marca 2008 - OGG

poniedziałek, 17 marca 2008

Z PIEKŁA: Na zakupach.
W tej nowej pięknej kategorii pozwolę sobie robić to, co blogowicze/ludzie/Polacy/jakIchZwałTakIchZwał lubią robić najbardziej, czyli wylewać żółć.

Pośród mnóstwa rzeczy, których nigdy nie pojmę (np. matematyki i chemii) znajdują się kobiety, które na zakupach w supermarkecie, kiedy już ich wszystkie zajebiste zakupy mięsne i pozostałe zostały zeskanowane, wpierw mozolą się pakując przepoconymi kończynami towary do szerego swoich toreb i siatek i reklamówek, ażeby na końcu, kiedy po tych paru minutach, które wydawały się trwać wieczność, żeby wreszcie wtedy łaskawie zapłacić.

Bo NIEEE, po co płacić od razu oszczędzając jednocześnie czasu sobie i takim biednym klientom jak ja, stojącym za nimi w kolejce? Przecież nim pani skasuje i wyda resztę można spokojnie dalej pakować, odebrać resztę i przesunąć się grzecznie w bok kończąc pakować a jednocześnie przepuszczając kolejną ofiarę supermarketu. ECH.

KULKA W ŁEB.

sobota, 15 marca 2008

Z PIEKŁA: Jak krew z nosa.
Pomyślałem, że napiszę jak mi idzie z moim filmem animowanym o którym pisałem wcześniej. Idzie mi jak krew z nosa. Dodatkowo na stronie konkursu zamieszczony jest licznik na który zerkam regularnie wyznaczający ostatnie chwile na wysłanie linka do swojego gotowego dzieła. Tak więc na dzień i czas dzisiejszy mam 76 dni, 4 godziny i 3 minuty (odliczanie w dół wciąż trwa od tego momentu) aby zakończyć swój 10 - 20 minutowy krótki filmik animowany. Jeśli wydaje Ci się, że to dużo, to jesteś w błędzie.

Siedzę przy tym ile mogę, a czasu mam dużo, jednak jak to ze wszystkim w życiu bywa, czasami coś idzie nam gładko, a czasami wręcz przeciwnie. Za dużo poświęciłem czasu na przygotowania, żeby to tak teraz olać, więc dołożę wszelkich starań, żeby to skończyć. Niedługo też wrzucę tu rysunek Atheny, tytułowej bohaterki.

Tyle. Idę po jeszcze jedno piwo z nadzieją, że jutro przywita mnie całkowicie nowy dzień.

wtorek, 11 marca 2008

MUZYKA: Siódme drzewo i Trzeci.
Jedne z moich ulubionych zespołów to Portishead oraz Goldfrapp. Ten rok jest taki cudowny i sielski, że tylko się na polanie walnąć i patrzeć w snujące się powoli chmury. Dlaczego?

Pod koniec lutego Goldfrapp wydał swój czwarty album "Seventh Tree - Siódme drzewo". Mnóstwo ludzi i krytyków pewnie już się o tym rozpisywało, więc napiszę tylko krótko, że jest to powrót (dla mnie) do klimatów z ich debitanckiego albumu "Felt Mountain" i ten nowy album jest po prostu FANTASTYCZNY.

Trudno przebić "Utopię" czy "Pilotów" z ich pierwszego albumu, ale przynajmniej nie ma tu popowej potańcówy z drugiego i trzeciego albumu. Goldfrapp sprawia, że słuchając go przenoszę się w inny świat. Cudowny świat. Jest to bardzo ciepły album wypełniony słońcem i letnim powietrzem. Zdecydowanie jedna z nalepszych płyt jakie ostatnio przyszło mi kupić. Spośród artystów, którzy wciąż żyją, tworzą i się nie rozpadli, gdyż nerwowo ze sobą i z narkotykami nie wytrzymali, jak do tej pory Goldfrapp to mój No. 1.


Portished - ich trzeci studyjny album o nazwie "Trzeci" (są złowieszczo oryginalni jeżeli chodzi o tytuł), ukaże się w kwietniu tego roku po ok. 10 latach przerwy i wszyscy fani zespołu zacierają ręce. O tym zespole też nie ma co za dużo pisać, trzeba posłuchać.

Przez wiele lat byłem w błędzie sądząc, że album "Pearl" został również przez nich nagrany i tak sobie żyłem w tym błędzie aż do dziś. Styl jest zupełnie inny no i co się dziwić, skoro to nie Portishead, jednak jest to również wybitny i niezwykły album nagrany przez Mandalay o tytule "Empatia", który został tak wytłoczony i spakowany, że wszystko na płycie wskazuje, że to Portishead. Taki przekręt zrobili. Kontrowersja była.

Polecam wszystkim lubiącym klimaty "Massive Attack" te płyty, szczególnie te które już słuchałem ("Siódme Drzewo" i "Pearl"). I napiszę jeszcze raz drukowanymi dla innych wciąż żyjących w błędzie: PŁYTA "PEARL" NIE ZOSTAŁA NAGRANA PRZEZ PORTISHEAD, TYLKO PRZEZ MANDALAY BRACIE I SIOSTRO.

poniedziałek, 10 marca 2008

DZIEŃ BEZ PORTEK
Dzięki zaglądaniu na blog Eddiego Campbella, autora rysunków do sławnego komiksu "FROM HELL", który doczekał się niezgodnej jak zwykle z komiksem adaptacji filmowej z Johnnym Deppem jakiś czas temu, dowiedziałem się o interesującej inicjatywie organizowanej przez ruch "IMPROVE EVERYWHERE" - "Rozwijaj się wszędzie".

Ruch ten stara się wywoływać chaos i rozkosz w publicznych miejscach. I tak w styczniu tego roku grupa, która ma swoją siedzibę w Nowym Jorku, miała swoją rocznicę Dnia Bez Portek. W środku zimy ponad 900set ludzi wylazło z nor i przejechało się metrem w samej bieliźnie.
Warto rzucić okiem na zdjęcia i krótkie filmy z tej uroczystości:)

piątek, 7 marca 2008

KOMIKS: d'Artagnane
Krótki profil człowieka z wąsami:
D'Artagnane to najlepszy przyjaciel Herr ZEBY. Do jego cech charakterystycznych należą: wielkie AFRO oraz zamiłowanie do używek. Jest chudy i wysoki no i wyluzowany. Oprócz używek lubi także piękne kobiety, jeślibyście go sami o nie spytali, to bez skrępowania określiłby się jako nowoczesny Casanova.
No tak, czasami ma taką niewyraźną minę. Rysunek pochodzi z najnowszego albumu Herr ZEBA: ALKOHOLIZM.

środa, 5 marca 2008

FILM: Ramirez i Kristos i ich wersja świata

Oto pierszy krótki filmik reklamujący komiks "Zabójcze Przygody Ramireza i Kristosa: Miłość jest ŚLEPA". Wkrótce, tzn. jak tylko uruchomię program do montażu wideo, wrzucę kilka rzeczy z przeszłości, m.in. dwa blisko 10-minutowe filmy które nakręciłem w wieku cudownych lat trzynastu. Pierwszy to horror "Mroczna ZEMSTA" (miał być straszny, ale nie wyszło), a drugi to kryminał detyktywistyczny "Kto porwał syna Beaty K.?.

wtorek, 4 marca 2008

Z PIEKŁA
Leżąc tak z obolałym nogami, gdyż biegałem po raz drugi od długiego czasu bez większej rozgrzewki, zastanawiam się, czy też czeka mnie starość, której najbardziej mi wstyd, czyli opowiadanie o swoich choróbskach, operacjach przepony i długaśne rozmowy z sąsiadem o tym, że pani w aptece znowu na mnie spode łba patrzyła. Zapowiada się, że tak, już teraz piszę o swoich obolałych nogach.

Ale ja nie chcę tak skończyć.

Mój internet, nie wiem czy wiecie, chodzi jak krew z nosa. To co zajełoby sekundę na normalnym cywilizowanym łączu u mnie trwa w nieskończoność. Właśnie wtedy, jak również i wpatrując się bezmyślnie w telewizor, myślę sobie czy na prawdę nie mam nic lepszego do roboty? Mógłbym, np. oskubać kurczaka, tylko że nie mam kurczaka i skubać też nie lubię. Każdy ma swój system wartości i inne przekonania co to znaczy strata czasu. Dla mnie pisanie teraz tego OGGa nie jest stratą czasu (chyba, że ten wpis przypadkiem szlag trafi), gdyż po cichu bezustannie liczę, że spotka mnie to co Krystynę Jandę, kiedy jej wyjebistego bloga przerobili na książkę i złotówki się posypały.

Inni mają gorzej niż ja, jak choćby żyrafa z lękiem wysokości. I ja bardzo chciałbym się cieszyć i mówić Wam rzeczy, które zwykle się wygaduje po narkotykach (kocham Was, widzę Jezusa! Ach, ale ten liść ma sielski smak! Nie widzę swoich rąk!), ale kogo tam będę oszukiwał. To moje uczucia i mam do nich prawo, jak głosi cytat na ścianie w domu.

Czy zmierzam gdzieś tymi wywodami? Pewnie, że nie. Lubię snuć wywody, które się nie kończą puentą. Czasami tak jest z życiem, zapracowujesz się na śmierć, oszczędzasz na złoty posąg kaczki na starość, a tu nagle kolejka wąskotorowa Cię kasuje. I gdzie tu jakiś sens?
NIEDOSZŁA TAPETA. (Nie teściowa).
Oto prosty rysunek z którego chciałem zrobić tapetę i wrzucić na swoją stronę. Było to ponad pół roku temu i wciąż tego nie zrobiłem. A tu, w tym bardzo wygodnym OGGu wystarczy kliknąć dwa razy i proszę. PS. Rysunek jest w dużej rozdzielczości więc może robić za tapetę, kliknij by zobaczyć w powiększeniu. To tyle fascynujących wrażeń na dziś dobranoc.

sobota, 1 marca 2008

KSIĄŻKI: Zgromadzone na półce.
Przez ostatni czas: pół roku, może z rok, a może i więcej, często kupuję książki ze szlachetnym celem przeczytania ich. Oto te, które zebrały mi się w ciągu tego czasu. Niektóre z nich to komiksy, większość jest po angielsku. No i jak Wam się wydaje, które rzeczywiście przeczytałem?
A zwycięzcami są (and the Oscars goes to): Paulo Coelho - "Być jak płynąca rzeka", czy jakoś tak po polsku, "Blade Runner", oryginalnie książka nazywa się "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" - I jest to świetny tytuł. Przeczytałem ją, ale nie to wydanie, tylko już kiedyś dawno temu, drugi raz, czyli teraz, przerobiłem dopiero 4 strony; "10 secrets to success and inner peace" - czyli 10 sposobów by być szczęśliwym skurczybykiem i nie pękać, kiedy ktoś Ci przedstawia pistolet do głowy albo wezwanie do wojska, "Świadomość - Awareness" Anthonego De Mello, kolejny duchowy poradnik (wydany też w Polsce, świetna pozycja), "Wiek Markiza De Sade" - Jerzego Łojka to fantastyczna książka, w której autor opisuje życie w czasie rewolucji francuskiej w tymże kraju. Tą również przeczytałem kiedyś, ale znów naszła mnie ochota, więc kupiłem na allegro ponad pół roku temu i tak teraz leży i płacze. "Zbrodnia i Kara" - lektura ze średniej, kiedy to nawet nie dobrnąłem do połowy, ale klasyk więc dobrze jest coś raz zaczętego skończyć. "The Road Less Travelled" - obok świadomości druga najważniejsza dla mnie pozycja dla każdego, kto jest zainteresowany duchowością, poznaniem swojego wnętrza i zrozumieniem, że jest coś więcej na tym świecie, niż tylko to, co widzi oko. No i mistrz i Małgorzata, ponownie rozpoczęta lektura ze średniej, ale wreszcie, jakiś rok temu ją skończyłem.

Co zaś do reszty to są to pozycje nieprzeczytane, ale mam zamiar to zmienić. Jak mi pójdzie? Okaże się.

poniedziałek, 17 marca 2008

Z PIEKŁA: Na zakupach.

W tej nowej pięknej kategorii pozwolę sobie robić to, co blogowicze/ludzie/Polacy/jakIchZwałTakIchZwał lubią robić najbardziej, czyli wylewać żółć.

Pośród mnóstwa rzeczy, których nigdy nie pojmę (np. matematyki i chemii) znajdują się kobiety, które na zakupach w supermarkecie, kiedy już ich wszystkie zajebiste zakupy mięsne i pozostałe zostały zeskanowane, wpierw mozolą się pakując przepoconymi kończynami towary do szerego swoich toreb i siatek i reklamówek, ażeby na końcu, kiedy po tych paru minutach, które wydawały się trwać wieczność, żeby wreszcie wtedy łaskawie zapłacić.

Bo NIEEE, po co płacić od razu oszczędzając jednocześnie czasu sobie i takim biednym klientom jak ja, stojącym za nimi w kolejce? Przecież nim pani skasuje i wyda resztę można spokojnie dalej pakować, odebrać resztę i przesunąć się grzecznie w bok kończąc pakować a jednocześnie przepuszczając kolejną ofiarę supermarketu. ECH.

KULKA W ŁEB.

sobota, 15 marca 2008

Z PIEKŁA: Jak krew z nosa.

Pomyślałem, że napiszę jak mi idzie z moim filmem animowanym o którym pisałem wcześniej. Idzie mi jak krew z nosa. Dodatkowo na stronie konkursu zamieszczony jest licznik na który zerkam regularnie wyznaczający ostatnie chwile na wysłanie linka do swojego gotowego dzieła. Tak więc na dzień i czas dzisiejszy mam 76 dni, 4 godziny i 3 minuty (odliczanie w dół wciąż trwa od tego momentu) aby zakończyć swój 10 - 20 minutowy krótki filmik animowany. Jeśli wydaje Ci się, że to dużo, to jesteś w błędzie.

Siedzę przy tym ile mogę, a czasu mam dużo, jednak jak to ze wszystkim w życiu bywa, czasami coś idzie nam gładko, a czasami wręcz przeciwnie. Za dużo poświęciłem czasu na przygotowania, żeby to tak teraz olać, więc dołożę wszelkich starań, żeby to skończyć. Niedługo też wrzucę tu rysunek Atheny, tytułowej bohaterki.

Tyle. Idę po jeszcze jedno piwo z nadzieją, że jutro przywita mnie całkowicie nowy dzień.

wtorek, 11 marca 2008

MUZYKA: Siódme drzewo i Trzeci.

Jedne z moich ulubionych zespołów to Portishead oraz Goldfrapp. Ten rok jest taki cudowny i sielski, że tylko się na polanie walnąć i patrzeć w snujące się powoli chmury. Dlaczego?

Pod koniec lutego Goldfrapp wydał swój czwarty album "Seventh Tree - Siódme drzewo". Mnóstwo ludzi i krytyków pewnie już się o tym rozpisywało, więc napiszę tylko krótko, że jest to powrót (dla mnie) do klimatów z ich debitanckiego albumu "Felt Mountain" i ten nowy album jest po prostu FANTASTYCZNY.

Trudno przebić "Utopię" czy "Pilotów" z ich pierwszego albumu, ale przynajmniej nie ma tu popowej potańcówy z drugiego i trzeciego albumu. Goldfrapp sprawia, że słuchając go przenoszę się w inny świat. Cudowny świat. Jest to bardzo ciepły album wypełniony słońcem i letnim powietrzem. Zdecydowanie jedna z nalepszych płyt jakie ostatnio przyszło mi kupić. Spośród artystów, którzy wciąż żyją, tworzą i się nie rozpadli, gdyż nerwowo ze sobą i z narkotykami nie wytrzymali, jak do tej pory Goldfrapp to mój No. 1.


Portished - ich trzeci studyjny album o nazwie "Trzeci" (są złowieszczo oryginalni jeżeli chodzi o tytuł), ukaże się w kwietniu tego roku po ok. 10 latach przerwy i wszyscy fani zespołu zacierają ręce. O tym zespole też nie ma co za dużo pisać, trzeba posłuchać.

Przez wiele lat byłem w błędzie sądząc, że album "Pearl" został również przez nich nagrany i tak sobie żyłem w tym błędzie aż do dziś. Styl jest zupełnie inny no i co się dziwić, skoro to nie Portishead, jednak jest to również wybitny i niezwykły album nagrany przez Mandalay o tytule "Empatia", który został tak wytłoczony i spakowany, że wszystko na płycie wskazuje, że to Portishead. Taki przekręt zrobili. Kontrowersja była.

Polecam wszystkim lubiącym klimaty "Massive Attack" te płyty, szczególnie te które już słuchałem ("Siódme Drzewo" i "Pearl"). I napiszę jeszcze raz drukowanymi dla innych wciąż żyjących w błędzie: PŁYTA "PEARL" NIE ZOSTAŁA NAGRANA PRZEZ PORTISHEAD, TYLKO PRZEZ MANDALAY BRACIE I SIOSTRO.

poniedziałek, 10 marca 2008

DZIEŃ BEZ PORTEK

Dzięki zaglądaniu na blog Eddiego Campbella, autora rysunków do sławnego komiksu "FROM HELL", który doczekał się niezgodnej jak zwykle z komiksem adaptacji filmowej z Johnnym Deppem jakiś czas temu, dowiedziałem się o interesującej inicjatywie organizowanej przez ruch "IMPROVE EVERYWHERE" - "Rozwijaj się wszędzie".

Ruch ten stara się wywoływać chaos i rozkosz w publicznych miejscach. I tak w styczniu tego roku grupa, która ma swoją siedzibę w Nowym Jorku, miała swoją rocznicę Dnia Bez Portek. W środku zimy ponad 900set ludzi wylazło z nor i przejechało się metrem w samej bieliźnie.
Warto rzucić okiem na zdjęcia i krótkie filmy z tej uroczystości:)

piątek, 7 marca 2008

KOMIKS: d'Artagnane

Krótki profil człowieka z wąsami:
D'Artagnane to najlepszy przyjaciel Herr ZEBY. Do jego cech charakterystycznych należą: wielkie AFRO oraz zamiłowanie do używek. Jest chudy i wysoki no i wyluzowany. Oprócz używek lubi także piękne kobiety, jeślibyście go sami o nie spytali, to bez skrępowania określiłby się jako nowoczesny Casanova.
No tak, czasami ma taką niewyraźną minę. Rysunek pochodzi z najnowszego albumu Herr ZEBA: ALKOHOLIZM.

środa, 5 marca 2008

FILM: Ramirez i Kristos i ich wersja świata


Oto pierszy krótki filmik reklamujący komiks "Zabójcze Przygody Ramireza i Kristosa: Miłość jest ŚLEPA". Wkrótce, tzn. jak tylko uruchomię program do montażu wideo, wrzucę kilka rzeczy z przeszłości, m.in. dwa blisko 10-minutowe filmy które nakręciłem w wieku cudownych lat trzynastu. Pierwszy to horror "Mroczna ZEMSTA" (miał być straszny, ale nie wyszło), a drugi to kryminał detyktywistyczny "Kto porwał syna Beaty K.?.

wtorek, 4 marca 2008

Z PIEKŁA

Leżąc tak z obolałym nogami, gdyż biegałem po raz drugi od długiego czasu bez większej rozgrzewki, zastanawiam się, czy też czeka mnie starość, której najbardziej mi wstyd, czyli opowiadanie o swoich choróbskach, operacjach przepony i długaśne rozmowy z sąsiadem o tym, że pani w aptece znowu na mnie spode łba patrzyła. Zapowiada się, że tak, już teraz piszę o swoich obolałych nogach.

Ale ja nie chcę tak skończyć.

Mój internet, nie wiem czy wiecie, chodzi jak krew z nosa. To co zajełoby sekundę na normalnym cywilizowanym łączu u mnie trwa w nieskończoność. Właśnie wtedy, jak również i wpatrując się bezmyślnie w telewizor, myślę sobie czy na prawdę nie mam nic lepszego do roboty? Mógłbym, np. oskubać kurczaka, tylko że nie mam kurczaka i skubać też nie lubię. Każdy ma swój system wartości i inne przekonania co to znaczy strata czasu. Dla mnie pisanie teraz tego OGGa nie jest stratą czasu (chyba, że ten wpis przypadkiem szlag trafi), gdyż po cichu bezustannie liczę, że spotka mnie to co Krystynę Jandę, kiedy jej wyjebistego bloga przerobili na książkę i złotówki się posypały.

Inni mają gorzej niż ja, jak choćby żyrafa z lękiem wysokości. I ja bardzo chciałbym się cieszyć i mówić Wam rzeczy, które zwykle się wygaduje po narkotykach (kocham Was, widzę Jezusa! Ach, ale ten liść ma sielski smak! Nie widzę swoich rąk!), ale kogo tam będę oszukiwał. To moje uczucia i mam do nich prawo, jak głosi cytat na ścianie w domu.

Czy zmierzam gdzieś tymi wywodami? Pewnie, że nie. Lubię snuć wywody, które się nie kończą puentą. Czasami tak jest z życiem, zapracowujesz się na śmierć, oszczędzasz na złoty posąg kaczki na starość, a tu nagle kolejka wąskotorowa Cię kasuje. I gdzie tu jakiś sens?

NIEDOSZŁA TAPETA. (Nie teściowa).

Oto prosty rysunek z którego chciałem zrobić tapetę i wrzucić na swoją stronę. Było to ponad pół roku temu i wciąż tego nie zrobiłem. A tu, w tym bardzo wygodnym OGGu wystarczy kliknąć dwa razy i proszę. PS. Rysunek jest w dużej rozdzielczości więc może robić za tapetę, kliknij by zobaczyć w powiększeniu. To tyle fascynujących wrażeń na dziś dobranoc.

sobota, 1 marca 2008

KSIĄŻKI: Zgromadzone na półce.

Przez ostatni czas: pół roku, może z rok, a może i więcej, często kupuję książki ze szlachetnym celem przeczytania ich. Oto te, które zebrały mi się w ciągu tego czasu. Niektóre z nich to komiksy, większość jest po angielsku. No i jak Wam się wydaje, które rzeczywiście przeczytałem?
A zwycięzcami są (and the Oscars goes to): Paulo Coelho - "Być jak płynąca rzeka", czy jakoś tak po polsku, "Blade Runner", oryginalnie książka nazywa się "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" - I jest to świetny tytuł. Przeczytałem ją, ale nie to wydanie, tylko już kiedyś dawno temu, drugi raz, czyli teraz, przerobiłem dopiero 4 strony; "10 secrets to success and inner peace" - czyli 10 sposobów by być szczęśliwym skurczybykiem i nie pękać, kiedy ktoś Ci przedstawia pistolet do głowy albo wezwanie do wojska, "Świadomość - Awareness" Anthonego De Mello, kolejny duchowy poradnik (wydany też w Polsce, świetna pozycja), "Wiek Markiza De Sade" - Jerzego Łojka to fantastyczna książka, w której autor opisuje życie w czasie rewolucji francuskiej w tymże kraju. Tą również przeczytałem kiedyś, ale znów naszła mnie ochota, więc kupiłem na allegro ponad pół roku temu i tak teraz leży i płacze. "Zbrodnia i Kara" - lektura ze średniej, kiedy to nawet nie dobrnąłem do połowy, ale klasyk więc dobrze jest coś raz zaczętego skończyć. "The Road Less Travelled" - obok świadomości druga najważniejsza dla mnie pozycja dla każdego, kto jest zainteresowany duchowością, poznaniem swojego wnętrza i zrozumieniem, że jest coś więcej na tym świecie, niż tylko to, co widzi oko. No i mistrz i Małgorzata, ponownie rozpoczęta lektura ze średniej, ale wreszcie, jakiś rok temu ją skończyłem.

Co zaś do reszty to są to pozycje nieprzeczytane, ale mam zamiar to zmienić. Jak mi pójdzie? Okaże się.

@templatesyard