BEHEOB III: Bliżej, głębiej. - OGG

niedziela, 24 stycznia 2010

BEHEOB III: Bliżej, głębiej.

Heńka prześcieradło było brudne. W zasadzie, to cała jego pościel była brudna. Nie dziwota skoro nie zmieniał jej od roku. Kiedy żona odeszła nie musiał zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Pod łóżkiem leżała zagubiona skórka od banana. Bardziej zagubiona niż bohaterowie Lost. Na ścianie kwitło coś, co wyglądało jak twór z przyszłości, choć nie było. Heniek pomalował tym ścianę w noc w którą jego żona odeszła. Na żółto i na niebiesko. Były to wymioty.

Zlew miał pełny naczyń. O toalecie nawet nie wspomnimy. Jeszcze.

Heniek mieszkał w bloku na najwyższym piętrze. Mieszkanie miał małe udekorowane pustymi butelkami po wódce i piwach i po whisky. Whisky pochodziło z Bożego Narodzenia. Wódka z mniejszych świą†, a piwo pił na co dzień popijając tequilą. Butelki po tequili też się gdzieś tu powalały. W ciemności dało się słyszeć dźwięk kluczyka w zamku. Drzwi skrzypnęły i włochata ręka włączyła światło w przedpokoju. Ręka ta należała do Heńka i była przytwierdzona do jego ciała. Jeszcze.
- Rozgość się - zachęcił Mariolę zdejmując swój but. Potem zdjął drugi, ale to wynika samo z siebie. Tylko, że jak mówił rozgość się to zdejmował tylko jeden. Nie ma po co pisać, że zdejmował wtedy buty. Heniek nie zdejmował obu butów na raz, a my chcemy być konkretni. - Chcesz się czegoś napić? Mam mleko. Kota też gdzieś miałem, ale już od dłuższego czasu go nie widziałem.
- Może napił się mleka, zaćmiło go i wyskoczył przez okno?
- Chcesz powiedzieć, że Janosik był samobójcą?
- Chcę powiedzieć, że może masz mleko przeterminowane?
- Sprawdzę.
- Nie! Nie zostawiaj mnie samej. Boję się.
- Przecież nie zabrałem cię na komisariat.
- Już nie boję się komisariatu. Nie kiedy przestąpiłam próg twojego mieszkania. Co za nora pokutnika! Ludzie całe życie gdybają czy piekło istnieje, a jeśli tak to jak wygląda. Ja już wiem. Piekło istnieje i właśnie na nie patrzę. Czy to znaczy, że umarłam?
- Co ty opowiadasz? W moim domu nic ci nie grozi. Pójdę tylko do kuchni a ty tu sobie usiądź. Zaraz wrócę.
- Gdzie?
- Tu, na kanapie.
- Tu jest kanapa? To? A jak usiądę i mnie wchłonie?
- Nie histeryzuj. Może upłynęło trochę czasu od generalnych porządków, ale odkurzam regularnie.
Przerażona od stóp do głów Mariola usiadła delikatnie na brzegu czegoś co przypominało twój największy koszmar. Była tak wstrząśnięta, iż wydawało jej się, że słyszy ujadanie, ale nie miała pojęcia skąd ono dochodzi. O, skamlęcie i ujadanie znikło. Dziwy nad dziwami. Mieszkanie zdawało się atakować wszystkie jej zmysły. Heniek skierował się w stronę kuchni.
- O mój boże! Co to jest?! - krzyknęła. Oczywiście nie kuchnia, tylko Mariola. Skoro wiemy, że są tylko dwie osoby w mieszkaniu łatwo się połapać kto co mówi. Heniek zawrócił na pięcie i próbował znaleźć wzrokiem to, co wystraszyło płochą duszyczkę.
- Gdzie?
- Tu! Tu, na... nieopisywalnym ludzkimi słowami tworze znanym niegdyś jako kanapa.
- A! - machnął zbywająco dłonią Heniek. - To moja poduszka.
- Czy wszystkie twoje poduszki mają ogony?
Heniek wytężył wzrok. Podszedł bliżej i uniósł poduszkę za kark.
- Janosik?
Tak, to był Janosik. Trzy tygodnie temu napił się przeterminowanego mleka po czym zaczęło mu się wydawać, że wciąż jest spragniony (skutek uboczny nieświeżego mleka). W panice, że jeśli zaraz się nie napije to zdechnie, dorwał pół butelki absyntu, którą Heniek nieroztropnie zostawił niedopitą. Wypił wszystko. Całe 80%. Za sprawą boskiej interwencji udało mu się doczłapać na "kanapę". Wydawało mu się, że jest w Kocim Niebie i stąpa po chmurach ulepionych z brył kociego żarcia wytwarzanego z mnóstwa obrzydliwych składników, które są tylko chemicznie doprawiane aby miały smak czegokolwiek i które w Lidlu są bardzo tanie, a markowe produkty jak np. Pedigree mają dokładnie takie same składniki, a ty naiwnie przepłacasz bo jesteś niewolnikiem dobrej kampanii reklamowej. I pomimo, że ugasił pragnienie, a może właśnie dlatego, iż zbyt mocno je ugasił: zdechł.
- Przepraszam cię na chwilę - powiedział Heniek - muszę go pochować. To nie potrwa długo. Dwie minutki.
Detektyw wyszedł na klatkę schodową, która miała zsyp do wyrzucania śmieci.


- A sąsiad co robi z tym kotem? - zapytała wścibsko sąsiadka Lukrecja z naprzeciwka, która w tym samym momencie wyszła z mieszkania. Lukrecja lekko się garbiła i miała wystającą szczękę a w ustach odwieczną pojarę. I miała seks raz w '83cim, ale jej się nie spodobało. (Wiem, wiem, tego tekstu już używałem. Pochodzi on z filmu 12:01 w którym główny bohater przeżywa w kółko ten sam dzień. Najwidoczniej mam tak z tym tekstem jak Bartek Ka z rzucaniem na pytanie Skąd? w szkole średniej w klasie zawsze tej samej odpowiedzi: Z kątowni! Teraz łączę się z nim w minucie cichego porozumienia i zrozumienia. Poza tym Lukrecja na prawdę bzykała się raz w '83).
- A sąsiadka co robi z tym psem?! - kontratakował Heń. Lukrecja spojrzała na Puszka, którego skręcony kark ocierał się o jej wycieraczkę.
- Widać to samo co sąsiad! - Przeszła obok niego i wrzuciła Puszka do zsypu. Wróciła z głową opuszczoną w dół. Nim zamknęła drzwi odwróciła się powoli i spojrzała na niego spod oka. Wyciągnęła ostatni buch ze swojej pojary zagryzając kurczowo sztuczne zęby. Drżącym palcem wskazującym wskazała na niego, na swoje oczy i zakreśliła kółko w powietrzu. Zatrzasnęła za sobą drzwi z hukiem. Heniek wyrzucił Janosika i wrócił.
- Spóźniłeś się - zauważyła Mariola.
- Wybacz, ale zdaje się że chcąc nie chcąc wszedłem do kręgu zaufania Szczeny. Chcesz coś zjeść?
- O tak! O niczym innym nie marzę! Zdycham z głodu. A co masz?
- No... - zaczął spoglądając w otchłań lodówki.
- Kurczaka?
- Ni ma.
- Chleb?
- Ni ma.
- A serek jest?
- Ni ma.
- A polędwica?
- Nie ma.
- A co jest, te zet en oprócz mleka o którym już wiem?
- Gówno jest! - biorąc pod uwagę całą dziwną sytuację i te lokum, którego nawet Twin Peaks by się wystraszyło, to wyrażenie mogło nie być wyrażeniem, lecz stwierdzeniem faktu. - A oprócz gówna? Wiesz co, nie ważne. Zapomnij, że pytałam. Zamów coś na wynos.
- Nie mam pieniędzy. Przechlałem całą swoją ostatnią wypłatę. Szkoda, że u nas w kraju nie płacą co tydzień, tyko raz na miesiąc.
- Boże!!! No to chociaż daj szlugasa daj. Zabije głód na jakiś czas.

Tymczasem po drugiej stronie lustra Alicja dłubała w nosie czekając na marcową premierę.

- Jak ty tak możesz? - spytała rozmiedrzewiona Mariolka. (rozmiedrzwewiona to mój własny wyraz, kombinacja rozmierzwionej z niezadrzewioną. Znaczy tyle, że oburzona, wstrząśnięta i zdruzgotana z poczuciem złości i kory).
- Tak mogę.. co?
- Żreć chamską tą parówkę przed oczami mymi kiedy próbowałeś mi wmówić, że lodówa pusta.
- To moja ostatnia parówka.
- I co z tego?
- No wiesz, przede wszystkim musimy nauczyć się kochać siebie samych żebyśmy mogli pokochać innych.
- Co? Co ma parówka do kochania?
- Chodzi mi o to, że nasze dobro wpierw, potem dobro innych.
- Ale ty jesteś gruby. Masz w tym swoim tłuszczu całą spiżarnię parówek.
- Cicho siedź i daj mi w spokoju zjeść, a nie tu mnie zagadujesz - Heń z namaszczeniem odkroił nożem stołowym kawałem parówki i zjadł. Nadział na widelec ostatni kawałek.
- Zostaw mi chociaż ten ostatni kęs!!!
Otworzył szeroko japę i uniósł parówkę. Zawisł tak na chwilę z nią w powietrzu i odwrócił powoli oko, ale tylko oko bo siedział bokiem i spojrzał na wygłodniałą Mariolkę. Potem skierował oko z powrotem i skupił spojrzenie na ostatnim kęsku (tak jak Peter z Family Guy'a się zawsze patrzy tymi swoimi oczkami).
- Błagam! Tym razem zrobię wszystko dla tego ostatniego kęsa! W brzuchu mi burczy. Słyszysz? Słyszysz?! Jeżeli chcesz mogę być twoją Sarą a ty będziesz moim Lindą.
- A tam w tym filmie był seks, bo nie pamiętam?
- Tak. Tak! Tak!! Decyduj się wreszcie!
- Stosunek z atrakcyjną 18sto-latką w zamian za ostatni gryz parówki? Hmm - powiedział bardziej do siebie niż do niej. - Nie powiem, żeby nie przeszło mi to przez głowę, ale myślałem, że coś na tym zyskam, a nie że stracę.
- Parówkę kurwa stracisz. Wielkie mi rzeczy. Ty tak na poważnie czy tylko sobie ze mną igrasz? Kiedy jeszcze będziesz miał taką okazję? Spójrz na siebie: stary, gruby, brzydki...
- No! - przerwał jej - Pohamuj się, bo urazisz moje ego. Jesteś już blisko. Zawsze mogę iść na dziwki, tylko, że w Dziwce nie ma żadnego burdelu. Musiałbym pojechać do Kościoła. Taka wieś 10 kilometrów stąd. Tam mają burdel. W Kościele. A jakie piękne dziwki. Uuum-um! - zachwycił się - Osobiście tam nie byłem, ale widziałem zdjęcia w albumie rodzinnym.
- Tylko że tam musiałbyś zapłacić ze dwie stówki, albo nawet i trzy...
- Z torbą na twarzy i od tyłu do 3ech minut Paulina ma promocje - tylko jedna stówka.

- Paulina była piękną profesjonalistką - rozpoczął swój wywód detektyw Heniek - długie do kolan rude włosy, nieziemska uroda, nogi takie że jak stąd na księżyc! Ale niedawno zdarzył się tragiczny wypadek. Była parna noc w Nowym Orleanie. Paulina poleciała na wakacje z Romkiem, jej wibratorem. Kiedy go używała, to się zatracała krzycząc Witaj Romku w moim domku! Tego wieczoru się upijała - miała już w siebie wlane dwie butelki czerwonego lokalnego wina Rumcajs rocznik 2008, a Romek był w jej domku już dwa razy choć noc wciąż była młoda. Ale to wszystko nie tak miało wyglądać! Romek nie był jej pierwszym wyborem, tylko Bruno, którego poznała przez internet. Amant żył w Nowym Orleanie dlatego na wakacje postanowiła tam pojechać, odpocząć od pracy i mieć z nim przelotny romans. Niestety jak to w życiu bywa chuj w bombkę strzelił i wszystko się popsuło. Bruno okazał się od 5 lat nie wrzucać swoich aktualnych zdjęć, a ma to szczególne znaczenie bowiem przez ten okres przytył 20 kilogramów i stracił rękę. A było to tak: Bruno dwa razy w tygodniu miał jazdę konną. Raz spadł z konia i już się nie podniósł. Po ciężkiej rehabilitacji wrócił do siebie, jednak miał tiki nerwowe. Dlatego kiedy był znowu na stadninie i dawał rumakowi kawałek marchewki to jego otwarta płaska dłoń [*bo w taki sposób należy karmić konie, dzięki ci EMI - przypisek autora] z powodu tiku zwarła się i koń ją ugryzł i już nie puścił. Były komplikacje i ostatecznie należało mu całą rękę amputować.

(Wierzchowca należało uśpić, choć to nie on zawinił, no, może powinien był puścić tą rękę wcześniej, a nie się z nią tarmosić 3 minuty. A szkoda, bo akurat miał zostać ojcem. Tak, ten koń. Wszystkie rumaki na czele z jego żoną na znak protestu postanowiły uczcić jego pamięć minutą ciszy podczas której pomodliły się do swego Końskiego Boga Koniodalfa. Bóg Koniodalf wcześniej nazywał się Koniodolf, ale po tym całym złu, które wyrządził Hitler i fakcie, że nie zawładnął światem ani nawet Europą, nie chciano aby imię Końskiego Boga w jakikolwiek sposób kojarzyło się z Adolfem. Minuty ciszy przerwało głośne pierdnięcie kobyły Zofii. Bo z natury zawsze od razu wypuszczała swoje gazy. Pozostałe spojrzały na nią zbulwersowane. Taki brak końskości, zero szacunku dla przyjaciół, martwych i dla Koniodalfa. Jędza).

Z powodu traumatycznych doświadczeń Bruno wpadł w depresję i zaczął dużo jeść nigdy więcej nie robiąc już pompek. Z jedną ręką? Kiedy lekko przeszła mu depresja zaczął szukać jakiejś ostrej laski żeby wyładować swą chuć. W podstawowych informacjach o sobie na facebook'u zaznaczył, że szuka randki i związku. Żałował, że nie było tam opcji jednorazowe pieprzenie. Widząc go Paulina wpadła w szał, wykrzyczała się pytając gdzie jego mięśnie, gdzie jego ręka i o której zamykają mięsny, bo chyba jeszcze zdąży skoro do randki nie dojdzie. A o mięchu cały dzień marzyła. Wtedy też zrozumiała, dlaczego tak długo musiała czekać na czacie (chat) aż odpisze. Jeno jedna ręka to nie to samo co dwie. Bruno próbował ją przepraszać, ale to zdało się na nic. Śledził ją do jej taniego hostelu. Po drodze zahaczyła o rzeźnika na pięć minut przed zamknięciem. Stanął na dole i gdy upewnił się w którym pokoju się zatrzymuje poszedł kupić kwiaty. Widząc go w drzwiach prawie zepchnęła go ze schodów więc chyba w końcu do niego dotarło (poręcz była po lewej kiedy popchnięty stracił równowagę, jego jedyna dłoń była po prawej). Bukiet który przyniósł rzuciła wkurzona na podłogę. Wkurzona i spocona, bo było parno jak już pisaliśmy. Sfrustrowana skierowała się od razu do sypialni aby się rozładować. Kiedy zrobiła to dwa razy dopadł ją znienacka olbrzymi głód. Taki głód, który zdarza się tylko raz w życiu. Albo wcale. Taki głód, który czują dzieci w Afryce. Paulina wiedziała, że musi coś zjeść. Zostawiła Romka jeszcze delikatnie drżącego na pościeli w słoneczniki i poszła do kuchni. Włączyła elektryczną kuchenkę i przypomniało jej się, że miała coś wyprasować, więc włączyła również żelazko. Parna noc dawała jej się we znaki więc zrzuciła z siebie cienki jedwabny szlafrok w tulipany. Szlafrok miał wzorki makowca, tak tego ciasta.

Paulina taka jaką ją bóg stworzył zaczęła smażyć stek podrygując swą kształtną pupcią w rytm puszczonej z płyty piosenki zespołu Goldrapp Ooh La La. Zapomniane żelazko robiło się niebezpiecznie nagrzane. Płomień krwistej świecy stojącej tuż przy zasłonie groźnie piął się w górę. Paulina odpłynęła wraz z muzyką hen daleko zapominając przez moment o świecie. Bożym końskim świecie. Nie zauważyła nawet, że w swym upojeniu alkoholowym włączyła również drugi palnik, na którym stała drewniana deska do krojenia. Przewróciła stek na drugą stronę kiedy zorientowała się, że coś się zmieniło. Czegoś... brakowało. Muzyki!

Odwróciła się. Przy wieży w salonie w mrocznym złowrogim zielonym cieniu z ulicznego neonu stał Bruno. W swej dłoni dzierżył pilota od stereo.
- Zawsze lubiłem bardziej ich inny kawałek: Number One - rzekł i nacisnął play. W mieszkaniu rozbrzmiała znowu Alison Goldfrapp. - Ten teledysk z głowami psów? Bezcenny. - umilkł na chwilę. - Dlaczego mnie nie chcesz Paula? Mam tyle miłości, którą chcę cię obdarować.
- Chcę żebyś się stąd wyniósł, myślałam, że dałam ci to wcześniej do zrozumienia! - Wycedziła poddenerwowane słowa. Amant odłożył pedantycznie pilota na stolik do kawy i wyciągnął coś zza pleców. Nie, nie bata. Klucz szwedzki. Paulinę przeszył zimny dreszcz. Uświadomiła sobie, że jej amant może mieć porządnie uszkodzoną psychikę, jeśli nie gorzej. Zmieniła od razu ton, jednak jedyne co udało jej się wydukać to:
- Po co ci ta żabka?
Bruno uśmiechnął się szaleńczo:
- Do skręcania rur.
- Jesteś... hydraulikiem?
Wyczuła zapach przypalającego się drewna. - Muszę wyłączyć palnik.
- Zostaw. Nic nie musisz. I nie przejmuj się tym, że ci się stek przypali. Lubię dobrze przypieczonego. Lubię, kiedy zaczyna cuchnąć i nie pozostaje po nim nic oprócz węgla.
- No to... daj mi choć wyłączyć żelazko. Proszę.
- Nie! - powiedział stanowczo. Niech będzie włączone. Niech się rozgrzeje do czerwoności.
- Ale... ale... ty wiesz jaki rachunek za prąd przyjdzie? Trzeba dbać o środowisko i o naszą planetę.
Deska zajęła się ogniem, stęch przypalonego mięsa był coraz bardziej intensywny. Zasłona zajęła się od świeczki. Alarm przeciwpożarowy się nie włączył, bo bateria nie była wymieniana od 3 lat. Bruno ruszył na Paulinę, która chwyciła patelnię i uderzyła go. Rozpalony olej prysnął mu z całym impetem w twarz. Nim patelnia z przypalonym stekiem upadła z trzaskiem na ziemię Bruno zdążył wgryźć się w kawałek steku.
- Uum! Pycha.
Dookoła nich rosły płomienie. 60 sekund do 120 sekund. Tylko tyle masz czasu aby uciec z zamkniętego pomieszczenia cało. Może ci się wydawać, że nie masz żadnych obrażeń, lecz dwutlenek węgla to śmiertelny wróg który może zniszczyć twoje płuca w kilkanaście sekund pozostawiając cię do końca życia z niewydolnością płuc i skracając drastycznie długość twojego życia. On w to wbijał.
- A teraz, na danie główne... - wrzasnął obłędnie zamachując się w powietrzu żabką. Paulina wywinęła się, klucz zabił głucho w blat. Wyciągnęła rękę chwytając żelazko i kiedy Bruno odwrócił się przypaliła mu nim twarz. Wbiła je w sam środek dogniatając najbardziej jak potrafiła, jakby walczyła z najgorszym pognieceniem, z najgorszą fałdą na ubraniu. Klucz szwajcarski upadł na ziemię, chwilę potem dołączył do niego Bruno. Paulina rzuciła się ku drzwiom. Nim do nich dobiegła pożerający ogień, który wypalał coraz większą część stropu poluzował kawałek belki, ta cała w płomieniach runęła wprost na buzię Pauliny spoglądającej w górę do boga i proszącej go o ratunek. I tak oto karmy stało się za dość. Spalona twarz za spaloną twarz. Bruno umarł, Paulina przeżyła.


- Harvey Dent miał przynajmniej pół starej twarzy, Paulina nie miała nawet tego. Musiała odrodzić się na nowo, powstać jak stała niegdyś. Dokładniej: położyć się, jak niegdyś leżała z racji wykonywanego zawodu. I tak oto narodziła się prostytutka z papierową brązową torbą na głowie, z dwiema dziurami na oczy. Tak narodziła się Paulina - dziwka z niekończącą się promocją nie uzależnioną od poświątecznych wysprzedaży - zakończył swój wywód Henio.
- To co będzie z tym ostatnim kawałkiem parówki? Pewnie już wystygła przez to całe twoje mielenie ozorem.
Otworzył szeroko japę i uniósł parówkę. Zawisł tak na chwilę z nią w powietrzu i spojrzał na wygłodniałą Mariolkę. Potem skupił spojrzenie na ostatnim kęsku. Powoli, niemal w zwolnionym tempie zaczął ją sobie wkładać do gardła patrząc na Mariolę jakby czekał na jej reakcję. Przełknął głośno. Uśmiechnął się.
- Jesteś żałosnym grubasem. Warto było? Przecież mówiłeś, że już wcześniej myślałeś żeby się ze mną przespać, a tu takie numery odstawiasz!
- Słuchaj, młoda. Piękna z ciebie dziewczyna. Ale skąd ja mogę wiedzieć, że mówiłaś prawdę że masz 18ście lat? Bo jeśli skłamałaś i jesteś niepełnoletnia, to popełniłbym przestępstwo. I miałabyś mnie w garści. Nie musiałabyś mi nic mówić, musiałbym cię puścić wolno. A mam przeczucie, że kłamałaś. Tak, przyznaję ci rację, rozważałem pójście z tobą do łóżka, ale za nasze myśli na szczęście jeszcze nikt nas nie może ukarać i możemy sobie wyobrażać co nam się żywnie podoba.
- Filozof.
Zrezygnowana Mariola odpaliła kolejnego papierosa. Oparła łokcie na kolanach i spuściła głowę. Pociągnęła tak kilka buchów. Kiedy ją podniosła przed jej oczami promieniowały dwie butelki wina. Pełne.
- Znalazłem. To co, napijemy się i opowiesz mi wszystko.
- Ale już nie będziesz prosił żebym śpiewała?

Butelkę wina na łeb później Mariola się otworzyła.
- Ci, którzy napadli na bank i zabili tych wszystkich biednych ludzi...
- Współczujesz im?
- Co?
- Powiedziałaś że biedni, czyli im współczujesz?
- Też. Chodziło mi bardziej o to, że pewnie nie dostawali na rękę więcej niż 900 złotych miesięcznie. Jak mi będziesz przerywał to lepiej znajdź trzecią butelkę wina.
- Nie już nie będę. Poza tym i tak już trochę bełkoczesz.
- Znałam jedną z tych osób. Tomek, mój brat. Było jeszcze dwóch... zdaje się że jeden miał na imię Dobromił a drugi Bogdan...
- Ale chyba nie Brutalny?
- Tak! Brutalny Bogdan, dla przyjaciół i jednej ciotki Bebe. Skąd wiedziałeś?
- A, to taki okoliczny rzezimieszek. Bebe raz rzucił cegłą w nocny klub, za to, że nazywał się Non-stop a był zamknięty już przed 23cią. Znaleźliśmy go bez problemu, bo sąsiad zauważył, że brakuje jednej cegłówki w jego domu. Zbrodnia doskonała nie istnieje. O Dobromile nie słyszałem, musi być pomysłowy. A Tomek jak się nazywa?
- Tak samo jak ja.
- Czyli?
- Pajda. Tomek Pajda. Nie był nigdy wcześniej notowany, więc raczej o nim nie słyszałeś. Pochodzimy ze Zdrowego Rozsądku.
- A! To wszystko wyjaśnia. Nie zapuszczam się do tego miasta, bo mam tam historię.
- Jaką?
- Straszną.
- Opowiedz!
- Eee, innym razem. Jestem zbyt trzeźwy. Poza tym teraz słuchamy twojej historii.
- Musisz wiedzieć, że mój brat to dobry człowiek. W życiu muchy nie zabił. No, zabił kilka much, ale zwierzęcia w życiu nie zabił. No... skoro jesteśmy szczerzy, to raz włożył kota do rynny i podpalił, żeby zobaczyć co się stanie. Kota wystrzeliło w niebiosa. Łopatą trzeba go było zbierać.
- Twój brat to nie jest dobry człowiek. Ma jakiś przydomek? Może po przydomku go skojarzę.
- Kumple mówią na niego Diablo.
- A tak, teraz kojarzę tego nicponia. Nie wiedziałem, że ma siostrę.
- Dopiero co wróciłam z zagranicy. W Irlandii byłam i ciułałam grosz do grosza w niewolniczym WcDonaldzie. W każdy razie Diablo potrzebował pieniędzy. Bebe i Dobromił od razu się zgodzili. Czekałam w samochodzie, miałam się rozglądać i od razu dać im znać gdyby coś było nie tak. Nagle usłyszałam strzały, wybiegli, a Tomek.. Diablo... on...
- No... śmiało! - zachęcił obejmując ją ramieniem. Zebrały się w niej łzy.
- Diablo mnie nie poznał i wyrzucił z samochodu. Zaraz potem nadjechaliście wy i znaleźliście mnie. Jak boga kocham, ja nie wiedziałam, że oni kogokolwiek zabiją! To miała być czysta robota.
- Dlaczego twój brat cię nie poznał?
- To był pierwszy raz jak wciągał amfetaminę. Amfa miała im pomóc żeby nie czuli strachu. Żeby być bardziej efektywni. No i jak widać mu odwaliło.
- Ty też wciągałaś?
- Nie, ja mam słabe naczynia krwionośne. Alkoholi i papierosy to moje jedyne uzależnienia.
- Czyli twój brat nagrał tą całą robotę? Przecież to mogłaś nam spokojnie na posterunku powiedzieć.
- To nie wszystko. Widzisz Heniek...
- Mów mi Heniu, śmiało!
- Heniu, ktoś skontaktował się z moim bratem... przez telefon. Ktoś zaproponował mu, żeby napadł na ten bank, dostarczył mu przez dealera amfetaminy. Diablo sam by na coś takiego nie wpadł. Nie on. Po napadzie mieli oddać tej osobie łupy, a ona miała ich za to hojnie wynagrodzić.
- Kto? Kim jest ten cień, który rzuca się na nasze miasto?
- Jak już mówiłam kontaktował się przez telefon. Nigdy go nie widziałam.... Dopóki dopóty nie wylądowałam na komisariacie i nie usłyszałam jak ktoś cię zawołał w trakcie przesłuchania. Od razu poznałam ten głos.
- Ale... Ale jedyną osobą, która mnie zawołała był... Kapitan Obcęga! Chcesz powiedzieć, że to Kapitan Obcęga za tym wszystkim stoi?!
- Tak.
- Jesteś pewna? Może się przesłyszałaś?
- 100% pewna. Ten głos poznam wszędzie.
- Ale dlaczego? To nie ma sensu, po co Kapitan Obcęga miałby napadać nie osobiście na bank? Po co miałby ryzykować zatrudniając do tego okolicznych konowałów?
- Może mu pensja nie wystarcza? Może ma jakiś mroczny sekret? Może w banku było coś, co nigdy nie miało ujrzeć światła dziennego i wcale nie chodzi o pieniądze? Może wziął pożyczkę na zakup zamku podobnego do zamku Nicolasa Cage'a, ale w przeciwieństwie do niego on nie może grać w 100stu filmach rocznie, żeby wszystko na bieżąco opłacać?
- Nie, Kapitan Obcęga prędzej by sobie kupił łódź podwodną.
- Żółtą?
- Bo ja wiem? Mam mętlik w głowie. Muszę się z tym przespać. Jutro zdecyduję co dalej zrobić.
Wybacz, ale muszę cię przykuć łańcuchem do kaloryfera, żebyś nie uciekła. Choćbyś nie wiem jak błagała i tak cię przykuję. Jakby ci było niewygodnie powiedz Christinie Ricci, żeby się przesunęła.


CZY W NOCY ZAPITY HENIEK ZMIENI ZDANIE I SPRÓBUJE SIĘ PRZESPAĆ Z MARIOLĄ? A MOŻE NAD RANEM, NA KACU? CZY KAPITAN OBCĘGA SKRYWA JESZCZE WIĘCEJ SEKRETÓW? CZY DA SIĘ ŻYĆ BEZ SERA CZY BEZ SERA Z WINEM? NA TE I INNE PYTANIA POZNACIE ODPOWIEDŹ JUŻ ZA TYDZIEŃ!

Brak komentarzy:

niedziela, 24 stycznia 2010

BEHEOB III: Bliżej, głębiej.

Heńka prześcieradło było brudne. W zasadzie, to cała jego pościel była brudna. Nie dziwota skoro nie zmieniał jej od roku. Kiedy żona odeszła nie musiał zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Pod łóżkiem leżała zagubiona skórka od banana. Bardziej zagubiona niż bohaterowie Lost. Na ścianie kwitło coś, co wyglądało jak twór z przyszłości, choć nie było. Heniek pomalował tym ścianę w noc w którą jego żona odeszła. Na żółto i na niebiesko. Były to wymioty.

Zlew miał pełny naczyń. O toalecie nawet nie wspomnimy. Jeszcze.

Heniek mieszkał w bloku na najwyższym piętrze. Mieszkanie miał małe udekorowane pustymi butelkami po wódce i piwach i po whisky. Whisky pochodziło z Bożego Narodzenia. Wódka z mniejszych świą†, a piwo pił na co dzień popijając tequilą. Butelki po tequili też się gdzieś tu powalały. W ciemności dało się słyszeć dźwięk kluczyka w zamku. Drzwi skrzypnęły i włochata ręka włączyła światło w przedpokoju. Ręka ta należała do Heńka i była przytwierdzona do jego ciała. Jeszcze.
- Rozgość się - zachęcił Mariolę zdejmując swój but. Potem zdjął drugi, ale to wynika samo z siebie. Tylko, że jak mówił rozgość się to zdejmował tylko jeden. Nie ma po co pisać, że zdejmował wtedy buty. Heniek nie zdejmował obu butów na raz, a my chcemy być konkretni. - Chcesz się czegoś napić? Mam mleko. Kota też gdzieś miałem, ale już od dłuższego czasu go nie widziałem.
- Może napił się mleka, zaćmiło go i wyskoczył przez okno?
- Chcesz powiedzieć, że Janosik był samobójcą?
- Chcę powiedzieć, że może masz mleko przeterminowane?
- Sprawdzę.
- Nie! Nie zostawiaj mnie samej. Boję się.
- Przecież nie zabrałem cię na komisariat.
- Już nie boję się komisariatu. Nie kiedy przestąpiłam próg twojego mieszkania. Co za nora pokutnika! Ludzie całe życie gdybają czy piekło istnieje, a jeśli tak to jak wygląda. Ja już wiem. Piekło istnieje i właśnie na nie patrzę. Czy to znaczy, że umarłam?
- Co ty opowiadasz? W moim domu nic ci nie grozi. Pójdę tylko do kuchni a ty tu sobie usiądź. Zaraz wrócę.
- Gdzie?
- Tu, na kanapie.
- Tu jest kanapa? To? A jak usiądę i mnie wchłonie?
- Nie histeryzuj. Może upłynęło trochę czasu od generalnych porządków, ale odkurzam regularnie.
Przerażona od stóp do głów Mariola usiadła delikatnie na brzegu czegoś co przypominało twój największy koszmar. Była tak wstrząśnięta, iż wydawało jej się, że słyszy ujadanie, ale nie miała pojęcia skąd ono dochodzi. O, skamlęcie i ujadanie znikło. Dziwy nad dziwami. Mieszkanie zdawało się atakować wszystkie jej zmysły. Heniek skierował się w stronę kuchni.
- O mój boże! Co to jest?! - krzyknęła. Oczywiście nie kuchnia, tylko Mariola. Skoro wiemy, że są tylko dwie osoby w mieszkaniu łatwo się połapać kto co mówi. Heniek zawrócił na pięcie i próbował znaleźć wzrokiem to, co wystraszyło płochą duszyczkę.
- Gdzie?
- Tu! Tu, na... nieopisywalnym ludzkimi słowami tworze znanym niegdyś jako kanapa.
- A! - machnął zbywająco dłonią Heniek. - To moja poduszka.
- Czy wszystkie twoje poduszki mają ogony?
Heniek wytężył wzrok. Podszedł bliżej i uniósł poduszkę za kark.
- Janosik?
Tak, to był Janosik. Trzy tygodnie temu napił się przeterminowanego mleka po czym zaczęło mu się wydawać, że wciąż jest spragniony (skutek uboczny nieświeżego mleka). W panice, że jeśli zaraz się nie napije to zdechnie, dorwał pół butelki absyntu, którą Heniek nieroztropnie zostawił niedopitą. Wypił wszystko. Całe 80%. Za sprawą boskiej interwencji udało mu się doczłapać na "kanapę". Wydawało mu się, że jest w Kocim Niebie i stąpa po chmurach ulepionych z brył kociego żarcia wytwarzanego z mnóstwa obrzydliwych składników, które są tylko chemicznie doprawiane aby miały smak czegokolwiek i które w Lidlu są bardzo tanie, a markowe produkty jak np. Pedigree mają dokładnie takie same składniki, a ty naiwnie przepłacasz bo jesteś niewolnikiem dobrej kampanii reklamowej. I pomimo, że ugasił pragnienie, a może właśnie dlatego, iż zbyt mocno je ugasił: zdechł.
- Przepraszam cię na chwilę - powiedział Heniek - muszę go pochować. To nie potrwa długo. Dwie minutki.
Detektyw wyszedł na klatkę schodową, która miała zsyp do wyrzucania śmieci.


- A sąsiad co robi z tym kotem? - zapytała wścibsko sąsiadka Lukrecja z naprzeciwka, która w tym samym momencie wyszła z mieszkania. Lukrecja lekko się garbiła i miała wystającą szczękę a w ustach odwieczną pojarę. I miała seks raz w '83cim, ale jej się nie spodobało. (Wiem, wiem, tego tekstu już używałem. Pochodzi on z filmu 12:01 w którym główny bohater przeżywa w kółko ten sam dzień. Najwidoczniej mam tak z tym tekstem jak Bartek Ka z rzucaniem na pytanie Skąd? w szkole średniej w klasie zawsze tej samej odpowiedzi: Z kątowni! Teraz łączę się z nim w minucie cichego porozumienia i zrozumienia. Poza tym Lukrecja na prawdę bzykała się raz w '83).
- A sąsiadka co robi z tym psem?! - kontratakował Heń. Lukrecja spojrzała na Puszka, którego skręcony kark ocierał się o jej wycieraczkę.
- Widać to samo co sąsiad! - Przeszła obok niego i wrzuciła Puszka do zsypu. Wróciła z głową opuszczoną w dół. Nim zamknęła drzwi odwróciła się powoli i spojrzała na niego spod oka. Wyciągnęła ostatni buch ze swojej pojary zagryzając kurczowo sztuczne zęby. Drżącym palcem wskazującym wskazała na niego, na swoje oczy i zakreśliła kółko w powietrzu. Zatrzasnęła za sobą drzwi z hukiem. Heniek wyrzucił Janosika i wrócił.
- Spóźniłeś się - zauważyła Mariola.
- Wybacz, ale zdaje się że chcąc nie chcąc wszedłem do kręgu zaufania Szczeny. Chcesz coś zjeść?
- O tak! O niczym innym nie marzę! Zdycham z głodu. A co masz?
- No... - zaczął spoglądając w otchłań lodówki.
- Kurczaka?
- Ni ma.
- Chleb?
- Ni ma.
- A serek jest?
- Ni ma.
- A polędwica?
- Nie ma.
- A co jest, te zet en oprócz mleka o którym już wiem?
- Gówno jest! - biorąc pod uwagę całą dziwną sytuację i te lokum, którego nawet Twin Peaks by się wystraszyło, to wyrażenie mogło nie być wyrażeniem, lecz stwierdzeniem faktu. - A oprócz gówna? Wiesz co, nie ważne. Zapomnij, że pytałam. Zamów coś na wynos.
- Nie mam pieniędzy. Przechlałem całą swoją ostatnią wypłatę. Szkoda, że u nas w kraju nie płacą co tydzień, tyko raz na miesiąc.
- Boże!!! No to chociaż daj szlugasa daj. Zabije głód na jakiś czas.

Tymczasem po drugiej stronie lustra Alicja dłubała w nosie czekając na marcową premierę.

- Jak ty tak możesz? - spytała rozmiedrzewiona Mariolka. (rozmiedrzwewiona to mój własny wyraz, kombinacja rozmierzwionej z niezadrzewioną. Znaczy tyle, że oburzona, wstrząśnięta i zdruzgotana z poczuciem złości i kory).
- Tak mogę.. co?
- Żreć chamską tą parówkę przed oczami mymi kiedy próbowałeś mi wmówić, że lodówa pusta.
- To moja ostatnia parówka.
- I co z tego?
- No wiesz, przede wszystkim musimy nauczyć się kochać siebie samych żebyśmy mogli pokochać innych.
- Co? Co ma parówka do kochania?
- Chodzi mi o to, że nasze dobro wpierw, potem dobro innych.
- Ale ty jesteś gruby. Masz w tym swoim tłuszczu całą spiżarnię parówek.
- Cicho siedź i daj mi w spokoju zjeść, a nie tu mnie zagadujesz - Heń z namaszczeniem odkroił nożem stołowym kawałem parówki i zjadł. Nadział na widelec ostatni kawałek.
- Zostaw mi chociaż ten ostatni kęs!!!
Otworzył szeroko japę i uniósł parówkę. Zawisł tak na chwilę z nią w powietrzu i odwrócił powoli oko, ale tylko oko bo siedział bokiem i spojrzał na wygłodniałą Mariolkę. Potem skierował oko z powrotem i skupił spojrzenie na ostatnim kęsku (tak jak Peter z Family Guy'a się zawsze patrzy tymi swoimi oczkami).
- Błagam! Tym razem zrobię wszystko dla tego ostatniego kęsa! W brzuchu mi burczy. Słyszysz? Słyszysz?! Jeżeli chcesz mogę być twoją Sarą a ty będziesz moim Lindą.
- A tam w tym filmie był seks, bo nie pamiętam?
- Tak. Tak! Tak!! Decyduj się wreszcie!
- Stosunek z atrakcyjną 18sto-latką w zamian za ostatni gryz parówki? Hmm - powiedział bardziej do siebie niż do niej. - Nie powiem, żeby nie przeszło mi to przez głowę, ale myślałem, że coś na tym zyskam, a nie że stracę.
- Parówkę kurwa stracisz. Wielkie mi rzeczy. Ty tak na poważnie czy tylko sobie ze mną igrasz? Kiedy jeszcze będziesz miał taką okazję? Spójrz na siebie: stary, gruby, brzydki...
- No! - przerwał jej - Pohamuj się, bo urazisz moje ego. Jesteś już blisko. Zawsze mogę iść na dziwki, tylko, że w Dziwce nie ma żadnego burdelu. Musiałbym pojechać do Kościoła. Taka wieś 10 kilometrów stąd. Tam mają burdel. W Kościele. A jakie piękne dziwki. Uuum-um! - zachwycił się - Osobiście tam nie byłem, ale widziałem zdjęcia w albumie rodzinnym.
- Tylko że tam musiałbyś zapłacić ze dwie stówki, albo nawet i trzy...
- Z torbą na twarzy i od tyłu do 3ech minut Paulina ma promocje - tylko jedna stówka.

- Paulina była piękną profesjonalistką - rozpoczął swój wywód detektyw Heniek - długie do kolan rude włosy, nieziemska uroda, nogi takie że jak stąd na księżyc! Ale niedawno zdarzył się tragiczny wypadek. Była parna noc w Nowym Orleanie. Paulina poleciała na wakacje z Romkiem, jej wibratorem. Kiedy go używała, to się zatracała krzycząc Witaj Romku w moim domku! Tego wieczoru się upijała - miała już w siebie wlane dwie butelki czerwonego lokalnego wina Rumcajs rocznik 2008, a Romek był w jej domku już dwa razy choć noc wciąż była młoda. Ale to wszystko nie tak miało wyglądać! Romek nie był jej pierwszym wyborem, tylko Bruno, którego poznała przez internet. Amant żył w Nowym Orleanie dlatego na wakacje postanowiła tam pojechać, odpocząć od pracy i mieć z nim przelotny romans. Niestety jak to w życiu bywa chuj w bombkę strzelił i wszystko się popsuło. Bruno okazał się od 5 lat nie wrzucać swoich aktualnych zdjęć, a ma to szczególne znaczenie bowiem przez ten okres przytył 20 kilogramów i stracił rękę. A było to tak: Bruno dwa razy w tygodniu miał jazdę konną. Raz spadł z konia i już się nie podniósł. Po ciężkiej rehabilitacji wrócił do siebie, jednak miał tiki nerwowe. Dlatego kiedy był znowu na stadninie i dawał rumakowi kawałek marchewki to jego otwarta płaska dłoń [*bo w taki sposób należy karmić konie, dzięki ci EMI - przypisek autora] z powodu tiku zwarła się i koń ją ugryzł i już nie puścił. Były komplikacje i ostatecznie należało mu całą rękę amputować.

(Wierzchowca należało uśpić, choć to nie on zawinił, no, może powinien był puścić tą rękę wcześniej, a nie się z nią tarmosić 3 minuty. A szkoda, bo akurat miał zostać ojcem. Tak, ten koń. Wszystkie rumaki na czele z jego żoną na znak protestu postanowiły uczcić jego pamięć minutą ciszy podczas której pomodliły się do swego Końskiego Boga Koniodalfa. Bóg Koniodalf wcześniej nazywał się Koniodolf, ale po tym całym złu, które wyrządził Hitler i fakcie, że nie zawładnął światem ani nawet Europą, nie chciano aby imię Końskiego Boga w jakikolwiek sposób kojarzyło się z Adolfem. Minuty ciszy przerwało głośne pierdnięcie kobyły Zofii. Bo z natury zawsze od razu wypuszczała swoje gazy. Pozostałe spojrzały na nią zbulwersowane. Taki brak końskości, zero szacunku dla przyjaciół, martwych i dla Koniodalfa. Jędza).

Z powodu traumatycznych doświadczeń Bruno wpadł w depresję i zaczął dużo jeść nigdy więcej nie robiąc już pompek. Z jedną ręką? Kiedy lekko przeszła mu depresja zaczął szukać jakiejś ostrej laski żeby wyładować swą chuć. W podstawowych informacjach o sobie na facebook'u zaznaczył, że szuka randki i związku. Żałował, że nie było tam opcji jednorazowe pieprzenie. Widząc go Paulina wpadła w szał, wykrzyczała się pytając gdzie jego mięśnie, gdzie jego ręka i o której zamykają mięsny, bo chyba jeszcze zdąży skoro do randki nie dojdzie. A o mięchu cały dzień marzyła. Wtedy też zrozumiała, dlaczego tak długo musiała czekać na czacie (chat) aż odpisze. Jeno jedna ręka to nie to samo co dwie. Bruno próbował ją przepraszać, ale to zdało się na nic. Śledził ją do jej taniego hostelu. Po drodze zahaczyła o rzeźnika na pięć minut przed zamknięciem. Stanął na dole i gdy upewnił się w którym pokoju się zatrzymuje poszedł kupić kwiaty. Widząc go w drzwiach prawie zepchnęła go ze schodów więc chyba w końcu do niego dotarło (poręcz była po lewej kiedy popchnięty stracił równowagę, jego jedyna dłoń była po prawej). Bukiet który przyniósł rzuciła wkurzona na podłogę. Wkurzona i spocona, bo było parno jak już pisaliśmy. Sfrustrowana skierowała się od razu do sypialni aby się rozładować. Kiedy zrobiła to dwa razy dopadł ją znienacka olbrzymi głód. Taki głód, który zdarza się tylko raz w życiu. Albo wcale. Taki głód, który czują dzieci w Afryce. Paulina wiedziała, że musi coś zjeść. Zostawiła Romka jeszcze delikatnie drżącego na pościeli w słoneczniki i poszła do kuchni. Włączyła elektryczną kuchenkę i przypomniało jej się, że miała coś wyprasować, więc włączyła również żelazko. Parna noc dawała jej się we znaki więc zrzuciła z siebie cienki jedwabny szlafrok w tulipany. Szlafrok miał wzorki makowca, tak tego ciasta.

Paulina taka jaką ją bóg stworzył zaczęła smażyć stek podrygując swą kształtną pupcią w rytm puszczonej z płyty piosenki zespołu Goldrapp Ooh La La. Zapomniane żelazko robiło się niebezpiecznie nagrzane. Płomień krwistej świecy stojącej tuż przy zasłonie groźnie piął się w górę. Paulina odpłynęła wraz z muzyką hen daleko zapominając przez moment o świecie. Bożym końskim świecie. Nie zauważyła nawet, że w swym upojeniu alkoholowym włączyła również drugi palnik, na którym stała drewniana deska do krojenia. Przewróciła stek na drugą stronę kiedy zorientowała się, że coś się zmieniło. Czegoś... brakowało. Muzyki!

Odwróciła się. Przy wieży w salonie w mrocznym złowrogim zielonym cieniu z ulicznego neonu stał Bruno. W swej dłoni dzierżył pilota od stereo.
- Zawsze lubiłem bardziej ich inny kawałek: Number One - rzekł i nacisnął play. W mieszkaniu rozbrzmiała znowu Alison Goldfrapp. - Ten teledysk z głowami psów? Bezcenny. - umilkł na chwilę. - Dlaczego mnie nie chcesz Paula? Mam tyle miłości, którą chcę cię obdarować.
- Chcę żebyś się stąd wyniósł, myślałam, że dałam ci to wcześniej do zrozumienia! - Wycedziła poddenerwowane słowa. Amant odłożył pedantycznie pilota na stolik do kawy i wyciągnął coś zza pleców. Nie, nie bata. Klucz szwedzki. Paulinę przeszył zimny dreszcz. Uświadomiła sobie, że jej amant może mieć porządnie uszkodzoną psychikę, jeśli nie gorzej. Zmieniła od razu ton, jednak jedyne co udało jej się wydukać to:
- Po co ci ta żabka?
Bruno uśmiechnął się szaleńczo:
- Do skręcania rur.
- Jesteś... hydraulikiem?
Wyczuła zapach przypalającego się drewna. - Muszę wyłączyć palnik.
- Zostaw. Nic nie musisz. I nie przejmuj się tym, że ci się stek przypali. Lubię dobrze przypieczonego. Lubię, kiedy zaczyna cuchnąć i nie pozostaje po nim nic oprócz węgla.
- No to... daj mi choć wyłączyć żelazko. Proszę.
- Nie! - powiedział stanowczo. Niech będzie włączone. Niech się rozgrzeje do czerwoności.
- Ale... ale... ty wiesz jaki rachunek za prąd przyjdzie? Trzeba dbać o środowisko i o naszą planetę.
Deska zajęła się ogniem, stęch przypalonego mięsa był coraz bardziej intensywny. Zasłona zajęła się od świeczki. Alarm przeciwpożarowy się nie włączył, bo bateria nie była wymieniana od 3 lat. Bruno ruszył na Paulinę, która chwyciła patelnię i uderzyła go. Rozpalony olej prysnął mu z całym impetem w twarz. Nim patelnia z przypalonym stekiem upadła z trzaskiem na ziemię Bruno zdążył wgryźć się w kawałek steku.
- Uum! Pycha.
Dookoła nich rosły płomienie. 60 sekund do 120 sekund. Tylko tyle masz czasu aby uciec z zamkniętego pomieszczenia cało. Może ci się wydawać, że nie masz żadnych obrażeń, lecz dwutlenek węgla to śmiertelny wróg który może zniszczyć twoje płuca w kilkanaście sekund pozostawiając cię do końca życia z niewydolnością płuc i skracając drastycznie długość twojego życia. On w to wbijał.
- A teraz, na danie główne... - wrzasnął obłędnie zamachując się w powietrzu żabką. Paulina wywinęła się, klucz zabił głucho w blat. Wyciągnęła rękę chwytając żelazko i kiedy Bruno odwrócił się przypaliła mu nim twarz. Wbiła je w sam środek dogniatając najbardziej jak potrafiła, jakby walczyła z najgorszym pognieceniem, z najgorszą fałdą na ubraniu. Klucz szwajcarski upadł na ziemię, chwilę potem dołączył do niego Bruno. Paulina rzuciła się ku drzwiom. Nim do nich dobiegła pożerający ogień, który wypalał coraz większą część stropu poluzował kawałek belki, ta cała w płomieniach runęła wprost na buzię Pauliny spoglądającej w górę do boga i proszącej go o ratunek. I tak oto karmy stało się za dość. Spalona twarz za spaloną twarz. Bruno umarł, Paulina przeżyła.


- Harvey Dent miał przynajmniej pół starej twarzy, Paulina nie miała nawet tego. Musiała odrodzić się na nowo, powstać jak stała niegdyś. Dokładniej: położyć się, jak niegdyś leżała z racji wykonywanego zawodu. I tak oto narodziła się prostytutka z papierową brązową torbą na głowie, z dwiema dziurami na oczy. Tak narodziła się Paulina - dziwka z niekończącą się promocją nie uzależnioną od poświątecznych wysprzedaży - zakończył swój wywód Henio.
- To co będzie z tym ostatnim kawałkiem parówki? Pewnie już wystygła przez to całe twoje mielenie ozorem.
Otworzył szeroko japę i uniósł parówkę. Zawisł tak na chwilę z nią w powietrzu i spojrzał na wygłodniałą Mariolkę. Potem skupił spojrzenie na ostatnim kęsku. Powoli, niemal w zwolnionym tempie zaczął ją sobie wkładać do gardła patrząc na Mariolę jakby czekał na jej reakcję. Przełknął głośno. Uśmiechnął się.
- Jesteś żałosnym grubasem. Warto było? Przecież mówiłeś, że już wcześniej myślałeś żeby się ze mną przespać, a tu takie numery odstawiasz!
- Słuchaj, młoda. Piękna z ciebie dziewczyna. Ale skąd ja mogę wiedzieć, że mówiłaś prawdę że masz 18ście lat? Bo jeśli skłamałaś i jesteś niepełnoletnia, to popełniłbym przestępstwo. I miałabyś mnie w garści. Nie musiałabyś mi nic mówić, musiałbym cię puścić wolno. A mam przeczucie, że kłamałaś. Tak, przyznaję ci rację, rozważałem pójście z tobą do łóżka, ale za nasze myśli na szczęście jeszcze nikt nas nie może ukarać i możemy sobie wyobrażać co nam się żywnie podoba.
- Filozof.
Zrezygnowana Mariola odpaliła kolejnego papierosa. Oparła łokcie na kolanach i spuściła głowę. Pociągnęła tak kilka buchów. Kiedy ją podniosła przed jej oczami promieniowały dwie butelki wina. Pełne.
- Znalazłem. To co, napijemy się i opowiesz mi wszystko.
- Ale już nie będziesz prosił żebym śpiewała?

Butelkę wina na łeb później Mariola się otworzyła.
- Ci, którzy napadli na bank i zabili tych wszystkich biednych ludzi...
- Współczujesz im?
- Co?
- Powiedziałaś że biedni, czyli im współczujesz?
- Też. Chodziło mi bardziej o to, że pewnie nie dostawali na rękę więcej niż 900 złotych miesięcznie. Jak mi będziesz przerywał to lepiej znajdź trzecią butelkę wina.
- Nie już nie będę. Poza tym i tak już trochę bełkoczesz.
- Znałam jedną z tych osób. Tomek, mój brat. Było jeszcze dwóch... zdaje się że jeden miał na imię Dobromił a drugi Bogdan...
- Ale chyba nie Brutalny?
- Tak! Brutalny Bogdan, dla przyjaciół i jednej ciotki Bebe. Skąd wiedziałeś?
- A, to taki okoliczny rzezimieszek. Bebe raz rzucił cegłą w nocny klub, za to, że nazywał się Non-stop a był zamknięty już przed 23cią. Znaleźliśmy go bez problemu, bo sąsiad zauważył, że brakuje jednej cegłówki w jego domu. Zbrodnia doskonała nie istnieje. O Dobromile nie słyszałem, musi być pomysłowy. A Tomek jak się nazywa?
- Tak samo jak ja.
- Czyli?
- Pajda. Tomek Pajda. Nie był nigdy wcześniej notowany, więc raczej o nim nie słyszałeś. Pochodzimy ze Zdrowego Rozsądku.
- A! To wszystko wyjaśnia. Nie zapuszczam się do tego miasta, bo mam tam historię.
- Jaką?
- Straszną.
- Opowiedz!
- Eee, innym razem. Jestem zbyt trzeźwy. Poza tym teraz słuchamy twojej historii.
- Musisz wiedzieć, że mój brat to dobry człowiek. W życiu muchy nie zabił. No, zabił kilka much, ale zwierzęcia w życiu nie zabił. No... skoro jesteśmy szczerzy, to raz włożył kota do rynny i podpalił, żeby zobaczyć co się stanie. Kota wystrzeliło w niebiosa. Łopatą trzeba go było zbierać.
- Twój brat to nie jest dobry człowiek. Ma jakiś przydomek? Może po przydomku go skojarzę.
- Kumple mówią na niego Diablo.
- A tak, teraz kojarzę tego nicponia. Nie wiedziałem, że ma siostrę.
- Dopiero co wróciłam z zagranicy. W Irlandii byłam i ciułałam grosz do grosza w niewolniczym WcDonaldzie. W każdy razie Diablo potrzebował pieniędzy. Bebe i Dobromił od razu się zgodzili. Czekałam w samochodzie, miałam się rozglądać i od razu dać im znać gdyby coś było nie tak. Nagle usłyszałam strzały, wybiegli, a Tomek.. Diablo... on...
- No... śmiało! - zachęcił obejmując ją ramieniem. Zebrały się w niej łzy.
- Diablo mnie nie poznał i wyrzucił z samochodu. Zaraz potem nadjechaliście wy i znaleźliście mnie. Jak boga kocham, ja nie wiedziałam, że oni kogokolwiek zabiją! To miała być czysta robota.
- Dlaczego twój brat cię nie poznał?
- To był pierwszy raz jak wciągał amfetaminę. Amfa miała im pomóc żeby nie czuli strachu. Żeby być bardziej efektywni. No i jak widać mu odwaliło.
- Ty też wciągałaś?
- Nie, ja mam słabe naczynia krwionośne. Alkoholi i papierosy to moje jedyne uzależnienia.
- Czyli twój brat nagrał tą całą robotę? Przecież to mogłaś nam spokojnie na posterunku powiedzieć.
- To nie wszystko. Widzisz Heniek...
- Mów mi Heniu, śmiało!
- Heniu, ktoś skontaktował się z moim bratem... przez telefon. Ktoś zaproponował mu, żeby napadł na ten bank, dostarczył mu przez dealera amfetaminy. Diablo sam by na coś takiego nie wpadł. Nie on. Po napadzie mieli oddać tej osobie łupy, a ona miała ich za to hojnie wynagrodzić.
- Kto? Kim jest ten cień, który rzuca się na nasze miasto?
- Jak już mówiłam kontaktował się przez telefon. Nigdy go nie widziałam.... Dopóki dopóty nie wylądowałam na komisariacie i nie usłyszałam jak ktoś cię zawołał w trakcie przesłuchania. Od razu poznałam ten głos.
- Ale... Ale jedyną osobą, która mnie zawołała był... Kapitan Obcęga! Chcesz powiedzieć, że to Kapitan Obcęga za tym wszystkim stoi?!
- Tak.
- Jesteś pewna? Może się przesłyszałaś?
- 100% pewna. Ten głos poznam wszędzie.
- Ale dlaczego? To nie ma sensu, po co Kapitan Obcęga miałby napadać nie osobiście na bank? Po co miałby ryzykować zatrudniając do tego okolicznych konowałów?
- Może mu pensja nie wystarcza? Może ma jakiś mroczny sekret? Może w banku było coś, co nigdy nie miało ujrzeć światła dziennego i wcale nie chodzi o pieniądze? Może wziął pożyczkę na zakup zamku podobnego do zamku Nicolasa Cage'a, ale w przeciwieństwie do niego on nie może grać w 100stu filmach rocznie, żeby wszystko na bieżąco opłacać?
- Nie, Kapitan Obcęga prędzej by sobie kupił łódź podwodną.
- Żółtą?
- Bo ja wiem? Mam mętlik w głowie. Muszę się z tym przespać. Jutro zdecyduję co dalej zrobić.
Wybacz, ale muszę cię przykuć łańcuchem do kaloryfera, żebyś nie uciekła. Choćbyś nie wiem jak błagała i tak cię przykuję. Jakby ci było niewygodnie powiedz Christinie Ricci, żeby się przesunęła.


CZY W NOCY ZAPITY HENIEK ZMIENI ZDANIE I SPRÓBUJE SIĘ PRZESPAĆ Z MARIOLĄ? A MOŻE NAD RANEM, NA KACU? CZY KAPITAN OBCĘGA SKRYWA JESZCZE WIĘCEJ SEKRETÓW? CZY DA SIĘ ŻYĆ BEZ SERA CZY BEZ SERA Z WINEM? NA TE I INNE PYTANIA POZNACIE ODPOWIEDŹ JUŻ ZA TYDZIEŃ!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

@templatesyard