grudnia 2009 - OGG

piątek, 18 grudnia 2009

GŁOSY.
Uważam, że nie ma nic złego w mówieniu samemu do siebie, chyba, że mówisz sobie, że musisz iść i kogoś zabić. Albo coś, na przykład ujadającego nieznośnie w ciągu dnia psa sąsiada, którego ty oczywiście słyszysz, bo jesteś bezrobotny i spędzasz całe dni w domu. Spędzanie całych dni w domu nie jest niczym złym ani niezdrowym kiedy masz misję. Ja mam misję i właśnie ją wypełniam. Człowiek bez misji jest jak mąż który tak na prawdę nie chciał się żenić. Ale się ożenił.

Powracając do tematu posta: jak pewnie zdążyliście się domyślić mówię sam do siebie. Zwykle niewinne rzeczy typu A, kapka mi nie zaszkodzi (odnośnie dodania mleka do herbaty) lub A, jeszcze jeden plasterek, w końcu nawet nie ma 20stej (odnośnie LIDLowskiej szynki, którą po otwarciu należy spożyć w ciągu 3 dni, bo jak nie to się zepsuje). Oczywiście nie mówię sam do siebie kiedy jest nawet cień podejrzenia, iż ktoś może się czaić w pobliżu. Bo jakby usłyszał ten ktoś, to już nie byłoby mówienie samemu do siebie.

Wydarzyło się wiele strasznych i wstrząsających rzeczy odkąd ostatnio pisałem. Jak wiemy było to dawno temu bardzo, co jeszcze bardziej dodaje dramatyzmu, bo im więcej czasu upłynęło tym więcej złego mogło się wydarzyć no i oczywiście się wydarzyło. Do tych zdarzeń zaliczamy:
EPIDEMIĘ choróbska nazywanego różnie rozdmuchaną przez media do poziomu szaleństwa. Ilekroć słyszałem w jaki sposób mówią o tej grypie i straszą biedne społeczeństwo żyjące w starej biedzie któremu bóg zapłaci pewnego dnia, tym bardziej otwierałem oczy z niedowierzania. W duchu i na zewnątrz śmiałem się z ludzkiej naiwności która wierzy we wszystko co Telewizor Jezus Głosi i Prawi siedząc w swojej grocie, w swej mrocznej jaskini w kraju, który jest tak zielony i którego można tak kochać jak dziewczynę z piosenek. I tu w Irlandii rzecz jasna też ta grypa była, się rozkraczyła i wiara szczepionek nakupiła. Na nic to jednak bowiem pewnego dnia zza ściany usłyszałem jak do lokatorów, do domowników innych niż ja przyjechała z Polski w odwiedziny rodzina. I zza tej ściany trwożąc me płoche serduszko wdzierał się i przeszywał me jestestwo oraz szpikował igłami mózg KASZEL. Tak, gość z Polski pokasływał a ja już wizję w głowie miałem że ZDYCHAM na tą pieprzoną grypę w jebanych męczarniach. A tak cwany byłem i tak kpiłem. Po kilku dniach i kontaktach skórnych oraz powietrznych wciąż żyłem tak jak żyję po dzień dzisiejszy.

Kolejną strasznością jest oczywiście Romek, co ma w Szwajcarii domek. Nie wiem czy wiecie, ale będąc jeszcze w więzieniu kończył swój nowy film. W jaki sposób tak na odległość??? Ano miał tam skrawek papieru toaletowego i szminkę i wydawał polecenia odnośnie montażu, np. WYTNIJ ZBIGNIEW TĄ SCENĘ CO MU NOGĘ UCINA I SIĘ WYKRWAWIA oraz ZBYSIU, NO MI SIĘ PRZYPOMNIAŁO, WEŹ TAM KURNA JAK HILARY CHCE DOLEWKI TO DAJ PODKŁAD Z RAMBO, NO TĄ MUZYCZKĘ FAJNĄ. Jak widać film będzie przedni. No i te informacje zapisane na papierze przywiązywał do nogi gołębia pocztowego i przez zakratowane okno wielkości 20cm x 14 cm wypuszczał gołębia, żeby leciał. Gołąb nie miał łątwo przeciskając się przez tą szparę, ale przynajmniej wszyscy byli pełnoletni. ( A gołąb miał na imię Franz).

No i potem Romka wypuścili, założyli mu metalową obrożę na szyję i kaganiec żeby nie uciekł z domu w las. Ale Romka nie jedna matka ssała, czy jak to tam idzie te przysłowie z cielakiem pokornym ale napewno porównanie jest tutaj wybitnie dobrze użyte, więc uciekł w ten las. Uciekał na bosaka, spocony. Wysłali za nim psy, dwa podskoczyły to je rękami uśpił, biegł.... biegł dalej, ze śmigłowca chcieli go ustrzelić to się schował w hobbitowym domu, bo akurat jeden był po drodze...

- Ścigają? - spytał Bilbo nalewając herbaty do drewnianego kubka, bo metalowy się gdzieś zapodział.
- Ano ścigają - odparł Polański - nie wiem jak ja teraz film skończę.
- A ścigają, za co?
- Ech...wie Pan, za to że zrobiłem to o czym myśli wielu ale nie mają ani środków ani sposobności by to coś zrealizować. A ja miałem. JA MIAŁEM I NIE ŻAŁUJĘ! - Tu Bilbo spojrzał podejrzanie na gościa, a jego wzrok skoczył w kierunku szuflady w której znajdował się pierścień.
- Co masz na myśli gościu? - dociekał Bilbo Baggins.
- No, ona była moim... moim SKARBEM! - I tak oto Romek został wyrzucony na bruk tudzież śnieg w lesie i musiał uciekać dalej.

Nagonka go osaczyła nad przepaścią i już prawie wskoczył do oceanu gdy Zniewiadomo Skąd głos za którym czaiło się nikłe światełko szepnął Tędy! Tędyn! Okazała się to być stara babcia mieszkająca samotnie w szałasie w lesie. Odkuła obrożę (jej nie żyjący już mąż był kowalem i nie tylko podkuwał konie ale również leczył ich nogi balsamem śliwkowym) i zrobiła mu budyń. Romek jadł, oblizywał się i cieszył się jak dziecko a potem go ścięło. Obudził się przywiązany do metalowego łóżka bez materaca cały wysmarowany we wspomnianym już wcześniej budyniu (pustelniczka zrobiła cały garnek), a nad nim stała jego oprawczyni.

- Teraz - rzekła - zrobię z tobą wszystko to, co ty zrobiłeś tej młodej dziewczynce, ale gorzej!
- Co gorzej?
- No, gorzej z tobą postąpię.
- A dlaczego...
- Bo ja jestem babcią tej dziewczynki! TAK! I teraz nadszedł czas mej zemsty! I żaden pieprzony fan ani koledzy po fachu nawet nie zdążą wysłać jebanego listu w którym mogliby się wyrazić i to dosadnie ile to znaczysz dla świata!
- Nie. Nie o to chodzi. Chciałem spytać, jak mnie pani wtedy no, uratowała, to dlaczego pani krzykneła tedyn za drugim razem, a nie tędy? To takie dziwne no.
- A, musiałam się przejęzyczyć.

I wiele wiele innych gorszych rzeczy się wydarzyło, ale dzisiaj już ani nie czas, ani nie miejsce.

Dobranoc.

PS. A gdy pustelniczka się zemściła, a zemściła się dobrze, przykuła obrożę z powrotem i wypuściła go w las na waleta. Wyrażenie na waleta oznacza zarówno iść na wagary jak i kąpać się na golasa gdybyście tak jak ja żyli do tej pory znając jedynie jedną wersję otot to rzuciłem światła. No i Romka głowa przekraczając francuską granicę eksplodowała. Tak obroża była zaprogramowana.

Obroża.

Co by zrobił Dr House? Z pacjentem z taką obrożą pytacie?

Tylko House to wie.

piątek, 18 grudnia 2009

GŁOSY.

Uważam, że nie ma nic złego w mówieniu samemu do siebie, chyba, że mówisz sobie, że musisz iść i kogoś zabić. Albo coś, na przykład ujadającego nieznośnie w ciągu dnia psa sąsiada, którego ty oczywiście słyszysz, bo jesteś bezrobotny i spędzasz całe dni w domu. Spędzanie całych dni w domu nie jest niczym złym ani niezdrowym kiedy masz misję. Ja mam misję i właśnie ją wypełniam. Człowiek bez misji jest jak mąż który tak na prawdę nie chciał się żenić. Ale się ożenił.

Powracając do tematu posta: jak pewnie zdążyliście się domyślić mówię sam do siebie. Zwykle niewinne rzeczy typu A, kapka mi nie zaszkodzi (odnośnie dodania mleka do herbaty) lub A, jeszcze jeden plasterek, w końcu nawet nie ma 20stej (odnośnie LIDLowskiej szynki, którą po otwarciu należy spożyć w ciągu 3 dni, bo jak nie to się zepsuje). Oczywiście nie mówię sam do siebie kiedy jest nawet cień podejrzenia, iż ktoś może się czaić w pobliżu. Bo jakby usłyszał ten ktoś, to już nie byłoby mówienie samemu do siebie.

Wydarzyło się wiele strasznych i wstrząsających rzeczy odkąd ostatnio pisałem. Jak wiemy było to dawno temu bardzo, co jeszcze bardziej dodaje dramatyzmu, bo im więcej czasu upłynęło tym więcej złego mogło się wydarzyć no i oczywiście się wydarzyło. Do tych zdarzeń zaliczamy:
EPIDEMIĘ choróbska nazywanego różnie rozdmuchaną przez media do poziomu szaleństwa. Ilekroć słyszałem w jaki sposób mówią o tej grypie i straszą biedne społeczeństwo żyjące w starej biedzie któremu bóg zapłaci pewnego dnia, tym bardziej otwierałem oczy z niedowierzania. W duchu i na zewnątrz śmiałem się z ludzkiej naiwności która wierzy we wszystko co Telewizor Jezus Głosi i Prawi siedząc w swojej grocie, w swej mrocznej jaskini w kraju, który jest tak zielony i którego można tak kochać jak dziewczynę z piosenek. I tu w Irlandii rzecz jasna też ta grypa była, się rozkraczyła i wiara szczepionek nakupiła. Na nic to jednak bowiem pewnego dnia zza ściany usłyszałem jak do lokatorów, do domowników innych niż ja przyjechała z Polski w odwiedziny rodzina. I zza tej ściany trwożąc me płoche serduszko wdzierał się i przeszywał me jestestwo oraz szpikował igłami mózg KASZEL. Tak, gość z Polski pokasływał a ja już wizję w głowie miałem że ZDYCHAM na tą pieprzoną grypę w jebanych męczarniach. A tak cwany byłem i tak kpiłem. Po kilku dniach i kontaktach skórnych oraz powietrznych wciąż żyłem tak jak żyję po dzień dzisiejszy.

Kolejną strasznością jest oczywiście Romek, co ma w Szwajcarii domek. Nie wiem czy wiecie, ale będąc jeszcze w więzieniu kończył swój nowy film. W jaki sposób tak na odległość??? Ano miał tam skrawek papieru toaletowego i szminkę i wydawał polecenia odnośnie montażu, np. WYTNIJ ZBIGNIEW TĄ SCENĘ CO MU NOGĘ UCINA I SIĘ WYKRWAWIA oraz ZBYSIU, NO MI SIĘ PRZYPOMNIAŁO, WEŹ TAM KURNA JAK HILARY CHCE DOLEWKI TO DAJ PODKŁAD Z RAMBO, NO TĄ MUZYCZKĘ FAJNĄ. Jak widać film będzie przedni. No i te informacje zapisane na papierze przywiązywał do nogi gołębia pocztowego i przez zakratowane okno wielkości 20cm x 14 cm wypuszczał gołębia, żeby leciał. Gołąb nie miał łątwo przeciskając się przez tą szparę, ale przynajmniej wszyscy byli pełnoletni. ( A gołąb miał na imię Franz).

No i potem Romka wypuścili, założyli mu metalową obrożę na szyję i kaganiec żeby nie uciekł z domu w las. Ale Romka nie jedna matka ssała, czy jak to tam idzie te przysłowie z cielakiem pokornym ale napewno porównanie jest tutaj wybitnie dobrze użyte, więc uciekł w ten las. Uciekał na bosaka, spocony. Wysłali za nim psy, dwa podskoczyły to je rękami uśpił, biegł.... biegł dalej, ze śmigłowca chcieli go ustrzelić to się schował w hobbitowym domu, bo akurat jeden był po drodze...

- Ścigają? - spytał Bilbo nalewając herbaty do drewnianego kubka, bo metalowy się gdzieś zapodział.
- Ano ścigają - odparł Polański - nie wiem jak ja teraz film skończę.
- A ścigają, za co?
- Ech...wie Pan, za to że zrobiłem to o czym myśli wielu ale nie mają ani środków ani sposobności by to coś zrealizować. A ja miałem. JA MIAŁEM I NIE ŻAŁUJĘ! - Tu Bilbo spojrzał podejrzanie na gościa, a jego wzrok skoczył w kierunku szuflady w której znajdował się pierścień.
- Co masz na myśli gościu? - dociekał Bilbo Baggins.
- No, ona była moim... moim SKARBEM! - I tak oto Romek został wyrzucony na bruk tudzież śnieg w lesie i musiał uciekać dalej.

Nagonka go osaczyła nad przepaścią i już prawie wskoczył do oceanu gdy Zniewiadomo Skąd głos za którym czaiło się nikłe światełko szepnął Tędy! Tędyn! Okazała się to być stara babcia mieszkająca samotnie w szałasie w lesie. Odkuła obrożę (jej nie żyjący już mąż był kowalem i nie tylko podkuwał konie ale również leczył ich nogi balsamem śliwkowym) i zrobiła mu budyń. Romek jadł, oblizywał się i cieszył się jak dziecko a potem go ścięło. Obudził się przywiązany do metalowego łóżka bez materaca cały wysmarowany we wspomnianym już wcześniej budyniu (pustelniczka zrobiła cały garnek), a nad nim stała jego oprawczyni.

- Teraz - rzekła - zrobię z tobą wszystko to, co ty zrobiłeś tej młodej dziewczynce, ale gorzej!
- Co gorzej?
- No, gorzej z tobą postąpię.
- A dlaczego...
- Bo ja jestem babcią tej dziewczynki! TAK! I teraz nadszedł czas mej zemsty! I żaden pieprzony fan ani koledzy po fachu nawet nie zdążą wysłać jebanego listu w którym mogliby się wyrazić i to dosadnie ile to znaczysz dla świata!
- Nie. Nie o to chodzi. Chciałem spytać, jak mnie pani wtedy no, uratowała, to dlaczego pani krzykneła tedyn za drugim razem, a nie tędy? To takie dziwne no.
- A, musiałam się przejęzyczyć.

I wiele wiele innych gorszych rzeczy się wydarzyło, ale dzisiaj już ani nie czas, ani nie miejsce.

Dobranoc.

PS. A gdy pustelniczka się zemściła, a zemściła się dobrze, przykuła obrożę z powrotem i wypuściła go w las na waleta. Wyrażenie na waleta oznacza zarówno iść na wagary jak i kąpać się na golasa gdybyście tak jak ja żyli do tej pory znając jedynie jedną wersję otot to rzuciłem światła. No i Romka głowa przekraczając francuską granicę eksplodowała. Tak obroża była zaprogramowana.

Obroża.

Co by zrobił Dr House? Z pacjentem z taką obrożą pytacie?

Tylko House to wie.

@templatesyard