sierpnia 2008 - OGG

czwartek, 28 sierpnia 2008

Powrót do PRZESZŁOŚCI.
Zmarnowałem dzisiaj większość dnia leżąc w łóżku i głównie obijając się. To nie najlepszy czas dla mnie. W każdym razie gnijąc tak w tej pościeli kiedy słońce zachęcało do wyjścia na zewnątrz obrobiłem, tzn. zmontowałem wreszcie jeden ze swoich pierwszych amatorskich filmów - "Mroczną Zemstę".

Nakręcony w 1997 czy coś takiego - kiedy miałem lat 13 lub 14ście - film był dla nas wyłącznie zabawą. Jakość jest kiepska, ale dobrze, że choć to się zachowało. Musiałem usunąć kolory, gdyż raz były a raz znikały z powodu wielokrotnego przegrywania z kasety na kasetę. Również tytuł widzimy przez cały film, ponieważ musiałem ukryć denerwujący napis: PAL SECAM MONO pojawiający się również na materiale niemal bezustannie. Jednakże ludzkie oko ma do siebie to, że po chwili ignoruje nieruchome obrazy, więc tytuł nie powinien zbytnio przeszkadzać.

Horror nakręcony był w formacie 4:3, czyli kwadrat, ale przyciąłem go na potrzeby własne i zrobiłem szerokoekranowy 16:9. Zmieniłem również jedną czy dwie piosenki i przyciąłem ponad 13 minutowy film żeby zmieścił się jako jeden plik na youtube, który ogranicza pliki do 10 minut. Co wyszło mu na dobre. Tak czy siak.

Najlepiej oglądać po ciemku, bo ciemny jest, nie dlatego, że straszny. Taa.



PS. Wkrótce drugi film nakręcony w tym samym okresie, dramatyczna historia kryminalna "Kto porwał syna Beaty K.?".

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

OD KUCHNI: SPACER w parku.
Oto zdjęcie Regents Park w Londynie, które posłużyło mi za punkt wyjściowy do tła w scenie w parku. Patrzyłem na nie i ...
.. narysowałem to tło, które posłużyło do tła dla trzech scen:Oto szkic Pawła i Atheny wykonany ołówkiem:Tutaj próba generalna, czyli czy wszystko będzie się trzymało kupy razem?Ze wszystkich rysunków Atheny które zrobiłem ten podoba mi się najbardziej. Chodzi o jej twarz. Poniżej klatka z filmu z dodanym tłem:A to oryginalny rysunek. Ten rysunek podoba mi się z tego powodu, że jest dla mnie narysowany idealnie. A nie często tak mówię (ani piszę) o swoich rysunkach.

niedziela, 24 sierpnia 2008

NIESTETY nie wygrałem.
Ale było blisko.

sobota, 23 sierpnia 2008

Czarownica z PORTOBELLO: Pavel PODBIELSKI.
Wyniki konkursu jutro, ja tymczasam ukończyłem polską wersję filmu. Kupiłem nowy mikrof, co powinienem był zrobić jakiś czas temu jak się okazuje, bo dźwięk jest o wiele lepszy od mojej angielskiej wersji nagranej tamtym moim starym, szwankującym szmelcem. Teraz żałuję. No, ale nie sposób myśleć o wszystkim.

Nim zaczniecie oglądać efekt 4 miesięcy (jak to nieskrupulatnie wciąż wspominam), kilka spraw. Ważnych jak wzrastające ceny paliwa samolotowego. Przede wszystkim najlepiej jest oglądać ten film w dobrej jakości, bo jeśli tego nie zrobisz wszystko będzie raczej zamglone i nijakie. Żeby obejrzeć w dobrej rozdzielczości trzeba kliknąć na ekran filmu raz albo dwa, co przeniesie cię od razu na stronę Youtube Herr Zeby z tym samym filmem. Tam, pod klipem w dolnym prawym rogu powinno być napisane WATCH IN HIGH QUALITY. Naciśnij tam. Jeśli nie masz zbyt szybkiego łącza internetowego będzie trzeba dłużej poczekać, ale WARTO. Bo różnica jest duuuża.

Bardzo zachęcam do szerzenia informacji o filmie wśród znajomych, rodziny i ludzi z wpływami; do komentowania, dawania gwiazdek, pieniędzy, zdjęć w negliżu z nakierowaniem na ładne nogi itd. Co do filmu (raz jeszcze) jest to ekranizacja jednego z rozdziałów książki "Wiedźma z Portobello" Paula Coelho. Historia o Athenie uznawanej za czarownicę opowiedziana przez osoby które ją znały. Jedną z takich osób jest właśnie Paweł Podbielski mieszkający w Anglii. I to właśnie jego opowieść poznajemy w moim filmie. Polecam książkę.

CZĘŚĆ PIERWSZA:



CZĘŚĆ DRUGA:

środa, 20 sierpnia 2008

Nie zadzieraj z POLSKIMI TŁUMACZENIAMI.
Nowa komedia z jednym z moich dwóch ulubionych aktorów komediowych - z Adamem Sandlerem - "Nie zadzieraj z Zohanem" ("You don't mess with the Zohan") została przetłumaczona prawie idealnie. Ale jak zwykle trzeba było coś dodać, zmienić i wykręcić, bóg wie po kiego. Tak więc zamiast Zohan napisał jakiś kolo fryzjer. Wracając do po kiego, może jest taki tytuł bardziej kumaty i przypadkowy kinomaniak (ni ma czegoś takiego, przypadkowy i kinomaniak się wykluczają) będzie czuł się z tym tytułem bezpieczniej niż z oryginalnym, bo już na wstępie wie, że koleś na plakacie to fryzjer, nawet jeśli suszarka go nie nakierowała. Za to nie wie, że to Zohan. Ee, nieistotne.

113 jebanych minut! CO JEST NIE TAK Z TYM ŚWIATEM? Wszędzie robią przydługie filmy. Jak robisz komedię, to o ile nie jest ona wybitnie prześmieszna, nigdy nie przekraczaj 90 minut. ZaHan powinien się skończyć pół godziny wcześniej. I czego jeszcze nie cierpię, to jak zaczyna się film szybko, daje dużo akcji na początku, jest ciekawie, a potem z braku laku i dobrego scenarzysty, film stopniowo się wynudza, ciągnie, już jest więcej gadania niż działania które za bardzo doNikąd Zmierza. I tak jest z Zohanem. To świetna komedia przez pierwszą godzinę i uśmiełem się, no uśmiech! Ale potem patrz wyżej.

I jeszcze jedno. Moralizatorstwo. Granie na uczuciach. Powaga. - Takie rzeczy nijak się mają w komedii w której na początku koleś trzymał rybę pomiędzy gołymi półdupkami. To smęty. I po co???

3 gwiazdki na 5. Gdyby był krótszy i tempo z początku byłoby utrzymane przez cały film dostałby 4 i pół.

W ten oto piękny sposób, zabijając czas oczekiwania na wyeksportowany film, napisałem recenzję filmową o moich uczuciach nie zdradzając ani fabuły ani kawałów z filmu. Majstersztyk.

NAJLEPIEJ jednak będzie jak do film trafi TROPIC THUNDER - Ben Stiller (mój pierwszy ulubiony komediowy), Wietnam, komedia i do tego Robert Downey Jr. w roli Murzyna. Byczo. Niech no sprawdzę, czy tutuł znowu przetłumaczyli jakoś wybitnie... No tak! Niespodzianka: JAJA W TROPIKACH. Kurdę. Niech któś tam włączy myślenie. Film specjalnie nazywa się GRZMOT TROPIKÓW - bo tytuł sam w sobie to parodia filmó wojennych. No lub przynajmniej w miarę poważny tytuł dla głupiego filmu, albo tytuł filmu akcji klasy B. I to ma sens. Tłumaczenie tego JAJA W TROPIKACH sensu dla mnie nie ma.

ZACZYNAM widzieć pewien powtarzający się wzór tych tłumaczeń: wszystkie one stanowią uproszczoną formę dla półgłówków: Helikopter w ogniu, Jaja w tropikach, itd. Pewnie ten sam geniusz to wszystko dogłębnie obmyśla.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Droga przez PIEKŁO.
Tak więc wczoraj zamówiłem i zapłaciłem za kuriera, który miał jakoś dzisiaj w ciągu dnia odebrać mój film i jutro przed dwunastą w samo południe dostarczyć go do Milanu. To był piękny plan.

Wczoraj więc znowu spędziłem cały dzień męcząc projekt, przerabiając wszystko od początku, żeby było większe i piękniejsze. Udało mi się skończyć jakoś o 2 czy 3 nad ranem. Tzn. zmontowałem wszystko i wystarczyło tylko nacisnąć guzik "EKSPORTUJ" w moim nieśmiesznym programie, położyć się smacznie spać i nastawić budzik na za półtorej godziny, kiedy to żwawy markowy laptop Sony Vaio będzie miał gotowy produkt skończony. Lśniący i krzepki.

Już od dawna powinniście czuć sarkazm.

Otóż po 40% eksportowania wyskoczył błąd. A 40% to po jakichś 40 minutach. Więc tak wyglądała moja noc: budziłem się wyrywkowo, wciskałem guzik "EKSPORTUJ" z nadzieją, że za którymś tam razem wyprodukuje film. Raz nawet zignorował błąd i przeszedł magiczny procent 50. Czarodziejsko wpatrywałem się bezustannie w ekran patrząc na te małe przeskakujące cyferki z nadzieją, że to coś da. I modliłem się mówić i prosząc, że jeżeli da radę, to nie będę jarał szlugasów aż do dnia ogłoszenia wyników.

Nici. Mój komputer szwankuje coraz bardziej. Ponad 4gb na dysku c: to w dzisiejszych czasach widać za mało. Tak więc wieczorem ostateczne podejście. Może go sformatuję. Chyba nie mam wyjścia. Jednak wolałbym jeszcze tego nie robić (czasochłonne i z Vistą nieobliczalne).

Pół godziny temu przedzwoniłem do DHL i zmieniłem rezerwację na jutro. Więc w najlepszym wypadku mój film dojdzie do jury w czwartek. Jak ich oczy nie bolą to obejrzą jeszcze raz, tym razem dobrą kopię.

Cuś więcej? Pewnie! Jak WRESZCIE będę ten konkurs miał za sobą, to napiszę szczegółową opowieść z przeżyć i wstrząsów i akcji w zwolnionym tępię i dodam zdjęcia i wywiady będą i szampan. I kawior. Ble.

Choć w sumie nigdy kawioru nie próbowałem.

niedziela, 17 sierpnia 2008

No!
Chyba wreszcie wszedłem na właściwą falę - znalazłem program, który powinienem był używać od początku robienia tego filmu, jakościowo będzie to wyglądać bardzo dobrze: 1280:720 pikseli, co w świecie HD oznacza 720 dpi. Takie informacje dla fanów telewizorów.

Jak uda mi się skończyć jutro to wyślę prędko kurierem w poniedziałek i we wtorek otrzyma film włoskie jury. I może może moje życie stanie się bardziej kolorowe?

Może nawet pomarańczowe?

piątek, 15 sierpnia 2008

WITAJ w TRÓJCE FINALISTÓW!
Dlaczego ostatnio siedzę tak cicho na OGGu?

Bo mnie nerwy zżerają. Ale od początku. Jak już pisałem w pewną niedzielę dowiedziałem się (czy też poniedziałek), że mój film jako jeden z nielicznych znalazł się w finale konkursu. Super. Poprosili niestety o to, o co spodziewałem się, że poproszą, ale myślałem, że znacznie później - czyli o wyjebiście dobrą kopię mojego filmu.

Ni ma.

Trza zrobić. Tak więc już od wielu dni siedzę i dochodzę doNikąd, no, doKądś, gdyż uczę się na błędach. Techniczne rozterki, to najgorsze co może być. Rysować kocham, ale eksportować filmy dobrej jakości nie, bo zawsze gdzieś znajdzie się jakiś nóż, co wbija ci los w bok. (Tak, wiem, że już to pisałem, ale to wymaga przypominania. Ludzkość mi kiedyś podziękuje).Wyniki w następną niedzielę, więc czasu mało.

Wczoraj odkryłem, że spośród 200 zgłoszeń na ekranizację filmu z punktu widzenia postaci, którą wybrałem, czyli Pawła Podbielskiego - wybrano tylko 3 finalistów i ja jestem jednym z nich. I każdego z nas poproszono o wyczesaną kopię, która zadecyduje o tym, kto zwycięży. A wyniki za tydzień - 24tego.

Właśnie sprawdziłem DHL - przesyłki kurierskie i w porywie szaleństwa, jeśli Bóg da i uda mi się wreszcie osiągnąć wymarzony efekt płynnego filmu wideo, to w tym porywie jestem nawet gotów zapłacić te 100 euro, byle tylko film do Włoch dotarł jak najprędzej. Wciąż też pracuję w pracy (aha), tak więc następne dwa dni wolne to niedziela i poniedziałek - mam nadzieję, że do poniedziałku będę mam już skończone.

Trzymajcie kciuki. I odmówcie za mnie zdrowaśkę, potrzebuję tego.
Zwykła modlitwa też wystarczy. Nie musi być na kolanach.
Wystarczy pozytywna myśl.

wtorek, 5 sierpnia 2008

WHY SO SERIOUS???
W "Mrocznym Rycerzu" pojawia się tekst:

"Albo umierasz jako bohater,
albo żyjesz na tyle długo,
żeby zobaczyć, jak sam stajesz się przestępcą".

Myślę, że możemy to przenieść na naszą artystyczną płaszczyznę i napisać:

Albo umierasz jako artysta który nigdy w siebie nie zwątpił i który nigdy się nie poddał,
Albo żyjesz dostatecznie długo, żeby zobaczyć jak stajesz się niewdzięcznym skurwysynem i pijakiem, który stracił wszystkie swoje szanse.

Wiem, że tu bardzo jadę, ale cóż...

W każdym razie w poniedziałek dostałem wiadomość, że mój film na konkurs znalazł się w nielicznym gronie szczęściarzy, którzy zostali wybrani z całego grona zgłoszeń do totalnego finału. Co oczywiście nie oznacza, że wygrałem, teraz muszę im przesłać kopię swojego filmu w najlepszej jakości do Włoch no i poczekać na wyniki, które będą już niedługo - 24 sierpnia.

Tak więc siedzę dziś i jutro i pracuję nad tą kopią w dobrej jakości, poporawiam tu i ówdzie, na co nie miałem wcześniej czasu ani chęci. Dociągnę to do maksymalnej perfekcji (na tyle, na ile potrafię) i wyślę wkrótce.

W międzyczasie oczekiwania na wyniki, czyli jakoś w tym tygodniu postaram się wrzucić ten film tu, żebyście go mogli wreszcie obejrzeć, gdyż nie jest to sprzeczne z zasadami. A! i wrzucę go po polsku, żeby lżej było.

czwartek, 28 sierpnia 2008

Powrót do PRZESZŁOŚCI.

Zmarnowałem dzisiaj większość dnia leżąc w łóżku i głównie obijając się. To nie najlepszy czas dla mnie. W każdym razie gnijąc tak w tej pościeli kiedy słońce zachęcało do wyjścia na zewnątrz obrobiłem, tzn. zmontowałem wreszcie jeden ze swoich pierwszych amatorskich filmów - "Mroczną Zemstę".

Nakręcony w 1997 czy coś takiego - kiedy miałem lat 13 lub 14ście - film był dla nas wyłącznie zabawą. Jakość jest kiepska, ale dobrze, że choć to się zachowało. Musiałem usunąć kolory, gdyż raz były a raz znikały z powodu wielokrotnego przegrywania z kasety na kasetę. Również tytuł widzimy przez cały film, ponieważ musiałem ukryć denerwujący napis: PAL SECAM MONO pojawiający się również na materiale niemal bezustannie. Jednakże ludzkie oko ma do siebie to, że po chwili ignoruje nieruchome obrazy, więc tytuł nie powinien zbytnio przeszkadzać.

Horror nakręcony był w formacie 4:3, czyli kwadrat, ale przyciąłem go na potrzeby własne i zrobiłem szerokoekranowy 16:9. Zmieniłem również jedną czy dwie piosenki i przyciąłem ponad 13 minutowy film żeby zmieścił się jako jeden plik na youtube, który ogranicza pliki do 10 minut. Co wyszło mu na dobre. Tak czy siak.

Najlepiej oglądać po ciemku, bo ciemny jest, nie dlatego, że straszny. Taa.



PS. Wkrótce drugi film nakręcony w tym samym okresie, dramatyczna historia kryminalna "Kto porwał syna Beaty K.?".

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

OD KUCHNI: SPACER w parku.

Oto zdjęcie Regents Park w Londynie, które posłużyło mi za punkt wyjściowy do tła w scenie w parku. Patrzyłem na nie i ...
.. narysowałem to tło, które posłużyło do tła dla trzech scen:Oto szkic Pawła i Atheny wykonany ołówkiem:Tutaj próba generalna, czyli czy wszystko będzie się trzymało kupy razem?Ze wszystkich rysunków Atheny które zrobiłem ten podoba mi się najbardziej. Chodzi o jej twarz. Poniżej klatka z filmu z dodanym tłem:A to oryginalny rysunek. Ten rysunek podoba mi się z tego powodu, że jest dla mnie narysowany idealnie. A nie często tak mówię (ani piszę) o swoich rysunkach.

niedziela, 24 sierpnia 2008

sobota, 23 sierpnia 2008

Czarownica z PORTOBELLO: Pavel PODBIELSKI.

Wyniki konkursu jutro, ja tymczasam ukończyłem polską wersję filmu. Kupiłem nowy mikrof, co powinienem był zrobić jakiś czas temu jak się okazuje, bo dźwięk jest o wiele lepszy od mojej angielskiej wersji nagranej tamtym moim starym, szwankującym szmelcem. Teraz żałuję. No, ale nie sposób myśleć o wszystkim.

Nim zaczniecie oglądać efekt 4 miesięcy (jak to nieskrupulatnie wciąż wspominam), kilka spraw. Ważnych jak wzrastające ceny paliwa samolotowego. Przede wszystkim najlepiej jest oglądać ten film w dobrej jakości, bo jeśli tego nie zrobisz wszystko będzie raczej zamglone i nijakie. Żeby obejrzeć w dobrej rozdzielczości trzeba kliknąć na ekran filmu raz albo dwa, co przeniesie cię od razu na stronę Youtube Herr Zeby z tym samym filmem. Tam, pod klipem w dolnym prawym rogu powinno być napisane WATCH IN HIGH QUALITY. Naciśnij tam. Jeśli nie masz zbyt szybkiego łącza internetowego będzie trzeba dłużej poczekać, ale WARTO. Bo różnica jest duuuża.

Bardzo zachęcam do szerzenia informacji o filmie wśród znajomych, rodziny i ludzi z wpływami; do komentowania, dawania gwiazdek, pieniędzy, zdjęć w negliżu z nakierowaniem na ładne nogi itd. Co do filmu (raz jeszcze) jest to ekranizacja jednego z rozdziałów książki "Wiedźma z Portobello" Paula Coelho. Historia o Athenie uznawanej za czarownicę opowiedziana przez osoby które ją znały. Jedną z takich osób jest właśnie Paweł Podbielski mieszkający w Anglii. I to właśnie jego opowieść poznajemy w moim filmie. Polecam książkę.

CZĘŚĆ PIERWSZA:



CZĘŚĆ DRUGA:

środa, 20 sierpnia 2008

Nie zadzieraj z POLSKIMI TŁUMACZENIAMI.

Nowa komedia z jednym z moich dwóch ulubionych aktorów komediowych - z Adamem Sandlerem - "Nie zadzieraj z Zohanem" ("You don't mess with the Zohan") została przetłumaczona prawie idealnie. Ale jak zwykle trzeba było coś dodać, zmienić i wykręcić, bóg wie po kiego. Tak więc zamiast Zohan napisał jakiś kolo fryzjer. Wracając do po kiego, może jest taki tytuł bardziej kumaty i przypadkowy kinomaniak (ni ma czegoś takiego, przypadkowy i kinomaniak się wykluczają) będzie czuł się z tym tytułem bezpieczniej niż z oryginalnym, bo już na wstępie wie, że koleś na plakacie to fryzjer, nawet jeśli suszarka go nie nakierowała. Za to nie wie, że to Zohan. Ee, nieistotne.

113 jebanych minut! CO JEST NIE TAK Z TYM ŚWIATEM? Wszędzie robią przydługie filmy. Jak robisz komedię, to o ile nie jest ona wybitnie prześmieszna, nigdy nie przekraczaj 90 minut. ZaHan powinien się skończyć pół godziny wcześniej. I czego jeszcze nie cierpię, to jak zaczyna się film szybko, daje dużo akcji na początku, jest ciekawie, a potem z braku laku i dobrego scenarzysty, film stopniowo się wynudza, ciągnie, już jest więcej gadania niż działania które za bardzo doNikąd Zmierza. I tak jest z Zohanem. To świetna komedia przez pierwszą godzinę i uśmiełem się, no uśmiech! Ale potem patrz wyżej.

I jeszcze jedno. Moralizatorstwo. Granie na uczuciach. Powaga. - Takie rzeczy nijak się mają w komedii w której na początku koleś trzymał rybę pomiędzy gołymi półdupkami. To smęty. I po co???

3 gwiazdki na 5. Gdyby był krótszy i tempo z początku byłoby utrzymane przez cały film dostałby 4 i pół.

W ten oto piękny sposób, zabijając czas oczekiwania na wyeksportowany film, napisałem recenzję filmową o moich uczuciach nie zdradzając ani fabuły ani kawałów z filmu. Majstersztyk.

NAJLEPIEJ jednak będzie jak do film trafi TROPIC THUNDER - Ben Stiller (mój pierwszy ulubiony komediowy), Wietnam, komedia i do tego Robert Downey Jr. w roli Murzyna. Byczo. Niech no sprawdzę, czy tutuł znowu przetłumaczyli jakoś wybitnie... No tak! Niespodzianka: JAJA W TROPIKACH. Kurdę. Niech któś tam włączy myślenie. Film specjalnie nazywa się GRZMOT TROPIKÓW - bo tytuł sam w sobie to parodia filmó wojennych. No lub przynajmniej w miarę poważny tytuł dla głupiego filmu, albo tytuł filmu akcji klasy B. I to ma sens. Tłumaczenie tego JAJA W TROPIKACH sensu dla mnie nie ma.

ZACZYNAM widzieć pewien powtarzający się wzór tych tłumaczeń: wszystkie one stanowią uproszczoną formę dla półgłówków: Helikopter w ogniu, Jaja w tropikach, itd. Pewnie ten sam geniusz to wszystko dogłębnie obmyśla.

wtorek, 19 sierpnia 2008

Droga przez PIEKŁO.

Tak więc wczoraj zamówiłem i zapłaciłem za kuriera, który miał jakoś dzisiaj w ciągu dnia odebrać mój film i jutro przed dwunastą w samo południe dostarczyć go do Milanu. To był piękny plan.

Wczoraj więc znowu spędziłem cały dzień męcząc projekt, przerabiając wszystko od początku, żeby było większe i piękniejsze. Udało mi się skończyć jakoś o 2 czy 3 nad ranem. Tzn. zmontowałem wszystko i wystarczyło tylko nacisnąć guzik "EKSPORTUJ" w moim nieśmiesznym programie, położyć się smacznie spać i nastawić budzik na za półtorej godziny, kiedy to żwawy markowy laptop Sony Vaio będzie miał gotowy produkt skończony. Lśniący i krzepki.

Już od dawna powinniście czuć sarkazm.

Otóż po 40% eksportowania wyskoczył błąd. A 40% to po jakichś 40 minutach. Więc tak wyglądała moja noc: budziłem się wyrywkowo, wciskałem guzik "EKSPORTUJ" z nadzieją, że za którymś tam razem wyprodukuje film. Raz nawet zignorował błąd i przeszedł magiczny procent 50. Czarodziejsko wpatrywałem się bezustannie w ekran patrząc na te małe przeskakujące cyferki z nadzieją, że to coś da. I modliłem się mówić i prosząc, że jeżeli da radę, to nie będę jarał szlugasów aż do dnia ogłoszenia wyników.

Nici. Mój komputer szwankuje coraz bardziej. Ponad 4gb na dysku c: to w dzisiejszych czasach widać za mało. Tak więc wieczorem ostateczne podejście. Może go sformatuję. Chyba nie mam wyjścia. Jednak wolałbym jeszcze tego nie robić (czasochłonne i z Vistą nieobliczalne).

Pół godziny temu przedzwoniłem do DHL i zmieniłem rezerwację na jutro. Więc w najlepszym wypadku mój film dojdzie do jury w czwartek. Jak ich oczy nie bolą to obejrzą jeszcze raz, tym razem dobrą kopię.

Cuś więcej? Pewnie! Jak WRESZCIE będę ten konkurs miał za sobą, to napiszę szczegółową opowieść z przeżyć i wstrząsów i akcji w zwolnionym tępię i dodam zdjęcia i wywiady będą i szampan. I kawior. Ble.

Choć w sumie nigdy kawioru nie próbowałem.

niedziela, 17 sierpnia 2008

No!

Chyba wreszcie wszedłem na właściwą falę - znalazłem program, który powinienem był używać od początku robienia tego filmu, jakościowo będzie to wyglądać bardzo dobrze: 1280:720 pikseli, co w świecie HD oznacza 720 dpi. Takie informacje dla fanów telewizorów.

Jak uda mi się skończyć jutro to wyślę prędko kurierem w poniedziałek i we wtorek otrzyma film włoskie jury. I może może moje życie stanie się bardziej kolorowe?

Może nawet pomarańczowe?

piątek, 15 sierpnia 2008

WITAJ w TRÓJCE FINALISTÓW!

Dlaczego ostatnio siedzę tak cicho na OGGu?

Bo mnie nerwy zżerają. Ale od początku. Jak już pisałem w pewną niedzielę dowiedziałem się (czy też poniedziałek), że mój film jako jeden z nielicznych znalazł się w finale konkursu. Super. Poprosili niestety o to, o co spodziewałem się, że poproszą, ale myślałem, że znacznie później - czyli o wyjebiście dobrą kopię mojego filmu.

Ni ma.

Trza zrobić. Tak więc już od wielu dni siedzę i dochodzę doNikąd, no, doKądś, gdyż uczę się na błędach. Techniczne rozterki, to najgorsze co może być. Rysować kocham, ale eksportować filmy dobrej jakości nie, bo zawsze gdzieś znajdzie się jakiś nóż, co wbija ci los w bok. (Tak, wiem, że już to pisałem, ale to wymaga przypominania. Ludzkość mi kiedyś podziękuje).Wyniki w następną niedzielę, więc czasu mało.

Wczoraj odkryłem, że spośród 200 zgłoszeń na ekranizację filmu z punktu widzenia postaci, którą wybrałem, czyli Pawła Podbielskiego - wybrano tylko 3 finalistów i ja jestem jednym z nich. I każdego z nas poproszono o wyczesaną kopię, która zadecyduje o tym, kto zwycięży. A wyniki za tydzień - 24tego.

Właśnie sprawdziłem DHL - przesyłki kurierskie i w porywie szaleństwa, jeśli Bóg da i uda mi się wreszcie osiągnąć wymarzony efekt płynnego filmu wideo, to w tym porywie jestem nawet gotów zapłacić te 100 euro, byle tylko film do Włoch dotarł jak najprędzej. Wciąż też pracuję w pracy (aha), tak więc następne dwa dni wolne to niedziela i poniedziałek - mam nadzieję, że do poniedziałku będę mam już skończone.

Trzymajcie kciuki. I odmówcie za mnie zdrowaśkę, potrzebuję tego.
Zwykła modlitwa też wystarczy. Nie musi być na kolanach.
Wystarczy pozytywna myśl.

wtorek, 5 sierpnia 2008

WHY SO SERIOUS???

W "Mrocznym Rycerzu" pojawia się tekst:

"Albo umierasz jako bohater,
albo żyjesz na tyle długo,
żeby zobaczyć, jak sam stajesz się przestępcą".

Myślę, że możemy to przenieść na naszą artystyczną płaszczyznę i napisać:

Albo umierasz jako artysta który nigdy w siebie nie zwątpił i który nigdy się nie poddał,
Albo żyjesz dostatecznie długo, żeby zobaczyć jak stajesz się niewdzięcznym skurwysynem i pijakiem, który stracił wszystkie swoje szanse.

Wiem, że tu bardzo jadę, ale cóż...

W każdym razie w poniedziałek dostałem wiadomość, że mój film na konkurs znalazł się w nielicznym gronie szczęściarzy, którzy zostali wybrani z całego grona zgłoszeń do totalnego finału. Co oczywiście nie oznacza, że wygrałem, teraz muszę im przesłać kopię swojego filmu w najlepszej jakości do Włoch no i poczekać na wyniki, które będą już niedługo - 24 sierpnia.

Tak więc siedzę dziś i jutro i pracuję nad tą kopią w dobrej jakości, poporawiam tu i ówdzie, na co nie miałem wcześniej czasu ani chęci. Dociągnę to do maksymalnej perfekcji (na tyle, na ile potrafię) i wyślę wkrótce.

W międzyczasie oczekiwania na wyniki, czyli jakoś w tym tygodniu postaram się wrzucić ten film tu, żebyście go mogli wreszcie obejrzeć, gdyż nie jest to sprzeczne z zasadami. A! i wrzucę go po polsku, żeby lżej było.

@templatesyard