czerwca 2008 - OGG

poniedziałek, 30 czerwca 2008

ZABIĆ sta!re myśli.
Świat się kręci. I zmienia. Wszystko płynie. Stając w miejscu nie tylko stoimy w miejscu, ale przeważnie również zupełnie naturalnie zaczynamy się cofać. Opinie, poglądy, które urządzamy sobie tak pięknie o życiu i świecie sprawdzają się, pewnie. Ale nie wiecznie. Bo wszystko płynie. Dlatego tak trudno jest się dogadać z większością ludzi i nie mam tu na myśli tylko starców. ONI już wszystko wiedzą. W młodości nauczyli się na pamięć mapy prowadzącej przez życie i kurczowo się jej trzymają szponami.

Mapy należy zmieniać, bo po czasie są tylko do wyrzucenia. Każdy z nas ma w sobie cechy charakteru, których nie lubi. I każdy z nas chciałby się ich pozbyć. ALE tak za sprawą magicznej różdżki, czary mary i już nie ma bólu, łez, tchórzostwa, lenia. Kto zaś jest gotowy wsiąść się w garść i walczyć z samym sobą? Prawie nikt. Nawet ja przeważnie nie mam siły. Ale chcę. I gdyby tak każdy z nas chciał (marzenie ściętej głowy), to by było trochę lepiej. Dzieci w Afryce dostawałyby może trochę więcej jedzenia. Oto my, dołujemy się każdego dnia, a obok nas ludzie giną z głodu, biedy kiedy w tym samym czasie tłuste świnie zażerają się w tych przedziałach kiełbasami. Taki pesymistyczny post a miało być odwrotnie.

Można też powiedzieć czytając to: Tak tak, ja to wszytko wiem, też mi nowiny. Pewnie, że można. Najłatwiej jest zawsze mówić. Kurdę, ludzie są tacy poryci. Czasami dziwię się, że dotarliśmy tak daleko. I to dzięki komu? Dzięki tym kilku jednostkom, które szły pod prąd i właśnie robiły rzeczy zupełnie inaczej niż je uczono, zupełnie inaczej, niż zawsze postępowano. Bo to właśnie dla mnie jest postęp. Wynalezienie czegoś nowego, nawet nowej myśli.

Poszukiwanie nowych myśli jest moim największym wyzwaniem ostatnio. Otóż mamy nasz przegrzany mózg. I w nim co? Te myśli. Kłębią się od lat. Jakakolwiek nowa myśl zostaje od razu wplątana w wieniec ze starych. Monitorujcie swoje myśli, żeby się w nich przypadkiem nie utopić. Kiedy włączam monitoring myśli widzę, że w kółko myślę o tym samym. BOJĘ się tych samych rzeczy, pragnę tych samych. Przecież wystarczy raz o czymś pomyśleć, a ja w kółko myślę o różnych rzeczach to samo. W kółko i kółko tyle czasu marnować. Ale gdybym tak wypełniał ten czas nowymi myślami. Tak. To by było dopiero odświeżające.

Czasami otwieram oczy. Rozglądam się dookoła. Właściwie to w miarę często. I patrzę na świat ze świadomością (to jest akurat świetna myśli a zarazem ćwiczenie świadomości) że oto jestem tu, w tym czasie i miejscu, zdrowy i młody i jeśli naprawdę bym chciał i wyzbył się ograniczeń, to mógłbym bardzo dużo osiągnąć. Przecież równie dobrze mogłoby mnie tu nie być. Mógłbym nigdy nie istnieć. Ale jestem. I jest tyle możliwości.

No pięknie, zapomniałem o żelazku i mi się dziura zrobiła w moim stroju baleriny. Cholera. Oj, i woda w wannie się przelała. O! I gaz, tak czuję gaz. Nie, cholera, odejdź od tego okna dzieciaku przeklęty z petardą! ODEJDŹ! Nie, nie wiem, która jest godzina, nie mam zegarka!

- Przepraszamy wszystkich czytających, niestety Sebastiana Jastra znowu poniosło na OGGu i teraz musi poleżeć w łóżku. Jak tylko wróci do normy to da znać. Nie na tym łóżku Sebastian! Nie widzisz li ty, że sprężyna wystaje? Jeszcze ci się wbije w kręgosłup i nie będziesz mógł chodzić! To co, że będziesz mógł rysować, ile myślisz fanek będzie chciało pójść na piwo z artystą kaleką?

-- Poczwórnie przepraszam, ale Sebastiana i jego asystenta Mariana ugryzła w szyję mrówka kwasówka. Przepraszamy za zakłócenia. Ja? Kto ja jestem? A nie twój interes. Nie... odjedź, odejdź! Po co ci ta siekiera do cholery? Po drewno? Przecież tu nie ma żadnego drewna! Krzeseł się nie rąbie. Nie waż się, to krzesło po mojej babci. Ta dziura w krześle to po co?

Mamma mia!


i jeszcze raz FILMY!
Nowy Batman wychodzi w tym miesiącu i wyglądana na to, że będzie to kawał dobrego kina. Kevin Smith, kreator Cichego Boba i "Sprzedawców", wielbiciel komiksów określił ten film mianem epiki. Z jego ust to szok, szczególnie, że zwykle wszystko i wszystkich zjeżdża z ziemią swoją niewyparzoną gębą na konwentach komiksowych.

No i mój ulubieniec - Ben Stiller, ten od sposobu na blondynkę choćby nakręcił komedię o Wietnamie z Robertem Downey Jr. w roli Murzyna. To taka parodia tych wszystkich poważnych wojennych filmów której na pewno nie przepuszczę. A! I jeszcze to tak świetnie nazwali: "Tropic Thunder" - dosłownie "Piorun Tropików", ale jestem pewien, że nasi polscy tłumacze wymyślą coś o niebo do wynajęcia lepszego.

Jednocześnie wychodzi mnóstwo gówna, jak np. dramat "Australia" z Nicole Kidman I Hugh Jackmanem - epicka opowieść o niezgadlibyście w życiu nigdy, o Australii. Dużo skakania przez płotki w płomieniach i spoconych łez i błota na pinknych tkaninach. Litości. O reszcie szkoda pisać.

Przy okazji polecam stronę: http://www.apple.com/trailers/ zawsze z najnowszymi reklamami filmów. Ale trza szybkiego łącza internetowego.
OGG po godzinach...
W sumie zawsze mam do powiedzenia to samo. Ale czasami nie wychodzi.

W czwartek wyszedłem na kilka drinków z ludźmi z pracy, pomimo, że powinienem pracować nad swoim filmem. Każdy zasługuje na chwilę przerwy, niezależnie od tego jak długo nad czymś pracuje. Pierwsza godzina była jak godziny, które dobrze znacie, nikt jeszcze sobie dobrze nie wypił i każdy w sumie spięty mniej lub bardziej. Lecz z drugą godziną rosną róże, niebo zamienia się w purpurę, smutek znika i szczęście prawdziwe bądź kupione, wraca na zmarszczki okraszające twarz.

Prawda jest skryta głęboko w nas. Szczęście jest zabite dechami. To nasz własny wybór, że przed wszystkim tak bardzo się bronimy. Nawet przed szczęściem.

Było drętwo tego wieczoru, przynajmniej do póki nie byłem po kilku piwach. Nie cierpię spotykać się z nudnymi ludźmi. Te same tematy, powtarzanie w kółko tego samego. Zmierza: donikąd. Za stary jestem na takie duperele.

Za to dwa dni później, czyli w sobotę poszedłem na spektakl "Transpoting" do teatru wystawiany przez amatorów, którzy zrobili kawał świetnej roboty. Byłem jednak nieźle zmęczony, więc się za bardzo nie podekscytowałem. I po tym skierowałem się znowu do baru, ale było o wiele przyjemniej i było kilka ciekawych osób (m.in. z Cartoon Saloonu). Poza tym kac po whiskey jest o wiele bardziej znośny niż po piwsku.

Wszyscy stajemy się bardzo wygodni, wszystko staje się uproszczane i wolimy nie myśleć tylko chwytać się starych mechanizmów. I też to mnie dopada, ale póki to widzę mogę jeszcze z tym walczyć. Spójrz na to co robisz, spójrz na to, co mówisz: ile z tego jest czymś nowym i świeżym, a ile to Twoje stare odruchy, odzywki i zachowania, do których przywykłeś? Ha!

-- Jeżeli wpis ten był chaotyczny to zupełnie normalne, gdyż ja jestem chaotyczny.

sobota, 28 czerwca 2008

ZIMNY dzień.
To był zimny dzień pełen zapomnianych myśli. Świat był taki sam jak zawsze - nieustannie zmieniający się. Przypadkowi ludzie tworzyli historię nie wiedząc, że nie są przypadkowymi ludźmi.

Strach nie znikał ani też NIKT nie starał się go pozbyć. Zamiast osiągnąć wszystko osiągano nic.

Piękna twarz. Zwykła twarz. Przypadkowa twarz pełna blasku wynurzyła się z zieleni. Ten zimny dzień skąpany był w jesiennym słońcu. Liście umierały.

Różana twarz miała nadzieję na najwspanialsze rzeczy na świecie: na miłość, na to, co śmiertelnicy nazywają i rozumieją jako sukces, na szczęście. Niestety, kiedy nadchodził właściwy moment, kiedy wszechświat szeptał: "To teraz! Już, biegnij!" twarz chowała się z powrotem za zieleń i po kilku latach nie było już zieleni tylko szarość. Miłość stała się pustym słowem. Wspomnieniem.

Jak możesz patrzeć na tą twarz i być obojętnym?

napisane na kacu, wczoraj. taka przypowieść

wtorek, 24 czerwca 2008

FLASHBACK: WALENTYNKI
Jestem tego typu człowiekiem, który potrafi poruszyć niebo i ziemię aby dorwać jakieś stare nagrania w których to występował. Jakiś rok czy dwa lata temu zakradłem się do swojej starej szkoły średniej w biały dzień i omotałem dyrektora kadzidełkami dzięki czemu pozwolił mi pożyczyć kamerę i wydusić od bibliotekarki - która częstuje młodzież filmami o dorastaniu i przemocy - stare nagranie na kasecie miniDV. Prędko zrobili mi kopię DVD w sklepie fotograficznym i tak pałętam się z tym nagraniem nie wiedząc co z nim zrobić. Chciałem je wrzucić na DVD z wszystkim, co do tej pory nagrałem, z mniej lub bardziej osobistymi rzeczami, ale to jeszcze trochę potrwa nim się do tego zabiorę, więc czemu nie ukrócić cierpienia, czemu nie youtube?

Nie tylko narcystyczny samozachwyt, ale również miła pamiątka z czasów szkolnych dla wszystkich, którzy tam byli i pamiętają.

Walentynki podzielone są na 3 części:

I: Dziewczyna wybiera chłopaka.

II: Ewelina Radowska + Sebastian Jaster śpiewają o miłości.

III: Chłopak (Mateusz Kijowski, lider zespołu "Black Roses") wybiera dziewczynę.


W dzisiejszych czasach - imiennych i bez - czas odcisnął na mnie swoje piętno i nie jestem już tak szybki jak na tych klipach z przeszłości. Ani tak szybko nie mówię. Ale wciąż się zgrywam. Czasami.

niedziela, 22 czerwca 2008

Zaślepienie:
Ludzie nie wiedzą co robić, nie mogą się zdecydować, są zagubieni. Szukają odpowiedzi i denerwują się coraz bardziej. Wszystkie potrzebne nam odpowiedzi są w nas samych. Jeśli jednak nie mamy świetnej łączności z samymi sobą, możemy powiedzieć: łączności pomiędzy świadomością a podświadomością, umysłem a duszą, to nigdy nie znajdziemy tych odpowiedzi.

Z każdej strony atakują nas obrazy, dźwięki, mnóstwo różnych bodźców. Każdy radzi co innego, nigdy nic pozytywnego ani wspierającego, tylko przeważnie dołują. Z mediów i internetu wysypują się na nas śmieci danych i trudno się z tego wszystkiego wygrzebać.

Wiem, że niedługo będę publikował swoje komiksy, że będę zarabiał rysowaniem na życie, gdyż to kocham najbardziej. Świadomość tego i pewność jest w mojej duszy i umyśle, jednak często umysł właśnie zostaje zaśmiecany negatywnymi opiniami innych albo całymi tonami komiksów internetowych i myślę sobie, czy uda mi się przebić? Przecież tyle tego jest.

Tak. Jest tego tyle. Ale to chłam. No kurczę. Muszę więc pamiętać, żeby w chwilach niewyraźnych spoglądać wewnątrz siebie i potrafić zobaczyć tam Prawdę. O tak, taką prawdę z dużej litery.

A Prawda jest: wszystko jest dobrze, wszystko jest dobrze.

(A będzie jeszcze lepiej, więc do dzieła! Nie każmy światu czekać:)

PS. Mógłbym to wszystko porozwijać i pododawać przykłady, ale jestem istotą ludzką, która potrzebuje snu. Poza tym (wiem, że chyba już coś takiego pisałem, ale co tam) jeśli prosty przekaz do kogoś nie dociera, to nie ma sensu się męczyć dla ćwoków, którym nawet wrzucanie łopatą do głowy nic pomoże. Nie nie ma sensu. Chyba, że ktoś za to ZAPŁACI i wyda w formie książki opublikowanej przez np. "Klub Dla Ciebie, Siebie I Wesołego Rolnika" na półce tuż przy pozycji "Ta DZIWKA - poradnik dla kobiety w związku".

sobota, 21 czerwca 2008

LOTTO
... eh, znowu nie wygrałem. Psia krew.

piątek, 20 czerwca 2008

Wiedźma: SZKIC
Oto szkic Atheny, tym razem nie tylko oczy. W rzeczywistości, tzn. na papierze nie ma takiego krzywego ryja. Praca nad tym projektem wiele mnie nauczyła i pewnie jeszcze nauczy więc jak tylko skończę podzielę się swoimi przemyśleniami.A tak z zupełnie innej beczki, to wciąż jestem aspołeczny. Np. wolę siedzieć przed komputerem i skanować rysunki do filmu niż rozmawiać z ludźmi na zewnątrz na te tematy, to jest różne tematy. Człowiek powinien być wolny, a nie jest. Powinien robić to, co czuje, a nie robi.
"Z relacji SĄSIADEK"

Miałem kiedyś sen, ale się skończył, a ja umarłem. Wydawało mi się, że to był sen. Potem było mi tak bardzo błogo, czułem nareszcie, że wiem wszystko, i że wszystko jest dobrze. Niestety to również szybko minęło.

Wtedy jakby nie było nic i zacząłem na nowo śnić. Ale czy to był sen i czy ja żyłem? Ponownie?

Przyszedłem na świat oślepiony. Pamiętałem jasność, pamięć o niej prędko wyparowała z mojej głowy, niby coś nieważnego, zastąpionego obrazem nieba, ptaków; szkoda, że tak się stało, bo gdybym mógł wybierać, wybrałbym wspomnienie tej jasności zamiast błękitu i skrzydeł.

Następnie dręczyły mnie rozterki, banalnie głupie,choć koniecznym były pokarmem dla mojej psychiki. Widzicie, coś musiałem sobie myśleć. Każdy coś sobie myśli. Na moje szczęście część z nich łatwo i dość szybko odeszła, gdy w pełni zrozumiałem ich kalectwo. Kaleki jest mózg żyjący kalekimi myślami. Część rozterek jednak została i dręczyła mnie do końca końców, ponieważ dalej nie byłem pewien, jak to mam traktować, czy rzeczywiście jak sen, czy jak sen pośród rzeczywistości?

I potem znów mi się wydawało, że się kończy, że umieram. Nie jestem pewien. Nie pamiętam za dobrze.

Ale cudowna błogość powróciła uświadamiając mnie na nowo po raz etny, czułem się, jakbym wracał do dawnej ojczyzny. Do ciepła i miłości.. Do jasności. Tak, wypełniła cały pokój, słyszałem swój własny krzyk nie wiedząc, że to krzyk. Lecz wtedy zapamiętałem coś. Zieleń ścian. Zieleń sufitu. Zieleń ta była zielenią traw na wzgórzach, obracającej się ziemi, zielenią życia. Gdy udawało mie się uchwycić jakąś myśl, tak, pamiętam, była do przemożna chęć zatrzymania się choć na chwilę w tym pędzącym, gnającym wciąż od nowa i od nowa starym Kole. Wydawało się, żę mógłbym oddać za to życie, lecz naraz: czy nie oddawałem, a może to był sen?

Nie wiem. Dziwność mnie ogarniała. Kształty, dźwięki i marzenia pędziły za szybko, by się nich uchwycić i na parę sekund wśród nich pobyć żeby choć na parę sekund. Śmieszność polegała na tym, że one naprawdę stały w miejscu tak jak ja, tylko ta granica zbyt mocno trzymała. Je bądź mnie. To nieistotne.

Bo mi to nie przeszkadzało. Nigdy. Cieszyłem się, że tak to jest ułożone. Cieszyłem się wtedy i raduje mnie to teraz. Dzięki temu oddawałem się ukojony temu biegowi i temu wynalazkowi. Największemu z największych: Czasowi.

Lecz to był moment i te przemyślenia znikały, jakby nie funkcjonowały wcześniej ni to we mnie, ni to na zewnątrz.

Gdy moje włosy się kręciły, chciałem je proste. Gdy miałem proste, chciałem żeby się kręciły. Gdy płakałem, chciałem się śmiać. Gdy się śmiałem, to krótko.

Upadałem i powstawałem. I dręczyłem siebie i dręczyłem. Nie wiem, to taka chyba cecha mojego charakteru, że sobie nigdy nie dam spokoju, że sobie nie dam odpocząć, bo skoro już jestem, to co robić, jak nie się dręczyć? Wynikała z tego udręka, niemiła, lecz lepsza niż jej brak i niż pustka, którą by swoim brakiem pociągała.

Czy chciałem udręki? Nie miałem na nią wpływu, była jak obcy człowiek wewnątrz mnie, który nie chce sobie odejść i wciąż cię niepokoi.

Tysiąc razy sobie zaprzeczałem. Cały czas powtarzałem, że to życie, to życie, jest tak zajebiście sparodoksowane.

Śmiech, łzy, ból, nadzieja, żal, gorycz, uciecha, wzruszenie, przygnębienie. Myśl, sekunda, kamień i skarbonka. Przywiązanie. Miłość.

To wciąż jest jak narkotyk. To wciąż trwa choć stoi. Wciąż żyje choć umiera. Wciąż te same głupie pytania i nieudolne próby bycia kimś, kim nie jestem, bycia mądrzejszym niż jestem i kiedykolwiek będę. To pod wpływem narkotyku jest ci tak świetnie, że zapominasz o nim. Dopiero, gdy przechodzi, przypominasz sobie i żałujesz, że to minęło tak prędko. Bo było tak świetnie.

Obojętnie ile by nie trwało, trwa tyle co nic. Trwa krócej niż sekunda. Niż chwila. Jak sen.

Nie boję się śmierci. Nie obawiam się przyszłości. Nie wiem co mi ona przyniesie. Kolejne wiadra łez czy wzruszeń momenty. Nigdy jednakże nie przestanie mnie zadziwiać. Nigdy nie przestanie dręczyć. Tego również się już nie obawiam. Cieszę się, że potrafię o tym marzyć.

Bo to niby sen, niby życie. Niby trwa i niby się budzimy.

I choć Koło się obraca, chodziaż myśli się dublują jak sprinterzy na bieżni, to mi jest z tym dobrze. Chodziaż niby nic się nie zmienia, to mam siłę trwać. Bo to jest

Nadzieja.


Powyższa krótka historia pochodzi z roku pańskiego 2003. Miała się ukazać w piśmie literackim "Akant" z Bydgoszczy wiele lat temu, ale wiecie co strzeliło w choinkę. Napisałem ją pod wpływem natchnienia, z braku laku moje samotne życie w którym nie marnowałem ani sekundy ażeby nie ubolewać nad swoim losem wypełnione było dwu-godzinnym oczekiwaniem na serial "Z archiwum X". Nie miałem nic lepszego do roboty, więc zacząłem pisać tak bez przygotowania, nie wiedząc o czym. I historia ta sama się napisała, a ja byłem tylko posłańcem.
"Zagubiony" UMYSŁ
Wczoraj spotkałem Jorge'a Garcia - tego grubaska z serialu "Lost". Przyszedł do zamku, na którym pracuję, ale spóźnił się na wycieczkę. Spotkałem to pewnie za dużo powiedziane, bo nawet z nim słowa nie zamieniłem, gdyż jak to ja byłem zdezorientowany i koleżanka mi dupę truła. Tylko się o mnie otarł jak przechodził obok, kiedy wciąż z tą koleżanką rozmawiałem.

Tymczasem mój kolega David dostał autograf i zrobił sobie z nim zdjęcie. Gdybym ja sobie takie zdjęcie zrobił (co po fakcie sobie uświadomiłem i żartowałem), to pewnie by zyskało sporo komentarzy na naszej klasie.

Następnym razem jak zobaczę jakąś sławę to się rzucę z aparatem. Życie we śnie ma dużo sensu, ale czasami trzeba dotknąć ziemi, żeby nas nie przegapiła jakaś szansa. (Mam sporo takich maksym).

wtorek, 17 czerwca 2008

Szczęście i Twardziele.
Szczęście gdzieś tam jest we mnie. Ostatnio chorowałem i przeprowadzałem się w wyniku czego nie uruchamiałem komputera. Teraz go uruchomiłem i już mi prawie godzinę wessało, cholera! Biorąc pod uwagę, że ja, Człowiek Z Guzem Koło Kolana oraz Ja Człowiek Z Włosami Na Ramionach Po Powrocie Od Fryzjera Chyba Nie Geja Bo Ma Dziewczynę (oba me indiańskie przydomki), będę miał wkrótce, tzn. następny tydzień, normalne łącze internetowe, które nareszcie umożliwi mi publikowanie klipów na youtube w czasie krótszym niż jedna noc i dzień, no to biorąc to pod uwagę muszę na prawdę ograniczyć internet bo wciąga jak narkotyk.

Uff, to było długie zdanie!

Przeczytałem książkę: "Rozmowy z Bogiem" takiego pana, co w wieku 49 lat miał kryzys, nic go nie cieszyło, ani żonka ani dzieci, stracił pracę i pies mu nasikał w oko. Usiadł więc przed kartką papieru jak to miał w zwyczaju zaczął spisywać swój ból w formie pytań do Boga i nagle Bóg zaczął mu odpowiadać. Na ile jest to pic na wodę a na ile prawda wie tylko autor. W każdym razie ciekawa pozycja, jest to już moja 3 książka nowego autora o duchowości. Duchowe Olśnienie, tak to nazywają, bo jak to inaczej przetłumaczysz z Spiritual Enlightment?

Jeśli masz serce otwarte i nie jesteś starym psem, którego nie można już nauczyć nowych sztuczek, to takie książki mogą bardzo pomóc. Po przeczytaniu 5 z nich i przemieleniu je przez własne systemy wartości i wiary mógłbym, jak już wspominałem, napisać własną.

I powinienem. Może zacznę tu? Taa, tak jak autobiografię i newslettery. A co.

Do wątku powrócę, gdyż to wątek całego mojego życia: BĄDŹ SOBĄ! OBUDŹ SIĘ!

A! Wczoraj obejrzałem w kinie "Happening" - badziew jak cholera, jak można robić jeden za drugim filmy o niczym bez akcji jako takiej i wciąż uchodzić z tym na sucho Panie N. Night. Shacośtam? I "Niesamowitego Hulka" z Edwartem Nortonem I Liv Tyler. Liv wciąż piękna. Film znowu wciśnięty w wątek romantyczny, ale pewnie się starzeję, bo podobało mi się. Tych dwóch/oje to świetni aktorzy.

piątek, 13 czerwca 2008

BATMAN ssący KREW ciąg dalszy.
W związku z premierą mojej recenzji komiksu "Batman - Wampir" na Alei Komiksu, doczekałem się aż dwóch nie tnących po żyłach komentarzy. Jako, że wstawiłem się nim je przeczytałem opowiedziałem nie ciętą ripostą, zapraszam tu (jak i do komentowania): nowy artykuł Seby na Alei.
Niestety następnego dnia obudziłem się skacowany z żalem, więc skasowałem swoją ripostę.

Artykuł w zamierzeniu nie był dla OGGa, acz dla Alei samej w sobie, i pomimo kilku dziwnych opinii, wiem, że nie stacza się ona na psy.

Chwalmy Pana.

wtorek, 10 czerwca 2008

Konkurs z nietoprzerzem w mózgu.
Przy okazji publikacji mojego artykułu o komiksie "Batman - WAMPIR" na Alei Komiksu przygotowaliśmy dla Was konkurs w którym można wygrać omawiany komiks w oryginalnej angielskiej wersji oraz dodatkowo egzemplarz "Batman - Chronicles" - Vol one - czyli zbiór wydrukowanych na nowo oryginalnych historii z Batmanem, które zostały opublikowane w magazynie Detective Comics włączając w to pierwszy z 1940 roku (ponad 180 stron, zagięte rogi, ktoś to już czytał. TAK. Ja.)

Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: które według mnie dwie kinowe ekranizacje Batmana są totalnie do kitu? Odpowiedzi proszę przesyłać na: batmankonkurs@gmail.com do końca tego miesiąca. Konkurs kończy się 30 lipca . Spośród prawidłowych zgłoszeń zostanie wylosowane jedno, o którym poinformujemy zarówno na OGGu jak i na Alei w niedalekiej przyszłości.

Powodzenia!
WKRÓTCE: "Denek + Kluska"
W związku z zamknięciem lokalnej gazety w której publikowałem przez dwa bite lata pasek komiksowy "Liczy się tylko hurling" nadszedł czas na coś innego.

Będę starał się zamieszczać regularnie, tzn. co tydzień nowy pasek komiksowy pt. "Denek + Kluska" opowiadający o życiu w związku. Żeby jednak było ciekawie prawdopodobnie będzie to seria powiązanych ze sobą odcinków, a nie pojedynczych monotonnych żarcików.
Więcej o "Liczy się tylko hurling" i "Denku i Klusce" wkrótce.

sobota, 7 czerwca 2008

Miłość i STRACH.
System. Społeczeństwo. Tuziny batonów i wafelków w sklepach owiniętych w kolorowe opakowania krzyczące: "Wybierz mnie! Wybierz MNIE!!!". Pieprzone reklamy pełne chudych ludzi oglądane przez piwne brzuszki, grubasów i podwójne brody. Film "Transpoting" wciąż popularny wśród tych, którzy chcą się wyrwać i zaistnieć, ignorowany - czytaj niezauważony - przez zjadaczy "Seksu w mieście".

Wyjebane śmiechy i super naturalne uniesienia nie za sprawą narkotyków, ale za sprawą TV i show-biznesu. Lizanie dupy i gdybanie "Dlaczego moje życie donikąd nie zmierza?".

Edukacja i znowu system - rób wszystko tak jak inni i nie podskakuj abyś mógł być kolejnym bezużytecznym automatem do coca-coli w zamian za kilka świstków papieru nazywanych dyplomem. Natchnienie zmiażdżone przez internet. Zranione osobowości.

Niewolnictwo wyniesione na nowy szczebel świadomości - schowany niegłęboko w każdym z nas - sklepowi, bankowi, karierowi, owi, owe. ow, o.

Prawda i nadzieja zniesmaczona przez alkohol i stoły z Ikei. Odzyskana dzięki Pink Floydom, Queen oraz Johnowi Lennonowi.

Wszystkie czyny sprowadzają się do dwóch podstawowych, rdzennych uczuć: Miłości i Strachu. Które wybierasz Ty?

środa, 4 czerwca 2008

BLIŻEJ
ZAWSZE pisz o tym, na czym się znasz.

Życie, choć ulotne, pełne jest niezapomnianych momentów, które zostają z nami. (W odróżnieniu od chłamu nudy i niewyrazistości i nijakości, które czas prędko wyciera z naszych wspomnień i dobrze).

Pisarstwo to przemielanie rzeczywistości.
Oba moje komiksy - aktualny (i mozolny): HZ: AA oraz następny w kolejce HZ: Sklep, są komiksami autobiograficznymi. Używając wymyślonych przeze mnie charakterów odtwarzam swoje własne doświadczenia mieszając je z fikcją. Jest to forma ostatniego pożegnania z przeszłością, rozprawienia się z nią raz na zawsze. Jakkolwiek historie te nie byłyby zakręcone, mają w sobie mnóstwo ziarenek prawdy.

Chcę stoworzyć i odtworzyć niezapomniane momenty. Sprawić, że świat stworzony na kartach komiksu stanie się równie prawdziwy jak życie i będzie bezustannie przyciągał i zachęcał do ponownego odwiedzania. Na bogów Eterni, MOCY PRZYBYWAJ!

Spośród wielu książek (taa, wielu, ha ha), które przeczytałem, a które wpłynęły na mnie w duży sposób, są "Nędznicy" Wiktora Hugo. No, nie skończyłem nawet 1wszego tomu, mimo to wystarczyło, żeby wpłynąć. Poza tym mam zamiar przeczytać to do końca w wesołe truskawkowe niedziele pełne bananów. Potrzebuję tylko koszyka truskawek, bananów, niedzieli, książki, czasu i wesołości. Olle! Pamiętam (nie jak dziś), że było lato, a ja byłem pasażerem pociągu Niedonikąd. W dusznym i zatłoczonym przedziale czerwone tanie skórzano podobne siedzenia wydzielały swój niepowtarzalny mdlący zapach, bolały mnie plecy, pociliśmy się wszyscy w jedności. Na mych kolanach tkwił wypożyczony z biblioteki 1szy tom "Nędzników". Czytając te pożółkłe wielkie strony w których topiły się malutkie literki czas i przestrzeń zdawały się zaginać.

Tu autor urwał nagle...

niedziela, 1 czerwca 2008

A co ma pan pod ladą? ŚWIERSZCZYKI?
Pod ladą leży jeszcze parę zakurzonych wierszy i innych badziewi z okolic roku pańskiego 2003, jednak większość to badziew.. Zwykle spoczywam wesoło w swoich starych jak świat deprechch i chęć pisania wpisów w OGGu kończy się na chęci, mógłbym więc wrzucać ten badziew, byle było co czytać, ale tego nie zrobię po głębokim namyśle, bo to badziew.

Jeden "wiersz", który jeszcze jestem w stanie przeboleć i tu opublikować to ten:

WAR (wojna)

Leżę na piasku.

Słońce przypieka mi skórę.

Fale szumią znad oceanu,

A ty leżysz obok mnie.

Lecz to nie piasek, to pijawki.

Słońca też już nie ma. Nigdy nie było.

Fale są okrzykami wojennymi, a ocean wojną,

A ty nie leżysz obok mnie, bo leżę sam wśród nagich ciał.

poniedziałek, 30 czerwca 2008

ZABIĆ sta!re myśli.

Świat się kręci. I zmienia. Wszystko płynie. Stając w miejscu nie tylko stoimy w miejscu, ale przeważnie również zupełnie naturalnie zaczynamy się cofać. Opinie, poglądy, które urządzamy sobie tak pięknie o życiu i świecie sprawdzają się, pewnie. Ale nie wiecznie. Bo wszystko płynie. Dlatego tak trudno jest się dogadać z większością ludzi i nie mam tu na myśli tylko starców. ONI już wszystko wiedzą. W młodości nauczyli się na pamięć mapy prowadzącej przez życie i kurczowo się jej trzymają szponami.

Mapy należy zmieniać, bo po czasie są tylko do wyrzucenia. Każdy z nas ma w sobie cechy charakteru, których nie lubi. I każdy z nas chciałby się ich pozbyć. ALE tak za sprawą magicznej różdżki, czary mary i już nie ma bólu, łez, tchórzostwa, lenia. Kto zaś jest gotowy wsiąść się w garść i walczyć z samym sobą? Prawie nikt. Nawet ja przeważnie nie mam siły. Ale chcę. I gdyby tak każdy z nas chciał (marzenie ściętej głowy), to by było trochę lepiej. Dzieci w Afryce dostawałyby może trochę więcej jedzenia. Oto my, dołujemy się każdego dnia, a obok nas ludzie giną z głodu, biedy kiedy w tym samym czasie tłuste świnie zażerają się w tych przedziałach kiełbasami. Taki pesymistyczny post a miało być odwrotnie.

Można też powiedzieć czytając to: Tak tak, ja to wszytko wiem, też mi nowiny. Pewnie, że można. Najłatwiej jest zawsze mówić. Kurdę, ludzie są tacy poryci. Czasami dziwię się, że dotarliśmy tak daleko. I to dzięki komu? Dzięki tym kilku jednostkom, które szły pod prąd i właśnie robiły rzeczy zupełnie inaczej niż je uczono, zupełnie inaczej, niż zawsze postępowano. Bo to właśnie dla mnie jest postęp. Wynalezienie czegoś nowego, nawet nowej myśli.

Poszukiwanie nowych myśli jest moim największym wyzwaniem ostatnio. Otóż mamy nasz przegrzany mózg. I w nim co? Te myśli. Kłębią się od lat. Jakakolwiek nowa myśl zostaje od razu wplątana w wieniec ze starych. Monitorujcie swoje myśli, żeby się w nich przypadkiem nie utopić. Kiedy włączam monitoring myśli widzę, że w kółko myślę o tym samym. BOJĘ się tych samych rzeczy, pragnę tych samych. Przecież wystarczy raz o czymś pomyśleć, a ja w kółko myślę o różnych rzeczach to samo. W kółko i kółko tyle czasu marnować. Ale gdybym tak wypełniał ten czas nowymi myślami. Tak. To by było dopiero odświeżające.

Czasami otwieram oczy. Rozglądam się dookoła. Właściwie to w miarę często. I patrzę na świat ze świadomością (to jest akurat świetna myśli a zarazem ćwiczenie świadomości) że oto jestem tu, w tym czasie i miejscu, zdrowy i młody i jeśli naprawdę bym chciał i wyzbył się ograniczeń, to mógłbym bardzo dużo osiągnąć. Przecież równie dobrze mogłoby mnie tu nie być. Mógłbym nigdy nie istnieć. Ale jestem. I jest tyle możliwości.

No pięknie, zapomniałem o żelazku i mi się dziura zrobiła w moim stroju baleriny. Cholera. Oj, i woda w wannie się przelała. O! I gaz, tak czuję gaz. Nie, cholera, odejdź od tego okna dzieciaku przeklęty z petardą! ODEJDŹ! Nie, nie wiem, która jest godzina, nie mam zegarka!

- Przepraszamy wszystkich czytających, niestety Sebastiana Jastra znowu poniosło na OGGu i teraz musi poleżeć w łóżku. Jak tylko wróci do normy to da znać. Nie na tym łóżku Sebastian! Nie widzisz li ty, że sprężyna wystaje? Jeszcze ci się wbije w kręgosłup i nie będziesz mógł chodzić! To co, że będziesz mógł rysować, ile myślisz fanek będzie chciało pójść na piwo z artystą kaleką?

-- Poczwórnie przepraszam, ale Sebastiana i jego asystenta Mariana ugryzła w szyję mrówka kwasówka. Przepraszamy za zakłócenia. Ja? Kto ja jestem? A nie twój interes. Nie... odjedź, odejdź! Po co ci ta siekiera do cholery? Po drewno? Przecież tu nie ma żadnego drewna! Krzeseł się nie rąbie. Nie waż się, to krzesło po mojej babci. Ta dziura w krześle to po co?

Mamma mia!


i jeszcze raz FILMY!

Nowy Batman wychodzi w tym miesiącu i wyglądana na to, że będzie to kawał dobrego kina. Kevin Smith, kreator Cichego Boba i "Sprzedawców", wielbiciel komiksów określił ten film mianem epiki. Z jego ust to szok, szczególnie, że zwykle wszystko i wszystkich zjeżdża z ziemią swoją niewyparzoną gębą na konwentach komiksowych.

No i mój ulubieniec - Ben Stiller, ten od sposobu na blondynkę choćby nakręcił komedię o Wietnamie z Robertem Downey Jr. w roli Murzyna. To taka parodia tych wszystkich poważnych wojennych filmów której na pewno nie przepuszczę. A! I jeszcze to tak świetnie nazwali: "Tropic Thunder" - dosłownie "Piorun Tropików", ale jestem pewien, że nasi polscy tłumacze wymyślą coś o niebo do wynajęcia lepszego.

Jednocześnie wychodzi mnóstwo gówna, jak np. dramat "Australia" z Nicole Kidman I Hugh Jackmanem - epicka opowieść o niezgadlibyście w życiu nigdy, o Australii. Dużo skakania przez płotki w płomieniach i spoconych łez i błota na pinknych tkaninach. Litości. O reszcie szkoda pisać.

Przy okazji polecam stronę: http://www.apple.com/trailers/ zawsze z najnowszymi reklamami filmów. Ale trza szybkiego łącza internetowego.

OGG po godzinach...

W sumie zawsze mam do powiedzenia to samo. Ale czasami nie wychodzi.

W czwartek wyszedłem na kilka drinków z ludźmi z pracy, pomimo, że powinienem pracować nad swoim filmem. Każdy zasługuje na chwilę przerwy, niezależnie od tego jak długo nad czymś pracuje. Pierwsza godzina była jak godziny, które dobrze znacie, nikt jeszcze sobie dobrze nie wypił i każdy w sumie spięty mniej lub bardziej. Lecz z drugą godziną rosną róże, niebo zamienia się w purpurę, smutek znika i szczęście prawdziwe bądź kupione, wraca na zmarszczki okraszające twarz.

Prawda jest skryta głęboko w nas. Szczęście jest zabite dechami. To nasz własny wybór, że przed wszystkim tak bardzo się bronimy. Nawet przed szczęściem.

Było drętwo tego wieczoru, przynajmniej do póki nie byłem po kilku piwach. Nie cierpię spotykać się z nudnymi ludźmi. Te same tematy, powtarzanie w kółko tego samego. Zmierza: donikąd. Za stary jestem na takie duperele.

Za to dwa dni później, czyli w sobotę poszedłem na spektakl "Transpoting" do teatru wystawiany przez amatorów, którzy zrobili kawał świetnej roboty. Byłem jednak nieźle zmęczony, więc się za bardzo nie podekscytowałem. I po tym skierowałem się znowu do baru, ale było o wiele przyjemniej i było kilka ciekawych osób (m.in. z Cartoon Saloonu). Poza tym kac po whiskey jest o wiele bardziej znośny niż po piwsku.

Wszyscy stajemy się bardzo wygodni, wszystko staje się uproszczane i wolimy nie myśleć tylko chwytać się starych mechanizmów. I też to mnie dopada, ale póki to widzę mogę jeszcze z tym walczyć. Spójrz na to co robisz, spójrz na to, co mówisz: ile z tego jest czymś nowym i świeżym, a ile to Twoje stare odruchy, odzywki i zachowania, do których przywykłeś? Ha!

-- Jeżeli wpis ten był chaotyczny to zupełnie normalne, gdyż ja jestem chaotyczny.

sobota, 28 czerwca 2008

ZIMNY dzień.

To był zimny dzień pełen zapomnianych myśli. Świat był taki sam jak zawsze - nieustannie zmieniający się. Przypadkowi ludzie tworzyli historię nie wiedząc, że nie są przypadkowymi ludźmi.

Strach nie znikał ani też NIKT nie starał się go pozbyć. Zamiast osiągnąć wszystko osiągano nic.

Piękna twarz. Zwykła twarz. Przypadkowa twarz pełna blasku wynurzyła się z zieleni. Ten zimny dzień skąpany był w jesiennym słońcu. Liście umierały.

Różana twarz miała nadzieję na najwspanialsze rzeczy na świecie: na miłość, na to, co śmiertelnicy nazywają i rozumieją jako sukces, na szczęście. Niestety, kiedy nadchodził właściwy moment, kiedy wszechświat szeptał: "To teraz! Już, biegnij!" twarz chowała się z powrotem za zieleń i po kilku latach nie było już zieleni tylko szarość. Miłość stała się pustym słowem. Wspomnieniem.

Jak możesz patrzeć na tą twarz i być obojętnym?

napisane na kacu, wczoraj. taka przypowieść

wtorek, 24 czerwca 2008

FLASHBACK: WALENTYNKI

Jestem tego typu człowiekiem, który potrafi poruszyć niebo i ziemię aby dorwać jakieś stare nagrania w których to występował. Jakiś rok czy dwa lata temu zakradłem się do swojej starej szkoły średniej w biały dzień i omotałem dyrektora kadzidełkami dzięki czemu pozwolił mi pożyczyć kamerę i wydusić od bibliotekarki - która częstuje młodzież filmami o dorastaniu i przemocy - stare nagranie na kasecie miniDV. Prędko zrobili mi kopię DVD w sklepie fotograficznym i tak pałętam się z tym nagraniem nie wiedząc co z nim zrobić. Chciałem je wrzucić na DVD z wszystkim, co do tej pory nagrałem, z mniej lub bardziej osobistymi rzeczami, ale to jeszcze trochę potrwa nim się do tego zabiorę, więc czemu nie ukrócić cierpienia, czemu nie youtube?

Nie tylko narcystyczny samozachwyt, ale również miła pamiątka z czasów szkolnych dla wszystkich, którzy tam byli i pamiętają.

Walentynki podzielone są na 3 części:

I: Dziewczyna wybiera chłopaka.

II: Ewelina Radowska + Sebastian Jaster śpiewają o miłości.

III: Chłopak (Mateusz Kijowski, lider zespołu "Black Roses") wybiera dziewczynę.


W dzisiejszych czasach - imiennych i bez - czas odcisnął na mnie swoje piętno i nie jestem już tak szybki jak na tych klipach z przeszłości. Ani tak szybko nie mówię. Ale wciąż się zgrywam. Czasami.

niedziela, 22 czerwca 2008

Zaślepienie:

Ludzie nie wiedzą co robić, nie mogą się zdecydować, są zagubieni. Szukają odpowiedzi i denerwują się coraz bardziej. Wszystkie potrzebne nam odpowiedzi są w nas samych. Jeśli jednak nie mamy świetnej łączności z samymi sobą, możemy powiedzieć: łączności pomiędzy świadomością a podświadomością, umysłem a duszą, to nigdy nie znajdziemy tych odpowiedzi.

Z każdej strony atakują nas obrazy, dźwięki, mnóstwo różnych bodźców. Każdy radzi co innego, nigdy nic pozytywnego ani wspierającego, tylko przeważnie dołują. Z mediów i internetu wysypują się na nas śmieci danych i trudno się z tego wszystkiego wygrzebać.

Wiem, że niedługo będę publikował swoje komiksy, że będę zarabiał rysowaniem na życie, gdyż to kocham najbardziej. Świadomość tego i pewność jest w mojej duszy i umyśle, jednak często umysł właśnie zostaje zaśmiecany negatywnymi opiniami innych albo całymi tonami komiksów internetowych i myślę sobie, czy uda mi się przebić? Przecież tyle tego jest.

Tak. Jest tego tyle. Ale to chłam. No kurczę. Muszę więc pamiętać, żeby w chwilach niewyraźnych spoglądać wewnątrz siebie i potrafić zobaczyć tam Prawdę. O tak, taką prawdę z dużej litery.

A Prawda jest: wszystko jest dobrze, wszystko jest dobrze.

(A będzie jeszcze lepiej, więc do dzieła! Nie każmy światu czekać:)

PS. Mógłbym to wszystko porozwijać i pododawać przykłady, ale jestem istotą ludzką, która potrzebuje snu. Poza tym (wiem, że chyba już coś takiego pisałem, ale co tam) jeśli prosty przekaz do kogoś nie dociera, to nie ma sensu się męczyć dla ćwoków, którym nawet wrzucanie łopatą do głowy nic pomoże. Nie nie ma sensu. Chyba, że ktoś za to ZAPŁACI i wyda w formie książki opublikowanej przez np. "Klub Dla Ciebie, Siebie I Wesołego Rolnika" na półce tuż przy pozycji "Ta DZIWKA - poradnik dla kobiety w związku".

sobota, 21 czerwca 2008

LOTTO

... eh, znowu nie wygrałem. Psia krew.

piątek, 20 czerwca 2008

Wiedźma: SZKIC

Oto szkic Atheny, tym razem nie tylko oczy. W rzeczywistości, tzn. na papierze nie ma takiego krzywego ryja. Praca nad tym projektem wiele mnie nauczyła i pewnie jeszcze nauczy więc jak tylko skończę podzielę się swoimi przemyśleniami.A tak z zupełnie innej beczki, to wciąż jestem aspołeczny. Np. wolę siedzieć przed komputerem i skanować rysunki do filmu niż rozmawiać z ludźmi na zewnątrz na te tematy, to jest różne tematy. Człowiek powinien być wolny, a nie jest. Powinien robić to, co czuje, a nie robi.

"Z relacji SĄSIADEK"

Miałem kiedyś sen, ale się skończył, a ja umarłem. Wydawało mi się, że to był sen. Potem było mi tak bardzo błogo, czułem nareszcie, że wiem wszystko, i że wszystko jest dobrze. Niestety to również szybko minęło.

Wtedy jakby nie było nic i zacząłem na nowo śnić. Ale czy to był sen i czy ja żyłem? Ponownie?

Przyszedłem na świat oślepiony. Pamiętałem jasność, pamięć o niej prędko wyparowała z mojej głowy, niby coś nieważnego, zastąpionego obrazem nieba, ptaków; szkoda, że tak się stało, bo gdybym mógł wybierać, wybrałbym wspomnienie tej jasności zamiast błękitu i skrzydeł.

Następnie dręczyły mnie rozterki, banalnie głupie,choć koniecznym były pokarmem dla mojej psychiki. Widzicie, coś musiałem sobie myśleć. Każdy coś sobie myśli. Na moje szczęście część z nich łatwo i dość szybko odeszła, gdy w pełni zrozumiałem ich kalectwo. Kaleki jest mózg żyjący kalekimi myślami. Część rozterek jednak została i dręczyła mnie do końca końców, ponieważ dalej nie byłem pewien, jak to mam traktować, czy rzeczywiście jak sen, czy jak sen pośród rzeczywistości?

I potem znów mi się wydawało, że się kończy, że umieram. Nie jestem pewien. Nie pamiętam za dobrze.

Ale cudowna błogość powróciła uświadamiając mnie na nowo po raz etny, czułem się, jakbym wracał do dawnej ojczyzny. Do ciepła i miłości.. Do jasności. Tak, wypełniła cały pokój, słyszałem swój własny krzyk nie wiedząc, że to krzyk. Lecz wtedy zapamiętałem coś. Zieleń ścian. Zieleń sufitu. Zieleń ta była zielenią traw na wzgórzach, obracającej się ziemi, zielenią życia. Gdy udawało mie się uchwycić jakąś myśl, tak, pamiętam, była do przemożna chęć zatrzymania się choć na chwilę w tym pędzącym, gnającym wciąż od nowa i od nowa starym Kole. Wydawało się, żę mógłbym oddać za to życie, lecz naraz: czy nie oddawałem, a może to był sen?

Nie wiem. Dziwność mnie ogarniała. Kształty, dźwięki i marzenia pędziły za szybko, by się nich uchwycić i na parę sekund wśród nich pobyć żeby choć na parę sekund. Śmieszność polegała na tym, że one naprawdę stały w miejscu tak jak ja, tylko ta granica zbyt mocno trzymała. Je bądź mnie. To nieistotne.

Bo mi to nie przeszkadzało. Nigdy. Cieszyłem się, że tak to jest ułożone. Cieszyłem się wtedy i raduje mnie to teraz. Dzięki temu oddawałem się ukojony temu biegowi i temu wynalazkowi. Największemu z największych: Czasowi.

Lecz to był moment i te przemyślenia znikały, jakby nie funkcjonowały wcześniej ni to we mnie, ni to na zewnątrz.

Gdy moje włosy się kręciły, chciałem je proste. Gdy miałem proste, chciałem żeby się kręciły. Gdy płakałem, chciałem się śmiać. Gdy się śmiałem, to krótko.

Upadałem i powstawałem. I dręczyłem siebie i dręczyłem. Nie wiem, to taka chyba cecha mojego charakteru, że sobie nigdy nie dam spokoju, że sobie nie dam odpocząć, bo skoro już jestem, to co robić, jak nie się dręczyć? Wynikała z tego udręka, niemiła, lecz lepsza niż jej brak i niż pustka, którą by swoim brakiem pociągała.

Czy chciałem udręki? Nie miałem na nią wpływu, była jak obcy człowiek wewnątrz mnie, który nie chce sobie odejść i wciąż cię niepokoi.

Tysiąc razy sobie zaprzeczałem. Cały czas powtarzałem, że to życie, to życie, jest tak zajebiście sparodoksowane.

Śmiech, łzy, ból, nadzieja, żal, gorycz, uciecha, wzruszenie, przygnębienie. Myśl, sekunda, kamień i skarbonka. Przywiązanie. Miłość.

To wciąż jest jak narkotyk. To wciąż trwa choć stoi. Wciąż żyje choć umiera. Wciąż te same głupie pytania i nieudolne próby bycia kimś, kim nie jestem, bycia mądrzejszym niż jestem i kiedykolwiek będę. To pod wpływem narkotyku jest ci tak świetnie, że zapominasz o nim. Dopiero, gdy przechodzi, przypominasz sobie i żałujesz, że to minęło tak prędko. Bo było tak świetnie.

Obojętnie ile by nie trwało, trwa tyle co nic. Trwa krócej niż sekunda. Niż chwila. Jak sen.

Nie boję się śmierci. Nie obawiam się przyszłości. Nie wiem co mi ona przyniesie. Kolejne wiadra łez czy wzruszeń momenty. Nigdy jednakże nie przestanie mnie zadziwiać. Nigdy nie przestanie dręczyć. Tego również się już nie obawiam. Cieszę się, że potrafię o tym marzyć.

Bo to niby sen, niby życie. Niby trwa i niby się budzimy.

I choć Koło się obraca, chodziaż myśli się dublują jak sprinterzy na bieżni, to mi jest z tym dobrze. Chodziaż niby nic się nie zmienia, to mam siłę trwać. Bo to jest

Nadzieja.


Powyższa krótka historia pochodzi z roku pańskiego 2003. Miała się ukazać w piśmie literackim "Akant" z Bydgoszczy wiele lat temu, ale wiecie co strzeliło w choinkę. Napisałem ją pod wpływem natchnienia, z braku laku moje samotne życie w którym nie marnowałem ani sekundy ażeby nie ubolewać nad swoim losem wypełnione było dwu-godzinnym oczekiwaniem na serial "Z archiwum X". Nie miałem nic lepszego do roboty, więc zacząłem pisać tak bez przygotowania, nie wiedząc o czym. I historia ta sama się napisała, a ja byłem tylko posłańcem.

"Zagubiony" UMYSŁ

Wczoraj spotkałem Jorge'a Garcia - tego grubaska z serialu "Lost". Przyszedł do zamku, na którym pracuję, ale spóźnił się na wycieczkę. Spotkałem to pewnie za dużo powiedziane, bo nawet z nim słowa nie zamieniłem, gdyż jak to ja byłem zdezorientowany i koleżanka mi dupę truła. Tylko się o mnie otarł jak przechodził obok, kiedy wciąż z tą koleżanką rozmawiałem.

Tymczasem mój kolega David dostał autograf i zrobił sobie z nim zdjęcie. Gdybym ja sobie takie zdjęcie zrobił (co po fakcie sobie uświadomiłem i żartowałem), to pewnie by zyskało sporo komentarzy na naszej klasie.

Następnym razem jak zobaczę jakąś sławę to się rzucę z aparatem. Życie we śnie ma dużo sensu, ale czasami trzeba dotknąć ziemi, żeby nas nie przegapiła jakaś szansa. (Mam sporo takich maksym).

wtorek, 17 czerwca 2008

Szczęście i Twardziele.

Szczęście gdzieś tam jest we mnie. Ostatnio chorowałem i przeprowadzałem się w wyniku czego nie uruchamiałem komputera. Teraz go uruchomiłem i już mi prawie godzinę wessało, cholera! Biorąc pod uwagę, że ja, Człowiek Z Guzem Koło Kolana oraz Ja Człowiek Z Włosami Na Ramionach Po Powrocie Od Fryzjera Chyba Nie Geja Bo Ma Dziewczynę (oba me indiańskie przydomki), będę miał wkrótce, tzn. następny tydzień, normalne łącze internetowe, które nareszcie umożliwi mi publikowanie klipów na youtube w czasie krótszym niż jedna noc i dzień, no to biorąc to pod uwagę muszę na prawdę ograniczyć internet bo wciąga jak narkotyk.

Uff, to było długie zdanie!

Przeczytałem książkę: "Rozmowy z Bogiem" takiego pana, co w wieku 49 lat miał kryzys, nic go nie cieszyło, ani żonka ani dzieci, stracił pracę i pies mu nasikał w oko. Usiadł więc przed kartką papieru jak to miał w zwyczaju zaczął spisywać swój ból w formie pytań do Boga i nagle Bóg zaczął mu odpowiadać. Na ile jest to pic na wodę a na ile prawda wie tylko autor. W każdym razie ciekawa pozycja, jest to już moja 3 książka nowego autora o duchowości. Duchowe Olśnienie, tak to nazywają, bo jak to inaczej przetłumaczysz z Spiritual Enlightment?

Jeśli masz serce otwarte i nie jesteś starym psem, którego nie można już nauczyć nowych sztuczek, to takie książki mogą bardzo pomóc. Po przeczytaniu 5 z nich i przemieleniu je przez własne systemy wartości i wiary mógłbym, jak już wspominałem, napisać własną.

I powinienem. Może zacznę tu? Taa, tak jak autobiografię i newslettery. A co.

Do wątku powrócę, gdyż to wątek całego mojego życia: BĄDŹ SOBĄ! OBUDŹ SIĘ!

A! Wczoraj obejrzałem w kinie "Happening" - badziew jak cholera, jak można robić jeden za drugim filmy o niczym bez akcji jako takiej i wciąż uchodzić z tym na sucho Panie N. Night. Shacośtam? I "Niesamowitego Hulka" z Edwartem Nortonem I Liv Tyler. Liv wciąż piękna. Film znowu wciśnięty w wątek romantyczny, ale pewnie się starzeję, bo podobało mi się. Tych dwóch/oje to świetni aktorzy.

piątek, 13 czerwca 2008

BATMAN ssący KREW ciąg dalszy.

W związku z premierą mojej recenzji komiksu "Batman - Wampir" na Alei Komiksu, doczekałem się aż dwóch nie tnących po żyłach komentarzy. Jako, że wstawiłem się nim je przeczytałem opowiedziałem nie ciętą ripostą, zapraszam tu (jak i do komentowania): nowy artykuł Seby na Alei.
Niestety następnego dnia obudziłem się skacowany z żalem, więc skasowałem swoją ripostę.

Artykuł w zamierzeniu nie był dla OGGa, acz dla Alei samej w sobie, i pomimo kilku dziwnych opinii, wiem, że nie stacza się ona na psy.

Chwalmy Pana.

wtorek, 10 czerwca 2008

Konkurs z nietoprzerzem w mózgu.

Przy okazji publikacji mojego artykułu o komiksie "Batman - WAMPIR" na Alei Komiksu przygotowaliśmy dla Was konkurs w którym można wygrać omawiany komiks w oryginalnej angielskiej wersji oraz dodatkowo egzemplarz "Batman - Chronicles" - Vol one - czyli zbiór wydrukowanych na nowo oryginalnych historii z Batmanem, które zostały opublikowane w magazynie Detective Comics włączając w to pierwszy z 1940 roku (ponad 180 stron, zagięte rogi, ktoś to już czytał. TAK. Ja.)

Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: które według mnie dwie kinowe ekranizacje Batmana są totalnie do kitu? Odpowiedzi proszę przesyłać na: batmankonkurs@gmail.com do końca tego miesiąca. Konkurs kończy się 30 lipca . Spośród prawidłowych zgłoszeń zostanie wylosowane jedno, o którym poinformujemy zarówno na OGGu jak i na Alei w niedalekiej przyszłości.

Powodzenia!

WKRÓTCE: "Denek + Kluska"

W związku z zamknięciem lokalnej gazety w której publikowałem przez dwa bite lata pasek komiksowy "Liczy się tylko hurling" nadszedł czas na coś innego.

Będę starał się zamieszczać regularnie, tzn. co tydzień nowy pasek komiksowy pt. "Denek + Kluska" opowiadający o życiu w związku. Żeby jednak było ciekawie prawdopodobnie będzie to seria powiązanych ze sobą odcinków, a nie pojedynczych monotonnych żarcików.
Więcej o "Liczy się tylko hurling" i "Denku i Klusce" wkrótce.

sobota, 7 czerwca 2008

Miłość i STRACH.

System. Społeczeństwo. Tuziny batonów i wafelków w sklepach owiniętych w kolorowe opakowania krzyczące: "Wybierz mnie! Wybierz MNIE!!!". Pieprzone reklamy pełne chudych ludzi oglądane przez piwne brzuszki, grubasów i podwójne brody. Film "Transpoting" wciąż popularny wśród tych, którzy chcą się wyrwać i zaistnieć, ignorowany - czytaj niezauważony - przez zjadaczy "Seksu w mieście".

Wyjebane śmiechy i super naturalne uniesienia nie za sprawą narkotyków, ale za sprawą TV i show-biznesu. Lizanie dupy i gdybanie "Dlaczego moje życie donikąd nie zmierza?".

Edukacja i znowu system - rób wszystko tak jak inni i nie podskakuj abyś mógł być kolejnym bezużytecznym automatem do coca-coli w zamian za kilka świstków papieru nazywanych dyplomem. Natchnienie zmiażdżone przez internet. Zranione osobowości.

Niewolnictwo wyniesione na nowy szczebel świadomości - schowany niegłęboko w każdym z nas - sklepowi, bankowi, karierowi, owi, owe. ow, o.

Prawda i nadzieja zniesmaczona przez alkohol i stoły z Ikei. Odzyskana dzięki Pink Floydom, Queen oraz Johnowi Lennonowi.

Wszystkie czyny sprowadzają się do dwóch podstawowych, rdzennych uczuć: Miłości i Strachu. Które wybierasz Ty?

środa, 4 czerwca 2008

BLIŻEJ

ZAWSZE pisz o tym, na czym się znasz.

Życie, choć ulotne, pełne jest niezapomnianych momentów, które zostają z nami. (W odróżnieniu od chłamu nudy i niewyrazistości i nijakości, które czas prędko wyciera z naszych wspomnień i dobrze).

Pisarstwo to przemielanie rzeczywistości.
Oba moje komiksy - aktualny (i mozolny): HZ: AA oraz następny w kolejce HZ: Sklep, są komiksami autobiograficznymi. Używając wymyślonych przeze mnie charakterów odtwarzam swoje własne doświadczenia mieszając je z fikcją. Jest to forma ostatniego pożegnania z przeszłością, rozprawienia się z nią raz na zawsze. Jakkolwiek historie te nie byłyby zakręcone, mają w sobie mnóstwo ziarenek prawdy.

Chcę stoworzyć i odtworzyć niezapomniane momenty. Sprawić, że świat stworzony na kartach komiksu stanie się równie prawdziwy jak życie i będzie bezustannie przyciągał i zachęcał do ponownego odwiedzania. Na bogów Eterni, MOCY PRZYBYWAJ!

Spośród wielu książek (taa, wielu, ha ha), które przeczytałem, a które wpłynęły na mnie w duży sposób, są "Nędznicy" Wiktora Hugo. No, nie skończyłem nawet 1wszego tomu, mimo to wystarczyło, żeby wpłynąć. Poza tym mam zamiar przeczytać to do końca w wesołe truskawkowe niedziele pełne bananów. Potrzebuję tylko koszyka truskawek, bananów, niedzieli, książki, czasu i wesołości. Olle! Pamiętam (nie jak dziś), że było lato, a ja byłem pasażerem pociągu Niedonikąd. W dusznym i zatłoczonym przedziale czerwone tanie skórzano podobne siedzenia wydzielały swój niepowtarzalny mdlący zapach, bolały mnie plecy, pociliśmy się wszyscy w jedności. Na mych kolanach tkwił wypożyczony z biblioteki 1szy tom "Nędzników". Czytając te pożółkłe wielkie strony w których topiły się malutkie literki czas i przestrzeń zdawały się zaginać.

Tu autor urwał nagle...

niedziela, 1 czerwca 2008

A co ma pan pod ladą? ŚWIERSZCZYKI?

Pod ladą leży jeszcze parę zakurzonych wierszy i innych badziewi z okolic roku pańskiego 2003, jednak większość to badziew.. Zwykle spoczywam wesoło w swoich starych jak świat deprechch i chęć pisania wpisów w OGGu kończy się na chęci, mógłbym więc wrzucać ten badziew, byle było co czytać, ale tego nie zrobię po głębokim namyśle, bo to badziew.

Jeden "wiersz", który jeszcze jestem w stanie przeboleć i tu opublikować to ten:

WAR (wojna)

Leżę na piasku.

Słońce przypieka mi skórę.

Fale szumią znad oceanu,

A ty leżysz obok mnie.

Lecz to nie piasek, to pijawki.

Słońca też już nie ma. Nigdy nie było.

Fale są okrzykami wojennymi, a ocean wojną,

A ty nie leżysz obok mnie, bo leżę sam wśród nagich ciał.

@templatesyard