACH! To byłby idealny Kapitan Haddock! Kupę kokainy i łysy łeb później zamiast Jacka mamy Andy Serkisa, tak, tego Goluma.

Stefcio w marcu 2009 po 32 dniach miał już swoją robotę odwaloną. Dzięki iChat firmy Apple Piotruś nadzorował kręcenie filmu na odległość poprzez wideo konferencje. Teraz to wszystko zanimować i w roku 2011 spotka nas - fanów Tintina (i nie tylko) - wielka uczta. Bo o Stefciu można mówić wiele, ale prawda pozostaje prawdą, że filmy kręcić potrafi (ekhe-em, pomijając ostatniego Indianę. Ale to nie jego wina tylko tego cepa Lucasa, który "napisał scenariusz").

Część tego co powiedziałem głosem samego Stefcia tutaj (proszę zwrócić uwagę, że po jego lewej siedzi so niepozornie Kate Blanchett):



Źródło: imdb - http://www.imdb.com/title/tt0983193/trivia

czwartek, 11 lutego 2010

CZARNE kłamstwo, BIAŁE kłamstwo.

CZARNE kłamstwa (NIE polecamy):
- Nie, nie przespałam się z nim. Wcale. Skąd. Dlaczego mam takiego banana na twarzy? Bo rajstopy dostałam za pół ceny. Co ty tam wiesz.
- Kocham cię! Nie, wcale tak nie mówię, żeby cię tylko zaliczyć. Ja cię na prawdę kocham. Za co? Za ciało!

BIAŁE kłamstwa (KONIECZNE do przetrwania):
- Tak, bardzo ładnie dzisiaj wyglądasz. Niemal zabójczo. Oh, a jak ładnie pachniesz! Do twarzy ci w tej żółtej sukienne. Wyglądasz szczupło. Jak nastolatka. Co ja gadam, jak niemowlę. Naprawdę. Nie, nie masz nóg jak kłody. Na odwrót.
- Ee, ja chcę zwrócić ten zewnętrzny napęd DVD do laptopa. Za wolno wypala. Tak. Dobrze, że macie 30 dni gwarantowany zwrot pieniędzy. O, nawet pani nie zajrzy do pudełka? (Nie, nie kupiłem go tylko dlatego, że w moim laptopie DVD/CD nie działa, a musiałem jakoś na nowo zainstalować system z płyty. Wcale nie dlatego).
- Ten cartridge chciałbym zwrócić i pieniądze dostać z powrotem. BO CIEKNIE. Gdzie mam podpisać? (Nie żebym kupił niewłaściwy cartridge i z niecierpliwości go otworzyłem i wepchałem do drukarki i piszczała. Nie. On cieknie, tak).

wtorek, 9 lutego 2010

On jest jej ojcem?

Nie raz, nie dwa, ale trzy a może i więcej razy czytamy książkę lub oglądamy film (lub cokolwiek innego artystycznego mniej lub bardziej, chociażby obraz), który jest beznadziejny. Zastanawiamy się jak ktoś mógł w ogóle na stworzenie czegoś takiego dać pieniądze? Przecież bez żadnego talentu my byśmy to lepiej zrobili! ALE biznes is biznes. Brak jakichkolwiek walorów estetycznych/logicznych nie znaczy wcale, że pseudo dzieło na siebie nie zarobi. Bo wydawcy i producenci z gruszki ni z pietruszki się nie urwali. Wiedzą jak działa rynek i kierują swoje wypociny w konkretne jego segmenty.

Uwielbiam dobre seriale. Kocham wręcz. Co czyni serial dobrym? To, że nie jest nudny. To, że jest realistyczny i wciągający. No i dialogi. Kiedy bohaterowie gadają jak roboty rzucając co chwila clichéowe teksty, to jak się nie zrzygać to choć wyłączyć TV. Tajemnica serialu polega na tym samym co tajemnica telenoweli - wcześniej czy później zakochujesz się w postaciach i chcesz je co tydzień oglądać. Kochasz je tak bardzo, że przestaje cię obchodzić, że fabuła zeszła na psy. Liczy się to, że w tą przykładową środę znowu zobaczysz tą piękną twarz i ciało tej zajebistej aktorki/aktora. Oczywiście możesz też oglądać dla fabuły jeśli nie masz dużych wymagań (albo w ogóle wymagań) to z zapartym tchem będziesz śledził najnowszą część serialu LOST. Jak coś się kupy nie trzyma, to ja nie mogę na to patrzeć. Wolę spędzić te 45 minut w ubolewaniu nad mym losem w mrocznej jaskini niż się męczyć przed ekranem. CO jest najgorszym problem seriali to fakt, że NIC SIĘ NIE DZIEJE. Nic. Jest to do jakiegoś stopnia zrozumiałe w telenowelach, które są na tym zbudowane, ale w serialu? Na żadne pytania nie uzyskujesz odpowiedzi więc w połowie sezonu orientujesz się (a trzeba się orientować), że na tych pytaniach scenarzyści zbudowali całe 24 odcinki i że odpowiedź poznasz dopiero w dwóch ostatnich lub w ostatnim. Serial Heroes zaczął się bardzo ciekawie. Potem spieprzyli. Próbowałem do niego wrócić oglądając na bierząco 4tą serię i będąc świadomym, że to są flaki z olejem. Jednak miska z flakami dwa tygodnie temu się przelała i przestałem. Bohaterowie zachowują się idiotycznie i niezgodnie z tym, co zostało wymalowane wcześniej. Słychać szum wiatru, w domu się światła świecą, ale wiesz, że nic się nie dzieje. CHUJNIA, jednym słowem.

Co ratuje seriale to formuła 12stu odcinków, a nie 24. Nawet jeżeli robi się trochę nudno, to jest to nic w porównaniu z 24 odcinkami. No, jest jeden serial, który trzyma klasę pomimo 24-odcinkowej formy. WIĘC po kolei:
1) RESCUE ME - strażak Sam, w tej roli niepokorny Denis Leary, tworzy serial w którym jednym odcinku dzieje się więcej niż w aktualnej całej serii Heroes, i to z opalenizną. Na jajach.
Franco: [to Laura] The point is this we all use every ethnic and personal slogan in the book against each other. You name it we say it.
Tommy: It's true. Cock-breath.
Franco: Shithead.
Sean: Asswipe.
Mike: Numb nuts.
Tommy: Ball brains.
Franco: Shit for brains.
Sean: Dipshit.
Mike: Pussy.
Tommy: Prick.
Franco: Dick.
Sean: Scumbag.
Tommy: Dick face.
Franco: Ape ass.
Mike: Ape face.
Tommy: Pencil dick, tight ass, needle dick.
Franco: Yeah. And that's not even getting into any of the gay stuff.


Lou: Now, the only problem is that she wants to see me out with my imaginary girlfriend. I'm done for.
Tommy: Nah, not necessarily. Situations like this, this is why God invented whores.

Mrs Turbody: Listen, I'm gonna need you to go again once I'm done with this cigarette.
Tommy: Really?
Mrs Turbody: Oh, yeah. If you're gonna fill in for your nephew you better raise your game. Damian can go 3, 4 times in an hour. Can you keep up the pace or not?
Tommy: Well, I--I might need a sandwich...Mrs Turbody.
2) TRUE BLOOD (2 serie, po 12 odcinków każda. Nowa jakoś za kilka miesięcy. Warto żyć): Charlaine Harris to sympatyczna puszysta kobita, której nikt nie chciał wydać przez kilka lat powieści Dead Until Dark. W końcu jednak ktoś wydał i jak to w życiu bywa zdarzył się cud - Alan Ball, który musiał czekać z 10 lat aż jego scenariusz American Beauty został nakręcony - wziął się za powieści i zrobił swoją własną wersję w postaci serialu TRUE BLOOD zostając wierny przesłaniu z książek. Cały koncept mi się nie podoba - wampiry żyją wśród nas pijąc syntetyczną krew. Brzmi idiotycznie plus fakt, że praktycznie są jak ludzie bez żadnych motywów z Ann Rice. JEDNAK! Postacie są fantastycznie zagrane i zarysowane, wierzysz im, wchodzisz w ich świat. Serial bezustannie trzyma w napięciu a seria druga jest lepsza od pierwszej. I oprócz wampirów mamy też inne kreatury. Po obejrzeniu odcinka musisz od razu obejrzeć kolejny, więc lepiej nie oglądać w nocy, bo przed 3cią rano nie pójdziesz spać. Co tu dużo pisać. Niech napisy początkowe przemówią same za siebie:



3) DEXTER. Prawda jest jaka jest. Szedłem raz wieczorową porą w Złotowie, mym rodzinnym mieście (25min samochodem od piły, 2.5h samochodem od Poznania) i wpadłem na fajny pomysł. Żeby stworzyć historię lub serial o seryjnej morderczyni. Ale o takiej, po której stronie będzie stał widz, bo będzie bardzo sympatyczna i będzie zabijać bo lubi. Ale nie tak szatańsko okrutnie, tylko tak ludzko. No i wkrótce po tym dowiedziałem się, że Amerykanie już na coś takiego wpadli przerabiając powieść z 2004 pt. Darkly Dreaming Dexter autorstwa Jeff Lindsay na serial.

Serial ma 4 sezony a na jesień tego roku ma ruszyć 5ta. I jest to obecnie mój ulubiony serial. FENOMENALNY. Fabuła czasem się człapie, ale główny bohater jest strasznie uzależniający. Gra bo Michael C. Hall. Wykryto u niego raka, dlatego podczas tegorocznych Złotych Globów (z 3 tygodnie temu, albo dłużej) pojawił się w czarnej czapce. Na szczęście ponoć wychodzi z tego cało.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Dziennik Wojenny na Diecie

Po prawie roku odkąd zacząłem swoją 3cią pracę na konkurs Zuda została ona ukończona i wysłana dwa dni temu. Denek + Kluska: DIETA to 8stronnicowy początek horroru o odchudzaniu się którego pierwszą stronę mieliście okazję przeczytać na www.sebastianjaster.com.
Zauważyłem wczoraj, że przez przypadek źle ponumerowałem strony: wymieszałem 2 z 3 i odwrotnie (3 z 2). Napisałem im list o swoim błędzie, ale nie wiem czy to trafi we właściwe ręce. Tak czy siak to tylko drobny błąd.

Wysłanie pracy zabawnie łączy się to z faktem, że po okołu roku przerwy jestem po raz drugi w życiu na diecie w jej ostatnim z 11stu dni. Brzuch wydaje się być mniejszy, choć to wciąż nie Brat Pitt sprzed 10ciu lat. Samopoczucie mierne, siły mizerne. Może właśnie dlatego nie mogę skończyć 4tej częsci BEHEOBa.

Po lekko ponad dwóch miesiącach pracy nad 120 sekundowym filmem animowanym na konkurs ekonomiczny FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju) wysłałem ostatniego dnia 2009 swoje zgłoszenie. Jest to po dzień dzisiejszy najlepsza rzecz filmowa jaką zrobiłem którą niedługo będzie mieli okazję obejrzeć. Uroczysta gala wręczenia nagród ma być w marcu w Warszawie a zwycięzcy zostaną stosunkowo wcześniej poinformowani o rezultatach. Stosunkowo póki co nikt mnie jeszcze o niczym nie poinformował. Można było wybrać jeden z 4 tematów - ja wybrałem temat o wyborach - i na jego podstawie zrobić albo krótki komiks albo film. Łącznie zostało zgłoszonych ździebko ponad 200 prac (zarówno komiksowych i filmowych). Możemy śmiało przypuszczać, że filmowych było mniej od komiksowych więc konkurencja nie jest taka wielka.

Oprócz wyników dwóch konkursów czekam również na odpowiedź ze szkoły. Wysłałem podanie na 3letnie studia filmowe (Bechelor of Arts in Film and Television). Perspektywy są. Co ma być to będzie.

Z dwa lata temu (?) pisałem o tym jak szedłem do pracy a na ulicy leciało AIR All I need i że wydawało mi się, że to cud czy coś, że jakaś wyższa siła była przy mnie i dla mnie. Teraz patrzę na to inaczej. Wtedy byłem w zgodzie z sobą, w odprężonym kontakcie ze swoim bytem, w należytym stanie świadomości. Tak więc to co czułem nie pochodziło od żadnej wyższej siły, tylko ja sam wkręciłem sobie taki nastrój. Rzeczy w życiu zdarzają się i złe i dobre. Nie ma co narzekać, że np. cały rok 2010 będzie do dupy, bo do dupy się zaczął, bo coś nam nie wyszło. To normalna kolej rzeczy. Ale jeśli jesteśmy spokojni i niewzruszeni na przeciwieństwa losu (wiem, wiem, łatwo się mówi i wcale nie mówię, że taki stan jest łatwy. Trzeba nad nim ciężko pracować. Trzeba chcieć) to będziemy iść dalej do przodu z uśmiechem.

czwartek, 4 lutego 2010

środa, 3 lutego 2010

OSKAR jest bliżej niż myślisz.

I nie, nie Oskar dziecko sąsiadów, tylko taki złoty hollywoodzki Oscar. Pamiętacie jak pisałem o Cartoon Saloon? Nie, to wam przypomnę. Cartoon Saloon to małe niezależne studio filmów animowanych do którego odkąd przybyłem do Irlandii próbowałem się dostać, bo dobrze płacą i myślałem, że będę robił to co lubię. Wpierw nie mieli ofert pracy, potem spróbowałem 2gi raz wysyłając podanie, ale okazało się, że kolorowanie tła we flashu (które było testem na to, czy jestem czegoś wart a posada była właśnie dla background artist) zbyt długo mi zajęło i już kogoś znaleźli.

Obracanie się w ich towarzystwie i znanie właścicieli i pracowników też w niczym nie pomogło. Kilka lat temu mnie to bolało, teraz mi to nie przeszkadza, a nawet cieszy. Dlaczego? Jest wiele czynników. Główny jest taki, że NIENAWIDZĘ flasha. Cholerny kurewski program, którego w ogóle nie czuję.


No i tak wczoraj Cartoon Saloon dowiedział się, że ich ostatni film animowany "The Secret of Kells" został nominowany do tegorocznych Oscarów. Jest to fantastyczny film bo wspaniały wizualnie na który nie poszedłem do kina, bo mam humory i trochę zazdroszczę a trochę nie lubię przeważnie ludzi z tego studia. Tworzyło go na raz 5 krajów, ale reżyser i całe serce było tutaj, w mieście w którym mieszkam.

Animated Feature Film

  • Coraline” Henry Selick
  • Fantastic Mr. Fox” Wes Anderson
  • The Princess and the Frog” John Musker and Ron Clements
  • The Secret of Kells” Tomm Moore
  • Up” Pete Docter
Biorąc pod uwagę towarzystwo sama nominacja jest fantastycznym osiągnięciem. Poza tym reszta to amerykańskie produkcje. No i że wybrali The Secret of Kells z ponad 50u różnych animacji - wow! Myślę, że nie wygrają, bo to Ameryka jest, ale mam nadzieję, że jestem w błędzie i wygrają. Zostałem więc wyciągnięty wczoraj do pubu w którym świętowali. Posocjalizowałem się, uścisnąłem ich ręce (a dużo ich mieli), pogratulowałem. Tomm Moore i reszta wniebowzięci - któż by nie był? Po czym wróciłem do domu i napisałem delikatny pijacki list.


Wpierw George Garcia grający Hugo "Hurley" Reyes w "Lost" stoi obok mnie na zamku dwa lata temu, teraz nominowani do Oscara stoją bliżej niż 2cm koło mnie (lub też ja koło nich, względne) - to może oznaczać tylko jedno: mój Oscar i kariera w Hollywood jest bliżej niż myślę.


PS. Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć ten film polecam! Z tego co wiem nie został w PL wydany więc póki co możecie go tylko (lub aż) ściągnąć nielegalnie torrentem po angielsku z netu. Grafika jest po prostu piękna i czarująca.

@templatesyard