października 2008 - OGG

środa, 29 października 2008

Denek + Kluska: XII
Oto ostatni z 12 pasków o Dence i Klusce. Muszę naprawdę się wziąć i zacząć działać nad nowym obliczem mojej strony www.sebastianjaster.com, gdzie powinienem wrzucać takie rzeczy jak Denek i Kluska.

wtorek, 28 października 2008

Dla mnie to!: Krzesło kula Eero Aarnio'ego
Lata '60 nie tylko dostarczyły nam narkotykowej rewolucji, ale również ciekawych mebli.Tak właśnie wygląda moje krzesło marzenie, które kiedyś będę miał. Nazywa się Ball Chair stworzone przez Eero Aarnio. Eero Aarnio urodził się w 1932 w Finlandii, gdzie studiował od 1954 do 1957 w Instytucie Sztuki Przemysłowej w Helskinkach. W 1962 otworzył własne biuro gdzie projektował swoje pionierskie meble przy użyciu plastiku. Wolny od ograniczeń konwencjonalnych materiałów Aarnio śmiało popuścił wodze fantazji. Zaprojektował kształty i kolory o których świat nie miał pojęcia. Do jego prac zalicza się Krzesło Bąbelek (bubble chair), Krzesło Kucyk, Pastil Chair no i moje ulubione - Krzesło Kula. Wszystkie one zaliczają się do nowoczesnej klasyki.
No i to jest właśnie mój styl, uwielbiam takie krztałty. Coś mi się zdaje, że przerysuję te pierwsze dwie strony HZ: Alkoholizmu i właśnie ten mebel będzie Herr Zeba miał w swoim pokoju. (A nawet jeśli nie przerysuję to i tak HZ będzie, nawet już jest szczęśliwym jego posiadaczem). Za nowe trzeba zapłacić około 1000 $ - £705.00.
Tęcza.
Dzisiaj wracając do domu odnalazła mnie na niebie piękna tęcza. Dawno tęczy nie widziałem, a taką jak dzisiaj to chyba wcale: było idealnie widać cały łuk z wyraźnymi kolorami i była blisko nie przysłonięta nigdzie. Porzucając prędko pomysł zrobienia zdjęcia kiepskim telefonem pobiegłem do domu po aparat, lecz kiedy wróciłem jej już nie było.

I się zdołowałem.
Denek + Kluska: XI

poniedziałek, 27 października 2008

niedziela, 26 października 2008

Denek + Kluska: IX
Przebudzenie: Anthony De Mello
Jakiś niewyraźny czas temu pisałem o książce "Awareness" - "Przebudzenie" (pomimo tego, że oryginał tłumaczy się świadomość polski tłumacz jak zawsze miał lepszy pomysł). Przypomnę, że książka ta pozwoliła mi chodzić 5 cm nad ziemią przez cały tydzień. Postanowiłem zamieszczać ją w częściach w nowym blogu zatytułowanym Przebudzenia czas pod adresem www.przebudzeniaczas.blogstpot.com. Chciałem adres nazwać świadomość ale cyrylica jest niedostępna w nazwach, a adres przebudzenie został hamsko wykorzystany przez jakąś laskę, co sobie w 2004 postanowiła stworzyć bloga i po kilku wpisach dała sobie spokój. Ale blog wciąż jest po 4 latach dokładając się do i tak już dużej kupy śmieci w internecie i blokując nazwę. Napiszę do ludzi z bloggera, żeby kasowali nie używane blogi. Chyba. Książka ma 57 rozdziałów, każdy rozdział jak bóg da będzie publikowany regularnie 3 razy w tygodniu: w niedziely, wtorki i piątki. Dzisiaj zamieszczam wstęp i pierwszy rozdział. Sprawdź to!

Jest to zabieg nielegalny, gdyż nie mam praw do rozpowszechniania tego materiału, dlatego też zakładam nowy blog w tym celu. Jeżeli (w co szczerze wątpię) ktoś się przyczepi, że staram się szerzyć Dobrą Nowinę (co było przecież celem Anthonego) jedyne co mi zrobią, to każą skasować blog. Luz.

Mam nadzieję, że ta książka pomoże wszystkim zainteresowanym tak jak i mi pomogła. Czyta się ją śmiesznie łatwo, bo jest zapiskiem jego rekolekcji, a rozdziały są krótkie. Link do bloga znajduje się jak zawsze po prawej.

czwartek, 23 października 2008

last.fm
Nikt mi na zaproszenie do www.weread.com jeszcze nie odpowiedział. Dzięki wielkie.

Więc o!to kolejne wyczesane miejsce, tym razem chodzi o muzykę! www.lastfm.com to zajebiste miejsce gdzie powinno się mieć konto jeśli tylko ma się dobre łącze internetowe i lubi się muzykę, a nie odgłosy piłowania na krajzedze drewna za oknem co rano i radio maRyja co wieczór zza ściany sąsiadki.

Last.fm pozwala Ci słuchać za darmo radia, co więcej, tworzy radio na podstawie twoich ulubionych wykonawców! I to wszystko za darmo. Można więc sobie dodawać ulubionych wykonawców, zapraszać znajomych, dzielić się muzyką, porównywać i wiele innych. Dla mnie najlepsze jest w tym, że można poznać nowe ciekawe zespoły lub piosenki zgodne z moim/Twoim upodobaniem.

Nie czekaj więc: sprawdź www.lastfm.com ! SZCZEGÓLNIE, że jest też po polsku! Jak widzicie na załączonym niżej obrazku, który to własną krwawizną i czasem tu wkleiłem wystarczy kliknąć w prawy górny róg i sobie ustawić język na polski. Jak to już w dzisiejszej erze bywa jest tam poczta itp. więc zapiszcie się, żebym miał więcej niż dwóch przyjaciół! Może nawet 4ech? Przynajmniej sprawdźcie nim powiedzie NIE: kciuk w dół.
H.W.D.P.

H.W.D.P., czyli Huj W Dupé Policji. Popularne hasło wśród ludzi w kapturach, ludzi palących trawkę lub po prostu tych, którzy wolę H. od P. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy to w szkole średnie wielbiciel tego hasła i tego wszystkiego co z nim związane, niejaki Arek W. zapragnął właśnie te 4 litery z tyłu swej bluzy z kapturem. Nadruk miał być dduuużyy a litery miały wyglądać jak te pradawne, kurczę, zapomniałem jak się taka czcionka nazywa. No i Arek jak mi o tym opowiadał w sklepiku szkolnym miał na karteczce narysowany własnoręcznie szkic tego loga, ponieważ Arek zawsze był artystą. I kiedy tak patrzył na te litery to promieniował szczęściem. Pomyślałem: Arek jest szczęśliwy, bo realizuje swoje marzenie (HWDP).

Jednak jak się pisze chuj? Od zarania dziejów ludziska wypisywały sprejem pod mostami HUJ w różnych tam zdaniach. Zawsze było przez samo h. Aż nadszedł ten niezapomniany dzień kiedy to profesor Miodek w telewizji powiedział, że chuj piszę się przez ch. Fakt o którym słyszałem i do którego się stosowałem już wcześniej zasłyszany z innego źródła, ale tego dnia zostało to potwierdzone prze Pr. Miodka.

Sęk w tym, że nie pamiętam jak on to uzasadnił. Jak uzasadnisz gramatykę słowa niecenzuralnego? Skąd wiemy, że ch a nie h? Co za różnica? Jeśli jest jakaś zasada, to jaka? Skąd się wywodzi ten wyraz? W internetowym słowniku poprawnej polszczyzny znajdujemy:
  • chuj
    1. wulg. «członek męski»
    2. wulg. «wyzwisko używane w stosunku do mężczyzny»
Luz. Wiemy jak się pisze, mimo tego, że pewnie większość luzaków nie chce tego uznawać, bo HWDP wyglądałby wtedy CHWDP. To już nie to samo:( O rany, wpisałem w google dlaczego chuj pisze się przez ch? i jak widzę nie tylko ja mam takie problemy wieczorami. Dałem sobie spokój jak na trzecim czy 4tym wyniku przeczytałem DLACZEGO NIKT NIE LUBI PUSZYSTYCH DZIEWCZYN, gdzie ktoś również komuś uzasadnił że przez ch i wyzwał od ignorantów.

Jeśli ktoś chce przeczytać więcej wystarczy kliknąć tu: http://hoombug.skunk.one.pl/node/21
na cudny artykuł z komentarzami zatytułowany:

Dlaczego HWDP a nie CHWDP?

, którego po prostu nie chce mi się czytać. Wiem, że zamiast tego posta mógłbym rysować, ale po piwie i o tej godzinie i tak mi nie wychodzi rysowanie. Przynajmniej póki mi za to nie płacą.
Systemowe ŻALE.
Nie wyspałem się dzisiaj. Czy do tego już dochodzi w tym OGGu, że nawet takie rzeczy wypisuję? Co dalej: zjadłem klapsztulę z jajkiem, selerem i pomidorem, której nie skończyłem wczoraj i owinąłem w folię i wsadziłem do lodówki gdzie czekała na mnie dziś rano uśmiechając się do mnie (sznytka to w pewnych rejonach kraju stara nazwa potoczna na kanapkę pojedynczą, a klapsztula na składaną - źródło: mój tata); zaraz pójdę i wezmę herbatę co się w kuchni spokojnie zaparza choć nie musi, skoro to ekspresowa, dodam mleka gdyż nie jest zbyt dobra i zjem ostatniego snickersa...

Hola! Basta!

Od początku: póki OGG nie opiera się wyłącznie na takich przyziemnych motywach pisanie o nich nie może zaszkodzić. Jestem zwyczajnym człowiekiem no i na prawdę się nie wyspałem. Włosi do piękny naród. Jeszcze tam nie byłem, ale w ciągu ostatnich dwóch lat przewinęło mi się przez ręce ich mnóstwo. Jedną z wielu rzeczy, które w nich lubię, to fakt (jeśli o tym wcześniej pisałem, błagam o wybaczenie sklerozy), że śniadanie zaczynają od czegoś słodkiego i kawy. Powiedzmy słodkie ciastko i ekspresso. I ma to dużo sensu, jeśli się nad tym zastanowić. Rano potrzebujemy boosta, nawet jeśli nie żłopiemy alkoholu i nie bierzemy narkotyków i w ogóle mamy nudne abstynenckie życie, to i tak budzimy się zmęczeni lub nie wyspani, a taka kawa i ciastko lub coś od razu daje nam energii i wprawia w dobry nastrój. Wszystkie polskie nauczycielki biologii, ochrony środowiska itp. propagują, że śniadanie to najważniejszy posiłek więc zjedz coś treściwego. Wbijać w to. Jedz to na co masz ochotę, jak nie jesteś głodny rano, to nie jedz. Łatwo jest powtarzać to, co jakiś tam naukowiec odkrył, ale każdy jest inny. Tak więc coś słodkiego zdążymy spalić spokojnie wciągu całego dnia, zamiast opychać się lodami wieczorem.

Jak widać upodobałem sobie bardzo te tematy narodowo - żywnościowe.

ŚWIAT nasz trzyma się jakoś kupy. JAKOŚ, ponieważ trudno mi jest uwierzyć w to, że stworzyliśmy sobie taki system z pracą, edukacją i tępieniu indywidualizmu i twórczości i inicjatywy na przełomie wieków kiedy widzę co się dzieje dookoła mnie. Mnóstwo ludzi i organizacji każdego dnia robi coś zupełnie bezcelowego. To jest PSYCHICZNE. Serio. Robią coś bezcelowego, ale tak totalnie głupiego albo celowo albo bo ktoś im kazał (SYSTEM). Najlepszym przykładem jest pan woźny, który każdego poranka stoi przy wjeździe do pewnej niezaczarowanej szkoły w którym nie ma przerośniętego Harrego. Otwiera on połowę bramy i stoi tam. Kiedy nadjeżdża samochód w którym siedzi nauczyciel, Pan woźny otwiera drugą połowę (bo przez jedną samochód się nie wciśnie, a nawet jeśliby się wcisnął to zbyt duże ryzyko dla skromnego szarego nauczyciela) i wpuszcza samochód. Wystarczyłoby otworzyć całą bramę i koleś nie musiałby tam stać w deszczu czy śniegu, w mrozie przez pół godziny czy bóg wie ile i mógłby się zająć czymś bardziej pożytecznym. Np. naprawieniem krzesła. I nie interesuje mnie, że pewnie ma jakiś powód, np. nie wpuszczać zwykłych ludzi albo rodziców z dziećmi żeby nie blokować wjazdu ani skromnego parkingu dla i tak już sflustrowanych nauczycieli, którzy właśnie dlatego go tam postawili na pierwszym miejscu. Więc nie obchodzi mnie to czy inne uzasadnienie wcale dlatego, że jakiekolwiek by ono nie było to i tak durnota. Pewnego dnia podejdę do niego i spytam, dlaczego tak tam głupio stoi. Ale nie powiem głupio.

Najwięcej ludzkiego imbecylizmu oraz obłudy systemu i wyciskania soków z naszych dusz doświadczyłem w sklepie w którym to pracowałem po raz pierwszy z książkami szkolnymi i artykułami papierniczymi. Po dziś dzień śni mi się to miejsce i mam nadzieję, że jak już napiszę i narysuję swój komiks: HZ: Sklep (na którego to kartki przeleję swoje doświadczenia i naukę z nich płynącą w nadzieii, że natchnę ludzi i pomogę im uniknąć podobnego upodlenia jakie mnie spotkało) przestanie mi się to miejsce śnić.

A! Basta - wyraz dobrze w polsce znany (przynajmniej mi) pochodzi w Włoch i oznacza to samo co u nas. Być może oba te wyrazy pochodzą po prostu z łaciny?

środa, 22 października 2008

Krzyki WEWNĄTRZ: golizna.
8 paneli powoli się wypełnia. 1 tylko jest nie ruszony, panel nr 6 gdzie główna bohaterka przeżywająca załamanie nerwowe siedzi nago w wannie. Rysowanie idzie stopniowo do przodu i jestem zadowolony z efektu. Jak tym razem nie wygram, to nie wiem co jest nie tak z tym światem. Wiem, że nie powinienem uzależniać wszystkiego od tego konkursu i nie chodzi o to, żeby wygrać, tylko próbować, bla bla... Jednak mam dobre przeczucia:) No i dzisiaj od rana rysuję, idzie mi dobrze, więc mam dobre samopoczucie.

Muszę pokazać trochę golizny w komiksie jako że większość czytelników komiksów i Zuda to płeć męska. Oczywiście goliznę można wytłumaczyć, jak mój przyjaciel Noel, który pomaga mi z angielskim tekstem, powiedział, że ona jest naga bo to symbol tego, że jest naga na to wszystko co się dzieje, że jest bezbronna.

Tak na prawdę trzeba pokazać trochę golizny. Żeby się publiczność podnieciła i głosowała, jeśli historia lub rysunki jej nie urzekną. Wiem jak to brzmi, ale to zimny świat na którym żyjemy. Spośród wszystkich komiksów, które w ciągu roku od otwarcia przewinęły się przez Zuda (tych które wygrały i tych które nie) jest kilka niezłych rysunków kobiet. Ja - jako że to moja misja - mam zamiar narysować jeszcze lepsze.

Cóż, pożyjemy... zobaczymy.

wtorek, 21 października 2008

weRead
Chciałem, kombinowałem, ale brnąłem Donikąd. Aż tu dzięki facebookowi i mojej dziewczynie, która mi poleciła tą aplikację znalazłem stronę www.weread.com . Dzięki niej możesz z łatwością ułożyć sobie katalog książek/komiksów które przeczytałaś/eś, chcesz przeczytać lub czytasz, które posiadasz i te, które są Twoimi ulubionymi. Możesz też pisać recenzję. To nic nie kosztuje. Póki co strona jest tylko po angielsku, francusku i niemiecku, ale myślę, że to się wkrótce zmieniu, pozatym jest prosta w osłudze. Wystarczy się zarejestrować i już można układać swoją kolekcję. Wystarczy tytuł książki, imię/nazwisko autora, albo nr ISBN. A jeśli książki nie ma w spisie można samemu dodać.

Wysłałem dzisiaj kupie ludzi zaproszenie do tej strony więc jeśli dostaliście email od weRead, to właśnie to, a nie spam.

A! I można też polecać ksiązki znajomym i zapraszać znajomych. TAK! - wykrzyknął entuzjastycznie - Możemy zostać książkowymi przyjaciółmi! Tak więc jeśli chcesz wiedzieć co czytam i czy czytam, wystarczy, że klikniesz na link po prawej pod DORWIESZ GO TEŻ TUTAJ: On czyta (albo KLIKNIJ tu od razu). Póki co nawet nie wiem, czy mogę sobie ustawiać prywatność, więc nawet nie będąc zarejestrowanym możecie sprawdzić sobie mój profil.

W wyniku tak dobrego bezpłatnego programu tutaj raczej o swoich książkach nie będę pisał, chyba że nadejdzie ten dzień, w którym weRead będzie dostępne na bloggerze. Póki co dodałem widgeta na dnie po prawej z namiastką moich własnych książek. Jak długo tego widgeta będę tu trzymał też nie wiem, bo nie podoba mi się, że tyle zajmuje i nie można go zmiejszyć (dlatego dałem go na samo dno).

A teraz proszę o przeproszenie, ale czas ruszyć własną dupę z łóżka i wbrew atakom depresji rysować dzieło życia, które się sprzeda i uczyni takiego depresanta jak ja bogatym depresantem.

Wstawaj psie!
Przypowieści: Adaś
Pewnego złotego lata zacząłem pisać opowiadanie, które jak zwykle nie skończyłem... o Adasiu. Aby odsłuchać te 8min38sek opowiadania niedokończonego wraz ze wstępem kliknij w tytuł posta bądź wejdź na http://sebastianjaster.podbean.com/ - na tej stronie znajdziesz więcej nagrań. Póki co aż o dwa więcej o których wstyd mi tutaj pisać, więc wrzuciłem je tam. Jedno to improwizacja, a drugie to pamiętna Relacja sąsiadek wersja audio.

Póki co to ostatnie nagranie nadające się do pokazania z tych które kiedyś tam nagrałem.

C.D.N.
Podcast. Teraz.
Próbowałem sprawdzić na lingu jak przetłumaczyć słowo podcast na polski, ale nie znalazłem. Podcast oznacza nagranie radiowe, które możesz sobie odsłuchać w internecie, ale nie na żywo, tylko nagrane wcześniej.

Dla celów własnych znalazłem stronę www.podbean.com w której można za darmo publikować swoje audycje. Niestety blogger nie daje Ci takiej możliwości. Myślałem, że utwór pokaże się w tekście posta jako odtwarzacz i wystarczy kliknąć, a tu nie, przekierowuje Cię na drugą stronę. W każdym razie na prawo pod DORWIESZ GO TEŻ TUTAJ dodałem link do tych wszystkich nagrań, które wrzucam tu na OGGa. Można je tam łatwo odsłuchać a również sobie ściągnąć jeśli ma się ochotę. Można więcej: można skomentować tak samo jak na OGGu, ale w przeciewieńswie do OGGa można też wysłać emailem do babci (no, na OGGu posty też można komuś wysyłać emailem, ale nie udostępniłem tej funkcji) oraz można dawać GWIAZDKI. Piękne i żółte. Tak, lubię wyraz piękne.

poniedziałek, 20 października 2008

Przypowieści: ŻYCIE na ulicy Kujańskiej.
Życie na ulicy Kujańskiej opisuje prawdziwą historię w brzęczący sposób. Czas trwania nagrania: 13min 21sek. Rok produkcji: 2004.

Aby odsłuchać audycji kliknij w tytuł posta.
Przypowieści: INTRO
Internet to cudowna rzecz. Pozwala Ci nawet słuchać głosów. I to w dodatku nie tych w Twojej głowie. Mozart.

Już od jakiegoś czasu nosiłem się z myślą o publikowaniu jakiś historii czy czegotam na OGGu w formie Głosu, czyli nie czegoś co trzeba czytać, ale czegoś, co można słuchać. 3 czy 4 lata temu nagrałem pewne kabaretowo podobne rzeczy które nagrałem na płytę, którą oczywiście mam przy sobie. Z całego chłamu jedna/dwie nadają się na pokazanie światu. Po 2 godzinach pijackiej męki ułomnego człeka udało mi się osiągnąć swój cel.

Od czasu do czasu będę publikował Głos. Wystarczy wtedy klinąć na tytył audycji aby odsłuchać nagranie. Zawsze chciałem być recenzentem radiowym, to mam. Oto wstęp do tego, co czeka Cię wkrótce. Czyli taka część pierwsza.
Kliknij na tytuł posta ażeby przenieść się do krainy szczęścia i rozkoszy. Bynajmniej. Jakość jest taka sobie, brzęczy bezustannie, ale idzie zrozumieć każde słowo, mam nadzieję. W związku z nagrywaniem polskiej narracji dla Czarownicy z Portobello kupiłem nowy mikrofon, który jest cudny, oh oh, więc kiedy nagram coś nowego możecie spodziewać się dobrej jakości dźwięku.
KRZYKI WEWNĄTRZ: Śmierć przyszła wraz z jesiennymi liściami.
Od kiedy zostałem po raz drugi w swoim życiu bezrobotny mam czas na rysowanie. W tym miesiącu, najdalej w następnym mam zamiar skończyć moje 8 panelów na konkurs Zuda. Jak to mam w zwyczaju rysuję je na raz, jak coś mnie nie bawi lub stwarza trudność przerzucam się z jednego panelu na inny. Jako że wbrew regułom nie jest pokazywanie komiksu przed wysłaniem do nich, a już w ogóle im nie wadzi jeśli się pokazuje materiały w postaci szkicy itp. publikuję tu dzisiaj szkic (w miarę zaawansowany, na tak w połowie) 8mego panelu. Nie miałem zamiaru nic skanować dopóki szkice nie byłyby ukończone, ale tutaj pojawił się problem z proporcją i aranżacją przestrzeni, więc musiałem zeskanować, żeby w miejszym formacie móc lepiej ocenić jak to wygląda. (Każdy panel rysuję na brystolu A3). Poniżej szkic z poprawionymi poziomami w photoshopie, żeby miało co gołe oko zobaczyć:

Nie będę opisywał fabuły tylko przejdę wprost do sedna. Środkowa postać/kreatura (wzorowana na moim wczesnym szkicu Śmierci sprzed 8 lat, który pokazałem TUTAJ we wcześniejszym poście) fizycznie nie mogłaby stać tam gdzie stoi. Pomimo, że rzeczywistość i tak jest załamana w tej historii wciąż ma swoje granice. Będę więc musiał zaraz przerysować tę kreaturę i wysunąć ją na pierwszy plan. Nie będzie już wyglądała dokładnie tak samo (tak jak nigdy dwa razy nie przejdziesz tej samej rzeki).

Powinienem też ten szkic wrzucić na swój OGG angielski, ale jak pisałem wcześniej, szkoda zachodu. Łatwiej mi się wyrażać w moim ojczystym języku (poza tym więm, że tutaj przynajmniej Ktoś czyta te słowa). Jeśli dostanę się do konkursu wtedy reanimuję angielskiego OGGa, póki co umiera naturalną śmiercią. Istnieje możliwość, że odłączę go od prądu, skoro i tak tam nic nowego nie zamieszczam.

Ale się rozpisałem. Uu! Może to dlatego, że już od dwóch dni i 17 godzin nie miałem alkoholu we krwi?

A co robiłem wczoraj i przedwczoraj? Rysowałem autobus. Co nie jest takie proste jak mogłoby mi się wydawać. Robiłem też inne rzeczy, np. jadłem, piłem wodę. Używałem swoich gał do oglądania świata przez okno. Tak. To też robiłem.
Denek + Kluska: VIII

czwartek, 16 października 2008

Kto porwał syna Beaty K.?
Przygniotłem sobie palec, znowu. Boli.
Wszystko ma swój urok, potem przemija.
Często robimy różne rzeczy nie wiedząc dlaczego. Szczególnie, kiedy jesteśmy młodzi. Nasze pragnienia materializują się w rzeczywistości. Mamy więc świadomość i podświadomość. Obie niezbędne do życia. Podświadomość wie, czuje o wiele prędzej niż świadomość. Jeżeli ktoś ma ładne nogi, to o tym wie. Tylko osoba niesamowicie rozwinięta duchowo tworzy jedność z podświadomości i świadomości. Często coś robimy, cokolwiek. Robimy to coś nie zastanawiając się nad tym i TO się staje. Jest to zewnętrznym wyrazem naszej podświadomości. To COŚ się stało i mamy dwa wyjścia: przyjąć to jako chleb powszedni i iść dalej nie zastanawiając się wcale dlaczego to coś zrobiliśmy, ALBO: Zastanowić się dlaczego tak postąpiliśmy. Zrobić sobie psychoanalizę. To drugie rozwiązanie jest trudniejsze i często nie idziemy tą drogą woląc sobie oszczędzić kłopotu, ALE niestety jest to niezbędna droga do rozwoju. Większość ludzi jej nie wybiera. Większość ludzi nie chce się rozwijać.

Kiedy więc miałem trzynaście lat zaraz po lub tuż przed "Mroczną Zemstą" zrobiłem ten film (jak zawsze polecam kliknąć w ekran na youtube żeby otworzyć w lepszej jakości). Już wtedy byłem kiepskim aktorem:

Kto porwał syna Beaty K.? Część I:

I część druga:


Nigdy nie zastanawiałem się dlaczego zrobiłem ten film. Z tego co pamiętam, zawsze lubiłem kino i chciałem się wyrazić. Spoglądając z perspektywy czasu na ten przejaw amatorskiej twórczości stwierdzam, że to jest to co chcę robić. Nawet nie wiedząc o tym wtedy moja podświadomość już wiedziała.
Gdzie ja jestem? TUTAJ.
Słowa zatracają się. Nie są ważne. Nie ma ich. Otwórz oczy. Otwórz siebie i spójrz na osobę przed Tobą, osobę, która do Ciebie mówi. Widzisz? Lepiej niż widzisz: czujesz? Tak czujesz, czy ta Pani czy Pan, co do Ciebie mówią są pogodni bądź nie, czy chcą czegoś od Ciebie, czy Cię oszukują, czy po prostu Ciebie kochają i tak jak Ty są otwarci i łączy Was coś więcej niż słowa. Zresztą, jak już ustaliliśmy słów nie ma.

Są idee. Przekazujemy je ludziom, przekazujemy uczucia, dzielimy się energią lub też zachłannie (i oczywiście nieświadomie) ją kradniemy jak piraci. Są marzenia i te cudne chwile, kiedy nie uciekamy w przeszłość, kiedy nie uciekamy za myślą bądź myślami, które nas prześladują i które zalęgły się w nas jak żółte kleszcze. Są chwile, kiedy jesteśmy wolni. I są to najcudowniejsze chwile, jakie istnieją. Widzimy raj. (Świadkowie Sebastiana - pierwsze piętro, drzwi po prawej, sala nr 102).

Tak prędko jednak ten dobry czas ucieka. Dlaczego? Nie wierzymy, że może trwać dłużej, nie czujemy się goni, aby odczuwać go przez dłuższy czas. Nie wierzymy. Wypełniające nasz byt szczęście takie wielkie i zdawałoby się mocne znika błyskawicznie, a najczęściej zamienia się w złość gdy stawiamy czoła innemu człowiekowi. Wystarczy że coś powie lub krzywo na nas spojrzy (zrobi zeza), i wszystko z nas ucieka. Dlaczego? (Na dzisiejszej sesji, drodzy bracia i siostry nie tylko zadajemy pytania, ale również na nie odpowiadamy). Ponieważ nie jesteśmy pewni siebie. Jesteśmy jak ten domek z kart, byle podmuch i się rozpadamy. Nasze wierzenia są prawdziwe, nasze marzenia są na wyciągnięcie ręki, jednak brakuje nam tego ważnego elementu, który sprawi, że wyciągniemy te dłonie, że chwycimy te marzenia. I tym ważnym elementem nie jest już wiara, tylko PEWNOŚĆ. Jeśli jesteśmy pewni, jeśli wiemy, że to czego pragniemy się stanie i żadna siła na ziemi czy na niebie nie jest w stanie nas powstrzymać wtedy osiągnęliśmy swój cel. Wtedy czas się nie liczy. Pieniądze się nie liczą. Nic nas nie zatrzyma, bo już dotarliśmy.

Sebastian jak zawsze mógł się bardziej rozpisać i rozwinąć każdy ze swoich wątków, jednak głęboko wierzył, że plecie do rzeczy i że Drogi Czytelnik poruszy własną makówką i domyśli się reszty i że pozna to, co z pozoru nieznane.

piątek, 10 października 2008

PATRZ. Pe el.
Czym jest portal patrz.pl Sebastian nie wiedział. 3 dni temu otrzymał następującą wiadomość:

Witam,
odnalazłam Twój filmik na YouTubie i chce zaprosić Cie do wystąpieniem w nowym programie Pokaż się w Pino TV.
Program "Pokaż się" ma na celu promowanie ciekawych i odważnych ludzi oraz ich pasji, hobby czy zajawek.
Chcielibyśmy prosić o przesłaniem nam Twojego filmu w formie
linku (najlepiej gdy byłby umieszczony w portalu www.patrz.pl) wraz z jakąś krótką informacją o osobach w nim występujących. Film taki bedzie zaprezentowany w programia "Pokaż się", a osoby które prześlą nam najciekawsze filmiki będą zapraszane do studia w celu nagraniu indywidualnego programu.

Sebastian odpisał że całuje rączki, ale o który film chodzi? Miał ich tam kilka.

Hej,
dzięki za szybką odpowiedź.
Prosiłabym w takim razie o przesłanie linków do "Mrocznej zemsty" i
"Wiedźmy z Portobello".
Najlepiej jednak gdyby były one umieszczone na serwicie www.patrz.pl bo
stamtąd możemy emitować filmy.
W razie pytań pisz, a ja jak tylko dostane Twoje materiały napisze kiedy
odbędzie się nagranie i emisja programu "Pokaż się" z Twoimi produkcjami.

Pozdrawiam i czekam na linki

Olga

PinoTv

Sebastian nie wietrząc w tym swojego pierwszego miliona założył konto i wrzucił kilka filmów. Niestety okazało się, że portal filmy szerokoekranowe automatycznie rozciąga. Ścierwo. A rozciągniętych filmów, to nie chce, żeby oni kimkolwiek oni są, oglądali. Więc musi się depresyjny chłopak pomęczyć trochę, żeby zmienić format i żeby to wyglądało cacy, a nie tak jak teraz. Po prawej stronie OGGa znajduje się SEBASTIAN JASTER W SIECI, a poniżej link do jego konta na patrzPl. Jest tam dokładnie to samo co na youtube, a nawet mniej, ale zawsze można kliknąć, jeśli się akurat czeka na grzanki, aż się przypieką.

Ok, pinoTv to internetowa telewizja, to jeszcze rozumiał, ale motyw z wysyłaniem filmów zbyt bardzo przypominał mu youtube, który od patrz.pl był o wiele lepszy pod wieloma względami. PO KIEGO więc robić to samo tylko, że gorzej? Sebastian nie miał pojęcia. Bladego. A powinien mieć choć blade, w końcu wcale taki głupi nie był, jak wszyscy myśleli, a niektórzy nawet mówili.
Ćwierć WIEKU.
9 października 2008 roku szanowny pan Sebastian Jaster ukończył 25 lat, czyli ćwierć wieku. Informacja ta nie umknęła oka kilku dobrym znajomym, którzy z tej okazji nie złożyli mu ofiary w krwi postaci baranka . Spytany o wrażenia i przemyślenia odpowiedział milczeniem, czyli wcale nie odpowiedział. Można było domyślać się, że trochę go bolało, iż nie zrobił jeszcze swojego pierwszego miliona na rysunkach bądź też na prawach do sfilmowania jego rysunków ala komiksów.

Sebastian powinien się jednak cieszyć, że żyje i ma brzuszek pełny. Z łatwością przychodziło mu pisanie niewybitnych rozważań o tym jak być szczęśliwym i o co w tym całym szaleństwie nazywanym życiem chodzi. Sęk i ból jednak w tym, że on sam nie za bardzo stosował się do swoich opinii i prawd. Przekłamywał w ten sposób własną ideologię i wciąż brodził, brodził gołymi stopami w błocie, taka przenośna jego stanu umysłu.

Pomimo tego pewne był, iż pomimo, że wydawało mu się, że jego wiara słabnie, to wciąż ją miał. Wiedział, że okłamuje siebie w wielu różnych dziecinach, ale nawet i to nie mogło zmienić NIGDY tego o czym wiedziała i co czuła jego dusza. A mianowicie, że nie można się nigdy poddawać. Że trzeba uparcie dążyć do celu i że Anioł Stróż jakkolwiek odległy i mało realistyczny znajdował się tuż nad nim (lub za jego plecami) i dodawał mu otuchy. Można by pisać i opowiadać o marzeniach zszarganych szarą rzeczywistością, lecz tym razem nie było to ani miejsce ani czas na to. Faktem jest, że oprócz wiary potrzebował również pewności siebie. I pomimo tego, że jego dusza wiedziała (dając mu wizje przyszłości jako zapewnienia w postaci snów), że wszystko czego zapragnie, to osiągnie, to jego byt, jego zewnętrzna świadomość wciąż nie chciała uwierzyć w tą prostą prawdę. A przecież to nie kosztowało nic, wystarczyło uwierzyć. Na szczęście jeśli nawet nie obdarzony pewnością siebie i przebojowością jako cechami wrodzonymi, można się było ich nauczyć, lub też można się było przemóc i zburzyć mur i zacząć żyć własnym życiem bez durnych obaw. I to było w zasięgu jego rąk. I to było pozytywne.

Może pisał o sobie dużo, może był narcyzem, ktoś w końcu gdzieś go kiedyś tak nazwał, jednak dobrze się działo, że potrafił się otwierać tutaj, gdyż nie robił tego w rozmowach zbyt często. Strzępił języka nie będąc pewny co do wartości jego słuchaczy. Czy też swojej.

Minęło 25 lat.

czwartek, 2 października 2008

Bajki.
Nie wiem, czy tak jak każdy, ale najbardziej w dzieciństwie lubiłem bajki. Pewnie, że bieganie po drzewach i rzucanie śnieżkami też było fajne oraz odkrywanie nowych wymiarów w tajemniczych miejscach z tabliczkami TEREN PRYWATNY. NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY poszerzało horyzonty, jednak zawsze niecierpliwie czekałem na kolejną dobranockę oraz bajki Disney'a. To on między innymi zaszczepił we mnie zainteresowanie rysowaniem - oglądanie tych perfekcyjnie narysowanych intrygujących opowieści sprawiło, że ja też tak chciałem. Ale nie byle jak, chciałem być najlepszy!

Smerfy, Kacze Opowieści, Muminki, Gumisie oraz Denver, ostatni dinozaur, Kapitan Planeta i Planetarianie i inne - to były bajki. Pamiętam jak wczoraj kiedy stacja TVP1 w sobotę po puszczeniu Kaczych Opowieści z ramówki Walt Disney Przedstawia obwieściła, że był to już ostatni odcinek. ALE, że kiedyś do nich powrócą. I NIGDY CHAMUCHY NIE POWRÓCIŁY. Pamięć tych wcześniejszych bajek oraz późniejszej Czarodziejki z Księżyca emitowanej na Polsacie (która nigdy się nie poddała, nawet gdy przyciąganie ziemskie zostało zwiększone pięciokrotnie, ona i tak potrafiła się podnieść) przetrwała do dzisiaj, a wraz z nią chęć powtórnego ich obejrzenia. Udało mi się więc zdobyć część z tych seriali, nawet całe serie. Niestety, po obejrzeniu jednego czy dwóch odcinków dałem sobie spokój. Niestety, to nie jest już to samo co wtedy. Młodzieńcze spojrzenie i entuzjazm przepadły gdzieś z latami i jedyne co pozostało to wspomnienie. Teraz nie da się już utopić w takiej bajce i zapomnieć o bożym świecie, chyba że pod działaniem narkotyków. Na wszystko jest czas i miejsce. Czas na tamte bajki był wtedy. Teraz, pomimo, że mogę mieć je wszystkie i nie muszę niecierpliwie czekać całego tygodnia aby obejrzeć jeden tylko epizod, teraz jest już za późno. Czasu brakuje, a nawet kiedy jest, to wolę go przeznaczyć na coś ciekawszego jak na przykład dołowanie się na kanapie i ubolewanie nad losem i marzeniami.

I może robię się starym wapniakiem, ale dzisiejsze bajki to nawet nie nędzna namiastka tych tytułów, które wymieniłem na początku. Cartoon Network zdobywa serca młodych częstując ich walką, koktajlem kolorów i płytką powieszchnią. I dzieciaki to kochają. Odlotowe Agentki znaczą dla nich tyle, co Smerfy dla mnie wtedy.

Ciekawe, czy ktoś jeszcze pisał tak sentymentalnie o bajkach jak ja. Pewnie tak.

środa, 29 października 2008

Denek + Kluska: XII

Oto ostatni z 12 pasków o Dence i Klusce. Muszę naprawdę się wziąć i zacząć działać nad nowym obliczem mojej strony www.sebastianjaster.com, gdzie powinienem wrzucać takie rzeczy jak Denek i Kluska.

wtorek, 28 października 2008

Dla mnie to!: Krzesło kula Eero Aarnio'ego

Lata '60 nie tylko dostarczyły nam narkotykowej rewolucji, ale również ciekawych mebli.Tak właśnie wygląda moje krzesło marzenie, które kiedyś będę miał. Nazywa się Ball Chair stworzone przez Eero Aarnio. Eero Aarnio urodził się w 1932 w Finlandii, gdzie studiował od 1954 do 1957 w Instytucie Sztuki Przemysłowej w Helskinkach. W 1962 otworzył własne biuro gdzie projektował swoje pionierskie meble przy użyciu plastiku. Wolny od ograniczeń konwencjonalnych materiałów Aarnio śmiało popuścił wodze fantazji. Zaprojektował kształty i kolory o których świat nie miał pojęcia. Do jego prac zalicza się Krzesło Bąbelek (bubble chair), Krzesło Kucyk, Pastil Chair no i moje ulubione - Krzesło Kula. Wszystkie one zaliczają się do nowoczesnej klasyki.
No i to jest właśnie mój styl, uwielbiam takie krztałty. Coś mi się zdaje, że przerysuję te pierwsze dwie strony HZ: Alkoholizmu i właśnie ten mebel będzie Herr Zeba miał w swoim pokoju. (A nawet jeśli nie przerysuję to i tak HZ będzie, nawet już jest szczęśliwym jego posiadaczem). Za nowe trzeba zapłacić około 1000 $ - £705.00.

Tęcza.

Dzisiaj wracając do domu odnalazła mnie na niebie piękna tęcza. Dawno tęczy nie widziałem, a taką jak dzisiaj to chyba wcale: było idealnie widać cały łuk z wyraźnymi kolorami i była blisko nie przysłonięta nigdzie. Porzucając prędko pomysł zrobienia zdjęcia kiepskim telefonem pobiegłem do domu po aparat, lecz kiedy wróciłem jej już nie było.

I się zdołowałem.

Denek + Kluska: XI

poniedziałek, 27 października 2008

niedziela, 26 października 2008

Denek + Kluska: IX

Przebudzenie: Anthony De Mello

Jakiś niewyraźny czas temu pisałem o książce "Awareness" - "Przebudzenie" (pomimo tego, że oryginał tłumaczy się świadomość polski tłumacz jak zawsze miał lepszy pomysł). Przypomnę, że książka ta pozwoliła mi chodzić 5 cm nad ziemią przez cały tydzień. Postanowiłem zamieszczać ją w częściach w nowym blogu zatytułowanym Przebudzenia czas pod adresem www.przebudzeniaczas.blogstpot.com. Chciałem adres nazwać świadomość ale cyrylica jest niedostępna w nazwach, a adres przebudzenie został hamsko wykorzystany przez jakąś laskę, co sobie w 2004 postanowiła stworzyć bloga i po kilku wpisach dała sobie spokój. Ale blog wciąż jest po 4 latach dokładając się do i tak już dużej kupy śmieci w internecie i blokując nazwę. Napiszę do ludzi z bloggera, żeby kasowali nie używane blogi. Chyba. Książka ma 57 rozdziałów, każdy rozdział jak bóg da będzie publikowany regularnie 3 razy w tygodniu: w niedziely, wtorki i piątki. Dzisiaj zamieszczam wstęp i pierwszy rozdział. Sprawdź to!

Jest to zabieg nielegalny, gdyż nie mam praw do rozpowszechniania tego materiału, dlatego też zakładam nowy blog w tym celu. Jeżeli (w co szczerze wątpię) ktoś się przyczepi, że staram się szerzyć Dobrą Nowinę (co było przecież celem Anthonego) jedyne co mi zrobią, to każą skasować blog. Luz.

Mam nadzieję, że ta książka pomoże wszystkim zainteresowanym tak jak i mi pomogła. Czyta się ją śmiesznie łatwo, bo jest zapiskiem jego rekolekcji, a rozdziały są krótkie. Link do bloga znajduje się jak zawsze po prawej.

czwartek, 23 października 2008

last.fm

Nikt mi na zaproszenie do www.weread.com jeszcze nie odpowiedział. Dzięki wielkie.

Więc o!to kolejne wyczesane miejsce, tym razem chodzi o muzykę! www.lastfm.com to zajebiste miejsce gdzie powinno się mieć konto jeśli tylko ma się dobre łącze internetowe i lubi się muzykę, a nie odgłosy piłowania na krajzedze drewna za oknem co rano i radio maRyja co wieczór zza ściany sąsiadki.

Last.fm pozwala Ci słuchać za darmo radia, co więcej, tworzy radio na podstawie twoich ulubionych wykonawców! I to wszystko za darmo. Można więc sobie dodawać ulubionych wykonawców, zapraszać znajomych, dzielić się muzyką, porównywać i wiele innych. Dla mnie najlepsze jest w tym, że można poznać nowe ciekawe zespoły lub piosenki zgodne z moim/Twoim upodobaniem.

Nie czekaj więc: sprawdź www.lastfm.com ! SZCZEGÓLNIE, że jest też po polsku! Jak widzicie na załączonym niżej obrazku, który to własną krwawizną i czasem tu wkleiłem wystarczy kliknąć w prawy górny róg i sobie ustawić język na polski. Jak to już w dzisiejszej erze bywa jest tam poczta itp. więc zapiszcie się, żebym miał więcej niż dwóch przyjaciół! Może nawet 4ech? Przynajmniej sprawdźcie nim powiedzie NIE: kciuk w dół.

H.W.D.P.


H.W.D.P., czyli Huj W Dupé Policji. Popularne hasło wśród ludzi w kapturach, ludzi palących trawkę lub po prostu tych, którzy wolę H. od P. Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy to w szkole średnie wielbiciel tego hasła i tego wszystkiego co z nim związane, niejaki Arek W. zapragnął właśnie te 4 litery z tyłu swej bluzy z kapturem. Nadruk miał być dduuużyy a litery miały wyglądać jak te pradawne, kurczę, zapomniałem jak się taka czcionka nazywa. No i Arek jak mi o tym opowiadał w sklepiku szkolnym miał na karteczce narysowany własnoręcznie szkic tego loga, ponieważ Arek zawsze był artystą. I kiedy tak patrzył na te litery to promieniował szczęściem. Pomyślałem: Arek jest szczęśliwy, bo realizuje swoje marzenie (HWDP).

Jednak jak się pisze chuj? Od zarania dziejów ludziska wypisywały sprejem pod mostami HUJ w różnych tam zdaniach. Zawsze było przez samo h. Aż nadszedł ten niezapomniany dzień kiedy to profesor Miodek w telewizji powiedział, że chuj piszę się przez ch. Fakt o którym słyszałem i do którego się stosowałem już wcześniej zasłyszany z innego źródła, ale tego dnia zostało to potwierdzone prze Pr. Miodka.

Sęk w tym, że nie pamiętam jak on to uzasadnił. Jak uzasadnisz gramatykę słowa niecenzuralnego? Skąd wiemy, że ch a nie h? Co za różnica? Jeśli jest jakaś zasada, to jaka? Skąd się wywodzi ten wyraz? W internetowym słowniku poprawnej polszczyzny znajdujemy:
  • chuj
    1. wulg. «członek męski»
    2. wulg. «wyzwisko używane w stosunku do mężczyzny»
Luz. Wiemy jak się pisze, mimo tego, że pewnie większość luzaków nie chce tego uznawać, bo HWDP wyglądałby wtedy CHWDP. To już nie to samo:( O rany, wpisałem w google dlaczego chuj pisze się przez ch? i jak widzę nie tylko ja mam takie problemy wieczorami. Dałem sobie spokój jak na trzecim czy 4tym wyniku przeczytałem DLACZEGO NIKT NIE LUBI PUSZYSTYCH DZIEWCZYN, gdzie ktoś również komuś uzasadnił że przez ch i wyzwał od ignorantów.

Jeśli ktoś chce przeczytać więcej wystarczy kliknąć tu: http://hoombug.skunk.one.pl/node/21
na cudny artykuł z komentarzami zatytułowany:

Dlaczego HWDP a nie CHWDP?

, którego po prostu nie chce mi się czytać. Wiem, że zamiast tego posta mógłbym rysować, ale po piwie i o tej godzinie i tak mi nie wychodzi rysowanie. Przynajmniej póki mi za to nie płacą.

Systemowe ŻALE.

Nie wyspałem się dzisiaj. Czy do tego już dochodzi w tym OGGu, że nawet takie rzeczy wypisuję? Co dalej: zjadłem klapsztulę z jajkiem, selerem i pomidorem, której nie skończyłem wczoraj i owinąłem w folię i wsadziłem do lodówki gdzie czekała na mnie dziś rano uśmiechając się do mnie (sznytka to w pewnych rejonach kraju stara nazwa potoczna na kanapkę pojedynczą, a klapsztula na składaną - źródło: mój tata); zaraz pójdę i wezmę herbatę co się w kuchni spokojnie zaparza choć nie musi, skoro to ekspresowa, dodam mleka gdyż nie jest zbyt dobra i zjem ostatniego snickersa...

Hola! Basta!

Od początku: póki OGG nie opiera się wyłącznie na takich przyziemnych motywach pisanie o nich nie może zaszkodzić. Jestem zwyczajnym człowiekiem no i na prawdę się nie wyspałem. Włosi do piękny naród. Jeszcze tam nie byłem, ale w ciągu ostatnich dwóch lat przewinęło mi się przez ręce ich mnóstwo. Jedną z wielu rzeczy, które w nich lubię, to fakt (jeśli o tym wcześniej pisałem, błagam o wybaczenie sklerozy), że śniadanie zaczynają od czegoś słodkiego i kawy. Powiedzmy słodkie ciastko i ekspresso. I ma to dużo sensu, jeśli się nad tym zastanowić. Rano potrzebujemy boosta, nawet jeśli nie żłopiemy alkoholu i nie bierzemy narkotyków i w ogóle mamy nudne abstynenckie życie, to i tak budzimy się zmęczeni lub nie wyspani, a taka kawa i ciastko lub coś od razu daje nam energii i wprawia w dobry nastrój. Wszystkie polskie nauczycielki biologii, ochrony środowiska itp. propagują, że śniadanie to najważniejszy posiłek więc zjedz coś treściwego. Wbijać w to. Jedz to na co masz ochotę, jak nie jesteś głodny rano, to nie jedz. Łatwo jest powtarzać to, co jakiś tam naukowiec odkrył, ale każdy jest inny. Tak więc coś słodkiego zdążymy spalić spokojnie wciągu całego dnia, zamiast opychać się lodami wieczorem.

Jak widać upodobałem sobie bardzo te tematy narodowo - żywnościowe.

ŚWIAT nasz trzyma się jakoś kupy. JAKOŚ, ponieważ trudno mi jest uwierzyć w to, że stworzyliśmy sobie taki system z pracą, edukacją i tępieniu indywidualizmu i twórczości i inicjatywy na przełomie wieków kiedy widzę co się dzieje dookoła mnie. Mnóstwo ludzi i organizacji każdego dnia robi coś zupełnie bezcelowego. To jest PSYCHICZNE. Serio. Robią coś bezcelowego, ale tak totalnie głupiego albo celowo albo bo ktoś im kazał (SYSTEM). Najlepszym przykładem jest pan woźny, który każdego poranka stoi przy wjeździe do pewnej niezaczarowanej szkoły w którym nie ma przerośniętego Harrego. Otwiera on połowę bramy i stoi tam. Kiedy nadjeżdża samochód w którym siedzi nauczyciel, Pan woźny otwiera drugą połowę (bo przez jedną samochód się nie wciśnie, a nawet jeśliby się wcisnął to zbyt duże ryzyko dla skromnego szarego nauczyciela) i wpuszcza samochód. Wystarczyłoby otworzyć całą bramę i koleś nie musiałby tam stać w deszczu czy śniegu, w mrozie przez pół godziny czy bóg wie ile i mógłby się zająć czymś bardziej pożytecznym. Np. naprawieniem krzesła. I nie interesuje mnie, że pewnie ma jakiś powód, np. nie wpuszczać zwykłych ludzi albo rodziców z dziećmi żeby nie blokować wjazdu ani skromnego parkingu dla i tak już sflustrowanych nauczycieli, którzy właśnie dlatego go tam postawili na pierwszym miejscu. Więc nie obchodzi mnie to czy inne uzasadnienie wcale dlatego, że jakiekolwiek by ono nie było to i tak durnota. Pewnego dnia podejdę do niego i spytam, dlaczego tak tam głupio stoi. Ale nie powiem głupio.

Najwięcej ludzkiego imbecylizmu oraz obłudy systemu i wyciskania soków z naszych dusz doświadczyłem w sklepie w którym to pracowałem po raz pierwszy z książkami szkolnymi i artykułami papierniczymi. Po dziś dzień śni mi się to miejsce i mam nadzieję, że jak już napiszę i narysuję swój komiks: HZ: Sklep (na którego to kartki przeleję swoje doświadczenia i naukę z nich płynącą w nadzieii, że natchnę ludzi i pomogę im uniknąć podobnego upodlenia jakie mnie spotkało) przestanie mi się to miejsce śnić.

A! Basta - wyraz dobrze w polsce znany (przynajmniej mi) pochodzi w Włoch i oznacza to samo co u nas. Być może oba te wyrazy pochodzą po prostu z łaciny?

środa, 22 października 2008

Krzyki WEWNĄTRZ: golizna.

8 paneli powoli się wypełnia. 1 tylko jest nie ruszony, panel nr 6 gdzie główna bohaterka przeżywająca załamanie nerwowe siedzi nago w wannie. Rysowanie idzie stopniowo do przodu i jestem zadowolony z efektu. Jak tym razem nie wygram, to nie wiem co jest nie tak z tym światem. Wiem, że nie powinienem uzależniać wszystkiego od tego konkursu i nie chodzi o to, żeby wygrać, tylko próbować, bla bla... Jednak mam dobre przeczucia:) No i dzisiaj od rana rysuję, idzie mi dobrze, więc mam dobre samopoczucie.

Muszę pokazać trochę golizny w komiksie jako że większość czytelników komiksów i Zuda to płeć męska. Oczywiście goliznę można wytłumaczyć, jak mój przyjaciel Noel, który pomaga mi z angielskim tekstem, powiedział, że ona jest naga bo to symbol tego, że jest naga na to wszystko co się dzieje, że jest bezbronna.

Tak na prawdę trzeba pokazać trochę golizny. Żeby się publiczność podnieciła i głosowała, jeśli historia lub rysunki jej nie urzekną. Wiem jak to brzmi, ale to zimny świat na którym żyjemy. Spośród wszystkich komiksów, które w ciągu roku od otwarcia przewinęły się przez Zuda (tych które wygrały i tych które nie) jest kilka niezłych rysunków kobiet. Ja - jako że to moja misja - mam zamiar narysować jeszcze lepsze.

Cóż, pożyjemy... zobaczymy.

wtorek, 21 października 2008

weRead

Chciałem, kombinowałem, ale brnąłem Donikąd. Aż tu dzięki facebookowi i mojej dziewczynie, która mi poleciła tą aplikację znalazłem stronę www.weread.com . Dzięki niej możesz z łatwością ułożyć sobie katalog książek/komiksów które przeczytałaś/eś, chcesz przeczytać lub czytasz, które posiadasz i te, które są Twoimi ulubionymi. Możesz też pisać recenzję. To nic nie kosztuje. Póki co strona jest tylko po angielsku, francusku i niemiecku, ale myślę, że to się wkrótce zmieniu, pozatym jest prosta w osłudze. Wystarczy się zarejestrować i już można układać swoją kolekcję. Wystarczy tytuł książki, imię/nazwisko autora, albo nr ISBN. A jeśli książki nie ma w spisie można samemu dodać.

Wysłałem dzisiaj kupie ludzi zaproszenie do tej strony więc jeśli dostaliście email od weRead, to właśnie to, a nie spam.

A! I można też polecać ksiązki znajomym i zapraszać znajomych. TAK! - wykrzyknął entuzjastycznie - Możemy zostać książkowymi przyjaciółmi! Tak więc jeśli chcesz wiedzieć co czytam i czy czytam, wystarczy, że klikniesz na link po prawej pod DORWIESZ GO TEŻ TUTAJ: On czyta (albo KLIKNIJ tu od razu). Póki co nawet nie wiem, czy mogę sobie ustawiać prywatność, więc nawet nie będąc zarejestrowanym możecie sprawdzić sobie mój profil.

W wyniku tak dobrego bezpłatnego programu tutaj raczej o swoich książkach nie będę pisał, chyba że nadejdzie ten dzień, w którym weRead będzie dostępne na bloggerze. Póki co dodałem widgeta na dnie po prawej z namiastką moich własnych książek. Jak długo tego widgeta będę tu trzymał też nie wiem, bo nie podoba mi się, że tyle zajmuje i nie można go zmiejszyć (dlatego dałem go na samo dno).

A teraz proszę o przeproszenie, ale czas ruszyć własną dupę z łóżka i wbrew atakom depresji rysować dzieło życia, które się sprzeda i uczyni takiego depresanta jak ja bogatym depresantem.

Wstawaj psie!

Przypowieści: Adaś

Pewnego złotego lata zacząłem pisać opowiadanie, które jak zwykle nie skończyłem... o Adasiu. Aby odsłuchać te 8min38sek opowiadania niedokończonego wraz ze wstępem kliknij w tytuł posta bądź wejdź na http://sebastianjaster.podbean.com/ - na tej stronie znajdziesz więcej nagrań. Póki co aż o dwa więcej o których wstyd mi tutaj pisać, więc wrzuciłem je tam. Jedno to improwizacja, a drugie to pamiętna Relacja sąsiadek wersja audio.

Póki co to ostatnie nagranie nadające się do pokazania z tych które kiedyś tam nagrałem.

C.D.N.

Podcast. Teraz.

Próbowałem sprawdzić na lingu jak przetłumaczyć słowo podcast na polski, ale nie znalazłem. Podcast oznacza nagranie radiowe, które możesz sobie odsłuchać w internecie, ale nie na żywo, tylko nagrane wcześniej.

Dla celów własnych znalazłem stronę www.podbean.com w której można za darmo publikować swoje audycje. Niestety blogger nie daje Ci takiej możliwości. Myślałem, że utwór pokaże się w tekście posta jako odtwarzacz i wystarczy kliknąć, a tu nie, przekierowuje Cię na drugą stronę. W każdym razie na prawo pod DORWIESZ GO TEŻ TUTAJ dodałem link do tych wszystkich nagrań, które wrzucam tu na OGGa. Można je tam łatwo odsłuchać a również sobie ściągnąć jeśli ma się ochotę. Można więcej: można skomentować tak samo jak na OGGu, ale w przeciewieńswie do OGGa można też wysłać emailem do babci (no, na OGGu posty też można komuś wysyłać emailem, ale nie udostępniłem tej funkcji) oraz można dawać GWIAZDKI. Piękne i żółte. Tak, lubię wyraz piękne.

poniedziałek, 20 października 2008

Przypowieści: ŻYCIE na ulicy Kujańskiej.

Życie na ulicy Kujańskiej opisuje prawdziwą historię w brzęczący sposób. Czas trwania nagrania: 13min 21sek. Rok produkcji: 2004.

Aby odsłuchać audycji kliknij w tytuł posta.

Przypowieści: INTRO

Internet to cudowna rzecz. Pozwala Ci nawet słuchać głosów. I to w dodatku nie tych w Twojej głowie. Mozart.

Już od jakiegoś czasu nosiłem się z myślą o publikowaniu jakiś historii czy czegotam na OGGu w formie Głosu, czyli nie czegoś co trzeba czytać, ale czegoś, co można słuchać. 3 czy 4 lata temu nagrałem pewne kabaretowo podobne rzeczy które nagrałem na płytę, którą oczywiście mam przy sobie. Z całego chłamu jedna/dwie nadają się na pokazanie światu. Po 2 godzinach pijackiej męki ułomnego człeka udało mi się osiągnąć swój cel.

Od czasu do czasu będę publikował Głos. Wystarczy wtedy klinąć na tytył audycji aby odsłuchać nagranie. Zawsze chciałem być recenzentem radiowym, to mam. Oto wstęp do tego, co czeka Cię wkrótce. Czyli taka część pierwsza.
Kliknij na tytuł posta ażeby przenieść się do krainy szczęścia i rozkoszy. Bynajmniej. Jakość jest taka sobie, brzęczy bezustannie, ale idzie zrozumieć każde słowo, mam nadzieję. W związku z nagrywaniem polskiej narracji dla Czarownicy z Portobello kupiłem nowy mikrofon, który jest cudny, oh oh, więc kiedy nagram coś nowego możecie spodziewać się dobrej jakości dźwięku.

KRZYKI WEWNĄTRZ: Śmierć przyszła wraz z jesiennymi liściami.

Od kiedy zostałem po raz drugi w swoim życiu bezrobotny mam czas na rysowanie. W tym miesiącu, najdalej w następnym mam zamiar skończyć moje 8 panelów na konkurs Zuda. Jak to mam w zwyczaju rysuję je na raz, jak coś mnie nie bawi lub stwarza trudność przerzucam się z jednego panelu na inny. Jako że wbrew regułom nie jest pokazywanie komiksu przed wysłaniem do nich, a już w ogóle im nie wadzi jeśli się pokazuje materiały w postaci szkicy itp. publikuję tu dzisiaj szkic (w miarę zaawansowany, na tak w połowie) 8mego panelu. Nie miałem zamiaru nic skanować dopóki szkice nie byłyby ukończone, ale tutaj pojawił się problem z proporcją i aranżacją przestrzeni, więc musiałem zeskanować, żeby w miejszym formacie móc lepiej ocenić jak to wygląda. (Każdy panel rysuję na brystolu A3). Poniżej szkic z poprawionymi poziomami w photoshopie, żeby miało co gołe oko zobaczyć:

Nie będę opisywał fabuły tylko przejdę wprost do sedna. Środkowa postać/kreatura (wzorowana na moim wczesnym szkicu Śmierci sprzed 8 lat, który pokazałem TUTAJ we wcześniejszym poście) fizycznie nie mogłaby stać tam gdzie stoi. Pomimo, że rzeczywistość i tak jest załamana w tej historii wciąż ma swoje granice. Będę więc musiał zaraz przerysować tę kreaturę i wysunąć ją na pierwszy plan. Nie będzie już wyglądała dokładnie tak samo (tak jak nigdy dwa razy nie przejdziesz tej samej rzeki).

Powinienem też ten szkic wrzucić na swój OGG angielski, ale jak pisałem wcześniej, szkoda zachodu. Łatwiej mi się wyrażać w moim ojczystym języku (poza tym więm, że tutaj przynajmniej Ktoś czyta te słowa). Jeśli dostanę się do konkursu wtedy reanimuję angielskiego OGGa, póki co umiera naturalną śmiercią. Istnieje możliwość, że odłączę go od prądu, skoro i tak tam nic nowego nie zamieszczam.

Ale się rozpisałem. Uu! Może to dlatego, że już od dwóch dni i 17 godzin nie miałem alkoholu we krwi?

A co robiłem wczoraj i przedwczoraj? Rysowałem autobus. Co nie jest takie proste jak mogłoby mi się wydawać. Robiłem też inne rzeczy, np. jadłem, piłem wodę. Używałem swoich gał do oglądania świata przez okno. Tak. To też robiłem.

Denek + Kluska: VIII

czwartek, 16 października 2008

Kto porwał syna Beaty K.?

Przygniotłem sobie palec, znowu. Boli.
Wszystko ma swój urok, potem przemija.
Często robimy różne rzeczy nie wiedząc dlaczego. Szczególnie, kiedy jesteśmy młodzi. Nasze pragnienia materializują się w rzeczywistości. Mamy więc świadomość i podświadomość. Obie niezbędne do życia. Podświadomość wie, czuje o wiele prędzej niż świadomość. Jeżeli ktoś ma ładne nogi, to o tym wie. Tylko osoba niesamowicie rozwinięta duchowo tworzy jedność z podświadomości i świadomości. Często coś robimy, cokolwiek. Robimy to coś nie zastanawiając się nad tym i TO się staje. Jest to zewnętrznym wyrazem naszej podświadomości. To COŚ się stało i mamy dwa wyjścia: przyjąć to jako chleb powszedni i iść dalej nie zastanawiając się wcale dlaczego to coś zrobiliśmy, ALBO: Zastanowić się dlaczego tak postąpiliśmy. Zrobić sobie psychoanalizę. To drugie rozwiązanie jest trudniejsze i często nie idziemy tą drogą woląc sobie oszczędzić kłopotu, ALE niestety jest to niezbędna droga do rozwoju. Większość ludzi jej nie wybiera. Większość ludzi nie chce się rozwijać.

Kiedy więc miałem trzynaście lat zaraz po lub tuż przed "Mroczną Zemstą" zrobiłem ten film (jak zawsze polecam kliknąć w ekran na youtube żeby otworzyć w lepszej jakości). Już wtedy byłem kiepskim aktorem:

Kto porwał syna Beaty K.? Część I:

I część druga:


Nigdy nie zastanawiałem się dlaczego zrobiłem ten film. Z tego co pamiętam, zawsze lubiłem kino i chciałem się wyrazić. Spoglądając z perspektywy czasu na ten przejaw amatorskiej twórczości stwierdzam, że to jest to co chcę robić. Nawet nie wiedząc o tym wtedy moja podświadomość już wiedziała.

Gdzie ja jestem? TUTAJ.

Słowa zatracają się. Nie są ważne. Nie ma ich. Otwórz oczy. Otwórz siebie i spójrz na osobę przed Tobą, osobę, która do Ciebie mówi. Widzisz? Lepiej niż widzisz: czujesz? Tak czujesz, czy ta Pani czy Pan, co do Ciebie mówią są pogodni bądź nie, czy chcą czegoś od Ciebie, czy Cię oszukują, czy po prostu Ciebie kochają i tak jak Ty są otwarci i łączy Was coś więcej niż słowa. Zresztą, jak już ustaliliśmy słów nie ma.

Są idee. Przekazujemy je ludziom, przekazujemy uczucia, dzielimy się energią lub też zachłannie (i oczywiście nieświadomie) ją kradniemy jak piraci. Są marzenia i te cudne chwile, kiedy nie uciekamy w przeszłość, kiedy nie uciekamy za myślą bądź myślami, które nas prześladują i które zalęgły się w nas jak żółte kleszcze. Są chwile, kiedy jesteśmy wolni. I są to najcudowniejsze chwile, jakie istnieją. Widzimy raj. (Świadkowie Sebastiana - pierwsze piętro, drzwi po prawej, sala nr 102).

Tak prędko jednak ten dobry czas ucieka. Dlaczego? Nie wierzymy, że może trwać dłużej, nie czujemy się goni, aby odczuwać go przez dłuższy czas. Nie wierzymy. Wypełniające nasz byt szczęście takie wielkie i zdawałoby się mocne znika błyskawicznie, a najczęściej zamienia się w złość gdy stawiamy czoła innemu człowiekowi. Wystarczy że coś powie lub krzywo na nas spojrzy (zrobi zeza), i wszystko z nas ucieka. Dlaczego? (Na dzisiejszej sesji, drodzy bracia i siostry nie tylko zadajemy pytania, ale również na nie odpowiadamy). Ponieważ nie jesteśmy pewni siebie. Jesteśmy jak ten domek z kart, byle podmuch i się rozpadamy. Nasze wierzenia są prawdziwe, nasze marzenia są na wyciągnięcie ręki, jednak brakuje nam tego ważnego elementu, który sprawi, że wyciągniemy te dłonie, że chwycimy te marzenia. I tym ważnym elementem nie jest już wiara, tylko PEWNOŚĆ. Jeśli jesteśmy pewni, jeśli wiemy, że to czego pragniemy się stanie i żadna siła na ziemi czy na niebie nie jest w stanie nas powstrzymać wtedy osiągnęliśmy swój cel. Wtedy czas się nie liczy. Pieniądze się nie liczą. Nic nas nie zatrzyma, bo już dotarliśmy.

Sebastian jak zawsze mógł się bardziej rozpisać i rozwinąć każdy ze swoich wątków, jednak głęboko wierzył, że plecie do rzeczy i że Drogi Czytelnik poruszy własną makówką i domyśli się reszty i że pozna to, co z pozoru nieznane.

piątek, 10 października 2008

PATRZ. Pe el.

Czym jest portal patrz.pl Sebastian nie wiedział. 3 dni temu otrzymał następującą wiadomość:

Witam,
odnalazłam Twój filmik na YouTubie i chce zaprosić Cie do wystąpieniem w nowym programie Pokaż się w Pino TV.
Program "Pokaż się" ma na celu promowanie ciekawych i odważnych ludzi oraz ich pasji, hobby czy zajawek.
Chcielibyśmy prosić o przesłaniem nam Twojego filmu w formie
linku (najlepiej gdy byłby umieszczony w portalu www.patrz.pl) wraz z jakąś krótką informacją o osobach w nim występujących. Film taki bedzie zaprezentowany w programia "Pokaż się", a osoby które prześlą nam najciekawsze filmiki będą zapraszane do studia w celu nagraniu indywidualnego programu.

Sebastian odpisał że całuje rączki, ale o który film chodzi? Miał ich tam kilka.

Hej,
dzięki za szybką odpowiedź.
Prosiłabym w takim razie o przesłanie linków do "Mrocznej zemsty" i
"Wiedźmy z Portobello".
Najlepiej jednak gdyby były one umieszczone na serwicie www.patrz.pl bo
stamtąd możemy emitować filmy.
W razie pytań pisz, a ja jak tylko dostane Twoje materiały napisze kiedy
odbędzie się nagranie i emisja programu "Pokaż się" z Twoimi produkcjami.

Pozdrawiam i czekam na linki

Olga

PinoTv

Sebastian nie wietrząc w tym swojego pierwszego miliona założył konto i wrzucił kilka filmów. Niestety okazało się, że portal filmy szerokoekranowe automatycznie rozciąga. Ścierwo. A rozciągniętych filmów, to nie chce, żeby oni kimkolwiek oni są, oglądali. Więc musi się depresyjny chłopak pomęczyć trochę, żeby zmienić format i żeby to wyglądało cacy, a nie tak jak teraz. Po prawej stronie OGGa znajduje się SEBASTIAN JASTER W SIECI, a poniżej link do jego konta na patrzPl. Jest tam dokładnie to samo co na youtube, a nawet mniej, ale zawsze można kliknąć, jeśli się akurat czeka na grzanki, aż się przypieką.

Ok, pinoTv to internetowa telewizja, to jeszcze rozumiał, ale motyw z wysyłaniem filmów zbyt bardzo przypominał mu youtube, który od patrz.pl był o wiele lepszy pod wieloma względami. PO KIEGO więc robić to samo tylko, że gorzej? Sebastian nie miał pojęcia. Bladego. A powinien mieć choć blade, w końcu wcale taki głupi nie był, jak wszyscy myśleli, a niektórzy nawet mówili.

Ćwierć WIEKU.

9 października 2008 roku szanowny pan Sebastian Jaster ukończył 25 lat, czyli ćwierć wieku. Informacja ta nie umknęła oka kilku dobrym znajomym, którzy z tej okazji nie złożyli mu ofiary w krwi postaci baranka . Spytany o wrażenia i przemyślenia odpowiedział milczeniem, czyli wcale nie odpowiedział. Można było domyślać się, że trochę go bolało, iż nie zrobił jeszcze swojego pierwszego miliona na rysunkach bądź też na prawach do sfilmowania jego rysunków ala komiksów.

Sebastian powinien się jednak cieszyć, że żyje i ma brzuszek pełny. Z łatwością przychodziło mu pisanie niewybitnych rozważań o tym jak być szczęśliwym i o co w tym całym szaleństwie nazywanym życiem chodzi. Sęk i ból jednak w tym, że on sam nie za bardzo stosował się do swoich opinii i prawd. Przekłamywał w ten sposób własną ideologię i wciąż brodził, brodził gołymi stopami w błocie, taka przenośna jego stanu umysłu.

Pomimo tego pewne był, iż pomimo, że wydawało mu się, że jego wiara słabnie, to wciąż ją miał. Wiedział, że okłamuje siebie w wielu różnych dziecinach, ale nawet i to nie mogło zmienić NIGDY tego o czym wiedziała i co czuła jego dusza. A mianowicie, że nie można się nigdy poddawać. Że trzeba uparcie dążyć do celu i że Anioł Stróż jakkolwiek odległy i mało realistyczny znajdował się tuż nad nim (lub za jego plecami) i dodawał mu otuchy. Można by pisać i opowiadać o marzeniach zszarganych szarą rzeczywistością, lecz tym razem nie było to ani miejsce ani czas na to. Faktem jest, że oprócz wiary potrzebował również pewności siebie. I pomimo tego, że jego dusza wiedziała (dając mu wizje przyszłości jako zapewnienia w postaci snów), że wszystko czego zapragnie, to osiągnie, to jego byt, jego zewnętrzna świadomość wciąż nie chciała uwierzyć w tą prostą prawdę. A przecież to nie kosztowało nic, wystarczyło uwierzyć. Na szczęście jeśli nawet nie obdarzony pewnością siebie i przebojowością jako cechami wrodzonymi, można się było ich nauczyć, lub też można się było przemóc i zburzyć mur i zacząć żyć własnym życiem bez durnych obaw. I to było w zasięgu jego rąk. I to było pozytywne.

Może pisał o sobie dużo, może był narcyzem, ktoś w końcu gdzieś go kiedyś tak nazwał, jednak dobrze się działo, że potrafił się otwierać tutaj, gdyż nie robił tego w rozmowach zbyt często. Strzępił języka nie będąc pewny co do wartości jego słuchaczy. Czy też swojej.

Minęło 25 lat.

czwartek, 2 października 2008

Bajki.

Nie wiem, czy tak jak każdy, ale najbardziej w dzieciństwie lubiłem bajki. Pewnie, że bieganie po drzewach i rzucanie śnieżkami też było fajne oraz odkrywanie nowych wymiarów w tajemniczych miejscach z tabliczkami TEREN PRYWATNY. NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY poszerzało horyzonty, jednak zawsze niecierpliwie czekałem na kolejną dobranockę oraz bajki Disney'a. To on między innymi zaszczepił we mnie zainteresowanie rysowaniem - oglądanie tych perfekcyjnie narysowanych intrygujących opowieści sprawiło, że ja też tak chciałem. Ale nie byle jak, chciałem być najlepszy!

Smerfy, Kacze Opowieści, Muminki, Gumisie oraz Denver, ostatni dinozaur, Kapitan Planeta i Planetarianie i inne - to były bajki. Pamiętam jak wczoraj kiedy stacja TVP1 w sobotę po puszczeniu Kaczych Opowieści z ramówki Walt Disney Przedstawia obwieściła, że był to już ostatni odcinek. ALE, że kiedyś do nich powrócą. I NIGDY CHAMUCHY NIE POWRÓCIŁY. Pamięć tych wcześniejszych bajek oraz późniejszej Czarodziejki z Księżyca emitowanej na Polsacie (która nigdy się nie poddała, nawet gdy przyciąganie ziemskie zostało zwiększone pięciokrotnie, ona i tak potrafiła się podnieść) przetrwała do dzisiaj, a wraz z nią chęć powtórnego ich obejrzenia. Udało mi się więc zdobyć część z tych seriali, nawet całe serie. Niestety, po obejrzeniu jednego czy dwóch odcinków dałem sobie spokój. Niestety, to nie jest już to samo co wtedy. Młodzieńcze spojrzenie i entuzjazm przepadły gdzieś z latami i jedyne co pozostało to wspomnienie. Teraz nie da się już utopić w takiej bajce i zapomnieć o bożym świecie, chyba że pod działaniem narkotyków. Na wszystko jest czas i miejsce. Czas na tamte bajki był wtedy. Teraz, pomimo, że mogę mieć je wszystkie i nie muszę niecierpliwie czekać całego tygodnia aby obejrzeć jeden tylko epizod, teraz jest już za późno. Czasu brakuje, a nawet kiedy jest, to wolę go przeznaczyć na coś ciekawszego jak na przykład dołowanie się na kanapie i ubolewanie nad losem i marzeniami.

I może robię się starym wapniakiem, ale dzisiejsze bajki to nawet nie nędzna namiastka tych tytułów, które wymieniłem na początku. Cartoon Network zdobywa serca młodych częstując ich walką, koktajlem kolorów i płytką powieszchnią. I dzieciaki to kochają. Odlotowe Agentki znaczą dla nich tyle, co Smerfy dla mnie wtedy.

Ciekawe, czy ktoś jeszcze pisał tak sentymentalnie o bajkach jak ja. Pewnie tak.

@templatesyard