września 2008 - OGG

wtorek, 30 września 2008

Z PIEKŁA: chudnijmy wszyscy RAZEM!
Świat nasz sponiewierany jest tanimi nabijającymi ludzi w butelkę tekstami i ideami. To, że reklama coś twierdzi, albo że nauka dowodzi wcale nie oznacza, że to prawda. W latach 40 czy 60tych lekarze w stanach propagowali jedne marki papierosów nad drugimi twierdząc, że są zdrowsze i od Takich Tam nie dostanie się raka. I idę o zakład, że ludzie w to wierzyli.

Każdy chce żyć wiecznie i być piękny. Powszechna jest opinia, że żeby schudnąć, należy między innymi nie jeść nic po godzinie 18stej. Co za cholerny idiotyzm. Bo jeśli nie będziesz żarł po osiemnastej, to ci brzuch się skurczy i znów będziesz mógł z dumą spoglądać w lustro. Trzeba jeść wtedy, kiedy jest się głodnym. Choć znowu słyszałem, że trzeba jeść, kiedy nie jest się głodnym - żeby nie czekać z jedzeniem, aż już będziesz bardzo głodny, też durnota. Kolejna motyw to taki, żeby nie jeść na godzinę czy dwie przed zaśnięciem. To ma trochę sensu jeśli na dwie godziny przed zaśnięciem zamierzasz władować w siebie tłusty makaron, pizzę i trzy piwa. Żołądek obciążony odpłaci ci się we śnie koszmarami, w których Szynka Gigant dogoni cię, rzuci się na ciebie i cię przygniecie.

Wszystko to kwestia co się je i ile się tego je. Proste. Ja jem okropnie i wstyd mi. No, nie wstyd, ale wiem, że powinienem jeść więcej owoców. Miliony książek o diecie, każda mówi co innego, każda jest na rynku, żeby zarobić kasę na czyjejś otyłości i naiwności w tzw. diety cud. Jeżelibyśmy mieli w nie wierzyć i zgodnie z nimi postępować, to to by było wariactwo. Jeszcze jedna dieta mówi o tym, żeby schudnąć poprzez nadmierne jedzenie, czyli innymi słowy schudnij tyjąc.

To nie żryj po 18mnastej wkurza mnie bardzo. Dlaczego akurat po 18mnastej? Żeby więcej tłuszczu się nie gromadziło? Założę się, że jest pełno mnóstwo szczupłych ludzi, którzy jedzą po osiemnastej, a mimo to są szczupli. ??? ::: Ponieważ ĆWICZĄ. Ruszają dupę, biegają! A nie spędzają czas czytając te dietetyczne książki z nadzieją, że bez wysiłku osiągną wagowe zbawienie.

Nie muszę pisać 200 stronicowej książki z 150 stronami zdjęć i rysunków, żeby przekazać wam swoją opinię: wystarczy jeść aż się najesz, a nie opychać się (co ja robię nadmiernie), nie jeść dużo słodyczy po południu (rano wszystko się spala), jeść owoce i warzywa i uprawiać sporty i ćwiczyć. Proste. Ile z tych rzeczy ja robię? No, na pewno o nich piszę. Jeśli to się liczy.
Denek + Kluska: VII

piątek, 26 września 2008

czwartek, 25 września 2008

Nie UCIEKAJ.
Słońce wzeszło ponownie rzucając światło i gdzieniegdzie ciepło na ludzkie zmartwiono-umęczone głowy. Pisanie, nawet OGGa, nie jest łatwe. Mógłbym rzec jasna pisać co mi ślina na język przyniesie, ale to mijałoby się z celem. Przeszedłem przez wiele różnych tytułów dzisiejszego posta. Chciałem go zatytułować Witaj w cyberprzestrzeni, potem Przyszłość jest teraz! (mój ulubiony slogan), a nawet Nie mów do mnie. Ostatecznie zdecydowałem się na tytuł który widnieje na górze.

Nic nie przychodzi łatwo. Marzenia się spełniają, jednak nie same z siebie jak za sprawą magicznej różdżki. Trzeba do nich uparcie dążyć pomimo przeszkód, niepowodzeń i kalectwa własnego mózgu. I wtedy się spełnią. Ciężką pracą i przezwyciężaniem własnych słabości, a nie leniuchowaniem, żłopaniem piwsk i byczeniem się przed telewizorem. Jeżeli ktoś ma na tyle szczęścia (bogaci rodzice, znajomości, głosy w głowie), że nie musi się specjalnie trudzić aby coś osiągnąć i już w wieku 20 lat jest znany i kochany i uznany i rozchwytywany, to taka osoba jest jednym wielkim szczęśliwym skurczybykiem. Lecz KIM taka osoba jest? Przychodzimy na ten świat i próbujemy dowiedzieć się kim jesteśmy. Czasami zabiera to więcej niż jedno wcielenie ziemskie. Szukamy odpowiedzi i zrozumienia, gdyż jest to niezbędne do życia pełnią życia. Ten cały nieszczęsny chłam, który nami targa z dnia na dzień, te ochłapy, które rzuca nam drwiąco los - pomimo tego że boli i ugniata nas, to pomaga nam uświadomić kim naprawdę jesteśmy. Jeśli wiecie o co mi chodzi.

W jednej z tych moich duchowych książek wyśmiewanych przez niektórych zwolenników czegoś bardziej przyziemnego (czyli dobrych magazynów z ładnymi zdjęciami dużych ciastek z dziurką), w jednej z nich przeczytałem coś bardzo interesującego. Biblia opiera się na drzewie poznania Dobra i Zła z którego Ewa skubnęła jabłko nie pokryte woskiem i Bóg ich wychrzanił (napisałbym wyrzucił, ale byłoby zazwyczajnie). Gdyby nie ten incydent niedrobny wszystko byłoby cacy. Sęk w tym, że gdybyśmy nie mieli w sobie smutku, bólu i strachu to nie bylibyśmy również w stanie odczuwać szczęścia i miłości. My ludzie jesteśmy stworzeni z paradoksów - zaprzeczamy sobie nawzajem. Gdy kochamy to nienawidzimy, możemy być czuli i romantyczni i pisać wiersze, a jednocześnie napychać się śmieciowym żarciem, brechać z reality showów i nie wycierać twarzy po jedzeniu. Dobro i Zło istnieją w jedności. Bez Zła nie byłoby dobra i odwrotnie.

Żeby nauczyć się trwać w szczęściu trzeba nauczyć się wytrwania w nieszczęsciu.

John Lennon śpiewa, że Bóg to koncept na podstawie którego oceniamy swój ból. To proste zdanie świetnie wyraża motyw katolicki. I wiem, że religia to temat rzeka, ale rzec muszę kilka rzeczy:
1. Jeśli Bóg istnieje, to nie taki jaki nam się wydaje.
2. Wszystkie opinie o Bogu czerpane ze starożytnych zagrzybiałych źródeł są tylko formą interpretowaną przez człowieka.
3. Jeśli Bóg istnieje jest to jedność bez nazwy i zasad.
4. Bóg nie wymyślił tych wszystkich przykazań, tylko człowiek.
5. Religia to władza, siła, to organizacja, to system, to tradycja (a wiecie, co myślę o tradycji) - istnieje, żeby zaspokoić ludzki głód.
6. Prawdziwą wiarę poznasz zaglądając w głąb siebie, a potem dokoła siebie (no! zrób to, wyzywam Cię!).
7. Nikt nie ma prawa mówić Ci w co masz wierzyć czy w kogo i jak to praktykować. Jezus nikomu nie narzucał. Kościół narzuca.
8. Biblia interpretowana jest źle i zachłannie. Rzeczy które odpowiadają kościołowi są eksponowane, a mroczna reszta ukryta.

Życie to coś więcej niż widzimy i słyszymy. Życie to to, co czujemy. Dzięki tym odczuciom wiem, że jest coś więcej dookoła nas (i w nas). Nie da się tego opisać, ale jak spoglądam w przeszłość, to pamiętam uczucie z jakiegoś okresu, niewysłowione uczucie. To trochę tak jak kiedy się mówi, że coś wisi w powietrzu.

Nasze życie to szaleństwo, które owijamy szeroką białą taśmą z napisem NIE PRZEKRACZAĆ GRANICY, żebyśmy się czuli bezpieczniej i żebyśmy wierzyli, że to wszystko ma sens. MA. Dzięki tej taśmie hodujemy sobie zdrową depresję i stajemy się zażarcie śmiertelnie poważni. Byle co i wybuchamy. A gdzie uśmiech na twarzy? Gdzie?

Ludzie to ignoranci. Zamknięte w sobie drewniane pajace paplające bezustannie o swoich obolałych kończynach i pogodzie i drzazgach. Nie wszyscy. Większość.

Dlaczego jestem tak negatywnie nastawiony? Czemu nie? Poza tym, to prawda. Ludzie, którzy są guru, którzy osiągnęli duchowy orgazm, który im trwa po dziś dzień - czy naprawdę nigdy się nie denerwują? Powiedzmy, że takiemu spadnie duży kanciaty kamien na bosą stópkę w ogródku. Czy przeklnie Kurwa Mać!, czy też pozwoli bólowi przejść przez jego ciało (stopę), westchnie (opanuje stęknięcie), uśmiechnie się i będzie dalej spokojnie pielił chwasty jakgdyby nigdy nic? Którz wie?

Zakończyłbym jakimś dobrym cytatem z łaciny, żeby sprawić wrażenie, że jestem OCZYtany, ale pamiętem tylko veni, vidi, vici. Tak więc zamiast tego zakończą te prawie że z sobą powiązane wątki (lub też wcale nie) tym:

POFOLGUJMY SOBIE. ZJEDZMY SOBIE PRALINKĘ. NALEŻY SIĘ NAM.
PS. Cóż wiem, że to ogłupiałe zakończenie, ale na inne mnie nie stać.
Denek + Kluska: V
Denek + Kluska: IV - póki co rzymskich cyfr nie brak.

sobota, 20 września 2008

Denek + Kluska: III
Ponad WSZYSTKO - reklama.
Reklama z 2004 - roku kiedy to komedia ta powstała wrzucona tutaj aby przypomnieć o sobie i o nowej wersji nadchodzącej ślimaczym zastraszającym tempem.

piątek, 19 września 2008

czwartek, 18 września 2008

Gówniany SYSTEM.
Nie żebym bezustannie i zachłannie nadużywał przekleństw - może kiedy moja słaba psychika doprowadzana jest do ostateczności przez np. rozlane mleko - ale kto do cholery stworzył taki gówniany system w którym przyszło nam żyć? I po kiego?

Litości!

Powiedzmy, że masz marzenie (bo masz, nawet sporo). To marzenie - dzisiejsze, a może nawet jeszcze z dzieciństwa - zostaje brutalnie zgwałcone przez szarą rzeczywistość. Szara rzeczywistość nazywana jest Szarą Rzeczywistością z powodu szalonego systemu, który dzień po dniu zabija marzenia. Na szaloność tego systemu składają się: stare zasady=wysysająca krew tradycja, chciwość ludzka oraz imbecylizm. Durność. Głupota. Pracuj całe życie - z mniej więcej 4 tygodniami przerwy każdego roku, w sam raz tyle, żeby złapał cię dół albo choroba albo śmierć krewnego - żeby zarobić marne pieniądze, które jak wiemy szczęścia ostatecznego nie dają, lecz kradną jeszcze więcej czasu.
I ta przeklęta martwica mózgów obywateli: rozmowy o niczym (porównywalne niemalże jakością z jakością szamba), wypustoszałe powtarzanie tysięcy razy tych samych rzeczy (o pogodzie - ładna dzisiaj pogoda, ej?, albo o tym co kto komu zrobił i dlaczego i kiedy), wychodzenie na piwo tylko po to, żeby pokazać (nie że zawsze, ale zbyt często), jak niewiele różni nas od zwierząt.
I pomimo togo, że Śmierć czeka tuż za rogiem, wy w to bezustannie wbijamy. Nie tylko z powodu ignorancji (Panie, broń i chroń mnie przed ignorancją innych i mą własną), ale również z powodu systemu, który każe nam zapomnieć o śmierci, a nawet więcej: uwierzyć, że ona nie nadejdzie.
Dlaczego mielibyśmy robić to, czego nie lubimy robić; mówić to, czego nie chcemy; dlaczego mielibyśmy walczyć o przetrwanie, zamiast po prostu być tu i teraz, być szczęśliwi? Ponieważ potrzebujemy cholernych pieniędzy, żeby kupić sobie dom i piękne twarze. O tyle, o ile DOM jest potrzebny, o tyle te piękne twarze i wszystko co za nimi idzie i się kryje to na sztos! Pogubiłem się trochę.
Nie chcę czekać 4 wieków, żeby wyskrobać sobie łódkę z drewna i świadmość tego pozwoli mi umrzeć szczęśliwie. Tzn. to czego najbardziej chcemy od życia czyni nas tego niewolnikami. Dlatego podejście: osiągniesz to, czego chcesz tylko wtedy, jeśli to sobie odpuścisz ma sens i logikę. Której za bardzo jeszcze nie rozgryzłem, ale to namiętnie piszą Obdarowani w przewodnikach duchowych.
W każdym razie wracając do systemu - jest to gówniaty system, którego nie da się zmienić, ponieważ ludzie są chytrzy i prości i zamknięci na nowe poglądy, a każdy przejaw inicjatywy tłumiony jest przez ich agresję za którą skrywa się strach przed rewolucją, anarchią, a tak najbardziej to przed po prostu ZMIANĄ. Dość już mam tego i chcę coś z tym zrobić.

Tylko co?

Jeżeli chcesz zmienić świat zacznij od zmienienia siebie, a wtedy gdy otworzysz oczy zobaczysz, że i świat się zmienił. Łatwo powiedzieć. Śmiesznie łatwo. A jeszcze śmieszniej łatwo jest zapomnieć. Dlatego wciąż do tego wracam. Jednak wszystko jest w naszych rękach (jak leci piosnka Bjork: It's in our hands, trala la). Co tak naprawdę musimy i potrafimy zrobić - jak pisałem wcześniej - to obudzić się. Obudź się! Słyszysz? Słyszysz?!

Nie słyszysz. Papier toaletowy za pół ceny!! Oo, to słyszysz, nie? I te piękne niebieskie porcelanowe bezgustne duperele, których tak potrzebujesz do swojego salonu i te piiiinkne kolorowe strony internetowe, dzięki którym garbisz się przed ekranem, niszczysz sobie oczy, pocisz dłonie i nie wychodzisz z domu, bo masz tam zajebiste centrum świata (oczywiście z wykluczeniem tego OGGa:). To jest życie! Jaba-daba-duu!
Denek + Kluska: POCZĄTEK.
Jakiś czas temu pisałem o Denku i Klusce. Narodzili się jakieś trzy lata temu i doczekali z 12 pasków komiksowych wątpliwej jakości. Ale skoro zamierzam z czasem zrobić coś z nimi i trochę przekształcić formę - z dziecinnoniewinnej na poważniejszą i istotniejszą - to pomyślałem, że pokarzę Wam te stare początki. Bo wszystko gdzieś się zaczyna.

Pasek pierwszy:
Kliknij nań by powiększyć.

środa, 17 września 2008

Bezimienna BOHATERKA.

Kolejny szkic twarzy bohaterki Krzyków wewnątrz.
Garść z zeszłego tygodnia.


To Herr ZEBA poniżej, OCZYwiście:

Smutny człowiek - zajebiście nieOryginalny tytuł:

Nie zależy mi już na pieniądzach tak bardzo jak na czasie. Jedyne czego chcę, to CZAS i taki stan psychiczny, żeby mi na gara nie siadało, żebym mógł czerpać z tego czasu jak najwięcej dla robienia tego co sprawia mi przyjemność.

czwartek, 11 września 2008

Krzyki WEWNĄTRZ.
Perspektywa utraty bliskich, smutek życia, strach przed przyszłością. Wszystko to pewnego dnia przeminie wraz z nami i nastanie inny czas i nowe życie. Karma. Ale póki co wciąż tu jesteśmy. Więc do dzieła!

Niecały rok temu ruszyła strona ZUDA - komiksy online władane przez DC Comics. Co miesiąc spośród wszystkich zgłoszeń wybierają 10 uczestników, na których przez miesiąc może głosować Cały Świat. Ten kto wygra dostanie ładny kontrakt na jeden rok. Spróbowałem swoich sił z RAMIREZEM I KRISTOSEM (kliknij, bo jak nie, to twoje ręce odpadną a stopy porosną grzybem na zawsze). Niestety nie wygrałem.

Nadszedł jednak nowy rok. 2008 i Sebastian spróbuje swoich sił po raz drugi. Tym razem z historią pod tytułem Krzyki wewnątrz - Screams Inside. Jest to historia fantasy, w której główna bohaterka odnajdzie to, co raz utracone a wraz z nią - mam nadzieję - odnajdzie to każdy z nas i obudzi się nareszcie i zacznie żyć pełnią. Będę tu na bierząco informował o moich postępach i zdradzał więcej z konceptu i wypocin rezultatu.

Oto pierwszy szkic głównej zagubionej bohaterki, która póki co jeszcze nie ma imienia (JAKIEŚ PROPOZYCJE???). Wpierw daremnie męczyłem się i doszedłem Donikąd, czyli:

Po czym nastał czas szczęścia i emocjonalnych orgazmów, gdyż zdaje się, że trafiłem na dobrą drogę. Głowna bohaterka Krzyków Wewnątrz wygląda mniej więcej tak:Jej fryzura mam nadzieję ulegnie zmianie, bo to jeszcze nie do końca to, co chcę. Wiem, że ma duże piękne oczy i pociągłą twarz. Zastanawiałem się nad uczynieniem jej puszystą. Widzicie, wszędzie gdzie nie spojrzeć (reklamy, kino) dominuje motyw chudej laski. ? W komiksach również. Jeśli więc moja główna bohaterka byłaby gruba, ale wciąż piękna i seksowna, byłaby to zauważalna różnica, a i historia zyskała by inny wymiar.

Myślę jednak, że świat nie jest jeszcze na to gotowy. A ja strachliwie nie chcę zaprzepaszczać swoich szans idąc na komercyjną historię, która mimo to będzie miała moją duszę i przesłanie. Pomaga mi Noel Frawley - wspaniały przyjaciel obdarowany przez matkę naturę talentem do pisania. No i jakby na to nie patrzeć rysuję o wiele lepiej niż dwa lata temu, więc szanse rosną i rosną. A w moim ostatnim wiedźmowym konkursie byłem w trójce finalistów, więc szanse rosną jeszcze bardziej.
Ponad WSZYSTKO - powrót!
Od czasu 2004 roku, kiedy to nakręciłem film "Ponad WSZYSTKO", nie potrafię przestać myśleć o nim. Jednym z powodów jest chęć zrobienia nowej, krótszej wersji z dodaniem epilogu. Oraz napisów w różnych językach. Choć to ostatnie potrwa. Film trwa 1h i 13 minut, chciałem to skrócić do około godziny i doszlifować tu i ówdzie. W2006 roku dokręciłem dodatkową scenę z Jamesem granym przez Mateusza Kijowskiego, w którym to ucztuje sobie z trzema skąpo odzianymi dziewczynami. I pomimo, że kręcenie tej dodatkowej sceny to była dla mnie męka, dałem radę.

Zaplanowałem wrzucić przynajmniej dwa klipy z filmu na youtube, nie cały bo to nie ma sensu (za długi i w ogóle): pierwszy już jest poniżej (jak zwykle polecam otworzenie go na stronie youtube i obejrzenie w lepszej jakości), a nad drugim wciąż się zastanawiam.

niedziela, 7 września 2008

Nasza Klasa - kampania REKLAMOWA.
RAPORT Z POSTĘPU.
ETAP PIERWSZY: Zapraszanie na ślepo (w większości przypadków) bez zbytniego uzasadnienia.

W kwietniu mój dobry przyjaciel (tak Jacek, znowu o Tobie mowa) podrzucił mi świetny pomysł, żebym reklamował swoje komiksy i siebie na naszej klasie. Uzasadnił to genialnie prostym spostrzeżeniem, że jest to darmowa baza danych. Rozmawialiśmy wtedy o sposobach na promocję po najniższych kosztach. Zwykle firmy muszą płacić kupę szmalu za takie bazy a tu jest to na wyciągnięcie ręki. Tak więc jeśli każdego dnia napisałbym przynajmniej do 10 czy 20 nowych osób jest szansa, że któraś z nich by się zainteresowała, a za dużo czasu to nie zabiera.

Jednak nie wiedziałem jak się do tego zabrać, a myśl o pisaniu do obcych ludzi z jakimś tam tekstem specjalnie mnie nie przekonywała. No bo z jakim?

Kilka dni temu wpadłem na świetny pomysł i stworzyłem profil na naszej klasie Herr Zebie. Herr ZEBA, pomimo, że jest postacią narysowaną (wciąż o tym piszę, jakby to było coś złego), to jest moim alter ego i świetnie się trzyma i ma w sobie wystarczająco dużo charyzmy i czaru, żeby kusić nowych i niewinnych, którzy w przyszłości mogą kupić album z jego przygodami. Herr Zeba zaprosił do tej pory ponad 300 osób. Część odrzuciła zaproszenie, a zdecydowana większość nie podjęła żadnego kroku. Jednak - co jest zdumiewające - po zaledwie 4 dniach od realizacji pomysłu - Herr Zeba ma już 180 znajomych! O wiele więcej niż ja mam sam na naszej klasie. Cóż się dziwić, skoro ja się zawsze alienowałem. Jestem introwertykiem a Herr Zeba to ekstrawertyk.

Cały ten plan należy jednak udoskonalić. Do tej pory co Herr Zeba robił to zapraszał przypadkowych pięknych ludzi, aby zostali jego znajomymi. Nie pisał do nich żadnych listów. Z całej rzeszy tylko dwie osoby napisały list typy a kim Ty właściwie jesteś?? Po wspaniałej odpowiedzi przyjęły zaproszenie. I to daje do myślenia. W profilu Herr Zeby znajdują się linki do jego strony na youtube i do mojej strony internetowej. Sęk w tym, żeby osoba po dostaniu zaproszenia weszła na jego profil i poklikała sobie na te linki. Tak się nie dzieje. Większość osób, które przyjmują zaproszenie robi tak jedynie rzucając okiem na zdjęcia z profilu. Potwierdza to dzisiejszy odrzucony przyjaciel, który nim odrzucił zaproszenie napisał:

co kurwa kolegow se szukasz daj jakies normalne zdjecie

- czyli nawet nie zadał sobie trudu, żeby kliknąć na którykolwiek z linków w profilu. No bo szczerze, czy ten post czyta teraz ktoś z ludzi, którzy zostali zaproszeni? Herr Zeba podał tam link do tego OGGa. Halo? Jednocześnie to oraz fakt, że 293 do tej pory zaproszonych osób wciąż nie podjęło żadnego działania (ani nie odrzuciło, ani nie przyjeło ani nie zareagowało ani nie drgnęło powieką ani nie miało skurczu uda - te przeklęte skurcze) wskazuje na to, że należy obrać inną taktykę.

Tu wracamy do pomysłu z pisaniem krótkiej wiadomości do zapraszanych Ziemian. Wiadomości, która porwie ich, przyciągnie, da do myślenia i w swojej prostocie będzie genialna, czyli coś z czym Herr Zeba nie powinien mieć kłopotu. Widzicie nie chodzi tu tylko o to, żeby rozreklamować Herr Zebę czy Sebastiana, ale mając dostęp do takiej rzeszy (fanów) ludzi, można nie tylko ich informować o nowościach na stronie czy w życiu tych dwóch w.w., ale również można im pomóc, przekazać im jakąś myśl życiową, być jak John Lennon ze swoim przesłaniem, albo tak jak Świadkowie Jehowy, tylko zupełnie inaczej. (Patrzy synu, patrz: RAJ! Chcesz tam być? Masz tu ulotki, to co że mamy nie ma w domu, my wrócim).

W tym szaleństwie jest sens i nigdy nie wiesz, może akurat zobaczy cię ta osoba, która da ci zarobić pierwszy milion?

piątek, 5 września 2008

Wiedźma - kiedy o niej zapomnę???
Co mnie boli to to, że nie potrafię zrobić w OGGu osobnej kategorii z linkami tylko do konkursów, np. konkurs wiedźmowy i inne. No, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. W każdym razie oto droga, którą odbywa rysunek. Od świadomości, przez pomysł w głowie, przez szkic - często różny od końcowego efektu - aż po właśnie końcowy efekt.

To szkic tancerki a pod nim gotowa wersja. Jak widać ogólna postawa wcale się nie zmieniła. Chciałem tam po lewej pokazać mężczyznę, który był w niej zakochany, ale z powodów technicznych (dodatkowy rysunek, strata czasu, którego nie miałem dużo) dałem sobie spokój.
Paweł na wózku. Na początku chciałem, żeby jego spojrzenie chwytało odbiorcę, żeby widział w jego oczach jego smutek. Smutek człowieka, który chodził, ale już nigdy nie będzie mógł. Wkrótce potem uświadomiłem sobie jednak, że człowiek na wózku raczej by na Ciebie nie patrzył, tylko czułby się samotny i zraniony i moglibyśmy go widzieć z boku, widzieć jego ból. Ma to głębsze przesłanie. Bo tak, ja w swoich rysunkach mam przesłanie.

Athena siedzi na jednej z pierszych sesji i obserwuje co się dzieje dookoła niej. Chciałem pokazać ją z tego ujęcie, ale film był szerokoekranowy, więc musiałem to zmienić, żeby pasowało.

Jedna z moich ulubionych scen - z tła powodu - na samym początku mieli siedzieć tuż przy kawiarni, tzn. drzwi od kawiarni za nimi, ale przed tą myślą miałem myśl przestrzeni i pięknego widoku, świeżego powietrza, czegoś, co nie będzie Cię ograniczało. Więc wymyśliłem te obracające się spokojnie wiatraki i ten niezwykły dom w dystansie. Pierwszy szkic domu był zupełnie inny, ale gdzieś mi przepadł, w każdym razie miał za dużo szczegółów i kiedy narysowałem ten drugi w

SZKICE.
Wreszcie zrobiłem porządek w papierach, no taki na 95 %, a mam ich sporo. Oto więc takie zwyczajne szkice, co to wykonałem na przestrzeni kilku lat i przechowywałem do tego dnia, żeby je tu pokazać. Dwa pierwsze mają datę i miejsce na rysunku, więc o tym pisać nie będę. Prawie o nich zapomniałem. Pierwszy szkic, to szkic nieStarej dziewczyny czekającej.
Gdy usiadłem na ławce naprzeciwko mnie znajdowała się laska z dredami siedząca wygodnie i czytająca - tak - Mikołajka. Kto nie zna przygód Mikołajka niech się wstydzi i koniecznie zajrzy do WIKIPEDII TUTAJ. Czytała go zdaje się, że po francusku. Co zabawne, przekręcili we wpisie w Wiki, to Goscinny jest scenarzystą (autor Asterixa), a Sempé zrobił rysunki. Kiedy jednak kliknęłem na opcję edytuj informacja ta była nie przekręcona. Niezbadane są wyroki boskie...
To zrobione niedawno. Wyrzuciłbym normalnie, ale profil dobrze wyszedł. Robiąc rzeczy intuicyjnie zawsze najlepiej wychodzi, ale nie zawsze niestety można. Zwykle nad ładnym nosem muszę się męczyć godzinami (z profilu).
To laska z cyckami. Tak. Cycki ma takie sobie, ale ogólnie robi na mnie wrażenie. Proszę zauważyć jej naszyjnik - to ying i yang. Czy jak tam się to nazywa.
Ta laska to nie wiem. Może miała być skośno oka, może nie. Nie pamiętam ani kiedy ją naszkicowałem, ani dlaczego.
Nim powstała moja strona internetowa długo nad nią myślałem i to był jeden z pierwszych projektów strony głównej:

To by było na tyle dzieci. Biorąc pod uwagę, że mój przyjaciel ma mi zrobić nową stronę internetową nie uaktualniam tam tych rzeczy, jak np. galerii, tylko publikuję ja tutaj. Do odwołania.s

czwartek, 4 września 2008

RZECZYWISTOŚĆ w obieraczce do ziemniaków.
Moja cudna podróż w oderwaniu się od szarej rzeczywistości i zbliżeniu się choć trochę do czegoś więcej, czegoś ponad tym przerażającym przeżartym ludzkimi nędznymi łzami i goryczą istnieniem szła mi całkiem nieźle rok temu. Bywały piękne chwile, kiedy wszystko, dosłownie wszystko oddychało wraz ze mną w jeden rytm. Czułem, że jestem tu i teraz, nie tam kiedyś w przeszłości czy przyszłości. Byłem. Znaki towarzyszyły mi na każdym kroku i ta wspaniała świadomość porozumienia i szeptu powietrza, gałęzi i świata była we mnie, a ja byłem w niej.

Idąc nad ranem do pracy ulicę wypełniła muzyka. Na całej szerokości i długości ulicy tętnił zespół AIR piosenką All I need .



Tak więc mój ulubiony zespół - specjalnie dla mnie - zagrał tego dnia i to nie byle jak, to było tak, jakby całe miasto, no, przesadzam, cała ulica śpiewała. Wiecie jak to jest, kiedy się słucha muzyki w domu z głośnika (lub dwóch, jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem dwóch) albo w słuchawkach - jest w porządku, ale bez porównania z koncertem na żywo albo z muzyką rozprzestrzeniającą się po... właśnie całej ulicy. Dzień powiewał świeżością i nadzieją. To mógł być jakikolwiek inny zespół, ale puścili AIR. Muzyka była cudem, jeśli jednak chcemy być nudni i ponurzy i chcemy znać fakty to wyglądają one tak: tego dnia przez miasto przejeżdżali kolaże w pogoni za sukcesem, pieniędzmi, może szczęściem? - i już od rana ekipa promująca ten rajd rozstawiała się na ulicy i to właśnie oni puszczali muzykę.

Wracając do tematu: już dawno nie czułem się przez dłuższy czas w tym uniesieniu, transie, jak go zwał tak go zwał, ale chyba najlepiej jest to nazwać porozumieniem ze wszechświatem. Jednak to się zmieni i ja to zmienię.

Nim to jednak nastąpi czyhają na mnie takie niebezpieczeństwa jak przejmowanie się obieraczką do ziemniaków. Miałem 2, nagle gdzieś zniknęły i kupiłem dzisiaj nową, po kilku miesiącach. Nowa okazuje się być do dupy - nie obiera płynnie, tylko ryje ziemniaka jak stara żyletka. Jak ktoś może produkować taki szmelc w ogóle? I to nie moja wina, bo obieram ziemniaki od lat, wciąż tym samym wolnym tempem, i wiem, kiedy widzę kiepską obieraczkę.

Ale czy to nie śmieszne, że takie małe rzeczy zostają w nas albo nawet wyprowadzają nas z równowagi? Nie cierpię tego. MOżesz powiedzieć: takie jest życie, to jest normalne. To nie jest normalne dla mnie i nie chcę się przejmować takimi duperelami, gdyż to przesłania mi widok na to, co prawdziwe. To tak jak pisanie formalnego listu i denerwowanie się i dumanie nad tym, czy Do Pana Siama powinno być z lewej, po środku czy z prawej strony? A co to za różnica? Bo ktoś kiedyś ustanowił sobie takie poważne zasady i jeśli nie będziesz posłuszny to będzie nie profesjonalne i mogą Cię nie wziąść poważnie. Powiedzmy to razem, wszyscy: LITOŚCI!!!

Ciąg Dalszy Nastąpi...

wtorek, 30 września 2008

Z PIEKŁA: chudnijmy wszyscy RAZEM!

Świat nasz sponiewierany jest tanimi nabijającymi ludzi w butelkę tekstami i ideami. To, że reklama coś twierdzi, albo że nauka dowodzi wcale nie oznacza, że to prawda. W latach 40 czy 60tych lekarze w stanach propagowali jedne marki papierosów nad drugimi twierdząc, że są zdrowsze i od Takich Tam nie dostanie się raka. I idę o zakład, że ludzie w to wierzyli.

Każdy chce żyć wiecznie i być piękny. Powszechna jest opinia, że żeby schudnąć, należy między innymi nie jeść nic po godzinie 18stej. Co za cholerny idiotyzm. Bo jeśli nie będziesz żarł po osiemnastej, to ci brzuch się skurczy i znów będziesz mógł z dumą spoglądać w lustro. Trzeba jeść wtedy, kiedy jest się głodnym. Choć znowu słyszałem, że trzeba jeść, kiedy nie jest się głodnym - żeby nie czekać z jedzeniem, aż już będziesz bardzo głodny, też durnota. Kolejna motyw to taki, żeby nie jeść na godzinę czy dwie przed zaśnięciem. To ma trochę sensu jeśli na dwie godziny przed zaśnięciem zamierzasz władować w siebie tłusty makaron, pizzę i trzy piwa. Żołądek obciążony odpłaci ci się we śnie koszmarami, w których Szynka Gigant dogoni cię, rzuci się na ciebie i cię przygniecie.

Wszystko to kwestia co się je i ile się tego je. Proste. Ja jem okropnie i wstyd mi. No, nie wstyd, ale wiem, że powinienem jeść więcej owoców. Miliony książek o diecie, każda mówi co innego, każda jest na rynku, żeby zarobić kasę na czyjejś otyłości i naiwności w tzw. diety cud. Jeżelibyśmy mieli w nie wierzyć i zgodnie z nimi postępować, to to by było wariactwo. Jeszcze jedna dieta mówi o tym, żeby schudnąć poprzez nadmierne jedzenie, czyli innymi słowy schudnij tyjąc.

To nie żryj po 18mnastej wkurza mnie bardzo. Dlaczego akurat po 18mnastej? Żeby więcej tłuszczu się nie gromadziło? Założę się, że jest pełno mnóstwo szczupłych ludzi, którzy jedzą po osiemnastej, a mimo to są szczupli. ??? ::: Ponieważ ĆWICZĄ. Ruszają dupę, biegają! A nie spędzają czas czytając te dietetyczne książki z nadzieją, że bez wysiłku osiągną wagowe zbawienie.

Nie muszę pisać 200 stronicowej książki z 150 stronami zdjęć i rysunków, żeby przekazać wam swoją opinię: wystarczy jeść aż się najesz, a nie opychać się (co ja robię nadmiernie), nie jeść dużo słodyczy po południu (rano wszystko się spala), jeść owoce i warzywa i uprawiać sporty i ćwiczyć. Proste. Ile z tych rzeczy ja robię? No, na pewno o nich piszę. Jeśli to się liczy.

Denek + Kluska: VII

czwartek, 25 września 2008

Nie UCIEKAJ.

Słońce wzeszło ponownie rzucając światło i gdzieniegdzie ciepło na ludzkie zmartwiono-umęczone głowy. Pisanie, nawet OGGa, nie jest łatwe. Mógłbym rzec jasna pisać co mi ślina na język przyniesie, ale to mijałoby się z celem. Przeszedłem przez wiele różnych tytułów dzisiejszego posta. Chciałem go zatytułować Witaj w cyberprzestrzeni, potem Przyszłość jest teraz! (mój ulubiony slogan), a nawet Nie mów do mnie. Ostatecznie zdecydowałem się na tytuł który widnieje na górze.

Nic nie przychodzi łatwo. Marzenia się spełniają, jednak nie same z siebie jak za sprawą magicznej różdżki. Trzeba do nich uparcie dążyć pomimo przeszkód, niepowodzeń i kalectwa własnego mózgu. I wtedy się spełnią. Ciężką pracą i przezwyciężaniem własnych słabości, a nie leniuchowaniem, żłopaniem piwsk i byczeniem się przed telewizorem. Jeżeli ktoś ma na tyle szczęścia (bogaci rodzice, znajomości, głosy w głowie), że nie musi się specjalnie trudzić aby coś osiągnąć i już w wieku 20 lat jest znany i kochany i uznany i rozchwytywany, to taka osoba jest jednym wielkim szczęśliwym skurczybykiem. Lecz KIM taka osoba jest? Przychodzimy na ten świat i próbujemy dowiedzieć się kim jesteśmy. Czasami zabiera to więcej niż jedno wcielenie ziemskie. Szukamy odpowiedzi i zrozumienia, gdyż jest to niezbędne do życia pełnią życia. Ten cały nieszczęsny chłam, który nami targa z dnia na dzień, te ochłapy, które rzuca nam drwiąco los - pomimo tego że boli i ugniata nas, to pomaga nam uświadomić kim naprawdę jesteśmy. Jeśli wiecie o co mi chodzi.

W jednej z tych moich duchowych książek wyśmiewanych przez niektórych zwolenników czegoś bardziej przyziemnego (czyli dobrych magazynów z ładnymi zdjęciami dużych ciastek z dziurką), w jednej z nich przeczytałem coś bardzo interesującego. Biblia opiera się na drzewie poznania Dobra i Zła z którego Ewa skubnęła jabłko nie pokryte woskiem i Bóg ich wychrzanił (napisałbym wyrzucił, ale byłoby zazwyczajnie). Gdyby nie ten incydent niedrobny wszystko byłoby cacy. Sęk w tym, że gdybyśmy nie mieli w sobie smutku, bólu i strachu to nie bylibyśmy również w stanie odczuwać szczęścia i miłości. My ludzie jesteśmy stworzeni z paradoksów - zaprzeczamy sobie nawzajem. Gdy kochamy to nienawidzimy, możemy być czuli i romantyczni i pisać wiersze, a jednocześnie napychać się śmieciowym żarciem, brechać z reality showów i nie wycierać twarzy po jedzeniu. Dobro i Zło istnieją w jedności. Bez Zła nie byłoby dobra i odwrotnie.

Żeby nauczyć się trwać w szczęściu trzeba nauczyć się wytrwania w nieszczęsciu.

John Lennon śpiewa, że Bóg to koncept na podstawie którego oceniamy swój ból. To proste zdanie świetnie wyraża motyw katolicki. I wiem, że religia to temat rzeka, ale rzec muszę kilka rzeczy:
1. Jeśli Bóg istnieje, to nie taki jaki nam się wydaje.
2. Wszystkie opinie o Bogu czerpane ze starożytnych zagrzybiałych źródeł są tylko formą interpretowaną przez człowieka.
3. Jeśli Bóg istnieje jest to jedność bez nazwy i zasad.
4. Bóg nie wymyślił tych wszystkich przykazań, tylko człowiek.
5. Religia to władza, siła, to organizacja, to system, to tradycja (a wiecie, co myślę o tradycji) - istnieje, żeby zaspokoić ludzki głód.
6. Prawdziwą wiarę poznasz zaglądając w głąb siebie, a potem dokoła siebie (no! zrób to, wyzywam Cię!).
7. Nikt nie ma prawa mówić Ci w co masz wierzyć czy w kogo i jak to praktykować. Jezus nikomu nie narzucał. Kościół narzuca.
8. Biblia interpretowana jest źle i zachłannie. Rzeczy które odpowiadają kościołowi są eksponowane, a mroczna reszta ukryta.

Życie to coś więcej niż widzimy i słyszymy. Życie to to, co czujemy. Dzięki tym odczuciom wiem, że jest coś więcej dookoła nas (i w nas). Nie da się tego opisać, ale jak spoglądam w przeszłość, to pamiętam uczucie z jakiegoś okresu, niewysłowione uczucie. To trochę tak jak kiedy się mówi, że coś wisi w powietrzu.

Nasze życie to szaleństwo, które owijamy szeroką białą taśmą z napisem NIE PRZEKRACZAĆ GRANICY, żebyśmy się czuli bezpieczniej i żebyśmy wierzyli, że to wszystko ma sens. MA. Dzięki tej taśmie hodujemy sobie zdrową depresję i stajemy się zażarcie śmiertelnie poważni. Byle co i wybuchamy. A gdzie uśmiech na twarzy? Gdzie?

Ludzie to ignoranci. Zamknięte w sobie drewniane pajace paplające bezustannie o swoich obolałych kończynach i pogodzie i drzazgach. Nie wszyscy. Większość.

Dlaczego jestem tak negatywnie nastawiony? Czemu nie? Poza tym, to prawda. Ludzie, którzy są guru, którzy osiągnęli duchowy orgazm, który im trwa po dziś dzień - czy naprawdę nigdy się nie denerwują? Powiedzmy, że takiemu spadnie duży kanciaty kamien na bosą stópkę w ogródku. Czy przeklnie Kurwa Mać!, czy też pozwoli bólowi przejść przez jego ciało (stopę), westchnie (opanuje stęknięcie), uśmiechnie się i będzie dalej spokojnie pielił chwasty jakgdyby nigdy nic? Którz wie?

Zakończyłbym jakimś dobrym cytatem z łaciny, żeby sprawić wrażenie, że jestem OCZYtany, ale pamiętem tylko veni, vidi, vici. Tak więc zamiast tego zakończą te prawie że z sobą powiązane wątki (lub też wcale nie) tym:

POFOLGUJMY SOBIE. ZJEDZMY SOBIE PRALINKĘ. NALEŻY SIĘ NAM.
PS. Cóż wiem, że to ogłupiałe zakończenie, ale na inne mnie nie stać.

Denek + Kluska: V

Denek + Kluska: IV - póki co rzymskich cyfr nie brak.

sobota, 20 września 2008

Denek + Kluska: III

Ponad WSZYSTKO - reklama.

Reklama z 2004 - roku kiedy to komedia ta powstała wrzucona tutaj aby przypomnieć o sobie i o nowej wersji nadchodzącej ślimaczym zastraszającym tempem.

czwartek, 18 września 2008

Gówniany SYSTEM.

Nie żebym bezustannie i zachłannie nadużywał przekleństw - może kiedy moja słaba psychika doprowadzana jest do ostateczności przez np. rozlane mleko - ale kto do cholery stworzył taki gówniany system w którym przyszło nam żyć? I po kiego?

Litości!

Powiedzmy, że masz marzenie (bo masz, nawet sporo). To marzenie - dzisiejsze, a może nawet jeszcze z dzieciństwa - zostaje brutalnie zgwałcone przez szarą rzeczywistość. Szara rzeczywistość nazywana jest Szarą Rzeczywistością z powodu szalonego systemu, który dzień po dniu zabija marzenia. Na szaloność tego systemu składają się: stare zasady=wysysająca krew tradycja, chciwość ludzka oraz imbecylizm. Durność. Głupota. Pracuj całe życie - z mniej więcej 4 tygodniami przerwy każdego roku, w sam raz tyle, żeby złapał cię dół albo choroba albo śmierć krewnego - żeby zarobić marne pieniądze, które jak wiemy szczęścia ostatecznego nie dają, lecz kradną jeszcze więcej czasu.
I ta przeklęta martwica mózgów obywateli: rozmowy o niczym (porównywalne niemalże jakością z jakością szamba), wypustoszałe powtarzanie tysięcy razy tych samych rzeczy (o pogodzie - ładna dzisiaj pogoda, ej?, albo o tym co kto komu zrobił i dlaczego i kiedy), wychodzenie na piwo tylko po to, żeby pokazać (nie że zawsze, ale zbyt często), jak niewiele różni nas od zwierząt.
I pomimo togo, że Śmierć czeka tuż za rogiem, wy w to bezustannie wbijamy. Nie tylko z powodu ignorancji (Panie, broń i chroń mnie przed ignorancją innych i mą własną), ale również z powodu systemu, który każe nam zapomnieć o śmierci, a nawet więcej: uwierzyć, że ona nie nadejdzie.
Dlaczego mielibyśmy robić to, czego nie lubimy robić; mówić to, czego nie chcemy; dlaczego mielibyśmy walczyć o przetrwanie, zamiast po prostu być tu i teraz, być szczęśliwi? Ponieważ potrzebujemy cholernych pieniędzy, żeby kupić sobie dom i piękne twarze. O tyle, o ile DOM jest potrzebny, o tyle te piękne twarze i wszystko co za nimi idzie i się kryje to na sztos! Pogubiłem się trochę.
Nie chcę czekać 4 wieków, żeby wyskrobać sobie łódkę z drewna i świadmość tego pozwoli mi umrzeć szczęśliwie. Tzn. to czego najbardziej chcemy od życia czyni nas tego niewolnikami. Dlatego podejście: osiągniesz to, czego chcesz tylko wtedy, jeśli to sobie odpuścisz ma sens i logikę. Której za bardzo jeszcze nie rozgryzłem, ale to namiętnie piszą Obdarowani w przewodnikach duchowych.
W każdym razie wracając do systemu - jest to gówniaty system, którego nie da się zmienić, ponieważ ludzie są chytrzy i prości i zamknięci na nowe poglądy, a każdy przejaw inicjatywy tłumiony jest przez ich agresję za którą skrywa się strach przed rewolucją, anarchią, a tak najbardziej to przed po prostu ZMIANĄ. Dość już mam tego i chcę coś z tym zrobić.

Tylko co?

Jeżeli chcesz zmienić świat zacznij od zmienienia siebie, a wtedy gdy otworzysz oczy zobaczysz, że i świat się zmienił. Łatwo powiedzieć. Śmiesznie łatwo. A jeszcze śmieszniej łatwo jest zapomnieć. Dlatego wciąż do tego wracam. Jednak wszystko jest w naszych rękach (jak leci piosnka Bjork: It's in our hands, trala la). Co tak naprawdę musimy i potrafimy zrobić - jak pisałem wcześniej - to obudzić się. Obudź się! Słyszysz? Słyszysz?!

Nie słyszysz. Papier toaletowy za pół ceny!! Oo, to słyszysz, nie? I te piękne niebieskie porcelanowe bezgustne duperele, których tak potrzebujesz do swojego salonu i te piiiinkne kolorowe strony internetowe, dzięki którym garbisz się przed ekranem, niszczysz sobie oczy, pocisz dłonie i nie wychodzisz z domu, bo masz tam zajebiste centrum świata (oczywiście z wykluczeniem tego OGGa:). To jest życie! Jaba-daba-duu!

Denek + Kluska: POCZĄTEK.

Jakiś czas temu pisałem o Denku i Klusce. Narodzili się jakieś trzy lata temu i doczekali z 12 pasków komiksowych wątpliwej jakości. Ale skoro zamierzam z czasem zrobić coś z nimi i trochę przekształcić formę - z dziecinnoniewinnej na poważniejszą i istotniejszą - to pomyślałem, że pokarzę Wam te stare początki. Bo wszystko gdzieś się zaczyna.

Pasek pierwszy:
Kliknij nań by powiększyć.

środa, 17 września 2008

Bezimienna BOHATERKA.


Kolejny szkic twarzy bohaterki Krzyków wewnątrz.

Garść z zeszłego tygodnia.



To Herr ZEBA poniżej, OCZYwiście:

Smutny człowiek - zajebiście nieOryginalny tytuł:

Nie zależy mi już na pieniądzach tak bardzo jak na czasie. Jedyne czego chcę, to CZAS i taki stan psychiczny, żeby mi na gara nie siadało, żebym mógł czerpać z tego czasu jak najwięcej dla robienia tego co sprawia mi przyjemność.

czwartek, 11 września 2008

Krzyki WEWNĄTRZ.

Perspektywa utraty bliskich, smutek życia, strach przed przyszłością. Wszystko to pewnego dnia przeminie wraz z nami i nastanie inny czas i nowe życie. Karma. Ale póki co wciąż tu jesteśmy. Więc do dzieła!

Niecały rok temu ruszyła strona ZUDA - komiksy online władane przez DC Comics. Co miesiąc spośród wszystkich zgłoszeń wybierają 10 uczestników, na których przez miesiąc może głosować Cały Świat. Ten kto wygra dostanie ładny kontrakt na jeden rok. Spróbowałem swoich sił z RAMIREZEM I KRISTOSEM (kliknij, bo jak nie, to twoje ręce odpadną a stopy porosną grzybem na zawsze). Niestety nie wygrałem.

Nadszedł jednak nowy rok. 2008 i Sebastian spróbuje swoich sił po raz drugi. Tym razem z historią pod tytułem Krzyki wewnątrz - Screams Inside. Jest to historia fantasy, w której główna bohaterka odnajdzie to, co raz utracone a wraz z nią - mam nadzieję - odnajdzie to każdy z nas i obudzi się nareszcie i zacznie żyć pełnią. Będę tu na bierząco informował o moich postępach i zdradzał więcej z konceptu i wypocin rezultatu.

Oto pierwszy szkic głównej zagubionej bohaterki, która póki co jeszcze nie ma imienia (JAKIEŚ PROPOZYCJE???). Wpierw daremnie męczyłem się i doszedłem Donikąd, czyli:

Po czym nastał czas szczęścia i emocjonalnych orgazmów, gdyż zdaje się, że trafiłem na dobrą drogę. Głowna bohaterka Krzyków Wewnątrz wygląda mniej więcej tak:Jej fryzura mam nadzieję ulegnie zmianie, bo to jeszcze nie do końca to, co chcę. Wiem, że ma duże piękne oczy i pociągłą twarz. Zastanawiałem się nad uczynieniem jej puszystą. Widzicie, wszędzie gdzie nie spojrzeć (reklamy, kino) dominuje motyw chudej laski. ? W komiksach również. Jeśli więc moja główna bohaterka byłaby gruba, ale wciąż piękna i seksowna, byłaby to zauważalna różnica, a i historia zyskała by inny wymiar.

Myślę jednak, że świat nie jest jeszcze na to gotowy. A ja strachliwie nie chcę zaprzepaszczać swoich szans idąc na komercyjną historię, która mimo to będzie miała moją duszę i przesłanie. Pomaga mi Noel Frawley - wspaniały przyjaciel obdarowany przez matkę naturę talentem do pisania. No i jakby na to nie patrzeć rysuję o wiele lepiej niż dwa lata temu, więc szanse rosną i rosną. A w moim ostatnim wiedźmowym konkursie byłem w trójce finalistów, więc szanse rosną jeszcze bardziej.

Ponad WSZYSTKO - powrót!

Od czasu 2004 roku, kiedy to nakręciłem film "Ponad WSZYSTKO", nie potrafię przestać myśleć o nim. Jednym z powodów jest chęć zrobienia nowej, krótszej wersji z dodaniem epilogu. Oraz napisów w różnych językach. Choć to ostatnie potrwa. Film trwa 1h i 13 minut, chciałem to skrócić do około godziny i doszlifować tu i ówdzie. W2006 roku dokręciłem dodatkową scenę z Jamesem granym przez Mateusza Kijowskiego, w którym to ucztuje sobie z trzema skąpo odzianymi dziewczynami. I pomimo, że kręcenie tej dodatkowej sceny to była dla mnie męka, dałem radę.

Zaplanowałem wrzucić przynajmniej dwa klipy z filmu na youtube, nie cały bo to nie ma sensu (za długi i w ogóle): pierwszy już jest poniżej (jak zwykle polecam otworzenie go na stronie youtube i obejrzenie w lepszej jakości), a nad drugim wciąż się zastanawiam.

niedziela, 7 września 2008

Nasza Klasa - kampania REKLAMOWA.

RAPORT Z POSTĘPU.
ETAP PIERWSZY: Zapraszanie na ślepo (w większości przypadków) bez zbytniego uzasadnienia.

W kwietniu mój dobry przyjaciel (tak Jacek, znowu o Tobie mowa) podrzucił mi świetny pomysł, żebym reklamował swoje komiksy i siebie na naszej klasie. Uzasadnił to genialnie prostym spostrzeżeniem, że jest to darmowa baza danych. Rozmawialiśmy wtedy o sposobach na promocję po najniższych kosztach. Zwykle firmy muszą płacić kupę szmalu za takie bazy a tu jest to na wyciągnięcie ręki. Tak więc jeśli każdego dnia napisałbym przynajmniej do 10 czy 20 nowych osób jest szansa, że któraś z nich by się zainteresowała, a za dużo czasu to nie zabiera.

Jednak nie wiedziałem jak się do tego zabrać, a myśl o pisaniu do obcych ludzi z jakimś tam tekstem specjalnie mnie nie przekonywała. No bo z jakim?

Kilka dni temu wpadłem na świetny pomysł i stworzyłem profil na naszej klasie Herr Zebie. Herr ZEBA, pomimo, że jest postacią narysowaną (wciąż o tym piszę, jakby to było coś złego), to jest moim alter ego i świetnie się trzyma i ma w sobie wystarczająco dużo charyzmy i czaru, żeby kusić nowych i niewinnych, którzy w przyszłości mogą kupić album z jego przygodami. Herr Zeba zaprosił do tej pory ponad 300 osób. Część odrzuciła zaproszenie, a zdecydowana większość nie podjęła żadnego kroku. Jednak - co jest zdumiewające - po zaledwie 4 dniach od realizacji pomysłu - Herr Zeba ma już 180 znajomych! O wiele więcej niż ja mam sam na naszej klasie. Cóż się dziwić, skoro ja się zawsze alienowałem. Jestem introwertykiem a Herr Zeba to ekstrawertyk.

Cały ten plan należy jednak udoskonalić. Do tej pory co Herr Zeba robił to zapraszał przypadkowych pięknych ludzi, aby zostali jego znajomymi. Nie pisał do nich żadnych listów. Z całej rzeszy tylko dwie osoby napisały list typy a kim Ty właściwie jesteś?? Po wspaniałej odpowiedzi przyjęły zaproszenie. I to daje do myślenia. W profilu Herr Zeby znajdują się linki do jego strony na youtube i do mojej strony internetowej. Sęk w tym, żeby osoba po dostaniu zaproszenia weszła na jego profil i poklikała sobie na te linki. Tak się nie dzieje. Większość osób, które przyjmują zaproszenie robi tak jedynie rzucając okiem na zdjęcia z profilu. Potwierdza to dzisiejszy odrzucony przyjaciel, który nim odrzucił zaproszenie napisał:

co kurwa kolegow se szukasz daj jakies normalne zdjecie

- czyli nawet nie zadał sobie trudu, żeby kliknąć na którykolwiek z linków w profilu. No bo szczerze, czy ten post czyta teraz ktoś z ludzi, którzy zostali zaproszeni? Herr Zeba podał tam link do tego OGGa. Halo? Jednocześnie to oraz fakt, że 293 do tej pory zaproszonych osób wciąż nie podjęło żadnego działania (ani nie odrzuciło, ani nie przyjeło ani nie zareagowało ani nie drgnęło powieką ani nie miało skurczu uda - te przeklęte skurcze) wskazuje na to, że należy obrać inną taktykę.

Tu wracamy do pomysłu z pisaniem krótkiej wiadomości do zapraszanych Ziemian. Wiadomości, która porwie ich, przyciągnie, da do myślenia i w swojej prostocie będzie genialna, czyli coś z czym Herr Zeba nie powinien mieć kłopotu. Widzicie nie chodzi tu tylko o to, żeby rozreklamować Herr Zebę czy Sebastiana, ale mając dostęp do takiej rzeszy (fanów) ludzi, można nie tylko ich informować o nowościach na stronie czy w życiu tych dwóch w.w., ale również można im pomóc, przekazać im jakąś myśl życiową, być jak John Lennon ze swoim przesłaniem, albo tak jak Świadkowie Jehowy, tylko zupełnie inaczej. (Patrzy synu, patrz: RAJ! Chcesz tam być? Masz tu ulotki, to co że mamy nie ma w domu, my wrócim).

W tym szaleństwie jest sens i nigdy nie wiesz, może akurat zobaczy cię ta osoba, która da ci zarobić pierwszy milion?

piątek, 5 września 2008

Wiedźma - kiedy o niej zapomnę???

Co mnie boli to to, że nie potrafię zrobić w OGGu osobnej kategorii z linkami tylko do konkursów, np. konkurs wiedźmowy i inne. No, ale mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu. W każdym razie oto droga, którą odbywa rysunek. Od świadomości, przez pomysł w głowie, przez szkic - często różny od końcowego efektu - aż po właśnie końcowy efekt.

To szkic tancerki a pod nim gotowa wersja. Jak widać ogólna postawa wcale się nie zmieniła. Chciałem tam po lewej pokazać mężczyznę, który był w niej zakochany, ale z powodów technicznych (dodatkowy rysunek, strata czasu, którego nie miałem dużo) dałem sobie spokój.
Paweł na wózku. Na początku chciałem, żeby jego spojrzenie chwytało odbiorcę, żeby widział w jego oczach jego smutek. Smutek człowieka, który chodził, ale już nigdy nie będzie mógł. Wkrótce potem uświadomiłem sobie jednak, że człowiek na wózku raczej by na Ciebie nie patrzył, tylko czułby się samotny i zraniony i moglibyśmy go widzieć z boku, widzieć jego ból. Ma to głębsze przesłanie. Bo tak, ja w swoich rysunkach mam przesłanie.

Athena siedzi na jednej z pierszych sesji i obserwuje co się dzieje dookoła niej. Chciałem pokazać ją z tego ujęcie, ale film był szerokoekranowy, więc musiałem to zmienić, żeby pasowało.

Jedna z moich ulubionych scen - z tła powodu - na samym początku mieli siedzieć tuż przy kawiarni, tzn. drzwi od kawiarni za nimi, ale przed tą myślą miałem myśl przestrzeni i pięknego widoku, świeżego powietrza, czegoś, co nie będzie Cię ograniczało. Więc wymyśliłem te obracające się spokojnie wiatraki i ten niezwykły dom w dystansie. Pierwszy szkic domu był zupełnie inny, ale gdzieś mi przepadł, w każdym razie miał za dużo szczegółów i kiedy narysowałem ten drugi w

SZKICE.

Wreszcie zrobiłem porządek w papierach, no taki na 95 %, a mam ich sporo. Oto więc takie zwyczajne szkice, co to wykonałem na przestrzeni kilku lat i przechowywałem do tego dnia, żeby je tu pokazać. Dwa pierwsze mają datę i miejsce na rysunku, więc o tym pisać nie będę. Prawie o nich zapomniałem. Pierwszy szkic, to szkic nieStarej dziewczyny czekającej.
Gdy usiadłem na ławce naprzeciwko mnie znajdowała się laska z dredami siedząca wygodnie i czytająca - tak - Mikołajka. Kto nie zna przygód Mikołajka niech się wstydzi i koniecznie zajrzy do WIKIPEDII TUTAJ. Czytała go zdaje się, że po francusku. Co zabawne, przekręcili we wpisie w Wiki, to Goscinny jest scenarzystą (autor Asterixa), a Sempé zrobił rysunki. Kiedy jednak kliknęłem na opcję edytuj informacja ta była nie przekręcona. Niezbadane są wyroki boskie...
To zrobione niedawno. Wyrzuciłbym normalnie, ale profil dobrze wyszedł. Robiąc rzeczy intuicyjnie zawsze najlepiej wychodzi, ale nie zawsze niestety można. Zwykle nad ładnym nosem muszę się męczyć godzinami (z profilu).
To laska z cyckami. Tak. Cycki ma takie sobie, ale ogólnie robi na mnie wrażenie. Proszę zauważyć jej naszyjnik - to ying i yang. Czy jak tam się to nazywa.
Ta laska to nie wiem. Może miała być skośno oka, może nie. Nie pamiętam ani kiedy ją naszkicowałem, ani dlaczego.
Nim powstała moja strona internetowa długo nad nią myślałem i to był jeden z pierwszych projektów strony głównej:

To by było na tyle dzieci. Biorąc pod uwagę, że mój przyjaciel ma mi zrobić nową stronę internetową nie uaktualniam tam tych rzeczy, jak np. galerii, tylko publikuję ja tutaj. Do odwołania.s

czwartek, 4 września 2008

RZECZYWISTOŚĆ w obieraczce do ziemniaków.

Moja cudna podróż w oderwaniu się od szarej rzeczywistości i zbliżeniu się choć trochę do czegoś więcej, czegoś ponad tym przerażającym przeżartym ludzkimi nędznymi łzami i goryczą istnieniem szła mi całkiem nieźle rok temu. Bywały piękne chwile, kiedy wszystko, dosłownie wszystko oddychało wraz ze mną w jeden rytm. Czułem, że jestem tu i teraz, nie tam kiedyś w przeszłości czy przyszłości. Byłem. Znaki towarzyszyły mi na każdym kroku i ta wspaniała świadomość porozumienia i szeptu powietrza, gałęzi i świata była we mnie, a ja byłem w niej.

Idąc nad ranem do pracy ulicę wypełniła muzyka. Na całej szerokości i długości ulicy tętnił zespół AIR piosenką All I need .



Tak więc mój ulubiony zespół - specjalnie dla mnie - zagrał tego dnia i to nie byle jak, to było tak, jakby całe miasto, no, przesadzam, cała ulica śpiewała. Wiecie jak to jest, kiedy się słucha muzyki w domu z głośnika (lub dwóch, jeśli jesteś szczęśliwym posiadaczem dwóch) albo w słuchawkach - jest w porządku, ale bez porównania z koncertem na żywo albo z muzyką rozprzestrzeniającą się po... właśnie całej ulicy. Dzień powiewał świeżością i nadzieją. To mógł być jakikolwiek inny zespół, ale puścili AIR. Muzyka była cudem, jeśli jednak chcemy być nudni i ponurzy i chcemy znać fakty to wyglądają one tak: tego dnia przez miasto przejeżdżali kolaże w pogoni za sukcesem, pieniędzmi, może szczęściem? - i już od rana ekipa promująca ten rajd rozstawiała się na ulicy i to właśnie oni puszczali muzykę.

Wracając do tematu: już dawno nie czułem się przez dłuższy czas w tym uniesieniu, transie, jak go zwał tak go zwał, ale chyba najlepiej jest to nazwać porozumieniem ze wszechświatem. Jednak to się zmieni i ja to zmienię.

Nim to jednak nastąpi czyhają na mnie takie niebezpieczeństwa jak przejmowanie się obieraczką do ziemniaków. Miałem 2, nagle gdzieś zniknęły i kupiłem dzisiaj nową, po kilku miesiącach. Nowa okazuje się być do dupy - nie obiera płynnie, tylko ryje ziemniaka jak stara żyletka. Jak ktoś może produkować taki szmelc w ogóle? I to nie moja wina, bo obieram ziemniaki od lat, wciąż tym samym wolnym tempem, i wiem, kiedy widzę kiepską obieraczkę.

Ale czy to nie śmieszne, że takie małe rzeczy zostają w nas albo nawet wyprowadzają nas z równowagi? Nie cierpię tego. MOżesz powiedzieć: takie jest życie, to jest normalne. To nie jest normalne dla mnie i nie chcę się przejmować takimi duperelami, gdyż to przesłania mi widok na to, co prawdziwe. To tak jak pisanie formalnego listu i denerwowanie się i dumanie nad tym, czy Do Pana Siama powinno być z lewej, po środku czy z prawej strony? A co to za różnica? Bo ktoś kiedyś ustanowił sobie takie poważne zasady i jeśli nie będziesz posłuszny to będzie nie profesjonalne i mogą Cię nie wziąść poważnie. Powiedzmy to razem, wszyscy: LITOŚCI!!!

Ciąg Dalszy Nastąpi...

@templatesyard